Dodaj do ulubionych

znalazlam PRACE W POLSCE i teraz TRAGEDIA

22.09.05, 19:03
wlasnie musialam wziazc tabletki na uspokojenie bo to co mi sie przydarza nie
wiem jak delkatnie nazwac. ZALAZLAM SUPER PRACE W POLSCE na razie na pol
etatu ale tak mi pasuje poniewaz mam corcie a potem jak bym sie wykazala to
sa szanse na pelny etat. super firma z perspektywami w koncu moglabym
zdobywac dosw a nie jak dotychczas sprzatac u ludzi lub podawac do stolu. w
ogole nie wierzyla w to poniewaz jestem 4 lata po studiach potem wyjechalam
zagranice gdzie w czhwili obecnej mieszkam z meze Wlochem., nie pracowalam
nigdy tak na powaznie, te prace tupu kelnrka traktowalam sezonowo bardziej
dorywczo wiec sami rozumiecie jaka jestem spragniona sukcesu by cos udowodnic
i wierzyc ze oprocz sprzatania moge cos robic dobrze. ale mam bilet powrotny
na 16 X maz przyleci 10 i co... wracac? na dodatke we W nie ma pracy nikt
mnie nie zatrudni ba, nawet nie przydzieli mi zlobka jestem na liscie
oczekujacych wiec do konca roku tylko dom i 4 baiale sciany. ponadto nie mam
tam nikogo oprocz meza rodzina jego w ogole mi nie pomaga wrecz przeciwnie
tylko mi uprzykrzaja zycie, na moja rodzine nie mam co liczyc wszyscy pracuja
maja sie dobrze, opiekunka? za drogo nie stac nas wiec jak mam sobie to
wszystko zorganizowac chcialabym skonczyc jakies kursy mniec dobra prace
ktore sie nie powstydze przed kolezkami pracujacymi w POlsce(one mysla ze
kjestem dobrze ustawiona)+ teraz doszliszmy do jakiegos porozumienai z moim
mezem ale nie chce tak wegetowac chce sie realizowac (oczywiscie nie kosztem
dziecka )ale chce sie czuc spelniona kochana i zaradna-tego mi brakuje. i co
robic kochane?...............................nie ma sil
Obserwuj wątek
    • mulinka Re: znalazlam PRACE W POLSCE i teraz TRAGEDIA 22.09.05, 21:51
      no...tragedii jeszcze nie ma
      wszyscy zdrowi, nikt nie umarl
      smile
      rozumiem, ze masz trudna sytuacje, a zycie zmusza Cie do dokonania wyboru, ale
      to jest Twoje zycie, dlatego Ty musisz sama tego wyboru dokonac

      moze, jesli trudno Ci jest okreslic, czego chcesz, sprobujesz zdefiniowac,
      czego nie chcesz - czasem to ulatwia podjecie decyzji
      poza tym proponuje rachunek zyskow i strat
      wypisz na kartce, podzielonej pionowa kreska ,po lewej stronie - co zyskasz
      zostajac w Polsce (i postaraj sie wyobrazic sobie, jak bedzie wygladalo Twoje
      zycie powiedzmy za 5 lat), a po prawej stronie, co stracisz, jesli pozostaniesz
      w Polsce (np.swoje zycie we Wloszech, Meza?)
      przyjzyj sie pozniej temu , co napisalas
      latwiej bedzie Ci podjac decyzje
      powodzenia!
    • demonka7 Re: znalazlam PRACE W POLSCE i teraz TRAGEDIA 23.09.05, 01:14
      Zostan w Polsce, jesli pobyt we Wloszech wydaje ci sie wegetacja... Czasami wydaje sie nam ze takie
      powazne decyzje sa "na zawsze" ale przeciez wcale tak nie jest. Praca, o ktorej piszesz z takim zapalem,
      sprawi ze poczujesz sie pewniej, lepiej, zdobedziesz doswiadczenie, i bedziesz miala wieksze poczucie
      wolnosci w decydowaniu o twoim zyciu a to jest bardzo wazne. Pisze z punktu widzenia nie-matki, ale
      wydaje mi sie ze twoje szczescie ma wiekszy wplyw na dobre samopoczucie dziecka niz sam fakt bycia u
      boku meza. No i brak wsparcia ze strony jego rodziny tez nie ulatwia sytuacji, nie ma co sie zamartwiac,
      daj sie poniesc intuicji a wszystko sie ulozy.
    • samo Re: znalazlam PRACE W POLSCE i teraz TRAGEDIA 23.09.05, 01:46
      Ja chciałam tylko napisać, żebyś nie żyła dla innych. Ani w sensie poświęcania
      swojej radości życia zostając we Włoszech (bo chyba ci tam musi być źle,
      rozczarowanie bije z twojego postu- nie dziwię się,skoro masz wsparcie tylko w
      mężu, wiem co to samotność w obcym kraju), ani w sensie szukania innej
      pracy,żeby nie wstydzić się przed koleżankami. A pal licho co sobie koleżanki
      myślą! Zawsze będą tacy co nas źle ocenią lub wyszydzą albo będą zazdrościć
      wymyślonych pieniędzy. Ja się nigdy nie wstydzę tego co robiłam.Też byłam już
      kelnerką, kucharką, sprzątaczką i barmanką. I nie obchodzi mnie to, co sobie
      ktoś o tym myślał. Jak mi czasem smutno się robiło,że w Polsce studiowałam a
      tutaj muszę po kilku godzinach serwowania drinków jeszcze kibelek wytrzeć, to
      sobie myślałam,że żadna praca nie hańbi i hańbą jest pogardzać kimś z powodu
      pracy jaką wykonuje. A prawdziwe koleżanki nie będą cię oceniać po tym co
      robisz. Poza tym trzeba mieć cel i do niego uczciwie dążyć. Ja postanowiłam
      zarobić na szkołę tutaj i nocami sprzątałam biuro. Ale jak skończę szkołę, to
      zasiądę za biurkiem (chociaż ja nie boję się fizycznej pracy, poza tym uważam
      że praca rąk też może dać wiele satysfakcji i nie powoduje takiego stresu jak
      czasami praca umysłowa- zrobisz co swoje, zmęczysz się, masz satysfakcję i
      wracasz do domu i masz gdzieś ;o)))
      Tak jak już dziewczyny napisały- musisz rozważyć argumenty za i przeciw.Czy
      pracując w Polsce na pół etatu zarobisz na żłobek? Nie rozważałaś ewaluacji
      dyplomu i ewentualnie jakiejś dodatkowej szkoły we Włoszech?To byłaby okazja do
      poznania jakichś innych kobiet, zaprzyjaźnienia się. Niedrogim wyjściem jeśli
      chodzi o opiekę nad dzieckiem i lekkie prace domowe jest zatrudnienie au-pair z
      zagranicy. Są strony w internecie łączące rodziny z dziewczynami chcącymi
      wyjechać aby podszkolić język. Opiekują się dziećmi w zamian za utrzymanie i
      niewielkie kieszonkowe. Jeśli chcesz mogę podać ci kilka linków i pomóc w
      założeniu tzw. profilu. To tylko moje podpowiedzi. Najważniejsze jest żebyś
      czuła się dobrze, nie robiła nic "bo tak wygląda lepiej".

      "Follow ypur heart and you will find your dreams"

      trzymaj się ciepło
    • samo re: 23.09.05, 02:44
      A co to za super praca w firmie z super perspektywami (cytując twoj post)jeśli
      mogę spytać?Z czystej ciekawości, bo same złe rzeczy słyszę o rynku pracy w
      Polsce.
      Widzę, że tutaj też radzą:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=591&w=29416519&v=2&s=0
      :o)
      • viki2lav Re: re: 23.09.05, 09:04
        z autopsji wiem ze praca we wloszech jest,/skoro mnie sie udalo to kazdy moze/
        tylko trzeba sie uprzec i w koncu jakos sie da rade, skoro jednak masz lepsze
        perspektywy w Polsce to goraco cie namawiam, wlosi sie u nas odnajduja, predzej
        czy pozniej twoj maz znajdzie prace i to w zawodzie, jesli nie, warto sprobowac
        samemu z wlasna firma.
        • azja1974 Re: re: 23.09.05, 10:53
          rany, ze ja was nie znalam wczesniej! kiedy bylam sama w obcym kraju, w ciazy,
          bez pracy i ani pol przyjaznej duszy, do ktorej mozna by gebe otworzyc... jak
          sobie teraz wspominam, to nie wiem, jak udalo mi sie przejsc przez ten okres.
          chociaz chyba tak zle nie bylo, pamietam ze pod koniec ciazy wloczylam sie sama
          po galeriach w mediolanie z wielkim brzuchemi to bylo fajne. szkoda, ze sie
          ocknelam z letrgu dopiero pod koniec ciazy. no a po urodzeniu dziecka to juz
          nie mialam czasu, zeby myslec, ze mi zle...
          na pewno praca we wloszech jest, ale moze nie taka, jaka (hmmm w zasadzie jak
          ma na imie autorka watku?) chce. ja mieszkam tu juz 4 lata i w pewnym sensie
          (zawodowym) czuje sie troche handicapem. jakos nie umiem sie tu odnalezc. pracy
          nigdy tak na prawde nie szukalam (balam sie, ze nie znajde, wiem, ze to glupie,
          juz na mnie nie krzyczcie). teraz doszlam do wniosku, ze chyba (jesli nie
          musze) to nie chce pracowac po to tylko, ze jak pojade do polski i sie mnie
          ironicznie spytaja "no i co tam robisz w tych wloszech, jestes dyrektorem czy
          zona dyrektora?" odpowiedziec, ze dyrektorem. dojrzalam do tego, ze to czniam.
          teraz pracuje (jak jest potrzeba, okresowo) z mezem we wlasnym (meza) biurze
          podrozy. ma to swoje dobre i zle strony, ale ogolnie jestem zadowolona. oprocz
          tego mam dwoje dzieci, starszy, olek wlasnie zaczal przedszkole, a mlodszy,
          kiedy pracuje, jest z tesciowa, a kiedy nie pracuje w biurze, zamieniam sie w
          mame na caly etat. ogolnie jest dobrze, ale oczywiscie czasami sobie mysle, jak
          potoczyloby sie moje zycie, gdybym zostala w polsce. jestem przekonana, ze
          byloby mi latwiej znalezc prace w kraju i w momentach klotni malzenskich zawsze
          strasze meza, ze wroce (nie dziala, bo juz sie przywyczail)
          oj, ale sie rozpisalam, sorry, ale w koncu moglam to wyrzucic z siebie i liczyc
          na zrozuminie, bo kolezanki w ojczyznie mysla, ze sobie wymyslam problemy. wg
          nich powinnam byc zadowolona, bo mam "lepiej", no ale wiadomo, ze "lepiej" to
          kwestia wzgledna.
          popieram rade o za i przeciw na kartce, to troche porzadkuje mysli. trzeba tez
          rozwazyc konsekwencje obydwu decyzji. i jesli praca w polsce, to coreczka
          rozumiem, ze przyjedzie z mama? a tata? bedzie dojezdzal w weekendy? w tym
          wszystkim jest jeszcze dziecko, ktore tez bedzie ponosic konsekwencje tego
          wyboru.
          • samo Re: re: 23.09.05, 18:59
            Ach te koleżanki myślące o naszych Zachodnich majątkach :o) Pamiętam jak mi się
            przykro zrobiło jak dzieliłam się wieloletnią przyjaciółką wieściami z batalii
            i ona odpisała tylko (na komunikatorze) "To będziesz już teraz legalna?Fiu,
            fiu..." Najlepsze jest to,że w Polsce ona stała duuużo wyżej pod względem
            materialnym i nigdy nas to nie dzieliło. Było mi przykro. Kilkoro znajomych
            potępiło moją decyzję o emigracji (jeden mi nawet napisał żartem (?) że Amerykę
            powinny zalać powodzie jako kolejny potop), ale inni zostali. Prawdziwych
            przyjaciół poznaje się w biedzie- sprawdziło się. Byli i są tacy, którzy będą
            mi kibicować i nie oceniać przez pryzmat tego co robię lub mam.
            Ja wczoraj miałam dołka więc postanawiając się chyba dobić puściłam sobie
            Coldplay w słuchawkach i pałętałam się o zmroku po ulicach. Faceci na rowerach
            się za mną oglądali a ja szłam i sobie cichutko płakałam (im smutniejsza
            piosenka tym bardziej zawodziłam :o)). Można by zrobić z tego teledysk
            normalnie. Ale już mi przeszło. Początki są trudne, samotność okrutna, ale
            człowiek jakoś krzepnie z biegiem czasu.
            • mc_dortmund Re: re: 23.09.05, 20:04
              Jestes moja pokrewna dusza? W chwilach,kiedy zle..muzyka i samotne wedrowki??
              Mieszkajac jeszcze w Polsce "dobijalam sie" sluchajac odpowiednio dobranej hehe
              muzyki jednoczesnie szybko prowadzac samochod...

              Mieszkam w Niemczech od mniejwiecej roku,nie pracuje a niedawno urodzilam
              synka..od mojej kuzynki kiedys uslyszalam - tobie to teraz sie powodzi...
              Pozostawilam to bez komentarza...
              • samo Re: re: 23.09.05, 20:24
                Muzyka kiedy źle i dobrze- a jak źle, to muzyka taka,żeby się dobić.Nie mogę
                słuchać wesołych piosenek jak jestem smutna.Wcale mi to humoru nie poprawia,
                tylko wkurza. Trzeba więc sięgnąć dna aby się od niego odbić ;o) Słuchałam
                akustycznych kawałków Coldplay i myślałam sobie,że jak mnie tylko ktoś spróbuje
                napaść, to mu wykrzyczę w twarz żeby mi dał spokój bo już i tak mnie życie
                dobija i wpadnę w taką histerię która gościa wystraszy. I się nie bałam.
                Samochodu nie angażuję. Samotne wędrówki częsciowo z wyboru- bo trudno z kimś
                spacerować mając słuchawki w uszach i płacząc, a częsciowo z konieczności, bo
                niewielkiego grona się do tej pory dorobiłam.
                Pozdrawiam pokrewną duszę :o)
                • mc_dortmund Re: re: 23.09.05, 21:17
                  Wlasnie tak...odpowiednia oprawa muzyczna do kazdego dnia...traktowana jako
                  odzwierciedlenie tego co w duszy siedzi...
                  Po przeczytaniu Twojego posta "przeprosilam" i wlaczylam Coldplay hmmm wplywowa
                  jakos ostatnio sie robie hahaha dobrze,ze trafilam na dobry gust muzyczny smile
                  Cichy wieczor (synek spi,kochany Wojtek jeszcze w pracy) tez sklania do pewnej
                  zadumy i w pewnym sensie melancholii...
                  Musze stwierdzic,ze...tesknie,tesknie za Polska,to uczucie siedzi gdzies tam
                  gleboko i wylazi w takich chwilach jak teraz...moj dzisiejszy "dobijacz" to
                  Pendragon - The Edge Of The World sluchany prawie w kolko..
                  Pozdrawiam smile
              • tamsin Re: re: 23.09.05, 20:26
                tak chyba naprawde kazdy pod tym moze sie podpisac, zawsze sie znajdzie jakas
                taka "dziwna osobka" ktora ma jeszcze dziwniejsze wyobrazenie o tym jak sie
                toczy zycie na poczatku emigracji. Pamietam list, od jakies tam osoby ktora
                pisze po prosbie do emigranta od calych 2 miesiecy smile

                "wyslij mi $400 na video, bo kupilam za pozyczone pieniadze i teraz musze
                splacic, a oddac przeciez nie wypada. Wiem, ze tak dobrze sie nie znamy, ale
                dla mnie to sprawa zycia i smierci, a dla ciebie $400 na pewno jest nic.
                Pozdrawiam Maryska
                P.S. mam nadzieje ze nie zawiode sie na tobie".

                Ladny liscik z Polski co?
                • samo Re: re: 23.09.05, 20:35
                  No to chyba nas przebiłaś tym liścikiem, Tamsin :o) Ale bezwstyd! Video sprawą
                  życia i śmierci, to mnie rozkłada na łopatki. A pewnie, co to w Stanach 400
                  dolarów, więcej wydajemy na waciki.
                  • monika_a_b Re: re: 23.09.05, 21:31
                    Oj, dziewczyny, dziewczyny... smile Mamy naprawde wiele wspolnego... Ja juz mam
                    kilka pobytow "emigrancyjnych" za soba, a mimo to wciaz mnie doluje brak
                    przyjaciol, czy po prostu same poczatki kolejnego "emigrowania", gdy co rusz
                    musisz sie komus tam przedstawiac i opowiadac o sobie, z nadzieja ze nowo
                    poznana osoba okaze sie kandydatka na przyjaciolke, albo co najmniej na
                    kolezanke... Kilka takich razy pod rzad i musze sie wyciszyc, po prostu
                    musze... Odnosze wtedy wrazenie, ze ze mnie taka chwalipieta, ale i tego ucze
                    sie powolutku, w Stanach trzeba czasami byc chawlipieta, prawda? I jak to sie
                    mowi: po kazdej burzy wschodzi slonce, co sprawdza sie rowniez w takich
                    sytuacjach...
                    Liscik... Wow! Co za tupet! Pamietam, ze gdy po raz pierwszy emigrowalam majac
                    lat 14 do Niemiec, a bylo to lato przed upadkiem muru w Berlinie, rok 89,
                    nasluchalam sie tyle co do domniemanego naszego bogactwa (niektorzy chyba
                    mysleli, ze za granica pieniazki na drzewie rosna), ze wpadlam w nielada
                    kompleksy... Dodajac do tego tesknote za przyjaciolmi, prblemy z jezykiem
                    (normalka) no i oczywiscie moj wiek cielecy... Wyszla z tego mieszanka
                    wybuchowa, przez co prawie wpadlam w anoreksje... A juz szczegolnie dobijaly
                    mnie komentarze mojej chrzestnej co do jej wspanialych dzieci... Lata cale zle
                    sie przez to czulam, az w koncu dzieki sukcesom w zyciu odbudowalam sobie moje
                    poczucie wlasnej wartosci... I w koncu nie czuje sie juz ta "gorsza" od mojego
                    kuzynostwa... Do wszystkiego doszlam wlasna praca, zaczynajac jeszcze jako
                    uczennica (fabryka, kelenerowanie i powoli wzbijanie sie w gore wykorzystujac
                    moja coraz lepsza znajomosc jezykow obcych) i jestem dumna z tego! wink A moje
                    kuzynostwo? Moj kuzyn rok studiowal na jednym uniwerku, wywalili go, rok na
                    drugim... podobna historia... A wiec wyjechal do Irlandii popracowac w barze i
                    doslownie odbila mu woda sodowa do glowy... Zaczal sie panoszyc... Ale on
                    przynajmniej pracuje, co mu sie liczy na plus, poza tym ma 24 lata, moze
                    jeszcze zmadrzeje, bo moja 20-letnia kuzyneczka po srednim zdaniu matury nie
                    dostala sie na kierunki, ktore sobie obrala, bo... w dzien egzaminu dostala
                    okres i biedactwo nie moglo sie na niczym skupic... Tak sie sklada, ze ja
                    rowniez w moj ostatni egzamin ustny konczac studia dostalam okres (przez nerway
                    troche sie pospieszyl) i mimo to zdala spiewajaco. Egzamin prowadzony byl po
                    czesci w jezyku niemieckim, po czesci w jezyku francuskim, trwal 1,5 godziny z
                    5 minutami przerwy i obejmowal 5 roznych nie ze soba spokrewninych tematow...
                    Moja kuzyneczka za to w koncu wyladowala na platnych studiach w jakies Wyzszej
                    Szkole... Ma juz 20 lat i nigdy w zyciu nie pracowala... Wiem, to moze troche
                    chamskie, co napisalam, ale naprawde mam chamska satysfacje z tego, ze mimo
                    komentarzy i domyslen ze strony tejze rodziny udalo mi sie zajsc tak daleko...
                    wlasna praca... smile) Musze dodac, ze moja chrzestna jest po studiach i tez
                    daleko zaszla wlasna praca, za to jej maz jest hydraulikiem "bezrobotnym" od
                    lat, ktory jednak "zawsze wszystko lepiej wie" i ktorego moja ciotka ZAWSZE w
                    obojetnie jakiej sprawie konsultuje, bo on "wie lepiej"... Do prac
                    hydraulicznych w domu on oczywiscie zatrudnia fachowca... smile Ot, dwie lewe rece
                    do roboty... I do tego wyrzadzil nam, czyli przede wszystkim moim rodzicom,
                    duzo szkody swoja zlosliwoscia...
                    Ale jak to mowil moj kochany Dziadek Sp. "Pan Bog nierychliwy, ale
                    sprawiedliwy". Mocno w to wierze... smile))
                    Tez sobie ulzylam, a co mi tak, wybaczcie...
                    Pozdrawiam serdecznie... smile
                    • triskell Do Moniki 23.09.05, 21:46
                      monika_a_b napisała:
                      > a mimo to wciaz mnie doluje brak
                      > przyjaciol

                      ... a tymczasem Olympia czeka na Wasz przyjazd. W najbliższą sobotę będą u nas
                      ci ludzie z Seattle, których "odnalazłam" na koncercie w ubiegłym tygodniu, więc
                      potrenuję rolę przewodnika-oprowadzacza i na Wasz przyjazd jak znalazł smile.

                      A tak w ogóle, to napisz, kochana, bo wysłałam już w Twoją stronę dwa maile i
                      jeśli uważnie przeczytasz wątek o pocztowych gołębiach, to zobaczysz, że wczoraj
                      mocno dołowałam się brakiem odpowiedzi. Bo mnie również bardzo tutaj brakuje
                      przyjaciół i dlatego spotkanie tak sympatycznych ludzi jak Ty i Twój mąż bylo
                      dla mnie bardzo, bardzo ważnym wydarzeniem i nie chciałabym, żeby ten kontakt
                      sie rozmył smile.
                      • marafioti cisza przed burza....? 24.09.05, 14:11
                        własnie. minely szlencze godziny pojechalam na rozmowe.pan prezes byl bardzo
                        uprzejmy przedstwil swoje stanowisko a ja swoje. wynagrodzneie- nie duze ale
                        elastyczny czas pracy , przyjazna pani edytka mialaby mnie wprowadzic, robota
                        pewna przyjemna ale szanse na zatrudnienie na pelen etat jezeli sie nie
                        bedziemy wyrabiac z praca..wiec mysle. warunki sa doskonale jak dla mnie , duzo
                        czasu spedze z dzieckiem ale tez wyjde do ludzi na pewno na zlobek nie wyrobie
                        ale ... mam babcie i meza ktory deklaruje pomoc wiec...mysle ...ze kocham meza
                        ponad zycie ale.... nie chce poswiecac swoje radosci zycia dla czegos
                        (mieszkanie we w).nawet juz nie mam piosenki na wyjscie. kiedys jak wychodzilam
                        do pracy zeby sie podladowac puszczalam na full music cos energicznego a potem
                        sama tanczylam i wychodzilam z domu. rezultaty byly super ...pogodna
                        optymistka, otwarta na ludzi i nigdy nie bylam sama -nie znalam tego uczucia
                        nim wyjechalam do w. fatkt ze rozwazanie miedzy mna mezem a przede wszystkim
                        corka jest okroponie wyczerpujace -nie chce mi sie robic
                        obiadu..ale..........analizujac doszlam do wniosku ze odpowiedzialnosc na
                        innych jest bardzo wazna , zatem mojej rodzinie nie moge tego zrobic./ dam
                        sobie jednak szanse, poniewaz w tak dziwnym momencie dostalam taka wiadomosc
                        moze i w przyszlosci zdarzy sie cos lepszego(pod tym wzgl jestem dziwna zawsze
                        spotkaly mnie dziewne rzeczy znajdowalam sie dziwnych niewytlumaczalnych
                        sytuacjach). namawam kolezke na przyjazd do mnie jest chrzestna matka ona mi
                        pomoze dopoki nie pojedzie do anglii. superdzieki kobitki jestescie genialne
                        moze co potem do pisze bo mala sie obudzila musze pedzic do kroliczka.pa
                        • azja1974 Re: cisza przed burza....? 26.09.05, 12:06
                          chyba jakas tepa jestem, ale malo co rozumiem z tego posta? tzn. ze maz by
                          przyjechal do polski ( "mam meza ktory deklaruje pomoc" )? to chyba nie ma sie
                          co zastanawiac, bo ja tu nie widze dylematu - we wloszech zle i bez pracy, ale
                          z mezem, w polsce dobrze, z praca i z mezem?
                          • melba_piszczykowa Re: cisza przed burza....? 26.09.05, 13:02
                            no ja zrozumialam ze maz wreszcie bedzie pomagal ale we Wloszech... no i tam
                            przyjedzie ta chrzestna? kurna. ale to wyczerpujace smile
                            • daisy123 Re: cisza przed burza....? 26.09.05, 13:21
                              Na tym forum to i tak dobrze zostala zrozumiana: ten sam post pojawil sie na
                              innym forum i tam dziewczyny nie rozumialy o co w tej "bajce" chodzi. Tutaj
                              zaraz madry, dobry duszek tego forum mulinka wylozyla lopatologicznie co i jak
                              robic. No i w tym jest sila KP.
                        • monhann2 Re: cisza przed burza....? 26.09.05, 15:31
                          Ja tez juz zgupilalam, czy to pisze ta sama osoba, ktora otworzyla posta? Bo
                          nick inny, nie wiadomo do kogo odpowiadac.....
                          • mulinka Re: cisza przed burza....? 26.09.05, 15:48
                            250378m = marafioti
                            • mulinka Re: cisza przed burza....? 26.09.05, 15:50
                              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16726&w=27063067&a=27107377
                              • daisy123 Re: cisza przed burza....? 27.09.05, 11:43
                                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=591&w=29416519&v=2&s=0
                                • marafioti ================= 27.09.05, 15:33
                                  no takmarafioti a 250378m to to samo - ladne nazwiso prawda? szkoda ze nie
                                  moje. i tak jestescie genialne ze zorientowalyscie sie o co chodzi. nie dziwie
                                  sie ze pare osob nie kuma. kiedy sie pisze pod wpywem zwlaszcza na komp to sie
                                  nie zastanawiam nad forma, pisze jak mi slina n aniesie na ....pozdr chyba nie
                                  macie zalu, jest duzo ludzi ktorzy uzywaja kilku nikow
                                  • monhann2 nicki......!!!!! 27.09.05, 17:11
                                    Zawsze myslalam, ze szczerzy ludzie, ktorzy nie maja nic do ukrycia uzywaja
                                    jednego nicka. Bo jaki jest cel uzywania kilku??? Mysle, ze u nas na KP
                                    dziewczyny maja po jednym? Powiedzcie mi, ze sie nie myle!!!!
                                    • blaubeeree Re: nicki......!!!!! 27.09.05, 20:50
                                      Oswiadczam,ze mam tylko i wylacznie jeden nick!i wystarczy.
                                      Nie mam pojecia,dlaczego niektorzy forumowicze uzywaja dwa jak nie i
                                      wiecej:/nie wiem,jaki jest cel uzywania kilku.dziwne i tyle!
                                      • triskell Re: nicki......!!!!! 28.09.05, 00:36
                                        Ja nie tylko mam jeden, ale w dodatku ten sam na wszelakich portalach - jestem
                                        Triskell tutaj, na Kafeterii, na forum dieta.pl, triskell_strix na yahoo.
                                        Również Triskell jestem w życiu prywatnym i większości adresów e-mailowych (tam,
                                        gdzie nie było zajęte). Już bardziej otwarcie to chyba nie można?
                                        • jan.kran Re: nicki......!!!!! 28.09.05, 06:31
                                          Mam jednego nicka za co mi się od róznych popapranców na portalu obrywa , bo
                                          piszę już ponad trzy lata i łatwo mnie znależć i skojarzyć.
                                          Nie mówię o Was kochane , nie o Wassmile))))
                                          Kran Jednonickowysmile
                                        • melba_piszczykowa Re: nicki......!!!!! 28.09.05, 10:41
                                          to tak jak melba smile tez wszedzie ta sama... czasem sie do tego piszczykowa robi
                                          ale to na drugim miejscu (melba.piszczykowa) smile
                                          • ponponka1 Re: nicki......!!!!! 28.09.05, 20:58
                                            Ja tez 100% ponponka1, czasami bez 1.

                                            Cmok (jaki smok?)
    • sylwek07 Re: znalazlam PRACE W POLSCE i teraz TRAGEDIA 28.09.05, 20:47
      tez pisze z jednego
    • yatzekalexander Re: znalazlam PRACE W POLSCE i teraz TRAGEDIA 28.09.05, 21:53
      wydaje mi sie ze tutaj jest wiekszy problem niz znalezienie pracy w Wloszech,
      ciagnie problemem malzenskim

      a do nikow mam tylko jeden
    • samo Re: znalazlam PRACE W POLSCE i teraz TRAGEDIA 29.09.05, 06:50
      Ja jak sie nie logowałam (bo zanim mi kazalyscie tutaj zaczac sie logowac to
      nigdy mi sie nie chcialo tongue_out ) to bylam Ingrid. Zazwyczaj zawsze i wszedzie
      bylam Ingrid, na onecie mam poczte z nickiem ingrid_superstar, moje pierwsze
      konto pocztowe.Ingrid Superstar to pseudonim kochanki Warhola :o) Pare razy
      podalam ten adres na innych forach i potem jakis osiol zalozyl sobie konto
      ingrid_superstar na gazecie i pisal jakies bzdury zeby mnie
      skompromitowac.Napisalam do forum.abuse ale stwierdzili ze nie maja podstaw
      zeby usunac konto.Moim zdaniem byly podstawy.Ale olalam sprawe i teraz juz
      zawsze sie loguje. Tak wiec Ingrid zniknela, pojawilo sie Samo. Nie z checi
      oszukania bynajmniej.Ostatnio zreszta jednemu łosiowi napisałam,że Samo to jego
      stara forumowa "przyjaciółka" Ingrid,hihi. Innych nicków nie posiadam i nie
      pamiętam, żadnego nie żałuję ;o)
      • marafioti prosta sprawa-wygoda 29.09.05, 13:00
        po 1 posiadanie kilku nickow to wygoda. jeden sluzy np dozalatwiania spraw
        sercowy inny do spraw zawodowych itd. po2 do uzyskania opinii (jesli ci zalezy
        i na pierwszy nick malo kto odpowiada moze na drugi ktos odpowie chetniej) -
        sprawdzilam to na wlasnej skorze.poza tym nikogo nie oszukuje. nie szukam
        przyjaciolek (w sensie tricto) do kawki, szukam opinii porad i innego
        spojrzenia na swiat.chyba miedzu innymi o to chodzi na forum.pozdr
        • yatzekalexander Re: prosta sprawa-wygoda 29.09.05, 22:39
          ale wypada na tym samym forum uzywac jednego nick'a, a jak jest wiecej to sie
          moze pomieszac jak w Twoim wypadku
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka