01.10.03, 22:32
"6666 DJOBELSKI POST" Ciekawe kery djobou go sam dzisio uszczeli.
Obserwuj wątek
    • Gość: Szwager Re: 6666 IP: *.dip.t-dialin.net 01.10.03, 22:37
      abo dioblica!
      • hanys_hans Re: 6666 01.10.03, 22:41
        Gość portalu: Szwager napisał(a):

        > abo dioblica!

        Piyrszy diobou sie jusz zameldowou!
        • hanys_hans Re: 6666 01.10.03, 22:44
          Wlazua s´winia na drabina,
          Upus´ciyua apluzina.
          Diobou mys´lou ze to dusza,
          Chyciyu joom do kapelusza.
          • Gość: Ciupazka Re: 6666 IP: 212.182.27.* 02.10.03, 16:52
            Co to jest" apluzina"?
            • Gość: Rumcajs Re: 6666 IP: 80.72.65.* 02.10.03, 17:06
              Zwieracz nie dziala i...
              • Gość: Ciupazka Re: 6666 IP: 212.182.27.* 02.10.03, 17:11
                Hop!
                • Gość: Rumcajs Re: 6666 IP: 80.72.65.* 02.10.03, 17:23
                  Trafilas Ciupazko! 6666 Twoje!
            • hanys_hans Re: 6666 02.10.03, 18:51
              Gość portalu: Ciupazka napisał(a):

              > Co to jest" apluzina"?

              apluzina --> pomaran´cza

              Wlazua s´winia na drabina,
              Upus´ciyua apluzina.
              Diobou mys´lou ze to dusza,
              Chyciyu joom do kapelusza.
              Z kapelusza mu uciykua,
              Ale gooniyu joom do piekua.
              Wszyske diobuy sie cieszyuy,
              Ale duszy niy chyciyuy.

              Moje gratulacje na tyn "6666" post!

              pyrsk_hanys_hans
              • Gość: Rumcajs Re: 6666 IP: 80.72.65.* 02.10.03, 19:08
                Od razu widac, ze Ciupazka to dziywce nie z ty ziemi! ;o)))
                • Gość: Ciupazka Re: 6666 IP: *.it-net.pl 02.10.03, 21:29
                  Nawet, kie mo zgage i chandre to się jyj fce z Rumcajcem iść w zawody o
                  6666, hale to był cysty przypodek, przyznaj sie Rumcajs, ześ dol dyla....,
                  kieś uwidzioł mnie, hehe, temu, ze to ino jo... Hehe.
                  • hanys_hans Re: 6666 02.10.03, 21:52
                    Enk, pynk, diobou pynk.
                    Wszyske diobuy pozdychauy,
                    Ino zostou jedyn mauy.
                    A tyn mauy co pozostou,
                    To cebuloom w gymba dostou.
                    • hanys_hans Re: 6666 02.10.03, 22:43
                      Jak sie chop rozgniywo,
                      To se diobou s´piywo,
                      A jak babaz gniywu puacze,
                      To diobou wysouy skacze.
                      • Gość: Szwager Re: 6666 IP: *.dip.t-dialin.net 02.10.03, 22:44
                        kaj dziobou niy poradzi tan baba sie posle
                        • hanys_hans Re: 6666 02.10.03, 23:23
                          "Labuj duszo piekuo gore"
                          • hanys_hans Re: 6666 03.10.03, 00:08
                            "Niy taki diobou straszny , jak go malujoom"
                            • Gość: Ciupazka Re: 6666 - diabelski wątek IP: *.it-net.pl 03.10.03, 10:03
                              Kie my ześli do piekła, to niek bee to diabelski wątek, a kozdy z nos cosi
                              z diabła tyz w sobie mo! Hej!
                              • hanys_hans Re: 6666 - diabelski wątek 03.10.03, 11:00
                                Gość portalu: Ciupazka napisał(a):

                                > Kie my ześli do piekła, to niek bee to diabelski wątek, a kozdy z nos
                                cosi
                                > z diabła tyz w sobie mo! Hej!

                                Szwager to djobou rogaty
                                Na torgu kupiyu se dwie armaty
                                W piekle narobjyou huku Srogigo
                                Taki to djobou pieroonowy z niego
                                • Gość: Szwager Re: 6666 - diabelski wątek IP: *.dip.t-dialin.net 03.10.03, 13:02
                                  A wiysz ize tyn oberdziobou to bou yngel(yaniou)?
                                  • hanys_hans Re: 6666 - diabelski wątek 03.10.03, 13:11
                                    Gość portalu: Szwager napisał(a):

                                    > A wiysz ize tyn oberdziobou to bou yngel(yaniou)?

                                    Ja, ja, jo jusz cojsik suyszou o tych diobuach: Ynels, Marx i Lynin
                                    • Gość: Szwager Re: 6666 - diabelski wątek IP: *.dip.t-dialin.net 03.10.03, 13:20
                                      Godosz ize oni tysz cos mieli z aniuokow?
                                      • hanys_hans Re: 6666 - diabelski wątek 03.10.03, 13:49
                                        Gość portalu: Szwager napisał(a):

                                        > Godosz ize oni tysz cos mieli z aniuokow?

                                        Noo tyn stoom glacoom to nawet furgac´ poradzi

                                        www.calvin.edu/academic/cas/gpa/images/wand1/wand4.jpg
                                        • hanys_hans Re: 6666 - diabelski wątek 03.10.03, 14:03
                                          hanys_hans napisał:

                                          > Gość portalu: Szwager napisał(a):
                                          >
                                          > > Godosz ize oni tysz cos mieli z aniuokow?
                                          >
                                          > Noo tyn stoom glacoom to nawet furgac´ poradzi
                                          >
                                          > www.calvin.edu/academic/cas/gpa/images/wand1/wand4.jpg

                                          Wejzijcie se jak tyn pieroon piyknie poradzi furgac´

                                          mitglied.lycos.de/hanyshans/lynin.jpg
    • Gość: Szwager o siouach niyczystych IP: *.dip.t-dialin.net 03.10.03, 13:55
      Bacowie

      i czarownicy



      Najwięcej tajemnych praktyk i zwyczajów, stosowanych zresztą do dziś, wiąże
      się z bacowaniem. - Wszystko się robi jak za naszych dziadków - mówi baca z
      Ratułowa Władysław Komperda. - Jak owce idą do koszaru przed redykiem, to się
      je kropi święconą wodą. Przepuszcza bez łańcuch, coby się trzymały stada, jak
      ogniwa w łańcuchu. Na hali pokropi się w kolibie święconą wodą, żeby choroby
      nie lazły do koszaru. Sajty (polana drewna) kładzie się za strzechę w
      szałasie, co by się nie zapaliło.
      Te zwyczaje zostały zaaprobowane przez miejscowych duchownych. Np. w
      Ludźmierzu, w czasie dorocznej mszy w intencji baców przed rozpoczęciem wypasu
      w maju, święci się wodę z ludźmierskiego źródła i rozdaje sajty - szczapy z
      ogniska palonego w Wielką Sobotę, które bacowie zabierają ze sobą na hale. Po
      mszy symbolicznie święci się również stado owiec.

      Najsłynniejszy gorczański czarownik, Tomasz Chlipała zwany Bulandą, bacował na
      polanie Jaworzyna Kamienicka w Gorcach. Pochodził z osiedla Bulandy w
      Szczawie. Wg opowieści wnuków, stracił wcześnie matkę, a macocha go
      krzywdziła. Mając 10 lat uciekł z domu, kilka dni krył się w lesie, aż
      odnalazł go brat. W 1853 r. ożenił się z Marianną Wojtyczkówną z Zarębka
      Dziedzinowskiego w Lubomierzu i tam zamieszkał.
      Sam Bulanda przez pewien czas chorował - "ciekło mu z nóg". Wtedy żona
      Marianna udała się do Lewoczy na Spiszu do sławnego znachora. Kiedy Bulanda
      wyzdrowiał, z ciekawości sam tam pojechał i uczył się od spiskiego znachora
      tajemnic uzdrawiania ludzi. Podobno po raz pierwszy swoje umiejętności
      wykorzystał we wsi Niedźwiedź. Proboszczowi ktoś rzucił urok na oborę, a
      Bulandzie udało się uzdrowić zwierzęta. Bulanda leczył ludzi ziołami, składał
      połamane kończyny, Podobno pewnego Żyda aż z Berlina wyleczył z solitera,
      każąć mu pić wyłącznie słony rosół, w jakim bacowie warzą oscypki. Bulanda
      skończył swoje bacowanie przed I wojną, zmarł w latach 30. Nikomu nie
      przekazał swojej tajemnej wiedzy.
      Jeszcze w 1953 r. stała na Zarębku Dziedzinowskim chałupa Bulandy, wówczas
      własność jego wnuka Tomasza Zapały. Pasał on owce na tej samej Jaworzynie
      Kamienickiej, a niedawno z pomocą Gorczańskiego Parku Narodowego wyremontował
      kapliczkę, którą jego dziadek postawił na tej polanie.

      W tym samym mniej więcej czasie co Bulanda w Gorcach, działał w Pieninach Kuba
      Bury z Kluszkowiec. Podobno najpierw zbójował w okolicy, potem był bacą u
      czorsztyńskiego dziedzica Marcelego Drohojowskiego, który trzymał owce w
      folwarku na Hali Majerz. Jan Klimczak z Hałuszowej nasłuchał się w
      dzieciństwie opowieści o czarownikach. Jego dziadek - Józef Klimczak od małego
      pomagał Buremu. Kiedy w Krościenku inny czarownik, Gruś pewnego razu zaprawił
      cudzego chłopca tak, że od wody Dunajca, z piasku ruszyć się nie mógł, ojcowie
      pojechali w góry do Hałuszowej. Kuba Bury popił wódkę, pojadł kiełbasę i
      ruszył z nimi na dół. "Zażegnał" chłopca i ten wyszedł sam znad brzegu. W
      Hałuszowej zaś mały Wojtek Kuruc kiedyś zaczął się na brzuch skarżyć. Ojciec
      Mikołaj przepytał chłopaka, okazało się, że Buremu na hali dokuczał. Mikołaj z
      wódką poszedł przepraszać. Wrócił, a od chłopca odjęło chorobę.
      Klimczakom też się Kuba Bury przysłużył. Syn Józefa Klimczaka, najpierw służył
      pięć lat w austriackim wojsku w Wiedniu. Ledwie wrócił do domu, a Arcyksięcia
      zabili i wojna światowa wybuchła. Poszedł Jasiek na wschodni, galicyjski front
      i wpadł w niewolę. Siedem lat wieści żadnych od niego nie było. Wreszcie
      stracił ojciec nadzieję, ale spytał Burego, czy syn jeszcze żyje. Stary baca
      wywróżył, że syn wnet do domu przyjedzie. Gdy trzy dni minęły, wrócił Jan
      Klimczak do Hałuszowej z Syberii.
      Opowieści o czarownikach zna Jan Kacwin, którego dziadek - Michał Kacwin - był
      przed I wojną światową znanym bacą ze Stajkowej Góry nad Krościenkiem. W końcu
      XIX stulecia w Krościenku rywalizowało dwóch czarowników: Józef Gruś, który
      pomagał ludziom, i zły Trocznik. Trocznik rzucił kiedyś czar na żonę Grusia.
      Kiedy zostawała sama w domu, odwiedzał ją ktoś niewidzialny, zły duch. Gruś,
      żeby się pozbyć złego ducha, wybrał się raz w góry, zabrał ze sobą święconą
      wodę, kawałek stuły, kredę i zapowiedział ludziom, że jak się nie wróci za
      Anioł Pański następnego dnia, to przepadł. Poszedł w miejsce, gdzie się
      schodzą granice trzech wsi, wbił pal w ziemię, dookoła zakreślił 9 kręgów. O
      północy wiatr chciał porwać Grusia, potem posypały się na niego głazy z góry,
      waliły się okoliczne drzewa, jednak żadne nie przekroczyło dziewiątego kręgu.
      Kiedy i to Gruś wytrzymał, zaczęły go wabić z lasu piękne dziewczęta, a
      narowisty koń bił kopytami ziemię wokół niego. Rwące potoki wypłynęły z lasu i
      chciały go porwać, z nieba waliły pioruny. Wreszcie wśród dzikich zwierząt sam
      diabeł przyszedł do niego. Cały czas trzymał się Gruś kurczowo palika. Dopiero
      o szóstej rano, kiedy zadzwonili w kościele na Anioł Pański, piekielne moce
      popuściły. Niewidzialny gość nigdy już do żony czarownika nie przyszedł.
      Trocznik zaś na każdych portkach jakie zakładał, miał na tyłku wypaloną
      dziurę. Musiał worek nosić zamiast spodni.
      Gruś wskrzesił swoje martwe owce, na które rzucił czar jakiś obcy wędrowiec,
      przepędzony przez bacę. Gruś wbił pal w ziemię w koszarze dla owiec i przez
      wydrążony w palu otwór lał żentycę (serwatkę owczą). Z wnętrza oblanej ziemi
      dobył się straszny płacz. Gruś obszedł koszar, świsnął na owce i wszystkie
      powstawały.
      Inne opowieści o czarownikach przytacza ks. Bolesław Krzan, autor monografii o
      dziejach Krościenka i jego długoletni proboszcz. Wspomina też dwa dziwne
      pogrzeby, w których uczestniczył. Na początku lat 50. chowano synową Kuby
      młynarza. Podobno był to czarownik; rzucił na swojego wroga - Bartka z
      Zawodzia taką klątwę, że ten nie mógł się zupełnie załatwić, zaś na samego
      Kubę w odwecie opadło ogromne robactwo, które sypało się z niego, gdy chodził.
      Otóż w czasie pogrzebu synowej Kuby rozpętała się niesamowita wichura, taka że
      niosący trumnę musieli ją zdjąć z ramion. Gdy zaś dochodzili do kościoła,
      przed konduktem wywróciła się fura z sianem, tarasując drogę. Rok później w
      Krościenku chowano wdowca, który zajmował się znachorstwem. W czasie
      porządkowania jego domu synowie znaleźli starą księgę i wrzucili ją do pieca.
      Wtedy spod pieca wyskoczył czarny kot, a jedno z dzieci obecnych w izbie
      zemdlało z przerażenia.
      W Brzegach koło Bukowiny Tatrzańskiej wspominają dziada wędrownego, który
      zatrzymał się na dłużej w tej miejscowości. Potrafił ponoć doradzić zioła,
      żeby się krowom mleko nie psuło, ani robaki nie zalęgały. U jednego gazdy w
      zamian za przenocowanie wypędził plagę szczurów. Dziad zajrzał do księgi, co
      ją ze sobą nosił, wyjął fujarkę, zagrał, a wszystkie szczury z zagrody poszły
      za nim, aż do potoku, gdzie potonęły. Dziad słynął też z tego, że potrafił
      deszcz dzwonkiem odpędzać.
      Maria Krzystoń z Mizernej pamięta, jak jej ojciec stosował do leczenia drzewo
      zwane "judasina", które znajdował gdzieś w lesie.
      Najstarsi obecnie praktykujący lekarze przypominają sobie pacjentów
      trafiających do nich po "leczeniu" u nastawiaczy kości. W Lipnicy Wielkiej
      nastawiacz złamał jednemu pacjentowi kręgosłup. Nastawiacz z Jabłonki
      faktycznie pomagał, a jeśli wiedział, że nie da rady, to odsyłał do lekarza.
      Znachorzy z Ochotnicy i Krośnicy leczyli np. mordowisko - ostrą chorobę
      brzucha. Znachorka w Zębie pomagała, jak się dziecko "zgibło" (źle się
      położyło, przekręciło itp.). Leczono nacieraniem, także zwykłym spirytusem.
      Były jednak w użyciu różne tajemnicze maści. Na Orawie np. wierzono, że jeśli
      kobieta po urodzeniu dziecka chce odzyskać ładny i płaski brzuch, to musi go
      sobie posmarować zjełczałym masłem, zawinąć prześcieradłem i poczekać tak trzy
      dni. Na Spiszu ordynowano picie psiego lub borsuczego sadła.


      Bronisław Gustawicz pisał w XIX wieku: Lud tutejszy wierzy w ogó
      • Gość: Szwager CD IP: *.dip.t-dialin.net 03.10.03, 13:57
        Bronisław Gustawicz pisał w XIX wieku: Lud tutejszy wierzy w ogóle w dobrych i
        złych duchów, że dusze nieboszczyków odwiedzają żyjących, ojcowie i matki
        swoje dzieci. Boją się zmarłego, który jeszcze nie skostniał. Wynosząc ciało w
        trumnie trzy razy uderzają trumną o pierwszy próg, mówiąc - Wieczne
        odpoczywanie umarłemu.
        Według starych góralskich wierzeń, w noc poprzedzającą dzień Wszystkich
        Świętych wszystkie dusze wychodzą z grobów. Dusze ludzi zbawionych idą do
        kościoła w swoich postaciach doczesnych. Józef Skupień, badacz obyczajów
        góralskich, opisuje, że niejaki Lasak, wójt Suchego, pojechał w noc przed 1
        listopada do lasu, kraść drzewo. Wracając musiał przejechać koło cmentarza w
        Poroninie. Nagle spostrzegł, jak z bramy cmentarnej wychodzi pochód postaci w
        białych szatach i zmierza prosto do kościoła. Innym zaś razem kobieta z
        Białego Dunajca nad ranem 1 listopada poszła się modlić do kościoła i nagle
        poczuła, jak od ołtarza wychodzą jakieś postacie. Próbując je dotknąć,
        natrafiała tylko na bardzo zimne powietrze. W przymkniętych drzwiach postacie
        zniknęły.

        Zmarli potępieni, pod postacią zwierząt, rozchodzą się w wigilię Wszystkich
        Świętych po uroczyskach - lasach, urwiskach, także po mostach lub starych
        młynach - gdzie szkodzą i zaczepiają przechodniów. Ludzie przebiegli i
        podstępni, tego dnia zamieniają się w koty, lub psy; chytrzy i pazerni na
        pieniądze innych - mają postać konia lub cielęcia obdartego ze skóry. Pod
        postacią zwierząt mogą też występować upiory, które pojawiają się nie tylko w
        okresie święta zmarłych. Upiory, czyli duchy nieczyste, domagają się czegoś od
        żywych.
        Upiory występują też w postaciach ludzkich, np. w pewnej legendzie jest to
        kobieta w białej płachcie na przełęczy Snozka, w innej - ogromny chłop pod
        Krościenkiem. Zmarli nie bierzmowani za życia, po śmierci stają się strzygami,
        bowiem wg starych podań góralskich człowiek ma dwie dusze i dopiero w czasie
        bierzmowania jedna dusza jest z ciała wypędzana. Takiego straszącego
        nieboszczyka można rozpoznać - rozkopawszy grób - po uśmiechu na twarzy i
        wytrzeszczonych oczach. Trzeba mu włożyć w usta karteczkę z napisem "A słowo
        ciałem się stało", obrócić twarzą w dół i ponownie zakopać.

        W 1913 r. w Łapszach Niżnych zmarł baca Józef Pitoniak, uznawany za
        czarownika. Zaraz po pogrzebie rozpętała się ogromna burza. Przez 6 tygodni
        padał deszcz, a po wsi rozeszły się pogłoski, że z grobu Pitoniaka słychać
        jęki. Grupa mężczyzn zakradła się nocą na cmentarz. Wykopane zwłoki spalono na
        stosie aż z 24 kubików drewna - dla pewności, że ciało całkowicie zmieni się w
        popiół. Po spaleniu bacy deszcz przestał padać - o czym donosił korespondent
        Gazety Podhalańskiej. Za profanację zwłok sąd skazał 38 gazdów na kary do 30
        dni aresztu i grzywny. Także w jednej z wsi koło Czarnego Dunajca w połowie
        XIX wieku po długich deszczach spalono zwłoki człowieka uważanego za
        czarownika.

        Osobną kategorię zmarłych tworzą topielce. Wychodzą one z wody i pokazują się
        ludziom, ale raczej nie mają wrogich zamiarów. Jedno z podań pienińskich
        opowiada, jak chłop obił kijem topielca, który lubił wygrzewać się na jego
        łące i ten się wyniósł z okolicy.
        Wiele źródeł opisuje zwyczaj chowania samobójców z dala od miejsc
        zamieszkanych, najlepiej na granicach miejscowości.
        Zdarzały się również na Podhalu cmentarze zwierzęce. Groby zwierząt znaleźli
        archeolodzy na bardzo starym cmentarzu w Maniowach. Tradycja wspomina, że
        osobny cmentarz dla zwierząt znajdował się pomiędzy Zębem a Bustrykiem i był
        używany jeszcze w XIX wieku.
        Podobnie stary jest zwyczaj wkładania zmarłym do ust monet na ostatnią drogę.
        Odkryli to archeolodzy w pochodzących sprzed setek lat grobach w Starych
        Maniowach. W jednym z grobów maniowskich znajdowała się żelazna kłódka, co
        można wiązać ze stosowanym w innych regionach zwyczajem chowania Żydów z
        kłódką - symbolem ostatecznego zamknięcia grobu.

        Zwyczaj wyposażania zmarłych na drogę najdłużej zachował formę zanoszenia na
        grób i zakopywania okruchów jadła.
        Krzysztof Strauchmann, Gazeta Podhalańska

    • Gość: Szwager kompel od Re: 6666 IP: *.dip.t-dialin.net 04.10.03, 12:19
      Pieklorz i baba

      Widzious pieklorza
      Jak gupi sie lacho
      Czerwono mo gymba
      Kej z babami klacho
      Jedna mo szwaja
      Z od cigi racickom
      Pieklorz kulawy
      Z rogami pod myckom
      Tyn dziobou na ziymia
      Sam prziszou nos kusic
      A my go kapnyli
      Niy dali se brusic
      Zrobiyli za bozna
      Z ogonym pieklorza
      Sie wetli o dusza
      A dali mu koza
      On cigi niy poznou
      Bo przeca som capi
      I dzisio mu ganba
      I gupio sie gapi
      I gupio sie kuko
      Pieronsko nerwuje
      A jak widzi ciga
      To bobkami suje
      Tak terozki wiycie
      Te co to czytocie
      Pieklorza juz zicher
      W beztydziyn poznocie
      Ach jeszcze zech jedne
      Sam zdanie zapomniou
      Dyc pieklorz sie dzisio
      O babach zas spomniou
      Tak wiycie Pierony
      Jak zrobic to mocie
      Dyc baba i koza
      We domu tysz mocie
      Tak dejcie mu baba
      A ostowcie se koza
      I zrobcie za bozna
      Gupiego pieklorza
      On kapnie to juzas
      Jak bydzie po ptokach
      A Wy ze kozy
      Niy spuszczejcie oka
      Bo koza ta ciga
      Co ogonym miele
      Sam na tyj cetli
      Ze babow sie smieje

      PS

      I godom Wom baby
      Coch szkryknou sam prowda
      Jak kero niy wierzy
      Niych kuknie do zodua
      Niych kuknie na cetla
      A chyci za fyjdra
      I szkryknie riposta
      Maszkytno ta "Hyjdla"


      Pyrsk !


      Szwager od pieklorza
      • Gość: Ciupazka Re: 6666 IP: *.it-net.pl 04.10.03, 12:45
        Tyś autorem, cy tak? Cosi mi sie widzi, ze ty bob ni mos w zocy
        Szwagerku... hehe. To twoja cie tak dozarła, he?
        • Gość: Szwager Re: 6666 IP: *.dip.t-dialin.net 04.10.03, 12:57
          dyc jo to ino z cystyj zocy (tak to sie szkryflo?) poskuodou
          • hanys_hans Re: 6666 04.10.03, 13:28
            Na dutkowyj grobli
            Tan´cowali diobli
            Diobou porwou dioblica,
            Potargou jyj spódnica.
            • Gość: Ciupazka Re: 6666 IP: *.it-net.pl 04.10.03, 15:33
              A djoblica za nim, za nim,
              potargała gacie na nim!Hej!
              • hanys_hans Re: 6666 01.12.03, 21:28
                Uciekają ludzie, dziki Jastrząb jedzie
                Jedzie na swej kobylicy jak Lucyper na djoblicy
                Bez pole, bez pole.

                A kogo dobiegnie, tego batem śmignie
                Od pendziałku do soboty, goni ludzi do roboty,
                Suki syn, suki syn.


                Od rana do nocy mo nas w swojej mocy,
                Za robotę, do zapłaty, w lewo, w prawo wali batem,
                Jastrząb zbój, Jastrząb zbój.


                Pieniędzy nagrabi, w Berlinie się bawi,
                Jak ich przegro i przepije, to się wscieko, ludzi bije,
                Okrutnik, okrutnik.


                Trzeba skończyć z Panem, z tym czornym cugonem,
                Hej porwiymy się ludziska, biermy cepy i widliska
                Zatłuc go, zatłuc go.

                • ciupazka Re: Jadymy! 25.11.04, 12:00
                  A to ino oni jadom! Teroz na Ukraine.

                  www.calvin.edu/academic/cas/gpa/images/wand1/wand4.jpg

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka