Moj polski dzien :-)))

12.02.05, 05:57
Dzis byl polski festiwal kolo Wellington i spedzilam tam ladnych pare
godzin smile Nagotowalam gar kapuchy i sprzedawalam (wrocily do mnie czasy
dziecinstwa, kiedy to uwielbialam bawic sie w sklep) smile Sprzedawalam jeszcze
czyjs bigos i drugi gar kapustki i wszystko poszlo blyskawicznie. Byly tez
pierogi, placki ziemniaczane, kielbasa, nalesniki z roznym nadzieniem. No i
najrozniejsze ciasta. Mmm, pycha, chociaz niestety wiatr mi zwial mojego
nalesnika sad

Byly wystepy polskich zespolow piesni i tanca, a calosc byla zorganizowana,
zeby zebrac fundusze na polska szkole i te zespoly taneczne.

A teraz mam w domu nadziewane pierniki, ogorki kiszone i zurek, barszcz bialy
i ogorkowa w torebkach smile)) W domu zup torebkowych nigdy nie jadalam (no,
moze goracy kubek na studiach), a tutaj pewnie bede zajadac az mi sie uszy
beda trzesly smile I tylko nie wiem, jaka okazja bedzie wystarczajaco wazna,
zeby otworzyc ten sloik ogorkow. Bede je trzymac i oszczedzac w
nieskonczonosc smile))
    • zodiakalny_kot Re: Moj polski dzien :-))) 12.02.05, 06:24
      Ale fajnie! A czy duzo jest w NZ polonii? I czy zwiedzajacy ten festiwal to
      Polacy czy ogolnie?

      My w Atlancie mamy polski sklep, gdzie sa bardzo dobre wedliny - zupelnie jak w
      Polsce chociaz wyrabiane w Chicago lub NY. Sa tam wlasciwie wszystkie niemal
      rzeczy spozywcze co w PL. Do tego ciasta domowej roboty. Pycha - niestety sklep
      jest dosc daleko od nas i wybieramy sie jak juz mnie przypili.
      • abere8 Re: Moj polski dzien :-))) 13.02.05, 00:41
        zodiakalny_kot napisała:

        > Ale fajnie! A czy duzo jest w NZ polonii? I czy zwiedzajacy ten festiwal to
        > Polacy czy ogolnie?

        Na pewno nie jest tu tyle Polonii, co w Wielkiej Brytanii czy w Stanach, ale
        troche jest. Bardzo duzo osob to tak zwane "dzieci Pahiatua", ktore w 1944
        zostaly tu przeslane droga przez chyba Sybir i Persje i zostaly umieszczone w
        obozie dla uchodzcow w miejscowosci Pahiatua, a potem juz tu zostaly. To oni
        stanowia trzon tutejszego Stowarzyszenia Polakow w NZ (przynajmniej w
        Wellington, nie wiem, jak gdzie indziej). Ich dzieci, czyli osoby w wieku 35-45
        lat raczej mowia po polsku, chociaz czasami tylko pare slow i czuja sie
        Polakami przynajmniej czesciowo. Druga dosc liczna grupa sa uchodzcy polityczni
        z lat 80, ale oni raczej malo sie udzielaja w Polonii. I jest tez troche osob w
        moim wieku, pare lat po studiach, ale tez raczej malo zainteresowanych
        wpolnym "podtrzymywaniem" polskosci.

        Oczywiscie generalizuje tutaj i sa rozne inne osoby, uklady i sytuacje zyciowe.

        A ten festiwal to bylo takie dzielenie sie nasza kultura z Nowozelandczykami, z
        tym ze oczywiscie glownie byli na nim Polacy. Niektorzy przyprowadzili swoich
        tutejszych znajomych, zreszta wiele jest par mieszanych, ale raczej osoby,
        ktore byly, sa w jakis sposob zwiazane z Polonia, a nie po prostu przyszly z
        ciekawosci.
      • bietka1 Re: Moj polski dzien :-))) 13.02.05, 00:51
        Przyznaje, ze bardzo wam zazdroszcze tych smakolykow z Polski, bo ja kupilam kilka dni temu
        w polskim sklepie ruskie pierogi, ale wiecie co? To nie byly takie pierogi jakie ja znam z Polski i
        przyznam, ze bardzo sie rozczarowalam. Szkoda, bo bardzo sie ucieszylam sad
        Tylko prosze, nie myslcie, ze wybrzydzam, albo ze smak mi sie zmienil.
        Musze sprobowac jakiejs innej marki.
    • cobaea Re: Moj polski dzien :-))) 12.02.05, 07:44
      Abere, uwazaj z tym oszczedzaniemsmile
      Kiedys tez paslam oczeta sloikiem z ogorkami i w efekcie sie popsuly. Cholera,
      az sie poryczalam, jak musialam wyrzucic!

      I ach, narobilas mi ochoty za placki ziemniaczane. Wiem, co bedzie dzis na
      obiad!
      • abere8 Re: Moj polski dzien :-))) 13.02.05, 00:31
        Och, cobaea, dzieki za ostrzezenie! Bo ja wlasnie czasami mam takie ciagoty na
        oszczedzanie wszystkiego, a potem to sie wlasnie moze tak marnie skonczyc. Ale
        to chyba rodzinne, bo pamietam jak moja babcia czy rodzice w
        czasach "powszechnego dobrobytu i szczesliwosci" przed rokiem 89 mieli szynke w
        puszce, ktora trzymali na swieta. Przyszly swieta, oszczedzili ja, trzymajac na
        nastepne. I tak pare razy. A jak juz wreszcie sie zdecydowali, to okazalo sie,
        ze szynka zmienila kolor na zielony... smile
    • tamsin Re: Moj polski dzien :-))) 13.02.05, 04:36
      Abere jak przeczytalam twoj post to nie dosc ze zapragnelam zjesc dobrego
      bigosu, ale ja tez tak chcem!!! Byc na festiwalu i sprzedawac kapuste, kupowac
      pierogii smile)) Czasami az wrecz nie do uwierzenia, gdzie takie festiwale sie
      odbywaja, nawet na koncu swiata!
    • jan.kran Re:Jestem pod wrazeniem:-)))) 13.02.05, 09:44
      Nowa Zelandia i kapusta oraz ogoreczkismile)) No, no!
      A ja w Oslo ani pieroga, ani polskiego sklepusad((
      Proby kontaktu z Polonia spelzly ( z braku zainteresowania z mojej str. ) I tak
      sobie samotnie dryfuje polsko ale bez kielbaski krakowskiej i zurku.
      Kran na Rubiezy.
    • kash0303 Do abere8 13.02.05, 23:25
      > A teraz mam w domu nadziewane pierniki, ogorki kiszone i zurek, barszcz bialy
      > i ogorkowa w torebkach smile))

      A gdzie w Wellington mozna te smakolyki kupic? Do Anglii to mi rodzina
      systematycznie dowozi zapasy (a ogorki Krakus wyczailam nawet w jednym sklepie
      hinduskim!!!), ale przeciez te przepisy odnosnie zakazu wwozenia zywnosci do NZ
      oznaczaja, ze nic z tych zapasow nie bede mogla zabrac jak tam pojedziemy. No
      wiec gdzie to mozna kupic???

      Dzieki z gory za odpowiedz,

      Kasia
      • abere8 Re: Do abere8 13.02.05, 23:39
        Sa tu takie panie, ktore sprowadzaja polskie produkty z Australii. Niestety
        slodycze zdaje sie tylko z Wawla, a nie mojego ulubionego Wedla, ale na
        bezrybiu i rak ryba smile One mieszkaja (chyba) w Lower Hutt kolo Wellington, a
        co jakies dwa tygodnie zjawiaja sie w Domu Polskim w Wellington i sprzedaja.
        Jak chcesz, to moge Ci podac do nich namiary na priva.

        Przed Swietami jedna babka, niezaleznie od nich, otworzyla sklep z polskimi
        slodyczami w samym centrum, kupilam od niej krowki, chalwe i jakies czekoladki,
        ale zaraz po Nowym Roku sie tam przeszlam i bylo juz zamkniete sad Nie wiem
        zupelnie, co sie z nia stalo, bo nawet jesli biznes nie szedl super, to pare
        tygodni to troche za krotko, zeby sie poddawac, nie?

        --
        Jak się piszesz, tak cię widzą.
Pełna wersja