Gość: Z trójmiasta
IP: *.chello.pl
31.12.05, 15:35
Przyjechałem na rozprawę (spoza Gdańska), m. inn. chciałem parę pytań zadac L.
Wałesie, bo dowiedziałem się że będzie osobiście na rozprawie. Było kilku
funkcjonariuszy policji, 3 wielkie kamery TV, mnóstwo fotoreporterów... L.
Wałęsa przyszedł z mec Wolańską (czy to jej mąż, mec Wolański wymyślił
pomroczność jasną? Wałęsa ma wielką kasę i stać go na to, niestety, w
przeciwieństwie do założycieli WZZ i inicjatorów Wielkiego Solidarnościowego
Strajku Sierpniowego w Stoczni Gdańskiej, którzy w większości są biedni jak
myszy kościelne). Przypomnijmy w tym miejscu, że pierwszym 3 dniowym strajkiem
sierpniowym "o kiełbasę" i przywrócenie pani A. Walentynowicz kierował L
Wałęsa. I po podpisaniu porozumienia (przywrócenie p. Walentynowicz do pracy
oraz podwyżka dla stoczniowców – Wałesa to wynegocjował, a od negocjacji
wygonił A. Gwiazdę), Lech Wałesa strajk ten rozwiązał - ogłaszając to przez
megafony stoczniowe (na własne uszy nie tylko ja słyszałem). Jednak Alina
Pieńkowska, Anna Walentynowicz, A. Gwiazda i inni rozbiegli się po bramach
żeby zatrzymać wychodzących do domu stoczniowców !!! To oni spowodowali i
narzucili Wałęsie (w jaki „barwny” sposób, to by była gratka dla
dziennikarzy...) cofnięcie tej haniebnej decyzji Wałęsy i zawiązanie
Miedzyzakładowego Komitetu Strajkowego, czyli właściwy Wielki Strajk
Solidarnościowy 1980 roku.
1. Przed rozprawą, przeciskając się przez fotoreporterów, otoczonemu przez
kamery Wałęsie postawiłem pytania: „dlaczego nie chce ujawnić wszystkiego,
wytłumaczyć się raz na zawsze z niektórych zobowiązań (choćby tym że był
kiedyś młody i głupi...) Pytełem: przecież Pan wie że są wątpliwości, np. Pan
musiał długo czekać na status pokrzywdzonego - ja dostałem go w 2 miesiące, a
Pan... itd)”. Wałęsa wściekły odpowiedział mi takimi słowami: "uważaj pan co
mówisz, bo zaraz pan możesz się też znaleźć na tej sali sądowej! Wyszkowski
jest pierwszy, a w kolejce już są Macierewicz, Gwiazda, Walentynowicz i inni!
Zapewniam Pana! " Odpowiedziałem jemu "Dlaczego zamiast wyjaśniać wszystko raz
na zawsze, to Pan mi tylko grozi? Przecież za granicą Pana legendę należy
podtrzymywać i sam to robię, bo to pożyteczne dla Polski, ale tutaj w kraju
powinniśmy sobie wszystko powiedzieć”. Wałęsa zaczął gestykulować i
wykrzykiwać na mnie, ale mec Wolańska przerwała dyskusję słowami: "teraz jest
rozprawa, proszę nie przeszkadzać!".
2. Na rozprawie, najpierw mec Wolańska przeczytała pismo od Bronisława Geremka
którego streścić można zdaniem: Lech Wałęsa był Wielki, jest Wielki i będzie
Wielki a wszystko inne to oszczerstwa i on, Geremek stawia się do dyspozycji
aby tę Wielkość zaświadczyć. Sam Wałęsa, w swoim wystąpieniu jako powoda,
„poszedł w zaparte” i zaprzeczył kategorycznie żeby jakiekolwiek pieniądze w
gotówce kiedykolwiek i gdziekolwiek mogłyby być przekazywane od Związków
Zawodowych Zach Europy dla NSZZ Solidarność. „Przyjmowaliśmy tylko sprzęt i
inne potrzebne rzeczy, żadnej gotówki !” (moim zdaniem to błąd Wałęsy, gdyż
łatwo będzie udowodnić że gotówka była też przekazywana, a w takim przypadku
Wałęsa nie będzie wiarygodny)
3. Z kolei Krzysztof Wyszkowski, występujący samotnie bez prawnika (znamienny
widok – pozwany SKMką samotnie na piechotę z teczką pod pachą, powód
limuzynami, BOR, adwokaci, telewizja...) a więc pozwany K. Wyszkowski
szczegółowo (nazwiska uczestników, słowa) opisał okoliczności żenującej kłótni
o pieniądze odbywającej się w autobusie, który przywiózł delegację powracającą
do Polski na lotnisko w Paryżu po zakończeniu wizyty, tuż przed powrotnym
odlotem do Warszawy z lotniska Orly. Z zeznań K. Wyszkowskiego: sam Geremek
który był też świadkiem tej dyskusji („Lechu, oddaj nasze pieniądze – oddam
po powrocie, bo je korzystnie wymieniłem, dostaniecie później”), zgarnął był
Krzysztofa Wyszkowskiego pod ramię, i wyprowadził z autobusu słowami „Panie
Krzysztofie, wyjdźmy – nie słuchajmy tego...”)
4. Na rozprawie było ok. 30 osób „z miasta” wśród nich pan Jagielski,
współpracownik ze Stoczni Gdańskiej Lecha Wałęsy który po rozprawie
dziennikarzowi TVN red Błaszkowskiemu do kamery opowiedział straszne rzeczy na
dowód pewnych podejrzeń. Te 30 osób, jak zdążyłem się zorientować to wszyscy
zwolennicy Pana Krzysztofa Wyszkowskiego, kilku emerytowanych stoczniowców z
tamtych lat. Nikt z osób publiczności nie dał się poznać (w dyskusjach przed,
na przerwie jak i po rozprawie) jako stronnik Lecha Wałęsy.
5. I tak na zakończenie. Krzysztof Wyszkowski wówczas, w zdarzeniu które jest
przedmiotem pozwania go przez L. Wałęsę był DZIENNIKARZEM, REDAKTOREM
Tygodnika Solidarność. A więc de facto mamy do czynienia z procesem sądowym
wytoczonym DZIENNIKARZOWI przez b. działacza związkowego, byłego prezydenta
RP, o naruszenie dóbr osobistych. Z żadaniem zasądzenia od DZIENNIKARZA
Wyszkowskiego 80.000,- zł (osiemdziesiąt tysięcy). GDZIE SOLIDARNOŚĆ
DZIENNIKARSKA? GDZIE ZRZUTKA DZIENNIKARZY III RP NA POMOC PRAWNĄ DLA
NIEZAMOŻNEGO KOLEGI DZIENNIKARZA? Smutno pozdrawiam dziennikarzy.