Dodaj do ulubionych

SOLIDARNOSĆ

03.08.05, 08:53
Dzis nie ma juz nawet tej drugiej Solidarnosci. Ideal siegnal bruku. -To co
zostalo to synekura urzednicza i atrapa z emblematami i Tysolem, udajace
Solidarnosc! To wymuszona koniecznosc utrzymania na garnuszku poslusznych i
ociemnialych odpornych na honor..a przeciez w jakis tam sposob dla rezimu
zasluzonych:-)
Solidarnosci nie reaktywowano i nie poproszono nikogo -kogo wyrzucono z
kraju, bo takie byly zalozenia!
Nie po to dokonano najwiekszej czystki etnicznej w Europie po II WW, zeby
pozwolic na odwrocenie planow.
Czystke etniczna w Polsce rozpoczeto juz przed stanem wojennym- wywalanie
interowanych i wiezionych to byla tylko celowa i dokladnie zamierzona
selekcja- przeprowadzona sterowaniem recznym! Lacznie w wyniku czystki
etnicznej usunieto z Polski poprzez obozy uchodzcze w Austrii, Niemczech,
Wloszech ok 2 mln Polakow, element wyksztalcony, zaradny, niespokojny i
przedewszystkim myslacy i buntowniczy. Solidarnosc pomogla w ujawnieniu i
dokonaniu selekcji tych co sami nie chcieli opuscic Polski. Dokonano ja w
obozach internowania i ogolocono Polske z ok 50tys ludzi.
Tych ktorzy byli uparci wyeliminowano czy tak, czy inaczej, jednych
ukatrupiono innych wsadzono do wariatow innych wyizolowano i zneutralizowano
przy pomocy kolesi.
Gdyby nie ta etniczna czystka najbardziej aktywnej czeci naszego narodu
polskiego..moze inaczej potoczylyby sie nasze losy i naszej Ojczyzny..
Nie piszcie do uzurpatorow i zdrajcow..napiszcie do tych co wiedza, jak bylo-
do tych co obchodzic beda rocznice Naszej Solidarnosci, polaczmy sie z nimi w
tej chwili bez wzgledu na to- gdzie jestesmy. Panie Miroslawie Krupinski- pan
dalej dla nas jest- przez nas wybranym , w pierwszych demokratycznych i
wolnych wyborach w Europie Wschodniej Przwodniczacym Naszej Solidarnosci-
niech pan w swoim i naszym imieniu napisze do Kolegow, do Gwiazdow, pani
Walentynowicz i do tych co daja swiadectwo Prawdzie! My dolaczymy sie na WP,
Niech Zyje Solidarnosc 80! Niech jej Wolny Duch pozostanie natchnieniem dla
tych ,ktorzy przyjda po nas!
Tego Ducha Solidarnosci nie zdlawi nic! i nic nie zdola splugawic!
Obserwuj wątek
    • sredni4 Re: SOLIDARNOSĆ 03.08.05, 08:54
      Solidarność miała polegać na wzajemnym dżwiganiu narodowych brzemion. Niestety
      zdradzieccy hochsztaplerzy postanowili wyrolować ufających im kolegów. Teraz
      przychodzi okazja by upublicznić pewne fakty, a nowo zbudowane pałace i majątki
      zdobyte nielegalnie - skonfiskować i przeznaczyć na młodzieżowe domy kultury,
      domy dziecka, domy samotnej matki lub domy starców. Społeczne potrzeby są
      przeogromne. I prywatyzacja skradzionych państwu i narodowi lub wyłudzonych
      dóbr, będzie właściwym krokiem we właściwym kierunku
    • sredni4 Re: SOLIDARNOSĆ 03.08.05, 09:03
      Ludzie pracy stracili wszystko, co zdobywali w walce i trudzie w Polsce
      Przedwrześniowej i w okresie PRL, a przede wszystkim wszelką nadzieję na
      poprawę swojej sytuacji w najbliższej perspektywie. W Gdańsku w sierpniu, pod
      przewodem i z licznym udziałem tych, którzy walnie przyczynili się do klęski
      społeczeństwa i ludzi pracy, a zwłaszcza robotników - z Lechem Wałęsą i
      Aleksandrem Kwaśniewskim, odbędą się pompatyczne urzędowe uroczystości
      jubileuszowe poświęcone „Solidarności”. Faktyczni twórcy buntów sierpniowych,
      strajkujący wówczas robotnicy, nie będą uczestniczyli w tych propagandowych
      obchodach, bo albo nie zostaną zaproszeni przez organizatorów na nie, albo by
      uniknąć kompromitacji, sami odmówią w nich udziału. Będzie to święto radości
      ale tylko dla tych, którzy wyzuli społeczeństwo z wywalczonych przez nie
      zdobyczy i od 25 lat uczestniczą w podziale władzy w kraju oraz rozkradaniu
      majątku ogólnonarodowego wypracowanego przez kilka pokoleń Polaków.

      Jednakże zryw sierpniowy ludzi pracy zasługuje na najwyższe uznanie, na pamięć
      i wdzięczność wszystkich Polaków. Dlatego należy organizować niezależne od
      licencjonowanych przez Lecha Wałęsę i Aleksandra Kwaśniewskiego, komitety
      obchodów rocznicy strajków sierpniowych dla wyrażenia hołdu i uznania ludziom
      tamtych wydarzeń.
      • Gość: kaziu... Re: SOLIDARNOSĆ IP: *.chello.pl 03.08.05, 15:01
        Czy Ty wiesz kto robił tą rewolucję?.Walentynowicz słusznie mówiła ,że Wałęse
        do stoczni przywiozło SB.A tak prawdę mówiąc to wszytstko rozwalili sbeccy
        żydzi i to ci których widzimy zawsze na zdjęciach historycznych.To jest gorsze
        niż żydokomuna,bo co dzisiaj ona zrobiła?komu dobrze?
    • sredni4 Re: SOLIDARNOSĆ 03.08.05, 09:05


      Posierpniowe osiągniecia społeczeństwa polskiego

      Jakie zasługi mają ci, którzy od sierpnia 1980 roku wpływali na losy kraju?
      Jakie osiągnięcia ma III RP pod szyldem „Solidarności”: bo te wszystkie
      przemiany od pierwszych godzin zakończenia strajku 1980, odbywały się pod
      szyldem „Solidarności” i takich jej filarów jak: Tadeusz Mazowiecki, Jacek
      Kuroń, Adam Michnik, Bronisław Geremek, Lech Wałęsa, Jan Lityński, Władysław
      Frasyniuk, Alicja Grześkowiak, Jan Józef Lipski, Antoni Zambrowski, Michał
      Boni, Aleksander i Eugeniusz Smolarowie, Olga Krzyżanowska, Halina Mikołajska,
      Mieczysław Wachowski, Bogdan Borusewicz … i kilkuset podobnych działaczy.
      Właśnie oni powinni przekonać społeczeństwo, co dobrego zrobili dla kraju, dla
      społeczeństwa, dla ludzi pracy, dla robotników w minionym ćwierćwieczu? Ale
      oni milczą albo posługują się ogólnikami, hasłami, sloganami, kłamstwami.
      Chlubią się, że przywrócili kapitalizm i obalili system opiekuńczy państwa, że
      Polska uzyskała niepodległość, pozbyła się kurateli sowieckiej i podlega teraz
      kurateli Zachodu; obecnie Unii Europejskiej. Podkreślają, że teraz bez
      kłopotów mogą Polacy wyjeżdżać za granicę w poszukiwaniu lepszych warunków
      egzystencji, pracy i chleba, słowem mogą bez trudności pracować dla obcych. Na
      ogół już nie wspomina się istnienia wolności środków masowego przekazu, bo
      społeczeństwo nie ma do nich dostępu, gdyż są albo w rękach zagranicznych
      właścicieli albo w dyspozycji krajowych oligarchów lub wpływowych grup
      politycznych.

      Prosimy więc potencjalnych Szanownych Interlokutorów o podzielenie się
      publicznie refleksją na pytanie:

      Jakie w ciągu minionych 25 lat społeczeństwo odniosło korzyści z wprowadzonych
      przez obóz „Solidarności” przemian, a co straciło?
      Czy „Solidarność” zrealizowała postulaty, jakie postawiła rządowi PRL do
      realizacji w sierpniu 1980 roku?
      • Gość: kaziu... Re: SOLIDARNOSĆ IP: *.chello.pl 03.08.05, 15:05
        A gdzie się podział KOR.Dorwał się do panstwowej kasy zagrabił zachodnie $ i
        teraz udaje biznesmenów.Dlaczego dzisiaj nie ma K\omitetu O\brony R\ozjechanych
        przez poczynania agentów zach.
    • Gość: abc Re: SOLIDARNOSĆ IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.08.05, 09:14

      Poniżej publikujemy list p. Krzysztofa Wyszkowskiego do dr Pawła
      Machcewicza, dyrektora Biura Edukacji Publicznej IPN w sprawie matactw
      kierownictwa IPN, a w szczególności naszego ulubionego obrońcy ubecji i
      agentury prof. Kieresa oraz jego pomocnika prof. Andrzeja Friszke. Fakt, iż
      twórcy WZZ uwierzyli w naukową bezstronność kierownictwa IPN, świadczy niestety
      o tak wielkiej naiwności, iż już nikogo nie powinno dziwić, dlaczego przegrali
      w starciu z agenturą. Nie dziwiłbym się, gdyby prof. Kieres zażądał
      umieszczenia naiwnych w „psychuszce”, słusznie argumentując, iż wiara w jego
      bezstronność i uczciwość jest wystarczającym powodem do przymusowego leczenia.

      Dr hab. Paweł Machcewicz

      Dyrektor Biura Edukacji Publicznej IPN w Warszawie

      Dowiedziałem się w ostatnich dniach, że Kolegium omawiało na swym niedawnym
      posiedzeniu sprawę książki, która miała ukazać się nakładem IPN, jako element
      obchodów XXV rocznicy Wielkiego Strajku i utworzenia „Solidarności”, a która
      miała być zapisem konferencji naukowej IPN zorganizowanej w XXV lecie
      utworzenia Komitetu Założycielskiego Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża,
      mającej miejsce w Gdańsku w dniach 9-10 października 2003 roku. Konferencja ta
      została uznana przez obiektywnych historyków za ważne, a w niektórych
      fragmentach przełomowe, wydarzenie w badaniach nad antykomunistycznym ruchem
      oporu lat 1975-1980 i powstaniem „Solidarności”.

      To przełomowe znaczenie, przez wyeksponowanie twórczej roli WZZ, okazało
      się być jednak, decyzją kierownictwa IPN, niemożliwe do publicznego ujawnienia
      we współczesnej Polsce. Kierownictwo IPN, którego przedstawiciele już w trakcie
      konferencji starali się ograniczać swobodę wypowiedzi uczestników, po jej
      zakończeniu przystąpiło do gorszących manipulacji prawdą o „Solidarności” i jej
      początkach.

      Na prośbę IPN uczestniczyłem społecznie w przygotowaniu tej konferencji.
      Zgodnie z umową, zawartą pomiędzy pracownikami gdańskiego IPN, a działaczami
      WZZ, całość konferencji miała się niezwłocznie po niej ukazać w formie zapisu
      stenograficznego, poszerzonego o uzupełnienia dokonane przez jej uczestników,
      analogicznie do wcześniej zorganizowanej przez IPN warszawskiej konferencji „Co
      nam zostało z tych lat…”.

      Umowa ta została uroczyście potwierdzona słowami prezesa IPN Leona Kieresa,
      który zapewnił o tym w swoim przemówieniu w trakcie konferencji w Gdańsku.
      Pracownicy gdańskiego oddziału BEP rozpoczęli opracowywanie stenogramu, a
      autorzy referatów do ich uzupełniania w formie przeznaczonej do druku.

      Okazało się jednak wkrótce, że kierownictwo IPN nie chce wypełnić swoich
      zobowiązań. Stwierdzono, że wydanie rzetelnego zapisu jest niemożliwe, ze
      względu na rzekomo niewłaściwe wypowiedzi niektórych uczestników konferencji,
      dotyczące np. „kontraktu okrągłego stołu” i środowiska Jacka Kuronia. W ten
      sposób IPN z roli organizatora i uczestnika procesu badawczego stał się
      cenzorem politycznym, występującym jako reprezentant i obrońca
      postkomunistycznego układu politycznego.

      Szczególnym kamieniem obrazy dla politycznych cenzorów z IPN, gardzących
      swym obowiązkiem bezstronności naukowej, okazał się być mój referat, omawiający
      sprawę programu ideowego WZZ wraz z jego kontekstem. Tekst został poddany
      gwałtownej krytyce [jeden z cenzorów stwierdził wprost: „tekst Wyszkowskiego
      nadaje się tylko do kosza”], a następnie zażądano ode mnie wykreśleń i zmian.

      Działając w obronie interesu społecznego, który niewątpliwie wymagał
      ukazania się tej książki przed rozpoczęciem obchodów XXV rocznicy
      utworzenia „Solidarności”, w przekonaniu, że po tych zmianach IPN wywiąże się w
      końcu ze swego zobowiązania, w styczniu b.r. zgodziłem się na żądane zmiany.
      Mimo to książka się nie ukazała, a obecnie, gdy na posiedzeniu Kolegium IPN
      jeden z jego członków zapytał o jej losy, kierownictwo IPN udzieliło Kolegium
      nieprawdziwej informacji, jakoby zwrócono się do mnie z propozycją zmian, ale
      zabrakło mojej zgody. W efekcie uzgodniono, że podjęta zostanie nowa próba
      usunięć i zmian. To kłamstwo posłużyło do zatajenia konsekwentnej pracy
      kierownictwa IPN w celu niedopuszczenia do ukazania się tej książki w uczciwej
      formie.

      Dzisiaj jest więc już oczywistością, że manewry polityczno-cenzuralne ze
      sprawozdaniem z Konferencji o WZZ miały na celu właśnie pogwałcenie interesu
      zbiorowego, interesu naukowego i interesu IPN jako instytucji zaufania
      publicznego. Jest oczywistością, że działający w IPN polityczni fałszerze
      najnowszej historii Polski nie chcieli dopuścić, by w obiegu publicznym
      znalazła się wiedza o roli WZZ i jego twórców w dziele
      tworzenia „Solidarności”. Zatajenie tej prawdy służy przeobrażeniu obchodów w
      imprezę propagandową wykorzystywaną do obrony interesów postkomunistów,
      umieszczonej w „Solidarności” agentury oraz całego układu „okrągłego stołu”.

      W sytuacji, gdy IPN, cenzurując Konferencję o WZZ dopuszcza się w stosunku
      do twórców „Solidarności” gorszącej manipulacji, odmawiam swej zgody na
      dalsze „negocjacje” w sprawie treści mojego referatu i zgody na jego druk w
      książce, która nie może stać się dziełem uczciwym. Zastrzegam też sobie prawo
      do wystąpienia wobec IPN z roszczeniami wynikającymi z mojego zaangażowania w
      przygotowanie Konferencji i książki mającej być jej rozszerzonym zapisem.

      Uznaję wielką rolę prezesa IPN Leona Kieresa i członka Kolegium IPN
      Andrzeja Friszke w sprawie blokowania rzetelnych badań historycznych w IPN,
      których wyniki, poza ujawnieniem prawdy o dziejach narodu, musiałyby również
      dostarczać dowodów na agenturalność wielu rzekomych bohaterów „Solidarności”.
      Rolą tych panów jest przecież ukrywanie roli SB, WSW i ich agentury
      w „Solidarności”, przy „okrągłym stole” i tworzeniu III RP. Pozostaje jednak
      faktem, że część odpowiedzialności spoczywa również na Panu. Biuro Edukacji
      Publicznej, któremu podlega pion wydawnictw IPN, stając się narzędziem cenzury
      politycznej odrzuca swe ustawowe zobowiązania i staje się negatywną stroną w
      walce o prawdę o najnowszej historii Polski. Jest to rola hańbiąca, którą z
      całą mocą potępiam.

      Sopot, dnia 2 sierpnia 2005 roku.
      • Gość: komusik Re: SOLIDARNOSĆ IP: *.chello.pl 03.08.05, 09:39
        A kim wogóle jest solidarnośc? to tak jak ku.. która zgnoiła całą siebie i
        naród.
        • Gość: st. Re: SOLIDARNOSĆ IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.08.05, 09:43
          Wprowadzenie stanu wojennego połączone z zepchnięciem "Solidarności" do
          konspiracji doprowadziło do politycznych przesunięć wewnątrz związku będącego w
          istocie konfederacją. Ponieważ w tych warunkach, podobnie jak w heroicznym
          okresie opozycji, znowu liczyło się wsparcie międzynarodowe, siłą rzeczy coraz
          większą rolę w strukturach "Solidarności" zaczęły odgrywać środowiska mające
          dobre kontakty zagraniczne. Tak się złożyło, że najlepsze kontakty zagraniczne
          miało środowisko "lewicy laickiej", czyli dawnych stalinowców w pierwszym albo
          drugim pokoleniu. Oprócz dobrych kontaktów zagranicznych "lewica laicka" miała
          też swoje polityczne sympatie i swoje polityczne antypatie. Żeby nadać im
          odpowiedni ciężar gatunkowy, należało uzyskać monopol na negocjacje z władzą.
          Ten monopol "lewica laicka" osiągnęła stosunkowo łatwo i prostymi środkami.
          Kiedy mianowicie Adam Michnik, Jacek Kuroń i Bronisław Geremek zostali
          izolowani, wydane zostały nader pryncypialne komunikaty zabraniające
          komukolwiek podejmowania jakichkolwiek rozmów z władzami pod rygorem śmierci
          cywilnej, tzn. zdyffamowania. Krótko mówiąc, kto bez pozwolenia Kuronia
          podjąłby jakieś negocjacje z premierem-generałem, ten zostałby uznany
          za "zdrajcę".

          Można sobie wyobrazić, jak silnie działało to wtedy, skoro jeszcze i
          dzisiaj "Gazeta Wyborcza" uznała za "zdrajcę" Macieja Giertycha za to, że
          ośmielił się wziąć udział w Radzie Konsultacyjnej przy generale Jaruzelskim nie
          tylko bez aprobaty Kuronia, ale nawet bez zapytania go o pozwolenie. Toteż
          kiedy Gorbaczow w roku 1985 uznał wobec prezydenta Reagana, że Związek Sowiecki
          przegrał zimną wojnę i trzeba będzie teraz w Europie posprzątać, do rozmów z
          partią przystąpiła "lewica laicka", nie bojąc się zarzutu "zdrady" z tej
          prostej przyczyny, że wcześniej wszyscy milcząco aprobowali jej jurysdykcję w
          tych i wszystkich innych sprawach. W tych negocjacjach z komunistami, których
          apogeum przypadło na okres "okrągłego stołu", stalinowcy nawróceni na
          demokrację ze stalinowcami na demokrację dopiero się nawracającymi, ustalili
          modus kolaborandi nie tylko w postaci gwarancji zachowania nagrabliennogo przez
          spółki nomenklaturowe, nie tylko stworzenia i utrzymania modelu państwa
          dającego szlachcie miażdżącą przewagę nad resztą obywateli, nie tylko parasola
          ochronnego nad agenturą, ale i wymiatania z politycznej sceny sił
          konserwatywnych i nacjonalistycznych.

          To był rdzeń umowy "okrągłego stołu", która z kolei jest prawdziwą konstytucją
          III Rzeczpospolitej albo - jak kto woli - formą postępującego rozkładu PRL-u.
          Aktualna publicystyka Waldemara Kuczyńskiego nie tylko potwierdza najgorsze
          podejrzenia, ale i wyznacza kierunek dalszej kolaboracji w osobie nowego męża
          opatrznościowego, oczywiście jak zwykle bez zmazy, czyli Włodzimierza
          Cimoszewicza.

          W teatrze cieni

          Ale nie tylko to warto uzmysłowić sobie w przededniu rocznicowych uroczystości.
          Warto również przypomnieć, że umowa "okrągłego stołu" zaowocowała kolejną
          mistyfikacją w postaci namiastki NSZZ "Solidarność". O ile bowiem "Solidarność"
          w roku 1980 tworzona była spontanicznie i "od dołu", o tyle "Solidarność" w
          roku 1989 odtwarzana była selektywnie i od góry. Krótko mówiąc, "Solidarność"
          ponownie zarejestrowana w roku 1989 nie była tą samą organizacją, która została
          zdelegalizowana po wprowadzeniu stanu wojennego w roku 1981. O przyczynach
          takiego ruchu wyczerpująco mówił Andrzej Gwiazda, do którego odsyłam
          zainteresowanych. Dobrze też wyjaśnia to przyczyny, dla których
          obecna "Solidarność" jest zaledwie cieniem tamtej z roku 1980 i nie tylko, że
          nie byłaby dzisiaj w stanie zainicjować zmiany modelu państwa, ale zdaje się,
          że takiej zmiany boi się jak ognia. Wystarczy wspomnieć niesławnej pamięci
          AW"S", która wzięła władzę tylko po to, by w model państwa stworzony przez
          umowę "okrągłego stołu" wmontować dla siebie nisze ekologiczne, nie tylko
          przyspieszające ruinę finansów publicznych, a zresztą i tak wkrótce obsadzone
          przez komunistów.

          Krótko mówiąc, "Solidarność" utworzona w roku 1989 była atrapą, swoistym
          parawanem mającym wytworzyć wrażenie, że wykołysana w okresie heroicznym
          komunistyczna kontrrewolucja, która wybuchła w sierpniu 1980 roku, jest
          kontynuowana, podczas gdy tak naprawdę - została zahamowana. Teraz trzeba
          zwolnić hamulce, żeby rozpocząć drugi etap. Dlatego na świętowanie jeszcze za
          wcześnie.

          Kontrrewolucja jeszcze nie zwyciężyła

    • Gość: kaziu... Re: SOLIDARNOSĆ IP: *.chello.pl 03.08.05, 14:56
      Ty nawiedzony ,walnij się w pierś i powiedz komu to tak zrobiłeś dobrze,ilu to
      polakom,że mogą Tobie podziękować ,i za co ,za co do kur... nędzy.Za nędze
      bezrobocie i cierpienia milionów ludzi,i sprzedaną gospodarke.Łukaszenko
      słusznie robi lejąc po pyskach takich jak Ty ,agentów CIA i Mosadu.
      • Gość: komusik Re: SOLIDARNOSĆ IP: *.chello.pl 03.08.05, 16:22
        Kogo tak naprawdę ta prawda powyżej przedstawiona zabolała,choć wydaje się ona
        jaknajbardziej prawdziwa.Czy najlepiej jest to przemilczeć?
    • Gość: abc Re: SOLIDARNOSĆ IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.08.05, 17:24

      Podczas Wielkiego Sierpnia dwadzieścia pięć lat temu Polacy zerwali się do
      walki o niepodległość i demokrację. Ruch „Solidarności” z lat 1980-1981
      wzbudził ogromne nadzieje całego Narodu, stając się źródłem takich wartości i
      ideałów jak wolność i niepodległość, prawda i sprawiedliwość, odrodzenie wiary,
      podmiotowość i godność społeczeństwa, dobro wspólne.

      Po 13 grudnia 1981 roku wartości te zostały zaprzepaszczone. Ich miejsce
      zajęły prywata i egoizm, korupcja, okradanie narodu i demoralizacja, których
      nośnikiem są przede wszystkim środowiska władzy.

      Potrzeba odrodzenia moralnego przez powrót do ideałów i
      wartości „Solidarności” z lat 1980-1981, wymaga powszechnej lustracji, ukarania
      winnych grabieży majątku narodowego,, przeprowadzenia wszechstronnych i
      gruntownych badań historii „Solidarności”, rozliczenia wszystkich zbrodni stanu
      wojennego.

      Obecnie oficjalne obchody XXV - lecia „Solidarności” stają się narzędziem
      zakłamania jej prawdziwej historii. Stronnictwo posowieckie, wraz z jego
      działającą wewnątrz „Solidarności” agenturą, dokonuje
      propagandowego „pojednania”. Kłamstwo tego „pojednania” cynicznie zasłaniane
      jest imieniem Jana Pawła II.

      Skłamane obchody rocznicy Pierwszej Solidarności będą argumentem
      propagandowym, by przed zbliżającymi się wyborami wmówić Polakom raz jeszcze,
      że Kwaśniewski, Wałęsa, Jaruzelski, Mazowiecki, Kiszczak, Geremek czy Michnik,
      to polska elita narodowa, która nadal powinna kierować polskim państwem, a nie
      autorzy haniebnego „kontraktu okrągłego stołu”.

      W roku 1978 utworzony w Gdańsku Komitet Założycielski Wolnych Związków
      Zawodowych Wybrzeża w swej Deklaracji głosił: „Społeczeństwo musi wywalczyć
      sobie prawo do demokratycznego kierowania swoim państwem”. Program WZZ stał się
      zadaniem „Solidarności”. Dzisiaj, po 16 latach trwania III RP jako państwa SB,
      program ten pozostaje aktualny.

      Prawda „Solidarności” rozbiła kłamstwo komunizmu. Obecnie żaden uczciwy
      Polak nie powinien dopuścić, by pamięć milionów członków „Solidarności” i ich
      wiekopomnego wysiłku walki z komunizmem została znieważona przez
      funkcjonariuszy komunistycznych – TW „Alka”, "Carexa" czy "Belcha".

      Tak jak celem Wałęsy jest zakłamanie jego zasług dla SB, jako TW „Bolek”,
      tak dla Kwaśniewskiego, Cimoszewicza i innych celem jest uratowanie
      układu „okrągłego stołu”, który jest podstawą i gwarantem ich władzy nad
      Polską.

      Dlatego wzywamy wszystkich Polaków do organizowania niezależnych obchodów
      XXV-lecia pierwszej „Solidarności. Polskę trzeba odebrać z rąk postkomunistów i
      ich agentury.

      Czas na niepodległość i suwerenność polskiego Państwa i Narodu.

      Kraków – Oleandry, 31 lipca 2005 roku.
    • Gość: Krzych Re: SOLIDARNOSĆ IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.08.05, 12:59


      Nosiciele kapitalizmu państwowego mają nade mną tę przewagę, że ich dzieło jest
      przerażające w swych rozmiarach i obezwładniające w skutkach. O ile stan
      przerażenia minie z czasem (bo ileż można się bać?), o tyle stan osamotnienia i
      obezwładnienia niekoniecznie.
      Kiedy przeciętny człowiek dowiaduje się o kolejnych aferach finansowych i
      politycznych, może czuć się bezsilny z kilku powodów. Po pierwsze, skala
      zjawiska przerasta jego wyobraźnię. Po drugie tworzenie kapitalizmu państwowego
      ciągle przebiega wedle litery "państwa prawa", za którym on niegdyś się
      opowiedział. Zresztą słusznie, że się opowiedział, tym bardziej że nie mógł
      wiedzieć, iż "państwo prawa", okaże się formą bezprawia. Po trzecie – nawet
      gdyby chciał coś zmienić, nie ma faktycznie na nic wpływu. Jest, co prawda,
      grono optymistów, którzy nieustannie zapewniają, że mamy na coś wpływ, a Polska
      idzie i rozwija się we właściwym kierunku. Są to jednak zwykle ludzie
      pierwszych rządów III Rzeczypospolitej, sami odpowiedzialni za tworzenie
      kapitalizmu państwowego. Dziwne zatem byłoby, gdyby mieli wylewać z kąpielą
      własne dziecko. Nie mając realnego wpływu na kształt polskiego, jak i swojego
      osobistego grajdołka, możemy mieć jeszcze pretensje do siebie. Że wybraliśmy
      nie tych ludzi, co trzeba, nie ten sejm, senat, nie ten ustrój. Lecz nawet
      gdybyśmy z własnych łez utoczyli jezioro – to również niewiele zmieni.
      Mamy więc niejako prawo dostać kręćka i głosić wokół, że mimo wszystko czegoś
      się jednak trzeba trzymać. Wiele osób tak mówi, głównie dlatego – jak sądzę –
      by nie doświadczyć jeszcze głębszego pomieszania z poplątaniem. Pogląd ten,
      który jest niczym innym jak wyrazem zagubienia, uaktywnia się zwykle tuż przed
      wyborami. Ludzie mówią wtedy, że od dziś będą głosować tylko na osobników
      sprawdzonych i rozsądnych. strzec, że dogadywanie się "Jak Polak z Polakiem",
      może być równie dobrze porozumieniem elit, ale... ponad głowami narodu.
      Słabością strony solidarnościowej było to, że w ogóle neurotycznie marzyła o
      władzy (na jakimkolwiek jej poziomie). Siłą komunistów natomiast był fakt, że
      bez żadnego ryzyka mogli część władzy oddać. Oczywiście, nie za darmo. W zamian
      za rejestrację "Solidarności", negocjatorzy społeczni musieli nie tylko
      zaakceptować, ale przede wszystkim pobłogosławić to, że gospodarka, sektor
      państwowy i administracja pozostaną w rękach komunistów i służb specjalnych.
      Umowa ta została faktycznie zrealizowana z pewnym poślizgiem – kilka lat
      później, przy okrągłym stole. Ale cóż to w końcu kilka lat w obliczu historii.
      Tym bardziej jeżeli tę historię tworzy się osobiście. Na tym mógł zasadzać się
      Wielki Interes, jak i Historyczne Porozumienie.
      Zebrane wokół głośników tłumy, ślęczący za płotami zakładów i ci, co klęczeli w
      kruchtach kościołów na modlitwie, nie musieli przeczuwać nawet, że istota
      negocjacji wcale ich nie dotyczy. Negocjatorom, jak pokazał czas, nie chodziło
      wcale o ludzi jako takich, ale o wypracowanie jakiejkolwiek formuły
      współrządzenia. Natomiast w historii świata, jak ona długa i szeroka, masy
      nigdy nie rządziły ani nie współrządziły. To od wieków było zarezerwowane dla
      elit. Elity mogły zatem równie dobrze i spokojnie negocjować dla siebie i
      własnych, jak się potem okazało, ogromnych ambicji politycznych. Tacy starzy
      wyjadacze polityczni, jak Mazowiecki i Geremek, musieli doskonale wiedzieć, że
      lud i tak się uspokoi. Mimo że w wyniku negocjacji otrzymał groszek i ocet w
      sklepach, jak i możliwość zapisania się do NSZZ "Solidarność". Nic poza tym.
      Zarejestrowanie i istnienie "Solidarności" dawało poczucie wolności. Czas
      jednak pokazał, jak wielkie było to złudzenie. Odrzucając ówczesną propagandę
      solidarnościową, Związek miał faktycznie tylko dwa mocne filary: międzynarodowe
      poparcie i dziesięciomilionową liczbę członków. Wewnętrznie był pusty niczym
      wielkanocna wydmuszka. Na ile okazał się jałowy, niech świadczy fakt, że przez
      szesnaście miesięcy istnienia, nie wydał z siebie ani jednej znaczącej
      indywidualności politycznej, żadnej kreatywnej idei, która określałaby jakąś
      sensowną przyszłość, ani nawet pomysłu politycznego. Nic, co byłoby równowagą
      wobec komunizmu.
      W poczuciu braku tożsamości, uwikłani w wewnętrzne sprzeczności i
      niedorzeczności, tuż przed stanem wojennym, czołowi działacze Związku, uroili
      sobie, że przejmą kontrolę nad produkcją największych zakładów pracy ("Sieć"),
      czyli nad państwem. To był czysty anarchosyndykalizm, modny... ale w
      dziewiętnastym wieku. Zastosowano go jeszcze w 1936 roku w Hiszpanii, tylko po
      to, by rozłożył ostatnie istniejące fabryki.
      Nie będziemy się tu jednak zajmować historią "Solidarności" jako taką, wróćmy
      do początku. W amoku Sierpnia 80 roku, nikt nie dostrzegał, bo nie chciał
      widzieć, że oto powstaje wielki twór, tyle że bez żadnych właściwości. Od
      pierwszej chwili jej powstania do dzisiaj nikt nie wie, czym naprawdę
      była "Solidarność". Mówią, że była ruchem, ale wówczas porywałaby masy jeszcze
      teraz, a nie porywa; partią polityczną, wtedy zmiotłaby komunizm z powierzchni
      ziemi, a nie zmiotła; gdyby choć objawiła się jako siła, lecz miast tego
      się "samoograniczyła" (do dziś nie wiadomo po co); na koniec chyba była
      związkiem zawodowym, którego śladu działalności szukać ze świecą. Nie była
      również typową rewolucją. Może przez chwilę świeżym oddechem – niczym więcej.
      Jak wielu, staram się znaleźć przyczynę, dlaczego po chwili chwały, którą
      przeżyła, stała się jej cieniem. Na pewno nie ma jednoznacznej odpowiedzi. I
      pomijając takie detale, że okazaliśmy się narodem na wskroś postkomunistycznym,
      że nasz masowy katolicyzm można spokojnie wrzucić do kosza przy biurku ks.
      Rydzyka; a o honorze, lojalności i cnocie, możemy już tylko dowiedzieć się z
      książek Conrada... Jeżeli jeszcze je czytamy. Pomijając to wszystko, co
      stanowimy rzeczywiście, na jedno jednak należy zwrócić uwagę, że "Solidarność"
      powstała w wyniku negocjacji konkretnych osób. Natomiast głównymi animatorami
      okazali się ludzie o rodowodzie stalinowskim. Nie jest ważne już, czy był to
      przypadek, czy nie. Ważne jest, że z pewnością nie potrafili odrzucić starego
      sposobu myślenia. Albo – co gorsza – świadomie dążyli do tego, by Związek
      przyjął taki kształt, w jakim ostatecznie zaistniał – bezideowej galarety.
      Chaos, który nastąpił podczas szesnastu miesięcy istnienia Związku, głównie był
      konsekwencją tej bezideowości. Dla żywotności systemu miało to swój głęboki
      sens. Komunizm bowiem, wbrew powszechnemu mniemaniu, wcale nie umierał, lecz
      jedynie zmieniał swe oblicze. "Solidarność" taka, jaką ją wynegocjowano, nie
      była dla niego żadnym zagrożeniem ani alternatywną siłą. Natomiast
      uwiarygodniała go na zasadzie, że z komunistą można się jednak dogadać, właśnie
      jak: "Polak z Polakiem". Można również postawić twierdzenie, że powstanie
      Związku było korzystne dla komunistów co najmniej w dwóch powodów: Solidarność
      dała początek uwiarygodniania systemu jako takiego i wyłoniła obdarzoną
      społecznym zaufaniem elitę, która kilka lat później podjęła z komunistami
      kolaborację, już jawnie ponad głowami narodu – tworząc w świetle prawa
      fundamenty pod kapitalizm państwowy. Masy, które wcześniej niewiele się
      liczyły, teraz przestały się liczyć w ogóle. Chyba że liczą się jeszcze – ale
      tylko w badaniach opinii publicznej.
      Od samego początku mógł to zatem być akt zdrady środowiskowej. Niektórzy
      stawiają sobie nawet pytanie, kiedy ona nastąpiła. A że nastąpiła, nie ma nawet
      sensu udowadniać. Powszechnie wiążemy akt zdrady z okrągłym stołem. Jak i z
      latami po nim. Są to już jednak tylko ponure skutki – zwykły podział łupów.
      Zdrada nastąpiła wcześniej, podczas negocjacji w Sierpniu 80 roku. Nawet nie w
      trakcie całych czternastu dni, ale w pierwszych godzinach albo nawet minutach.
      Gdy obie strony siadły
      • Gość: Krzych Re: SOLIDARNOSĆ IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.08.05, 13:01
        Od samego początku mógł to zatem być akt zdrady środowiskowej. Niektórzy
        stawiają sobie nawet pytanie, kiedy ona nastąpiła. A że nastąpiła, nie ma nawet
        sensu udowadniać. Powszechnie wiążemy akt zdrady z okrągłym stołem. Jak i z
        latami po nim. Są to już jednak tylko ponure skutki – zwykły podział łupów.
        Zdrada nastąpiła wcześniej, podczas negocjacji w Sierpniu 80 roku. Nawet nie w
        trakcie całych czternastu dni, ale w pierwszych godzinach albo nawet minutach.
        Gdy obie strony siadły po obu stronach i spojrzały sobie w oczy. Łączyło ich
        prawie wszystko, co najważniejsze. Główni negocjatorzy i doradcy znali się
        towarzysko i niejednokrotnie przyjaźnili. Mieli też wspólną przeszłość
        polityczną (przez 11 lat stalinizmu Mazowiecki był redaktorem naczelnym
        najbardziej stalinowskiego pisma katolickiego "Dziś i jutro"). Geremek nie
        pozostawał w tyle (Niegdyś strzelał z pistoletu w powietrze na widok procesji
        Bożego Ciała, która przechodziła pod jego balkonem). Łączył ich również wspólny
        lęk przed naruszeniem pryncypiów, czyli fundamentalnych zasad systemu. I
        wreszcie obie strony w równym stopniu mogły obawiać się tłumów oczekujących pod
        gmachem BHP, jak i ogarniających Polskę strajków. Według relacji Andrzeja
        Kołodzieja, Wałęsa był przerażony falą strajków. Chciał, by ograniczyły się do
        Stoczni Gdańskiej, a w pierwszych dniach dążył wszelkimi siłami do zakończenia
        i tego strajku, co uniemożliwiły Alina Pieńkowska z Anną Walentynowicz
    • Gość: sredni Re: SOLIDARNOSĆ IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.08.05, 13:14
      21 postulatów
      strajkujących w Stoczni Gdańskiej



      1. Akceptacja niezależnych od partii i pracodawców wolnych związków zawodowych
      wynikających z ratyfikowanych przez PRL Konwencji nr 87 Międzynarodowej
      Organizacji Pracy, dotyczących wolności związków zawodowych.

      2. Zagwarantowanie prawa do strajku oraz bezpieczeństwa strajkującym i osobom
      wspomagającym.

      3. Przestrzegać zagwarantowanej w Konstytucji PRL wolności słowa, druku,
      publikacji, a tym samym nie represjonować niezależnych wydawnictw oraz
      udostępnić środki masowego przekazu dla przedstawicieli wszystkich wyznań.

      4. Przywrócić do poprzednich praw:
      a. ludzi zwolnionych z pracy po strajkach w 1970 i 1976 r. studentów wydalonych
      z uczelni za przekonania,
      b. zwolnić wszystkich więźniów politycznych (w tym Edmunda Zadrożyńskiego, Jana
      Kozłowskiego, Marka Kozłowskiego),
      c. znieść represje za przekonania.

      5. Podać w środkach masowego przekazu informację o utworzeniu Międzyzakładowego
      Komitetu Strajkowego oraz publikować jego żądania.

      6. Podać realne działania mające na celu wyprowadzenie kraju z sytuacji
      kryzysowej poprzez:
      a. podanie do publicznej wiadomości pełnej informacji o sytuacji społeczno-
      gospodarczej,
      b. umożliwienie wszystkim środowiskom i warstwom społecznym uczestniczenie w
      dyskusji nad programem reform.

      7. Wypłacić wszystkim pracownikom biorącym udział w strajku wynagrodzenie za
      okres strajku – jak za urlop wypoczynkowy, z funduszu CRZZ.

      8. Podnieść zasadnicze uposażenie każdego pracownika o 2000 zł na miesiąc, jako
      rekompensatę dotychczasowego wzrostu cen.

      9. Zagwarantować automatyczny wzrost płac równolegle do wzrostu cen i spadku
      wartości pieniądza.

      10. Realizować pełne zaopatrzenie rynku wewnętrznego w artykuły żywnościowe, a
      eksportować tylko nadwyżki.

      11. Znieść ceny komercyjne oraz sprzedaż za dewizy w tzw. eksporcie
      wewnętrznym.

      12. Wprowadzić zasady doboru kadry kierowniczej na zasadach kwalifikacji, a nie
      przynależności partyjnej oraz znieść przywileje MO, SB i aparatu partyjnego
      poprzez: zrównanie zasiłków rodzinnych, zlikwidowanie specjalnych sprzedaży,
      itp.

      13. Wprowadzić na mięso i jego przetwory kartki – bony żywnościowe (do czasu
      opanowania sytuacji na rynku).

      14. Obniżyć wiek emerytalny dla kobiet do 55 lat, a dla mężczyzn do lat 60 lub
      przepracowanie w PRL 30 lat dla kobiet i 35 lat dla mężczyzn bez względu na
      wiek.

      15. Zrównać renty i emerytury starego portfela do poziomu aktualnie
      wypłacanych.

      16. Poprawić warunki pracy służby zdrowia, co zapewni pełną opiekę medyczną
      osobom pracującym.

      17. Zapewnić odpowiednią ilość miejsc w żłobkach i przedszkolach dla dzieci
      kobiet pracujących.

      18. Wprowadzić urlop macierzyński płatny przez okres trzech lat na wychowanie
      dziecka.

      19. Skrócić czas oczekiwania na mieszkania.

      20. Podnieść diety z 40 zł na 100 złotych i dodatek za rozłąkę.

      21. Wprowadzić wszystkie soboty wolne od pracy. Pracownikom w ruchu ciągłym i
      systemie czterobrygadowym brak wolnych sobót zrekompensować zwiększonym
      wymiarem urlopu wypoczynkowego lub innymi płatnymi dniami wolnymi od pracy.


    • Gość: op. Re: SOLIDARNOSĆ IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.08.05, 13:19
      Romuald Lazarowicz
      Była "Solidarność"
      (fragment)


      Relacjonowanie wielkich historycznych wydarzeń, próby bilansu z nieodległej
      perspektywy, jeszcze za życia uczestników, wymagają wielkiej ostrożności. Po
      pierwsze, zawodna pamięć podpowiada coraz to nowe wersje przeszłości, po
      drugie – na jej obraz wpływa zarówno znajomość następstw tych wydarzeń, jak i
      współczesne uwikłania uczestników. Po trzecie wreszcie, nie wszystkie jeszcze
      dokumenty ujrzały światło dzienne, a występuje już tendencja do wyjmowania
      wydarzeń z ich rzeczywistego kontekstu. W rezultacie dwie, trzy dekady to czas
      niewystarczający do stworzenia w pełni obiektywnego obrazu ważnego węzła
      historii. Z drugiej wszakże strony, gdy obserwujemy komiksową, prostacką wersję
      przebiegu II wojny światowej, pokutującą obecnie w mediach i w świadomości
      ludzi (na Wschodzie i na Zachodzie), trudno o ufność, że konsekwencją dystansu
      czasowego jest obiektywizm i dojrzałość analiz. W rezultacie od samego
      wydarzenia łatwiej jest opisać jego konsekwencje, nie zależą one bowiem tak
      ściśle od jego takiego czy innego jego przebiegu.



      Chodziło o Polskę
      Mija ćwierćwiecze od wielkich dni, czasu, kiedy po dekadach praktycznego
      nieistnienia, Polska wracała na światową scenę. I to w imponujący sposób. Swoją
      własną zbiorową decyzją, stawiając otwarte wyzwanie systemowi, choć nie
      decydując się na zgubne, prowadzące wprost do katastrofy szaleństwa. Odważnie,
      ale i realistycznie. Mowa oczywiście o dniach naszej,
      solidarnościowej "rewolucji". Wielu jest dziś krytyków wskazujących na
      pragmatyczny, ograniczony charakter żądań strajkujących. Tyle że jest to
      właśnie abstrahowanie od całego kontekstu zewnętrznego. Uzyskano wtedy maksimum
      tego, co było do zdobycia (niektórym nawet zdawało się, że było to zbyt wiele).
      Upadek komunizmu i wyzwolenie kraju spod sowieckiego dyktatu w bliskiej
      przyszłości wydawało się w tym czasie absolutnie niemożliwe. Był rok 1980,
      czerwone imperium dysponowało olbrzymią siłą, zdolną całkowicie zniszczyć
      świat, obejmowało połowę globu i rozszerzało swoje władztwo na kolejne kraje –
      od Afganistanu przez Bliski Wschód i Afrykę po Amerykę Południową. Zachód był w
      defensywie. Nikt, najbardziej przenikliwi analitycy i eksperci nie byli w
      stanie przewidzieć, że do końca pozostało tak niewiele czasu. Zewnętrzne
      uwarunkowania powodowały więc, że niemożliwe było postawienie wprost haseł
      niepodległości Polski i wolności obywateli. Zresztą bezpośrednim powodem
      protestów było stałe pogarszanie się warunków życia, rozumiano jednak
      powszechnie, że ich przyczyną były komunistyczne porządki w kraju. Bardziej lub
      mniej intuicyjnie wybrano wyjście najlepsze: ruch rewindykacyjny przyjął formę
      związkową, najtrudniejszą do propagandowego i politycznego zwalczania przez
      komunistyczne państwo. Kostium ten był od początku czytelny dla każdego, czego
      dowodem jest lawinowy wzrost liczebności legalnej już "Solidarności". W jej
      ramach znalazły się wszelkie grupy społeczne, w tym i te najdalsze od
      syndykalistycznych zainteresowań i lewicowych przekonań. Socjalistyczna mimikra
      przybierała i takie formy, jak zbiorowy śpiew Międzynarodówki podczas...
      antyreżimowych demonstracji (udane, choć może niezbyt dla mnie sympatyczne
      przejęcie i odwrócenie do własnych celów środków przeciwnika). Inny przykład to
      często wykpiwane dziś hasło "Socjalizm tak, wypaczenia nie" i akceptacja tzw.
      kierownicy ("kierowniczej roli PZPR w państwie"). To przecież były elementy
      toczącej się w PRL gry. Zwolnił nas z niej dopiero stan wojenny, choć nie
      wszyscy się w tym od razu zorientowali. Stanowczo grę tę przerwała w 1982 r.
      organizacja "Solidarność Walcząca", atakowana wówczas za to również przez
      ludzi, którzy dwa lata wcześniej zasilili grupę ekspertów przy komitecie
      strajkowym, przez tych samych, którzy także dziś pełnią wiele prominentnych
      funkcji. Dla nich stawianie haseł niepodległości i antykomunizmu wciąż jeszcze
      uchodziło wówczas za przejaw naiwnego oszołomstwa, jeśli nie za prowokację.
      Osoby te nadal się jednak mają za ludzi przenikliwych i rozsądnych!
      Warto przecież podkreślić, że głos tej grupy ekspertów miał niewielki wpływ na
      formułowane w 1980 r. żądania i przebieg negocjacji z komunistami.
      Gdy "eksperci" stanowczo nawoływali do umiaru i przedstawiali katastrofę, jaka
      czeka strajkujących z powodu żądania wolnych związków zawodowych, negocjatorzy
      ze stoczni z tego właśnie uczynili swój naczelny postulat. I to właśnie wokół
      tej organizacji, nominalnie związkowej, przez 16 miesięcy i później
      organizowało się wolne (na miarę warunków) życie Polaków. Ta właśnie
      organizacja stała się sposobem i narzędziem walki z komunizmem, a jednocześnie
      urosła do rangi narodowego mitu, bardzo nośnego zresztą i poza Polską. Prawdę
      powiedziawszy, hasło wolnej i niepodległej Polski poruszyłoby bardzo niewielu
      ludzi na świecie, natomiast "Solidarność" była czymś nowym, świeżym i
      trafiającym do wszystkich. Gdy wkrótce nadszedł stan wojenny, o "Solidarność",
      a więc o Polskę, upominali się w świecie ludzie z bardzo sprzecznych pozycji,
      często tacy, którzy dążenia narodowe mają zwykle w pogardzie. To oczywiście
      handicap, których zresztą nasza "Solidarność" miała więcej (by wspomnieć choćby
      dojście do władzy Ronalda Reagana w USA i rok wcześniej Margaret Thatcher w
      Wielkiej Brytanii).
      Novum stanowił i ostentacyjnie chrześcijański charakter tego związku
      zawodowego, zwłaszcza w szybko laicyzującej się Europie. Polacy trafnie uznali
      Kościół za sojusznika w walce z komunizmem.


      • Gość: op. Re: SOLIDARNOSĆ IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.08.05, 13:19
        Legenda Wałęsy
        Wracając do strajku, który ufundował "Solidarność", trzeba sprostować pewne
        nieporozumienie. Negocjacje z delegacją władz PRL w Stoczni Gdańskiej prowadził
        nie Lech Wałęsa (choć w nich uczestniczył), a Andrzej Gwiazda, człowiek
        uczciwy, o niezłomnych zasadach. To on doprowadził do zwycięstwa strajkujących
        i to jego powinien nosić na ramionach rozradowany tłum zebrany pod bramą
        stoczni. Uznano jednak, że robotnik, o którego przywrócenie do pracy rozpoczął
        się strajk, będzie lepszym symbolem niż wygadany inżynier. To również
        świadectwo formatu Andrzeja Gwiazdy: usunął się w cień, bo uznał, że tak będzie
        lepiej dla Sprawy. Fragment prowadzonych przezeń negocjacji z Mieczysławem
        Jagielskim pokazuje zresztą znany film dokumentalny Robotnicy 80. Sam Wałęsa
        doprowadził do zakończenia strajku już po trzech dniach, kiedy władze
        wojewódzkie zgodziły się na podwyżkę płac stoczniowców. Nie miał żadnych
        wielkich planów, to mu wystarczało. Z wielkim trudem część rozchodzących się
        ludzi zatrzymały i strajk uratowały Alina Pieńkowska i Anna Walentynowicz.
        Dopiero w tej drugiej fazie sformułowano słynne 21 postulatów i wymuszono na
        władzach PRL rozpoczęcie negocjacji.
        Lech Wałęsa błyskawicznie został uznany za uosobienie sierpniowego protestu, a
        wkrótce i "Solidarności". Równie szybko dały o sobie znać negatywne cechy jego
        charakteru: buta, pyszałkowatość, dyktatorskie zapędy. Bardzo szybko odsunął od
        władzy tworzącego się związku ludzi samodzielnych: Andrzeja Gwiazdę, Annę
        Walentynowicz, Ewę Kubasiewicz i innych. Spotkał się z niewielkim oporem, bo
        usuwani działacze nie chcieli szkodzić "Solidarności". Dlatego też sprawa ta
        znana była jedynie wąskiemu gronu wtajemniczonych. W swojej właśnie wydanej
        książce dokładnie relacjonuje to Ewa Kubasiewicz (Bez prawa powrotu, "Wektory",
        Wrocław 2005). Dla dobra związku legenda Wałęsy była podtrzymywana również w
        stanie wojennym nawet przez jego przeciwników. Nagroda Nobla formalnie była
        przyznana Wałęsie, powszechnie jednak rozumiano to jako nagrodzenie i
        wsparcie "Solidarności". Od początku wszakże był on (i jest) przekonany, że
        przesądziły o tym jakieś wybitne cechy osobiste, które się w nim nieoczekiwanie
        ujawniły. Wciąż kreuje się na przenikliwego wizjonera, powtarza o
        swych "wariantach", będąc faktycznie osobą małego formatu, niezbyt mądrą,
        przypadkowo wyniesioną na fali wydarzeń. Tworzy wciąż nowe wersje historii
        Polski i własnej przeszłości. Był marnym przewodniczącym "Solidarności" (choć
        bardzo w swoim czasie popularnym, jako jej symbol) i fatalnym prezydentem, nic
        dziwnego, że wbrew uporczywej medialnej reklamie stracił ogromną większość
        poparcia, jakim kiedyś się cieszył. Jego umizgi do Wojciecha Jaruzelskiego i
        świeżej daty przyjaźń z Aleksandrem Kwaśniewskim budzą dziś jedynie
        politowanie.

        Dlaczego tym razem się udało?
        Szczęście protestu sierpniowego polegało na tym, że trafił w schyłkową fazę
        kolejnej ekipy sprawującej władzę w PRL. Charakterystyczne dla niej były: pewna
        inercja, ociężałość i niechęć do podejmowania decyzji – rodzaj "zmęczenia
        materiału". Nie wchodząc tu w przyczyny zjawiska, trzeba przypomnieć
        cykliczność władzy PRL: wszystkie kolejne ekipy rządziły krajem 10-11 lat, po
        czym przekazywały (raczej nie dobrowolnie) władzę następcom – tak było od
        Bieruta po Jaruzelskiego. Postęp polegał na tym, że w końcówkach dwóch
        pierwszych dekad polać się musiała krew, bo władza traciła panowanie nad sobą
        samą, w następnych zaś towarzysze obrośli w piórka, byli już
        rozprzężeni, "zdemoralizowani", utracili wiarę i niechętnie brali
        odpowiedzialność za cokolwiek. Uciekali od decyzji. Strajki lata 1980 r.
        wybuchły, gdy Edward Gierek wypoczywał na Krymie, a jego podwładni nie byli w
        stanie wypracować żadnej taktyki, poza nieudolną propagandą, wygaszaniem
        strajków w kolejnych regionach podwyżkami płac i – nieco później – próbami
        skłócania środowisk strajkujących (Szczecin kontra Gdańsk). Na Krym słano
        uspokajające wieści, aż... było za późno.
        Praktycznie wszyscy wiedzieli, że zawarte porozumienia będą dotrzymywane przez
        komunistów jedynie przez pewien czas, że uderzenie nastąpi prędzej czy później.
        Ale najważniejsze w zwycięstwie Sierpnia 80 było właśnie zyskanie czasu,
        swoistej przerwy w komunizmie. Podnosiły się wówczas głowy, prostowały karki. W
        orbitę polskości, tradycji i historii narodowej wciągnięta została spora część
        grupy "wykorzenionych", o których pisał Kisiel w swoich Dziennikach, owego
        produktu socjalizmu od Łaby po Pacyfik. Polacy odzyskiwali poczucie własnej
        godności, zyskiwali samoświadomość. Towarzysze z PZPR tracili już na zawsze –
        bo nawet stan wojenny im tego nie wrócił – część swojej władzy. Do przeszłości
        odeszło też przekonanie (własne i innych), że to oni wytyczają jedyną możliwą
        drogę dla kraju.
        Od początku, zaraz po podpisaniu porozumień w Szczecinie, Gdańsku i Jastrzębiu
        ruszyły, zarówno od strony politycznej, jak i praktycznej, przygotowania do
        przywrócenia status quo. Całe sztaby pracowały nad jak najskuteczniejszym
        uderzeniem w "Solidarność". Wolność była nie do pomyślenia w kraju
        komunistycznym, nawet w okrojonej formie. Do związku skierowano "służbowo"
        wielu agentów, mających rozpracować najbardziej aktywnych jego członków. Tyle
        że sama "Solidarność" tajemnic szczególnych nie miała (z neofickim wręcz
        zapałem kultywowano w niej jawność i związkową demokrację), ujawniano natomiast
        wiele z łajdactw towarzyszy, członkowie związku byli bowiem wszędzie i uważnie
        patrzyli na ręce władzy. Ułatwiała to zdezorientowana w dużym stopniu cenzura.

        (…)

        Romuald Lazarowicz

    • Gość: a Re: SOLIDARNOSĆ IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.08.05, 13:45


      O "Magdalence"

      Wokół Wałęsy, który przewodniczył naszej stronie wciąż kręciły się takie osoby,
      jak Bronek Geremek, Tadeusz Mazowiecki, Adas Michnik. (...) W Magdalence
      wyczułem grę, by co bardziej radykalnych działaczy "S", mniej ugodowych -
      złagodzić. Już dobór uczestników spotkań o tym świadczył. (...) Na
      kolejną "Magdalenkę" pojechano w składzie okrojonym, mnie pominięto. Stawałem
      się niewygodny, zwłaszcza ze przy podstoliku górniczym wynieśliśmy sprawę
      naprawienia krzywd ofiarom stanu wojennego. Część naszych doradców nie
      dopuszczała, by przy głównym stole były poruszane jakiekolwiek windykacje ze
      strony solidarnościowej. (...) Pomału wychodziły na jaw wcześniejsze
      uzgodnienia. Wyczuwało się, że przedtem odbywały się różne spotkania. Wynikało
      z nich, ze nad PRL-em zaczyna zawisać jakaś ochronna tarcza. A niewtajemniczeni
      mieli złudzenie, że cos zależy od naszego przygotowania i siły przekonywania.

      Pierwsze spotkanie w Magdalence zakończyło się niesamowitym obiadem. Niektórzy
      ze strony OPZZ, ze strony rządu i naszej juz w tym czasie bardzo szybko
      potrafili znaleźć wspólny język. Potrafili i napić się razem. Komitywa miedzy
      niektórymi była tak wielka, że przy odjeździe gdy wszedłem do minibusu, którym
      nas transportowano, towarzystwo było juz wymieszane. Miedzy naszymi siedzieli
      OPZZ-owcy i rządowi.

      (...) odbyło się posiedzenie KKW zwołane przez Wałęsę. Związane było wyłącznie
      z wyborami do parlamentu i wyborem prezydenta. KKW liczyła 20 osób, ponadto
      uczestniczyli w niej zwykle doradcy (Geremek, Mazowiecki, Stelmachowski, Kuroń,
      Michnik) z prawem zabierania głosu, ale bez prawa głosowania. Z reguły
      posiedzenia prowadził Janusz Pałubicki.

      Byłem zwolennikiem wolnych wyborów i przegrałem. Prof. Geremek jako
      przewodniczący zespołu reform politycznych Okrągłego Stołu, przekonał KKW, ze
      powinniśmy przyjąć propozycje wyborów okrojonych - dla nich 65 proc., dla nas
      35. A potem nastąpiła najbardziej haniebna chwila. Na stanowisko prezydenta
      zaproponowano dwie kandydatury: Kiszczaka i Jaruzelskiego. Jak można było na
      posiedzeniu KKW "S" w ogóle brać pod uwagę Kiszczaka i Jaruzelskiego na
      najwyższy urząd w państwie? Oceniłem to jako niesamowity upadek, wręcz
      profanację "S". A tu bez żadnych protestów, niemal natychmiast doszło do
      głosowania: Kiszczak, albo Jaruzelski. Padło stwierdzenie, ze jak prezydentem
      ma być taki typ jak Kiszczak, to lepiej postawić na Jaruzelskiego. Po tym
      stwierdzeniu Pałubicki poddał wniosek o poparcie Jaruzelskiego pod głosowanie.
      Tylko ja byłem przeciw, dwoje wstrzymało się. Reszta była za. Z większością
      najwyraźniej wcześniej odbyły się rozmowy, wszystko było bardzo umiejętnie
      przygotowane.

      (...) Wynik posiedzenia KKW sprawił, że obrady Okrągłego Stołu ruszyły z kopyta
      i szły bardzo pięknie. Potem odbyło się jeszcze parę posiedzeń w Magdalence.
      Wciąż rosła komitywa Warszawiaków z obu stron barykady. Mieli juz stale, wręcz
      towarzyskie - przy wódce - kontakty.

      Jeśli Kiszczak powołuje się na rozstrzygnięcia Okrągłego Stołu, zwalniające go
      z poniesienia odpowiedzialności, to może chodzić jedynie o ustalenia podjęte w
      wąskiej grupie osób. Bardzo dobrze było widać, ze niektórzy uczestnicy rozmów
      afiszowali się z generałami, wręcz brudzia wypijali, jak na przykład Adam
      Michnik. To te osoby dały generałom pewne gwarancje, ale nie publiczne, tylko w
      rozmowach kuluarowych.



      Alojzy Pietrzyk

      Wypowiedź pochodzi z serwisu informacyjnego videofact. Więcej wypowiedzi na ten
      temat można znależć na stronach www.videofact.com
      • Gość: a Re: SOLIDARNOSĆ IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.08.05, 13:55
        Dziękujemy, nie skorzystamy
        Oświadczenie Zofii Romaszewskiej i senatora Zbigniewa Romaszewskiego (2005-07-
        07)

        W dniach 29, 30 i 31 sierpnia w Warszawie i Gdańsku odbędzie się Międzynarodowa
        Konferencja z okazji 25-lecia Solidarności. Uczestniczyć w niej będą znakomici
        przedstawiciele międzynarodowego świata politycznego
        i zaproszeni z Polski goście. Przewodniczącymi poszczególnych sesji są: prof.
        B. Geremek, prof. J. Buzek, T. Mazowiecki, Jan K. Bielecki, dr J. Onyszkiewicz,
        E. Smolar, A. Hall. Honorowymi uczestnikami konferencji są L. Wałęsa, A.
        Kwaśniewski oraz przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Manuel Duaro Barroso.
        Goście zostaną zakwaterowani w Warszawie w hotelu Victoria, a do Gdańska
        w dniu 31 sierpnia zostaną przewiezieni wyczarterowanymi samolotami. Na
        konferencję zostali zaproszeni między innymi Zofia i Zbigniew Romaszewscy. Do
        organizatorów konferencji przesłali list wyjaśniający powód odmowy uczestnictwa
        w tej wielkiej imprezie.

        Oto jego treść:
        Bardzo dziękujemy za pamięć i zaproszenie, jednakże z niego nie skorzystamy.
        Niewątpliwie jest to promocja Polski, ale obraz, który się z niej wyłania jest
        całkowicie nieadekwatny do tego, czym była Solidarność roku 1980 i do
        rzeczywistości naszego kraju. Konferencja sprawia wrażenie święta beneficjentów
        przemian, my również do nich należymy, ale obchody 25-lecia Sierpnia
        wyobrażaliśmy sobie zupełnie inaczej. Solidarność to był jednak wielki ruch
        społeczny, którego beneficjentami stały się nieliczne elity, ogromna większość
        naszych kolegów, którzy byli internowani, więzieni, którym złamano kariery
        zawodowe nie odnalazła się w świecie brutalnego neoliberalizmu organizującego
        dzisiaj życie społeczno-polityczne i gospodarcze naszego kraju. Walczyli wszak
        o co innego. Dziś pozostają bez pracy albo na kilkusetzłotowych emeryturach i
        nawet nie stać ich na uczestniczenie w jakichkolwiek obchodach. Niedostrzeganie
        tego problemu w programie Konferencji stanowi sprzeniewierzenie się temu co
        niesie ze sobą słowo SOLIDARNOSĆ.

        W tej sytuacji przeznaczanie tak ogromnych środków na obchody rocznicy przez
        elity obraża pamięć tej Solidarności, którą tworzyliśmy 25 lat temu w zupełnie
        innym składzie.



        Zofia i Zbigniew Romaszewscy

        • Gość: GWIAZDOWIE Re: SOLIDARNOSĆ IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.08.05, 13:57
          Czym była Pierwsza Solidarność?
          Sekwencja zdarzeń, które doprowadziły do zmiany systemu przedstawiana jest
          następująco:


          1976 - organizuje się opozycja.
          1980 - Wałęsa skacze przez płot, wybucha strajk, organizuje się "Solidarność".
          1981 - Jaruzelski ratuje Polskę przed chaosem, anarchią, ekstremą, inwazją.
          1986 - Gorbaczow daje hasło do zmiany systemu.
          1989 - organizuje się "Solidarność". Zgoda narodowa okrągłego stołu zmywa
          grzechy PZPR. Jaruzelski pierwszym prezydentem III RP, Wałęsa drugim.
          Wali się mur berliński, NATO, UE.


          Nawet w historii tak przykrojonej do potrzeb propagandy widoczny jest brak
          logiki. Metamorfozę pierwszego sekretarza PZPR w pierwszego prezydenta RP
          tłumaczy się zmianami na Kremlu. Jaruzelski "broni komunizmu jak
          niepodległości",
          a kiedy udaje mu się opanować sytuację, akceptuje "dziki kapitalizm" i
          niepodległość. Pierwsza "'Solidarność'" jest niedobra, bo przedwczesna,
          niekonstruktywna, rozpolitykowana, dążąca do konfrontacji. Druga "Solidarność"
          jest dobra, organizuje się we właściwym czasie, jest konstruktywna i nastawiona
          pokojowo. Pierwszą i drugą "Solidarność" łączy osoba Wałęsy, a dzieli stan
          wojenny.
          Na pytanie "o co walczył Jaruzelski z pierwszą Solidarnością ?" - odpowiedź
          jest mętna. Odpowiedzi na proste pytania są jeszcze trudniejsze. Np. dlaczego
          Jaruzelski wydzielał dzieciom kaszkę mannę? Sformułujmy hipotezę, która
          przywraca historii logikę, a komunistom nie odbiera rozumu: System
          komunistyczny nękany kryzysami zezwala na koncesjonowaną opozycję, której
          zadaniem jest kontrolowanie buntów społecznych i amortyzowanie zmian
          w systemie. Kieruje do opozycji liczną agenturę. Decyzja zapada prawdopodobnie
          w 1968 roku (Polski Marzec, Praska Wiosna). Strajk w Stoczni Gdańskiej w 1980
          r. jest prowokowany, choć trudno powiedzieć, czy chodziło wówczas tylko o
          zmianę ekipy władzy, czy już o zmianę sytemu. Prowokację przejmuje niezależna
          opozycja, sytuacja wymyka się spod kontroli i ruch społeczny staje się
          niesterowalny.

          Równocześnie, na przełomie lat siedemdziesiątych
          i osiemdziesiątych na Zachodzie Ronald Reagan i Margaret Thatcher inicjują
          prawicową rewolucję, która przekształca demokratyczny kapitalizm - oparty o
          umowę społeczną państwa opiekuńczego - w neoliberalizm. Trudno powiedzieć,
          kiedy na Kremlu, a raczej na Łubiance zapada decyzja o odejściu od doktryny
          marksistowskiej. Można jedynie dowieść,
          że w 1982 r. plan zmiany systemu był już realizowany.
          Np. w liście, który Lech Wałęsa wręczył księdzu Orszulikowi 17 stycznia 1982
          r., czytamy: "Ciosek ze swej strony wypowiedział się, iż może partia będzie
          zawieszona czy nowa" (A. Micewski, Kościół wobec Solidarności i stanu
          wojennego, s. 93).

          Elity polityczne Wschodu i Zachodu w tym czasie zmierzały już do tego samego,
          nowego systemu opartego na doktrynie neoliberalnej (bezwzględna prywatyzacja
          docelowo obejmująca również podatki i wycofanie się państwa z jego funkcji).
          Podział świata na dwa wrogie bloki dobiegał końca. Jedyną przeszkodą w
          realizacji tego celu była "Solidarność", której idee, zasady i metody
          działania, sprzeczne zarówno z doktryną marksistowską jak i neoliberalną,
          nieoczekiwanie okazały się popularne i zrozumiałe w Polsce i na świecie,
          zyskały mocne, masowe poparcie. Była to nowa, atrakcyjna dla społeczeństwa
          propozycja samoorganizacji. Musiała być zniszczona, wykorzeniona,
          skompromitowana. Polska była kluczowym państwem dla dokonujących się na świecie
          zmian, choć w innym sensie i z innego powodu niż próbuje to nieudolnie dowieść
          fałszowana i przykrawana historia.

          Odpowiedź na pytanie "czym była pierwsza 'Solidarność'?" - ma zasadnicze
          znaczenie nie tylko dla zrozumienia historii, ale również dla przyszłości
          społeczeństw szukających dróg ucieczki z pułapki monetaryzmu i
          neoliberalizmu. "Solidarności" nie da się powtórzyć, ale świadomość, że "inny
          świat jest możliwy" pozwala zachować nadzieję.

          Na pytanie, czym była "Solidarność", dostajemy różne, często sprzeczne
          odpowiedzi. Co ciekawe, zaangażowani w "Solidarność" lat 1980-81 nie mieli
          kłopotu z określeniem tożsamości swojej organizacji. W nieustannych dyskusjach,
          sporach i uzgodnieniach określano cele bieżące, opracowywano taktykę, szukano
          metod. Dyskusji nad celem strategicznym nie poświęcano wiele uwagi, nie
          formułowano go nie tylko ze względu na groźbę inwazji. Cel strategiczny był
          jasny i oczywisty dla każdego ? generalny remont Polski.

          "Solidarność" nie była bezmyślnym ruchem roszczeniowym, o co pomawiana jest z
          prawa i z lewa (SLD tak uparcie nazywana jest lewicą, że trudno to za każdym
          razem prostować). Od pierwszych dni strajku pułap podwyżek szacowany był tak,
          aby nie doprowadzić do kryzysu ekonomicznego. Pracodawcą było państwo i
          doprowadzenie do jego bankructwa, o ile w ogóle możliwe, oznaczałoby wprawdzie
          zawalenie komunizmu, ale na własną głowę. "Solidarność" była antykomunistyczna,
          więc pojawiało się pytanie, "czy im gorzej, tym lepiej", ale zawsze odpowiedzią
          było - "tym lepiej, im lepiej". Potem w zakładach pracy i branżach działały
          sekcje ekonomiczne, które próbowały oszacować bilans kosztów i dochodów, aby
          określić udział płac i zasadność podwyżek. Wszystko to było bardzo trudne,
          ponieważ albo brak było wiarygodnych danych, albo były one niedostępne. Wiele
          zakładów pracowało na potrzeby imperium. Odkryto i opisano mechanizm wyzysku -
          rubel transferowy.

          Z upływem czasu spadało zaufanie do kompetencji władz i rosła wiara we własne
          siły. W naprawie Rzeczpospolitej władza była trudną do zwalczenia przeszkodą,
          więc gdzie to było możliwe, próbowano ją omijać. Uzgadnianiu i realizacji
          projektów naprawy sprzyjała terytorialna struktura "Solidarności", porozumienia
          w sekcjach zawodowych i branżowych, a także cała plejada organizacji
          otaczających "Solidarność" - stowarzyszeń twórców i wolnych zawodów, studentów,
          związków rolników, samorządu pracowniczego. Pojawiły się zalążki partii
          politycznych (liberałowie, komuniści). W PZPR działały tzw. poziomki -
          porozumienia poziome. Wszystkim "Solidarność" gwarantowała ochronę przed
          represjami za przekonania.

          Kłopoty z klasyfikacją "Solidarności" zaczęły się post fatum. Prawie wszyscy
          zgadzają się, że "Solidarność" była związkiem zawodowym, ruchem społecznym i
          samorządowym. Patrioci dodają - i zrywem niepodległościowym. Ludzie związani z
          KOR-em widzą w "Solidarności" realizację hasła Kuronia: "Nie palcie Komitetów,
          zakładajcie własne". Inni pamiętają drugą maksymę Kuronia: "Rozpędzonego stada
          mustangów nie da się powstrzymać. Trzeba wskoczyć na grzbiet, mocno trzymać się
          grzywy, a kiedy pęd osłabnie, powoli wykręcać". Może dlatego kręgi warszawskie
          nazywają czas "Solidarności" karnawałem. Przyjemnie przejechać się na mustangu.


          • Gość: GWIAZDOWIE Re: SOLIDARNOSĆ IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.08.05, 13:58
            Historyk Antoni Dudek mówi o reglamentowanej rewolucji, ale dotyczy to dopiero
            lat 1988-90. Radykalni niepodległościowcy Moczulskiego zarzucają "Solidarności"
            ograniczanie się do "programów kiełbasianych". SLD taktownie milczy, przypomina
            tylko realia, utopijność żądań i aspiracji ekstremy w kontraście do rozumu i
            talentu politycznego Wałęsy. Ludzie związani z Kościołem widzą w "Solidarności"
            odpowiedź na naukę Jana Pawła II i odnowę moralną. Anna Walentynowicz dodaje:
            Solidarność ludzkich serc.
            "Solidarność" była tym wszystkim i może jeszcze czymś więcej. Niemal wszystkie
            opinie o "Solidarności" zawierają cząstkę prawdy (nawet te wyraźnie
            tendencyjne) choćby dlatego, że "Solidarność" była masowym ruchem
            demokratycznym, rozwijającym się niezwykle dynamicznie, działającym we wrogim
            otoczeniu. Utrzymywała kierunek, prowadziła uzgodnioną politykę dzięki godnym
            podziwu staraniom wielu członków, żeby czegoś nie popsuć. Ludzie przyjeżdżali z
            drugiego końca Polski do Gdańska tylko po to, aby zapytać ? czy dobrze robimy?

            Fałszywy jest tylko wykluczający charakter niektórych definicji i
            opinii. "Solidarność" nie mieści się w żadnej szufladce, wymyka się ocenom. Nie
            pasuje do dychotomicznego obrazu świata lat 80-tych. Nie można jej opisać jako
            powstania narodowego. Związek zawodowy nie był tylko przynętą dla robotników
            rzekomo obojętnych wobec sprawy niepodległości. Związek zawodowy był
            autentycznym celem, działał realnie, nie pozornie. Próba opisu w kategoriach
            marksistowskich daje tak karykaturalny obraz "Solidarności", że trudno ją
            rozpoznać.

            Nie jest też prawdą, że "'Solidarność' chciała kapitalizmu", a już na pewno nie
            chciała "dzikiego kapitalizmu" z jego początków i ery kolonialnej, ani
            neoliberalizmu, tej odmiany kapitalizmu, w którą ewoluował system w latach 80-
            tych
            i 90-tych. Załogi miały silne poczucie własności i odpowiedzialności za swoje
            zakłady. Polacy widzieli, że ich majątek jest źle zarządzany i chcieli to
            zmienić. Ich praca, często ciężka, brudna i źle opłacana, służyła systemowi, a
            nie społeczeństwu. Marnowany był wysiłek ludzi, surowce, energia,
            zanieczyszczane było środowisko. Jednak, gdyby ktoś wtedy im powiedział, że
            walczą o to, aby te zakłady sprzedać partyjnym bonzom i zagranicznym koncernom
            po cenie złomu, zniszczyć i zamknąć, byliby oburzeni. Prywatyzacja nie była
            celem "Solidarności". Natomiast powszechnie akceptowane było żądanie równych
            praw dla wszystkich przedsiębiorstw bez względu na formę własności. Oczywiście
            dawało to zielone światło prywatnej inicjatywie. Natomiast prywatyzacja
            uzasadniana ideologicznie wyższością własności prywatnej nad własnością
            państwową byłaby sprzeczna z najważniejszą zasadą "Solidarności": Żadna
            doktryna ideologiczna nie będzie dominować nad gospodarką. Jedynym celem
            gospodarki jest zaspokajanie potrzeb społeczeństwa.

            Ludzie mieli dość ideologii nie tylko w gospodarce. Nie dążyli do utopijnej
            jedności, wystarczyła im solidarność. Chcieli kierować się racjonalnością,
            sprawiedliwością, własnym interesem, ale z uwzględnieniem interesów innych.
            Jedynym pozytywnym doświadczeniem historycznym, do którego mogli odwołać się
            Polacy, był okres dwudziestolecia międzywojennego. Ludzie pamiętali błędy i
            wady II RP, trudne początki, bezrobocie, analfabetyzm, zacofanie wsi, ale mieli
            nadzieję, że jeśli wybijemy się na niepodległość, wszystko zrobimy lepiej. III
            RP, gdyby była budowana przez pierwszą "Solidarność", nie mogłaby zerwać z tą
            tradycją II RP, którą ludzie pamiętali i cenili - np. gęsta sieć państwowych
            kolei, ulgi dla młodzieży i nauczycieli, rozwój bezpłatnej państwowej edukacji,
            wzorowe przedsiębiorstwa prywatne (np. Cegielskiego), aktywna polityka
            gospodarcza państwa, budowa Gdyni i Centralnego Okręgu Przemysłowego,
            wykupywanie przedsiębiorstw z rąk obcego kapitału. Przypuszczanie, że
            celem "Solidarności" była dominacja międzynarodowych koncernów nad polską
            gospodarką, osłabianie państwa i ograniczanie jego roli - jest absurdem.

            Równie fałszywe jest przypisywanie "Solidarności" hasła "socjalizm [czytaj:
            komunizm] tak, wypaczenia nie". To hasło partyjnych reformatorów PRL oznaczało
            wówczas wmontowanie "Solidarności" w system i nikt nie ośmieliłby się głosić go
            publicznie, nawet Wałęsa, choć podobno potem do tego się
            przyznawał. "Solidarność" domagała się respektowania zasady wolności wyznania i
            swobody działania Kościoła. Członkowie "Solidarności" niekiedy demonstracyjnie
            podkreślali przywiązanie do religii i tradycji, ale "Solidarność" nie była
            klerykalna, jak obecnie czasami się twierdzi. Np. na zebraniu Krajowej Komisji
            Porozumiewawczej uczestnicy z szacunkiem wysłuchali opinii biskupa o
            szkodliwości strajku, nie polemizowali, a po wyjściu biskupa jednogłośnie
            proklamowali strajk. Aż do stanu wojennego, mimo nacisków ze strony
            Kościoła, "Solidarność" nie zajęła stanowiska w sprawie prawnego uregulowania
            problemu aborcji. Uznano, że rozstrzygnięcie tej kwestii nie leży w kompetencji
            Związku, a wprowadzenie tego tematu na forum organizacji zablokuje działalność
            i utrudni osiąganie konsensusu w innych sprawach.

            • Gość: GWIAZDOWIE Re: SOLIDARNOSĆ IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.08.05, 13:59
              Solidarność" nie była antysemicka czy ksenofobiczna. Była patriotyczna, nie
              nacjonalistyczna. Posłanie do narodów Europy środkowo-Wschodniej było
              kontynuacją polskiej tradycji "Za wolność naszą i waszą".

              Naszym zdaniem, "Solidarność" była pierwszym masowym, zorganizowanym ruchem
              antyglobalistycznym, choć oczywiście wówczas nie wiedzieliśmy o tym. Trudno
              dzisiaj powiedzieć, jak przebiegałaby transformacja ustroju pod kontrolą
              pierwszej "Solidarności". Jednego tylko możemy być pewni
              - determinizm historyczny był "Solidarności" całkowicie obcy. Hasło "Nie ma
              alternatywy dla planu Balcerowicza", zostałoby po prostu wyśmiane.





              Joanna Duda-Gwiazda i Andrzej Gwiazda
              • Gość: kaziu_49@interia.p Re: SOLIDARNOSĆ IP: *.chello.pl 04.08.05, 14:59
                Panstwo Gwiazdowie,a kto to koło rozkręcił ,niech teraz poniesie
                odpowiedzialnośc .To pazerność ludzi z Solidarności spowodowała,że 15 %
                sprzedanej gospodarki zagarnęli dla siebie.Emeryci i ręcisci którzy to budowali
                nie mają z tego ani grosza i żyją w niedostatku w przeciwienstwie do innych
                którzy otrzymali potężny majątek darmowych akcji.Dlatego ŻĄDAM wyrównania tych
                krzywd.[to samo dotyczy całej budżetówki,nauczycieli itd.].Z Poważaniem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka