dziewczyny, mam problem. zreszta nie wiem czy to jest naprawde problem, czy
moze zcasy takie czy moze ja sie za bardzo wszystkim przejmuje - ale ja tak
mam i juz.
moja corka ma klopoty z niemieckim. tzn. gada normalnie, nie nalezy do jakichs
tumanow, czyta ksiazki, ma ich pelno, ma mnostwo kolezanek, oglada tv - nic
ponizej normy moim zdaniem. nauczycielka od niemieckiego jednak postawila jej
dwoje z ostatniej pracy, argumentujac to tym, ze nie wie o co chodzi w tym co
Karo napisala, no i co musze potwierdzic Karo sadzi STRASZNE byki i im
bardziej wspaniala jest tresc tym bykow wiecej. ja juz nie wiem co mam z tym
zrobic. ja osobiscie uwazam, ze corka ma talent do pisania (moze kazda mama
tak uwaza), bo gdy czytam te jej rozne historie to sposob w jaki to pisze
bardzo mi sie podoba, jej historie wciagaja itd itp. (moze kiedys wam jakas
wysle?). zarzutem nauczycielki jest takze ze slownictwo jest niewystarczajace.
no dobrze, ale jak ja mam cokolwiek poradzic jesli gadam z nia po polsku w
domu i uwazam ze idiotyzmem z moej strony byloby przechodzic na niemiecki, bo
nie jest to moj jezyk ojczysty. koniec kropka. wzielam jej dodatkowe lekcje.
ta druga nauczycielka uwaza ze ta pierwsza przesadza. ale co mi z tego?
nie chce ze tego robic cyrku w szkole tylko chce pomoc Karo - jak rozwinac jej
niemiecki - ona sama mowi ze woli niemiecki niz polski i moim zdaniem calkiem
normalnie sie w nim porusza. faktem jest ze jest (karo) strasznie dziecinna,
moze bardziej niz jej kolezanki, non stop jest w swiecie fantazji - przeciez
jej tego nie zabronie. ale martwie sie, ze to jej utrudnia zycie w szkole.
hm. wymagania nauczycielki sprowadzaja sie do wymagania profesjonalizmu od
dziecka. tak to rozumiem. albo moze zle?
jakie jest wasze zdanie? jak reagowalybyscie w takiej sytuacji? jak moge to
zmienic? nie mam pomyslu