Dodaj do ulubionych

Symptomy otrzezwienia

22.03.04, 18:11
www.korkonet.i7.pl/forum/read.php?f=4&i=13429&t=13429
Dlaczego umiescilem ten watek? To forum dot. komunikacji w Warszawie i jest
malo-polityczne (raczej spoleczno-obyczjowesmile, grupuje niewiekie grono
doroslych ustatkowanych krajowcow (z przewaga warszawiakowsmile - otoz wyglada
na to ze coraz wiecej ludzi z takich kregow zaczyna sobie i innym zadawac
pytania pt. "w jakim kierunku zmierza ten kraj i co jest prawda? - to w TV czy
to za oknem?" - pewnie dlatego ze ta rzeczywistosc i ich zaczyna uwierac - tym
nie mniej ..., stopien niezadolenia spolecznego rosnie (wraz ze wzrostem
gospodarkismile)))))))
Obserwuj wątek
    • przycinek.usa Re: Symptomy otrzezwienia 22.03.04, 18:18
      To ja to wkleje tu:

      Cytat:
      "Dariusz Rosati, inny członek RPP, powiedział niedawno, że (...) Ciągły
      średniookresowy cel inflacyjny umożliwi inny sposób reagowania na wahania
      inflacji wskutek szoków oraz nie będzie obligatoryjny dla przyszłej RPP.

      W przypadku szoku podażowego polityka pieniężna nie musiałaby reagować przez
      kilka pierwszych miesięcy, czy nawet dwa kwartały.

      Natomiast reagowałaby tylko wówczas, kiedy wychylenia inflacji miałyby
      przyczyny popytowe bądź też szok podażowy mógłby się przełożyć na oczekiwania i
      spiralę cenowo-płacową.

      W opinii Rosatiego, zmiana sposobu ustalania celu inflacyjnego zbliży działania
      RPP do zasad obowiązujących w Unii Europejskiej."

      RPP to jest bardzo wdzieczny obiekt krytyki.
      Ten Rosatii powiedzial tutaj cos, co wyjatkowo wykazuje "naukowe" podejscie do
      gospodarki. Tak naukowe, ze odstajace od praktyki ekonomicznej swiata.
      Najpierw jak to zobaczylem, to nie moglem uwierzyc, a teraz jak sie powoli
      oswojam z ta mysla, to pomyslalem, ze wkleje wam to tu na forum.
      • wolo Re: Symptomy otrzezwienia 22.03.04, 18:56
        Chejże przycinek czegoś tu nie rozumiem. Rosati stwierdza coś co jest dość
        oczywiste i neutralne a ty stawiasz mu nie do końca sprecyzowane zarzuty.

        1.Podejście postawione przez Rosatiego nie ma żadnych znamion naukowości lecz
        wynika raczej z przesłanek praktycznych.
        2. Jest to poniekąd przyznanie się do błędów poprzedniej Rady i przyznanie
        racji adwersarzom, który oskarżali Radę o zbyt pryncypialne traktowanie
        inflacji i walki z nią?

        O co Ci chodzi?
        • przycinek.usa Ja tez nie rozumiem, moze Ty wyjasnisz? 22.03.04, 21:09
          To przygladnijmy sie temu jeszcze raz:

          "W przypadku szoku podażowego polityka pieniężna nie musiałaby reagować przez
          kilka pierwszych miesięcy, czy nawet dwa kwartały.

          Natomiast reagowałaby tylko wówczas, kiedy wychylenia inflacji miałyby
          przyczyny popytowe bądź też szok podażowy mógłby się przełożyć na oczekiwania i
          spiralę cenowo-płacową."

          Przetlumaczmy to z polskiego na nasze:

          "W przypadku wzrostu cen wynikajacego z gwaltownego niedoboru towarow na rynku
          RPP przez dwa kwartaly nie reaguje.

          Natomiast reaguje wtedy kiedy wzrost cen wynika ze zwiekszoonego popytu lub tez
          oczekiwania cenowe nakreca spirale cenowo-placowa."

          W przypadku szoku podazowego NALEZY reagowac. Ale to zalezy tez jakiego szoku
          podazowego.
          1) Jezeli Rosati mial na mysli NIEDOBOR TOWAROW wynikajacy np. z falowego
          bankructwa przedsiebiorstw badz tez gwaltownego ograniczenia podazy ze wzgledu
          na nowe przepisy prawne obowiazujace po 1 maja, to RPP przewidujac wzrost cen
          POWINNA zareagowac, aby nie dopuscic do nienormalnego wzrostu cen i dac rynkowi
          dzieki temu pewien czas na dostosowanie sie i zwiekszenie produkcji.
          2) Jezeli Rosati mial na mysli rope, to wbrew temu co powiedzial RPP reagowala
          ZANIM NAWET SZOK PODAZOWY WYSTEPOWAL. Przypominam komunikaty z 2002 i 2003
          roku. Na rope powinno sie reagowac popytowo, czyli obnizka stop.
          RPP robi odwrotnie, to jasne. Jezeli Rosati mial na mysli NIE REAGOWANIE na
          szok podazowy z rynku ropy, to dlaczego RPP wypowiada wojne inflacji w zwiazku
          z ropa? Ja czegos tu nie rozumiem, to jest zupelny brak logiki, nawet
          zakladajac, ze Rosati wierzy w to co mowi.

          Cala ta wypowiedz jest bez sensu, Wolo.

          Reasumujac:

          Szok podazowy na rynku stali przelozy sie na polityke RPP za dwa kwartaly.
          Wstapienie do unii wywola spirale cenowo-placowa. (tak to wyglada obecnie)
          RPP podniesie wam wtedy stope procentowa. To takie dwa swobodne wnioski.
          • wolo Re: Ja tez nie rozumiem, moze Ty wyjasnisz? 22.03.04, 21:30
            Mając na myśli szok podażowy Rosati mówi, że jeżeli z jakichkolwiek powodów na
            rynku zabraknie towarów i staną się one drogie to jeszcze nie koniecznie jest
            powód do zaostrzania polityki pieniężnej. Jeżeli pierwotne zaburzenie nie miało
            charakteru pieniężnego to nie powinno być zwalczane za pomocą środków polityki
            pieniężnej.

            Mówi również, że takie pierwotne zaburzenie, może niestety mieć wpływ na obieg
            pieniężny - może powodować wzrost oczekiwań inflacyjnych, roszczenia płacowe
            itp. Wówczas ceny idą w górę bardziej niż byłoby to uzasadnione pierwotnym
            szokiem podażowym i niestety w takim przypadku polityka pieniężna powinna
            zareagować. (Inflacja po drugim kryzysie naftowym w stanach w 1979 r. została
            zwalczona dopiero kilka lat później za Volckera)

            Sztuką prowadzenia polityki pieniężnej jest umieć rozróżnić co jest skutkiem
            sytuacji pieniężnej a co jeszcze nie.

            Co konkretnie miał Rosati na myśli? Nie wiem. Najprawdopodobniej suszę w 2000
            roku. Wzrost cen żywności miał wówczas charakter szoku podażowego, gospodarka
            już zwalniała, rosło bezrobocie. Ostatnią podwyżkę stóp można sobie było
            darować. Poprzednia RPP była wielkrotnie za to atakowana m. in. przez Marka
            Belkę.
            I tyle.
            • przycinek.usa Rosati KOMPLETNIE mija sie z prawda 23.03.04, 19:42
              To trzeba wyprostowac, Wolo. Koniecznie.

              "Jezeli pierwotne zaburzenie nie mialo charakteru pienieznego to nie powinno
              byc zwalczane za pomoca srodków polityki pienieznej."

              To jest nieprawda. Pozwole sobie zauwazyc, ze ZABURZENIE, czyli po prostu
              wzrost cen ma taka sama wymowe ekonomiczna zarowno w przypadku ograniczenia
              podazy towarow, jak tez wzrost popytu na towary. Ceny wzrosna. Ewentualna
              roznica polega jedynie na skali obrotu.

              Obywatel podejmuje swoje decyzje o zakupach i ew. wzroscie oczekiwan
              inflacyjnych na podstawie CEN. Obserwuje ceny. A ceny moga wzrastac w
              najrozniejszy sposob.

              Z punktu widzenia inflacyjnego wydarzenie takie ma IDENTYCZNA WAGE. Faktycznie
              polityka pieniezna polega na stymulacji pieniadza. Ale wplywa na Rynek. Rynek
              jest celem tej polityki, a nie pieniadz. Reguluje sie pieniadzem DLA ROZWOJU i
              STABILIZACJI RYNKU. Rozwoj Rynku = wzrost obrotu = wzrost produkcji.
              Oczywiscie interesem nadrzednym jest rozwoj rynku w dlugiej perspektywie
              czasowej.

              "Sztuka prowadzenia polityki pienieznej jest umiec rozróznic co jest skutkiem
              sytuacji pienieznej a co jeszcze nie."

              Nie. Sztuka propwadzenia polityki pienieznej jest takie dostosowanie stopy
              procentowej, aby nie bylo dysproporcji atrakcyjnosci kredytowej pomiedzy waluta
              wewnetrzna a walutami zewnetrznymi. Dodatkowo mozna EWENTUALNIE ingerowac w
              rynek w celu POWSTRZYMANIA nadmiernego wzrostu cen, wynikajacego ze spekulacji
              lokalnej a nie majacego racjonalnego uzasadnienia wzrostem popytu.

              Mowiac krotko, jak wystepuje szok podazowy, to powinno sie ALBO ingerowac
              monetarnie ALBO nie-ingerowac monetarnie. Jednak zalezy to NIE od
              wczesniejszych, mechanicznych ustalen Pana Rosatiego, ale od racjonalnej oceny
              skutkow jakie wywoluje bodziec i celow jakich oczekujemy od polityki pienieznej
              dla danego i okreslonego kryzysu.

              Polityka pieniezna to jest NARZEDZIE i dziala ona na Rynek W KAZDYCH warunkach.
              Niezaleznie od tego jaki jest rodzaj aktualnego impulsu inflacyjnego!

              Zeby to sie nie zrobilo zbyt dlugie, ale przyklad musi byc:
              1)
              Wyobrazmy sobie przyklad stali. Aktualna sytuacja. Z punktu widzenia rynku
              sytuacja ta jest niezwykle niekorzystna. Dlaczego cena na rynku rosnie?
              To jest dzialanie popytowe! Czyli wzrost cen stali jest zacheta dla RPP do
              dzialania! Wzrost cen stali ma bardzo negatywne skutki dla gospodarki w Polsce.
              To chyba nie ma watpliwosci. Na pewno przelozy sie na wzrost cen. Wzrosly
              koszty wegla, energii, stali, podrozeja domy, spadnie sprzedaz, dynamika PKB.
              Jednak obiektywna decyzja RPP w takim przypadku (indywidualnie) jest niezwykle
              trudna. Bo jak podniosa stopy, to popyt spadnie na CALYM rynku. Dodatkowo
              teoretycznie wzrasta koszt kredytu i huty moga statystycznie czekac z
              inwestycjami co nie przelozy sie na wzrost produkcji od razu.
              Wnioski: ceny stali poszly do gory wskutek popytu. Zabuzenie ma oczywisty
              charakter pieniezny. Polityka RPP przewiduje teraz mechaniczne podniesienie
              stop. Jednak taka polityka zniszczy firmy budowlane, bowiem PODNIESIE im koszt
              kredytu i zwiekszy straty. W tym przypadku NIE POWINNO SIE PODNOSIC STOP.
              Powinno sie nawet rozwazyc OBNIZKE.

              2) Wyobrazmy sobie WIELKA SUSZE. Popyt przekracza podaz dwukrotnie.
              Po prostu nie ma co jesc. Zgodnie z deklaracja Rosatiego nie wystepuja czynniki
              monetarne dla ktorych RPP podnosi stope. Ale czy na pewno? Spekulacje cenowe na
              zbozu sa typowym objawem szoku podazowego na rynku produktow rolnych.
              Cena wzrasta wtedy zwykle duzo bardziej niz wynika to z racjonalnej oceny
              sytuacji. Generalnie wystarcza otwarcie granic i import aby sytuacja
              ustabilizowala sie. Jednak w sytuacji nadmiernego szoku podazowego dotyczacego
              szerokiego rynku towarow, przy np. duzej substytucji importowej i jezeli
              wystapi brak towarow w imporcie (taka sytuacja moze wystapic teoretycznie jak
              jest susza na calym kontynencie) to wzrost stopy jest jak najbardziej wskazany,
              chocby po to, aby taki impuls rozlozyc w czasie, ograniczyc spekulacje,
              pozwolic na to, aby czas rozladowal emocje, nie doprowadzajac do nadmiernego
              napompowania cen. To wlasnie BRAK czynnikow pienieznych jest najbardziej
              niebezpieczny z punktu widzenie inflacji, poniewaz BRAK TOWAROW=zatkanie mocy
              produkcyjnych=inflacja galopujaca.

              Wtedy ingerencja monetarna jest tez mniej skuteczna, poniewaz czynniki szokowe
              SA TAK SILNE, ze delikatne dzialanie polityki monetarnej jedynie stymuluje
              rynek, NIE BEDAC W STANIE takiej sytuacji zatrzymac.

              Nie jest jednak powiedziane, ze w interesie Panstwa i rynku nie nalezy
              ingerowac. To bardzo wazne. Decyzje o ingerencji monetarnej podejmowac sie
              powinno w oparciu o dorazne wnioski na podstawie konkretnej sytuacji.
              Nie dlatego, ze jest impuls pieniezny-popytowy albo towarowo-podazowy. Takie
              akurat wnioski uwazam za poboczne.




              • wolo Re: Rosati KOMPLETNIE mija sie z prawda 23.03.04, 21:01
                przycinek.usa napisał:

                > To trzeba wyprostowac, Wolo. Koniecznie.
                >

                No to po kolei.

                > "Jezeli pierwotne zaburzenie nie mialo charakteru pienieznego to nie powinno
                > byc zwalczane za pomoca srodków polityki pienieznej."
                >
                > To jest nieprawda. Pozwole sobie zauwazyc, ze ZABURZENIE, czyli po prostu
                > wzrost cen ma taka sama wymowe ekonomiczna zarowno w przypadku ograniczenia
                > podazy towarow, jak tez wzrost popytu na towary. Ceny wzrosna. Ewentualna
                > roznica polega jedynie na skali obrotu.
                >

                Niezupełnie. Wzrost cen - skutek jest taki sam. Ale przyczyna leży gdzie
                indziej. Jeżeli chcesz odwrócić wzrost cen to musisz zdiagnozować przyczynę i
                ją usunąć. Jeżeli przyczyna leży po stronie popytu - duś go. Jeżeli po stronie
                podaży - zwiększ podaż. Zawsze możliwe są mixy obydwu podejść. Możesz próbować
                zdusić popyt ale w przypadku żywności nie uda ci się. Podaży też możesz nie móc
                zwiększyć szybko.


                > Obywatel podejmuje swoje decyzje o zakupach i ew. wzroscie oczekiwan
                > inflacyjnych na podstawie CEN. Obserwuje ceny. A ceny moga wzrastac w
                > najrozniejszy sposob.
                >
                > Z punktu widzenia inflacyjnego wydarzenie takie ma IDENTYCZNA WAGE.

                No właśnie nie - nie każdy wzrost cen ma identyczną wagę. Jeżeli w wyniku szoku
                podażowego zajdzie tylko ograniczone dostosowanie cenowe to nie ma wielkiego
                problemu dla inflacji. Relatywna wartość towarów zmienia się cały czas, nie
                musi być od razu psucia pieniądza. Po prostu ludzie wydadzą więcej np. na
                żywność i mniej na inne towary (np. dobra luksusowe).

                >Faktycznie
                > polityka pieniezna polega na stymulacji pieniadza. Ale wplywa na Rynek. Rynek
                > jest celem tej polityki, a nie pieniadz. Reguluje sie pieniadzem DLA ROZWOJU
                i
                > STABILIZACJI RYNKU. Rozwoj Rynku = wzrost obrotu = wzrost produkcji.
                > Oczywiscie interesem nadrzednym jest rozwoj rynku w dlugiej perspektywie
                > czasowej.
                >

                No niech Ci będzie jak mawia moja 4-letnia córka, gdy usiłuję ją odciągnąć od
                TV o 10 w nocy.


                > "Sztuka prowadzenia polityki pienieznej jest umiec rozróznic co jest skutkiem
                > sytuacji pienieznej a co jeszcze nie."
                >
                > Nie. Sztuka propwadzenia polityki pienieznej jest takie dostosowanie stopy
                > procentowej, aby nie bylo dysproporcji atrakcyjnosci kredytowej pomiedzy
                waluta
                >
                > wewnetrzna a walutami zewnetrznymi. Dodatkowo mozna EWENTUALNIE ingerowac w
                > rynek w celu POWSTRZYMANIA nadmiernego wzrostu cen, wynikajacego ze
                spekulacji
                > lokalnej a nie majacego racjonalnego uzasadnienia wzrostem popytu.
                >

                OK

                > Mowiac krotko, jak wystepuje szok podazowy, to powinno sie ALBO ingerowac
                > monetarnie ALBO nie-ingerowac monetarnie. Jednak zalezy to NIE od
                > wczesniejszych, mechanicznych ustalen Pana Rosatiego, ale od racjonalnej
                oceny
                > skutkow jakie wywoluje bodziec i celow jakich oczekujemy od polityki
                pienieznej
                >
                > dla danego i okreslonego kryzysu.
                >

                Mniej więcej powtarzasz to co powiedział Rosati, tylko próbujesz mu włożyć w
                usta coś czego nie powiedział. On nic nie mówił o mechanicznym podejściu tylko
                o elastycznej reakcji w zależności od oceny szoku podażowego i jego skutków dla
                inflacji.


                > Polityka pieniezna to jest NARZEDZIE i dziala ona na Rynek W KAZDYCH
                warunkach.
                > Niezaleznie od tego jaki jest rodzaj aktualnego impulsu inflacyjnego!
                >
                > Zeby to sie nie zrobilo zbyt dlugie, ale przyklad musi byc:
                > 1)
                > Wyobrazmy sobie przyklad stali. Aktualna sytuacja. Z punktu widzenia rynku
                > sytuacja ta jest niezwykle niekorzystna. Dlaczego cena na rynku rosnie?
                > To jest dzialanie popytowe! Czyli wzrost cen stali jest zacheta dla RPP do
                > dzialania! Wzrost cen stali ma bardzo negatywne skutki dla gospodarki w
                Polsce.
                > To chyba nie ma watpliwosci. Na pewno przelozy sie na wzrost cen. Wzrosly
                > koszty wegla, energii, stali, podrozeja domy, spadnie sprzedaz, dynamika PKB.
                > Jednak obiektywna decyzja RPP w takim przypadku (indywidualnie) jest
                niezwykle
                > trudna. Bo jak podniosa stopy, to popyt spadnie na CALYM rynku. Dodatkowo
                > teoretycznie wzrasta koszt kredytu i huty moga statystycznie czekac z
                > inwestycjami co nie przelozy sie na wzrost produkcji od razu.
                > Wnioski: ceny stali poszly do gory wskutek popytu. Zabuzenie ma oczywisty
                > charakter pieniezny. Polityka RPP przewiduje teraz mechaniczne podniesienie
                > stop. Jednak taka polityka zniszczy firmy budowlane, bowiem PODNIESIE im
                koszt
                > kredytu i zwiekszy straty. W tym przypadku NIE POWINNO SIE PODNOSIC STOP.
                > Powinno sie nawet rozwazyc OBNIZKE.

                No nie będę się wdawał w polemikę bo musiałbym za bardzo spekulować.



                > > 2) Wyobrazmy sobie WIELKA SUSZE. Popyt przekracza podaz dwukrotnie.
                > Po prostu nie ma co jesc. Zgodnie z deklaracja Rosatiego nie wystepuja
                czynniki
                >
                > monetarne dla ktorych RPP podnosi stope. Ale czy na pewno? Spekulacje cenowe
                na
                >
                > zbozu sa typowym objawem szoku podazowego na rynku produktow rolnych.
                > Cena wzrasta wtedy zwykle duzo bardziej niz wynika to z racjonalnej oceny
                > sytuacji. Generalnie wystarcza otwarcie granic i import aby sytuacja
                > ustabilizowala sie. Jednak w sytuacji nadmiernego szoku podazowego
                dotyczacego
                > szerokiego rynku towarow, przy np. duzej substytucji importowej i jezeli
                > wystapi brak towarow w imporcie (taka sytuacja moze wystapic teoretycznie jak
                > jest susza na calym kontynencie) to wzrost stopy jest jak najbardziej
                wskazany,
                >
                > chocby po to, aby taki impuls rozlozyc w czasie, ograniczyc spekulacje,
                > pozwolic na to, aby czas rozladowal emocje, nie doprowadzajac do nadmiernego
                > napompowania cen. To wlasnie BRAK czynnikow pienieznych jest najbardziej
                > niebezpieczny z punktu widzenie inflacji, poniewaz BRAK TOWAROW=zatkanie mocy
                > produkcyjnych=inflacja galopujaca.
                >

                Tak to właśnie widziała RPP w sierpniu 2000 r. I się pomyliła. Inflacja po
                lipcu 2000 wzrosła do 11,6% podnieśli stopy o 1,5 pp i wyznaczyli na przyszły
                rok cel w granicach 6-8. Wyszło grubo poniżej 6 przy znacznym wzroście
                bezrobocia i niskim wzroście PKB, mocnej złotówce itp. (Za dane nie biorę
                odpowiedzialności bo trochę czasu minęło i nie pamiętam). To właśnie za to
                Rosati się kaja. Zresztą on i tak był jednym z większych gołębi. Najwyraźniej
                wysoko oceniasz tamtą decyzję Rady. Ale wierz mi nie była to dobra decyzja,
                choć RPP ma dużo na swoje usprawiedliwienie.

                > Wtedy ingerencja monetarna jest tez mniej skuteczna, poniewaz czynniki
                szokowe
                > SA TAK SILNE, ze delikatne dzialanie polityki monetarnej jedynie stymuluje
                > rynek, NIE BEDAC W STANIE takiej sytuacji zatrzymac.
                >
                > Nie jest jednak powiedziane, ze w interesie Panstwa i rynku nie nalezy
                > ingerowac. To bardzo wazne. Decyzje o ingerencji monetarnej podejmowac sie
                > powinno w oparciu o dorazne wnioski na podstawie konkretnej sytuacji.
                > Nie dlatego, ze jest impuls pieniezny-popytowy albo towarowo-podazowy. Takie
                > akurat wnioski uwazam za poboczne.
                >
                >
                >
                >
                • deluc Re: Dla mnie RPP... 23.03.04, 21:34
                  to nic innego jak pies pilnujacy interesow sektora bankowego ot i tyle - a ta
                  papa ktora czlonkowie RPP serwuja w mediach (szczyt szczytow megabelkot Bogusia
                  Grabowskiego - co on teraz robi?) to na uzytek gawiedzi - trzeba w koncu jakiejs
                  "podbudowy" dzialan - sie przeciez otwarcie nie powie, ze jest sie od tego by
                  bankom bylo dobrze, nie?.

                  PS. Podobno Rybinski mial isc do NBP na vice-Balcerka?
                  • przycinek.usa nie ma sie co przejmowac... 24.03.04, 21:21
                    Na szczescie przy stopach, ponizej 10%, znaczenie RPP maleje znacznie.
                    Najwazniejszy staje sie fiskalizm i przedsiebiorczosc. Walka tych dwoch sil
                    ksztaltuje wzrost gospodarczy. Ja mysle, ze przy obecnym poziomie stop oraz
                    wyglodzeniu rynku, baza pod ewentualny wzrost gospodarczy jest niezagrozona.
                    W tym sensie uwazam, ze RPP nie ma sobie co glowy zawracac. Szkoda czasu.

                    Wielka niewiadoma pozostaje jedynie splot czynnikow ograniczajacych
                    konkurencyjnosc i wplyw tego na przyszly PKB. Najwiekszym zagrozeniem jest
                    kolejne zawezenie ilosci podmiotow na rynku. To jednak ocenimy za rok.

                    • wolo Re: nie ma sie co przejmowac... 24.03.04, 22:21
                      Zgadzam się, że kontynuowanie poprzedniej dyskusji nie bardzo ma sens. Bo i za
                      bardzo nie mogę zrozumieć o co ci chodzi - krytykujesz Rosatiego, który w
                      ukryty sposób krytkuje poprzednią Radę (tę, w której był członkiem).
                      Jednocześnie zdajesz się krytykować poprzednią Radę - to jest coś czego nie
                      rozumiem. Dyskusja sama w sobie stała się zbyt mało uporządkowana i zaczęło
                      pojawiać się dużo wątków pobocznych. Przedmiot sporu był błahy a zrobiły się
                      widły.


                      Ale w zamian podejmuję inną polemikę - do poniższego postu.

                      Na szczescie przy stopach, ponizej 10%, znaczenie RPP maleje znacznie.
                      > Najwazniejszy staje sie fiskalizm i przedsiebiorczosc. Walka tych dwoch sil
                      > ksztaltuje wzrost gospodarczy. Ja mysle, ze przy obecnym poziomie stop oraz
                      > wyglodzeniu rynku, baza pod ewentualny wzrost gospodarczy jest niezagrozona.
                      > W tym sensie uwazam, ze RPP nie ma sobie co glowy zawracac. Szkoda czasu.
                      >

                      Najważniejszy jest fiskalizm tu zgoda - ale jeżeli nie dostrzegasz zagrożeń dla
                      wzrostu to jednak trochę kiepsko patrzysz (sorry jeżeli to brzmi złośliwie).
                      Wzrost jest prawie wyłącznie zasługą tego, że Euro umocniło się do dolara -
                      czynniki moneterne, choć akurat takie, które leżą poza RPP. W mniejszym stopniu
                      wzrost wynika z osłabienia się złotego. Wyobraź sobie, że w ciągu roku mamy
                      znowu eur/usd 0,95. Ciekawe jakby wyglądał nasz wzrost? Popyt konsumpcyjny i
                      inwestycje prawie nie przyczyniają się do wzrostu. Jeżeli ustanie wzrost
                      eksportu to mamy tu glebę - wzrost między 2-3% czyli nic na polskie warunki.
                      • przycinek.usa kilka uwag 25.03.04, 00:17
                        „Zgadzam się, że kontynuowanie poprzedniej dyskusji nie bardzo ma sens.
                        Bo i za bardzo nie mogę zrozumieć, o co ci chodzi”

                        O, to w takim razie dyskusja nabiera sensu. Pomyślałem przedtem, ze jesteś
                        zwolennikiem bezwzględnego tłumienia inflacji za wszelka cenę. Teraz jednak
                        dostrzegam, ze pryncypialnie krytykujesz moje podejście do koncepcji nie
                        ingerowania w stopę procentowa. Wnioskuje teraz, ze mógłbyś zmienić zdanie.


                        „ - krytykujesz Rosatiego, który w
                        ukryty sposób krytkuje poprzednią Radę (tę, w której był członkiem).
                        Jednocześnie zdajesz się krytykować poprzednią Radę - to jest coś, czego nie
                        rozumiem. „

                        A to jest inna sprawa. Ja poddaje krytyce cala działalność gremiów
                        odpowiedzialnych za politykę monetarną na przestrzeni ostatnich 15 lat. Kilka
                        lat temu, bowiem dysproporcje w koszcie i redystrybucji pieniądza były znaczne.
                        Tak duże, ze przemysł nie rozwijał się a firmy małe i średnie bądź upadały bądź
                        działały na granicy wydajności. Uważam, ze w okresie 1990-2000 polityka
                        monetarna w Polsce miała PODSTAWOWY wpływ na sytuacje ekonomiczna firm i jest
                        odpowiedzialna za dramatyczne zamrożenie rynku.
                        (Pamiętajmy: koszt odtworzeniowy biznesu jest wielokrotnie wyższy jak koszt
                        jego utrzymania a czynnik czasu powoduje dodatkowo wzmacnianie konkurencji
                        bazującej o kredyt i rynek, na którym rozliczenie procentowe jest
                        korzystniejsze. Wobec tego koszt odtworzeniowy wzrasta pomimo rozwoju
                        technicznego – umożliwiającego spadek kosztów produkcji. Wraz z rozwojem
                        konkurencji powstają większe bariery wejścia na rynek.)

                        Teraz jednak uważam, ze obecnie ta sprawa ma znaczenie drugorzędne, ze względu
                        na znaczny spadek stop.



                        „Dyskusja sama w sobie stała się zbyt mało uporządkowana i zaczęło
                        pojawiać się dużo wątków pobocznych. Przedmiot sporu był błahy a zrobiły się
                        widły.”

                        Nie zgadzam się, ze przedmiot sporu jest błahy. To poważna sprawa. Wymagająca
                        zmiany prawnej rozszerzającej kompetencje Rady do dbałości o stan rynku i
                        inflacji ze szczególnym uwzględnieniem takich czynników jak bezrobocie,
                        dynamikę PKB i atrakcyjność kredytowa w PLN. To wszystko powinna rozważać Rada.

                        ”Ale w zamian podejmuję inną polemikę - do poniższego postu.
                        >
                        Na szczęście przy stopach, poniżej 10%, znaczenie RPP maleje znacznie.
                        > Najważniejszy staje się fiskalizm i przedsiębiorczość. Walka tych dwóch sil
                        > kształtuje wzrost gospodarczy. Ja myślę, ze przy obecnym poziomie stop oraz
                        > wygłodzeniu rynku, baza pod ewentualny wzrost gospodarczy jest niezagrożona.
                        > W tym sensie uważam, ze RPP nie ma sobie co głowy zawracać. Szkoda czasu.
                        >
                        Najważniejszy jest fiskalizm tu zgoda - ale jeżeli nie dostrzegasz zagrożeń dla
                        wzrostu to jednak trochę kiepsko patrzysz (sorry, jeżeli to brzmi złośliwie). „

                        Wiesz, Twoje opinia bierze się z braku zapoznania się z moimi poprzednimi
                        wypowiedziami.
                        Widzę wyraźne zagrożenia.


                        ”Wzrost jest prawie wyłącznie zasługą tego, że Euro umocniło się do dolara -
                        czynniki moneterne, choć akurat takie, które leżą poza RPP. W mniejszym stopniu
                        wzrost wynika z osłabienia się złotego. Wyobraź sobie, że w ciągu roku mamy
                        znowu eur/usd 0,95. Ciekawe jakby wyglądał nasz wzrost? Popyt konsumpcyjny i
                        inwestycje prawie nie przyczyniają się do wzrostu. Jeżeli ustanie wzrost
                        eksportu to mamy tu glebę - wzrost między 2-3% czyli nic na polskie warunki.”


                        Musiałbym pogrzebać w starszych watkach. Czy Ty masz wejście na Xfiles?
                        • wolo Re: kilka uwag 25.03.04, 16:08
                          OK.
                          Jestem zwolennikiem tłumienia inflacji, ale nie za wszelką cenę. Generalnie
                          uważam, że system amerykański ze względu na swoją elastycznośc jest lepszy,
                          chodziaż bardziej . Tym nie mniej takie stanowisko oznacza również, że nie
                          odrzucam sensowności prowadzenia polityki pieniężnej jako takiej. Wierzę, że ma
                          to znaczenie - co zawsze oznacza ingerencję rynek. Bank centralny jako
                          producent waluty kracjowej ma obowiązek kontroli jakości - musi więc to robić i
                          zazwyczaj będzie to robił stopami.

                          Ja wiem? Całości polityki pieniężnej w latach '99-'00 bym nie potępił. Wydaje
                          się, że polityka miała zbyt dostosowawczy charakter (backward looking), a nie
                          wyprzedający (forward looking). W związku z czym zmiany zachodziły za późno, i
                          musiały też być większe. Polityka ta miała też kilka dobrych stron - myślę o
                          kursie walutowym i uniknięciu większego załamania złotego w tym okresie. No i
                          przede wszystkim RPP się uczyła. Na początku popełniali mnóstwo błędów.
                          Niedpowiedzialne wypowiedzi dla prasy (mielenie ozorem na prawo i lewo), brak
                          narzędzi itp. To wszystko uległo znacznej poprawie - choćby to, że zaczęli
                          publikować inflację bazową.

                          O ile problemem sporu jest polityka monetarna to on nie jest to przedmiot
                          błahy. Zdawało mi się, że dyskusja zaczęła się od oceny pewnej mało znaczącej
                          wypowiedzi członka byłej Rady - ten przedmiot sporu jest błahy.
                          Mam wejście na x files.
                          • przycinek.usa Re: kilka uwag 25.03.04, 18:33
                            No widzisz temat byl juz walkowany kilka razy. I dlatego tam byl (i jest) ten
                            watek o RPP. Ale ten watek jest na tyle nieciekawy, ze dotyczy zaszlych decyzji
                            i nie warto chyba tego przenosic na to forum.

                            Chcialem zwrocic uwage na to, ze uwazam, ze dzialanie RPP i poprzednich gremiow
                            bylo CELOWE. Nie zgadzam sie, ze RPP w tamtym okresie uczyla sie i popelniala
                            bledy "w dobrych intencjach". Jestem pewny, ze znasz szczegoly mechanizmu FOZZ.

                            I to w zasadzie tyle.
                            • deluc Re: kilka uwag 26.03.04, 19:07
                              przycinek.usa napisał:

                              > No widzisz temat byl juz walkowany kilka razy. I dlatego tam byl (i jest) ten
                              > watek o RPP. Ale ten watek jest na tyle nieciekawy, ze dotyczy zaszlych decyzji
                              >
                              > i nie warto chyba tego przenosic na to forum.
                              >
                              > Chcialem zwrocic uwage na to, ze uwazam, ze dzialanie RPP i poprzednich gremiow
                              >
                              > bylo CELOWE.
                              Otoz to.

                              > Nie zgadzam sie, ze RPP w tamtym okresie uczyla sie i popelniala
                              > bledy "w dobrych intencjach". Jestem pewny, ze znasz szczegoly mechanizmu FOZZ.
                              >
                              > I to w zasadzie tyle.
                              Otoz to. Uwierze we wszystko tylko nie w to ze w RPP zasiadaja idioci - a czesc
                              tych dzialan wyglada na podejmowane przez kogos takiego - ale juz sam fakt
                              dostania sie do tego gremium temu przeczy.
                  • robisc Re: Dla mnie RPP... 24.03.04, 22:45
                    deluc napisał:

                    >(szczyt szczytow megabelkot Bogusia Grabowskiego - co on teraz robi?)
                    Jest w zarządzie któregoś PTE bodajże, wczoraj widziałem go w "Bilansie".

                    > PS. Podobno Rybinski mial isc do NBP na vice-Balcerka?

                    Dokładnie. Balcerowicz chce mieć u boku ludzi, którzy będą umieli dogadać siez
                    urzędnikami UE. Rybiński chyba zna angielski smile
                • przycinek.usa piramida pomylek 24.03.04, 19:30
                  "Wzrost cen - skutek jest taki sam. Ale przyczyna leży gdzie indziej. Jeżeli
                  chcesz odwrócić wzrost cen to musisz zdiagnozować przyczynę i ją usunąć. Jeżeli
                  przyczyna leży po stronie popytu - duś go. Jeżeli po stronie podaży - zwiększ
                  podaż."

                  Co to za pogląd? Przyczyna wzrostu cen jest NIEWAŻNA, bowiem należy regulować
                  jedynie podaż towarów! Chłopie, polityka monetarna „duszenia popytu” jest
                  generalnie niesłuszna! Nawet jak czynnikiem inflacyjnym jest popyt.

                  Popatrz, ja napisałem wyraźnie i wielokrotnie: powinno NIE BYĆ ingerencji
                  monetarnych na impulsy inflacyjne. Ty mi zaś tłumaczysz, ze, jeżeli przyczyna
                  jest po stronie pieniężnej, to trzeba dusić podaż pieniądza! Nie powinno się
                  tego robić, chyba, ze mamy do czynienia z czynnikiem destabilizującym rynek
                  PRZEJŚCIOWO. Wtedy to ma sens. Jednak czynniki kosztowe powodowały w
                  przeszłości decyzje RPP. I były błędne. Czynniki pieniężne zaś sa dla rynku
                  korzystne a nie niekorzystne.

                  Czy teraz jest jasne, co ja chce powiedzieć? Nie ingerować monetarnie ZUPEŁNIE.
                  Powtórzę, z zasady prawa popytu wynika, ze im większy popyt tym większe ceny.
                  Przecież rządowi KAŻDEGO państwa zależy na podwyższaniu dynamiki PKB i
                  zwiększaniu zatrudnienia. To zaś jest możliwe JEDYNIE w drodze podwyższania
                  popytu. (Produkcja państwa jest złożona ze składowych wewnętrznych i
                  eksportowych, lecz rynek wewnętrzny jest zwykle poważniejszy stanowiąc ok. 3/4
                  całości.)

                  Zmierzam do tego, ze rząd może np. obniżyć cześć podatków, doprowadzając do
                  spadku cen na rynku i zwiększenia obrotu ekonomicznego. Potem jednak na skutek
                  zaangażowania większej ilości pieniędzy i redystrybucji dochodzi do ponownego
                  wzrostu cen. Jeżeli wskutek tego wzrostu pojawi się więcej podmiotów na rynku
                  to dobrze, bowiem pojawi się tez podaż i ceny wtornie spadna. Cały cykl cenowy
                  teoretycznie przybierze postać wygasającego oscylogramu zaczynającego się od
                  cen wysokich do niskich, potem wzrost i znowu spadek. Patrząc na to wyrywkowo,
                  cząstkowo, duszenie popytu NIC nie wnosi a jedynie przeszkadza naturalnym
                  tendencjom na rynku.

                  „Możesz próbować zdusić popyt, ale w przypadku żywności nie uda ci się.”

                  No to przecież napisałem, ze chodzi o spekulacje i zatkanie rynku. Mam to
                  cytować?
                  Ingerencja monetarna jest istotnie wskazana JEDYNIE WTEDY, kiedy
                  1) capacity zmierza do 100% wskutek np. nadpodaży pieniężnej albo
                  2)występuje szok podazowy.

                  I jasne jest, ze sa to czynniki silne. W latach 80 miałeś w Polsce hiper
                  inflacje. Były wysokie stopy. Czynnik był silny i ceny rosły przez 10 lat.
                  Jakbyś miał permanentny brak towarów na rynku na skutek susz, to sytuacja
                  cenowa byłaby podobna. Przynajmniej teoretycznie. Bo czynnik pieniężny dotyczy
                  całego rynku, a towarowy jedynie jego segmentu. Jednak rozważając to
                  akademicko, można np. wyobrazić sobie teoretycznie brak wszystkiego począwszy
                  od lokomotyw, a skończywszy na zbożu.
                  Np. po wojnie. Tez ceny rosną, choć np. nie ma druku pieniądza.
                  Wojna jest dobrym przykładem szerokiego szoku podazowego.

                  Jeśli NIE INGERUJESZ ZUPEŁNIE, bo jak sam napisałeś ”nie uda ci się”, to
                  dochodzi do nadmiernego wzrostu cen i pojawia się spora huśtawka. Dlatego sa
                  inne sposoby reagowania na takie kryzysy. Jednak monetarnie zawsze jakiś wpływ
                  na sytuacje rynkowa jest. Mały, ale jednak.


                  „No właśnie nie - nie każdy wzrost cen ma identyczną wagę. Relatywna wartość
                  towarów zmienia się cały czas, nie musi być od razu psucia pieniądza.”


                  Pomieszałeś zupełnie. Psucie pieniądza jest jedynie wtedy jak się go
                  kreuje/drukuje. Natomiast ceny w Polsce maja to do siebie, ze sa NA OGOL -
                  (Podkreslam to: na ogol - czyli w wiekszosci przypadkow)
                  odzwierciedleniem reakcji rynku na koszty. Jeżeli jest wzrost wynikający ze
                  zwiększonej zasobności ludności, to po upływie pewnego czasu równowaga cenowa
                  ustala się sama.

                  Teraz tak: Ty twierdzisz, ze należy ingerować monetarnie, a ja twierdze, ze
                  rozróżnienie tego, co się naprawdę dzieje na rynku, czyli co powoduje wzrost
                  cen jest trudne i NIE powinno się w ogóle ingerować, bowiem można zrobić błąd.
                  Można załatwić jeden segment rynku ratując drugi. Polityka monetarna dotyka
                  wszystkich segmentów.

                  Im na rynku jest więcej pieniędzy to dla Rynku jest lepiej. Takie podejście do
                  inflacji, jakie reprezentuje RPP, czyli martwienie się o najuboższych, bo ceny
                  chleba wzrastają w sklepie, to jest podejście z gruntu złe, bo prawdziwie wolny
                  rynek reguluje się sam w tym sensie, ze każdy musi dbać o to, aby na ten chleb
                  mieć pieniądze. Wzrost cen nie oznacza automatycznie, ze wszystkim jest gorzej.
                  Oznacza jedynie, ze na rynku jest więcej pieniędzy. To zaś pociąga za sobą
                  dostosowania, w tym wzrost produkcji i wzrost zatrudnienia. To zaś po jakimś
                  czasie powoduje SPADEK cen.


                  „No nie będę się wdawał w polemikę, bo musiałbym za bardzo spekulować.”


                  Ależ przecież właśnie, dlatego poglądy takich partii, jak UPR sa w mniejszości,
                  ponieważ analitykom nie chce się spekulować. Właśnie takie rozważania się
                  konieczne, aby wybrać metodę mniejszych strat i dokonać oceny, co jest tak
                  naprawdę ważne dla rynku. Każda taka myśl jest dobra. Nawet jak jest błędna.
                  Bo poszukiwanie rozwiązań nie jest złe. Tkwienie w błędzie dziesiątki lat jest
                  złem.


                  „Tak to właśnie widziała RPP w sierpniu 2000 r. I się pomyliła. Inflacja po
                  lipcu 2000 wzrosła do 11,6% podnieśli stopy o 1,5 pp i wyznaczyli na przyszły
                  rok cel w granicach 6-8. Wyszło grubo poniżej 6 przy znacznym wzroście
                  bezrobocia i niskim wzroście PKB, mocnej złotówce itp.”

                  Słuchaj, nie myśl sobie, ze jak mnie w Polsce nie ma, to nie wiem, jakie były
                  te decyzje i do czego doprowadziły. Cale to zdanie świadczy o próbie celowego
                  wprowadzenia w błąd. Ja dobrze wiem, ze w tamtym okresie dochodziło do
                  szybkiego zrównoważenia rynku, popyt był „pod kontrola RPP” a inflacja spadała
                  gwałtownie. Jeżeli próbujesz wskazać, ze decyzja o podwyżce 1.5% doprowadziła w
                  ciągu roku do przestrzelenia celu inflacyjnego o KILKA procent, to wybacz, ale
                  ja w takie cuda nie wierze. W Polsce rynek reagował na stopy opornie, inflacja
                  była duża, RPP utrzymywała realnie bardzo wysoka stopę przez lata i nic
                  dziwnego, ze spadek inflacji był gwałtowny. Po prostu rynek się załamał.
                  Rynek nie załamuje się tak od jednej decyzji RPP. To miało głębokie przyczyny i
                  te przyczyny leżały w przeszłych decyzjach. Zarowno rzadu jak i RPP.

                  Proponuje na tym zakonczyc te dyskusje, poniewaz wystepuja zbyt duze roznice
                  pomiedzy nami w podejsciu do tego tematu i ja nie widze szansy na kompromis.
    • robisc Re: Symptomy otrzezwienia 24.03.04, 22:42
      deluc napisał:

      "pewnie dlatego ze ta rzeczywistosc i ich zaczyna uwierac - tym
      nie mniej ..., stopien niezadolenia spolecznego rosnie (wraz ze wzrostem
      gospodarkismile)))))))"

      Nie ma co sie dziwić, statystyką dzieci nie nakarmisz. Tymczasem bezrobocie
      rośnie, a ci co pracę jeszcze mają żyłowani są do granic wytrzymałości, przy
      czy to stwierdzenie dotyczy sektora prywatnego. Przeciez wzrost produkcji musi
      się z czegoś brać, ktoś musi wytworzyć te eksportowane dobra, które dzięki
      dobrym relacjom cenowym udaje sie sprzedać za granicą. Przz okazji coraz
      większej świadomości dobrodziejstw płynących z akcesji ludzie rzucili się też
      do zakupów na rynku wewnetrznym, ale nie dlatego, ze dysponują zwiększoną siłą
      nabywczą, ale dlatego że przyspieszyli swoje decyzje zakupowe w obawie przed
      wzrostem cen.

      No ale rząd zapowiada parady i festyny z okazji wejścia do UE, więc pewnie
      obywatelom humor sie poprawi wink
      • krzysztofsf Re: Symptomy otrzezwienia 24.03.04, 22:46
        robisc napisał:

        > No ale rząd zapowiada parady i festyny z okazji wejścia do UE, więc pewnie
        > obywatelom humor sie poprawi wink

        A za 5 lat jak bedzie swietowana 5-a rocznica wejscia, to do sklepow rzuca
        importowane pomarancze i banany smile)

        • robisc Re: Symptomy otrzezwienia 24.03.04, 23:24
          krzysztofsf napisał:

          >> A za 5 lat jak bedzie swietowana 5-a rocznica wejscia, to do sklepow rzuca
          > importowane pomarancze i banany smile)

          Żebyś nie był złym prorokiem sad

          A na potwierdzenie moich słów:

          PROGNOZY: Wzrost gospodarczy bez miejsc pracy
          24.03.2004 18:24

          Ekspert dr Krzysztof Marczewski z Instytutu Koniunktur i Cen Handlu
          Zagranicznego nie przewiduje, aby PKB w tym roku przekroczyło 5 proc. "Mimo
          wzrostu gospodarczego nie przybędzie nowych miejsc pracy.

          Rząd zbyt pośpiesznie komentuje dane, które są dobre, ale które mogą się
          zmienić po wejściu Polski do UE" - powiedział PAP w wywiadzie.

          Wicepremier Jerzy Hausner poinformował w piątek, że spodziewa się, iż w
          przyszłym roku PKB przyspieszy do blisko 6 proc., z planowanych na ten rok 5
          proc.

          Premier Leszek Miller, wicepremier Jerzy Hausner i szef Rządowego Centrum
          Studiów Strategicznych (RCSS) Lech Nikolski zinterpretowali ostatnie dane
          makroekonomiczne jako dowód na znaczne ożywienie gospodarcze.

          GUS podał w środę, że produkcja przemysłowa w lutym 2004 roku wzrosła o 18,4
          proc. rok do roku, po wzroście rok do roku o 14,4 proc. w styczniu, co było
          wynikiem znacząco lepszym od oczekiwań rynku.

          PAP: Rząd poinformował o dobrych wskaźnikach gospodarczych. Według prognozy
          rządowej PKB ma w tym roku przekroczyć 5 proc. Eksperci Waszego Instytutu
          twierdzą, że to nierealne?

          Krzysztof Marczewski: Rząd za wcześnie komentuje i ekstrapoluje dane, które są
          wyjątkowe. Wysoka dynamika wzrostu produkcji przemysłowej jest spowodowana
          przede wszystkim czynnikami jednorazowymi. Wzrost produkcji w przemyśle
          samochodowym jest związany z oczekiwaniami wzrostu cen po wejściu do UE. To
          samo dotyczy popytu na materiały budowlane, maszyny rolnicze czy nawet artykuły
          spożywcze.

          To są takie "wspomagacze", które podnoszą dynamikę sprzedaży i produkcji w
          krótkim czasie, jednak potem nastąpi spowolnienie. Moim zdaniem drugi i trzeci
          kwartał br. będzie wyraźnie gorszy. Dlatego nie można się spodziewać tak
          wysokiego tempa wzrostu, o jakim mówi rząd.

          PAP: Twierdzą państwo, że wzrost gospodarczy nie przełoży się na wzrost
          zatrudnienia. To kłóci się z zapewnieniami przedstawicieli rządu, a także
          niektórych ekspertów. Dlaczego - według Was - miejsc pracy nie przybędzie?

          Krzysztof Marczewski: Dlatego że wzrost gospodarczy odbywa się przez wzrost
          wydajności pracy i dotyczy szczególnie tego najbardziej dynamicznego elementu,
          czyli wzrostu produkcji eksportowej, która odbywa się praktycznie bez
          zwiększania zatrudnienia. Trudno się spodziewać, by ta tendencja zniknęła.
          Istnieją również badania ekonometryczne, z których wynika, że w przypadku
          Polski poziom wzrostu gospodarczego, przy którym mógłby się pojawić wzrost
          zatrudnienia, musiałby osiągnąć 5,7 proc. PKB. To zaś oznacza, że w ciągu
          najbliższych dwóch lat nie możemy liczyć na przyrost zatrudnienia.

          PAP: To zjawisko, czyli wzrost gospodarczy, któremu wcale nie towarzyszy wzrost
          zatrudnienia, nie jest polską specyfiką. Mamy z podobnym zjawiskiem do
          czynienia np. w USA. Tam o wzroście gospodarczym zdecydował bezprecedensowy
          wzrost wydajności pracy. Czy to oznacza, że pojawił się nowy trend?

          Krzysztof Marczewski: Istnieje pogląd, że ludzkość wkracza w epokę, w której
          praca będzie luksusem. Wiele krajów podejmuje ogromny wysiłek, by nie
          doprowadzić do pogłębienia się tego zjawiska. Są działania liberalizujące rynki
          pracy, czy też rozdzielające pracę - tak by ją mieli wszyscy, choć nie każda
          osoba zatrudniona jest na pełnym etacie. Model ten obowiązuje np. w Holandii.
          Istnieje jeszcze model francuski, czyli skrócenie czasu pracy dla wszystkich.

          Rozmawiała Małgorzata Dragan
          (PAP)
    • robisc Trzeźwiejemy aż miło :( 25.03.04, 21:59
      Pentor W marcu spadł Barometr Klimatu Ekonomicznego
      Gorzej nigdy nie było

      Oceny gospodarki i sytuacji rodzin

      Od początku roku pogarszają się nastroje konsumentów. Główną przyczyną jest zła
      ocena sytuacji ekonomicznej kraju. Nie poprawiają się odczucia dotyczące
      kondycji gospodarstw domowych. W rezultacie wskaźnik klimatu konsumenckiego
      PENKON był w marcu br. najniższy, odkąd zaczął być mierzony, czyli od 1997 r.


      Ponad trzy czwarte Polaków (77 proc.) ma złą opinię o sytuacji gospodarczej
      Polski. Pozytywnie ocenia ją tylko 4 proc. Odsetek pesymistów i sfrustrowanych
      sytuacją ekonomiczną kraju zwiększył się w marcu o 2 punkty względem stycznia i
      o 10 pkt w porównaniu z lutym - wynika z marcowych badań Pentora.

      Trzy czwarte respondentów jest przekonanych o słabnącej wartości złotego, mimo
      że ostatnie badanie pokazało niewielki wzrost wiary w siłę naszej waluty. Nadal
      zła jest ocena kondycji finansowej rodzin. Wszystko to oznacza pogarszanie się
      klimatu konsumenckiego. Obrazujący go wskaźnik PENKON zmalał w stosunku do
      ubiegłego miesiąca o 1,5 pkt (do 43,4 pkt) i jest najniższy, odkąd zaczął być
      mierzony.

      W porównaniu z początkiem tego roku, odsetek niezadowolonych Polaków zwiększył
      się o 10 punktów. Prawie połowa rodzin - 48 proc. - wyraża przekonanie, że ich
      sytuacja finansowa nie zmieniła się w okresie ostatnich 12 miesięcy, a prawie
      drugie tyle - 46 proc. - uważa że ta sytuacja uległa pogorszeniu. O poprawie
      finansów rodzin w tym okresie mówi tylko 6 proc. badanych.

      Prognozy konsumentów na najbliższe 12 miesięcy też nie są dobre. Poprawy
      sytuacji finansowej w swoim gospodarstwie domowym spodziewa się co dziesiąty
      badany, ponad połowa - 54 proc. - nie wierzy w jakąkolwiek poprawę, a jedna
      trzecia - 34 proc. - oczekuje zmian na gorsze.

      Pogorszenie nastrojów społecznych następuje drugi miesiąc z rzędu. Wzrost
      optymizmu Pentor notował na początku tego roku. Wyniki lutego i marca świadczą
      o "powrocie do rzeczywistości". A.K.

      Badanie zrealizowane zostało 7 - 8 marca br. na 1000-osobowej reprezentatywnej
      próbie dorosłych Polaków.

      www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040325/ekonomia/ekonomia_a_7.html
    • robisc Jankowiak kręcił głową 26.03.04, 21:08
      Ten, często zresztą krytykowany przez forumowiczów Gospodarki, ekonomista BRE
      kręcił dziś z politowaniem głową w "Bilansie", kiedy usłyszał, korespondencję z
      Londynu o zagranicznych bankach wydające rekomendacje o sytuacji w Polsce,
      które w swoich opiniach nie uwzględniały ryzyka politycznego. Jankowiak
      stwierdził, że obecnie czynnik polityczny stanowi największe zagrożeni dla
      stabilności gospodarki. Ogólnie jego wypowiedź tchnęła pesymizmem, jak nigdy.
      Ze swoich źródeł wiem, że nie tylko temu ekonomiście bankowemu spadały klapki z
      oczu. Cóż to oznacza? Ano, że banki będą ograniczyć inwestycje w polskie
      papiery dłużne, szczególnie te o dłuższych tenorach, a to nie zwiastuje nic
      dobrego rządowi, który zmuszony będzie do coraz wyższych kwotowo lub częstszych
      emisji papierów dłużnych. Jak na razie pesymizm naszych rodzimych ekonomistów
      nie przeniósł się zagranicę, ale tylko kwestia czasu. Łajba tonie i marne są
      szanse, ze uda się ja uratować.

      --
      Polityka i Gospodarka

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka