Gość: Ciupazka IP: *.it-net.pl 24.02.06, 22:24 Znalazłak stronke, niek kozdy pocyto, a o ich szkolyniu kansi godanie momy, to posukomy: www.przewodnik-tatrzanski.pl/ Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: Ciupazka Re: Prewodnicy tatrzańscy licencjonowani. IP: *.it-net.pl 24.02.06, 22:29 Licencjonowani przewodnicy Lista Przewodników spełniających wymagania techniczne zalecane przez IVBV na rok 2006 Jan Tybor 0-18 20 618 24 0 602 179 207 biuro@timur.zakopane.pl Ryszard Gajewski 0-18 20 140 05 0 602 187 069 info@erguide.pl Piotr Konopka 0-18 20 142 61 0 601 207 659 biuro@k2.zakopane.pl Edward Lichota 0 601 496 545 edi@topr.pl Andrzej Skłodowski 0-22 827 42 82 0 505 877 433 asklodo@wp.pl Mieczysław Ziach 0-18 20 84 299 0 608 350 401 mziach@topr.pl Maciej Cukier 0 1820 666 10 0 601 150 881 maciekcukier@topr.pl Maciej Berbeka 0-18 20 170 11 0 600 388 828 przewodnicy@mrtravel.zakopane.pl Józef Michalec 0- 18 20 79 128 0 605 670 641 jozefmichalec@op.pl Jacek Bilski 0-18 20 61 404 0 604 906 255 jrbilski@wp.pl Odpowiedz Link Zgłoś
ciupazka Re: Prewodnicy tatrzańscy licencjonowani. 25.02.06, 10:08 Hej nasi przewodnicy, lekkorobotnicy Nika ik nie widać, ino na Świnicy! Ni mos to lepsego w Tatrak polowaca Jako Symuś Byrcyn, zokopiański baca... Cy przewodnik dobrze zarobio? Pytali sie tu na Forum kielo bierom za usługe, majom swój cennik, a ze sie ceniom, to i nie dziwota: www.przewodnik-tatrzanski.pl/04_b.html Niedługo wiesna, lato , zacnie sie okres wycieczek szkolnyk, pamiętojcie organizatorzy wycieczek o tyj stronce przewodników i o ich usługach. Telo.Pozdr. Odpowiedz Link Zgłoś
ciupazka Re: Przewodnicy tatrzańscy - Słowacja 25.02.06, 10:21 Mapka szlaków, wędrówki po słowackiej stronie Tatr to miód, można i bez przewodnika w niższe partie zaglądnąć, jest pięknie: www.ceper.com.pl/slowackie3.html Odpowiedz Link Zgłoś
ciupazka Re: Przewodnicy tatrzańscy - przepisy prawne 25.02.06, 10:33 ..w zakresie: kto przewodnikiem może być i jakie warunki musi spełnić : www.topr.pl/index.php?str=7,1&id_news=34 Odpowiedz Link Zgłoś
ciupazka Re: Przewodnicy tatrzańscy - kurierzy 25.02.06, 10:50 Z przewodnków tatrzańskich oni najczęściej się rekrutowali i nie dziwota, niestety wątek już zarchiwizowany: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=170&w=24885248&v=2&s=0 Odpowiedz Link Zgłoś
billy.the.kid Re: Przewodnicy tatrzańscy - kurierzy 25.02.06, 11:06 koszt przewodnictwa jest dosyć wysoki. taki kurs i egzaminy cos ok.5tys.zeta. szukam czy nie ma możliwości eksterna. NIE. czesto kandydaci maja wiedze większą niz wszsyscy organo\izatrorzy kursó le muszą jednak tek kosztowne kursy odbyć zeby przystapic do egzaminu. Odpowiedz Link Zgłoś
ciupazka Re: Przewodnicy tatrzańscy - egzaminy 25.02.06, 11:27 O tych egzaminach juz pisaliśmy, po rodzinie mom przewodników i cosik o tym mozno pedzieć, to som jest barz duze wymogi i barz trudne egzaminy. Za piyrsym razem mało fto taki egzamin na oprzewodnika zdaje i nie dziwota: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=170&w=9309795&a=15345576 Odpowiedz Link Zgłoś
billy.the.kid Re: Przewodnicy tatrzańscy - egzaminy 25.02.06, 14:04 ano prawda. jaks odpowiedzialność powinna na tych ludziach spoczywac. tak że widzi mi się ze od wiedzy która górka jak się nazywa[chgociaż to też ważne] istotne są wartości etyczne. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ciupazka Re:Stow. Europejskich Przewodników "Lider" IP: *.it-net.pl 27.03.06, 14:18 Polacy będą mogli prowadzić wycieczki w górach całej Europy. Każdy przewodnik musiał przejść specjalny kurs i zdać egzamin. A tymczasem zapał polskich turystów wzrasta. Co roku coraz więcej osób chce zdobywać zagraniczne góry. Unia Europejska wprowadza zmiany i nowe możliwości również w górach. W Zakopanem spotkali się członkowie nowego Stowarzyszenia Europejskich Przewodników "Lider", zrzeszonego w Międzynarodowej Unii Przewodników Górskich. Wręczamy naszym członkom legitymacje przewodnika europejskiego. Od dziś będziemy mogli zupełnie legalnie prowadzić wycieczki w górach w całej Europie. Oczywiście polscy przewodnicy będą uzależnieni od prawa miejscowego danego kraju, które czasem w danym terenie nieco ograniczają uprawnienia przewodników. Tak jest np. w niektórych parkach narodowych. - Żeby zostać przewodnikiem europejskim trzeba najpierw mieć uprawnienia przewodnickie jednej z grup w Polsce - wyjaśnia Maciej Krupa. - Trzeba więc być przewodnikiem tatrzańskim, sudeckim lub beskidzkim. Następnie ukończyć kurs organizowany przez nasze stowarzyszenie. Po egzaminie przewodnik otrzymuje uprawnienia europejskie. Jest to w jakimś sensie odpowiedź na zapotrzebowanie, jakie jest wśród polskich turystów. Coraz więcej osób bowiem chce jeździć na wycieczki w góry za granicę. - Popularne są Alpy, a szczególnie Dolomity - mówi Krzysztof Kosiński, przewodnik tatrzański, a od soboty również europejski. - Ale zauważyłem, że nasi turyści coraz częściej wybierajś się do gór Krymu i Rumunii. W sobotę legitymacje przewodnika europejskiego odebrało sześćdziesiąt osiem osób. Cyt.Za:P. BOLECHOWSKI - Gazeta Krakowska) zakopane.naszemiasto.pl/wydarzenia/583504.html Odpowiedz Link Zgłoś
owcarek_podhalanski Józef Krzeptowski (1904-1971) 01.03.06, 13:05 A Józef Krzeptowski? Bocycie Józefa Krzeptowskiego? To był dopiero przewodnik! Nie ino ceprów po holak prowadził, nie ino śpasować barz lubił, ale tyz w ruchu oporu w casie wojny piknie sie zasłuzył. Po wojnie - jak wielu inksyk zasłuzonyk Polaków - pojechoł na Syberie, ale na scynście przezył tow. Stalina i wrócił w swoje Tatry. W ksiązce Wnuka "Obrazki zakopiańskie" wycytołek, ze kie przyjaciele pytali Krzeptowskiego, jak było na tej Syberii, to on zawse opowiadoł o swoik przezyciak z humorem. A potem "syberyjskom opowieść" Krzeptowskiego poznołek od dwók naocnyk (a racej nausnyk) świadków. Posłuchojcie: Kcecie usłyseć, jako było ze mnom na Syberii? Było tak. Wojna sie skońcyła i pomyślołek se: No, Józuś, w ruchu oporu walcyłeś, ojcyźnie sie przysłuzyłeś - sykuj pierś na medale! Zadowolony, choć kapke zmęcony tom wojnom usnąłek i długo społek ... jaze obudziłek sie na Syberii! A hań zaroz Ruscy ku mnie przychodzom i pytajom, za co mnie zesłano? Pomyślołek: Jak powiem, ze za nic, to i tak nie uwierzom. No to pedziołek im, ze bolsewików biłek. To wiycie jakiego oni lo mnie sacunku nabrali? Przełozonym więźniów od rozu mnei zrobili! Nei posłali mnie do baraków, ka trzymali tysiąc japońskik jeńców wojennyk. A te Japońcyki to takie ucciwe - mozes jabłusko przy nik ostawić, to jabłusko zgnije, a oni i tak go nie rusom. No to wiycie jako jo tam miołek dobrze? Tysiąc ucciwyk i jo jeden!!! Dalsego ciągu niestety nie bocem. I w ogóle przeprasom śp. Króla Przewodników Tatrzańskik za tak nieudolny przekaz jego opowiesći, ale dobrze wiem, ze było duzo więcej anegdot związanyk z jego zyciem. Moze by ftoś siodł, zebroł te anegdoty i wydoł w postaci piknej ksiązecki? Bo skoda by było, kieby posły w niepamięć. A lepiej sie spiesyć, póki zyjom ci, co znali Krzeptowskiego jesce przed wojnom, w casie wojny i tuz po. Hau! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ciupazka Re: Józef Krzeptowski (1904-1971) IP: *.it-net.pl 01.03.06, 14:19 Na tyj stronce co w piyrsym poście podałak, jest o nim, dobro ta stronka: www.przewodnik-tatrzanski.pl/01_f.html Odpowiedz Link Zgłoś
owcarek_podhalanski Re: Józef Krzeptowski (1904-1971) 02.03.06, 13:52 "Kiedyś znany góralski przewodnik tatrzański z Krzeptówek (jest to jeden z przysiółków Zakopanego), Józef Krzeptowski "Ujek" zapytany o sport narciarski odpowiedział dowcipnie, ale i chyba słusznie, że narciarstwo to: - pierwszy sport...ale po kochaniu." - takom notke znalozłek tutaj. Znom jesce dwa śpasy o Krzeptowskim: wojenny (jak nie fcioł mu sie spadochron otworzyć) i przewodnicki (jak jechoł kolejkom na Kasprowy ze straśnie hałaśliwom wycieckom). Ale jakoś nie mogem ik w Guglak znaleźć. Hau! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ciupazka Re: Józef Krzeptowski (1904-1971) IP: *.it-net.pl 02.03.06, 14:41 Nie wiym, cy to tyn Krzepki jest opisany przez Józka Kapeniaka jako to Krzepki "Som sobie seł na ratunek" i nie dziwota, ze nie naseł nikogo". A w ksiązce Pogotowia kierownik opisoł syćko jako było, a na kóńcu napisoł nie znaleziony" i jaze dwa te słowa podkreślył. Ino Krzepki wiedzioł, cemu nikogo nie naśli, hale nie pedzioł, bo mu wstydno było. A był juz wte doświadconym przewodnikiym i bez włosnom głupote poparzył sie na skrótak. Telo naskrocoł idęcy z Pięci Stawów nojktótsom drogom i ślakiem rzodzyj uzywanym - południowo-wschodni stok Wielkiego Koziego, skąd fcioł pote włącyć sie na Orlom Perć i graniami przez Granaty do ścieżki na Halę Gasienocową.. Nei co, do Granatów syćko sło zgodnie z planym i przysła mu do głowicki myśl coby skrocić se przez Żleb Dege`a., ftory był juz robiony pore razy od dołu, hale z góry nie.. Tam se ślezie, zjedzie se na linie i drózke skróci z 3 godz. do 2. W casie ryktowanio sie do drugiygo zjazdu, lina mu sie wymskła z rąk i poleciała na dół. Ostoł uwięziony na półce i co tu robić, ni ma co, trza sie wracać do góry, na chłopski rozum. Zaroz uskok zagrodziył mu dróge, mioł haki, , mlotek i pętle i wbijoł se takie niby szczeble drabiny , dosięgnon palcami uskoku i ostatnim zrywem podciągnon sie na rękach. I co sie nie robi, niestety chwyt rusył ś nim do tyłu, pocuł jak odpodo od ściany, nei był pewiyn , ze to jego ostatnie sekundy zywobycio, nie inacyj. W śmiertelnym straku wrzasnon przeraźliwie , spadajęcy na dolnom polke na rece i na nogi. Palcyskami jak szponami wbiył sie w trowke i mechy i sie uratowoł. Po poru wysiłkach wysed na upłazek i przetrawersowoł na wyznacony ślak. Domordowany dosed do Schroniska na Gąsienicowej i tam sie dowiaduje, ze przed kwilom turysta doniósł , ze słysoł krzyk, ze ftosi macho szalikiem i trza iść ratować. Jedna grupa ratowników wyrusyła ze Zokopanego, a drugo z Hali. Mimo zmęcenio Krzepki piyrsy zaś pchoł sie do góry pod ściane. kie dośli, uwidzioł starom kosule zaklinowanom między dwie skały, ftoro wołała o pomoc, a krzyk to był przecie jego, kie odpod od ściany. Syćko wartko pojon, nie wypytowoł juz nic i nie pedzioł nikomu. Zje po co, coby sie bez dziesięć roków ś niego naśmiywali. To było w trzydziystym piyrsym... godo Borowy, nie w trzydziystym godo Krzepki... Odpowiedz Link Zgłoś
owcarek_podhalanski Re: Józef Krzeptowski (1904-1971) 02.03.06, 15:49 Dobre! Tej historii nie znołek. To jesce jeden dowód na to, ze przydałoby sie kasi anegdotki o Krzeptowskim zebrać do kupy. Hau! Odpowiedz Link Zgłoś
owcarek_podhalanski Przewodnicke figle 02.03.06, 15:51 A tym, co lubiom wesołe przewodnickie przygody, polecom ksiązke Konstantego Steckiego "Tatry na co dzień", a w tej ksiązce rozdział pt. "Przewodnickie figle". Hau! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ciupazka Re: Przewodnicke figle IP: *.it-net.pl 02.03.06, 19:09 Mnie sie przybocyły te piykne hasła z socrealu: " Przez turystykę do socjalizmu" nas domak FWP "Pracownik", hehe...Wte przewodnicy mieli dobrze, panickom choćjakie wice opwiadali, a gaździny z mlyckym, śmietanom w borynkak wychodziyły chet na przełęcze i ratowały spragnionyk turystów latym i zimom. Kielo dobre było to mlycko... A dzisiok, haj, ni ma nic ino turystów w pierniki. Trza do schroniska dojść i tam jakomsi strawe dostaniys, nie godajecy o piwie. A przewodnikom tyz figlować sie odekciało. Odpowiedz Link Zgłoś
owcarek_podhalanski Re: Przewodnicke figle 03.03.06, 12:38 No to coby przybocyć casy jesce sprzed socrealu, opowiem te anegdotke o kolejce linowej. Jechoł Józek Krzeptowski kolejkom na Kasprowy. Rozem z nim jechała jakaś wyciecka, ftóra straśnie hałasowała. Józek nie mógł tego jazgotu znieść, w końcu chycił sie zwisającyk pod sufitem rącek i podciągnął do góry. Kie tak wisioł i wisoł, wycieckowice wreście sie spytali: Co pan robi? - A, widzicie - pedzioł Józek. - Niedawno był haw straśny wypadek. Jechała na Kasprowy wyciecka tak samo hałaśliwa jako wy, jaze od tyk hałasów podłoga sie zarwała i syćka pasazerowie zginęli. No to jo na wselki wypadek trzymom sie tyk rącek, coby nie spaść, kie znowu podłoga sie zarwie. Od tej kwili jaze do samego Kasprowego wyciecka jechała w absolutnej cisy. Hau! Odpowiedz Link Zgłoś
ciupazka Re: Apoloniusz Rajwa - ratownik i przewodnik 23.03.06, 14:23 Dystans do świata i pogoda ducha - Góry, w których ponad 55 lat przepracowałem i spędzałem niemal każdą wolną chwilę, w pewnym sensie mnie ukształtowały - mówi Apoloniusz Rajwa. - Nauczyły mnie traktowania z uwagą, ale i ostrożnością, wszystkiego, co mnie otacza. Nauczyły ładu, porządku, spokoju i równowagi wewnętrznej. To właśnie w górach ma się poczucie łączności z naturą, co pomaga zachować odpowiedni dystans do świata i pogodę ducha. Urodził się w 1934 r. na Śląsku Cieszyńskim, w Podgórzu koło Skoczowa. Do Zakopanego przyjechał po wojnie, w 1947 r., z ojcem, który znalazł tu pracę w jednym z ośrodków wypoczynkowych. W 1952 r. zdał maturę w Liceum Ogólnokształcącym im. O. Balzera i rozpoczął studia na Wydziale Geograficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego (dyplom w 1956 r.). Po studiach pracował rok w Kowarach Śląskich - nie mógł się tam jednak zadomowić, więc wrócił do Zakopanego. Po przeszkoleniu rozpoczął w 1958 r. pracę w obserwatorium meteorologicznym na Kasprowym Wierchu, gdzie przepracował następne 12 lat. W tym czasie podjął studia doktoranckie, których jednak nie ukończył. W 1969 r. został nauczycielem geografii w liceum w Kuźnicach. Przepracował w nim do przejścia na emeryturę w 1989 r., a potem (już jako emeryt, na pół etatu) aż do 2001 r. - Kiedy w 1947 r. przyjechałem do Zakopanego, zamieszkałem u wylotu Doliny Białego - wspomina. - To właśnie w otaczających ją skałkach zdobywałem pierwsze, górskie doświadczenia. Prawdziwą wspinaczkę, na Mnicha, odbyłem w 1951 r. W czasie studiów wspinałem się z kolegami w skałach podkrakowskich, robiąc częste wypady w Tatry. Od 1962 r. jest członkiem sekcji Taternictwa Jaskiniowego Klubu Wysokogórskiego. Uczestniczył wtedy w eksploracyjnej wyprawie do Jaskini Ptasiej Studni, uważanej w tamtych latach za najtrudniejszą w Tatrach. Przez lata brał udział w wielu wyprawach do największych jaskiń tatrzańskich oraz w wyprawach zagranicznych do najgłębszych wtedy jaskiń świata - Gouffre Berger (1966 r.), jaskiń Austrii (1970 r. i 1980 r.) oraz jaskiń Pamiro-Ałaju (1970 r.). Brał udział w wielu podziemnych akcjach ratunkowych. Uczestniczył też w szkoleniach ratowników GOPR w zakresie ratownictwa jaskiniowego. - Ratownictwo i przewodnictwo było dla mnie zawsze uzupełnieniem działalności górskiej - opowiada. - Pierwszy kurs przewodnicki ukończyłem już w 1954 r. Nie weryfikował tych uprawnień, dlatego w latach sześćdziesiątych powtórnie wziął udział w kursie przewodnickim, uzyskując w 1967 r. uprawnienia przewodnika tatrzańskiego. Na początku lat osiemdziesiątych zdobył II, a w 1995 r. - I klasę przewodnicką. Jest też instruktorem przewodnictwa. Uczestniczył w pracach kilku zarządów Koła Przewodników Tatrzańskich i Stowarzyszenia Przewodników Tatrzańskich. Był członkiem założycielem PSPW i jako jeden z pierwszych otrzymał międzynarodowe uprawnienia przewodnickie. Od lat sześćdziesiątych opublikował wiele naukowych i popularnych artykułów w wydawnictwach PAN oraz w innych czasopismach. Od lat jest stałym współpracownikiem "Tygodnika Podhalańskiego". Jest też współautorem wydawnictw książkowych: "Turystyczne jaskinie Tatr", "Alpinizm", paru wydań przewodników Pascala czy monografii "Tatry i Podtatrze". W uznaniu zasług kilka kół przewodnickich w Polsce nadało mu tytuł członka honorowego. Jest także członkiem honorowym Speleoklubu Tatrzańskiego i Klubu Wysokogórskiego. Odznaczony m.in. Złotą Odznaką PTTK, odznaką Zasłużony dla Zakopanego oraz Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. - W przewodnictwie - mówi - najważniejsza była dla mnie działalność edukacyjna. Przewodnik może i powinien starać się otwierać ludziom oczy na piękno gór, na ich krajobraz i przyrodę. Młodzi ludzie, którzy kiedyś pod moją opieką stawiali swoje pierwsze kroki w górach, dziś wspinają się, są ratownikami TOPR i przewodnikami tatrzańskimi. Zaraziłem ich górską pasją, a to wielka satysfakcja i dopełnienie mojej ponadpięćdziesięciopięcioletniej górskiej działalności. (J.TAWłOWICZ) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ciupazka Re:Akademicki Klub Przewodników Tatrzańskich. IP: *.it-net.pl 31.03.06, 14:32 AKPT organizuje jutro na Hali Gąsienicowej tradycyjne zawody narciarskie o Puchar Prezesa Akademickiego Klubu Przewodników Tatrzańskich. W tym roku trasa prowadzić będzie od schroniska Murowaniec przez rejon Stawków, przełęcz Karb, Czarny Staw Gąsienicowy. Organizatorzy zastrzegają, że może ona ulec zmianie w związku z warunkami śniegowymi. Bazą zawodów będzie schronisko Murowaniec, skąd start nastąpi o godz. 11. Zawody AKPT rozegrane zostaną w 3 kategoriach ski-tourowych: kobiety, juniorzy (do 40 lat) oraz seniorzy. Przypomnijmy, że w ubiegłorocznych zawodach, które zostały rozegrane w Dolinie Chochołowskiej startowało blisko 30 zawodniczek i zawodników (nie tylko z AKPT, ale także z zaprzyjaźnionych kół przewodnickich). Zapraszamy! (ZCH) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ciupazka Re:Akademicki Klub Przewodników Tatrzańskich. IP: *.it-net.pl 05.04.06, 22:50 O AKPT www.przewodnik-tatrzanski.pl/akpt/a50.html był wątek, ale go zarchiwizowano, a oni wciąż działają! forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=170&w=10124225&a=21575409 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ciupazka Re: Przewodnicke figle IP: *.it-net.pl 26.04.06, 20:22 Józek Krzeptowski był podobno nojweselsym przewodnikiym tatrzańskim.Kie jechoł kolejkom na Wiyrch Kasprowego z gosciami to telo kurcowo trzymol sie poręcy przy oknie, jaze ftorosi turystka spytała sie go; Dlaczego tak mocno trzymacie sie uchwytu? Edyć, temu, bo łońskiego roku, kiek jechoł, tak jak dzisiok z Wami, kiebyk sie był nie trzymoł, paniusiu, to byk zlecioł dołu. Dynko sie urwało i syćka polecieli, ino jo sie ostoł i uratowoł. Pedzielibyście? Odpowiedz Link Zgłoś
ciupazka Re: Przewodnicke figle 26.04.06, 20:37 Kiedysi, downo, podcos wyciecki w Tatrak pewno Lublinianka spytała sie Józka Krzeptowskiego: - Ile lat mają Tatry? - Tatry, paniusiu, majom dwa miliony roków i jesce trzy miesiące. -Wiecie to, panie przewodniku z taką dokładnoscią? -Coz byk nie wiedzioł i mioł nie wiedzieć? Trzy miesiące do zadku oprowodzołek po holak profesora z Poznania i on mi pedzioł, ze Tatry majom dwa miliony roków. Odpowiedz Link Zgłoś
billy.the.kid Re: Przewodnicke figle 26.04.06, 20:40 chyba ze dwa razy podobna historie opowiadałem przgodnym turystom w kolejce. i dacie wiarę? UWIERZYLI. Czasem lina w tej na gubałówkę się urywa i kolejka wali w dolną stację. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ciupazka Re: Stanislaw M o t y k a (1906-2006) IP: *.it-net.pl 17.05.06, 21:17 100-lecie urodzin piyrsego niegóralskiego przewodnika tatrzańskiego Stanisława Motyki www.przewodnik-tatrzanski.pl/akpt/a100.html W Lublinie mieszka jego córka Ewa . Odpowiedz Link Zgłoś
ciupazka Re: Zofia S t e c k a (1917 06.07.06, 08:59 "Urodziła się w 1917 r. w Krakowie. - Przypadkiem - zastrzega. - Trwała wojna. Mama chciała dojechać do domu w Warszawie. Urodziła mnie po drodze, a do domu i tak nie dotarłyśmy. Schroniłyśmy się więc u dziadków w Poznaniu i tam już zostałam. W Poznaniu spędziła dzieciństwo i młodość. Tam zdała maturę i ukończyła studia na Wydziale Prawno-Ekonomicznym Uniwersytetu Poznańskiego. - Mieszkaliśmy w Poznaniu, ale dwa miesiące każdych wakacji spędzałam w Zakopanem - wspomina. - Mój ojciec, Adam Wisłocki, był wielkim miłośnikiem Tatr, turystą, narciarzem i ratownikiem TOPR. Miałam 12 lat, gdy z bratem i jego kolegą przeszłam całą Orlą Perć. Jeszcze w czasie studiów zaczęłam wspinać się w Tatrach. Po studiach przyjechałam na wakacje do Zakopanego - był rok 1939. Wracałyśmy z mamą do domu ostatnim przed wojną pociągiem. Wojnę spędziłam w Krakowie, bo rodzina uciekła z Poznania, bojąc się prześladowań za działalność ojca w czasie plebiscytów na Warmii i Mazurach. Po wojnie, w 1946 r., znów przyjechałam na wakacje do Zakopanego i wtedy poznałam Kostka Steckiego. Rok później wzięliśmy ślub. W 1947 r. zamieszkała na stałe w Zakopanem. Pracowała jako księgowa w szkołach podstawowych (w SP nr 1 na Wilczniku i w Zespole Szkół Sportowych na Bystrem). Pod koniec lat 70. XX wieku przeszła na emeryturę. Od początku prowadziła intensywną działalność taternicką, wspinała się latem i zimą na wielu tatrzańskich ścianach. Na początku lat 50. wstąpiła do Klubu Wysokogórskiego (od 1958 do 1973 r. była członkiem zarządu - skarbnikiem). Równocześnie uprawiała turystykę narciarską (zjeżdżała z wielu szczytów i przełęczy) oraz taternictwo jaskiniowe (brała udział w wyprawach eksploracyjnych do najtrudniejszych jaskiń tatrzańskich). Uczestniczyła też w wyprawach do jaskiń Słowacji, Austrii i Bułgarii. Jest współzałożycielką Koła Jaskinioznawczego ZO PTTK w Zakopanem, w 1956 r. - Zakopiańskiej Sekcji Taternictwa Jaskiniowego KW (w latach 1970-72 piastowała funkcję wiceprzewodniczącej Komisji Taternictwa Jaskiniowego Zarządu Głównego KW). Alpinistycznie i turystycznie poznawała też Alpy, góry Jugosławii, Turcji, Rumunii, Grecji oraz Kaukaz. - Tak właśnie - mówi - przez turystykę, narciarstwo, wspinaczki na powierzchni i pod ziemią dorastałam do przewodnictwa. W 1967 r. uzyskała uprawnienia przewodnika tatrzańskiego (przewodnikiem I klasy jest od 1975). Od lat zajmuje się działalnością publicystyczną i naukową. Opublikowała ponad 100 opracowań i artykułów m.in. w "Wierchach", "Podtatrzu", "Halach i Dziedzinach", "Dunajcu", "Tygodniku Podhalańskim". Jest autorką wydanej w 1981 r. książki "Przewodnictwo tatrzańskie. Zarys historii". Przez wiele lat prowadziła wycieczki szkoleniowe dla przewodników. Dziś jest honorowym członkiem Stowarzyszenia Przewodników Tatrzańskich im. Klemensa Bachledy - w 2000 r. za działalność przewodnicką otrzymała Złoty Krzyż Zasługi. Na pytanie o doświadczenia przewodnickie odpowiada: - To nie jest zawód taki jak inne. Trzeba w niego włożyć wiele pasji i serca. Wykonuje się go przecież dla codziennych zachwytów i radości bycia w górach dzień w dzień. Przewodnik jest towarzyszem na górskiej drodze, przyjacielem i opiekunem przekazującym kolejne stopnie wtajemniczenia, pomagającym ludziom z nizin odkrywać ten nasz piękny, czarodziejski, tatrzański świat... (J.TAWłOWICZ)" Dobrze , ze o niej bocycie! Odpowiedz Link Zgłoś
ciupazka Re:....... Józef Posadzki ....(1943...) 13.07.06, 08:15 Z pasjom i uporem wielgim, jakoz go tutok nie wstawić, kie to brat mojego szwagra, hehe. Tyz było w chałupie u nik siedmioro dzieci i wyśli syćka na ludzi. - "Zacząłem chodzić po górach późno, już jako dorosły człowiek - mówi Józef Posadzki - ale szybko te góry stały się moją pasją i sposobem na życie. Dziś, po latach górskich wędrówek wiem, że od momentu, gdy złapałem górskiego bakcyla, wszystkie moje życiowe wybory wiązały się z Tatrami. Do dziś tatrzańskie przewodnictwo to nie tylko mój zawód, ale też spełnienie, relaks i wypoczynek... Urodził się w 1943 r. w Zakopanem. Tu spędził dzieciństwo i szkolne lata. - Nauka szybko się skończyła. - wspomina. - W domu było nas siedmioro rodzeństwa. Rodzicom ciężko było utrzymać wszystkie dzieci, więc trzeba było szybko brać się do pracy. Miałem 15 lat, gdy poszedłem na praktykę, by zdobyć zawód malarza lakiernika. Przepracowałem potem, wykonując ten zawód, następne 10 lat. Pracując uczył się, kończąc po kolei: szkołę zawodową, wieczorowe liceum ogólnokształcące i pomaturalne Studium Techników Radiologii (w Krakowie). Po ukończeniu studium, do 1976 r., pracował jako radiolog i rehabilitant w sanatorium nauczycielskim, przychodni lekarskiej i zakopiańskim szpitalu. W 1976 r. został zastępcą dyrektora Ośrodka Sportu i Rekreacji "HYR", gdzie przepracował kolejnych kilkanaście lat. W latach 90. przez kilka lat prowadził ośrodek wypoczynkowy w Kościelisku, a następnie był pracownikiem Wydziału Kultury Fizycznej i Wypoczynku UM w Zakopanem. 15 lat temu zakończył tam etatowa pracę. A góry i przewodnictwo? - W młodości interesowały mnie tylko narty - opowiada. - Jako nastolatek trenowałem w AZS-ie kombinację norweską. Chodzeniem po górach i wspinaczką zaraził mnie, już jako dorosłego, znany taternik i przewodnik Ryszard Berbeka. On też namówił mnie na uczestnictwo w kursie przewodnickim. Już będąc przewodnikiem, poznałem wielu wspaniałych ludzi gór. Przez lata moim wzorem przewodnika był Włodek Cywiński. To on zaszczepił mi dociekliwość w poznawaniu szczegółów topografii Tatr. Starałem się dorównać mu w znajomości terenu. Oczywiście, z nartami też się nie rozstałem: zostałem instruktorem i przez lata prowadziłem szkoły narciarskie w OSiR "Hyr" oraz w TKKF "Slalom" w Zakopanem. W TKKF przez 10 lat organizowałem Puchar Zakopanego dla amatorów, sam też wielokrotnie brałem udział w zawodach narciarskich. Do dziś cieszy mnie bardzo turystyka narciarska. Uprawnienia przewodnika tatrzańskiego uzyskał w 1970 r. Szybko podwyższał kwalifikacje, zdobywając po dwóch latach klasę II, a w 1977 r. I klasę przewodnicką. W 1972 r. uzyskał też uprawnienia instruktora narciarskiego PZN. Od 1973 r. włączył się aktywnie w społeczną działalność, zostając członkiem zarządu Koła Przewodników Tatrzańskich (pracował w komisjach sprzętowych i szkoleniowych KPT - z dwuletnią przerwą - aż do 1999 r.). Od 1983 r. jest instruktorem przewodnictwa. Prowadził wiele wycieczek szkoleniowych na kursach i obozach przewodnickich. Świetnie wyszkolony na wspinaczkach tatrzańskich, uczestniczył w przewodnickich wyprawach m.in. w Kaukaz, Atlas Wysoki, Ałtaj Gobijski, Taurus Licyjski, Alpy, Dolomity, Pireneje, w góry Bułgarii, Słowenii, Skandynawii. Od 1985 r. jest członkiem komisji egzaminacyjnych dla przewodników. Za działalność zawodową i społeczną wielokrotnie odznaczany, m.in. srebrną i złotą Honorową Odznaką PTTK. Dziś jest członkiem Stowarzyszenia Przewodników Tatrzańskich im. Klemensa Bachledy i członkiem założycielem Stowarzyszenia Europejskich Przewodników Górskich "Lider" (posiada międzynarodowe uprawnienia przewodnika górskiego UIMLA). Od 4 lat jest też członkiem Państwowej Komisji Egzaminacyjnej dla przewodników. O swej pracy w górach mówi: - Wykształciłem jako instruktor kilka pokoleń młodych przewodników, oddając im to, co kiedyś sam dostałem. Dziś wiem, że mogłem im jedynie próbować zaszczepić zamiłowanie do tego zawodu. Udaje się to z nielicznymi. Tym większa radość, gdy widzę, jak dzięki mojej pracy z dyletanta wyrasta miłośnik i znawca tatrzańskich dróg... (JERZY TAWŁOWICZ) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ciupazka Re:....Stanisław Gąsienica-Kaspruś (1932) IP: *.it-net.pl 31.08.06, 08:28 "Przez kilkadziesiąt lat pracowałem i odpoczywałem w górach, ciesząc się nimi na co dzień - mówi Stanisław Gąsienica-Kaspruś. - Brałem udział w zawodach narciarskich i szkoliłem ludzi jako instruktor, prowadziłem wycieczki i uczestniczyłem w akcjach ratunkowych. Wychowałem się pod Tatrami i związałem z nimi całe swe życie..." "Przez te lata spotykałem na tatrzańskich wycieczkach różnych ludzi - również takich, dla których przemierzanie górskich szlaków stało się tak istotne, że wracają tu, by spędzić w górach każdą wolną chwilę. To w tej przewodnickiej pracy cieszy najbardziej. Sam, ze względu na stan zdrowia, od kilku lat już nie prowadzę wycieczek, ale.... Brak mi tej specyficznej więzi, jaka łączy ludzi na górskiej drodze. Wciąż za tym tęsknię." Pięćdziesiąt lat na przewodnickich szlakach !Wielgie gratulacje, nei zdrowio zycymy! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ciupayka Re:....Stanisław Gąsienica-Kaspruś (1932) IP: *.it-net.pl 31.08.06, 13:04 Uroczystości pogrzebowe rozpoczną się Mszą św. w piątek 1 września o godzinie 14 w kaplicy na Nowym Cmentarzu w Zakopanem, a potem nastąpi odprowadzenie Zmarłego w ostatnią drogę. Roman Gąsienica Sieczka. Góral, skoczek narciarski, olimpijczyk, muzykant i instruktor gry na skrzypcach, podhalanin. W sobotę 26 sierpnia odszedł od nas po ciężkiej chorobie Roman Gąsienica-Sieczka. www.watra.pl/rozne/koscielisko/sieczkaa.html Odpowiedz Link Zgłoś
ciupazka Re:..Kazimierz Gąsienica-Byrcyn (1942) 28.09.06, 08:25 "Od nas, z Gładkiego, Tatry widać jak na dłoni - mówi Kazimierz Gąsienica- Byrcyn. - Od dziecka co dzień patrzę na Giewont. Od dziecka też, dzięki ojcu i zaprzyjaźnionym z nim przewodnikom, odczuwam potrzebę przebywania w górach. Chodziliśmy w góry po jagody, grzyby, po drewno i z owcami na hale - ale chodziliśmy tam również po piękno i wrażenia, z potrzeby serca. Urodził się w Zakopanem w 1942 r. jako najmłodszy syn słynnego ratownika i przewodnika tatrzańskiego Stanisława Gąsienicy-Byrcyna. - Chodziłem do szkoły podstawowej na Wilczniku, a po niej - ponieważ ojciec uważał, że każdy powinien mieć jakiś konkretny, wyuczony fach - poszedłem do terminu do zakładu hydraulicznego, równocześnie ucząc się w szkole zawodowej. Po trzech latach zdałem egzaminy czeladnicze - i tyle tego było! Jako hydraulik pracował zaledwie kilka miesięcy. Od dziecka chodził po górach i jeździł na nartach: wychował się przecież w przewodnickim domu. - Byliśmy dawniej współwłaścicielami Hali Kasprowej, więc oprócz przewodnickiej i ratowniczej działalności ojca było też rodzinne pasterstwo. Mieliśmy w Dolinie Kasprowej dwa szałasy - opowiada. - W naszym domu często zbierali się na posiadach starzy przewodnicy. W takiej atmosferze rosłem. Pierwsze wycieczki i pierwsze wspinaczki w masywie Giewontu odbyłem jako dziecko, z ojcem. Mając kilkanaście lat zacząłem robić z kolegami samodzielne eskapady, głównie w rejonie Hali Gąsienicowej. Jednak prawdziwe tatrzańskie drogi i pierwsze wejścia do jaskiń zawdzięczam koledze ojca, mojemu szkolnemu nauczycielowi, przewodnikowi Ludwikowi Pudle. Po przeszkoleniu zostałem członkiem Klubu Wysokogórskiego. Wspinałem się wtedy między innymi z Jasiem Rojem, Michałem Jagiełłą czy Józkiem i Staszkiem Bukowskimi. Gdy skończył 18 lat, został ratownikiem Grupy Tatrzańskiej GOPR, początkowo jako pracownik sezonowy, a po złożeniu przysięgi w 1965 r. - jako zawodowy ratownik. Rok później zdobył uprawnienia instruktora narciarskiego PZN. Znając tatrzańskie jaskinie (wspinał się m.in. w Wielkiej Śnieżnej, Bańdziochu Kominiarskim czy w jaskini Nad Kotlinami) był jednym z twórców sekcji ratownictwa jaskiniowego. W 1967 r. przeszedł też szkolenie i uzyskał uprawnienia płetwonurka. Potem, pracując jako zawodowy ratownik i przez 3 lata jako instruktor alpinizmu w Wojskowym Ośrodku Kondycyjnym dla pilotów na Groniku, przeszedł wszystkie etapy szkolenia - aż do stopnia starszego instruktora ratownictwa (1976). - Choć już wcześniej szkoliłem jako ratownik przewodników na kursach, sam egzaminy przewodnickie zdałem dopiero w 1970 - śmieje się. - Dopełniłem w ten sposób moje zawodowe możliwości w górach i zadośćuczyniłem rodzinnej tradycji, bo taka tradycja zobowiązuje i powinna być kontynuowana! W latach 1975-78 był szefem szkolenia, a od 1985 r. zastępcą naczelnika Grupy Tatrzańskiej GOPR (po reorganizacji - Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego). W 1997 przeszedł jako ratownik na emeryturę i zajął się wyłącznie przewodnictwem. Za pracę uhonorowano go wieloma odznaczeniami resortowymi i państwowymi m.in. Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski i Medalem "Za odwagę". Najbardziej ceni sobie jednak pamiątkę od kolegów ratowników: mosiężną, regionalną spinkę do koszuli z niebieskim krzyżem i napisem "Bóg Ci zapłać, Kaziu"! - Wydaje mi się, że żyję w tych górach od zawsze - wyznaje. - Od dziecka się ich uczyłem. Nie tylko dróg na szczyty, także ziół i kwiatów, lasu i zwierząt, które żyją obok nas. Tylko tak można góry pojąć i... pokochać! Wciąż chodzę po śladach moich przodków i jako przewodnik staram się pokazać ludziom Tatry tak, jak sam je widzę i przeżywam każdego dnia. (Dz.P. J.TAWłOWICZ) A jo Wos Krzesny pozdrowiom, zdrowio i krzepy zyce! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ciupazka Re:..Jakub Brzosko (1978) IP: *.it-net.pl 02.11.06, 19:02 Urodził się w 1978 r. w Warszawie. - Tam spotkali się moi rodzice - wspomina. - Niedługo potem wyjechaliśmy z Warszawy, by odbyć trwającą wiele lat podróż po całej Polsce w poszukiwaniu własnego miejsca na ziemi. Dzięki temu chodziłem do dziewięciu różnych szkół podstawowych. W 1989 r. zamieszkaliśmy na stałe w Zakopanem. Od tego momentu moje życie coraz bardziej związane było z Tatrami. Dziś nie wyobrażam sobie, bym mógł żyć gdzie indziej. Pierwsze doświadczenia górskie to wycieczki i biwaki harcerskie. Oczywiście, już wcześniej bywałem okazjonalnie z rodzicami w górach. Jednak moje prawdziwe wtajemniczenie górskie zawdzięczam przyjaźni z Tomkiem Boruckim i kontaktom z panem Stefanem Chałubińskim. Z Tomkiem włóczyłem się po bezdrożach tatrzańskich i nocowałem w górach pod gołym niebem. To on pokazał mi góry prawdziwe, a ja chłonąłem je wszystkimi zmysłami. Wielkie wrażenie wywarły też na mnie rozmowy o górach prowadzone w domu państwa Chałubińskich. Szukając własnej drogi życiowej, chodziłem do kilku liceów. Byłem uczniem m.in. Liceum Aktorskiego w Krakowie i Liceum Plastycznego w Zakopanem. Maturę zdałem w 1999 r. w zakopiańskim Liceum Ogólnokształcącym. Obecnie studiuję w Instytucie Sztuki Akademii Pedagogicznej w Krakowie i jestem na finiszu - za parę tygodni czeka mnie obrona pracy magisterskiej. W 1996 r. zaczął wspinać się w Tatrach. Został wtedy członkiem Speleoklubu Tatrzańskiego. Wspinał się w wielu tatrzańskich jaskiniach m.in. w Wielkiej Śnieżnej, Czarnej czy Wielkiej Litworowej. Niedługo potem rozpoczął też wspinaczki powierzchniowe, zostając członkiem Klubu Wysokogórskiego. Od 1999 r. uprawia narciarstwo wysokogórskie. Przez kilka ostatnich lat brał udział w wielu zawodach narciarskich, będąc członkiem kadry narodowej. W 2003 r. zdobył Puchar Polski. Brał też udział w zawodach międzynarodowych, w tym również w Pucharze Świata w skialpiniźmie. W 2002 r. został kandydatem, a rok później złożył przysięgę ratownika TOPR. Studiując w Krakowie, uczestniczył w zajęciach kursu przewodnickiego organizowanego przez Akademickie Koło Przewodników Tatrzańskich i w 2003 r. uzyskał uprawnienia przewodnika tatrzańskiego. Przez trzy ostatnie lata pracuje w Tatrach, prowadząc latem wycieczki, a zimą dyżurując jako sezonowy ratownik TOPR. - Góry są dla mnie inspiracją wszechstronną, na wielu poziomach intelektualnych - mówi. - Dużo maluję, marząc wciąż o własnej pracowni, a w przyszłości może też małej galerii autorskiej. Pasjonuje mnie fotografia i film eksperymentalny. Współpracuję z "Tygodnikiem Podhalańskim", pisząc o tym, co mnie najbardziej zajmuje, czyli o górach i szeroko pojętej kulturze. Od dwóch lat jestem wiceprezesem Stowarzyszenia "Spotkania z Filmem Górskim", organizującym w Zakopanem festiwal filmowy i wiele imprez towarzyszących. Piszę też - do szuflady - górskie wiersze. Od lat realizuje jeszcze jedną swoją wielką pasję - żeglarstwo. W 1995 r. uzyskał patent sternika jachtowego. Żeglował po jeziorach mazurskich i Zatoce Gdańskiej, a w 1998 r. był jednym z uczestników trwającego miesiąc rejsu jachtowego po Bałtyku i Morzu Północnym. Jest też posiadaczem patentu sternika motorowodnego i ratownikiem WOPR. O swej pracy w górach mówi tak: - Przewodnictwo jest naturalną konsekwencją moich fascynacji tatrzańskich. Prowadzę ludzi w góry, bo cieszy mnie, że część tego górskiego piękna mogę im pokazać. Przewodnik w górach to przecież opiekun i przyjaciel, ktoś kto pomaga zrobić w górach pierwsze kroki, pomaga je odkryć, posmakować, poczuć i... pokochać na resztę życia. (JERZY TAWłOWICZ) www.nowiny.z-ne.pl/news.php?id=16699 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ciupazka Re:....Ryszard Drągowski (1920) IP: *.it-net.pl 01.02.07, 12:19 Dla adrenaliny i wyczynu sportowego, ale też dla niepowtarzalnego uroku krajobrazu żyłem w tych górach na co dzień i czułem się ich częścią - zwierza się Ryszard Drągowski. - Najpiękniejsze krajobrazy, najszczęśliwsze momenty w górach mam pod powiekami i śnią mi się do dziś. Urodził się w 1920 r. w Warszawie. W 1939 r. zdał maturę. - Chodziłem do najbardziej usportowionego gimnazjum w Warszawie - wspomina. - Grałem w koszykówkę i trenowałem pływanie. Chciałem po maturze studiować architekturę, ale wybuchła wojna. Poszedłem do pracy, a firma, w której pracowałem, delegowała mnie na Lubelszczyznę. Tam w połowie 1943 r. wstąpiłem do Armii Krajowej. W 1944 r. wróciłem do Warszawy. Od razu nawiązałem kontakt ze starszymi kolegami ze szkoły i zostałem żołnierzem 3. Baonu Pancernego por. Wolskiego. Brałem udział w walkach powstania warszawskiego. Dostałem się do niewoli i trafiłem do obozu jenieckiego (Stalag XB w Sandbosel pod Hamburgiem). Na początku maja 1945 r. uwolnili nas Anglicy. Potem byłem w kilku miejscach w Niemczech, Belgii i Francji. Wróciłem jednak do kraju i pod koniec lipca 1945 r. zameldowałem się w Zakopanem. Mieszkała tu już wtedy moja siostra. Ona też była w AK, w powstaniu, ale udało jej się uniknąć niewoli. Zakopane było miejscem, gdzie przed wojną spędzaliśmy wakacje. Miałem tu kolegów, m.in. Andrzeja Bachledę i Staszka Wawrytkę. Szybko odnowiłem przedwojenne znajomości i poczułem się jak u siebie. Pracowałem w Urzędzie Skarbowym, a następnie przez pięć lat w zakopiańskim PKS. Oczywiście, każdą wolną chwilę spędzałem zimą na nartach, a latem na włóczęgach po Tatrach. Zostałem wtedy członkiem PTTK. Po paru latach góry stały się tak istotnym elementem mojego życia, że w postanowiłem żyć w nich i pracować na stałe. W 1954 r. zostałem pracownikiem, a po paru miesiącach kierownikiem schroniska na Hali Gąsienicowej. Prowadził to schronisko do 1969 r. W 1955 r. złożył przysięgę i został ratownikiem Grupy Tatrzańskiej GOPR. W tych latach wspinał się m.in. w towarzystwie Ryszarda Gajewskiego, ale, jak mówi, "wspinaczka, choć była wielką przyjemnością, nigdy nie stała się pasją". Traktował ją jako uzupełnienie turystyki wysokogórskiej. Od 1958 r. był członkiem Klubu SN PTT, któremu w latach 1969-72 prezesował. W 1962 r. uzyskał uprawnienia instruktora narciarskiego PZN. Brał udział w akcjach ratunkowych i szkoleniach. W 1969 r. został naczelnikiem Grupy Tatrzańskiej GOPR i pełnił tę funkcję przez 3 lata. Jeszcze na dwa lata wrócił do schroniska na Hali Gąsienicowej, ale ze względu na stan zdrowia żony musiał zamieszkać w Zakopanem. W 1974 r. został sekretarzem, a niedługo potem prezesem Zarządu Oddziału PTTK i pełnił tę funkcję aż do przejścia w 1980 r. na emeryturę. W 1977 r. uzyskał uprawnienia przewodnika tatrzańskiego (od 1982 r. jest przewodnikiem II klasy). Prowadził wycieczki wysokogórskie i szkolenia narciarskie. Sam też uczestniczył w wielu szkoleniach i obozach przewodnickich. W 1969 r. był uczestnikiem kursu ratowników GOPR w Alpach austriackich, a w 1976 r. członkiem przewodnickiej wyprawy na Kaukaz. W 1990 r. przeszedł operację biodra. - Od tego momentu moja górska działalność została mocno ograniczona - mówi. - Jeszcze przed samą operacją prowadziłem obóz narciarski, byłem w pełnej kondycji, i stało się! Odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski i wieloma innymi odznaczeniami. Dziś jest honorowym prezesem SN PTT i honorowym członkiem Koła Przewodników Tatrzańskich PTTK im. Klimka Bachledy. Pytany o przewodnickie doświadczenia, odpowiada: - Przewodnik powinien umieć nawiązać kontakt z klientem, rozbudzając w górach jego emocje i przekazując własne przeżycia i zachwyty, których jest w każdym z nas pełno po brzegi. Wtedy łatwiej jest uczyć ludzi gór, mobilizować ich do wysiłku, zapewniać bezpieczeństwo, a więc spełniać wszystko to, do czego przewodnik jest powołany. JERZY TAWŁOWICZ Od siebie dodam, wspaniały człowiek, dzięki niemu mogliśmy dwa razy do roku przebywac w "Murowańcu", ach to były czasy. Pozdrawiam go serdecznie od wszystkich z Lublina, którzy wielokrotnie korzystali z jego grzeczności i wspominają te czasy z rozrzewnieniem. Zdrowia Panie Ryszardzie życzymy. Telo.POzdr. Odpowiedz Link Zgłoś
ciupazka Re:....Komunikat turystyczny 06.03.07, 08:45 Aktualnie: www.topr.pl/index.php?str=2,3 www.tpn.pl/index.php?&sP=meteo_center&sK=moduls/meteo/servis/&&bMeteo=1 Odpowiedz Link Zgłoś
ciupazka Re:....Komunikat turystyczny 17.03.07, 10:30 ciupazka napisała: > Aktualnie: > www.topr.pl/index.php?str=2,3 > www.tpn.pl/index.php?&sP=meteo_center&sK=moduls/meteo/servis/&&bMeteo=1 Do wierchu. Odpowiedz Link Zgłoś
ciupazka Re:....Komunikat turystyczny 20.06.07, 09:02 Aktualizacja: > > > Aktualnie: > > www.topr.pl/index.php?str=2,3 > > www.tpn.pl/index.php?&sP=meteo_center&sK=moduls/meteo/servis/&&bMeteo=1 > > Do wierchu. Odpowiedz Link Zgłoś