kama313
16.06.06, 08:59
Mój maz wyjechał do Paryza na poczatku roku, obecnie cos sie dzieje, nie wiem
czy kogos nie poznal, jest panem około pięćdziesiatki.
Na glowie mam cała rodzinę, raczej nie dam sobie sama rady, od 1,5 miesiaca
nie przesyla mi pieniędzy, od tygodnia nie telefonuje, tak jakby zniknął,
swiat wali mi się pod nogami
Gdybym nie miała dzieci moze dałabym sobie spokój,ale moje dzieci
niejednokrotnie biedowały, ale miały matke i ojca, a teraz nadal bieduja i
jeszcze chyba tracą ojca -na Dzien Dziecka były tylko obiecanki
W dodatku ta suka, bo inaczej nie mogę jej nazwać wie o tym, bo kiedy mąż
mieszkał na La Muet(obok parku dla dzieci i jakiejs ambasady, chyba z Afryki)
nasze zdjecia stały u niego w pokoju, ona mieszkała piętro wyżej, zreszta
niejednokrotnie w rozmowach dalo sie odczuc czyjąs obecnośc, bo wtedy mąz był
nieprzyjemny , wrecz wulgarny w rozmowie,gdy mąz rozmawial dzwonil do mnie ona
pchala sie do budki, albo na przyklad zakaslała, zeby dać mi do zrozumienia
,ze mąż nie jest sam, abym sie zdenerwowała, bo draznily ja nasze mile rozmowy.
co ja mam robić? jestem w rozpaczy, pomóżcie, poradźcie
Przeczytalam to motto na poczatku forum, czy mam walczyc, jak/
Czasem wydaje mi sie ze snię, że to nie jest rzeczywistosc
Chciałabym z meżem porozmawiac, mimo wszystko chyba nadal go kocham