Gość: W. Dutka
IP: *.cyberczad.pl
11.07.03, 19:45
W. Orliński używa względem pochodzącego z filmu fragmentu o
obcinaniu rąk dzieciom zasczepionym przez Amerykanów dzieciom,
miana "fałszywka". Jest to dziwne względem scenariusza, który
nie opisuje prawdziwych wydarzeń (co zresztą autor artykułu sam
zaznacza) - w takim wypadku stosowniejszy jest zwrót "licentia
poetica".
To że Polacy czerpią z tego filmu wiedzę historyczną o wojnie
w Wietnamie, specjalnie nie dziwi (ilość przeczytanych książek
na obywatela spada), a wiedza na temat historii nie tylko II
wojny indochińskiej, ale w ogóle tamtego rejonu zawsze była w
powijakach; świadczą o tym dobitnie różnorakie passusy
w "Gazecie Telewizyjnej", (np. "Admirał Yamashita", twierdzenia
iż to G. Ford doprowadził do zakończenia wojny w Wietnamie, mimo
iż w podręcznikach historii pisze wyraźnie, że to R. Nixon
podpisał kończący wojnę traktat, etc).
Poniżej kilka przypadków pewnego rozmijania się z historią
w "Czasie Apokalipsy":
* Łódź przepływająca pod ogonem zestrzelonego B-52, jest
anachronizmem. Vietcong nie zestrzelił jakiegokolwiek B-52 (czym
zresztą miałby to uczynić?). Owszem, 18 czerwca 1965 roku
stracono dwie maszyny skutkiem zderzenia, ale te spoczywają na
dnie Morza Południowochińskiego. Pierwsze zestrzelenia nastąpiły
dopiero w grudniu 1972 (a więc później niż umiejscowiona jest
akcja filmu), nad Wietnamem Północnym, uszkodzone samoloty
kierowały się w stronę Tajlandii, bądź Morza
Południowochińskiego. Tylko jedna z trafionych maszyn rozbiła
się podczas przymusowego lądowania na pasie startowym bazy Da
Nang.
* Amerykanie odbudowują w dzień most, Vietcong w nocy go
wysadza. Kolejny piękny przypadek licentia poetica, w celu
zaakcentowania bezsensu wojny i głupoty dowódzców. Owszem
Vietminh prowadził takie akcje przeciw infrastrukturze
(zaorywano nawet masowo drogi) za czasów I wojny indochińskiej,
ale Amerykanie szybko przekonali dowództwo Vietcongu, iż takie
akcje nie mają specjalnego sensu. Mosty, drogi i tory
błyskawicznie odbudowywano, a usiłujące niszczyć je oddziały
wpadały w zasadzki (dzięki helikopterom, Amerykanie mogli
pojawić się praktycznie wszędzie, a potem błyskawicznie się
wycofać, byli też w stanie na wielką skalę zaopatrywać oddziały
z powietrza; Francuzi takich możliwości po prostu nie mieli),
wchodziły na pola minowe, etc. Ze względu na drastyczny spadek
morale przeprowadzających je jednostek, takie akcje drastycznie
ograniczono, przechodząc na dające znacznie większe gwarancje
powodzenia, ataki na konwoje, zasadzki na patrolujące dżunglę
oddziały, ostrzał baz z haubic i moździeży.
* Jak powszechnie wiadomo, skutkiem ofensywy Tet było kompletne
rozbicie Vietcongu - około 40 tysięcy jego żołnierzy poległo,
wkrótce potem na stronę rządu przeszło 170 tysięcy dawnych
bojowników, tysiące wybrały tak zwaną "dezercję neutralną"
(uciekli z oddziału, ale nie przeszli na stronę rządu
południowowietnamskiego). Resztki, które pozostały, dobiła
operacja "Feniks". Nic dziwnego że gen. Giap w latach 68-72
odtwarzał jednostki "Vietcongu" (cudzysłów jak najbardziej
celowy), nie ochotnikami z Południa (których po prostu
nie było - Południowcy uznali, iż Hanoi ich oszukało i posłało
na pewną śmierć), a poborowymi z Demokratycznej Republiki
Wietnamu. W filmie jednak nadal walczy się z "goścmi w czarnych
piżamach", mimo iż tacy zdarzali się, w opisywanym w fabule
okresie, ekstremalnie rzadko.
Natomiast sygnalizowanie kawaleryjskimi trąbkami ataku kawalerii
powietrznej może akurat być odpowiadać prawdzie historycznej.
Żołnierze I Dywizji Kawalerii Powietrznej bardzo lubili pozować
na dawnych kawalerzystów, tak więc możliwe byłoby wygrzebanie
przez kogoś trąbki z przepastnych czeluści armijnych magazynów i
używanie ich w tym celu (choć przy wszechobecnym łomocie
wirników, byłaby to sztuka dla sztuki). Tak było przecież z
bronią białą - oficerowie I Dywizji Kawalerii powietrznej,
dowiedziawszy się iż w magazynach znajdują się kawaleryjskie
szable oficerskie M1902, natychmiast je pobrali. Szablami nie
tylko dla zadawano szyku, zabierano również w misje bojowe,
gdzie nawet dochodziło do ich użycia przeciw wrogowi. W 1969 kp.
Allan Cozzalio uśmiercił przy pomocy M1902 kilku żołnierzy
VC/VAL, którzy niespodzianie zaatakowali go, gdy wylądował
śmigłowcem rozpoznawczym na terytorium wroga (w pewnym stopniu
przebijając wyczyn kpr. Deana Wilsona z 1942 roku, który na
Guadalcanalu zabił maczetą trzech nacierających nań żołnierzy
japońskich).