Dodaj do ulubionych

Konfrontacje.

11.06.07, 12:48
Kwestia tego w jakim kraju zyjemy po opuszczeniu PL to wypadkowa naszych
sytuacji rodzinnych , zawodowych i mozliwosci wyboru kraju zamieszkania.

Spora czesc polonijnych kobiet z tego forum poszla za glosem serca lub
wybierajac miejsce gdzie mogly dostac prace , studiowac , rozwijac sie.
Zastanawiam sie jak wypadla konfrontacja wyobrazen o danym kraju z
rzeczywistoscia...

Ja wyjezdzajac do Francji w zasadzie spotkalam to czego sie spodziewalam.
Znalam jezyk i kulture , wprawdzie od pierwszego dnia pobytu bylam rezydentka
a nie turystka co mi troche przeszkadzalo.
Wprawdzie zwiedzalam Paryz jak turystka , z blyszczacymi oczami i otwarta
geba ogladajac to o czym czytalam i co widzialam nas setkach zdjec i
reprodukcji ale z drugiej strony musialam tam zyc zyciem codzienym.
Mieszkac , pracowac , zabiegac o codziennosc.
Generalnie Francja mnie w zasadzie nie rozczarowalasmileTzn. Paryz na pewno
nie , bo najpierw mieszkalam pol roku w Lyonie i tam mi sie srednio
podobalo...
Prawdziwa Francja to tylko stolica i juzsmile

Do DE jechalam za glosem serca smile nie za Niemcem wprawdzie ale za
narzeczonym ktory uwazal ze tylko Niemcy dadza mu mozliwosc pracy zawodowej.
Jechalam z wielkimi obawami i niechecia pewna , znajac slabo jezyk i
wychowana bedac na Kapitanie Klosie i Czterech pancernychsmile
Po pewnym czasie pobytu z DE zobaczylam ze ten gardlowy niemiecki ktory
wielu Polakom zle brzmi i sie takoz kojarzy to jezyk dederowskich aktorow
zatrudnianych masowo w polskich produkcjach filmowychsmile
Bawarski i austriacki z ktorymi mialam do czynienia to zupelnie inaczej
brzmiace jezyki , lekkie spiewne i nie tak razace dla ucha...
W Niemczech a w zasadzie w Bawarii , bo to troche dwie rozne historie
zakochalam sie bardzo szybko. Moze dlatego ze spodziewalm sie grubych ,
wrzaskliwych opitych piwem Niemcow a napotkalam bardzo ciekawych , otwartych
i pomocnych ludzi.
Moze porozumienie ulatwialo to ze jakas polowa moich znajomych mial slasko -
wroclawskie korzeniesmile))
W DE czulam sie bardzo dobrze i do dzis jest to bliski dla mnie kraj , tak
bliski jak Polska.

Przeprowadzajac sie na stale do Norwegii mialam glowe pelna Ibsena , Muncha
Griega , Dagny Przybyszewskiej , fiordow i bogactwa ekonomicznego tego
kraju.
W moim rozwoju intelektualnym mialam kilka okresow m.in. np. Witkacy i
okolice , literatura ibeoamerykanska oraz okres skandynawski...
Czytalam Strindberga , Ibsena i wspolczesna literature skandynawska w
ilosciach hurtowych, znalam zycie panstwa Przybyszewskic i co. na wyrywki ,
kochalam Muncha i Griega.
Niestety rzeczywistosc norweska okazala sie bardzo daleka od ogolnych
wyobrazen zwlaszcza moichtongue_outP Ani bogaci ani wyksztalceni ani inteligentni
Norwegowie za bardzo nie sa.
Sa mili ale rasizm jest dla mnie znacznie bardziej odczuwalny niz w DE. Tzn.
w Niemczech w ogole nie mialam do czynienia z rasizmem a tu w Oslo niestety
tak choc starannie ukrytym co moze jest jeszcze gorsze niz otwarta niechec do
cudzoziemcow...

Taki to moj konfrontacyjny bilansmile
Kran
Obserwuj wątek
    • asica74 Re: Konfrontacje. 11.06.07, 17:34
      Kranie, ja mam takie pytanie:
      w jakim celu opisujesz po raz kolejny te sama historie?
      • blue_ice1 Re: Konfrontacje.-asica 11.06.07, 19:48
        Jan.kran napisala: (...) Zastanawiam sie jak wypadla konfrontacja wyobrazen o
        danym kraju z
        rzeczywistoscia...* - czy to nie jest odpowiedz na Twoje pytanie? a poza
        tym- jesli Kran
        w/g Ciebie sie powtarza- to gdzie jest ten watek?smile) bo moze ja juz de facto
        mam Alzheimera,bo nie pamietam takowego?smile)
        • asica74 Re: Konfrontacje.-asica 11.06.07, 22:08
          Blue, watku takowego nie ma, ale wypowiedzi z podobna zawartoscia jest mnostwo,
          tyle ze tu, postawione sa w swietle konfrontacji z rzeczywistoscia.
          Tez Alzheimera nie mam (aczkolwiek czasami zaluje, ze nie cierpie na zaniki
          pamieci, bo jest to czasami bardzo przydatne), stad to moje pytanie.
          • jan.kran Re: Konfrontacje.-asica 12.06.07, 16:39
            Blue juz Ci odpowiedziala Asico.

            Rzeczywiscie interesuje mnie ja Wy odbieracie swoja konfrontacje z krajem
            obecnego pobytu , napisalam o tym jak ja odczuwam bo mam zwyczaj przemyslec
            to co napisze , jezeli oczywiscie nie jest to jednozdaniowy wpis.

            Sprawilas mi , mysle ze mimowolnie , duza przykrosc bo nie napisalam tego hoc
            tylko natchnal mnie watek o wrazeniach z PL gdzie Blum 5 naipsala o swoim
            odbiorze Stanow.

            Jezeli Asico uwazasz mnie za stara nudna sklerotyczke , powtarzajaca sie w
            kolko z powodu poczatkow Alzheimera to mozesz mnie wygasic na szarosmile))
            Zycie jest krotkie , po co je sobie dodtkowo obrzydzacsmile))
            Pozdrawiam
            Kran
            • asica74 Re: Konfrontacje.-asica 12.06.07, 17:08
              Kraniesmile jaki mily wpissmile Ach zalkalam ze wzruszenia.
              Mam wrazenie, ze konfrontacja marzen i rzeczywisctosci byla juz tak
              wielkokrotnie przez ciebie maglowana, ze medal temu, kto wniesie cos jeszcze
              tworczego do tematu (jakos nie zauwazylam, by watek cieszyl sie
              popularnoscia??? ). Ale niech tam. Odnosze wrazenie, ze cala tworczosc twoja
              jest skupiona wokol konfrontacji. I tak sobie mysle, co ty Kranie chcesz
              pokazac? Mala duszyczke, w ktora bija pioruny, a ci wredni ludzie z Norge, chca
              spalic na stosie przepisow i klod rzucanych przed nogi, a ktora sie otrzepuje
              z popiolow i bohatersko idzie dalej, jak Sfinks, zaiste! Przerabialismy to,
              prawda? Niezliczona ilosc razy. I nie trzeba byc sklerotykiem, bo dobra pamiec
              krotkotrwala w zupelnosci wystarczy.

              Sprawilam ci przykrosc? Ach, znow sie wzruszylam. Do lez tym razem. Kranie,
              pozorowanie na skrzywdzona delikatna kobietke nic nie da. Nie rusza mnie to
              zupelnie. I nie sprawia mi to radosci w zadnej mierze. Po prostu widze ciebie
              jako osobe, ktora sie okresla jako attention seeker. Masz jeden jedyny mode:
              ja ja ja ja ja ja ja ja ja ja ja ja.
              Na sasiednich forach dawno zauwazony, a tu? Nie wiem, moze przez grzecznosc,
              nie naglasniany.
              I tak, przyznam, nie bede sobie obrzydzac zycia: z ulga zrobie cie na szaro smile
              Z powazaniem, forumowy wredus, Asica
              • asica74 Re: Konfrontacje.-asica 12.06.07, 17:16
                tfu! mial byc Feniks, nie Sfinks!
                • piesfafik Re: Konfrontacje.-asica 12.06.07, 18:31
                  Hej Kranie
                  To bardzo fajny watek. W srodowisku emigranckim niesmiertelny zreszta - zawsze
                  pierwsze pokolenie siedzi na plocie i patrzy w obie strony.
                  Mnie po przyjezdzie do Stanow zdumiala normalnosc i zyczliwosc w miejcu do
                  ktorego trafilam. 25 lat temu przyjechalam z Warszawy do malego
                  uniwersyteckiego miasteczka w Colorado - mili ludzie ani biedni ani bogaci,
                  spokoj i mozna bylo w srodku nocy lazic albo jezdzc rowerem przez miasto.
                  Zdziwil mnie tez brak Indian - zupelnie serio - w koncu to bylo u podnoza Gor
                  Skalistych. Oczywiscie nie spodziewalam sie wigwamow i piuropuszy ale myslalam
                  ze na lokalnym uniwersytecie stanowym bedzie ich widac. Do dzis mnie zreszta to
                  dziwi - po 10 latach mieszkania w Kolorado mialam znajomych z Zimbabwe,
                  Pakistanu, Chin, Estonii i Islandii ale ani jednego "Native American".
                  • blum5 Re: Konfrontacje.-asica 12.06.07, 18:55
                    a ja to nie mialam zbyt wielu oczekiwan wobec USA, bo troche stuida przyblizyly
                    mi kraje anglosaskie, a ameryka nigdy nie byla dla mnie atrakcyjna, ani tez nie
                    jawila sie jako zimia obiecana.kila rzeczy zaskoczylo mnie bardzo pozytywnie np;
                    uprzejmi ludzie (prawie wszedzie) a jak pisalam to tak ulatiwa zycie, a tu w
                    maine oni sa podwojnie mili(chyba jakies prochy biora), do tego ten stosunek do
                    dzieci, kazdy mowi cos milego a to sie usmiechnie, a to zapyta ile dziecko ma
                    lat etc, (to bardzo mile,), latwosc i dostepnosc zupelnie wszystkiego (nawe
                    pieniadza) pracujesz masz, a pracujesz duzo to masz duzo,mile do tej pory
                    zaskakuja mnie studia i wykladowcy (super goscie),
                    z tych gorszych:
                    amerykanie sie bardzo powierzchowni, i w blizszych kontaktach sztuczni,brak im
                    tzw zdrowego rozsadku i kreatywnosci
                    i potem jeszcze cos napisze jak mi sie przypomni
                    • tamsin Re: Konfrontacje.-asica 12.06.07, 20:02
                      blum5 napisała:

                      > amerykanie sie bardzo powierzchowni, i w blizszych kontaktach sztuczni,brak im
                      > tzw zdrowego rozsadku i kreatywnosci

                      tak sie zastanawiam, czy dluzsze przebywanie wsrod country bumpkins wplywa na
                      twoj sposob widzenia calej spolecznosci amerykanskiej, czy po prostu ja nie
                      moge zrozumiec o czym ty piszesz.
                      • blum5 Re: Konfrontacje.-asica 13.06.07, 18:40
                        nie mozesz zrozumiec o czym ja pisze. sorry, man
                  • lucy58 Re: Konfrontacje.-asica 12.06.07, 23:49
                    piesfafik napisała:

                    > Hej Kranie
                    >
                    > Zdziwil mnie tez brak Indian - zupelnie serio - w koncu to bylo u podnoza
                    Gor
                    > Skalistych. Oczywiscie nie spodziewalam sie wigwamow i piuropuszy ale myslalam
                    > ze na lokalnym uniwersytecie stanowym bedzie ich widac. Do dzis mnie zreszta
                    to
                    > dziwi - po 10 latach mieszkania w Kolorado mialam znajomych z Zimbabwe,
                    > Pakistanu, Chin, Estonii i Islandii ale ani jednego "Native American".

                    Indianie siedza w rezerwatach. Nie na campusach uniwersyteckich.
                    Lucy
          • pama13 Re: Konfrontacje.-asica 17.06.07, 06:45
            janie.kraniesmile bardzo fajny,mily i przyjemny watek.takich nigdy za duzosmile
            asica74 nawet jesli wypowiedzi z podobna zawartoscia jest mnostwo,to co?????!!!!
            jesli masz tak dobra,fotograficzna pamiec,ktora gromadzi wszystkie wypowiedzi a
            powielanie stwierdzen drazni cie-radze dla Twojego zdrowia omijac takie tematy
            i wybiorczo czytac to co cie interesuje.wiesz...to co Tobie czasami sie nie
            podoba i uwazasz za zbyteczne inni moga cenic i cieszyc sie tym wiec
            krytykowanie kogokolwiek za to,ze zapoczatkowal temat jest nie na miejscu.
            • asica74 Re: Konfrontacje.-asica 17.06.07, 09:32
              Pama, nie mam fotograficznej pamieci i w tym przypadku, jest jak najbardziej
              zbyteczna. Zreszta jak pobedziesz na forum, to zobaczysz, ze niektore tematy i
              watki powielane sa do znudzenia. I nie chodzi mi tu o krytyke, ze ktos
              zapoczatkowal watek, ale o to, ze jest to kolejny post, w ktorym ego danej
              osoby "is looking for a ride", i tyle i az tyle.
              O! Kranus sie ucieszy, ze ma kolenja duszyczke do kolekcji...
              • pama13 Re: Konfrontacje.-asica 18.06.07, 01:18
                Asico74,ja absolutnie nie neguje Twoich wypowiedzi ze wzgledu na fakt,ze mja
                duszyczka zaprzedana zostala Janowi.kranowi!wypraszam sobie!gdyby to Kranus byl
                na Twoim miejscu skomentowalabym to tak samo.i nawet jesli "somebody is looking
                for a ride" kolejny raz pytam:no to co??!! let it go!and don't stress yourself!
                poprostu omijaj tematy ktore uwazasz za powielane i problem z glowy.
                pozdrawiamsmile
                • asica74 Re: Konfrontacje.-asica 18.06.07, 09:42
                  No to pozdrawiajusmile
    • lucy58 Re: Konfrontacje. 12.06.07, 23:45
      Ciekawa jestem czemu to moj post nie pojawil sie na tym watku.
      Watek ciekawy, i wstawilam swoich pare groszy. Niestety go NIE MA!!!
      Lucy
      • piesfafik Re: Konfrontacje. 13.06.07, 00:05
        Lucy - masz oczywiscie racje. Teraz to juz wiem, ale 25 lat temu w Polsce nie
        zdawalam sobie z tego sprawy. Dopiero jak na studiach zaczelam podrozowac po
        okolicy to zobaczylam rezerwaty. Bylo dla mnie dosc szokujace ze w takim wielkim
        i bogatym kraju rezerwaty dla orginalnych badz co badz mieszkancow, sa
        zazwyczaj w najbardziej suchych i pustynnych miejscach, raczej daleko od
        wszelkiego rodzaju uniwersytetow.
        • lucy58 Re: Konfrontacje. 13.06.07, 00:26
          piesfafik napisała:

          >> i bogatym kraju rezerwaty dla orginalnych badz co badz mieszkancow, sa
          > zazwyczaj w najbardziej suchych i pustynnych miejscach, raczej daleko od
          > wszelkiego rodzaju uniwersytetow.

          rezerwaty dla prawowitych mieszkancow tej ziemii sa przeznaczone w najbardziej
          ubogich terenach. Jesli przez przypadek cos na tych bezludnych terenach cos
          znajdzie, na przyklad poklady jakiegos metalu, rezerwat i jego mieszkancy sa
          wyrzucani na inny rezerwat. Jesli sie nie godza - wtedy ich dzieci zaczynaja
          zapadac na tajemnicze choroby, ich psy i koty zdychaja. Woda nie nadaje sie do
          picia i nie ma co jesc. I ludzie z rezerwatu musza sie wynosic na teren innego
          szczepu, bo jakas amerykanska kompania ma zamiar zarobic na eksploatacji ich
          terenow. Firma amerykanska wydobyje co ma wydobyc, zarobi biliony i pozostawi
          spustoszaly i zatruty teren. Teraz moga sobie apacze wracac do swoich wigwanow.
          I nie ma na ta praw!!!!? Jestem uczulona na te tematy. Moj maz jest 3/4
          indianienem szczepu Cherokee.
          Lucy
          • tamsin Re: Konfrontacje. 13.06.07, 01:32
            lucy58 napisała:
            >
            > rezerwaty dla prawowitych mieszkancow tej ziemii sa przeznaczone w
            najbardziej
            > ubogich terenach.
            > Lucy

            jedyny (federalnie rozpoznawany) szczep Indian w moim stanie mieszka sobie na
            bogatej i niesamowicie popularnej wyspie. Maja swoj sklep w najbardziej
            ruchliwej okolicy, oblegany przez turystow, mimo to, sklep juz trzy razy
            bankrutowal. Dostaja specjalne grants od rzadu, aby ktore przeznaczaja na
            zakupy plasm i innych niezbednych dla nich przedmiotow. Zainwestowali rowniez
            dosyc duzo pieniedzy w skadindziej znanego lobbyste Jack Abramoff'a aby pomogl
            im uzyskac prawa do otworzenia kasyna. Mimo poslizgu, dostali to pozwolenie i
            wszyscy czekaja z zapartych tchem, jak im wyjdzie nastepna inwestycja.
            Jakos nikt specjalnie nie rozpacza nad ich losem, wlaczajac ich samych. Jakby
            nie bylo, my nie mamy wstepu do ich rezerwatu, oni moga sobie byc gdzie chca.
        • ania_2000 Re: Konfrontacje. 13.06.07, 00:30
          Czy uwazasz, ze jest to wina amerykanow ze natives mieszkaja w rezerwatach?
          Przeciez dobrze wiemy, ze nie musza.
          No i jeszcze - jak sie ma to do budowania kasyn na terenach rezerwatow?
          • lucy58 Re: Konfrontacje. 13.06.07, 04:26
            ania_2000 napisała:

            > Czy uwazasz, ze jest to wina amerykanow ze natives mieszkaja w rezerwatach?
            Jasne, ze nie. To wina australijskich aborygenow!!!
            Lucy
            Ps. Panienka zna nieco historie tzw.USA.??? Radze poczytac, dopoki sie nie
            wkurwie dokumentnie i nie posle milych panienek.
            • ania_2000 Re: Konfrontacje. 13.06.07, 05:21
              Kochana teraz juz przesadzilas - rozumiem, ze agresja jest niewatpliwie
              potrzebna w mobil park - ale nie kazdy jest przyzwyczajony do takiego
              zachowania.
              Pomysl troche zanim nastepnym razem odpiszesz na czyjis post - i jeszcze
              przydaloby ci sie przeczytac go ze zrozumieniem.

              • lucy58 Re: Konfrontacje. 14.06.07, 03:17
                ania_2000 napisała:

                > Kochana teraz juz przesadzilas - rozumiem, ze agresja jest niewatpliwie
                > potrzebna w mobil park - ale nie kazdy jest przyzwyczajony do takiego
                > zachowania.
                > Pomysl troche zanim nastepnym razem odpiszesz na czyjis post - i jeszcze
                > przydaloby ci sie przeczytac go ze zrozumieniem.
                >
                Rzeczywiscie przesadzilam. I przepraszam. Mialam generalnie zly dzien. Wlasnie
                otrzymalam nastepna odmowe przyznania renty iwalidzkiej dla meza. Ktory,
                notabene, jest 3/4 indianinem. Ta wzmianka o natives byla prawdopodobnie ta
                kropla, ktora przelela brzegi.
                Ale moze napisze troche o rezerwatach. Rodzinni mieszkancy tego kraju mieszkaja
                w wydzielonych dla nich enklawach. Tzw, rezerwatach. Sa to z reguly tereny nie
                posiadajace zadnego przemyslu, czy bogactw naturalnych. Dlatego im zostaly w 19
                wieku przyznane. Mieszkaja tam, bo z reguly nie maja mozliwosci mieszkac gdzie
                indziej. Rezerwat jest wlasnoscia kilku szczepow i zeby wybudowac jakis domek,
                nie musisz kupywac placu. Wybierasz sobie miejsce, i rada szczepu albo
                akceptuje wybor, albo nie. Jesli dostanie taki kawalek ziemi, nie musi za niego
                placic, ani nie musi leciec do amerykanskiego banku po pozyczke. Musi za to isc
                do lasu, narabac odpowiednich drzew i wybudowac domek. Moze uprawiac role, moze
                hodowac warzywa, moze polowac. I moze to wszystko co wyhodowal czy upolowal -
                sprzedawac w pobliskim rezerwackim miasteczku. Problem w tym, ze nie ma kto
                tego kupywac. Kazdy jezdzi na tym samym wozku. W zasadzie nie ma zadnej pracy
                na terenie rezerwatow. Rada rezerwatu dostaje od amerykanskiego rzadu co roku
                jakies tam pieniadze, i tym sie rzadzi. Albo wydaje to na budowe szkol, drog,
                czy szpitali. Albo na kasyno. Kasyno jest bardzo profitowa inwestycja ze
                wzgledu na podatki. Nie placa podatkow. Tak jak nie placi nikt mieszkajacy na
                terenie rezerwatu. I pelnokrwisty native niezaleznie gdzie mieszkajacy. Kasyna
                nie sa przeznaczone dla Indian. Sa przeznaczone dla bialych gosci. Zyski z nich
                sa za to przeznaczane na dobro rezerwatu lub dla kilku skorumpowanych apaczow z
                rady szczepowej. Amerykanska jurysdykcja nie obejmuje rezerwatow. Maja wlasne
                rzady, wlasna policje, wlasne sady i wlasny sposob na zycie. Rzad amerykanski
                uwaza rezerwaty za zlo konieczne i tak je traktuje finansowo.
                Lucy
                Lucy
              • lucy58 Re: Konfrontacje. 14.06.07, 03:20
                ania_2000 napisała:

                > Kochana teraz juz przesadzilas - rozumiem, ze agresja jest niewatpliwie
                > potrzebna w mobil park - >

                Agresja w gruncie rzeczy sie przydaje w takim mobil park. Zwlaszcza takim ze
                staruszkami. Trzeba od czasu do czasu zaserwowac lewego sierpowego, zeby
                staruszki ustawic w prawidlowym szeregu. smile
                Lucy
                • sylwek07 Re: Konfrontacje. 14.06.07, 08:56
                  lucy58 ja teraz jestem w Polsce i dlatego tak napisalem ze mi sie nie udalo.
                  • lucy58 Re: Konfrontacje. 15.06.07, 04:21
                    sylwek07 napisał:

                    > lucy58 ja teraz jestem w Polsce i dlatego tak napisalem ze mi sie nie udalo.
                    >
                    O KUZWA!!!! Gorzej nie moze byc. Ale postaraj sie o nastepna wize
                    turystyczna.Wszystko wedlug schematu Bleakwooda. Uda sie albo sie nie uda.
                    (Termin brydzowy).Jak sie uda i bedziesz znowu na tych terenach , zacznij
                    dzialac. Ale wtedy uzywajac tych gornych tkanek Twego ciala, nie tych dolnych.
                    Lucy
                • piesfafik Re: Konfrontacje. 14.06.07, 15:18
                  Hdj Lucy,
                  Przez 10 lat mieszkalam w Kolorado i jezdzilam po Arizonie, Colo, Utah, Wyoming
                  itp. Zawsze uderzalo mnie to ze rezerwaty sa przewaznie w miejscach gdzie jest
                  nie tylko sucho i goraco ale gdzie kompletnie nie mozna znalezc pracy. Trudno
                  sie dziwic ze w rezerwatach jest taki duzy procent alkoholizmu i samobojstw.
                  (Ja wiem ze jest kilka miejsc gdzie jest lepiej)
                  Nie dziwie sie ze buduja kasyna - w sumie niezly pomysl. W koncu cala Nevada
                  niezle zyje z hazardu i nikt sie nie oburza, a do Las Vegas przyjezdzaja cale
                  rodziny z dziecmi wlacznie.
                  Osobiscie nie znosze kasyn, ale duzo bardziej rozumiem jak buduja je ludzie po
                  to zeby z zarobionych pieniedzy karmic i leczyc swoje dzieci, niz jak ten
                  glupek Trump wybuduje sobie zastepna wieze w Atlantic City
      • lucy58 Re: Konfrontacje. 13.06.07, 00:15
        lucy58 napisała:

        > Ciekawa jestem czemu to moj post nie pojawil sie na tym watku.
        > Watek ciekawy, i wstawilam swoich pare groszy. Niestety go NIE MA!!!
        > Lucy

        Skoro go nie ma, to moze napisze jeszcze raz. Moze to nie bedzie pachnialo
        swiezoscia- jako odgrzewane danie, ale moze moj punkt widzenia zachowa.
        Moja konfrontacja z rzeczywistoscia amerykanska wypadla minusowo. Wyjezdzajac z
        Polski chcialam zmiany, i takowa dostalam. Ale nie sadzilam, ze bedzie to az
        TAKA ZMIANA. Nie trafilam na jakies male,ciche miasteczko, czy na camp
        uniwersytecki. Trafilam prostu na nowojorski Greenpoint. Czyli serce i dusza
        polskiego Trojkata Bermudzkiego (Bialystok, Lomza i Monki). I zaplecze taniej
        sily roboczej dla sasiedniego Williamsburga, czyli centrum ortodoksyjnych,
        glownie ze wschodniej Europy, Zydow. Te pierwsze dni - byly "raczej" szokiem.
        Ten szok jakos mi minal, ale caly ten 10-letni pobyt w NY uwazam za podly.
        Spotkalam podlyh ludzi, ale i spotkalam ludzi zyczliwych. Spotkalam szuje ale
        tez ludzi wrazliwych. Wszedzie takich mozna spotkac. Ale procentowo -na
        Greenpoincie - ci pierwsi przewazaja. Ale gdyby mi ktos zaproponowal wrocic w
        przeszlosc- zaczelabym chyba znowu od Greenpointu. Szkola zycia - bylo nie
        bylo. Nie zaluje - ale tez nie wspominam wspaniale. Na Florydzie staram sie
        unikac polskich "przyjaciol". To taka pozostalosc z nowojorskich czasow.
        Lucy
        • elagrubabela Re: Konfrontacje. 13.06.07, 14:59
          Przyznam, ze po tytule watku myslalam, ze to bedzie taki wspominkowy watek o
          filmowych Konfrontacjach w latach 70-80. Tak to juz kinomany maja, ze sie im
          wszystko kojarzy - ha ha ha.
          A w kwestii zasadniczej to ja mysle, ze trzeba podrozowac. Mam na mysli
          odwiedzac rozne miejsca, rozne kraje, przygladac sie i konfrontowac smile
          wyobrazenia, cudze opinie i wlasne obserwacje. Ktos powie, ze tydzien w Belgii
          czy 3 dni w Irkucku nie dadza "pelnego obrazu". No ale co z tego? Nie da sie
          zyc wszedzie po kilka lat zeby miec ten jakis wyimaginowany "pelny obraz" a
          takie lizanie, krotkotrwale podpatrywanie to jednak wazna sprawa w ocenianiu
          miejsc, zycia w roznych miejscach i odnoszenia tych wrazen do wlasnej
          rzeczywistosci i wlasnych wyobrazen. Poza tym po wielu podrozach i wielu
          odwiedzonych miastach, rozne doswiadczenia i obserwacje sie kumuluja, staja sie
          nowa jakoscia i te porownania/konfrontacje zaczynaja nabierac innego wymiaru,
          bo po prostu jest ich wiecej i rozlozone sa w czasie. Podroze naprawde
          ksztalca - ha ha ha. A przede wszystkim chyba ucza nowego spojrzenia, za kazda
          kolejna podroza nowego, na swoja wlasna domowa rzeczywistosc.
          Wiec jesli chodzi o moje wlasne konfrontacje to ja wlasciwie wyjechalam z
          Polski z poczuciem, ze wszedzie na tak zwanym Zachodzie bedzie lepiej niz w
          Polsce. I nie pomylilam sie. Innych moich wyobrazen z tamtego czasu wyjazdu juz
          wlasciwie nie pamietam. Natomiast nieustannie konfrontuje i porownuje moje
          wlasne wyobrazenia i opinie innych ludzi (przeczytane czy uslyszane) z wlasnymi
          doswiadczeniami w miejscach, ktore odwiedzam turystycznie. I w wiekszosci
          wypadkow przekonuje sie, ze krazace stereotypy, powszechnie powtarzane opinie,
          generalizacje byc moze nie sa "pelna prawda" ale zawsze zawieraja bardzo duzo
          tej "niepelnej/jakiejs prawdy" - ha ha ha. Moje wlasne odkrywanie swiata czesto
          okazuje sie moim wlasnym potwierdzaniem dla siebie opinii juz wczesniej
          wyrazonych przez kogos innego. Ale to mnie nie zniecheca do podrozy smile Wrecz
          przeciwnie, uwazam, ze zeby miec zdanie trzeba gdzies byc, cos zobaczyc,
          sprobowac. Tak wiec probuje. I konfrontuje smile
          Tak jeszcze chcialam cos "madrego" napisac o sytuacji Natives ale jedyne, co
          przychodzi mi do glowy to to, ze moze potrzebny jest nowy watek na ten temat, w
          ktorym moglybysmy sie podzielic tym, co wiemy, co nam sie wydaje i jak myslimy,
          ze powinno byc. To jest tak rozlegly i dramatyczny temat, ze chyba nie ma sensu
          wciskac go w watek Uli, ktory nie jest watkiem filmowym wink)) Elka.
          • sylwek07 Re: Konfrontacje. 13.06.07, 15:31
            Elu to moze zalozys taki watek?smile

            Ja podobnie chcialem zaczac nowe zycie na tzw zachodzie no ale mi sie nie
            udalo ,moze z mojej winy moze z innych czynnikow,czas moze potem pokaze jak to
            bylo naprawde.
            • lucy58 Re: Konfrontacje. 14.06.07, 02:28
              sylwek07 napisał:

              > Elu to moze zalozys taki watek?smile
              >
              > Ja podobnie chcialem zaczac nowe zycie na tzw zachodzie no ale mi sie nie
              > udalo ,moze z mojej winy moze z innych czynnikow,czas moze potem pokaze jak
              to
              > bylo naprawde.
              Wlasciwie to Ci sie udalo. Napewno Twoje zycie na obczyznie jest INNE niz w
              Polsce. To juz jest zaliczane jako nowe zycie. Jestes z dala od znajomych,
              rodziny, i w nowych warunkach. Prawdopodobnie odkryles w sobie, chcac czy nie
              chcac, jakies nowe cechy swego charakterku, dobre lub mniej dobre. A to, ze nie
              znalazles dziewczyny z marzen? Hej. Takie sa tylko w filmach Hollywoodu. No i
              oczywiscie Parys Hilton. Ale te ostatnia sobie wykresl z marzen. Nie dosc, ze
              spi z kim popadnie i robi z tego niezle fotki, to jeszcze jezdzi po pijanemu.
              Nie wspominajac tych dwoch czy 3 dni wiezienia. Marzenia z kryminalna
              przeszloscia zawsze zle sie koncza.
              Lucy
    • balamuk Re: Konfrontacje. 14.06.07, 17:47
      Zmartwychwstaje powolutku po okresie rozpaczliwego zarobienia i osmielam sie
      odezwac... Watek wydaje mi sie sensowny, normalne, ze cos takiego przewija sie
      bez przerwy, ale osobno - przynajmniej mnie - latwiej sie zastanowic. No i
      zastanawiam sie, co mi sie z czym konfrontowalo. Moze mniej, niz w przypadku
      wyjazdu do kraju, ktorego sie nie zna. Wczesniej jezdzilam tu w miare
      systematycznie, jezykiem poslugiwalam sie na przyzwoitym poziomie, sporo roznic
      w mentalnosci (cokolwiek by to mialo oznaczacwink do mnie dotarlo. No i w pewnej
      chwili znudzilo mi sie uczenie studentow w Polsce i przecknelam sie w
      Bukareszcie jako szefowa firmy handlowej (lo jezu), wlasciwy mezczyzna,
      dzieciatka, kolejna praca, na odmiane z rozsadku w polskiej instytucji. Razem
      ponad 12 lat. I dalej mi sie pewne rzeczy konfrontuja, ale nie wiem, na ile sa
      one wynikiem tego, ze nie tu sie urodzilam, a na ile skutkiem wychowania,
      jakichs tam zasad i pogladow. Nieustannie uwazam, ze zalozenie, ze WYLACZNIE
      kobieta ma sie zajmowac domem, bo to jej poslanie, jest absurdem - nawet moja
      tesciowa ulegla i czasem wink przyznaje mi racje. Tak samo do piany doprowadza
      mnie relatywizacja prawa: "no niby tak jest w przepisach, ale przeciez sama
      widzisz..." A ja, cholera, nic nie widze. Bo przechodzi sie na zielonym
      swietle, a nie na czerwonym, "bo czlowiek przeciez zdazy". I urzad jest dla
      mnie, a nie ja dla pani urzedniczki i jesli pani urzedniczka uwaza inaczej, mam
      prawo zrobic awanture. Wychodzi na to, ze tego typu konfrontacji nie bralam pod
      uwage i dopoki tu bede, nijak sie od nich nie odczepie...
      Nie jestem pewna, czy pisze na temat, jakby co, wybaczcie, upal piekielny i
      myslenie ciezsze niz dolow kopanie.
      Ela, masz racje, jezdzic trzeba do oporu, az mi sie zamarzyly trzy dni w
      Irkucku! A na pd. Niemiec, wychowana na rausach i haendehochach z Klossa
      oniemialam, slyszac, jak mowia. O Austrii nie wspominajac.
      Alez bym znowu gdzies pojechala.
      • elagrubabela Re: Konfrontacje. 15.06.07, 19:03
        Wczoraj odbylam konwersacje, ktora chyba pasuje do watku o konfrontacjach. Mam
        nowa fizjoterapeutke, wczoraj spotkalysmy sie po raz pierwszy i wzajemnie
        badalysmy grunt co i jak. Pani jest z bylej Jugoslawii, w Kanadzie 17 lat,
        mieszkala wczesniej na poludniu Francji i w Stanach przy granicy meksykanskiej.
        Kanady nie znosi, teskni za Europa, w ostatecznosci wolalaby mieszkac w
        Stanach. W Kanadzie jest wszystko fatalne poczynajac od pogody, poprzez sluzbe
        zdrowia (w ktorej sama pracuje!!!) az po styl zycia. Kazde moje niesmiale dobre
        slowo na temat Kanady bylo stanowczo "konfrontowane" i odpierane wlasciwie
        jednym argumentem a mianowicie, ze w Europie a szczegolnie we Francji i we
        Wloszech jest lepiej. Nie zapytalam, co Ja trzyma w Kanadzie, bo sie jeszcze na
        tyle dobrze nie znamy zebym miala odwage ale zaczelam sie powaznie zastanawiac
        czy ja chce kogos z tak negatywna energia zeby sie zajmowal moim pokreconym
        cialem? Poza tym oczywiscie zadaje sobie pytanie czy rodowici Kanadyjczycy tez
        sa raczeni taka lista tego, co tu jest takie zle. Mysle tez, ze jezeli mialabym
        podsumowac ostatnich 17 lat, tyle ile ta pani jest w Kanadzie, i stwierdzic, ze
        przez ten czas bylam nieszczesliwa z powodu mieszkania w kraju, do ktorego sama
        z wlasnej woli przyemigrowalam to chyba bym sie zalamala. W imie czego sie tak
        meczyc? Poczulam sie wiec wysmienicie, bo moich ostatnich 17 lat spedzonych w
        tym samym kraju to niezliczona ilosc bardzo szczesliwych momentow i ogolne
        poczucie przynaleznosci i bezpieczenstwa pod kazdym wzgledem. Co imigrant, to
        inna "story". Elka
        • asia.sthm Re: Konfrontacje. 15.06.07, 20:11
          elagrubabela napisała:
          > ....ale zaczelam sie powaznie zastanawiac
          > czy ja chce kogos z tak negatywna energia zeby sie zajmowal moim pokreconym
          > cialem? Poza tym oczywiscie zadaje sobie pytanie czy rodowici Kanadyjczycy
          > tez sa raczeni taka lista tego, co tu jest takie zle.

          Ela, ja ci mowie uciekaj...to znaczy zmien te pania. Tego nie da sie wytrzymac
          na dluzsza mete nawet przy anielskiej cierpliwosci. Za ktoryms razem reka moze
          ci sama skoczyc...a jak nie skoczy to ty wrzodow na zoladku dostaniesz. I po co
          ci ?

          Ja juz od dawien dawna mam wyrozumienie tylko dla poczatkujacych.. od nich
          wszystkiego wyslucham, ale 17 lat udreki wysluchac, to i kon by nie dal rady
          chociaz ma duza glowe.
          Przepraszam, ale noze i widelce mi sie pootwieraly w kieszeni wink)
          • elagrubabela Re: Konfrontacje. 15.06.07, 20:45
            Asia, ja mam takie samo odczucie i na dodatek mam poczucie, ze jesli z Niej
            zrezygnuje to dla Niej to bedzie kolejny dowod na beznadziejnosc Kanady. Juz
            Ona tam znajdzie do tego jakas pokretna logike, tak mi brzmiala w rozmowie - ha
            ha ha. Ona tak zaczela ze mna rozmawiac, bo podobno WSZYSCY Polacy z jakimi
            miala dotad stycznosc byli nieszczesliwi w Kanadzie. Wiec pewnie myslala, ze
            sie swietnie dogadamy a tu taki pech, trafila na Ele co to jest zadowolona. Tym
            sposobem po raz kolejny ja znalazlam sie w minority - ha ha ha. Elka
            • asia.sthm Re: Konfrontacje. 15.06.07, 21:11
              Ela, badz jej ta przyslowiowa kropla w dzbanie...moze przysluge jej niechcacy
              wyrzadzisz i wroci do Europy ..a jak nie, to niech glowe komus innemu zawraca i
              dziure w brzuchu wierci swoim narzekaniem.
              Ja od zawodowych narzekaczy uciekam gdzie pieprz rosnie. Troche wytrzymam, a
              potem nogi za pas biore. Zycia szkoda, czasu szkoda, zdrowia szkoda.
              smile
              I do naszego Henka takich typow nie dopuszczaj bo i jemu reka kiedys sama
              skoczy.
          • pama13 Re: Konfrontacje. 17.06.07, 07:13
            zacytuje fragment jednego z moich ulubionych filmow,otoz: "nikt tutaj nikogo po
            pistoletem nie trzyma wrecz przeciwnei ja tutaj siedze z ogromna
            przyjemnoscia"(dla nie wtajemniczonych-"Rejs") takze Elciu uciekaj od takich
            marud gdzie pieprz rosnie.Z autopsji wiem,ze takie osoby
            marudza,marudza,przekazujac cala zla energie ktora w nich jest do sluchacza,ona
            nagada sie,otrzasnie i pojdzie dalej a Tobie w glowie zaczna tworzyc sie
            niepotrzebne(moim zdaniem) pzremyslenia i stwierzdenia.
            p.s.pozdrowienia z Kanady-ktora nie jest az taka zlasmile z jakiej czesci Kanady
            jestes?
    • jan.kran Re: Konfrontacje. 15.06.07, 19:35
      Ja mieszkam w Norwegii niedlugo bedzie dziesiec lat i mimo narzekania
      notorycznego czuje sie tu zdecydowanie lepiej niz np. piec lat temu. Jezeli
      dozyje tu siedemnastu lat to moze bedzie calkiem dobrzesmile))))
      Zreszta narzekam glownie tu na forum i do znajomych . Do Norwegow nigdy bo
      zawsze sobie mysle jak byloby mi przykro gdyby jakis cudzoziemiec jeczal mi
      nad uchem na Polske...
      Jak mnie sie pytaja miejscowi to mowie ze Norwegia mi sie podoba , mam
      zawwsze w zanadrzu kilka komplementow na temat kraju i ludzi tutejszychsmile
      Zreszta prawdziwych , bo cenie sobie bardzo spokoj i uprzejmosc Norwegow i
      przyrode ktora nawet w tak sporym jak na Norwegie miescie jak Oslo wystepujesmile
      Doceniam to ze tu jest stosunkowo latwo o prace , nikt Ci nie patrzy na wiek
      i plec.
      Do wielu rzeczy powoli sie przyzwyczajam , sa inne ktorych z pewnoscia nie
      zaakceptuje ale probuje je oswoic.

      Mnie trzyma w Norwegii rozsadek , wywazylam sobie plusy i minusy po prostu.
      Kran
      • lucy58 Re: Konfrontacje. 15.06.07, 22:32
        Dobrze, mile panie, ze macie cos dobrego do powiedzenia o kraju, w ktorym
        zyjecie. Ja jakos nie moge z siebie tego wydukac. Mieszkam w USA. Uprzejmosci
        tu trudno spotkac. Zwlaszcza na drogach. Nie mowiac o sklepach. Polakow w
        zasadzie unikam. Sparzylam sie nie raz i nie dwa. Tych amerykanow, z ktorymi
        pracuje - moge w aureole swietosci oprawiac. Przewspaniali ludzie. Lacznie z
        bosami. Ale to wszystko co moge dobrego powiedziec. System zdrowotny -
        najbogatsze panstwo swiata i najwiecej nieubezpieczonych dzieci wsrod
        cywilizowanych panstw. Prawa ekologiczne - z kazdym rokiem sie pogarszaja.
        Ciecia na wszelkie programy socjalne, edukacyjne, dla weteranow. Jest po prostu
        gorzej i gorzej.Moze jak sie zmieni ta cholerna administracja na gorze - cos
        sie polepszy. Ale w gruncie rzeczy sa to tylko narzekania takie ogolne. Podoba
        mi sie to, ze zyje jak chce, robie co chce, nie musze sie ogladac na sasiadki
        czy to akceptuja, czy nie. I do Polski nie mam ani zamiaru ani ochoty wracac.
        Ameryka w sumie jest wspaniala, - dopoki jestes zdrowy, pelny sil i energii.
        Lub jakims cudem wygrasz miliony w Totka.
        Lucy
        • tamsin Re: Konfrontacje. 15.06.07, 23:37
          no tak ... czy lepiej byc zdrowym i bogatym, czy biednym i chorym, w
          jakimkolwiek kraju?? Pamietam jak polecialam do Polski (10 lat temu) i mialam
          okazje odwiedzic kogos w szpitalu, po odwiedzinach stwierdzilam, ze jak mnie
          cos tam puknie to niech mnie lapatka z jezdni zeskrobia i wysla do pierwszego
          lepszego szpitala w USA. Tam przynajmniej mam szanse na przezycie.
          • sylwek07 Re: Konfrontacje. 16.06.07, 08:58
            tamsin a czy kazdy moze liczyc na pomoc w szpitalu w USA?nawet Ci bez
            ubezpieczenia.nie licze emergency...ja tez ostatnio bylem w szpitalu i mysle ze
            mialbym szanse na przezycie ...
            • lucy58 Re: Konfrontacje. 17.06.07, 03:51
              sylwek07 napisał:

              > tamsin a czy kazdy moze liczyc na pomoc w szpitalu w USA?nawet Ci bez
              > ubezpieczenia.nie licze emergency...ja tez ostatnio bylem w szpitalu i mysle
              ze
              >
              > mialbym szanse na przezycie ...

              Nie liczylabym na to specjalnie. Caly system opieki zdrowotnej w USA opiera sie
              na prywatnych firmach ubezpieczeniowych. A one musza robic profit. To jest
              prawo ustalone w 19 wieku przez amerykanski kongres. Firmy ubezpieczeniowe nie
              beda robily profitu, jesli beda placily wszystkim i za wszystko. Mala czesc
              systemu zdrowotnego,tzw. publiczna, jest finasowana przez stany, miasta, lub
              federalne fundusze. Ale przy obecnej administracji, fundusze zostaly zostaly
              strasznie okrojone. Tysiace publicznych szpitali sa zamykane, ze wzgledu na
              brak funduszy. To samo kliniki dla weteranow wojennych, czy umyslowo chorych.
              Trzeba cos pozamykac, zeby moc dac zarobic facetom z Blackwater i Halliburton.
          • lucy58 Re: Konfrontacje. 17.06.07, 03:34
            tamsin napisała:

            > no tak ... czy lepiej byc zdrowym i bogatym, czy biednym i chorym, w
            > jakimkolwiek kraju?? Pamietam jak polecialam do Polski (10 lat temu) i mialam
            > okazje odwiedzic kogos w szpitalu, po odwiedzinach stwierdzilam, ze jak mnie
            > cos tam puknie to niech mnie lapatka z jezdni zeskrobia i wysla do pierwszego
            > lepszego szpitala w USA. Tam przynajmniej mam szanse na przezycie.

            Masz szanse jak masz ubezpieczenie, i firma ZGODZI sie na pokrycie wydatkow
            szpitalnych. Jesli nie masz lub masz marne - moze Cie to kosztowac utrata
            calego Twojego majatku. Glowna przyczyna rodzinnych bankructw w USA - sa
            rachunki szpitalne. Sama znam taka rodzine. Stracili dom, mieszkaja w tej
            chwili w malenkim apartamencie i oczekuja na transplantacje watroby. Oczywiscie
            bez szans, bo facet nie ma ubezpieczenia. Czeka juz okolo 2 lat. Mam znajomych
            Kanadyjczykow. Przyjezdzaja tylko na miesiac , na wakacje. Corka po wykapaniu
            sie w publicznym basenie dostala zapalenia ucha. Po wizycie we florydzkim ER i
            uslyszeniu ceny za podstawowe leczenie corki - zapakowali dziecko do samochodu
            i wyjechali natentychmiast do najblizszego miasta poza granice USA/Kanada.
            Lucy
            • tamsin Re: Konfrontacje. 17.06.07, 03:56
              Lucy ja to wszystko wiem, dosyc dlugo zyje w USA wiec wiem jak ubezpieczenia
              dzialaja, rowniez umiem czytac. Zyje rowniez w najbardziej "socjalistycznej"
              dziurze, gdzie kazdy MUSI miec ubezpieczenie (nowy prikaz wchodzi od 1-szego
              lipca), znam tez koszty leczenia (wyciagniecie mojego wyrostka robaczkowego
              przez pepek koszatowo cos okolo 25 tysiecy. I zgadzam sie z toba, ze ludzie
              bankrutuja z powodu kosztow. Dlatego znajac te fakty, nie uwazam ze wydawanie
              pieniedzy aby sie ubezpieczyc jest marnowaniem pieniedzy. To jest ruletka, w
              ktora ludzie graja, najczesciej mlodzi, bo wydaje im sie ze ich nic nie
              dopadnie. I niestety dopada. Rowniez wiem, ze sa ludzie ktorych nie stac na
              wydanie nawet najmniejszej sumy na to aby sie ubezpieczyc, i tutaj mysle ze te
              biliony ladujace na piasku w Iraku moglby byc troche lepiej wykorzystane, tu na
              miejscu.
              • jan.kran Re: Konfrontacje. 17.06.07, 04:10
                A ja mam w zanadrzu taki ladny watek dotyczacy porownania systemow socjalnych
                roznych krajow < sluzba zdrowia , alimenty , zasilki rodzinne i socjalne >.
                Ale musialabym znowu narzekac na Norwegie , zreszta pewnie taki watek juz
                byl tongue_outPPP
                Jak widac ciosy zadane mi przez forumowa kolezanke nie pozostaly bez sladusmile))

                Dodam ze z reguly nie jestem taka zlosliwa i wredna ale jak mi ktos zajudzi to
                zaczynam byc smile))
                Kran
              • lucy58 Re: Konfrontacje. 17.06.07, 04:56
                tamsin napisała:

                ( Dlatego znajac te fakty, nie uwazam ze wydawanie
                > pieniedzy aby sie ubezpieczyc jest marnowaniem pieniedzy. >
                >
                Widzisz. Nie wszystko tak wyglada jak powinno wygladac. Ja, jak i wiele
                polskiej czy amerykanskiej braci nie moze sobie pozwolic sobie na wydawanie 150
                dol. miesiecznie na zalatwienie prywatnego ubezpieczenia. Pracuje dla 3 firm,
                ale w kazdej firmie jestem na pol etatu. Nie ma w moim zawodzie wystarczajacej
                roboty na caly etat. Zadna z tych firm nie moze ( rozmowy byly nawet z
                prawnikami) nie moze mi dac ubezpieczenia. Chyba, ze bede oplacala wszystko
                sama.Tzn. okolo 200 miesiecznie.Bez zadnych dokladek od pracodawcy. To nie sa
                grosze. Jak musisz ,czlowiecze, oplacic wszystkie rachunki, + piwo+ papierosy+
                benzyne + jakies tam czesci do samochodu - i jeszcze co ci malzonek wymysli-
                musisz sie ciezko zastanowic nad tym prywatnym ubezpieczeniem. Tym bardziej, ze
                w w razie regularnej grypy czy regularnego zapalenia oskrzeli moge korzystac z
                Free Clinic.
                Lucy
                • tamsin Re: Konfrontacje. 18.06.07, 20:53
                  no widzisz Lucy, wiec jednak jest to twoj wybor _nie_ posiadac ubezpieczenia.
                  Ktos najpierw zakupilby wlasnie ubezpiecznie zanim grosz wydalby na np.
                  papierosy, ktore sa dosyc drogie, a jezeli palisz duzo (np. paczke dziennie) to
                  wlasnie te papierosy zabieraja ci cala skladke, no i zdrowie oczywiscie.
                  • sylwek07 Re: Konfrontacje. 18.06.07, 21:12
                    Ja tam wole byc ubepieczony smile
                    • lucy58 Re: Konfrontacje. 19.06.07, 00:43
                      sylwek07 napisał:

                      > Ja tam wole byc ubepieczony smile

                      Czy te "ube" znaczy po jakiemus tam - pieczenie od spodu?
                      Lucy
                  • lucy58 Re: Konfrontacje. 19.06.07, 01:06
                    tamsin napisała:

                    > no widzisz Lucy, wiec jednak jest to twoj wybor _nie_ posiadac ubezpieczenia.
                    > Ktos najpierw zakupilby wlasnie ubezpiecznie zanim grosz wydalby na np.
                    > papierosy, ktore sa dosyc drogie, a jezeli palisz duzo (np. paczke dziennie)
                    to
                    >
                    > wlasnie te papierosy zabieraja ci cala skladke, no i zdrowie oczywiscie.

                    Tamsin, ja czekam na najnowszy film Michaela Moora "Sicko".Niech sobie publika
                    obejrzy. Wchodzi w tym tygodniu do kin. Jest w nim pokazany caly problem z
                    tzw.prywatnym amerykanskim ubezpieczeniem zdrowotnym. I przy okazji calym
                    systemem. Nawet jeslibym placila te 200 dolarow miesiecznie, nie mam gwarancji,
                    ze insurance pokryje moje ewentualne wydatki szpitalne. Jesli masz mozliwosc
                    obejrzenia tego filmu - goraco polecam. Ja na razie nie ogladalam, ale
                    sluchalam urywkow. Niesamowite. Przerazajace.
                    Lucy

                    • sylwek07 Re: Konfrontacje. 19.06.07, 08:53
                      mialem na mysli ubezpieczony.
                    • tamsin Re: Konfrontacje. 19.06.07, 20:26
                      lucy58 napisała:

                      > obejrzy. Wchodzi w tym tygodniu do kin. Jest w nim pokazany caly problem z
                      > tzw.prywatnym amerykanskim ubezpieczeniem zdrowotnym. I przy okazji calym
                      > systemem.

                      Zobacze ten film, choc niestety Micheal Moore jest tak tendencyjny w swoich
                      skrajnie lewicowych pogladach i tak potrafi odwracac kota ogonem, ze ciezko
                      jego gnioty sie oglada. Ale tak bez zagladania co on ma do powiedzienia, to
                      jezeli prywatne nie, to jakie? Panstwowe tak jak w Kanadzie czy Anglii i czekac
                      na lozko bo szpitale zamykaja? Mimo, ze ten system ubezpieczen nie jest idealny
                      (podobnie jak i system sadowy, czy podatkowy, czy emerytalny), to gdzie ideala
                      mozna znalezc?
                      • lucy58 Re: Konfrontacje. 21.06.07, 03:56
                        tamsin napisała:

                        > lucy58 napisała:
                        >
                        > > obejrzy. Wchodzi w tym tygodniu do kin. Jest w nim pokazany caly problem
                        > z
                        > > tzw.prywatnym amerykanskim ubezpieczeniem zdrowotnym. I przy okazji calym
                        >
                        > > systemem.
                        >
                        > choc niestety Micheal Moore jest tak tendencyjny w swoich
                        > skrajnie lewicowych pogladach i tak potrafi odwracac kota ogonem, ze ciezko
                        > jego gnioty sie oglada. >
                        Masz na mysli "Fahrenheit 911".? Nie widzialam tam zadnych kotow, a tym
                        bardziej ich ogonow. Za to widzialam miny Wodza, reakcje senatorow, i calkiem
                        ladna plejade przyjaciol naszego "krolestwa". Nie widzialam tam nic lewicowego.
                        Obrazki mowily za siebie. Nie trzeba bylo nawet zadnych sarkastycznych i
                        czasami komicznych komentarzy. "Sicko" jest podobno jeszcze lepszy. Przeciw
                        Moore jest prowadzone obecnie sledztwo, ze zlamal embargo na wspolprace
                        ekonomiczna z Kuba. Podczas krecenia filmu, zabral kilku chorych strazakow z NY
                        (chorych po akcji 911) do Guantanamo. I tam jakims cudem (nie zdolalam uslyszec
                        szczegolow)znalezli sie po stronie kubanskiej. Lekarze kubanscy zajeli sie
                        amerykanskimi strazakami. Za to Moore ma byc postawiony pod sad. Wywiad w
                        Democracy Now jest niesamowity. Trzeba tego po prostu posluchac. I trzeba
                        obejrzec koniecznie nowy film. Nota bene, Moore jest zaproszony do Kongresu
                        do "zeznan" na temat amerykanskiego systemu zdrowotnego. Fajnie to brzmi.
                        Skrajnie lewicowy producent gniotow jest zaproszony do dyskutowania
                        najwazniejszej, witalnej sprawy obywateli USA.
                        Lucy
    • sylwek07 Re: Konfrontacje. 17.06.07, 09:05
      tamsin ja znam takich co maja po 40 lat i nadal uwazaja ze im nic nie bedzie i
      olewaja wszystkie rodzaje ubezpieczenia.
      • lucy58 Re: Konfrontacje. 21.06.07, 04:01
        sylwek07 napisał:

        > tamsin ja znam takich co maja po 40 lat i nadal uwazaja ze im nic nie bedzie
        i
        >
        > olewaja wszystkie rodzaje ubezpieczenia.

        Moze wyjasnij najpierw skad piszesz? Z Polski? Czy z USA?
        Bo juz sie pogubilam.
        Lucy

        >

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka