Dodaj do ulubionych

RPP i pare prawd obiektywnych.

12.01.04, 06:31
Zapoznalem sie z kilkoma wypowiedziami na tym forum i wiem mniej wiecej jak
podaza mysl swiatlych polskich ekonomistow, wiec gwoli wyjatku zapoznam was z
kilkoma moimi myslami na ten temat. Oczywiscie, jak zwykle, bedzie to dlugie
i jak twierdzi Cesarok, "nachalne przekonywanie do swoich poglądów".-))

W kilku watkach na tym prywatnym forum scieraja sie koncepcje oceny takiego
zjawiska jak inflacja i ew. kierunki polityki monetarnej wraz z koncepcjami
podatkowymi.

To sa trudne zagadnienia. Mam jednak kilka propozycji dla Drogich Panow.
Przemyslmy to wspolnie:

Caly proces urynkowienia gospodarki to proces przeksztalcania cen trwajacy
niejednokrotnie cale dekady. W przypadku Polski, nie bedzie chyba odkryciem
stulecia jak powiem, ze trwa to nieprzerwanie od przynajmiej 1987 roku.
Proces ten bedzie trwal tak dlugo, jak dlugo ceny w Polsce nie zrownaja sie z
cenami ZA GRANICA. Takie urynkowienie jest po prostu ciaglym wzrostem cen.

Czym jest polityka monetarna?
Kazdy z nas wie, ze jest to sposob wplywania na gospodarke poprzez cene
pieniadza. Jest to wiec po prostu regulacja podazowa. Wiecej pieniadza -
mniej pieniadza. Wiecej kredytu - mniej kredytu. Wplywa to oczywiscie na kurs
wymiany, czyli na poziom wymiany handlowej z sasiadami.

Jezeli popatrzymy sie na polska gospodarke jako pewien uklad polaczony, w
ktorym urealnienie cen powoduje kolejne drobne podwyzki rozlozone w czasie,
to naturalnym kierunkiem oceny gospodarki STAJE SIE OBSERWACJA tego trendu i
dostosowanie polityki pienieznej do tego trendu.

Innymi slowy jesli udaloby sie ustalic z pewnym progiem dokladnosci JAKA JEST
CENA PRZEKSZTALCEN i URYNKOWIENIA GOSPODARKI, w tym srednioroczny wzrost cen,
to wtedy moglibysmy ocenic:

1) skutecznosc polityki monetarnej.
2) efektywny poziom stopy procentowej.

Po co nam to?

Zacznijmy od 1 przykladu:

Mamy firme transportowa i 10 konkurentow. Panstwo w wyniku urealnienia
gospodarczego potrzebuje coraz wiecej pieniedzy. Wiec podnosimy akcyze na
paliwo. Jest taka konkurencja, (gospodarka wolnorynkowa) ze NIKT ceny nie
podniesie. Lecz czesc z przedsiebiorstw zaczyna mniej zarabiac i bankrutuje.
Nie od razu lecz po roku. Liczba przedsiebiorstw spada do 7, spada popyt i
rowniez ogolnie popyt na te uslugi transportowe. Kolejne dwa przedsiebiorstwa
padaja i... pozostale przedsiebiorstwa dogaduja sie i podnosza cene. Zreszta
nawet jak sie NIE dogadaja to tez podniosa cene. MNIEJSZA ILOSC PODMIOTOW NA
RYNKU OZNACZA MNIEJSZA KONKURENCJIE I WIEKSZE PRAWDOPODOBIENSTWO WZROSTU CEN.

Wzrasta oczywiscie bezrobocie i nastepuje zawezenie rynku. Ale przeciez nie
jest powiedziane nigdzie, ze nie jest zachowana rownowaga rynkowa.
Skoro wzrasta cena produktu poprzez wzrost podatku akcyzowego, to popyt
konsumpcyjny maleje. Cena w takim przypadku rosnie, lecz po pewnym i
okreslonym czasie stabilizuje sie. Taka "inflacja" wiec NIE JEST czynnikiem
destruktywnym poniewaz WYGASA. Reasumujac to: podwyzka podatku jest
czynnikiem inflacyjnie PRZEMIJAJACYM.

Przyklad 2 gi:

Znany nam swietnie, bo juz o tym pisalem kilkakrotnie. Przypomne:

Ziolkowska na temat cen ropy i ew. konfliktu w Iraku:
"Utrzymujemy restrykcyjna polityke stop procentowych poniewaz wystepuje
ryzyko konfliktu w Iraku, co spowoduje wzrost ceny ropy naftowej i wzrost
inflacji." - cytat z pamieci, niescisly.

Przemyslmy to:

EWENTUALNY, lecz NIEPEWNY w przyszlosci czynnik polityczny powoduje
RZECZYWISTA i AKTUALNA decyzje RPP.

Wyobrazmy sobie popyt na paliwa na poziomie stalym. Podnosimy cene surowca.
Wzrasta proporcjonalnie cena podatku (procent prosty), nastepuje
zaangazowanie wiekszej ilosci gotowki z rynku. W zwiazku z tym i w zwiazku z
prawem Fishera spada popyt, spada ilosc transakcji i ulega spowolnieniu
dynamika PKB. (Podaz pieniadza ulega zmniejszeniu.) Prawda?

Decyzja o rownoczesnej PODWYZCE stop, lub tez utrzymanie stop na wysokim
poziomie jest kardynalnym bledem ekonomicznym. Ale... nie w Polsce, he he he.

FED obnizal stopy procentowe az do PONIZEJ inflacji PONIEWAZ WYSTEPOWALO
RYZYKO WZROSU CEN BRENT. "the risk of price rise is significant" - tak mowil
o tym wtedy Allan.

Na tym polega roznica pomiedzy polityka FED i innych "TZW." czynnikow
monetarnych, ze FED doskonale rozumie po co jest polityka monetarna, a RPP
ewidentnie nie. Popatrzmy teraz na polityke monetarna panstwa przez pryzmat
wladz AWS, UW, SLD. Polityka monetarna jest restrykcyjna w zasadzie CALY CZAS.

No dobra. Dalem tu 2 przyklady to teraz potrzebujemy przejsc do jakis
wnioskow.

Pierwszy przyklad pokazal nam, ze wzrost cen w warunkach wolnorynkowych ma
tendencje do wygasania. Dodatkowo na podstawie obserwacji praktycznych mozemy
dojsc do wniosku, ze TAKI wzrost cen destabilizuje rynek i powoduje
ograniczanie ilosci podmiotow w tym wzrost bezrobocia.

Ten przyklad podwaza SENS ograniczania podazy pieniedza na rynku.
Skoro "inflacja" wynika ze wzrostu admninistracyjnego akcyzy, to NASTEPUJACY
PO TYM impuls inflacyjny MUSI wystapic NIEZALEZNIE OD POLITYKI MONETARNEJ.

OGRANICZANIE MASY PIENIADZA NA RYNKU OPOZNIA WYSTAPIENIE IMPULSOW
INFLACYJNYCH. Mowiac prosciej, restrykcyjna polityka monetarna
powoduje "rozplaszczanie" reakcji cenowych na rynku i rozlozenie tej reakcji
na dlugi okres czasu. Lecz NIE LIKWIDUJE to samego impulsu.

Innymi slowy hamowanie wzrostu cen wynikajacych z urynkawiania gospodarczego
i otwartosci rynku na zewnatrz jest dzialaniem BEZSENSOWNYM bo NIESKUTECZNYM.
Tak wiec jest pewien wymierny wzrost cen, ktorego nie jestesmy w stanie
zatrzymac. Taki wzrost cen nie powinien wplywac na polityke monetarna
panstwa. To jest taka skladowa inflacji. Cos, czego NIE DA sie regulowac.
Czego dowodem jest oczywiscie dzialanie RPP i gospodarka w Polsce.

Jezeli nawet bedziemy sie starac ograniczac taki wzrost cen poprzez kontrole
ilosc gotowki na rynku poprzez stopy procentowe to gdzie jest granica tego
wzrostu, jezeli bedziemy rownoczesnie kosekwentnie podnosic podatki?
Skoro wzrasta cena produktu poprzez wzrost podatku, to popyt konsumpcyjny
maleje. Nalezy wtedy OBNIZYC stope procentowa aby zwiekszyc podaz pieniadza i
utrzymac obrot towarowy.

Celem polityki monetarnej powinno byc utrzymanie rownowagi rynkowej a nie
despotyczna walka ze wskaznikiem cen. Utrzymanie rownowagi rynkowej zas, to
nic innego jak przeczytanie podrecznika ekonomii i utrzymywanie takiej ilosci
gotowki, ktora pozwala na pewien okreslony poziom ilosci transakcji w
przedziale czasu. To jest jednak umowne. Trzeba obserwowac rynek.
Firmy. Oszczednosci ludnosci itp.

WSZELKIE ZJAWISKA, ktore wystapily w Polsce wskazuja, ze polityka monetarna
jest prowadzona w sposob skandaliczny z naruszeniem interesu panstwa i
obywateli w mysl konstytucji, ktora blednie identyfikuje podstawowe zadania
RPP.

Nie dyskutujmy o inflacji. Mowmy o obrocie gospodarczym, wymianie towarowej,
produkcji, zatrudnieniu, konkurencyjnosci cenowej, koszcie pracy i KURSIE
WYMIANY WALUTOWEJ.

Inflacja jest zjawiskiem 3-rzednym, poniewaz w gospodarkach dbajacych o
pieniadz zjawisko inflacji ogranicza sie jedynie do SAMOTLUMIACYCH sie
impulsow.

W gospodarkach, w ktorych dochodzi do dlugotrwalych kryzysow wystepuje
albo "dodruk" albo restrykcyjna polityka monetarna w polaczaniu z roznymi
pomyslami MF jak stabilizowanie kursu wymiany na sile. Wszystko to oznacza
wymierne straty podatnika.

No. To teraz krytykujcie mnie. Zgodnie z obserwacja Cesaroka, ze zadnych
argumentow nie przyjmuje. He he he.
Obserwuj wątek
    • emes-nju Re: RPP i pare prawd obiektywnych. 12.01.04, 10:44
      Duzo racji, ale nie wziales pod uwage, ze w NORMALNEJ gospodarce brudne paluchy
      waaadzy sa trzymane na dystans. u nas waaadza robi swoje - bez ogladania sie na
      warunki ekonomiczne. Niektorzy parlametarzysci (ministrowie tez!) z luboscia
      powtarzaja, ze jedyne co maja na uwadze to dobro ludu pracujacego miast i wsi,
      a na ekonomii sie nie znaja i troche sie jej nawet brzydza. Dzialanie RPP w
      duzej mierze zaleza wiec od nieprzewidywalnych dzialan waaadzy, a nie od
      warunkow ekonomicznych. Skoro dzialania naszych kochanych wybrancow sa
      nieprzewidywalne to trudno od RPP wymagac, zeby byla wrozka.

      Poza tym Twoj wywod troche mi Keynesizmem zalatuje - to troche przestarzala
      koncepcja. Rzucanie kasy na rynek nie jest pacaneum na kaca. Tym bardziej, ze
      pieniadze na naszym rynku sa wydawane na import konsumcyjny (powiekszajac
      deficyt obrotow z zagranica!), a nie na inwestycje. Bo inwestowanie jest
      ostatnimi czasy "troche" ryzykowne. Chocby z powodu niepewnosci co do
      polityczno-gospodarczych warunkow inwestowania (ciagle majstrowanie przy
      podatkach i parapodatkach, zmiany i komplikowanie przepisow, czy zwykla zla
      wola urzednikow - vide Kluska).
      • przycinek.usa Re: RPP i pare prawd obiektywnych. 12.01.04, 19:51
        Witam w gronie. To nie jest jedynie polski problem. Troche to jeszcze rozwine,
        bo przeciez nie po to wywalilem takiego posta aby teraz tak to zostawic.

        Fundamentalna cecha szkodliwej inflacji jest zatkanie mozliwosci produkcyjnych
        panstwa. To z taka inflacja powinnismy za wszelka cene walczyc.

        Zgadzacie sie?

        Jezeli mamy moce wytworcze wewnatrz gospodarki wykorzystane w 100% to popyt
        zaczyna ciagnac ceny w gore bez opamiatania i dochodzi do katastrofy.

        Obserwacja capacity pozwala identyfikowac zagrozenie.

        W przypadku zdolnosci wytworczych na poziomie 70-80% mamy sytuacje bezpieczna.

        Polityka monetarna powinna w zasadzie ograniczac sie do tych rzadkich momentow,
        kiedy mamy przegrzanie koniunktury i ceny strzelaja do gory pionowo.

        W pozostalych przypadkach wzrost cen POWINNO SIE ZOSTAWIC W SPOKOJU jako
        nieuchronny. Staralem sie wykazac powyzej, ze stopa procentowa jedynie zmienia
        czasokres takiego impulsu.

        Wraz ze wzrostem mocy wytworczych Panstwa SPADA POTENCJAL INFLACYJNY WALUTY.
        SPADEK MOCY WYTWORCZYCH POWODUJE WZROST POTENCJALU INFLACYJNEGO.



        • przycinek.usa "wzrost" PKB a inflacja w Eurolandzie. 12.01.04, 20:10
          Jak popatrzyc na niemcy, to od razu widac, ze zerowa dynamika wzrostu nie daje
          szans na jakas wieksza presje inflacyjna. Pomimo tego ceny rosna.

          Patrzymy dalej na euroland z punktu widzenia kursu euro i CENY DALEJ ROSNA.
          (przypominam, ze wzrost kursu waluty jest oddzialywaniem DEFLACYJNYM.)

          "Obserwyjemy" polityke monetarna ECB, "najpirw wim", a teraz kolejny "cloud",
          Trichet. Stopa wysoka, kurs euro w niebie z tendencja wzrostowa, a ....
          CENY DALEJ ROSNA!!!!

          Czy nie wystarcza wam to za dowod na nieskutecznosc polityki monetarnej w
          ksztalcie preferowanym przez osrodki europejskie?!

          Napisalem w pierwszym poscie po to, aby zasiac ziarno niepewnosci w waszych
          dotychczasowych pogladach. "Inflacja" wzrasta.... stopa procentowa ma isc w dol!

          OK?


          • emes-nju Re: "wzrost" PKB a inflacja w Eurolandzie. 13.01.04, 10:26
            Ok. Lubie jak najmniej ingerencji roznych instytucji w gospodarke - dlatego
            kurczowe trzymanie sie celu inflacyjnego uwazam za nie zawsze korzystne.

            Ale co zrobic z masa "latwego" pieniadza, ktory sluzy WYLACZNIE do finansowania
            zakupow za granica? I to w przewazajacej czesci konsupcyjnego - nie
            inwestysyjnego! W Polsce m. in. to wlasnie doprowadzilo do drastycznego
            podniesienia stop procentowych. Mysle, ze dzis obawa przed kolejnym wzrostem
            deficytu w handlu z zagranica (z duzym trudem hamowanego) "nie pozwala" na
            obnizanie stop.
            • deluc Re: Emes - nie obraz sie - 13.01.04, 12:04
              siedziales ty kiedys kolo jakiejs ksiazki z makroekonomii? To co piszesz nie
              trzyma sie kupy, gorzej to brzmi jak Bogus Grabowski-bis i temat "Dlaczego nie
              ma przeslanek do obnizek stop?" - "bo jest za cieplo, bo jest za zimno, bo
              bociany odlecialy, bo gile przylecialy...".
              Zacznij moze od znalezienia odpowiedzi na pytanie jakie sa relacje pomiedzy
              poszczegolnymi parametrami: bilans handlowy, deficyt budzetowy, stopy
              procentowe, stopa inflacji, kurs waluty - odpowiedzi szukaj nie we "Wprost"
              tylko ksiazkach - dzieki temu bedziesz uzywal bardziej "wyrafinowanych"
              argumentow na poparcie swoich tezsmile Nie pisz ze nie jestes ekonomista - Feezyk
              tez nim nie jest, ba spotkalem kiedys czlowieka po bodajze ASP - calkiem niezle
              sobie radzul w temacie - slowem wez sie za lekture.
              • emes-nju Re: Emes - nie obraz sie - 13.01.04, 12:54
                Nie obraze sie smile Mam nadzieje, ze czegos sie naucze smile

                Nie siedzialem kolo zadnego podrecznika makroekonomii - to co pisze to wynik
                obserwacji stanu faktycznego, a nie komentarz, ze tak powinno byc. Zwroc uwage
                na cudzyslowy.

                Zadaje tez pytanie co zrobic skoro "latwy" pieniadz powoduje wrost importu
                konsumcyjnego. Obawiam sie, ze na to pytanie nie ma dobrej odpowiedzi. Wiecej,
                nie ma chetnych do jej udzielenia (i poniesienia odpowiedzialnosci).
                • przycinek.usa Re: Emes - nie obraz sie - 13.01.04, 17:18
                  "Zadaje tez pytanie co zrobic skoro "latwy" pieniadz powoduje wrost importu
                  konsumcyjnego."

                  Alez Panowie! Nie ma czegos takiego jak latwy pieniadz! Pieniadz to pieniadz.

                  Przeciez kwestie rownowagi wymiany handlowej reguluje miedzy innymi kurs
                  wymiany. To juz pisalismy. 100 razy. Kurs wymiany zas nie jest adekwatny do
                  stopy inflacji. Mowiac prosciej, co z tego, ze inflacja w Polsce byla powiedzmy
                  10% rocznie, skoro dolary byly po, powiedzmy 4 zlote przez 4 lata.

                  W ciagu calego okresu przeksztalcen takie zjawiska wystepowaly obnizajac
                  konkurencyjnosc eksportu i podnoszac konkurencyjnosc importu.

                  Dodatkowo dochodzi fatalny wplyw ustawy o VAT na ten przeplyw.
                  Uwazam, (i jest to moja prywatna opinia) ze wprowadzenie VAT w 93 roku,
                  doprowadzilo do powstania horendalnego deficytu obrotow biezacych.

                  Popatrzmy. Gospodarka jest biedna. To znaczy, ze wystepuje ciagle mala ilosc
                  niezaleznych i malych firm, jest mala zdolnosc do kredytowania, malo funduszy
                  VC, ogolnie potencjal do tworzenia firm i produkcji jest niewielki.
                  (Zreszta przy wysokiej stopie % i relacji wymiany, branie kredytu zlotowego
                  jest szalenstwem, natomiast kredytow dewizowych NIE MA.)
                  I na taki grunt trafiaja produkty z przemytu, tansze o 20%!

                  To wlasnie zdzialal VAT.

                  Dodatkowo powracajac do pierwszego postu:

                  Napisalem tam powyzej, (sorry ze taka kobyla) ze kwestie kosztu przeksztalcen
                  sa najwazniejsze. Pomyslmy np. o czynszach. Wyobrazmy sobie, ze cena czynszu
                  musi wzrosnac ok. 10 krotnie w calym okresie dostosowania/przeksztalcenia.
                  Roznice mozna sobie po prostu zaobserwowac. No to biezemy okres np. 20 lat i
                  dzielimy ten wzrost "po rowno". Wychodzi... no wlasnie. Tu zaczynaja sie schody.

                  Bo inflacja to nie jest zjawisko liniowe. Gdybysmy potraktowali
                  ceny "dostosowania" liniowo, to wyszloby, ze z polityki RPP powinno sie obciac
                  np. 5% w skali roku, co roku.

                  Niestety, w okresie poczatkowym czyli popytu ogalacajacego polki, te stopy byly
                  bardzo wysokie. Moze sie okazac, ze te dostosowania byly wieksze w okresie
                  poczatkowym. Ja tego po prostu NIE WIEM i nie zamierzam sie nad tym
                  zastanawiac, bo nie mam ochoty na przegladanie danych.

                  To co zalatwilo polska gospodarke, to instrumentalne traktowanie inflacji.
                  Inflacja to jest ZJAWISKO. A nie jakas przyczyna czy tez czynnik gospodarczy.
                  To jest jak z cenami akcji i obligacji. Nie mozna podnosic stop procentowych,
                  poniewaz cena akcji wzrasta. Niestety uzasadnienia podwyzek stop procentowych
                  przez RPP sa wlasnie takie. "Podnosimy stope, bo bociany odlecialy." Tak jest.

                  I troche martwi mnie to, ze Emes ten poglad nazywa Keynsizmem, to jest niestety
                  pewne nieporozumienie. Ale to jest nieistotne. Zalezy mi aby poruszac w kolko
                  ten jakze wazny temat rownowagi rynkowej, wynikajacej z polityki monetarnej i
                  dotyczacy PRZEDE WSZYSTKIM kursu wymiany. Lecz to wszystko sie zazebia. Jedno z
                  drugiego wynika. Dopisujcie sie ludzie, bo to jest wazne! Caly wasz obecny byt
                  od tego zalezy. Popatrzcie na Europe. Wyobrazcie sobie kurs dolca do euro na
                  1.7 i pomyslcie, ze za 6 miesiecy eksport do USA PRZESTANIE ISTNIEC!!!!!!
                  Przeciez wlasnie o to tym sk. chodzi. O zalatwienie gospodarcze Unii.

                  Po tym moze dojsc do kolosalnych peturbacji. Moga na przyklad zostac
                  wprowadzone cla na produkty USA. Pomyslcie co sie moze stac.
                  To sie moze np. skonczyc DEFLACJA w Europie. Wyobrazcie sobie np. tani import
                  elektroniki, czesci, samochodow, to sie moze od nowa zaczac.

                  UWAGA. Nie zapominajcie o jednym. Gospodarka EU jest duza, bogata, dosyc
                  stabilna i CENY MAJA GDZIE SPADAC. Innymi slowy potencjal deflacyjny jest DUZY.
                  Odwrotnie jak w Polsce, gdzie nawet w calym okresie niskiej stopy procentowej i
                  wysokiego bezrobocia potencjal deflacyjny byl niewielki.
                  Przypominam: potencjal deflacyjny jest tym wiekszy im wiecej podmiotow na rynku.

                  Czy wyobrazacie sobie jak spadlyby ceny w unii GDYBY zatrudnienie bylo takie
                  jak w Polsce? Co?
                  • przycinek.usa Re: Emes - nie obraz sie - 13.01.04, 17:25
                    Acha i zapomnialem dopisac odnosnie tego wzrostu cen wynikajacego z
                    dostosowania do cen otoczenia, ze GDYBY polityka RPP miala taka koncepcje i
                    stopa bylaby nizsza, to wtedy ceny poszly by w gore szybciej i dostosowanie
                    zakonczyloby sie wczesniej. (Impuls inflacyjny wygaslby wczesniej)
                    Powiedzmy w 10 lat.

                    Od tego czasu mielibyscie STABILNE ceny. Inflacje na poziomie powiedzmy 2% i
                    niskie stopy, male bezrobocie, utrzymany potencjal produkcyjny itp. Same zalety.
                    I nikt nie musialby sie zastanawiac dlaczego jest taki kryzys przy wzroscie PKB.
                    • emes-nju Re: Emes - nie obraz sie - 14.01.04, 14:50
                      Mysle, ze gospodarka jest na tyle skomplikowana, ze "chwila nieuwagi" i juz sa
                      klopoty.

                      Nikt, na dobra sprawe, nie transformowal gospodarki komunistycznej na
                      kapitalistyczna. Stad biora sie wszelkie bledy - brak doswiadczen, na ktorych
                      mozna sie oprzec. Wydaje mi sie ponadto, ze bledow ekonomicznych bylo ZNACZNIE
                      mniej niz tych politycznych - bolesnie odbijajacych sie na gospodarce (ile
                      dobrych projektow poleglo bo nie bylo woli politycznej do ich przeforsowania?).
                      Bledow powodujacych np. to, ze Polska jest teraz chora hybryda komunistycznych
                      zakladow pracy (a w zasadzie zakladow pracy chronionej dla kolesiow ze zwiazkow
                      zawodowych), kolesiowskich geszeftow i tlamszonej prywatnej przedsiebiorczosci,
                      ktora musi na to wszystko zarobic.

                      Niestety nie bardzo moge podejmowac dyskusji na tematy makroekonomiczne bo to
                      nie moja dzialka - pisalem o tym.

                      pzdr
                      • przycinek.usa Re: Emes - nie obraz sie - 14.01.04, 18:09
                        "Wydaje mi sie ponadto, ze bledow ekonomicznych bylo ZNACZNIE mniej niz tych
                        politycznych - bolesnie odbijajacych sie na gospodarce"

                        Nie zgadzam sie. Bledow ekonomicznych bylo kilka ale za to strasznych.
                        Dzieki tym bledom macie najwieksze bezrobocie w rejonie, najnizszy wskaznik
                        zatrudnienia i praktycznie zupelnie zniszczony przemysl. Najgorsze jest to, ze
                        ANI elity, ani politycy nizszych szczebli nie maja pojecia jak ten temat
                        ugrysc, choc jest to tak proste. Spoleczenstwo tego nie rozumie, choc od kilku
                        lat czytam, ze "Balcerowich musi odejsc". I paradoksalnie zgadzam sie z tym w
                        100%. Brak klasy sredniej wynika ze sposobu dystrybucji dobr w panstwie.
                        Czyli wprost wynika z tych bledow.

                        Jedyne co macie to macie oligarchie finansowa, ktora najpewniej straci duzo
                        pieniedzy na ew. przyszlym kryzysie walutowym.

                        Problem w tym, ze istotnie zgodnie z teoriami roznych takich zwacych sie
                        specjalistami, wynika, ze jest teraz dobra platforma do wzrostu.
                        Niestety taki wzrost nie moze sie odbywac WBREW trendowi w swiecie.

                        Poniewaz jak pisalem gdzies wyzej, nastepuje przenikanie sie gospodarcze panstw
                        i taka sytuacja jest niekorzystna. Konkurencja zagraniczna w pewnym momencie
                        nie pozwoli na ekspansje wewnatrzrynkowa, jezeli na zachodzie zacznie sie
                        kryzys.



                        REASUMUJAC:

                        Zdrowy rozum ekonomiczny daje rade: NIE INGEROWAC monetarnie, lub ingerowac JAK
                        NAJMNIEJ. Polityke monetarna opierac na dwoch krotkich zasadach.

                        1) Obserwowac capacity i trzymac stope nisko jezeli tylko capacity nie jest
                        wykorzystane w wiecej jak 90%. Reagowac ostro i natychmiast w przypadku
                        przegrzewania sie gospodarki ale jedynie wtedy. Nie kierowac sie inflacja w
                        pierwszym miejscu.

                        2) Obserwowac kurs wymiany w handlu z zagranica i utrzymywac taka stope, ktora
                        pozwala na podazanie kursu waluty wewnetrznej zgodnie z inflacja i UTRZYMYWAC
                        konkurencyjnosc eksportu.

                        Rownoczesnie NIE WOLNO doprowadzac do spadku konkurencyjnosci prowadzenia
                        biznesu w Polsce w stosuku do sasiadow, bo kryzys nie skocnczy wam sie NIGDY.

                        Czyli innymi slowy OBNIZYC VAT, podatki, akcyzy na paliwa, zmniejszac koszty
                        obslugi taboru transportowego poprzez preferencje na czesci zamienne (zniesc na
                        to clo i VAT)

                        Po czyms takim w 5 lat bezrobocie bedzie NAJNIZSZE w rejonie.
                        I nie ma co o tym wiecej myslec.

                        Pa pa.
                        • emes-nju Hmmmmm... 15.01.04, 10:31
                          ...ale co powiesz na, ewidentnie polityczne, decyzje konserwujace nikomu
                          niepotrzebne panstwowe molochy. Szybkie rozwiazanie sprawy spowodowaloby na
                          pewno wzrost bezrobocia, ale pozniej gospodarka nie przygniatana poteznymi
                          obciazeniami (jakby nie patrzec mamy jedne z najwyzszych realnych podatkow w
                          cywilizowanym swiecie) mialaby szanse wchlonac ludzi, ktorzy stracili prace.
                          Teraz za to mamy bezrobocie rzedu 20% (a moze wiecej), ledwie zipiacy (ale za
                          to niesamowicie kosztowny) panstwowy przemysl i wycisniete do cna male i
                          srednie firmy - te, ktore sa w stanie dac prace duzej ilosci ludzi.

                          Do tego deficyt budzetowy rosnie (m. in.) na utrzymanie poprawnych politycznie
                          fabryk niczego. Finansowanie deficytu odsysa kase z rynku wiec chetni do
                          rozwoju na kredyt nie maja czego szukac w bankach bo ZAWSZE pierwszy w kolejce
                          jest minister finansow.

                          Przedsiebiorcow znacznie mniej wali VAT jako taki, niz to jak skonstruowana
                          jest ustawa o VAT. Pomijam, ze ustawa o VAT nowelizowana jest srednio 8 razy w
                          roku (kiedy mam sie z nia zapoznawac, kiedy maja robic to urzednicy - burdel
                          jest taki, ze...), wystarczy ja poczytac i zrozumiesz, ze jest skonstruowana
                          tak, ze KAZDY moze polec w konfrontacji z urzednikiem.
                          • przycinek.usa Caly ten mechanizm VAT. 15.01.04, 19:08
                            "Przedsiebiorcow znacznie mniej wali VAT jako taki"

                            VAT to okolo 22% WARTOSCI OBROTU W HANDLU.
                            Innymi slowy jest to o 22% mniej pieniedzy na konsumpcje.
                            Zgodnie z teoriami DarrDarka (wszyscy wiecie o kogo chodzi, to naprawde madry
                            gosc) nie ma to znaczenia, bo to sa wydatki z drugiej strony budzetu.

                            Ja sie z tym nie zgadzam.

                            VAT angazuje olbrzymia ilosc pieniedzy z rynku. Te pieniadze NIE PODLEGAJA
                            dystrybucji w sposob prosty. (zabrac biednym - dac bogatym) Jest na to rownanie
                            w teori monetarnej. Ma juz ponad 100 lat i jest sluszne do dzis.
                            Juz wielokrotnie probowalem zainteresowac kolegow tutaj starymi teoriami.
                            Bez skutku.

                            Z calosciowego punktu widzenia VAT to podatek dramatyczny. Ma olbrzymi wplyw na
                            obrot ekonomiczny w Panstwie.

                            Dla przykladu, u mnie placi sie sales TAX. Wynosi on OKOLO 8%. Zeby nie bylo
                            watpliwosci, okolo, poniewaz waha sie to od 7.75%-8.25 w zaleznosci od gminy,
                            sa inne stany gdzie wynosi 4.5% do 6.25% oraz inne gdzie nie ma takiego w ogole.
                            Sales tax raczej nie dotyczy zakupow w internecie.

                            Sales tax placi DETALISTA. Hurtowni nie obchodzi to w ogole. Nikogo to nie
                            interesuje jaki ktos ma placic sales tax. Na fakturze hurtowej NIE MA taxu.

                            JAK KTOS NIE MA PIENIEDZY I OSZCZEDZA to zgodnie z prawem NIE ZAPLACI SALES TAX
                            kupujac w innym stanie. Zarobi przedsiebiorstwo transportowe a zaoszczedzone
                            pieniadze klient moze sobie wydac gdzie indziej.

                            Ostatnie sprawa: zywnosc nie podlego takiemu podatkowi.
                            Sales Tax na jedzenie =0% WSZEDZIE.

                            Wniosek:

                            W Polsce VAT to dodatkowy podatek. Poniewaz 95% spoleczenstwa wydaje WSZYSTKIE
                            ZAROBIONE PIENIADZE, wiec jest to dodatkowy obok dochodowego podatek.
                            Czyli jak ktos placi podatku 35% z ZUSEM, to w sumie placi jakies 55% w
                            porownaniu do osoby w USA, ktora moze NIE ZAPLACIC NIC. (sorry za uproszczenie)


                            Jednakze dokladne wyliczenia przedstawiane przez UPR wskazuja na znacznie
                            wyzszy podatek w lacznych dochodach ludzi. Wynosi on o ile pamietam ponad 84%.
                            Jak macie jakies aktualne dane to wpiszcie.

                            Dodatkowo wystepuje taka sytuacja, ze VAT placi ten, co konsumuje.
                            Ludzie biedni NIE MAJA WYSTARCZAJACO duzo pieniedzy aby zrealizowac swoj popyt.
                            Dlatego placa najwiecej podatku lacznie. Ludzie bogaci niczego na ogol juz nie
                            potrzebuja i placa malo podatku.

                            W zwiazku z tym VAT doklada sie do podatku ludzi malo zamoznych NAJBARDZIEJ.

                            Innymi slowy SLD mowi o progresji podatku w zaleznosci od dochodow a mechanizm
                            VAT odwraca to do gory nogami. Biedni nie moga sie bogacic, a bogaci odkladaja
                            kase na konta. Banki pozyczaja budzetowi i kasy na rynku NIE MA. Proste?

                            Jak ma sie to panstwo rozwiajac?

                            • emes-nju Re: Caly ten mechanizm VAT. 16.01.04, 11:09
                              Calkowicie sie zgadzam, ze VAT (szczegolnie w takiej wysokosci) hamuje rozwoj.
                              Do tego najbardziej bije po tylkach najubozszych! Absolutnie nie zamierzam z
                              tym dyskutowac.

                              Napisalem jednak, ze sam VAT jest dla przedsiebiorcy mniej bolesny niz
                              niesamowicie restrykcyjne reguly wymyslowne w ceu jego sciagniecia (kazdy jest
                              przestepca). Tylko tyle i az tyle. Zyje w Polsce i jestem platnikiem VAT.
                              Raczej trudno mi bedzie placic podatki w systemie amerykanskim wiec skupiam sie
                              na tym, zeby to obciazenie bolalo mnie wylacznie finansowo, a nie rozwalilo mi
                              firme bo jakis przepis tak kaze. Pisalem o tym na forum kilka razy, ale chyba
                              nie czytales - moja firma kilka lat temu prawie sie przekrecila bo w wyniku
                              zwyklej literowki w deklaracji NADPLACILEM VAT!!! W swietle obowiazujacych
                              akurat wtedy przepisow (ustawa obowiazywala tylko pol roku!!!) przepadl mi caly
                              VAT, ktory w tym miesiacu sobie odpisalem (za uchybienie w deklaracji - i
                              nikogo nie interesowalo czy popelnilem blad, czy oszukalem, czy niedoplacilem,
                              czy nadplacilem). A bylo tego DUZO - akurat wzialem leasing na bardzo droga
                              maszyne. Mi skarbowka po po roku oddala pieniadze bo sie z nimi boksowalem (ja
                              mowilem, ze korekta zostala wniesiona w ustawowym terminie, a oni, ze nie - w
                              koncu uznali moje racje - wyjatkowy sukces!), a ilu firmom bezpowrotnie zabrano
                              w ten sposob pieniadze? Albo zbankrutowano? A ja zakonczylem rok na zero bo
                              zabrano mi wszystkie obrotowe pieniadze (i jeszcze troche...) wiec nie mialem
                              za co produkowac. A kredytow w tym kraju nie ma...

                              Podatek VAT zostal wprowadzony bo nie da sie wyciagnac odpowiedniej ilosci kasy
                              z podatku PIT. A potrzeby budzetu sa ogromne! Wyobrazasz sobie podniesienie PIT
                              o tyle, zeby zrekompensowac zniesienie wplywow z VAT (to prawie 2/3 wplywow
                              podatkowych!). Przeciez bylaby rewolucja! I jak zwykle do ekonomii pcha sie
                              polityka sad((
                              • pepe49 Re: Caly ten mechanizm VAT. 16.01.04, 23:09
                                Podłączam się w tym momencie, bo przeczytałem "podwątek" do tej pory i muszę już
                                uciekać.
                                Z czym:
                                przecinek ma rację. Nie dłubać w ogóle, albo wyłącznie w sytuacjach dramatycznych.
                                Ten mechanizm działania Rezerwy Federalnej (Fed) do wielkiego kryzysu
                                (sprawdzający sie) opisał dość dobrze Friedman w Wolnym Wyborze. Również
                                odpowidzialność Fed za kryzys.
                                Słaboscia tego podejścia jest uchylenie furtki na mozliwość reagowania. Jak Fed
                                spowodował przedłużenie i pogłębienie wielkiego kryzysu o tym też tam jest.
                                Decyzje polityczne maja wpływ fatalny. Pan Roosvelt narozrabiał, jego wina.
                                Ale polityka będzie zawsze.
                                Zbyt duża jest tu również zależność systemu od rozsądku pojedyńczych osób. P.
                                Grynszpan w Fed, p. Balcerowicz w RPP, byc może może być. Ale to za duża siła w
                                ręku jednego człowieka, siła dana przez państwo, nie przez jakakolwiek firmę. 20
                                dobrych decyzji, to dobrze.
                                Jedna pomyłka i leżą wszyscy.

                                Czyli: nie wolno ingerowac!

                                Uwagi o tym, że VAT uderza najpierw i najsilniej w biedotę prawdziwe.

                                O sales tax pisał p. Fijor w NCz duży tekst, wydanie papierowe. Właśnie tak jak ,.

                                Skarbówka. Pojedynek ze skarbówką. Deptanie tuzina żmij.

                                Pamietacie, dlaczego p. Soros lubił lub nie niektórych krajów? Lubił te, których
                                rządy broniły stałego kursu swojej waluty - wydając pieniądze swoich poddanych.
                                UK, Malezji. Znienawidził Rosji.
                                • pepe49 Re: Caly ten mechanizm VAT. 16.01.04, 23:16
                                  O kursach usd do euro do zł w odniesieniu politycznym nic nie wiadomo. "Kto
                                  zyskuje.." USA.
                                  Powtórzę: nie jest ważne jak ingerować ma państwo (czy bank państwowy). Ważne
                                  jest czy w ogóle.
                                  Mając możliwość zawsze ja kiedys użyje źle. Jedno złe użycie da gospodarce
                                  większe straty niz lata dobrej pracy.
                                  To jest za duzy gracz.
                                  • robisc Re: Caly ten mechanizm VAT. 18.01.04, 12:19
                                    Państwo zawsze bedzie ingerowało w gospodarkę. Liberalizm gospodarczy w
                                    czystej postaci jest równie oderwany od rzczywistości jak komunizm. Natomiast
                                    pozostaje kwestią dyskusji ile tej ingerencji państwa ma być. I tu się z Toba
                                    zgodzę: im mniej tym lepiej.
                                    • pepe49 polityka 18.01.04, 13:18
                                      Tak jak uważam, że racje ma pan Macierewicz, kiedy wojuje o utworzenie monopolu
                                      Polski Cukier, bo wyborem jest tylko monopol niemiecki, tak uważam, że skrajną
                                      głupotą byłoby rezygnować z usuwania państwa z gospodarki.
                                      Czy wymaga to wyłącznie szlachetnych ludzi od pp Kaczyńskich, którzy nie wezma
                                      łapówki od Sudzucker'a?
                                      Czy należy sie ograniczyc do zmiany prawa najpierw.
                                      To przywołuje pytanie jak UPR lub podobnie myslący ludzie maja osiągnąc
                                      wiekszość w Sejmie.
                                      W sytuacji, gdy z powodu debaty o UE cała liberalna opozycja jest radykalnie
                                      podzielona, jak to zrobic?

                                      Zaczął przecinek dyskusję o inflacji, skończyło na polityce.

                                      Jeżeli uznamy jakieś racje, mamy szukać sposobu wcielenia ich w życie.
                                      • robisc Re: polityka 18.01.04, 16:06
                                        Masz rację - dobre prawo do podstawa, a później jego egzekucja. Teraz wszysko
                                        jest robione na opak: tworzy się złe prawo (przykłady można mnozyć) a
                                        sądownictwo osiagnęlo już chyba dno swojej niewydolności. Czy jest sznasa na
                                        poprawę? No cóż, przede wszsykim zawsze może być gorzej.
    • robisc Re: RPP i pare prawd obiektywnych. 13.01.04, 23:57
      Cześć,

      No dobra, potrzebowałem czasu, żeby przetrawić , to co napisałeś. W sumie Twój
      post nadaje się na dyskusję akademicką. Nie jestem specem od teorii ekonomii,
      a moje obserwacje wynikają z praktyki.

      Zgadzam się, że w Polsce sztucznie ograniczono podaż pieniądza, dużo poniżej
      zapotrzebowania gospodarki. Stało się to głównie za sprawą niskiej dostępności
      kredytów. To z kolei zahamowało inwestycje i popyt wewnętrzny. Z drugiej
      strony wysokie realne stopy procentowe wywindowały kurs złotówki, przyczyniły
      się do powstania gigantycznego deficytu handlowego i zalewu rynku przez dobra
      importowane, które jako tańsze zaczęły wypierać produkty wytawrzane w kraju.
      Jednocześnie, na skutek zmniejszających sie dochodów budżetowych wynikających
      z zahamowania tempa wzrostu gospodarczego, rósł fiskalizm państwa, co jak
      słusznie zauważyłeś, przzekładało sie na wzrost cen towarów.

      Mamy więc wyraźną zależność pzryczynowo-skutkową: na początku mamy dwucyfrową
      inflację, więc RPP podnosi stopy procentowe, aby ograniczyć podaż pieniądza i
      czyni to skutecznie. Ubocznym efektem tej polityki jest jednak stagnacja
      gospodarki (a w każdym razie polityka monetrarna znacząco przyczyniła sie
      obniżenia wzrostu PKB). Państwo podnosi podatki, wzrastają więc ceny, RPP
      trzyma stopy wysoko. Podaż pieniądza i inflacja zaczynają gwałtownie spadać,
      co zmusza RPP do całej serii obniżek stóp procentowych, aż do obecnego
      poziomu. Nieatrakcyje już zbytnio dla zagranicznych inwestorów oprocentowanie
      polskich obligacji, wraz z rosnącą nierónowagą finansów publicznych doprowadza
      do głębokiej deprecjacji złotówki. I co sie dzieje? Gwałatownie maleje deficyt
      handlowy, rośnie eksport, produkcja krajowa a więc i PKB. Ale nie inflacja.
      Ceny nie rosną, bo popyt wewnętrzny został tak zduszony,że jeszcze długo nie
      wystąpi presja inflacyjna. Podkreśłam, że w sektorze prywatnym płace wciąż
      maleją, a bezrobocie rośnie.

      Oznacza to,że gdzieś w którymś momencie zrobiono błąd. Zachwiano równowagę
      rynkową. Jak można mówic, że RPP osiągnęła sukces, kiedy przez kolejne lata
      seriami przestrzeliwała własny cel inflacyjny. Ostatecznie zbiła inflację do
      poziomu takiego, że zaczęto w pewnym momencie mówić o groźbie deflacji. I
      pewnie faktycznie mielibyśmy z tym zjawiskiem do czynienia, gdyby nie napięta
      sytuacja w finansach publicznych, co stanowi temat na osobną tyradę. Prosze
      jednak zauważyć,że obecne wzrosty cen podstawowych artykułów wynikają przede
      wszsytkim z galopującego fiskalizmu państwa. Czyli mają charakter jedorazowych
      podwyżek, a nie tendencji wynikjacych ze zmiany popytu wewnętrznego.

      Obecnie jedynym racjonalnym argumentem przemawiającym za utrzymaniem wysokich
      realnych stóp procentowych jest sytuacja budżetu państwa i konieczność
      finansowania wyskoiego deficytu. Po prostu, przy niższych stopach nikt nie
      będzie chciał kupować polskich papierów i tak naprwdę to będzie głównym
      czynnikiem, który weźmie pod uwagę nowa upolityczniona RPP. Dlatego, moim
      zdaniem, wysokich obniżek stóp proc. raczej nie należy się spodziewać.
      • przycinek.usa co komu kto zrobil 15.01.04, 19:30
        W sumie to dlugo zastanawialem sie co mam tu dopisac. W zasadzie to ja dalej
        nie wiem.

        Jednak jedno jest pewne. Jest zagrozenie. Wielopoziomowe.
        Ekonomiczno-polityczne.

        Zagrozenie wynika zarowno z perturbacji na rynkach walutowych i rynku metali
        szlachetnych, powstania duzego i bezwladnego tworu monetarnego w bezposrednim
        sasiedztwie, wejscia do tego tworu, ryzyko politycznej destabilizacji,
        ryzyko nadmiernego zadluzenia i kryzysu, ryzyko utrzymywania restrykcyjnej
        polityki RPP i...

        CO MACIE ZAMIAR Z TYM ZROBIC? Bo to tez jest ryzyko. Ryzyko NIEODPOWIEDNIEJ
        reakcji wyborcow.

        Skoro macie taka sytuacja, macie tylu ekonomistow, tyle czasu antenowego,
        wlasny jezyk, ktory wszyscy rozumiecie, to dlaczego na milosc boska Robert
        piszesz, ze cytuje "Oznacza to,że gdzieś w którymś momencie zrobiono błąd."

        Kto zrobil blad? Powiedz mi. Bo zakladam, ze jako specjalista masz jakas
        koncepcje.

        Ja mowie wyraznie. Jest wadliwa konstytucja, RPP dziala na niekorzysc panstwa,
        dostosowanie rynkowe do unii splodzilo VAT i przepisy niszczace gospodarke, a
        TY piszesz, ze ktos zrobil blad!!!

        Przynajmiej ja staram sie to uzasadnic. Nie boje sie swojego zdania, poniewaz
        mam przekonanie, ze mam w tym racje.

        Jednak poniewaz nie jest to moj kraj i poniewaz Cesarok napisal mi, ze w sposob
        nachalny narzucam swooje zdanie, wiec nie bede dalej posuwal sie w swoich
        wnioskach. To co tu napisalem to i tak wystarczy.

        Myslalem, ze przynajmiej podejmiecie dyskusje.
        Nie ma sie co wstydzic wypowiedzi. Kazdy jest specjalista w jakiejs waskiej
        dziedzinie. Sa informatycy, analitycy, ekonomisci itp.

        Jednakze jako CALOSC stanowicie o swojej przyszlosci i bedac raz na czas
        zmuszeni glosowac, to powinniscie przynajmiej wiedziec co tu jest grane.
        • robisc Re: co komu kto zrobil 16.01.04, 00:18
          Już napisałem, ze nie jestem orłem z makroekonomii, więc moje powyższe
          przemyślenia mogą być obarczone błędem. Obstaję jednak przy swoim zdaniu, że
          bład popełniła RPP zbyt długo utrzymując restrykcyją polityke monetarną. I tu
          się chyba zgadzamy. Inną kwestią jest jaką wagę na zastój gospodarczy miały
          decyzje RPP a jaki błędy kolejnych rządów. To już temat na szerszą debatę.
          • przycinek.usa Re: co komu kto zrobil 16.01.04, 00:20
            Masz absolutnie racje.
      • robisc Re: RPP i pare prawd obiektywnych. 16.01.04, 22:38
        Wyzej napisałem:

        "Prosze jednak zauważyć,że obecne wzrosty cen podstawowych artykułów wynikają
        przede wszsytkim z galopującego fiskalizmu państwa. Czyli mają charakter
        jedorazowych podwyżek, a nie tendencji wynikjacych ze zmiany popytu
        wewnętrznego."

        A tu potwierdzenie:

        Rosną ceny producentów

        Wzrost cen producentów wyniósł w grudniu średnio 3,8% w ujęciu rocznym,
        szacują analitycy ankietowani przez agencję ISB. Głównym powodem ich wzrostu
        nie jest jednak coraz większy popyt, ale słabnący złoty.

        Już w listopadzie ceny producentów odnotowały wyraźny wzrost, nieco wyższy od
        oczekiwań. Ceny produkcji sprzedanej przemysłu wzrosły wtedy o 0,4% w ujęciu
        miesięcznym i o 3,7% w porównaniu do listopada 2002 roku.

        „Mamy do czynienia z ciekawą sytuacją, kiedy to ceny producentów zdecydowanie
        szybciej i bardziej reagują na osłabienie waluty. I to jest naturalne.
        Natomiast bariera popytowa jest wciąż na tyle silna, żeby zapobiec wpływowi na
        inflację” – powiedział Marcin Mróz, ekonomista Societe-Generale.

        Można się też spodziewać dalszego wzrostu cen PPI. Złoty pozostaje słaby,
        wręcz traci wciąż na wartości. Przekłada się to m.in. na ceny surowców
        zakupywanych za waluty. Dodatkowo polska gospodarka odnotowuje systematyczna
        poprawę i wzrost.

        „Możliwy jest dalszy wzrost PPI z powodu wzrostu kursów walut” – powiedział
        Mateusz Szczurek, ekonomista ING Banku Śląskiego.

        Analitycy nie obawiają się jednak, że szybki wzrost cen producentów oznaczać
        będzie w najbliższym czasie znaczną presję inflacyjną.

        "Oczywiście, przełożenie na ceny konsumpcyjne będzie, prawdopodobnie już w
        pierwszym kwartale, ale nie będzie ono znaczące" – powiedział Mróz.

        Podobnego zdania jest ekonomista ING Banku Śląskiego.

        „PPI nie powinno przełożyć się na inflację. To wzrost cen żywności i cen
        urzędowych będzie napędzał inflację” – podsumował Szczurek.

        Główny Urząd Statystyczny (GUS) opublikuje dane o cenach producentów w grudniu
        2003 we wtorek 20 stycznia.

        www.money.pl/gospodarka/inflacjabezrobocie/wiadomosci/20040116/55487/
    • heimer Re: RPP i pare prawd obiektywnych. 14.01.04, 19:12
      przycinek.usa napisał:


      > Proces ten bedzie trwal tak dlugo, jak dlugo ceny w Polsce nie zrownaja sie z
      > cenami ZA GRANICA. Takie urynkowienie jest po prostu ciaglym wzrostem cen.

      Ceny w Polsce wcale nie musza sie wyrownywac z tymi z zagranicy.
      W UE ceny w Niemczech sa inne niz Dani czy we Wlodzech.
      Wiecej nawet w samych Niemczech roznia troche od landu do landu.
      • przycinek.usa Re: RPP i pare prawd obiektywnych. 14.01.04, 21:08
        Kwestia pewnego dyskusyjnego poziomu zblizenia.
        Ceny ulegaja fluktuacjom nawet wewnatrz samej gospodarki.

        Jednak cala dyskusja sprowadza sie do zmian cen wynikajacych z urynkawiania.
        Wiec mamy tutaj powolne czolganie sie czynszow, energii, wody, oplat skarbowych
        ITP. Towary z importu po prostu najszybciej podrozaly.
        Zreszta mysl polega na czym innym. Nie kazda inflacja jest warta interwewncji
        monetarnej.
    • przycinek.usa CYTATY i MYSLI 15.01.04, 21:09
      Postanowilem wkleic wam dla informacji kilka cytatow z Gospodarki.
      Po prostu po to, aby nie lamac sobie jezyka. Najlepiej wyjasni to Maciej,
      (chcialbym miec taka latwosc w formulowaniu mysli):

      "INFLACJA WYSTEPUJE WTEDY,GDY JEST BRAK SILY ROBOCZEJ I PRESJA NA PLACE.
      JESLI WZROST GOSPODARCZY NASTEPUJE Z POWODU WZROSTU WYDAJNOSCI PRACY,TO GROZBA
      INFLACJI JEST ZNIKOMA.
      GDY BEZROBOCIE SPADNIE PONIZEJ 5% TO ZACZNIE SIE INFLACJA,BO TRZEBA BEDZIE
      NIEUDACZNIKOW DO ROBOTY TEZ BRAC."

      (Maciej uproscil sprawy do opisu inflacji galopujacej, czyli tej, ktora obecnie
      ani w Europie ani w POLSCE NIE WYSTEPUJE)
      • przycinek.usa Fisher. neoklasycyzm. 15.01.04, 21:30
        Jest jednym z moich idoli wraz z Marxem. (dla scislosci: Marx za inne teorie)
        Fisher Irving i jego tzw. równanie wymiany. Zapoznajcie sie. Najlepiej w
        orginale. Najistotniejsza sprawa to to rownanie i jego opis matematyczny.
        Fenomenalne.

        W Polsce to chyba nigdy o nim nie slyszalem. Wstyd sie przyznac, lecz na mojej
        uczelni jakos zajecia ominely tego pana. (Choc uczeszczalem grzecznie na
        wszystkie lekcje.)

        RPP powinna zajac sie tym panem zamiast omawiac zagadnienia zaleglych
        wynagrodzen.
        • przycinek.usa sciaga z inflacji 15.01.04, 21:38
          Znalazlem taki link:

          www.geocities.com/WallStreet/3037/inflacja.html
          W sumie mozna to potraktowac jako pewny wstep do rozwazan.
          Nie traktujcie jednak tych informacji bardzo scisle. To sa definicje skrocone.

          Mnie chodzi o to aby moi kochani dyskutanci zadali sobie trud zastanowienie sie
          nad tym jakiego rodzaju inflacja jest w RP i jaki opis odpowiada polityce
          monetarnej RPP. I oczywiscie powiazanie tego z tematem powyzej.

          Potem mozemy troche nad tym podyskutowac. Jak kto chce - bo narazie widze, ze
          nie macie ochoty.
          • przycinek.usa spirala kosztow 15.01.04, 22:26
            Mysle, ze ustalilismy juz powyzej, ze "inflacja" w Polsce to typowa inflacja
            kosztowa, zas polityka monetarna jako jedyne omawiane narzedzie "walki" z taka
            inflacja jest calkowicie nieskuteczna.

            Krotko jeszcze raz: Wysokie stopy generuja okreslone koszty, te wplywaja na
            obciazenie finansow publicznych, te z kolei cierpia na brak finansowania
            wynikajacy ze spowalniania gospodarki w wyniku takiej polityki monetarnej i ...
            podnosza podatki. To generuje nowe koszty i wzmacnia "inflacje".

            Wniosek: Podnoszenie stop utrzymuje te "inflacje" i ogranicza dynamike PKB.

            Przejdzmy dalej: dzialanie antyinflacyjne w sensie polityki
            monetarnej "rozplaszcza" wykres impulsu inflacyjnego. W tym wypadku wzrosty
            ceny nastepuja w TAKIM SAMYM STOPNIU (patrz przyklad akcyzy na paliwa)
            lecz sa ROZLOZONE W CZASIE. Wynika to z ograniczonego popytu na uslugi i
            towary, co sie z tym wiaze - oczywiscie - spadek dynamiki PKB.

            Wniosek: Polityka monetarna przyczynia sie do PRZEDLUZENIA STAGNACJI.
            Zwieksza sie bowiem sztucznie czas trwania tzw cyklu gospodarczego PONAD taki,
            ktory wynikalby jedynie z wielkosci gospodarki. (jesli pamietacie, to pisalem
            tu gdzies, o roznicach w dlugosci cyklu ekonomicznego w roznych gospodarkach)

            Wniosek: Skrocic ten cykl poprzez zmiane polityki monetarnej i doprowadzic do
            rownowagi rynkowej szybciej poprzez "uwolnienie cen".

            =========Prawdziwa rownowaga rynkowa w sensie makroekonomicznym to taka
            rownowaga, przy ktorej narzut cenowy w dowolnej kategorii produktow pozwala na
            ROWNOTRWANIE podmiotow gospodarczych O ROZNYCH RENTOWNOSCIACH.================

            ---> I to zapamietajcie sobie, prosze. <---

            Oznacza to WSPOLISTNIENIE podmiotow duzych, malych i srednich w swoich niszach
            rynkowych.

            Taka rownowaga rynkowa wystepuje w panstwach rozwinietych i tzw. bogatych czyli
            tych do ktorych Polska teoretycznie zmierza. Pozwala to teoretycznie na
            istnienie firm nieefektywnych, lecz dajacych zatrudnienie przykladajac sie do
            zwiekszenia popytu i wzrost dynamiki PKB w sensie rownania Fishera.

            Kluczem do osiagniecia takiego stanu jest "niedostosowywanie sie" do sasiadow,
            lecz bezwzgledna konkurencja podatkowa z otoczeniem w tym eksport.

            Niestety droga, ktora obrali Polacy w tym marszu jest droga naokolo.
            Lub inaczej nazywajac metoda drobnych kroczkow. Byc moze donikad.
            • przycinek.usa Ocena polityki monetarnej w sensie wymiany walut 15.01.04, 22:38
              Tu nie bedzie eleboratu, bo wszyscy zagadnienie znaja.

              Kazda inflacja kosztowa ma swoj pulap w postaci ceny narzucanej przez
              zagranicznego konkurenta. Powyzej tej bariery cena nie moze wzrosnac i nie ma
              miejsca na przerzucanie kosztu na klienta.

              W sensie polityki cenowej firmy ma ogromne znaczenie przelicznik walutowy
              stosowany przy wymianie. Jezeli dochodzi do wmacniania waluty wewnetrznej to
              firmy w obliczu sytuacji dostosowania kosztowego upadaja szybciej.

              To jest prosty generator bezrobocia. Politycy nazywaja to dostosowaniem
              efektywnosciowym i wchodzeniem do obszarow "gospodarczo rozwinietych".

              Ja nazywam to skandaliczna glupota, zwazywszy na cene odtworzeniowa kazdego
              biznesu, ktora wielokrotnie przewyzsza cene utrzymania.

              Poniewaz zas napisalem powyzej, ze polityka monetarnie restrykcyjna przedluza
              czasokres cyklu ekonomicznego w gospodarce, wiec rowniez przedluza czas, jaki
              firma musi przetrwac w dekoniunkturze. Prawda?

              No to teraz pytanie kontrolne:
              - kto w Polsce odpowiada za taka polityke monetarna?
            • pepe49 Re: spirala kosztow 17.01.04, 23:29
              Polityka monetarna przyczynia sie do PRZEDLUZENIA STAGNACJI.
              Zwieksza sie bowiem sztucznie czas trwania tzw cyklu gospodarczego PONAD taki,
              ktory wynikalby jedynie z wielkosci gospodarki.

              Tak.

              (jesli pamietacie, to pisalem
              tu gdzies, o roznicach w dlugosci cyklu ekonomicznego w roznych gospodarkach)

              Nie związane.

              Wniosek: Skrocic ten cykl poprzez zmiane polityki monetarnej

              Nie. Nie działać.

              i doprowadzic do
              rownowagi rynkowej szybciej poprzez "uwolnienie cen".

              J.w.

              =========Prawdziwa rownowaga rynkowa w sensie makroekonomicznym to taka
              rownowaga, przy ktorej narzut cenowy w dowolnej kategorii produktow pozwala na
              ROWNOTRWANIE podmiotow gospodarczych O ROZNYCH RENTOWNOSCIACH.


              P. Wojciech Giełżyński pisał w 1989 r. ("ani Wschód ani Zachód") że w Hiszpanii
              jest 300 000 małych tajnych przedsiębiorstw, których nie można opodatkować, bo
              by zgineły, a daja 1/4 PNB (w Andaluzji 40%). W Brazylii rozmiar sektora tajnego
              szacuje sie (1988) na 100 mld $, blisko 1/3 PNB.
              Należałoby tu cytować współcześniejszego de Soto.

              UE jest zabójcza dla gospodarki, jeżeli trzeba będzie przestrzegać prawa. Tak,
              to co miało byc najwiekszym dobrodziejstwem zwiazanym z UE, tzn. wzrost
              przestrzegania prawa, przy pobieraniu podatków i przestrzeganiu kosztownych
              przepisów dotyczących firm przyniesie stagnację.
              Małe, nowe firmy potrzebują mieć swoje pieniądze i czas swoich właścicieli w
              całości dla siebie.
              Inne też.
              • przycinek.usa Re: spirala kosztow 18.01.04, 03:21
                "Nie związane."

                Alez oczywiscie, ze jest zwiazane. To wlasnie z tego wynika!
                Przedluzanie stagnacji wynika z przedluzenia cyklu w dolnej polowie jego okresu.
                Wynika to z opoznienia wzrostu cen wynikajacych z inflacji kosztowej i blednej
                polityki monetarnej zbijajacej popyt. W najgorszym z wariantow, taka polityka
                powoduje eksplozje cen i inflacji w momencie przechodzenia do okresu
                pozytywnego. To zreszta wlasnie teraz sie zaczyna. I to wlasnie widac zza
                oceanu.


                "Nie. Nie działać."

                Skracanie tego cyklu polega wlasnie na "nie dzialaniu", czyli w naszym
                przypadku obnizeniu stop procentowych. To jest zmiana polityki monetarnej z
                blednej - "restrykcyjnej" (cokolwiek to mialoby oznaczac) na neutralna.
                (Kontrolujaca jedynie kurs wymiany.)

                O pozytywnym dzialaniu szarej strefy i szkodliwosci nadmiernego opodatkowania
                pisalismy na forum rok temu. Tak, to calkowity paradoks w epoce "walki z
                bezrobociem" i gloryfikacji podatkow jako narzedzia rownosci spolecznej.
                Nie musze chyba dodawac, ze miejsca pracy nie powstaja na zyczenie decydentow.
    • przycinek.usa Balcerowicz 15.01.04, 22:07
      "Szybkie wejście do strefy euro dobrą strategią" - Balcerowicz

      Mierzenie w jak najszybsze wprowadzenie euro w krajach przystępujących do Unii
      Europejskiej jest najlepszą strategią ponieważ mobilizuje do reform - uważa
      Leszek Balcerowicz, prezes Narodowego Banku Polskiego.

      "Mierzenie w jak najszybszą możliwą datę wejścia do Unii Walutowej i Pieniężnej
      jest najlepszą strategią, ponieważ mobilizuje kandydatów do przeprowadzenia
      reform strukturalnych i zastopowania długu w celu spełnienia kryteriów z
      Maastricht" - powiedział Balcerowicz na Euromoney Forum w Wiedniu.

      "Skraca to również okres przejściowy, w którym mogą wystąpić zawirowania
      wynikające z przepływów kapitału krótkoterminowego" - dodał.

      Zdaniem Balcerowicza wczesne wprowadzenie euro pozwoliłoby bardziej zintegrować
      kraje przystępujące do UE z europejską gospodarką, a koszty, związane z
      rezygnacją z niezależnej polityki pieniężnej i z elastycznego kursu walutowego,
      nie byłyby znaczące.

      Prezes NBP opowiedział się za wzmocnieniem polityk unijnych, które są
      najważniejsze dla wzrostu gospodarczego.

      "Fundamentalnego znaczenia jest to, żeby unijne polityki, które najbardziej
      przyczyniają się do wzrostu wzrostu gospodarczego, takie jak Pakt Stabilności i
      Wzrostu, jednolity rynek, zintegrowane rynki finansowe oraz ograniczenia pomocy
      publicznej, powinny być wzmacniane, a nie osłabiane" - powiedział Balcerowicz.

      Dodał również, że w Europie powinna zostać utrzymana różnorodność systemów
      podatkowych.

      "Nikt nie chce widzieć Unii Europejskiej jako scentralizowanego państwa.
      Powinien być tu szeroki wachlarz różnorodności, włączając w to system
      podatkowy, aby utrzymać konkurencyjność" - powiedział Balcerowicz.
    • przycinek.usa Ostatni post. 15.01.04, 22:42
      Poniewaz jade na pare dni na urlop, wiec zostawiam was z tym watkiem.

      Staralem sie wyluszczyc w miare klarownie jakie sa mechanizmy tego calego
      pasztetu zwanego polityka RPP.

      Teraz zostawiam was z tym i jak chcecie to dyskutujcie sobie, lecz na razie
      bezemnie. Milego dnia.
      • robisc Re: Ostatni post. 16.01.04, 00:21
        Miłego wypoczynku życzę. W ciągu tych paru dni przemyśłę sobie, co tam
        nawklejałeś. To na razie.
    • przycinek.usa Teraz dodam opinie jednego takiego z Filadelfii 19.01.04, 22:39
      Gosc tytuluje sie PolishAm i splodzil to:

      "OK, w Bruxeli planuje się w sposób następujący. Inflacja pokaże się na
      horyzoncie (osławiony już secular trend i repertuar lat 70-tych). USA będzie
      zmuszone podwyższyć stopy i w ten sposób powstrzymają zjeżdżający
      systematycznie w dół dollar. Ten scenariusz jednak nie będzie miał miejsca.
      Tempo gospodarki w USA zmaleje drastycznie. Przy utrzymujących się zarobkach
      przedsiębiorstw (eksport i wydajność), tempo konsumpcji obniży się. Obligacje
      (bondy), poraz kolejny wzrosną do swoich poprzednich szczytów i Europa znowu
      pozostanie behind the curve. Przypuszczam, że rok 2004 potwierdzi tą tezę.

      Więc Europa jednak będzie zmuszona ciąć stopy procentowe. Bez względu, czy się
      to jej podoba czy nie. Rzeczywistość zmusza ich do tego kroku. Więc tzw.
      eksperci ponownie nie mieli racji, ponieważ przewidywano serię podwyżek stóp
      procentowych. Tymczasem oprocentowanie obligacji amerykańskich ponownie idzie w
      dół. Dlaczego tzw. eksperci zawsze się mylą?"


      I TO JEST 100% PRAWDA. TAK WLASNIE BEDZIE.

      Komentarz:
      Europa jest NA KRAWEDZI katastrofy deflacyjnej. Trudno powiedziec kiedy
      wygasnie trwajacy obecnie impuls inflacyjny wynikajacy z najprzerozniejszych
      form "dostosowywania sie".

      Poniewaz Europa jest wielka ekonomia, (pomimo naszej nieustannej krytyki,
      calkiem bogata), wiec pewnie minie jeszcze kilka kwartalow, zanim "cloud"
      osiagnie "sukces" w polityce monetarnej i zostanie ogloszone "zwyciestwo" w
      walce z inflacja.

      Impuls inflacyjny zgasnie sam, pomimo opozniajacej to polityce utrzymywania
      wysokich stop i gaszenia popytu i eksportu.

      I wtedy zacznie sie DEFLACJA. I bankructwa. I bezrobocie.
      Nie 10% nie 15% lecz 20%. 20% bezrobocia w Eurolandzie.
      Szykujcie spadochrony chlopaki. Nadchodzi zima Kondratieva.
    • przycinek.usa JAK bedzie wygladal KRACH w USA? 19.01.04, 23:02
      Nie wiem, czy kogokolwiek z WAS interesuje takie przyszle wydarzenie, lecz z
      uwagi na to, ze obecnie wszyscy graja na gieldzie, wiec pomyslalem sobie, ze
      zarysuje swoj poglad na ten temat.

      To jest jedynie moje prywatne zdanie i prosze traktowac to jako ciekawostke a
      nie rekomendacje do robienia czegokolwiek.

      A wiec jak juz powyzej wspomnial PolishAm, popyt wewnetrzny w USA zakonczy swoj
      byt definitywnie i ostatecznie.

      Wynikac to bedzie z kilku czynnikow.
      1) wzrost zadluzenia ma swoj kres. W tym przypadku nalezy kierowac sie dynamika
      refinancing, czyli po prostu konsolidacja zadluzenia gospodarstw domowych pod
      tzw. realty czyli po prostu hipoteke. Spadek tendencji do refinancing obserwuje
      dzis, poniewaz praktycznie wszyscy juz to zrobili, niektorzy kilkakrotnie.

      2) Spoleczenstwo USA jest tak bogate, ze kazda rodzina ma w zasadzie wszystko.
      Jest to typowa sytuacja dla cyklu gospodarczego w jego szczycie.
      Spadek popytu i wynikajacy z tego spadek dynamiki PKB wynika po prostu z
      zaspokojenia potrzeb. NIE MA POTRZEBY kupowania nowych pralek, lodowek,
      komputerow i samochodow. KAZDY Z NAS MA PO KILKA SAMOCHODOW, KOMPUTEROW,
      telewizorow, lodowek, itp. Tak, nawet lodowek. Ja mam dwie duze lodowki, mialem
      trzy, lecz jedna wyrzucilem na smietnik, bo kupilem dluzszy samochod i nie
      miescil mi sie w garazu, gdzie stala ta trzecia lodowka.

      Towarow na rynku jest tak duzo, ze np. notebooki firmowe 2400XP z DVD kupuje
      sie po $800, zwykle komputery typu P4 chodza po $350 a ceny aut sa tak
      smieszne, ze rozpatrywanie rynku wtornego sprawnych aut powinno sie zaczac od
      $500.

      To samo dotyczy domow. Pelnia sezonu. Domu schodza jak cieple buleczki.
      ALE CENY NIE SA TAKIE JAK rok temu. Trudno dostac dobra kase za to.
      Choc cuda sie zdarzaja. Zreszta rynek nieruchomosci wali sie zawsze na koncu.

      Jak sie zmniejszy popyt to RUSZY LAWINA.

      Wiec ja widze to tak jak PolishAM. Spadnie dynamika PKB.
      JEDEN Z KOLEJNYCH nadchodzacych kwartalow pokaze prawde o gospodarce.
      Przy zerowej inflacji zanotujemy wzrost o powiedzmy 1.4%.
      Potem kolejny kwartal bedzie 0% dynamiki i ... lekki spadek wskaznika cen.

      I wtedy Panowie zapinamy pasy, zakladamy narty i zaczynamy ZJAZD.

      Aby nie bylo watpliwosci, to dodam od razu, ze w ktoryms momencie wymiana
      handlowa z zagranica ulegnie zrownowazeniu. Podanie takich danych byc moze
      spowoduje jakies odbicie. Hipotetycznie.

      Licze na stopy w USA takie jak teraz. Byc moze nawet ZEROWE.
      Sadze i jest to MOJA PRYWATNA OPINIA, ze w koncu tez bedzie tutaj deflacja.
      Ale pozniej jak w Europie.

      Milego dnia.
      • vico1 Re: JAK bedzie wygladal KRACH w USA? 20.01.04, 13:28
        Przemysl juz kilkanascie lat temu zaczal sie przenosic do Azjii, tam jest tez
        przyszlosciowy rynek zbytu. Efekt wieloletniego demontazu przemyslu w Unii, ale
        takze i w Stanach, bedzie z latami coraz bardziej widoczny. Kosumpcja w Unii
        tracic bedzie na dynamice, poglebia sie kontrasty majatkowe.

        Zwiazki zawodowe i wciaz silne partie lewicowe, zaciekle bronia przywilejow
        socjalnych, wywalczonych w latach powojennej prosperity. Ciekawostka, zaczyna
        sie juz mowic o amerykanizacji sfery socjalnej.



      • robisc Re: JAK bedzie wygladal KRACH w USA? 20.01.04, 23:18
        No i jaki to będzie krach? Taki:

        "Wielki kryzys gospodarczy, największe załamanie gospodarcze świata w XX w.
        Objęło wszystkie kraje i dziedziny ich gospodarki. Przejawiało się
        długotrwałym i głębokim spadkiem produkcji przemysłowej, masowym bezrobociem,
        spowodowało poważne zmiany polityczne. Doprowadziło do ogromnej spekulacji
        akcjami, których wartość nominalna przekroczyła wielokrotnie ich wartość
        rynkową.

        Pierwszy krach na giełdzie nowojorskiej, tzw. krach na Wall Street, miał
        miejsce 24 października 1929, kiedy w sprzedaży znalazło się 13 mln akcji (ich
        wartość spadła wówczas o połowę). Nastąpiło obniżenie produkcji i masowe
        bezrobocie w USA (20%). Produkcja w 1932 stanowiła jedynie 46% produkcji z
        1929. W tym samym okresie spadek produkcji w Niemczech wyniósł 47%, we Francji
        31%, w Polsce 32%. Bezrobocie w Niemczech wynosiło 28%, w Polsce 26%, we
        Włoszech 20%. Kryzys dosięgnął także rolnictwo. W 1931 ogłosił swą
        niewypłacalność austriacki Kredit-Anstalt Bank. W 1932 niemal wszystkie banki
        amerykańskie zostały zamknięte."

        Czy taki:

        "Deficyt płatniczy USA w 1970 r. (10 mld USD) uruchomił nową falę spekulacji.
        Napływ dolarów do RFN wiosną 1971 r. spowodował zamknięcie rynku walutowego i
        chaos notowań. RFN i Holandia upłynniły kursy swoich walut, a Belgia i
        Luksemburg wprowadziły podwójny rynek walutowy, broniąc kursów transakcji
        bieżących. 15 sierpnia 1971 r. prezydent Nixon zawiesił wymienialność dolara
        na złoto, dewaluując go następnie o 7,9% (cena złota: 38 USD za uncję)."


        A może zupełnie coś nowego?
        • przycinek.usa Re: JAK bedzie wygladal KRACH w USA? 21.01.04, 01:59
          Trudno powiedziec. Mysle, ze tak naprawde to nie da sie tego przewidziec.
          Jednak mam swoje zdanie na ten temat i mysle, ze bedzie niewesolo.

          W sumie jednak najbardziej niebezpieczny jest wedlug mnie rozwoj handlu
          elektronicznego. Wyobrazmy sobie zastoj w zwyklym handlu i konkurencje
          elektroniczna. To przeciez te prawdziwe sklepy nic nie sprzedadza...
          To jest szalenie ciekawe. Konkurencja jest straszna. Jak masz towar drozszy o
          jednego dolara przy kwocie 300 dolarow to klient juz nie chce kupowac. Jaja.


          Zapomniales dodac, ze pierwszy scenariusz dal podwaliny do wyscigu zbrojen i to
          wszystko skonczylo sie wojna.

          Pozdrawiam.


    • przycinek.usa Obnizyli stopy? 22.01.04, 00:15
      NIE!!

      Przeczytalem jedynie poczatek komunikatu. Reszty nawet nie chcialo mi sie
      czytac. Najlepszy jednak fragment to ten, ze RYNEK SPODZIEWAL SIE TAKIEJ
      DECYZJI. - To jest szok. Ja rozumiem spodziewac sie, ze RPP nie zrobi nic, bo
      sa glupi. Ale akceptowac taka sytuacje, to jest z deczka nienormalne.

      Zarowno Prechter jak i Sperandeo wyraznie mowia, ze rynek jest szalony i
      zachowuje sie jak niespelna rozumu. Maja racje.

      Macie w Polsce zlych analitykow. I am sorry.

      I ostatnie spostrzezenie. Podano gdzies informacje o wzroscie wynagrodzen w
      Niemczech powyzej stopy inflacji. Znaczy sie, ze... koszty wzrosna i ceny tez
      lecz za jakis czas. Najlepszy argument aby podniesc stope prawda? He he he he.
    • przycinek.usa Znalezione na Gospodarce. 22.01.04, 17:45
      Inflacja czy deflacja ? Co nas czeka...
      Autor: Gość: pawel-l IP: *.prochem.com.pl / *.com.pl
      Data: 22.01.2004 15:23 + dodaj do ulubionych wątków

      --------------------------------------------------------------------------------
      Doskonały artykuł R. Pretchtera

      DELATION HAS ARRIVED
      By Bob Prechter

      "The deflationary potential is historically large... we risk
      overwhelming deflation in every corner of the globe."

      - Conquer the Crash (2002)

      Virtually everyone - and I do not use that word lightly -
      believes that inflation will accelerate. Stock-market bulls
      think that the economy is going to boom, bringing
      inflation. Economic bears expect an inflationary, if not
      hyperinflationary, monetary crisis. Economists believe that
      the Fed can inflate at will and is committed to an
      inflationary policy. The general population is convinced
      that prices of their homes and property can only go up. The
      few articles mentioning deflation in recent months have
      declared the prospect for it "dead."

      This consensus is not merely overwhelming but reflects a
      belief as vast and deeply held as a religion. Investment
      News in September reported a survey by the National
      Association for Business Economics in Washington. It
      revealed, "None of the respondents to the May survey, all
      of whom were responsible for making macroeconomic
      predictions, predicted a decline in the consumer price
      index during the next two years." USA Today confirmed the
      fact, reporting, "Not one economist [of 67 surveyed] said
      it was 'very likely' the economy would slip into
      deflation." That is a consensus!

      Against this backdrop of opinion, M3 since September has
      fallen over two percent, its largest decline in 60 years.
      This is different from a lack of inflation. It is real,
      actual, deflation. What's more, M3 has declined despite the
      strongest quarter of economic growth in decades, the lowest
      interest rates in half a century and a central bank
      committed verbally and by action to facilitating the
      expansion of credit! There is no interest rate spike or
      recession to explain away the decline in the money supply.

      The dichotomy between what is happening and what people
      think will happen is colossal. Inflation is dead. Deflation
      is here, now. The monetary trend is no longer close to the
      edge of the cliff; it is beginning to slide down its face.
      As this is written, not a single major newspaper, magazine
      or TV network has done a story on the dramatic contraction
      in M3. People are so drunk with inflationary certainty that
      they can't even see that deflation is happening. And if
      they do, they don't believe that it is meaningful.

      Why is there such a consensus that deflation is unlikely,
      if not impossible? Many people believe that the Fed is
      virtually omnipotent and can manipulate the money supply
      (and therefore the stock market and the economy) at will.
      Is that so? On June 25, 2003, the Fed lowered the federal
      funds rate for the 13th time in a row, to one percent.

      Most observers think that the Fed still has that one
      percentage point of "ammo" left. But consider: The U.S. has
      a thriving money-market fund industry, which costs one
      percent of assets per year to administer. As it stands now,
      investors are getting extremely low returns from money-
      market funds. If the Fed were to let its funds rate drop to
      zero and other short-term rates fell along with it, money-
      market investors' return after fees could go negative. This
      event would make holding cash more attractive than holding
      debt, a situation the Fed surely wants to avoid. The
      monetary system appears to have reached the point at which
      pesky reactionary forces will come into play if the Fed
      tries any more "deflation fighting," no matter what the
      mechanism.

      Why did I put the term "deflation fighting" in quotes?
      Commentators tell us that the Fed is fighting deflation by
      aggressively lowering its interest rates, but is that an
      accurate assessment? After all, the result of deflation -
      its primary outward symptom - is lower prices. And what has
      the Fed been doing? It spent over a year lowering the price
      of renting money. Within that period, in fact, the Fed
      lowered prices more than anyone! It has participated in the
      initial phase of the deflationary process as if it were a
      merchant on the street discounting its wares to a
      disinterested public. It did so in response to slack demand
      for its product - credit - just as the auto manufacturers
      and others are doing with their products. Deflationary
      psychology brings about lower prices, and the Fed has been
      lowering its prices. It is powerless to stop the trend.

      A persistent decline in the money supply will have
      consequences. Some things will have to give. One of them
      will be prices for goods and services. To the astute
      observer, a change in prices has been in the wind for some
      time. The PPI has been flat for three years, and now even
      the CPI has had a down quarter. A severe deflation will
      also devastate the economy, as it has done in each of the
      rare times it has occurred over the past 300 years. With M3
      dropping, it should be only a matter of months before the
      economy follows suit.

      Are economists concerned? Well, besides the deflation
      opinion cited above from last year's polls, the only other
      time that I have ever seen a 100-percent consensus in a
      survey was... a few weeks ago! In separate year-end surveys
      of economists, The Wall Street Journal and Business Week
      independently reported unanimity that the U.S. economy
      would expand throughout 2004. That's right: not one
      dissenter. If it is usually wise to bet against a large
      majority in finance, what does it mean when there is no
      detectable minority?

      I think that the continual denials that deflation can
      happen, against a backdrop of evidence to the contrary,
      appear to be part of a typical social psychological
      progression toward a credit crisis, which in turn will lead
      to economic contraction. The money supply might rebound for
      a quarter or two as the stock market and economy top out
      this year, but at the largest degree of trend, the credit
      bubble - 70 years in the making - has burst.

      In 2001, there was little talk of deflation. Statistics
      relating to newspaper stories show that by late 2002/early
      2003, it had become a commonly used word, even if most
      writers used it simply to dismiss the idea.

      The next word that should begin to slide into the public
      lexicon is depression. I would like to offer quotes from
      authorities on the low likelihood of depression, but my
      diligent staff can find literally no mainstream economists,
      academics or Wall Street strategists even discussing the
      possibility. It is too remote even to mention! The term
      "depression" is where the word "deflation" was a few years
      ago, i.e., outside the general consciousness. Although no
      one is using that term now, in coming years it will be
      everywhere. The first phase will be widespread insistence
      that a depression can't happen, which will be a big clue
      that it is happening.

      The two "d" words at the end of the subtitle to Conquer the
      Crash, i.e., "Deflationary Depression," were anticipatory.
      The book was published at a time when the likelihood of
      these two events occurring was (and still is) considered -
      as one economist said at the time about deflation - as
      remote as "being eaten by piranhas." My advice: Keep your
      toes on the riverbank.

      Regards,

      Bob Precher,
      for The Daily Reckoning
      • przycinek.usa Przeczytajcie. Dokladnie. 22.01.04, 17:49
        Musze przyznac, ze to bardzo wiernie odzwierciedla moja teze na temat przyszlej
        katastrofy. Prosze, zadajcie sobie trud przeczytania tego dlugiego artykulu.

        • franzmaurer Re: Przeczytajcie. Dokladnie. 22.01.04, 20:26
          przycinek.usa napisał:

          > Musze przyznac, ze to bardzo wiernie odzwierciedla moja teze na temat
          > przyszlej katastrofy.

          W wątku "5 zł za EUR już blisko" wspomniałem że wieszczysz niczym Prechter i
          proszę smile))
          Osobiście mam gdzieś taki "kasandryzm" gospodarczy - nic nie wnosi. To
          najzwyklejsza obserwacja faktu 'ze raz jest lepiej a raz gorzej'.
          Czasami koincydencja kilku faktorów sprawia że jest bardzo źle i mamy
          dostrzegalny krach na skalę globalną.
          Kiedy te same faktory występują w izolacji jeśli chodzi o czas i przestrzeń
          sytuacja jest względnie normalna, nikomu do głowy nie przyjdzie rwać sobie
          włosy z głowy.

          Można sobie z powodzeniem wyobrazić scenariusz w którym SARS zostaje pierwotnie
          zidentyfikowane nie w jakimś chińskim grajdole tylko na Wall Street -
          przywleczone przez jakiegoś dealera który wyjechał na weekend... no i problem
          na skalę globalną mamy jak znalazł.

          Prechter w odróżnieniu ode mnie ma tendencję do spajania wszystkich "szarych i
          czarnych scenariuszy" w jeden dość spójny obrazek. Niektórzy w to wierzą...
          Równie dobrze można sobie wyobrazić scenariusz odwrotny w którym jakiś Japończyk
          wynajdzie rewolucyjny silnik albo ogniwo działajace na bazie dwutlenku węgla i
          azotu - skutek będzie taki że ropa spadnie do 10$ za baryłkę, OPEC będzie sobie
          mógł siedzieć na tych swoich polach naftowych i grać w kręgle.
          Można sobie wyobrazić jeszcze wiele takich dobrych rzeczy. Złych też.

          Polecam z ostaniej "Polityki" artykuł o aktuariuszach czyli kolesiach
          zajmujących się np "Numerycznym wyznaczaniem prawdopodobieństwa ruiny" smile) - z
          tą całą globalną ekonomią jest dokładnie tak samo, wszystko można podstawić do
          wzoru, dokładnie wyliczyć prawdopodobieństwo hossy i bessy.
          Póki co jest to dla nas czarna magia, probablistyka i numerologia stosowana smile
          Jesteśmy jak Einstein albo Bohr - coś wiemy, czegoś się domyślamy i coś
          przeczuwamy. I dlatego na tej samej huśtawce mamy i Prechtera i Fukuyame.

          I pewnie za 50 lat powstanie odpowiedni model uwzględniający 3000 parametrów w
          owym obliczeniu albo jakaś gigantyczna giełda zagregowanej informacji dzięki
          której kasandryzm Prechtera będzie wart tyle co badania zrobione przez OBOP
          pana Kwiatkowskiego w '89r smile
          • przycinek.usa Rozwaga i ostroznosc. 23.01.04, 02:25
            "Osobiście mam gdzieś taki "kasandryzm" gospodarczy - nic nie wnosi."

            Nie uwazam tego za jakis wielki kasandryzm. To jest raczej rozwaga.
            Wazne, zeby miec to na uwadze i ciagle o tym myslec. Tak jak uwaza sie na
            zdrowie aby je zachowac. Chce przez zacytowanie tego czlowieka zwrocic uwage na
            to zjawisko. I tylko tyle.

            Uwazam, wbrew twojej opinii, ze taka ocena sytuacji daje nam pewna przewage nad
            optymistami. Ta opinia cos wnosi. Przestrzega. Pozwala na racjonalna ocene
            ryzyka.

            Mysle tak:
            Nie wolno nikomu mowic co robic. Nie wolno rekomendowac i polecac.
            Ale wolno zwracac uwage na zjawiska.

            Doceniam twoja uwage Franz. Mam nadzieje ze to wyjasnienie wystarczy.
            • robisc Re: Rozwaga i ostroznosc. 23.01.04, 16:46
              Przeczytałem sobie dzisiaj zacytowany artykuł. O ile pamietam piszesz o tym od
              dawna i rozumiem,ze taki artykuł utwierdza Cię w Twoich przekonaniach. Cóż
              niewykluczone, że możecie miec rację. Nigdy w historii gospodarka światowa nie
              była tak zglobalizowana jak obecnie i nie przez to poddana konkurecji z Azja,
              w tym głównie z Chinami. Osobiście sadze, że skończy się restrykcjami celnymi
              wobec Chińskich towarów, zarówno ze strony USA jak i UE. Zresztą lobby branży
              odzieżowej juz mocno o to zabiega. To jedno. Ponadto rosną ceny surowców więc
              widmo deflacji chyba sie oddala.
              • przycinek.usa Re: Rozwaga i ostroznosc. 23.01.04, 19:34
                Czolem, nie chodzi o to, czy ja sie utwierdzam w przekonaniu czy nie. Taki
                artykul nie ma na to wplywu. W takich sprawach trzeba miec swoje wlasne
                odrebne, niezalezne zdanie. Nie mozna poddawac sie jakims panikarzom,
                zwlaszcza, ze ten gostek mylil sie przez kilka kolejnych lat, wieszczac
                katastrofy, wbrew jakiemukolwiek zdrowemu rozsadkowi. Prechter nie ma zupelnie
                poczucia czasu. Zupelnie. Ja mysle, ze to jest po prostu kolejny frustrat
                robiacy kase na wydawnictwach.

                Nalezy jednak pamietac o cyklach. I pamietac bezwzglednie o przenikaniu sie
                gospodarek. Czyli to co napisales. Globalizacja.

                TO WLASNIE DETERMINUJE NIEUCHRONNY KONIEC HOSSY.

                O supercyklu decyduje najwieksza gospodarka. ZAWSZE. Za 15 lat MOZE Chiny beda
                najwieksza gospodarka, moze za 25 lat, cholera ich wie, i wtedy Chiny beda
                decydowac o supercyklu.

                Teraz decyduje o tym USA. I jak sie zacznie deflacja w USA, to bedzie krach.
                Cholera, to jest OCZYWISTE.

                Problem w tym, ze istotnie na ceny w USA maja wplyw ceny towarow w Chinach i
                polityka monetarna Chin i Japonii.

                To bardzo skomplikowane. Nie wydaje mi sie mozliwe ocena tego w sensie czasu.
                Jest mozliwosc, ze ceny najpierw podskocza w reakcji na spadek USD a potem
                dopiero spadna. Nie mam pojecia. Ale Chinczycy nie sa idealni i tez moga na to
                wplynac.

                Jednak JAK w USA zacznie sie kryzys, to bedzie on na calym swiecie.

                I w Polsce tez. Nawet jak z cyklu wyjdzie wam wzrost.
                • robisc Re: Rozwaga i ostroznosc. 23.01.04, 19:45
                  przycinek.usa napisał:

                  >> To bardzo skomplikowane. Nie wydaje mi sie mozliwe ocena tego w sensie
                  czasu.

                  Z tym sie zgodzę, to dlatego ekonomiści zgłupieli. W Polsce ekonomiści bankowi
                  ciagle pisza jakieś bzdury, ale chyba ta choroba nie tylko naszych
                  ekonomistów. W sumie to nikt racjonalnie nie potrafi wytłumaczyć deprecjacji
                  USD, a raczej jej głebokości i granic. Modele ekonometryczne można chyba
                  schować do lamusa - pozostaje uważna obserwacja i intuicja. W sumie
                  prognozowac można w miare racjonalnie jedynie short-term. Ilośc
                  niezdefiniowanych zmiennych w dłuzszej perspektywie obarcza prognozy
                  długoterminowe zbyt powaznymi błedami.
    • przycinek.usa Niesamowicie fajny cytat: 23.01.04, 03:15
      Jeden gosc napisal cos takiego:

      "NO wg Ciebie i paru innych dyskutantow inflacja jest wtedy kiedy rosna ceny. A
      to nie jest prawda. Ceny moga spadac, a mimo wszystko pieniadz moze tracic na
      wartosci.Jesli akcje rosna, to gracze maja szmal do wydania. To jest wlasnie
      inflacja."

      He he he. No tylko zacytowalem. Bardzo przewrotne. Mysle, ze warte wklejenia.
    • przycinek.usa Wzrost szarej strefy. 31.01.04, 17:34
      Otoz takie organizmy jak Unia europejska i USA sa z natury rzeczy bardzo
      podatne na powstawanie szarej strefy. Unia Europejska chyba nawet bardziej.

      Wynika to z dwoch zasadniczych cech takich ekonomii. Z duzego zroznicowania
      osrodkow w ktorych rozliczamy podatki. USA - podatki stanowe itp. Unia ma
      dodatkowe zroznicowanie jezykowe pomiedzy czlonkami.

      W USA poradzono sobie z tym problemem pozwalajac na konkurowanie ze soba
      poszczegolnych stanow niskimi stawkami podatku i bezwzglednym egzekwowaniem
      podatkow od najwiekszych podatnikow. Malych sie olewa.

      W Unii wrecz odwrotnie, sytuacja wysokich podatkow posrednich i zupelnie
      odmienne systemy jezykowe raczej nie bedza sprzyjac harmonizacji lecz
      budowac szara strefe.

      Im wiekszy jest taki organizm, tym latwiej uciec przestepcom i latwiej stworzyc
      siatke przemytu. Granica 25 panstw jest dluga, a otoczenie ekonomiczne oferuje
      tansze towary i w dowolnej ilosci co nie jest bez znaczenia. Dodatkowo dochodzi
      rozwoj internetu i uslugi pocztowe pozwalajace w zasadzie kazdemu na
      uczestnictwo w szarej strefie, bowiem nie da sie fizycznie skontrolowac
      wszystkich paczek i za jakis czas Chinczycy dadza unii o sobie znac.

      • przycinek.usa To znowu ja. 01.02.04, 07:39
        Ciagle w swojej naiwnosci mam nadzieje, ze to czemus sluzy. Mialbym satysfakcje
        jakby pomoglo to chociaz jednaj osobie.


        Teraz o rownowadze.

        Doswiadczenie ostatnich 200 lat w gospodarkach rynkowych i nie tylko, pokazuje
        ze w istocie rzeczy cos takiego jak ROWNOWAGA w gospodarce NIE ISTNIEJE.

        Rozmowy o "zbijaniu inflacji" "walce z bezrobociem" "pobudzaniu produkcji"
        "pobudzaniu inwestycji" sa z natury rzeczy BEZ SENSU. Nie ma stalej inflacji.
        To sa zmienne.

        Wszystkie zjawiska zachodzace w przeszlosci pokazuja nam swoja cyklicznosc i
        nakazuja zachowac umiar w rozrzutnosci. Kaza gromadzic dobra na ciezkie czasy.
        Oszczedzac i budowac. Zwlaszcza w okresie prosperity.

        W Unii Europejskiej mamy obecnie sytuacje spowolnienia dynamiki PKB.

        Natura nie lubi takich stagnacji. NIE MA ROWNOWAGI. Jesli dynamika PKB = 0 a
        bylo dlugoterminowo + to nalezy domniemywac, ze teraz przyszedl czas na korekte.

        Kto w to nie wierzy - traci.

        Jezeli inflacja w USA przez wiele lat rozwoju byla niska a wartosc waluty
        pozostawala na wysokim poziomie pomino wielkich deprecjacji walut w okresie
        ostatnich 100 lat, to znaczy, ze inflacji raczej wielkiej nie bedzie.

        Nie ma inflacji teraz I NIE BEDZIE. Co bedzie? W druga strone!

        Podobnie w Unii. Teraz jest jakas kosmetyczna inflacja. Powoli sobie zawroci.
        I pojedziemy w dol.


        Doswiadczenie pokazuje, ze nalezy byc nieufnym wobec rynku.
        Wzrost rynku w USA odbyl sie w ciagu ostatnich lat OLBRZYMIM KOSZTEM PRACY
        MILIONOW LUDZI.

        Ci ludzie zbudowali swoj dobrobyt na kredycie i swoja prace poswiecali na
        splaty tego kredytu. To jest idealna sytuacja generowania wzrostu.
        Dac pieniadze do wydania tym, ktorzy nie maja nic i zagonic ich do roboty.


        Niestety czas ten powoli dobiega konca. Cykl powoli sie zamyka.
        Nie ma rownowagi. Bedzie spadek. A watek podciagamy na sama gore.
        Pozdrawiam.
        • robisc Przewidujesz globalny kryzys. 02.02.04, 00:28
          Zresztą robisz to już od tego długiego wątku Deniego, który wrzuciłem
          do "kultowych".

          A pamiętasz ten wątek:

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=522&w=5835920&a=5835920
          Jak widzisz też się myliliśmy i dlatego nie wrzucę go do "kultowych" chociaż
          dyskusja była ciekawa.

          A propos tego, co napisałeś powyżej. Szara strefa będzie w Polsce stopniowo
          maleć, bo będzie wzrastała skuteczność organów państwowych a także
          międzynarodowych (chociażby omawiany na tym forum Europol). Ale masz rację, ze
          szara strefa w Eurolandzie będzie wyższa niż w USA, chociażby ze względu na
          różnice w poziomie fiskalizmu i sposobie podejścia do podatników. Tu całkowita
          zgoda.

          Co do wyczerpywania się mozliwości rozwoju, to w przeszłości w takiej sytuacji
          wybuchała wojna światowa i problem z głowy. Teraz mamy jednak epokę
          globalizmu, szybkiej informacji i broni atomowej. Wojnę swiatową można z dużą
          dozą prawdopodobieństwa wykluczyć. Juz wyżej Cie zapytałem jak będzie wygladał
          ewntualny kryzys i nie dostałem zadawalającej odpowiedzi. Zresztą jej nie
          oczekiwałem, bo myślę, że rozwoju wypadków nie jest dziś nikt w stanie
          przewidzeć.
          • przycinek.usa mylilismy sie? 02.02.04, 18:18
            Nie mylilismy sie. Nie wiem czemu tak napisales.
            W najgorszym okresie tj. po wejsciu do unii bedziemy placic wielka skladke w
            Euro i juz jestesmy w plecy na kursie. Wiec NIE MA TUTAJ pomylki.

            "Szara strefa będzie w Polsce stopniowo maleć, bo będzie wzrastała skuteczność
            organów państwowych a także międzynarodowych"

            Oczywiscie mylisz sie. Szara strefa bedzie wzrastac. W koncu fiskalizm wzrasta,
            likwidowane sa bariery (granice) wzrasta VAT i oczywiscie bedzie wieksza szara
            strefa. Jest to tak oczywiste jak budowa lopaty. Kto ci powiedzial, ze szara
            strefa bedzie malec?


            "Wojnę swiatową można z dużą dozą prawdopodobieństwa wykluczyć."

            Czy ja koresponduje z tym samym Robertem co poprzednio?
            Nigdy dotad tak wiele panstw nie mialo tak wielu glowic nuklearnych.
            Bron jadrowa jest powszechna. Nigdy dotad nie bylo takiego niebezpieczenstwa
            rozpowszechnienia konfliktu, gdyz kazde panstwo ma jakies interesy w jakies
            odleglej czesci planety. Nie mozesz sie bardziej mylic Robert!

            Zreszta zgodnie z przepowiedniami podobno 3 konflikt swiatowy zacznie sie od
            ataku nuklearnego Korei Polnocnej na Poludniowa.

            Najbardziej niestety zapalny obszar to Bliski Wschod, najbardziej agresywne
            panstwo to Izrael. Konflikt zbrojny w tym obszarze to jest jedynie kwestia
            czasu.

            "Juz wyżej Cie zapytałem jak będzie wygladał ewntualny kryzys i nie dostałem
            zadawalającej odpowiedzi."

            To co konkretnie cie nie zadowala, to sie przemysli jeszcze raz...








        • robisc Patrz jaki ciekawy artykuł 02.02.04, 00:36
          www.washingtonpost.com/wp-dyn/articles/A64696-2004Jan30.html?nav=hptoc_tn
          • przycinek.usa Re: Patrz jaki ciekawy artykuł 02.02.04, 18:36
            kolejny idiotyzm wymyslili. musi dotrzec w kocu do tych zakutych amerykanskich
            lbow, ze NIE DA SIE wyizolowac ekonomicznie tak wielkiej gospodarki w tak
            wielkim panstwie. Przed wojna tez debile wprowadzili prohibicje i skonczylo sie
            to powstaniem ogromnych mafii z ktorymi walczy sie prawdopodobnie az do dzis.

            Jezeli komus przychodzi do glowy wyeliminowanie outsourcingu za granice
            panstwa, to znaczy, ze jest niespelna rozumu.

            Jak sie komus da w leb kijem, to od razu poczuje. Jednak jak sie w perspektywie
            5 - 10 lat konkurencyjnosc gospodarcza obnizy, firmy pouciekaja za granice, to
            sie takiego ciosu ani nie czuje ani nie przewiduje na zas.

            Ameryka slynie wrecz z fatalnej jakosci szkol, ktore to ucierpialy najbardziej
            na zmianach w prawie i podejsciu do ucznia wlasnie 20 lat temu.
            I dopiero po 20 latach jak sie Amerykanie pokapowali, ze system produkuje
            debili, to organizuja wybory pod katem reformy edukacji narodowej.

            Teraz tacy 30 letni dziennikarze, politycy i "opinia publiczna" produkuja takie
            pomysly.

            Gdyby nie to, ze statystycznie NIKT z USA nie wyjezdza, to moze dotarloby do
            tych amerykanskich cial jak wyglada swiat i zobaczyliby chociazby, ze mozna sie
            obzerac bez umiaru i byc chudym. Tylko trzeba zdrowo jesc.

            Amerykanie i Ameryka ma zupelnie inne spojrzenie na swiat, zupelnie inna
            mentalnosc, inna wiedze i pewnie jeszcze wiele takich artykulow zobaczymy i
            zapewne dojdzie w koncu do tego, ze sie Ameryka zamknie przed swiatem ze szkoda
            dla samej siebie.

            Tak czy inaczej, jezeli chcesz bez trudu skonczyc studia, chocby kolejne, bez
            stresu i wysilku, to przyjedz do USA. To jest raj na ziemi.
            Nie trzeba sie uczyc. Przeciez i tak sie zda. System nie zmusza do wysilku.
            Jesli chcesz robic kariere naukowa, to i tak musisz SAM sie zmobilizowac.
            • robisc he he... 02.02.04, 21:07
              Można by pomyśleć, że z tych samych powdodów powinniśmy wejść do UE (aby
              otworzyć się na konkurencję i zwiększyć efektywność). Chociaż mam wrażenie, że
              to skostniała i etatystyczna UE włazi do nas.
              • przycinek.usa Re: he he... 03.02.04, 19:15
                przede wszystkim nie macie rownych szans. to jest polaczenie-samobojstwo.
                wychodzicie na boisko w 10 zamiast 11, a unia ma zapasowych zawodnikow na
                swojej polowie. Wot taki mecz, 2 na jednego.

                konkurencja ma nie tylko przewage kapitalowa, kredytowa (nizsze stopy), ma
                przelozenie na przepisy i niszczy konkurencje w sposob nieuczciwy.
                Wystarczy przypomniec sobie przepisy o Vat i komputery. Chyba nie sadzisz, ze
                same z siebie takie przepisy sie wziely, co?

                Jak sobie z wami nie poradza po dobroci, to wprowadza wam przepisy, jak je
                ominiecie, to zalatwia was limitami, a jak limity nie pomoga, to zamkna wam
                caly rynek. O ile dobrze widze, to rynek pracy w zasadzie juz zamkneli.

                Dopoki macie wlasne panstwo i NIE PLACICIE skladki, to macie jakie takie szanse
                na konkurowanie z ta Unia. Na poziomie jednej czy dwoch firm, to moze sobie
                nawet poradzicie, ale statystycznie rzecz ujmujac, na poziomie makro,
                polegniecie na calej lini.

                Widza to w zasadzie wszyscy, tylko nie wy sami. I to jest zdumiewajace!
                Wot, Polacy....
                • robisc Re: he he... 03.02.04, 22:34
                  przycinek.usa napisał:

                  > Widza to w zasadzie wszyscy, tylko nie wy sami. I to jest zdumiewajace!
                  > Wot, Polacy....

                  W Polsce liczy się przede wszystkim na wielkie inwestycje, zarówno z UE jak i
                  spoza (np. Hyundai). Ma to się stać dzięki większej wiarygodności Polski. W
                  prasie było mnóstwo artykułów na ten temat, tylko jakoś szczegółów brak.
    • przycinek.usa Ten facet czytal moje wyklady. Niewatpliwie.-))) 02.03.04, 19:22
      "Tak naprawdę przy stawkach wyznaczanych przez władzę to VAT podnosi ceny i
      ogranicza popyt, a więc zakłóca kształtujące się naturalnie na rynku ceny
      równowagi. Nic to nie ma wspólnego z gospodarką rynkową. Teza, że wzrost cen
      wymusi nową równowagę popytu z podażą, to wyzywająca bzdura (popyt, owszem,
      dostosuje się do wyższych cen - jak w paradoksie Giffena, kiedy podwyżka cen
      chleba w XIX-wiecznej Irlandii dała wyższą jego sprzedaż, bo na nic innego
      ludzie nie mieli już pieniędzy). Po drugie, VAT spowalnia i komplikuje obrót
      pieniężny. Kilka procent pieniądza w ciągu roku nie przepływa jako proste
      należności od towarów i usług, lecz krąży bezpłodnie, uiszczane państwu i
      zwracane jako przedmiot biurokratycznych operacji."


      www.wprost.pl/ar/?O=57007&C=57
      Nie do wiary.
      • przycinek.usa Kolejny anty-Vatowiec. Prosze, prosze. 11.03.04, 03:57
        VATum separatum
        Tygodnik "Wprost", Nr 1110 (07 marca 2004)

        Ameryka nie wprowadziła VAT, bo to podatek z gruntu zły i antyrozwojowy

        Stefan Bratkowski
        Publicysta, historyk, honorowy prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich

        Nie wzywam do buntu, i tak zresztą niemożliwego, ale chciałbym zaznaczyć swoje
        (i nie tylko swoje) zdanie odrębne. Dziś na szczęście wolno się nie zgadzać
        nawet z większością rządów Unii Europejskiej, a mam nadzieję, że z czasem to
        zdanie odrębne zdrowego rozsądku i prostej gospodarności weźmie górę. Z
        prostego względu: otóż Europa, gdyby nawet chciała rywalizować z Ameryką, nie
        ma szans, bo sobie sama narzuciła biurokratyczne pęta. Jak biegacz, który u
        startu powiązał sobie nogi, by nie stawiać za dużych kroków.

        Skąd się wziął VAT?
        Dawna skarbowość, której się uczyłem, zdecydowanie odrzuciłaby VAT, czyli
        podatek od wartości dodanej. Obmyślił go ponoć jeden z młodszych Siemensów,
        jeszcze w roku 1919, ale nie ukrywajmy - jako pewną abstrakcję. Zaszczepiła tę
        abstrakcję swemu systemowi podatkowemu Francja 50 lat temu, a w latach 70.
        zaraziła nią Unię Europejską - na nieszczęście europejskiego handlu i obrotu
        pieniężnego. Nie przypadkiem Amerykanie, próbując zainstalować to w Japonii (bo
        nie u siebie), zrezygnowali. Trudno bowiem zliczyć krytyczne opinie o tym
        podatku. Prawda, każdy podatek ma jakieś mankamenty. W żadnej też dziedzinie
        radosna twórczość rządzących biurokratów nie rozkwitała tak bezkarnie jak w
        dziedzinie skarbowości - poczynając od starożytnego Egiptu, a kończąc na kilku
        XIX-wiecznych państewkach Niemiec, gdzie opodatkowano... słowiki.
        Biurokracja czyniła skarbowość, nie bez współpracy uczonych, specjalnością
        wyższego rzędu - skomplikowaną i wymyślną, by całkowicie onieśmielić
        przeciętnego obywatela. W rezultacie obywatel traktował podatki jak dopust boży
        i buntował się dopiero w skrajnych sytuacjach. Całymi latami w Europie ściągano
        podatek od produkcji (we Francji podatek "jednokrotny" od 1936 r.), czyli od
        tego, co kto wyprodukował i miał na składzie, a nie od tego, co sprzedał. Innym
        podatkiem obłożono transakcje zawarte, miast wpływów gotówkowych lub wekslowych
        z tych transakcji, na co przed wojną zżymał się u nas Eugeniusz Kwiatkowski. Że
        sami Francuzi nie nakręcili żadnej komedii o swych podatkach, złóżmy na karb
        trudności, jakie mieli z ich zrozumieniem scenarzyści. Ale też proste absurdy
        miały wymiar kanonu wiary.

        Neutralność podatkowa
        Ideałem skarbowców późnego XIX wieku - i to francuskich, jak Paul Leroy-
        Beaulieu czy Rene Stourm - była neutralność podatkowa, pierwotnie nawet
        absolutna. Według liberałów, państwo nie powinno się mieszać do gospodarki. Nie
        powinno więc podatkami - pisał Stourm - ani stymulować, ani protegować, ani
        ograniczać niczego, co legalne. Ani nawet wychowywać narodów, na przykład
        cenami napojów alkoholowych czy też papierosów. Przed I wojną światową pewność
        tę zakłóciły zbrojenia, a liberał Lloyd George chlubił się, że po wysokim
        opodatkowaniu wódki w 1905 r. Anglicy mniej piją. Przed II wojną światową, w
        epoce wielkiego kryzysu, używano już podatków do sterowania koniunkturą, walki
        ze stagnacją czy - na odwrót - inflacją. W drugiej połowie XX wieku wręcz
        stosowano politykę "elastyczności podatkowej": w USA za Kennedy'ego
        zreformowano podatek od nieruchomości, żeby pobudzić budowę mieszkań. Później
        wysoko opodatkowano produkcję samochodów. I to ukazało nonsens interwencjonizmu
        państwowego: doszło do kryzysu w amerykańskim przemyśle samochodowym. Pominę
        tu "cichą rewolucję" angielskich laburzystów, którzy wysoko opodatkowali
        artykuły luksusowe (jakby luksus był za tani), a zwolnili z opodatkowania
        artykuły pierwszej potrzeby - za późno, bo warstwy niższe Anglii osiągnęły już
        zamożność warstwy średniej.
        Dziś wracamy do pierwszeństwa celu finansowego podatków - bez celów ubocznych.
        Wracamy do pewnej, powiedziałbym, rozsądnej neutralności podatkowej. Aliści VAT
        nie może być nawet rozsądnie "neutralny": nie sposób go utrzymać na jednym
        poziomie dla wszystkich towarów i usług. Hiszpania ma na budownictwo VAT zerowy
        (jak powinno być i w Polsce, w przeciwnym razie zablokuje to wzrost
        gospodarczy), Wielka Brytania ma VAT zerowy na książki i gazety - ot, z czystej
        mądrości. Wysoki VAT na artykuły dziecięce w krajach Zachodu blokuje może
        rozrodczość tamtejszych muzułmanów, ale po co go wprowadzać w Czechach, Polsce
        i na Węgrzech? Różne stawki czynią system podatkowy złożonym, a to wedle bardzo
        starych doświadczeń obniża wydajność podatkową: utrudnia wymiar podatku,
        przysparza kosztów i samo przez się prowokuje krętactwo. Co istotne, te różne
        stawki są typowym przejawem interwencjonizmu, z którym podobno chcieliśmy w
        Europie zerwać. Bo w jedno uderzamy bardziej, w inne słabiej...

        VAT u nogi
        Nie wiem, czy Francuzi czytali Carla von Siemensa. Zaczęło się tak: od 1948 r.
        każdy przedsiębiorca francuski, płacąc podatek od tego, co sprzedał, miał prawo
        odliczyć sobie podatek, jaki zapłacił jego dostawca. Niby nie wiadomo po co,
        ale szło oczywiście o zalegalizowany dumping w eksporcie. Po tym odliczeniu
        eksporter mógł sprzedawać swoje eksportowane produkty taniej, zwłaszcza -
        samochody. VAT (we Francji TVA - taxe la valeur ajoutée), wprowadzony 10
        kwietnia 1954 r., zastąpił podatki od produkcji i od transakcji. Ten drugi - od
        transakcji, z odliczaniem podatków dostawców ("kumulatywny") - był niby łatwy,
        zrozumiały, ale zbyt oczywisty, stąd niewygodny dla francuskich producentów
        samochodów i samolotów, mających wielu kooperantów i długi cykl produkcji.
        Według francuskiego klasyka skarbowości Paula Gaudemeta, "zniekształcał prawa
        konkurencji" i był sprzeczny z zasadą neutralności podatków (!).
        Tak naprawdę przy stawkach wyznaczanych przez władzę to VAT podnosi ceny i
        ogranicza popyt, a więc zakłóca kształtujące się naturalnie na rynku ceny
        równowagi. Nic to nie ma wspólnego z gospodarką rynkową. Teza, że wzrost cen
        wymusi nową równowagę popytu z podażą, to wyzywająca bzdura (popyt, owszem,
        dostosuje się do wyższych cen - jak w paradoksie Giffena, kiedy podwyżka cen
        chleba w XIX-wiecznej Irlandii dała wyższą jego sprzedaż, bo na nic innego
        ludzie nie mieli już pieniędzy). Po drugie, VAT spowalnia i komplikuje obrót
        pieniężny. Kilka procent pieniądza w ciągu roku nie przepływa jako proste
        należności od towarów i usług, lecz krąży bezpłodnie, uiszczane państwu i
        zwracane jako przedmiot biurokratycznych operacji.
        Na dodatek wymaga VAT zatrudnienia tysięcy dodatkowych księgowych w całym
        systemie podatkowym, w skarbowości i w samych przedsiębiorstwach, nawet w tych,
        które składają się z paru członków rodziny. Wymaga mnóstwa dodatkowej pracy
        związanej z obiegiem dodatkowych, ciągle nowych informacji. Po czwarte, VAT
        jest klasycznym biurokratycznym mnożeniem bytów ponad potrzebę, uzasadniającym
        w rzeczywistości rozrost biurokracji. Francja w ten sposób leczy swoje
        bezrobocie, ale nawet bez VAT ma tak rozbudowane struktury biurokratyczne, że
        wchłaniają one bez trudu nadmiar absolwentów wyższych uczelni. Cóż mówić o RFN,
        która musi sprowadzać Turków, bo tylu Niemców woli siedzieć w biurach
        administracji.

        Dobrze dla wielkich, źle dla małych
        Gaudemet zachwycał się tym, że VAT "wymaga prowadzenia dokładnej rachunkowości
        dla każdego produktu, w kolejnych fazach produkcji". Widać, jak bardzo temu
        wielkiemu umysłowi obca była praktyka interesów, choć sam przyznawał, że
        rozciągnięcie VAT na handel detaliczny zlikwidowało opłaty lokalne, tak ważne
        dla budżetów władz lokalnych. VAT, nie kryjmy, uprzywilejowuje wielkie
        przedsiębiorstwa, dyskryminuje małe. Gdyby w urzędach ochrony konkurencji w
        Europie zasiadali wykształceni skarbowcy, podjęliby obronę drobnej
        przedsiębiorczości. Cała ta dodatkowa księgowość prowadzona przez drobnych
        przedsiębiorców zamiast prostej zryczałtowanej opłaty na rzecz
        • przycinek.usa dokonczenie 11.03.04, 04:04
          systemu podatkowego gnębi ich zgoła zbytecznie, podwyższając koszty własne.
          Na koniec wreszcie - VAT jest sprzeczny z postępami demokracji, która wymaga
          uproszczeń w funkcjonowaniu państwa, a nie narastających komplikacji. I rzecz
          najważniejsza: z punktu widzenia demokracji VAT, jak wszelkie podatki pośrednie
          obciążające konsumentów, odrywa obowiązek podatkowy od obywatela - nikt nie
          wie, ile płaci i komu. Rozmywa się związek podatkowy obywatela z jego państwem.
          I chyba nie trzeba tej opinii uzasadniać. Jest oczywista.

          Powrót do źródeł
          W Stanach Zjednoczonych ponad 80 proc. obywateli odbiera swoje dochody osobiste
          od pracodawców i innych płatników, a ci przekazują systemowi podatkowemu -
          Internal Revenue System (IRS) - odpowiednie potrącenia (to stara angielska
          zasada: stoppage at the source - uchwycenia u źródła). Kilkanaście procent -
          farmerzy, drobni przedsiębiorcy, wśród nich i taksówkarze, nieliczni artyści
          sprzedający swe dzieła, maklerzy giełdowi - rozlicza się z systemem
          samodzielnie. A wszyscy mogą skorzystać z przysługujących im różnorakich ulg (o
          nich bliżej w dorocznym amerykańskim "World Almanac").
          U nas mamy wyższy odsetek rolników i drobnych przedsiębiorców niż w USA.
          Dwadzieścia kilka procent obywateli żyje ze swoich gospodarstw (tylko połowa z
          produkcji towarowej). W ich wypadku można wrócić do XIX-wiecznego brytyjskiego
          zdrowego rozsądku w systemie podatkowym, do brytyjskiego samorządu podatkowego.
          Propagował go w podręczniku z 1876 r. Leon Biliński, profesor uniwersytetu
          lwowskiego, a nie był to żaden uczony utopista, lecz późniejszy polski minister
          finansów Franciszka Józefa, w 1896 r. autor planu wielkiej reformy podatkowej.
          W XIX wieku, kiedy i w Anglii dominowała drobna przedsiębiorczość, hrabstwo
          odprowadzało "do góry" tylko tyle, ile było trzeba na utrzymanie i koszty
          realizacji zadań władzy (owocowało to w opracowywaniu budżetu państwa tzw.
          budżetowaniem netto).
          Chciał Biliński, by tworzono komisje szacunkowe "złożone z zaufanych delegatów
          podatników", bo wtedy "ludność pełna zaufania do swych wybrańców nie będzie
          stawiała skarbowi trudności w badaniu dochodu, a może i mniej będzie skłonna do
          defraudacji i zalegania wobec cyfry podatku, ustanowionej za współudziałem
          komisji". Tak pracowały wtedy komisje dla podatku dochodowego w Anglii. Nawet w
          Austrii ustawa z 1869 r. wprowadziła je przy podatku gruntowym. Pisał Biliński,
          że powierzywszy wybieranie podatku gminom, "można powiedzieć, iż usunęło się
          przynajmniej część tradycjonalnej nienawiści podatnika do władzy skarbowej".
          Wiązał on samorząd skarbowy z rozwojem samorządu w ogóle: "Nie dziw, że właśnie
          ojczyzna samorządu pierwsza zastosowała go w skarbowości".
          Wolałbym, by demokracja poszukiwała skuteczności na tej właśnie drodze, miast
          iść drogą rozwoju biurokracji. I nie ma się co dziwić, że Stany Zjednoczone nie
          chcą słyszeć o żadnej "harmonizacji" swego systemu podatkowego z Europą.

          Stefan Bratkowski"


          Stefan Bratkowski. Kto by pomyslal. Wklejam to dla pewnosci, ze nie zniknie z
          horyzontu zdarzen. Nie wiem, czy Wprost ma jakies archiwum, czy to za miesiac
          po prostu znika. No to teraz mamy calosc.


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka