hanys_hans 01.10.03, 22:32 "6666 DJOBELSKI POST" Ciekawe kery djobou go sam dzisio uszczeli. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
hanys_hans Re: 6666 01.10.03, 22:41 Gość portalu: Szwager napisał(a): > abo dioblica! Piyrszy diobou sie jusz zameldowou! Odpowiedz Link Zgłoś
hanys_hans Re: 6666 01.10.03, 22:44 Wlazua s´winia na drabina, Upus´ciyua apluzina. Diobou mys´lou ze to dusza, Chyciyu joom do kapelusza. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Rumcajs Re: 6666 IP: 80.72.65.* 02.10.03, 17:23 Trafilas Ciupazko! 6666 Twoje! Odpowiedz Link Zgłoś
hanys_hans Re: 6666 02.10.03, 18:51 Gość portalu: Ciupazka napisał(a): > Co to jest" apluzina"? apluzina --> pomaran´cza Wlazua s´winia na drabina, Upus´ciyua apluzina. Diobou mys´lou ze to dusza, Chyciyu joom do kapelusza. Z kapelusza mu uciykua, Ale gooniyu joom do piekua. Wszyske diobuy sie cieszyuy, Ale duszy niy chyciyuy. Moje gratulacje na tyn "6666" post! pyrsk_hanys_hans Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Rumcajs Re: 6666 IP: 80.72.65.* 02.10.03, 19:08 Od razu widac, ze Ciupazka to dziywce nie z ty ziemi! ;o))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ciupazka Re: 6666 IP: *.it-net.pl 02.10.03, 21:29 Nawet, kie mo zgage i chandre to się jyj fce z Rumcajcem iść w zawody o 6666, hale to był cysty przypodek, przyznaj sie Rumcajs, ześ dol dyla...., kieś uwidzioł mnie, hehe, temu, ze to ino jo... Hehe. Odpowiedz Link Zgłoś
hanys_hans Re: 6666 02.10.03, 21:52 Enk, pynk, diobou pynk. Wszyske diobuy pozdychauy, Ino zostou jedyn mauy. A tyn mauy co pozostou, To cebuloom w gymba dostou. Odpowiedz Link Zgłoś
hanys_hans Re: 6666 02.10.03, 22:43 Jak sie chop rozgniywo, To se diobou s´piywo, A jak babaz gniywu puacze, To diobou wysouy skacze. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Szwager Re: 6666 IP: *.dip.t-dialin.net 02.10.03, 22:44 kaj dziobou niy poradzi tan baba sie posle Odpowiedz Link Zgłoś
hanys_hans Re: 6666 03.10.03, 00:08 "Niy taki diobou straszny , jak go malujoom" Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ciupazka Re: 6666 - diabelski wątek IP: *.it-net.pl 03.10.03, 10:03 Kie my ześli do piekła, to niek bee to diabelski wątek, a kozdy z nos cosi z diabła tyz w sobie mo! Hej! Odpowiedz Link Zgłoś
hanys_hans Re: 6666 - diabelski wątek 03.10.03, 11:00 Gość portalu: Ciupazka napisał(a): > Kie my ześli do piekła, to niek bee to diabelski wątek, a kozdy z nos cosi > z diabła tyz w sobie mo! Hej! Szwager to djobou rogaty Na torgu kupiyu se dwie armaty W piekle narobjyou huku Srogigo Taki to djobou pieroonowy z niego Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Szwager Re: 6666 - diabelski wątek IP: *.dip.t-dialin.net 03.10.03, 13:02 A wiysz ize tyn oberdziobou to bou yngel(yaniou)? Odpowiedz Link Zgłoś
hanys_hans Re: 6666 - diabelski wątek 03.10.03, 13:11 Gość portalu: Szwager napisał(a): > A wiysz ize tyn oberdziobou to bou yngel(yaniou)? Ja, ja, jo jusz cojsik suyszou o tych diobuach: Ynels, Marx i Lynin Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Szwager Re: 6666 - diabelski wątek IP: *.dip.t-dialin.net 03.10.03, 13:20 Godosz ize oni tysz cos mieli z aniuokow? Odpowiedz Link Zgłoś
hanys_hans Re: 6666 - diabelski wątek 03.10.03, 13:49 Gość portalu: Szwager napisał(a): > Godosz ize oni tysz cos mieli z aniuokow? Noo tyn stoom glacoom to nawet furgac´ poradzi www.calvin.edu/academic/cas/gpa/images/wand1/wand4.jpg Odpowiedz Link Zgłoś
hanys_hans Re: 6666 - diabelski wątek 03.10.03, 14:03 hanys_hans napisał: > Gość portalu: Szwager napisał(a): > > > Godosz ize oni tysz cos mieli z aniuokow? > > Noo tyn stoom glacoom to nawet furgac´ poradzi > > www.calvin.edu/academic/cas/gpa/images/wand1/wand4.jpg Wejzijcie se jak tyn pieroon piyknie poradzi furgac´ mitglied.lycos.de/hanyshans/lynin.jpg Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Szwager o siouach niyczystych IP: *.dip.t-dialin.net 03.10.03, 13:55 Bacowie i czarownicy Najwięcej tajemnych praktyk i zwyczajów, stosowanych zresztą do dziś, wiąże się z bacowaniem. - Wszystko się robi jak za naszych dziadków - mówi baca z Ratułowa Władysław Komperda. - Jak owce idą do koszaru przed redykiem, to się je kropi święconą wodą. Przepuszcza bez łańcuch, coby się trzymały stada, jak ogniwa w łańcuchu. Na hali pokropi się w kolibie święconą wodą, żeby choroby nie lazły do koszaru. Sajty (polana drewna) kładzie się za strzechę w szałasie, co by się nie zapaliło. Te zwyczaje zostały zaaprobowane przez miejscowych duchownych. Np. w Ludźmierzu, w czasie dorocznej mszy w intencji baców przed rozpoczęciem wypasu w maju, święci się wodę z ludźmierskiego źródła i rozdaje sajty - szczapy z ogniska palonego w Wielką Sobotę, które bacowie zabierają ze sobą na hale. Po mszy symbolicznie święci się również stado owiec. Najsłynniejszy gorczański czarownik, Tomasz Chlipała zwany Bulandą, bacował na polanie Jaworzyna Kamienicka w Gorcach. Pochodził z osiedla Bulandy w Szczawie. Wg opowieści wnuków, stracił wcześnie matkę, a macocha go krzywdziła. Mając 10 lat uciekł z domu, kilka dni krył się w lesie, aż odnalazł go brat. W 1853 r. ożenił się z Marianną Wojtyczkówną z Zarębka Dziedzinowskiego w Lubomierzu i tam zamieszkał. Sam Bulanda przez pewien czas chorował - "ciekło mu z nóg". Wtedy żona Marianna udała się do Lewoczy na Spiszu do sławnego znachora. Kiedy Bulanda wyzdrowiał, z ciekawości sam tam pojechał i uczył się od spiskiego znachora tajemnic uzdrawiania ludzi. Podobno po raz pierwszy swoje umiejętności wykorzystał we wsi Niedźwiedź. Proboszczowi ktoś rzucił urok na oborę, a Bulandzie udało się uzdrowić zwierzęta. Bulanda leczył ludzi ziołami, składał połamane kończyny, Podobno pewnego Żyda aż z Berlina wyleczył z solitera, każąć mu pić wyłącznie słony rosół, w jakim bacowie warzą oscypki. Bulanda skończył swoje bacowanie przed I wojną, zmarł w latach 30. Nikomu nie przekazał swojej tajemnej wiedzy. Jeszcze w 1953 r. stała na Zarębku Dziedzinowskim chałupa Bulandy, wówczas własność jego wnuka Tomasza Zapały. Pasał on owce na tej samej Jaworzynie Kamienickiej, a niedawno z pomocą Gorczańskiego Parku Narodowego wyremontował kapliczkę, którą jego dziadek postawił na tej polanie. W tym samym mniej więcej czasie co Bulanda w Gorcach, działał w Pieninach Kuba Bury z Kluszkowiec. Podobno najpierw zbójował w okolicy, potem był bacą u czorsztyńskiego dziedzica Marcelego Drohojowskiego, który trzymał owce w folwarku na Hali Majerz. Jan Klimczak z Hałuszowej nasłuchał się w dzieciństwie opowieści o czarownikach. Jego dziadek - Józef Klimczak od małego pomagał Buremu. Kiedy w Krościenku inny czarownik, Gruś pewnego razu zaprawił cudzego chłopca tak, że od wody Dunajca, z piasku ruszyć się nie mógł, ojcowie pojechali w góry do Hałuszowej. Kuba Bury popił wódkę, pojadł kiełbasę i ruszył z nimi na dół. "Zażegnał" chłopca i ten wyszedł sam znad brzegu. W Hałuszowej zaś mały Wojtek Kuruc kiedyś zaczął się na brzuch skarżyć. Ojciec Mikołaj przepytał chłopaka, okazało się, że Buremu na hali dokuczał. Mikołaj z wódką poszedł przepraszać. Wrócił, a od chłopca odjęło chorobę. Klimczakom też się Kuba Bury przysłużył. Syn Józefa Klimczaka, najpierw służył pięć lat w austriackim wojsku w Wiedniu. Ledwie wrócił do domu, a Arcyksięcia zabili i wojna światowa wybuchła. Poszedł Jasiek na wschodni, galicyjski front i wpadł w niewolę. Siedem lat wieści żadnych od niego nie było. Wreszcie stracił ojciec nadzieję, ale spytał Burego, czy syn jeszcze żyje. Stary baca wywróżył, że syn wnet do domu przyjedzie. Gdy trzy dni minęły, wrócił Jan Klimczak do Hałuszowej z Syberii. Opowieści o czarownikach zna Jan Kacwin, którego dziadek - Michał Kacwin - był przed I wojną światową znanym bacą ze Stajkowej Góry nad Krościenkiem. W końcu XIX stulecia w Krościenku rywalizowało dwóch czarowników: Józef Gruś, który pomagał ludziom, i zły Trocznik. Trocznik rzucił kiedyś czar na żonę Grusia. Kiedy zostawała sama w domu, odwiedzał ją ktoś niewidzialny, zły duch. Gruś, żeby się pozbyć złego ducha, wybrał się raz w góry, zabrał ze sobą święconą wodę, kawałek stuły, kredę i zapowiedział ludziom, że jak się nie wróci za Anioł Pański następnego dnia, to przepadł. Poszedł w miejsce, gdzie się schodzą granice trzech wsi, wbił pal w ziemię, dookoła zakreślił 9 kręgów. O północy wiatr chciał porwać Grusia, potem posypały się na niego głazy z góry, waliły się okoliczne drzewa, jednak żadne nie przekroczyło dziewiątego kręgu. Kiedy i to Gruś wytrzymał, zaczęły go wabić z lasu piękne dziewczęta, a narowisty koń bił kopytami ziemię wokół niego. Rwące potoki wypłynęły z lasu i chciały go porwać, z nieba waliły pioruny. Wreszcie wśród dzikich zwierząt sam diabeł przyszedł do niego. Cały czas trzymał się Gruś kurczowo palika. Dopiero o szóstej rano, kiedy zadzwonili w kościele na Anioł Pański, piekielne moce popuściły. Niewidzialny gość nigdy już do żony czarownika nie przyszedł. Trocznik zaś na każdych portkach jakie zakładał, miał na tyłku wypaloną dziurę. Musiał worek nosić zamiast spodni. Gruś wskrzesił swoje martwe owce, na które rzucił czar jakiś obcy wędrowiec, przepędzony przez bacę. Gruś wbił pal w ziemię w koszarze dla owiec i przez wydrążony w palu otwór lał żentycę (serwatkę owczą). Z wnętrza oblanej ziemi dobył się straszny płacz. Gruś obszedł koszar, świsnął na owce i wszystkie powstawały. Inne opowieści o czarownikach przytacza ks. Bolesław Krzan, autor monografii o dziejach Krościenka i jego długoletni proboszcz. Wspomina też dwa dziwne pogrzeby, w których uczestniczył. Na początku lat 50. chowano synową Kuby młynarza. Podobno był to czarownik; rzucił na swojego wroga - Bartka z Zawodzia taką klątwę, że ten nie mógł się zupełnie załatwić, zaś na samego Kubę w odwecie opadło ogromne robactwo, które sypało się z niego, gdy chodził. Otóż w czasie pogrzebu synowej Kuby rozpętała się niesamowita wichura, taka że niosący trumnę musieli ją zdjąć z ramion. Gdy zaś dochodzili do kościoła, przed konduktem wywróciła się fura z sianem, tarasując drogę. Rok później w Krościenku chowano wdowca, który zajmował się znachorstwem. W czasie porządkowania jego domu synowie znaleźli starą księgę i wrzucili ją do pieca. Wtedy spod pieca wyskoczył czarny kot, a jedno z dzieci obecnych w izbie zemdlało z przerażenia. W Brzegach koło Bukowiny Tatrzańskiej wspominają dziada wędrownego, który zatrzymał się na dłużej w tej miejscowości. Potrafił ponoć doradzić zioła, żeby się krowom mleko nie psuło, ani robaki nie zalęgały. U jednego gazdy w zamian za przenocowanie wypędził plagę szczurów. Dziad zajrzał do księgi, co ją ze sobą nosił, wyjął fujarkę, zagrał, a wszystkie szczury z zagrody poszły za nim, aż do potoku, gdzie potonęły. Dziad słynął też z tego, że potrafił deszcz dzwonkiem odpędzać. Maria Krzystoń z Mizernej pamięta, jak jej ojciec stosował do leczenia drzewo zwane "judasina", które znajdował gdzieś w lesie. Najstarsi obecnie praktykujący lekarze przypominają sobie pacjentów trafiających do nich po "leczeniu" u nastawiaczy kości. W Lipnicy Wielkiej nastawiacz złamał jednemu pacjentowi kręgosłup. Nastawiacz z Jabłonki faktycznie pomagał, a jeśli wiedział, że nie da rady, to odsyłał do lekarza. Znachorzy z Ochotnicy i Krośnicy leczyli np. mordowisko - ostrą chorobę brzucha. Znachorka w Zębie pomagała, jak się dziecko "zgibło" (źle się położyło, przekręciło itp.). Leczono nacieraniem, także zwykłym spirytusem. Były jednak w użyciu różne tajemnicze maści. Na Orawie np. wierzono, że jeśli kobieta po urodzeniu dziecka chce odzyskać ładny i płaski brzuch, to musi go sobie posmarować zjełczałym masłem, zawinąć prześcieradłem i poczekać tak trzy dni. Na Spiszu ordynowano picie psiego lub borsuczego sadła. Bronisław Gustawicz pisał w XIX wieku: Lud tutejszy wierzy w ogó Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Szwager CD IP: *.dip.t-dialin.net 03.10.03, 13:57 Bronisław Gustawicz pisał w XIX wieku: Lud tutejszy wierzy w ogóle w dobrych i złych duchów, że dusze nieboszczyków odwiedzają żyjących, ojcowie i matki swoje dzieci. Boją się zmarłego, który jeszcze nie skostniał. Wynosząc ciało w trumnie trzy razy uderzają trumną o pierwszy próg, mówiąc - Wieczne odpoczywanie umarłemu. Według starych góralskich wierzeń, w noc poprzedzającą dzień Wszystkich Świętych wszystkie dusze wychodzą z grobów. Dusze ludzi zbawionych idą do kościoła w swoich postaciach doczesnych. Józef Skupień, badacz obyczajów góralskich, opisuje, że niejaki Lasak, wójt Suchego, pojechał w noc przed 1 listopada do lasu, kraść drzewo. Wracając musiał przejechać koło cmentarza w Poroninie. Nagle spostrzegł, jak z bramy cmentarnej wychodzi pochód postaci w białych szatach i zmierza prosto do kościoła. Innym zaś razem kobieta z Białego Dunajca nad ranem 1 listopada poszła się modlić do kościoła i nagle poczuła, jak od ołtarza wychodzą jakieś postacie. Próbując je dotknąć, natrafiała tylko na bardzo zimne powietrze. W przymkniętych drzwiach postacie zniknęły. Zmarli potępieni, pod postacią zwierząt, rozchodzą się w wigilię Wszystkich Świętych po uroczyskach - lasach, urwiskach, także po mostach lub starych młynach - gdzie szkodzą i zaczepiają przechodniów. Ludzie przebiegli i podstępni, tego dnia zamieniają się w koty, lub psy; chytrzy i pazerni na pieniądze innych - mają postać konia lub cielęcia obdartego ze skóry. Pod postacią zwierząt mogą też występować upiory, które pojawiają się nie tylko w okresie święta zmarłych. Upiory, czyli duchy nieczyste, domagają się czegoś od żywych. Upiory występują też w postaciach ludzkich, np. w pewnej legendzie jest to kobieta w białej płachcie na przełęczy Snozka, w innej - ogromny chłop pod Krościenkiem. Zmarli nie bierzmowani za życia, po śmierci stają się strzygami, bowiem wg starych podań góralskich człowiek ma dwie dusze i dopiero w czasie bierzmowania jedna dusza jest z ciała wypędzana. Takiego straszącego nieboszczyka można rozpoznać - rozkopawszy grób - po uśmiechu na twarzy i wytrzeszczonych oczach. Trzeba mu włożyć w usta karteczkę z napisem "A słowo ciałem się stało", obrócić twarzą w dół i ponownie zakopać. W 1913 r. w Łapszach Niżnych zmarł baca Józef Pitoniak, uznawany za czarownika. Zaraz po pogrzebie rozpętała się ogromna burza. Przez 6 tygodni padał deszcz, a po wsi rozeszły się pogłoski, że z grobu Pitoniaka słychać jęki. Grupa mężczyzn zakradła się nocą na cmentarz. Wykopane zwłoki spalono na stosie aż z 24 kubików drewna - dla pewności, że ciało całkowicie zmieni się w popiół. Po spaleniu bacy deszcz przestał padać - o czym donosił korespondent Gazety Podhalańskiej. Za profanację zwłok sąd skazał 38 gazdów na kary do 30 dni aresztu i grzywny. Także w jednej z wsi koło Czarnego Dunajca w połowie XIX wieku po długich deszczach spalono zwłoki człowieka uważanego za czarownika. Osobną kategorię zmarłych tworzą topielce. Wychodzą one z wody i pokazują się ludziom, ale raczej nie mają wrogich zamiarów. Jedno z podań pienińskich opowiada, jak chłop obił kijem topielca, który lubił wygrzewać się na jego łące i ten się wyniósł z okolicy. Wiele źródeł opisuje zwyczaj chowania samobójców z dala od miejsc zamieszkanych, najlepiej na granicach miejscowości. Zdarzały się również na Podhalu cmentarze zwierzęce. Groby zwierząt znaleźli archeolodzy na bardzo starym cmentarzu w Maniowach. Tradycja wspomina, że osobny cmentarz dla zwierząt znajdował się pomiędzy Zębem a Bustrykiem i był używany jeszcze w XIX wieku. Podobnie stary jest zwyczaj wkładania zmarłym do ust monet na ostatnią drogę. Odkryli to archeolodzy w pochodzących sprzed setek lat grobach w Starych Maniowach. W jednym z grobów maniowskich znajdowała się żelazna kłódka, co można wiązać ze stosowanym w innych regionach zwyczajem chowania Żydów z kłódką - symbolem ostatecznego zamknięcia grobu. Zwyczaj wyposażania zmarłych na drogę najdłużej zachował formę zanoszenia na grób i zakopywania okruchów jadła. Krzysztof Strauchmann, Gazeta Podhalańska Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Szwager kompel od Re: 6666 IP: *.dip.t-dialin.net 04.10.03, 12:19 Pieklorz i baba Widzious pieklorza Jak gupi sie lacho Czerwono mo gymba Kej z babami klacho Jedna mo szwaja Z od cigi racickom Pieklorz kulawy Z rogami pod myckom Tyn dziobou na ziymia Sam prziszou nos kusic A my go kapnyli Niy dali se brusic Zrobiyli za bozna Z ogonym pieklorza Sie wetli o dusza A dali mu koza On cigi niy poznou Bo przeca som capi I dzisio mu ganba I gupio sie gapi I gupio sie kuko Pieronsko nerwuje A jak widzi ciga To bobkami suje Tak terozki wiycie Te co to czytocie Pieklorza juz zicher W beztydziyn poznocie Ach jeszcze zech jedne Sam zdanie zapomniou Dyc pieklorz sie dzisio O babach zas spomniou Tak wiycie Pierony Jak zrobic to mocie Dyc baba i koza We domu tysz mocie Tak dejcie mu baba A ostowcie se koza I zrobcie za bozna Gupiego pieklorza On kapnie to juzas Jak bydzie po ptokach A Wy ze kozy Niy spuszczejcie oka Bo koza ta ciga Co ogonym miele Sam na tyj cetli Ze babow sie smieje PS I godom Wom baby Coch szkryknou sam prowda Jak kero niy wierzy Niych kuknie do zodua Niych kuknie na cetla A chyci za fyjdra I szkryknie riposta Maszkytno ta "Hyjdla" Pyrsk ! Szwager od pieklorza Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ciupazka Re: 6666 IP: *.it-net.pl 04.10.03, 12:45 Tyś autorem, cy tak? Cosi mi sie widzi, ze ty bob ni mos w zocy Szwagerku... hehe. To twoja cie tak dozarła, he? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Szwager Re: 6666 IP: *.dip.t-dialin.net 04.10.03, 12:57 dyc jo to ino z cystyj zocy (tak to sie szkryflo?) poskuodou Odpowiedz Link Zgłoś
hanys_hans Re: 6666 04.10.03, 13:28 Na dutkowyj grobli Tan´cowali diobli Diobou porwou dioblica, Potargou jyj spódnica. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ciupazka Re: 6666 IP: *.it-net.pl 04.10.03, 15:33 A djoblica za nim, za nim, potargała gacie na nim!Hej! Odpowiedz Link Zgłoś
hanys_hans Re: 6666 01.12.03, 21:28 Uciekają ludzie, dziki Jastrząb jedzie Jedzie na swej kobylicy jak Lucyper na djoblicy Bez pole, bez pole. A kogo dobiegnie, tego batem śmignie Od pendziałku do soboty, goni ludzi do roboty, Suki syn, suki syn. Od rana do nocy mo nas w swojej mocy, Za robotę, do zapłaty, w lewo, w prawo wali batem, Jastrząb zbój, Jastrząb zbój. Pieniędzy nagrabi, w Berlinie się bawi, Jak ich przegro i przepije, to się wscieko, ludzi bije, Okrutnik, okrutnik. Trzeba skończyć z Panem, z tym czornym cugonem, Hej porwiymy się ludziska, biermy cepy i widliska Zatłuc go, zatłuc go. Odpowiedz Link Zgłoś
ciupazka Re: Jadymy! 25.11.04, 12:00 A to ino oni jadom! Teroz na Ukraine. www.calvin.edu/academic/cas/gpa/images/wand1/wand4.jpg Odpowiedz Link Zgłoś