Przeklejam da większej przejrzystości to, co napisałąm na ten temat na innym
wątku - może któraś z was ma podobny problem?
Mój problem ze stopami jest dość złożony: mam bardzo wrażliwą skórę na
stopach, więc praktycznie każde nowe buty oznaczają katorgę dla nich i
mnóstwo pęcherzy bądź obtarć (a więc tylko buciki ze skórki wchodzą w
rachubę, bo skórka się modyfikuje, plastik nie)... Poza tym mam wysokie
podbicie (tak mi kiedyś powiedziano w jednym sklepie), więc niektóre buty po
prostu "nie wchodzą". No i haluxy, które kiedyś tam mam zamiar zoperować (ale
się boję, bo u mnie wszystko się źle i długo goi...). Acha, jeszcze problem z
kolanami, więc butki nie mogą być ani za wysokie, ani z całkiem "latającą"
piętką, typu zwykłe klapeczki na obcasie, gdyż przy takich butach przy każdym
kroku automatycznie dostaje się klapsa w piętę, a ten odbija się na
kolanie... Zdażyło mi się już nagle nie móc chodzić, hehe, kiedyś mój (wtedy
jeszcze niedoszły) mąż musiał znieść mnie po schodach i zanieść na plecach do
metra, bo autentycznie nie mogłam ruszać nogami przez te kolana...

A więc
zawsze mam problem ze znalezieniem odpowiedniego obuwia, szczególnie latem,
tak jak np. tutaj, gdzie we wszystkich sklepach króluje moda na cieniutkie
paseczki (odpadają u mnie przez haluxy) i do tego pięta nie umocniona i na
wysokim obcasie... Dlatego ucieszyłam się jak dziecko, gdy w Meksyku udało mi
się znaleźć sandałki, wobec tego kupiłam je prawie hurtowo wczterech różnych
kolorach i trochę się różniące formą...

niestety, jedne z nich strasznie
obcierają moją skórę, żadne plastry nie pomagają... Chyba zapytam się w
jakimś obuwniczym o ten spray do zmiękczania skóry (nie mojej, ale
obuwia

), nie wiedziałam o tym. Dzięki za podpowiedź!
Mi ortopedzi mówili, że całkiem płaskie obuwie nie jest dobre dla stóp,
najlepiej mieć coś z 3-5 centymetrowym obcasikiem. Ja właśnie takich cudeniek
szukam, ale tutaj tego jak na lekarstwo...
Ostatnio widziałam u kilku osób takie plastikowe (w krzyczących kolorach do
tego) płaskie niby-koronkowe plastikowe sandałki. Wypisz, wymaluj, takie
jakie ja musiałam nosić w 88-89, bo taka była wtenczas moda.

Jezuśki,
pamiętam, że musiałam ubierać do nich krótkie skarpetki, przez ciągłe
odparzenia na stopach przez ten plastik... Ktoś miał chyba dziurawą
wyobraźnię projektując takie coś... A może to był mężczyzna, który nigdy nie
będzie zakładał sandałek?