Kwestia tego w jakim kraju zyjemy po opuszczeniu PL to wypadkowa naszych
sytuacji rodzinnych , zawodowych i mozliwosci wyboru kraju zamieszkania.
Spora czesc polonijnych kobiet z tego forum poszla za glosem serca lub
wybierajac miejsce gdzie mogly dostac prace , studiowac , rozwijac sie.
Zastanawiam sie jak wypadla konfrontacja wyobrazen o danym kraju z
rzeczywistoscia...
Ja wyjezdzajac do Francji w zasadzie spotkalam to czego sie spodziewalam.
Znalam jezyk i kulture , wprawdzie od pierwszego dnia pobytu bylam rezydentka
a nie turystka co mi troche przeszkadzalo.
Wprawdzie zwiedzalam Paryz jak turystka , z blyszczacymi oczami i otwarta
geba ogladajac to o czym czytalam i co widzialam nas setkach zdjec i
reprodukcji ale z drugiej strony musialam tam zyc zyciem codzienym.
Mieszkac , pracowac , zabiegac o codziennosc.
Generalnie Francja mnie w zasadzie nie rozczarowala

Tzn. Paryz na pewno
nie , bo najpierw mieszkalam pol roku w Lyonie i tam mi sie srednio
podobalo...
Prawdziwa Francja to tylko stolica i juz
Do DE jechalam za glosem serca

nie za Niemcem wprawdzie ale za
narzeczonym ktory uwazal ze tylko Niemcy dadza mu mozliwosc pracy zawodowej.
Jechalam z wielkimi obawami i niechecia pewna , znajac slabo jezyk i
wychowana bedac na Kapitanie Klosie i Czterech pancernych

Po pewnym czasie pobytu z DE zobaczylam ze ten gardlowy niemiecki ktory
wielu Polakom zle brzmi i sie takoz kojarzy to jezyk dederowskich aktorow
zatrudnianych masowo w polskich produkcjach filmowych

Bawarski i austriacki z ktorymi mialam do czynienia to zupelnie inaczej
brzmiace jezyki , lekkie spiewne i nie tak razace dla ucha...
W Niemczech a w zasadzie w Bawarii , bo to troche dwie rozne historie
zakochalam sie bardzo szybko. Moze dlatego ze spodziewalm sie grubych ,
wrzaskliwych opitych piwem Niemcow a napotkalam bardzo ciekawych , otwartych
i pomocnych ludzi.
Moze porozumienie ulatwialo to ze jakas polowa moich znajomych mial slasko -
wroclawskie korzenie

))
W DE czulam sie bardzo dobrze i do dzis jest to bliski dla mnie kraj , tak
bliski jak Polska.
Przeprowadzajac sie na stale do Norwegii mialam glowe pelna Ibsena , Muncha
Griega , Dagny Przybyszewskiej , fiordow i bogactwa ekonomicznego tego
kraju.
W moim rozwoju intelektualnym mialam kilka okresow m.in. np. Witkacy i
okolice , literatura ibeoamerykanska oraz okres skandynawski...
Czytalam Strindberga , Ibsena i wspolczesna literature skandynawska w
ilosciach hurtowych, znalam zycie panstwa Przybyszewskic i co. na wyrywki ,
kochalam Muncha i Griega.
Niestety rzeczywistosc norweska okazala sie bardzo daleka od ogolnych
wyobrazen zwlaszcza moich

P Ani bogaci ani wyksztalceni ani inteligentni
Norwegowie za bardzo nie sa.
Sa mili ale rasizm jest dla mnie znacznie bardziej odczuwalny niz w DE. Tzn.
w Niemczech w ogole nie mialam do czynienia z rasizmem a tu w Oslo niestety
tak choc starannie ukrytym co moze jest jeszcze gorsze niz otwarta niechec do
cudzoziemcow...
Taki to moj konfrontacyjny bilan

Kran