frankie36
05.08.04, 23:25
Po moim wyjezdzie z kraju na odglos polskiego jezyka lecialam jak pszczola do
miodu,po kilku latach poznalam kilka naprawde fajnych Polek,stworzylysmy
tz.Poolse stichting.Laczylo nas wiele,dzieci mialysmy w tym samym wieku,a ze
byly male ,zadna z nas wtedy nie pracowala i mialysmy dosyc dla siebie
czasu.Pozniej oczywiscie,zaczelysmy sie zajmowac nie tylko domem ,stosunki
nie byly juz tak zazyle,ale w dalszym ciagu bylysmy dla siebie.Po przyjezdzie
do Kanady musze przyznac,ze juz tak nie reaguje na polskie grono,poznalam
kilka osob,troche nie odpowiada mi ich podejscie ,spojrzenie na wiele spraw i
nie szukam tak jak to robilam w Holandii.Odkrylam,ze moge miec
znajomych ,przyjaciol innych narodowosci,ze naprawde mnie wkurza pitolenie
jacy to my jestesmy wspaniali...Nie uwierzycie,nie wiem czy to jest leczenie
kompleksow,ale do tej pory z osob,ktore tutaj poznalam,panuje przekonanie ,ze
my to kultura,ze sie lepiej ubrac potrafimy.Nie przecze,moze po prostu nie
spotkalam bratniej polskiej duszy,moze wszystko jeszcze przede mna,ale i tez
goraczkowo nie szukam...