Na początku zainteresowałem się problemem za sprawą mojej zaniepokojonej szwagierki, która, bojąc się o miejsce pracy, wspomniała jakiś czas temu coś na temat "likwidacji" SANEPIDów.
Jako, że jestem osobą, która ma paranoję na punkcie czystości pożywienia, jego jakości oraz eliminowania jakichkolwiek zagrożeń wynikających z przekraczania barier moralnych dla zysku a stąd zatruwania naszego otoczenia; uznałem, że warto przyjrzeć się tematowi.
Dodam jeszcze, że nie uważam naszych instytucji kontrolnych za zbiorowisko darmozjadów, które nic już nie mają ciekawego do roboty i jednocześnie do poprawy w swoim działaniu.
Uważam wręcz, że sprawdzają za mało, pobieżnie oraz nieuczciwie (łapówki) przez co kontrolowani nie darzą urzędników jakimkolwiek szacunkiem a ich kontrole mają zazwyczaj gdzieś.
Oczywiście kiepskie funkcjonowanie tych służb naraża nas jako społeczeństwo na sytuacje, które nie powinny się zdarzać -
przykład -> Katastrofa budowlana na terenie Międzynarodowych Targów Katowickich lub
Afera Constar - link.
Zdaję sobie sprawę, że trudno nam się porównywać do krajów wysoko rozwiniętych i jednocześnie bogatych. Ale przykład katastrofy linkowanej wyżej pokazuje, że aby czuć się bezpiecznie wydajemy zdecydowanie za mało, w tym wypadku na nadzór budowlany.
Mając w pamięci SANEPIDy rozpocząłem poszukiwania w internecie.
I... szczęka mi opadła...
Otóż rząd czyli PO zamierza zlikwidować nie tylko Inspekcję Sanitarną
ale w sumie
11 różnych inspekcji jest do likwidacji:
- wojewódzkie inspektoraty ochrony środowiska,
- wojewódzkie inspektoraty Inspekcji Handlowej,
- wojewódzkie inspektoraty ochrony roślin i nasiennictwa,
- kuratoria oświaty,
- wojewódzkie inspektoraty farmaceutyczne,
- urzędy ochrony zabytków,
- wojewódzkie inspektoraty jakości handlowej artykułów rolno-spożywczych,
- wojewódzkie inspektoraty nadzoru budowlanego,
- wojewódzkie stacje sanitarno-epidemiologiczne,
- wojewódzkie inspektoraty transportu drogowego,
- wojewódzkie inspektoraty weterynarii.
Więcej -
link 1,
link 2
Oczywiście w założeniach, konsolidacja tak zwanego back office i stworzenie usług współdzielonych (z angielska: shared services)
może być jak najbardziej chwalebne i sensowne gdyby nie kilka ale.
1.
Musicie przyznać, że już sama ilość "kandydatów" do reformy jest iście stachanowska.
Jeżeli uświadomimy sobie do tego, jaka ilość majątku narodowego jest "pod ich okiem" to mi przynajmniej zaczynają drżeć kolana

Osobiście, jako "pilota" puściłbym tylko jedną instytucję.
2.
Każdy kto pracował w dużej organizacji wie, że wprowadzanie zmian do dużego organizmu jest bardzo skomplikowanym zadaniem zależnym od wielu zmiennych.
Czasem drobne z pozoru zmiany czy też decyzje mogą mieć kolosalne konsekwencje dla przedsiębiorstwa a błędnie zaplanowane mogą w efekcie doprowadzić do jego upadku. Przykładem dla polskich firm mogą być niechlubne opcje.
3.
W przypadku dużych projektów czas na wdrożenie może wynieść od roku do kilku lat.
Dead line, o którym słyszymy, to 01/01/2011.
Patrząc na skalę zmian nie jestem w stanie uwierzyć, że wprowadzenie ich z sukcesem może zająć pół roku gdzie oprócz MSWiA chyba nikt nie zna szczegółowych planów. Przecież 1-go stycznia wszytko ma być "up and running" jak to mówią Angole.
4.
Z autopsji wiem jak wygląda na poziomie powiatu i gminy zarządzanie informatyką, która będzie w tej reformie grała pierwsze skrzypce.
To jest takie KUKURYKU, że ciężko to sobie wyobrazić.
Ktoś kto pracował w zachodnich korporacjach albo w nowoczesnych polskich firmach wie jak wygląda standard:
W Polsce gminnej i powiatowej gdzie reforma ma być wdrożona wygląda to mniej więcej tak:
5.
Oczywiście truizmem jest twierdzenie, że wszystko to wynika z mizerii budżetowej.
Ja wiem, że najdroższym elementem każdego systemu są ludzie.
A rząd PO chce jeszcze z tego materiału wycisnąć oszczędności!!!
(nie będę przeklinał...ale jest ciężko)
6.
Aby zdać sobie sprawę ze skali problemu zorientujcie się jak wyglądają w rzeczywistości, sztandarowe informatyczne projekty PO.
link 1,
link 2,
link 3
7.
Nie wiem jak jest z innymi instytucjami ale od szwagierki dostałem cynk, że właśnie otrzymali nowe wytyczne dotyczące zmniejszenia ilości badań podstawowych wody - tj: na obecność manganu, żelaza i tym podobnych. W związku z tym, mają za chwilę zacząć redukować etaty
i to bynajmniej nie te księgowe czy "taxi" tylko etaty związane bezpośrednio z podstawowym nadzorem w danej instytucji.
PODSUMOWUJĄC - wygląda to wg mnie bardziej na częściową likwidację niż na konsolidację.
Bo jak mniemam konsolidacja jest zadaniem trudnym i wymagającym wiedzy oraz mądrych inwestycji a likwidacja... jak to likwidacja.
Wygląda to na jakieś niesamowite oszołomienie technologią, a główni kreatorzy w pijanym "liberalnym" widzie stracili już kontakt z realnym światem.
Mam nadzieję, że to tylko tymczasowe wyskoki Drożdża i reszty drużyny, które docelowo okażą się nieudanym żartem i wszyscy wspólnie
sprowadzimy ich na ziemię.
Mam też nadzieję, że TANIE PAŃSTWO Tuska, które wygląda na co raz bardziej CHORE po najbliższych wyborach stanie się choć
trochę bardziej ZDROWSZYM...
Czego Państwu i sobie życzę.