Dodaj do ulubionych

Do frakcji niemieckiej...

05.08.05, 13:45
Potrzebuję zaufanego i porządnego adwokata znającego się na międzynarodowym
prawie alimentacyjnym.

Nie liczę na wiele ale chcę chociaż spróbować.

Niestety prawdopodobnie podlegam , mieszkając w Norge pod norweskie prawa o
których nie będę się wyrażać.

Gdybym po rozwodzie mieszkała w DE moja sytuacja samotnej_matki_z _dwojgiem
_dzieci byłaby o niebo lepsza.

Kran.
Obserwuj wątek
    • tamsin Re: Do frakcji niemieckiej... 05.08.05, 20:47
      zaciekawilas mnie tym postem, bo wydawalo mi sie ze wszystkie dobrze rozwiniete
      panstwa maja na uwadze, przede wszystkim dobro dzieci, wiec nie powinno sprawic
      roznicy czy tu czy tam..Czasami gdzies przeczytam tutaj na gazecie, ze matka
      samotna utrzymujaca z wlasnej kieszeni bez pomocy ojca dziecko/dzieci, i
      praktycznie nie ma mozliwosci (o Polsce pisali) o zmuszenie ojca na placenie,
      to tak sie zastanawiam - jak to mozliwe? rozumiem, ze uda mu sie wymigac przez
      pare miesiecy, ale czy nie scigaja go za to?
      • asia9111 Re: Do frakcji niemieckiej... 05.08.05, 22:52
        a to jest interesujace, bo gdy pracowalam w NYC, jeden z profesorow (Polak)
        pojechal do PL, i go zatrzymali na lotnisku, bo od chyba 2 lat migal sie od
        alimentow bylej zonie w PL+ 2 dzieci, w tym jedno niesprawne. Pozwolono mu
        wykonac do mnie telefon--bo sie aniolek na semestr mi nie stawial. Tak wiec,
        jest czy nie--ta mozliwosc sciagania? Moze poniewaz on byl w USA tu nie ma jak
        obywatela PL z pobytem USA scigac? Interesujace pytanie.
        • jan.kran Re: Do frakcji niemieckiej... 05.08.05, 23:08
          Nie chodzi o miganie...
          Trochę to zbyt prywatne , ex mi sporo pomaga ale robi według własnego widzimisię.
          Pewnie znając siebie odpuszczę , trzeba w końcu ponosić kosekwencje własnych wborów.
          Kran.
          • asia9111 Re: Do frakcji niemieckiej... 06.08.05, 01:38
            no tak, moj profesorek sie migal calkowicie sad
            • tamsin Re: Do frakcji niemieckiej... 06.08.05, 01:46
              wiecie, ja tak czytalam kiedys jakas grupe o poradach prawnych, sama bylam
              ciekawa jak zgarnac spadek w Polsce, ale tam wiekszosc osob to mezczyzni,
              szukajacy rady jak NIE placic na dziecko. Normalnie niedobrze mi sie
              zrobilo..Miedzy tymi facetami, byla jedna kobieta, spodziwajaca sie
              dziecka,ktora uwazala ze jej maz nie powinien placic na dziecko z pierwszego
              malzenstwa, bo czesto zabiera syna na lody, do kina, na wycieczki. Wyszlam z tej
              grupy z takim niesmakiem, ze do tej pory mam jakies takie niemile uczucie co do
              tych wszystkich ojcow z obowiazkami alimentacyjnymi, ktorzy szukaja rady jak
              kompletnie wykrecic sie z obowiazkow na wlasne dziecko, lub podobnie moze jak u
              Jana Krana, jak placic to co im sie podoba, lub kiedy maja ochote. Nie mam
              absolutnie zadnej sympatii dla takich facetow i nigdy nie zrozumiem takiego
              zachowania. Prawo powinno byc proste i nie wymagajace placenia tysiecy za
              adwokata, zeby dostac pare groszy na chleb dla dziecka..ehh, zdenerwowalam sie
              az, jak sobie przypomnialam tamta grupe sad(
              • asia9111 Re: Do frakcji niemieckiej... 06.08.05, 02:26
                tamsin,
                podpisuje sie pod Twoim postem. Ty nie wiesz jaka ja mialam satysfakcje, jak
                tego profesorka z ambicjami wladowali do pudla i musial sie do mnie kajac czemu
                nie doleci na poczatek semestru. Z jednej strony smiac mi sie chcialo ( i
                pewnie obsmialam sie jak nutria po rzuceniu sluchawka) jak on sobie spedzi pare
                nocek w areszcie, a z drugiej bylam wsciekla ze taki napuszony pawian nie lozy
                na dziecko z autyzmem. Bardzo to uwazalam za niesmaczna sprawe. Nota bene nocek
                w areszcie spedzil wiecej niz kilka, ale opinia u mnie na jego temat nigdy juz
                nie wrocila do chocby neutralnej. Mial kreche.
              • triskell Re: Do frakcji niemieckiej... 06.08.05, 03:07
                No to teraz pewnie mnie i mojego męża zlinczujecie, bo ja się wypowiem z tej
                drugiej strony.

                Mój mąż miał syna. Miał szczere chęci wychowywać go. Pewnego pięknego dnia, jego
                dziewczyna zabrała dziecko i się wyniosła. Pomijam już fakt, że było to w
                Walentynki, że wkrótce okazało się, że sypiała z co najmniej dwoma przyjaciółmi
                mojego męża i że zostawiła po sobie pełno długów (rachunki, na których
                zapłacenie brała pieniądze, samochód i kamera, które jej kochanek "sobie
                zabrał", itp.), które do tej pory spłacamy. Pomijam też fakt, że 5 lat temu
                zostawiła małego u Joshuy mamy i kiedy on specjalnie wrócił z Filadelfii żeby
                się zająć synem... po paru miesiącach zabrała dziecko z powrotem.

                W chwili obecnej sytuacja wygląda tak: Joshua alimentów nie płaci. Jest tak za
                obopólną zgodą. Być może panienka czuje się winna i wie, że to był _jej_ wybór,
                być może ma inne pobudki, ale w każdym razie oboje ustalili, ze chłopiec ma
                teraz nową rodzinę, nowego pana, do którego mówi "tato" i nie należy rodzierać
                go pomiędzy dwoma rodzinami. Status Joshuy w jego życiu to obecnie "kolega".
                Dzwoni do małego w jego urodziny, ale ostatni raz spotkał się z nim osobiście
                półtora roku temu na naszym ślubie. Dzieje się tak częściowo dlatego, że mały
                (no, nie taki już mały - 9 lat) mieszka w innym stanie, ale my jutro w tym
                mieście będziemy i spotkania z nim nie planujemy (zresztą pewnie jest na wakacjach).

                Dodam jeszcze tylko, że nasze mieszkanie w Stanach (a nie w Polsce) to własnie
                po to, że gdyby coś się z dzieciakiem stało, to Joshua chce jeszcze przez parę
                lat być w pobliżu, w razie czego. Później mały zawsze będzie u nas w Polsce mile
                widziany, jeśli będzie chciał przyjechać w odwiedziny. Jako kumpel.

                Większość z Was nie znała tej części mojej/naszej historii i przez moment się
                zastanawiałam, czy w ogóle o tym pisać (ze względu właśnie na to, że narażam się
                tym samym na rozszarpanie). To, że napisałam, jest chyba najlepszym dowodem, jak
                bardzo Wam ufam. A teraz, jeśli chcecie, szarpcie.
                • monhann2 Re: Do frakcji niemieckiej... 06.08.05, 03:40
                  Triskell, nie mam zamiaru Cie linczowac ani szarpac. Ciesze sie, ze nam ufasz i
                  dzielisz sie taka bardzo prywatna sprawa. To jest troszke inna sytuacja i nie
                  mozna tu mowic o miganiu sie od placenia alimentow. Matka syna Twojego meza i
                  Twoj maz podjeli wspolnie taka decyzje. Jej chyba nie zalezy, bo gdyby tak
                  bylo, to sa sady. Joshua tez, mysle, odpuscil, bo przeciez gdyby tylko chcial
                  widywac syna i uczestniczyc w jego wychowaniu, to tez sa od tego sady
                  (oczywiscie w przypadku gdyby bylo niemozliwe porozumienie). Tylko dlaczego
                  chce byc w poblizu w razie czego? Gdyby maly go potrzebowal. Czegos tu nie
                  rozumiem... Nie bede wnikac w szczegoly jaka sytuacja jest lepsza i
                  korzystniejsza dla dziecka, bo wlasciwie to glownie powinno tu chodzic o jego
                  dobro. Czy dziecko wie, kto jest jego biologicznym tata?








                  , bo nie o to chodzi.
                  • triskell Re: Do frakcji niemieckiej... 06.08.05, 05:52
                    monhann2 napisała:
                    > Tylko dlaczego
                    > chce byc w poblizu w razie czego? Gdyby maly go potrzebowal.

                    W razie gdyby matka znowu zmieniła zdanie i gdzieś dzieciaka zostawiła. W tej
                    chwili wydaje się, że oni są szczęśliwą rodziną i że ona się zmieniła. Ale mój
                    mąż chyba już nigdy nie zaufa jej do końca i nie uwierzy w 100% w tą zmianę.
                    Więc woli jeszcze przez parę lat tu być _na_wypadek_gdyby_ jednak ta wiara w
                    zmianę była zbyt optymistyczna.

                    > Czy dziecko wie, kto jest jego biologicznym tata?

                    Oczywiście, że wie. Ale, jak to określił Joshua, "I'm his biological father but
                    I'm no longer his Dad". To nie on był facetem, który był obecny gdy chłopak
                    wygrywał swój pierwszy mecz, zakochiwał się w pierwszej dziewczynie (9 lat to
                    już chyba ten wiek?), mierzył z pierwszym rywalem, przynosił pierwsze oceny ze
                    szkoły. Dziecko _ma_ swojego "father figure". Gdyby matka wychowywała go sama,
                    to uważałabym, że dziecko musi tego father figure mieć i że powinien to być
                    Joshua. Ale _jest_ ktoś, kto spełnia tę funkcję, kto jest na miejscu, kto
                    wszystkie te przeżycia z dzieciakiem dzielił.

                    Mój mąż długo się wahał zanim podjął decyzję dotyczącą swojej roli w życiu
                    małego. W końcu stwierdził, że dla dobra dziecka najlepiej będzie nie siać mu w
                    głowie zamętu i nie rywalizować o niego z tym "tatą", którego ma na miejscu.
                    Doszedł do wniosku, że gdyby walczył o miejsce ojca w życiu małego, to robiłby
                    to bardziej dla siebie, niż dla dziecka. On poświęcił temu dziecku spory kawałek
                    życia, praktycznie na parę lat zrezygnował ze swojej wolności i realizacji
                    swoich życiowych planów, żeby być ojcem (trochę to tu upraszczam, to nie samo
                    ojcostwo go do tego zmusiło, ale bycie w związku z bardzo ograniczjącą go
                    kobietą, co robił ze względu na dobro dziecka). I kiedy to wszystko się
                    zawaliło, to miał trochę myśli typu "Tyle w to siebie włożyłem a teraz mam
                    zrezygnować? To po co były te lata?" Trochę czasu mu zabrało, zanim zdał sobie
                    sprawę z tego, że w tym momencie myśli _o_sobie_.

                    Jest taka przypowieść w Biblii o bodajże Królu Salomonie i dwóch matkach, które
                    walczyły o dziecko. Mądry król poradził, by każda złapała dziecko i ciągnęła w
                    swoją stronę. I suma sumarum mądrzejsza okazała się ta, która potrafiła z tego
                    zrezygnować. To jest bardzo trudna decyzja i pewnie dopiero czas pokaże, czy
                    była słuszna. Na razie jednak wydaje się, ze dzieciak ma wszystko, czego mu
                    potrzeba i że to rozwiązanie jest dla niego najlepsze.

                    Dziewczyny, dziękuję Wam bardzo, że mogłam Wam o tym wszystkim opowiedzieć smile.
                    • asia.sthm Re: DoTriskell... 06.08.05, 19:07
                      Triniu, pytasz to odpowiem:
                      widze czarno..jeden z gorszych scenariuszy na przyszlosc tego mlodego
                      czlowieka. Dla niego cala ta sytuacja oznacza jedno: ojciec mnie nie chce !!!
                      Poltora roku od ostatniej wizyty i to w dodatku zwiazanej ze slubem ojca to dla
                      niego cala wieczmosc. Ani kartki ani telefony tego nie nadrobia.
                      Zeby ten ojczym byl najlepszy i godny ozlocenia to jest tylko ojczym. Maly wie
                      ze ze gdzies jest jego prawdziwy ojciec, ktory go nie chce.
                      W swojej 9-cioletniej glowie bedzie fantazjowal, zbuduje z tego ojca jakis
                      nieprawdopodobny ideal , albo zrobi z niego ostatniego niegodziwca.
                      Ani jedno ani drugie nie jest dobre dla rozwoju mlodego czlowieka. Niebawem
                      zacznie sie bardzo trudny okres w jego zyciu, okres dojrzewania, przyjdzie
                      bunt. To jest normalnym etapem rozwoju, ale w tym przypadku bedzie to wynikiem
                      odrzucenia i slusznego oburzenia. Zaden ojczym sobie z tym nie poradzi , ani
                      najstabilniejsza matka. Szykuje sie najprawdziwsza, nie do unikniecia wojna w
                      tamtej rodzinie. Wybacz moje czarnowidztwo.
                      Wystarczy porozmawiac z dzis juz doroslymi ludzmi , ktorzy kiedys byli w ten
                      sposob odrzuceni.
                      Kazdy wam powie, ze wolalby, zeby ten porzucajacy rodzic nie zyl, zeby zginal
                      smiercia boharerska, zeby mogli go sobie chociaz wyidealizowac i byc z nich
                      dumni.
                      Wystarczy porozmawiac z mlodocianymi przestepcami, kazdy z nich wam powie, ze
                      dokonuje tego zeby zwrocic na siebie uwage ojca, jakakolwiek uwage, chocby i
                      manto ciezkie, ale zeby cos ten ojciec dla nich zrobil.

                      Mojego syna kiedys napadlo dwoch i brutalnie zrabowali mu skuter.
                      Policja zlapala ich tego samego dnia, wezwano nas, aby syn ich zidentyfikowal.
                      Jeden z nich, ten glowny rabus, wygladal jak zbity opuszczony piesek, choc na
                      oko wyrosniety silny , charakterny chlopak . Mial juz na sumieniu sporo, bo
                      zostal natychmiast skierowany do wiezienia dla nieletnich. Zjawila sie tez jego
                      matka i jak na moje oko bardzo przejety, opiekunczy ojczym.
                      Wzrok rabusia powiedzial mi wtedy wiele. On po to wykonywal te wszystkie
                      glupoty zeby jego biologiczny ojciec sie zjawil, zainteresowal, zrobil cos po
                      prostu. Mozna to uznac za nadinterpetacje faktow, ale ja to wyraznie widzialam
                      i w zachowaniu tego 16-latka i wywnioskowalam z rozmowy jego rodzicow.
                      Czekalismy w tej samej poczekalni. Oni nie wiedzieli ze jestem matka ofiary ich
                      syna.

                      Zreszta wcale nie jest latwo przejsc przez okres buntu i tzw wyzwolenia nawet w
                      kompletnej rodzinie. To trudny egzamin do zdania dla wszystkich zamieszanych
                      smile)
                      Zycze wam dobrych decyzji, zeby nic z moich czarnych przewidywan sie nie
                      sprawdzilo .
                      • mon101 Re: DoTriskell... 06.08.05, 20:32
                        Asiu, jak zwykle napisalas bardzo madrze. w moim otoczeniu jest wielu chlopcow,
                        dzis juz prawie doroalych mezczyzn, ktorzy , z roznych przyczyn wychowywali sie
                        bez ojcow, w roznych ukladach, wielu z nich w dobrze niby prosperujacych nowych
                        rodzinach. Ale gdzies tam, na dnie duszy ten biologiczny ojciec zawsze
                        wychodzil - pozorna nienawisc, odrzucanie, ale jakiez zabieganie o wzgledy...
                        Milosc matki jest bezwarunkowa, na milosc ojca trzeba podobno zasluzyc. Kiedys
                        ktos powiedzial - "Mezczyzni kochaja tylko dzieci kochanych kobiet", moze cos
                        w tym jest....
                        • asia.sthm Re: DoTriskell... 08.08.05, 13:27
                          > ktos powiedzial - "Mezczyzni kochaja tylko dzieci kochanych kobiet", moze cos
                          > w tym jest....

                          Oj jest !!! Smutne to, ale czesto tak sie wlasnie zdarza, za czesto sad(
                          • jan.kran Re: Ogólnie. 08.08.05, 13:57
                            No to ja jestem wyjątkiem potwierdzającym regułęsmile)
                            Im dłużej od rozwodu tym ex jest lepszym Ojcem.

                            Jak to Młoda okresliła : Ojciec dorasta do tego żeby być tatusiem.
                            Ma trochę opóźniony zapłon , bo dzieci już dorastające ...

                            Młodego miał siedem tygodni tego lata i poprzedniego , i było ok. Jak dzieci
                            były małe to nie mogłam ssię doprosić żeby godzine z nimi został...

                            Jedzie z Nimi aktualnie do : ( cytat ) tych Waszych dziwnych sklepów. Czyli
                            lumpeksów.
                            Ciekawe czy Junior nabędzie kolejną bluzke żabotami i hipisowskie spodnie:-pppp

                            Ex jest dumny z Młodej ,Junior też sroce nie wypadł...
                            Niech się chwalismile))) A ja i takwiem kto zrobił dobrą robotę...

                            I w tym kontekście odpuszczę Mu rózne numery głównie finansowe.

                            Akuratjestem po rozmowie w sprawie nowej fabryki gdzie może zarobię trochę więcej.
                            Rozmowa przeaz telefon ok w przyszłym tygodniu osobiście a potem za rok szkoła i
                            Afryka.
                            Ijuż smile)))

                            Kran_znowu_ optymistyczny.

                            A wczoraj byłam nieźle zdołowana...
                            K.
                • tamsin Re: Do frakcji niemieckiej... 06.08.05, 05:24
                  wiesz Triskell, bycie rodzicem jest chyba najtrudniejszym zadaniem dla
                  mezczyzn. Wielu po prostu "rezygnuje" z rodzicielstwa w taki czy w inny sposob,
                  sa zbyt mlodzi, niedojrzali, dziecko w jakis sposob "nalezy" do matki nie do
                  ojca, rozne sa przypadki jednym slowem. W przypadku tego chlopca, to po prostu
                  nie planowane, niechciane dziecko, z ktorym jakos sie po prostu trzeba uporac,
                  nawet przy pomocy podrzucania po babciach. Ze matka sypiala z jego
                  przyjaciolmi, nie powinno to naprawde wiele znaczyc w relacjach ojciec-dziecko,
                  ale jakos ciezko jest mezczyznie oddzielic matke od dziecka, i czesto wlasnie
                  nie placa na dziecko dlatego, ze "placic tej k..wie nie bede". Przykre to, ze
                  twoj maz zupelnie sie odsunal od swojego wlasnego dziecka, nawet jezeli jest w
                  przekonaniu, ze tak jest lepiej. To jakby nie bylo, jest jego dziecko, nie
                  kumpel, i tylko "bycie" gdzies tam, z pewnoscia nie wypelni obowiazkow ojca.
                  Nie pisze tego aby "rozszarpac", mysle tylko ze czasami faceci "poddaja sie" w
                  pewien sposob bo jest to wygodne..

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka