ciupazka
22.04.04, 12:29
A czy dasz serce? Pomyśl i nad tym! Choć mieszane uczucia mam po
wykładzie Prof. Religi na KUL-u, to sece dam, hale fto bee fcioł
moje stare serce, he?
"- W 1980 nastąpił na świecie powrót do zainteresowania przeszczepami, w 1981
pracowałem już w Instytucie Kardiologii w Warszawie. Poszedłem do mojego
szefa i powiedziałem: musimy zacząć robić transplantacje serca. Na to on
odparł - Zbyszek, zaczniesz robić transplantacje po spełnieniu jednego z
dwóch warunków - jeżeli ja umrę albo pójdę na emeryturę. Mój przełożony
uważał, że pobranie ze zwłok narządu do transplantacji jest nieetyczne i miał
do tego święte prawo.
Pierwszą w Polsce transplantację serca prof. Religa wykonał w Zabrzu w
listopadzie 1985 r. - Dziś ludzie często pytają mnie, ile przeszczepów
zrobiłem. Odpowiadam, że nie wiem. Przestałem liczyć - ale na pewno kilkaset.
Wśród moich pacjentów są profesorowie wyższych uczelni, nauczyciele ze szkół,
również kierowcy tirów czy robotnicy. Po transplantacji można odzyskać
całkowitą wydolność fizyczną. Ale do dawnego zawodu wraca tylko 40 proc.
operowanych - pracodawcy obawiają się ich zatrudniać - mówił prof. Religa.
Na wykład przyprowadził swoich dwóch byłych pacjentów.
- W 1987 do Zabrza przyjechał do mnie fotoreporter National Geographic.
Chciał zrobić reportaż o Polsce. Tamtej nocy robiłem dwie transplantacje. On
stał na sali operacyjnej z workiem na filmy i strzelał te zdjęcia, jedno za
drugim. Myślałem - ile on marnuje pieniędzy! A potem jedno z tych zdjęć
zostało zdjęciem roku światowej organizacji fotograficznej. Na nim był
chirurg, czyli ja, i chory. Chciałbym go dziś przedstawić.
Tadeusz: - W 1987 r. jeden z profesorów kardiologii, u którego się leczyłem,
powiedział mi, że to już koniec. A co, gdyby zrobić przeszczep? - zapytałem.
Odparł - niemożliwe, bariera wieku. Wtedy poszedłem do prof. Religii, a on
oświadczył - nie ma bariery wieku. W sierpniu miałem operację, w następnym
roku wróciłem do pracy jako nauczyciel. W szkole przepracowałem jeszcze 13
lat. W 2000 r. odszedłem, potem przeszczepiono mi nerkę, ale cały czas żyję
normalnie, pracuję społecznie, działam w Stowarzyszeniu Transplantacji Serca.
Ktoś z sali zapytał, czy lekarze mają obowiązek skontaktować się z rodziną
zmarłego, z którego zwłok chcą pobrać narząd do transplantacji, jeżeli za
życia nie wyraził on sprzeciwu.
Prof. Religa: - Pod koniec lat 80. miałem 14-letniego pacjenta, który był na
sztucznych komorach serca, baliśmy się, że umrze. Było doniesienie, że jest
dawca, też 14-letni chłopiec - nagle rodzina dawcy mówi: nie zgadzamy się na
pobranie serca. Dla mnie to był dramat, zadzwoniłem do ks. prof. Tischnera.
Powiedział tak: jeśli pan nie pobierze narządu, popełni śmiertelny grzech.
Zadzwoniłem też do generalnego prokuratora - odparł, że prawo nie zabrania mi
pobrać narządu, ale lepiej nie, bo media zrobią wielką aferę. Ugiąłem się pod
presją i nie zrobiłem tego. Chłopak miał ogromne szczęście. Na drugi dzień,
co wyjątkowe, znalazł się drugi dawca o odpowiednim sercu. Przeszczep się
udał. 24 godziny później zadzwoniła rodzina tego pierwszego dawcy - że
strasznie im przykro, byli w szoku i dlatego się nie zgodzili, a teraz bardzo
żałują. My nie mamy żadnego obowiązku pytać, ale jeżeli rodzina mówi "nie" -
nie bierzemy serca.
Transplantacja serca
Pierwszy rok po transplantacji serca przeżywa 80 proc. pacjentów.
5 lat po zabiegu żyje 60 proc.
16 lat po zabiegu - 30 proc.
90 proc. osób po przeszczepie serca ma wydolność fizyczną w pełni zdrowego
człowieka, ale tylko 40 proc. z nich wraca do wykonywanego zawodu.
W Polsce rokrocznie wykonuje się 130-140 zabiegów przeszczepu serca, oczekuje
na to kilkadziesiąt tysięcy pacjentów. Liczba transplantacji spada - powodem
jest zmniejszająca się liczba dawców. Jak przekonywał prof. Religa - z powodu
coraz doskonalszej medycyny. Nadzieją mogą być przeszczepy odzwierzęce i
prace nad sztucznym sercem."