Gość: Stacz
IP: *.chello.pl
16.09.08, 08:02
"ta niemożność wydostania się przeorała psychikę dwóm pokoleniom" -
mówi p. Olga Tokarczuk. Czy tego rodzaju uogólnienia też wynikają z
oka pszczółki czy tp. wymysłów p. Tokarczuk i jej podobnych? Ale
wolę już to niż podręczniki, jak zostać pisarzem, od których każdy
debiutant zaczyna u nas karierę na rynku.
Niedawno na tych łamach czytałem o tragedii panienki uwięzionej
przez kilka miesięcy w 1968 roku, która przywiozła sobie własnie
bezpośrednio przed zamknięciem od ciotki z Paryża pewnie pierwsze w
Warszawie mini, a jak ja wypuszczali, nie dość, że ją podwiewiało,
lecz spódniczka już nie była pierwsza w Stolicy. Tragedia!
Ludzie są różni i różnie postrzegaja otaczający ich świat. Ja
np. nie wspominam schyłkowego PRL (do 1981), jako więzienia, lecz
pamiętam, że nikt nie chciał robić dyplomu, by na studenckim
patencie jeździć na saksy na Zachód. Polska była - owszem -
zamknięta, jak więzienie, przed Październikiem 56, za żydokomuny,
ale potem coraz ludzi więcej jeździło, nie tylko po spódniczki
mini. I nie tylko tych, co mieli ciotki w Paryżu. Ba, i studiowali
za granicą, choć fakt, że raczej te z ciotkami w Paryżu
Żyjemu w czasach, gdzie każdy może pleść w prasie, co mu się
podoba i nie ma z tego tytułu żadnych przykrości. Ale pisarze - ba,
nauczyciele pisarzy, do jakich już się zalicza p. Tokarczuk - moim
skromnym zdaniem powinni krzewić rónież odpowiedzialność za słowo