Dodaj do ulubionych

"Seryjny Samobójca"?

07.12.11, 23:17
wynaturzenia Frustrata? teorie spiskowe? doszukiwanie sie racjonalosci w naglej lub niespodziewanej smierci? zbieg okolicznosci?

"(...) Minister Wróbel, (...), został zabity w sposób wręcz demonstracyjny. Ponoć przez syna, który nagle zwariował. OK., tyle, że syn ministra jest niezwykle drobnej postury, był znacznie słabszy od swego ojca, że nic nie wskazywało na jego chorobę przed tragedią, że , jak na osobę niepoczytalną, zdumiewająco sprawnie i szybko poćwiartował zwoki, usunął z mieszkania ślady krwi ( no, to jest dopiero praca, na miarę Heraklesa, pamiętacie, jak wyglądało czyszczenie samochodu w „Pulp Fiction”? Wybaczcie niestosowne porównania, ale przecież czyszczenie mieszkania z krwi po użyciu piły tarczowej to niesłychanie trudne i żmudne zajęcie!), przewiózł szczątki, usunął ślady… I to wszystko sam jeden, drobny, słaby fizycznie, niepoczytalny człowiek. Czemu potem odwołał swoje zeznania? Czemu nic nie pamięta?

Ale tego wszystkiego nie będzie się już badać. Śledztwo w sprawie śmierci Eugeniusza Wróbla zostało zakończone. Nie będzie aktu oskarżenia. W opinii biegłych psychiatrów i psychologa ( przy czym NIE DOKONANO obserwacji) sprawca, syn byłego wiceministra, jest całkowicie niepoczytalny.

No, ale minister Wrobel mógł równie dobrze wpaść pod TIRa na białoruskich numerach, wypić kawę i dostać udaru, ulec wypadkowi samochodowemu, jak szef ekipy archeologów, mających pojechać na poszukiwania szczątków, prof. Dulinicz, albo, jak swego czasu kapitan Hutyra, który, po zderzeniu z walcem drogowym zdołał zadzwonić do kolegi i powiedzieć o wypadku, potem się okazało, jak przyjechała policja, że jednak ma zmiażdżoną i urwaną głowę, więc musiał mieć spore trudności z tą rozmową telefoniczną. Mógł, jak wielu świadków w sprawie morderstwa księdza Popiełuszki, umrzeć po wypiciu duszkiem kilku litrów spirytusu alkoholu, bądź wstrzyknięcia sobie tegoż bezpośrednio do krwi, co, jak sugerują wyniki badania krwi, było pewnym okresie bardzo modne… Mógł się powiesić nad Wisłą, jak chorąży Zielonka, uprzednie zapakowawszy do wododopornej torby kilka wydruków ze swoim nazwiskiem, żeby już się policja tak strasznie nie męczyła ze zgadywaniem. Albo się powiesić, jak dyrektor Michniewicz, uprzednio zadzwoniwszy do żony, by sobie pogadać i się umówić na następny dzień.

Wspólnym mianownikiem tych wszystkich spraw jest to, że są umarzane i koniec, nic więcej się nie dzieje. (...) Pamiętam ta zdumiewającą ciszę i powściągliwość mediów w tej sprawie. Dyskretny pogrzeb, zero komentarzy ze strony Donalda Tuska, choć przecież był to jego wysoki urzędnik… Był on dyrektorem Biura Dyrektora Generalnego, dyrektorem Biura Ochrony, pełnomocnikiem ds. ochrony informacji niejawnych i administratorem danych. Ponadto w latach 2000-2001 był pełnomocnikiem ds. ochrony informacji niejawnych w Rządowym Centrum Legislacji, do śmierci pełnił też funkcję członka rady nadzorczej PKN Orlen. Miał najwyższe poświadczenia bezpieczeństwa, zarówno krajowe, jak i NATO oraz Unii Europejskiej. Przez jego ręce przechodziły niemal wszystkie dokumenty kancelarii premiera, także tajne.

Jego ciało znaleziono 23 grudnia 2009 r. w podwarszawskiej wsi. Zupełnym przypadkiem w ten sam dzień z remontu z Samary wrócił do Polski Tu-154M 101. Czy jest jakikolwiek związek? Nie wiem. Zapewne nie ma, ale wspomnieć o tej koincydencji warto, może kiedyś okaze się coś innego.

Prokuratura po kilkunastu miesiącach śledztwa umorzyła śledztwo, przyjmując, że Grzegorz Michniewicz popełnił samobójstwo. Wśród dziennikarzy i w internecie zaczęły krążyć plotki o problemach rodzinnych dyrektora kancelarii, a także o nieuleczalnej chorobie, która miała doprowadzić go do targnięcia się na własne życie. Były to kłamstwa, ale ktoś je puszczał w obieg. Dokładnie tak samo, jak kłamstwa o naciskach, Błasiku, czterech podejściach, brzozie, o debeściakach i tak dalej, może nawet te same osoby i w ten sam obieg puszczają?

Uzasadnienie umorzenia śledztwa przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie brzmi dość dziwnie: "Z zeznań szeregu świadków jednoznacznie wynika, iż Grzegorz Michniewicz miał najbliższe dni dokładnie zaplanowane. W dniu 23 grudnia 2009 r. planował bowiem pojechać do Białogardu, aby z żoną i jej rodziną spędzić święta. Wszystkie jego zachowania podejmowane nie tylko w ostatnich dniach, ale także i godzinach życia, wskazywały, iż plan ten chce wypełnić. Wskazuje na to choćby sporządzony przez niego wniosek urlopowy, zakup prezentów czy też podejmowanie jeszcze późnym wieczorem 22 grudnia przygotowania do wyjazdu. Niewątpliwie więc decyzja o popełnieniu samobójstwa podjęta została nagle pod wpływem impulsu”

Ani lekarze, do których chodził Michniewicz, ani jego koledzy z pracy nic nie słyszeli o żadnej chorobie.(...) Wszyscy pracownicy, którzy tam przebywali, stwierdzili, że był rozluźniony, wesoły i nic nie wspominał o kłopotach ze zdrowiem. To samo w prokuraturze powiedziała żona Michniewicza. Według żony mąż nie chorował na ciężkie, nieuleczalne schorzenia. Nie leczył się także psychiatrycznie ani nie korzystał z pomocy psychologa.

I tu pojawia się osoba ministra Arabskiego, wielce” zasłużonego” w „organizowaniu” wizyty Prezydenta Kaczyńskiego w Smoleńsku, a wcześniej w szmaciarskim odbieraniu mu samolotu, żeby czasem nie mógł polecieć do Brukseli.

Arabski był prawdopodobnie ostatnią osobą z pracy, z którą rozmawiał Michniewicz. "Był czymś zasmucony [...] W końcu powiedział, że odbył bardzo przykrą rozmowę z ministrem Arabskim [...] bał się, że zostanie zwolniony" - zeznała w prokuraturze matka Grzegorza Michniewicza, która rozmawiała z nim telefonicznie o godz. 21:26. Syn powiedział jej także, że następnego dnia jedzie do żony do Białogardu.

Małżonka Michniewicza potwierdziła słowa o rozmowie z Arabskim. "Świadek dodała, iż od męża dowiedziała się, że miał on nieprzyjemną rozmowę ze swoim przełożonym, ministrem Tomaszem Arabskim. [...] Twierdził, iż na pewno zostanie zwolniony z pracy".

Co ciekawe - to właśnie Arabski był ostatnią osobą, z którą Michniewicz kontaktował się telefonicznie przed śmiercią. Kilka minut wcześniej - o godz. 22:56 - Michniewicz otrzymał osobistego SMS-a od żony (treść wiadomości nie zawierała nic niepokojącego), z którą przedtem rozmawiał przez telefon. Wcześniej dyrektor generalny Kancelarii Premiera kontaktował się też z córką. "Wieczorem dostałam od niego SMS-a z podziękowaniem za książkę [...]. Po mojej odpowiedzi SMS-em, że się cieszę z trafionego pomysłu, odpisał mi, że bardzo lubi podróże, że nic innego mu w życiu nie pozostało, chyba że ktoś mu to życie odbierze. Po tym SMS-ie zadzwoniłam do niego. To było ok. godz. 22. [...] w trakcie rozmowy ze mną tata był radosny. Ta rozmowa trwała kilka minut i nic w jego głosie nie wskazywało na to, co się później stało".
Prokuratorzy przejrzeli domowy komputer Michniewicza. W pliku pt. "Moje plany" zmarły dokładnie zaplanował dzień 23 grudnia; wypisał nawet, z kim ma się spotkać i co zrobić o konkretnych godzinach. Miał już kupiony bilet na świąteczny wyjazd do teściów. Paulina T., pracowniczka biura denata, potwierdziła to w prokuraturze: "22 grudnia Grzegorz Michniewicz mówił, że następnego dnia będzie tylko do godz. 14, bo jedzie na święta [....] Według mnie nic, kompletnie nie wskazywało na to, że on może pozbawić się życia". I dodała: "Chcę na zakończenie dodać, że ja nie wierzę, aby on popełnił samobójstwo".

No i teraz Dariusz Szpineta - zawodowy pilot i instruktor pilotażu, ekspert i prezes spółki lotniczej, został znaleziony martwy w łazience ośrodka wczasowego w Indiach. Wcześniej parokrotnie wypowiadał się w mediach w sprawie Smoleńska, wskazując, że lot Tu-154M był lotem wojskowym. Nic więcej na razie nie wiemy o tej sprawie, poza tym, że kolejny człowiek, ktory podważał rzadowo- FSBowską wersję wydarzeń padł ofiarą „seryjnego samobójcy”. Nic nie wskazywało na jakiekolwiek samobójcze zamiary, czy choćby zły nastrój. (...)"

w
Obserwuj wątek
    • leny20-4-7 zródło 07.12.11, 23:18
      wiecej u autora czyli u seawolf.salon24.pl/371141,seryjny-samobojca-znowu-w-akcji
    • viper39 Re: "Seryjny Samobójca"? 08.12.11, 17:31
      szczerze mowiac czlowiek nawet sie juz nie zastanawia nad tym ile ludzi tragicznie "sie zabija" w Polsce, a newsy juz nawet tego nie naglasniaja, bo newsy sa pro-po-wskie
      jak sie czlowiek zastanowi to az trudno uwierzyc w tak niesprzyjajace okolicznosci dla tak wielu ludzi....
      normalnie narod wybrany na samoboja....
      • byly-kadi Spektakularnie Baranina "sie powiesil" 08.12.11, 18:56
        W Ausrtii nawet go dopadli, twardego bandyte co wiedzial jak sie w sledztwie zachowywac i prawdopodobnie by sie jakos wykrecil , ugoda albo niskim wyrokiem.
        A tu masz ,wisi na kracie, straznicy poszli konia sobiwe zwalic i chlopina sie w najlepiej strzezonym areszczie Europy ot tak powiesil smile
        • viper39 Re: Spektakularnie Baranina "sie powiesil" 08.12.11, 20:08
          pare afer dla przypomnienia:
          1. FOZZ - pare ludzi sie "samobojlo"
          2. afera weglowa - tam tez sie "samobojowali" albo dziwnie umierali
          (pomijam Smolensk)
          3. z tego co wiem wokolo Leppera tez bylo chyba 4 w sumie dziwne smierci
          4. afera Papaly - dziwne smierci tez tam byly razem z Papala
          5. pamietacie dziwne smierci w Gdanskiej mafii? to bylo z 15 lat temu (moze troche dluzej? cos tam bylo z powiazaniami z politykami)
          6. jakis minister zmarl w Grecji na wakacjach
          7. Debski i jego smierc.
          8. baranina wspomniany przez kadi
          no i kto dopisze wiecej?
    • leny20-4-7 skrepowany i obciazony plytami chodnikowymi 13.12.11, 23:44
      znalezione o Podtworcy:

      gdynia.naszemiasto.pl/artykul/1198731,trojmiasto-prokurator-uznal-ze-patryk-palczynski-mogl,id,t.html#030c23e15dcce233,1,3,4
      Prokuratura Rejonowa Gdańsk Oliwa podjęła decyzję o umorzeniu śledztwa - ze względu na "brak znamion czynu zabronionego" - w sprawie śmierci gdyńskiego żeglarza Patryka Palczyńskiego. Prokurator uznał, że młody gdynianin, którego skrępowane i obciążone płytami chodnikowymi zwłoki wyłowiono z morza niedaleko Gdańska, siedem kilometrów od brzegów, mógł popełnić samobójstwo.

      Według prokuratury, Patryk sam mógł odebrać sobie życie. (© rep. Grzegorz Mehring)

      - Jestem w szoku - mówi Julitta Palczyńska, matka Patryka. - Uzasadnienie prokuratury w przeważającej mierze opiera się na opinii biegłego psychologa. Pani psycholog m.in. uznała, że o samobójstwie może świadczyć fakt, iż zwłoki syna ubrane były w ten sam strój, który miał na pogrzebie dziadka. Informację tę przekazali biegłej policjanci, którzy nie zwrócili uwagi na to, iż nie było to identyczne ubranie. Biegła psycholog oparła się na zeznaniu koleżanki Patryka, która przytaczała rozmowę z młodym żeglarzem. Patryk mówił jej, że gdyby miał zginąć, to najlepiej - w morzu. Nie uwzględniono za to zeznań innych znajomych, określających Patryka jako pełnego radości życia młodego mężczyznę.

      Tajemniczy odcisk palca na wisiorku, znalezionym przy Patryku

      Matka podnosi także, że po nieprofesjonalnym badaniu ciała syna (nie wykonano zdjęć sznurów owijających ręce Patryka, gdyż biegły lekarz poprzecinał je podczas pierwszego badania) trudno ocenić, czy chłopak mógł się sam skrępować.
      ∨ Czytaj dalejReklamaReklamy Businessclick
      Zaplanuj urlop zimowy!Bajeczne dni w samym sercu Austrii! Nocleg już od € 20,-! Sprawdź!
      www.dachstein.at/pl/
      Prezenty z Mennicy Polskiej!Piękne, trwałe, ekskluzywne! Sprawdź sam!
      prezentyzmennicy.pl
      Prezent Biznesowy VivaboxOryginalny Prezent Biznesowy Sodexo Sprawdź dostępne zestawy Vivabox.
      360dlabiznesu.sodexo
      Bez odpowiedzi pozostaje także pytanie, w jaki sposób zwłoki gdynianina mogły przemieścić się w głąb Zatoki Gdańskiej.

      - Opinia Biura Hydrograficznego Marynarki Wojennej RP jest sprzeczna sama w sobie - twierdzi Julitta Palczyńska. - Najpierw stwierdza się, że Patryk mógł sam wskoczyć do wody w rejonie oceanarium, przy Skwerze Kościuszki w Gdyni. Później jednak czytam, że został przetransportowany jakąś jednostką pływającą w okolice miejsce, gdzie ujawniono jego ciało. Ponadto żeglarze, których nazwiska przekazałam prokuraturze, twierdzą jednoznacznie - na odcinku linii Gdynia - Gdańsk na średniej głębokości 18-20 metrów (to głębokość, na której dryfowało ciało syna) nie występują tak silne prądy morskie, które mogłyby przenieść ciało obciążone dwiema płytami betonowymi na taką odległość! Skierowałam już zażalenie na decyzję prokuratury, z odrębnym pismem w tej sprawie wystąpi mój pełnomocnik, mec. Janusz Kaczmarek.
      - Wysłałem zażalenie w poniedziałek - potwierdza Janusz Kaczmarek, który zastrzega, że do czasu rozpatrzenia pisma przez sąd nie będzie wypowiadał się w tej sprawie.

      Sprawa zaginięcia Iwony Wieczorek wziąż nie znalazła rozwiązania

      Zaginięcie i śmierć 24-letniego żeglarza było jedną z najbardziej tajemniczych spraw, jakimi zajmowali się w ostatnim czasie gdańscy śledczy. 2 czerwca ub. roku, w dniu swoich urodzin, Patryk został wieczorem odprowadzony przez matkę na róg ulic Śląskiej i Podjazd w Gdyni. Wziął ze sobą rzeczy spakowane w plecak i torbę z mapą Karaibów, na której zaznaczono port Saint Martin. Wcześniej Patryk Palczyński pływał zarobkowo jako oficer pokładowy na trzech jachtach, w tym na należącym do wenezuelskiego właściciela Princessa Claudia, którym dowodził kapitan Francuz. Kręcili się po Karaibach, zawijali do Puerto Rico, na Arubę. Wrócił do kraju po półrocznej nieobecności.

      Po kilku miesiącach odpoczynku zaczął szukać nowej pracy. Znajomym opowiadał, że wybiera się w morze. Jednak przy ostatniej wyprawie zachowywał się inaczej niż poprzednio - trzymał w tajemnicy zarówno nazwę jachtu, jak i dane armatora. Później okazało się, że wykasował z komputera wszystkie e-maile. Tak jak przed poprzednimi podróżami, wymeldował się i tym razem z gdyńskiego mieszkania. Urzędnikom przekazał, że przebywać będzie w Nowej Zelandii.

      Dopiero w dniu wyjazdu powiedział matce, że będzie ruszać w świat. Obiecał, że zadzwoni. Kilka godzin później wysłał SMS-a, że wszystko w porządku. Telefon Patryka zamilkł po północy. Półtora miesiąca później ciało młodego mężczyzny zostało wyłowione kilka kilometrów od gdańskiego portu.

      Śledztwa w sprawie nagłej śmierci na morzu należą do bardzo trudnych. Janusz Kaczmarek wspomina serię tragicznych śmierci marynarzy z lat 80. Mówiono wówczas, że miały one związek z handlem narkotykami.

      - Jedną z ofiar wyłowiono z wody ze skrępowanymi rękami i butlą gazową przytroczoną do szyi. A i tak prokurator stwierdził, że mogło to być samobójstwo - wspomina Kaczmarek.


      Ta sprawa pomogła w zmianie prawa
      Nagłośnienie sprawy zaginięcia i śmierci Patryka Palczyńskiego oraz wciąż niewyjaśnione zniknięcie Iwony Wieczorek doprowadziły do zmiany prawa. Te dwa dramatyczne wydarzenia zbulwersowały latem ubiegłego roku opinię publiczną, W niewielkim odstępie czasu - niezależnie od siebie - zniknęła dwójka młodych ludzi z Trójmiasta. Patryk powiedział matce, że płynie w rejs, Iwona nie wróciła z dyskoteki. Bliscy zaginionych utrzymywali, że w pierwszym etapie śledztwa popełniono wiele błędów. Były to: początkowe zlekceważenie informacji bliskich o zaginięciu, problemy z odczytaniem zapisów monitoringu (w przypadku Iwony) czy też brak jakichkolwiek taśm zapisujących ostatnie godziny życia Patryka. Opóźnienia w podjęciu śledztw sprawiły, że w sprawie Iwony policjanci docierali do niektórych świadków dopiero po kilkunastu dniach. Te właśnie przypadki sprawiły, że Komisja Spraw Wewnętrznych i Administracji podjęła prace nad procedurą dotyczącą poszukiwań osób zaginionych. Dziś już jest niemożliwe, by przyjmujący zgłoszenie o zaginięciu policjant zasugerował bliskim, by zgłosili się na policję po 48 godzinach od zniknięcia córki czy syna.
      • przycinek.usa he he he - prokurator do wiezienia! 14.12.11, 08:28
        Widze, ze zawod prokuratora w Polsce wykonuja bardzo uposledzeni umyslowo ludzie.
        To jest chyba jakas seria, nie?

        Taki mlody chlopak wazy najwyzej 70 kg, prawda - a plyty chodnikowe sa ciezkie - ja pamietam, ze taka standartowa plyta betonowa o wymiarach 50x50 to wazyla sporo ponad 30 kg. Chyba nawet 35 kg. Wiec jesli on mial ubrane dwie - to nie mial raczej szans z tym wyjsc na miasto. A jesli wyskoczyl z lodki - to gdzie jest lodka?

        To mogly byc mniejsze plyty - ale napisali wyraznie, ze plyty chodnikowe, a nie krawezniki - krawezniki byly chyba nawet ciezsze.

        Ta matka tego Patryka jest slusznie w szoku - sam jestem w szoku. Co za wladze macie w tej Polsce - nic sie nie zmienilo - oni to chyba maja w genach ci z aparatu scigania - po prostu debilizm dziedziczony. Co za kraj....
        • leny20-4-7 Re: he he he - prokurator do wiezienia! 14.12.11, 09:00
          "dziki kraj", a czlowiek mial nadzieje, ze zmieni sie i to na "lepsze". stad tez te zawiedzione nadzieje, ktore rozbudzily pewne obietnice aka cuda zapowiedziane juz lat 7 nazad, przez pewna ekipe i powszechnie znanych ludzi. stad tez rodzi sie frustracja wedlug definicji slownikowej, stad tez niktorzy moga krytykowac zawiedzionych aka realnie patrzacych an swiat ad personam czy tez frustratam...

          ale USA nie lepsze...sam pisywales kilka lat temu, ze z pewnej bazy wojskowej "zginely" rakiety z glowicami tylko po to aby zaraz sie odnalezc bo "spadl" satelita, ktory byl za nie odpowiedzialny...etc. troche inny kaliber zdarzen ale co do zasad pewne podobienstwo.


          ps. a klasyczne plytki chodnikowe wystepuja w 2rozmairach - 30x30x3cm i 50x50x5cm ( z palca to podaje ale mozna sprawdzic) i te wieksze to faktycznie "robia sie" ciezkie jesli sa przenoszone na dluzsze dystanse. byc moze chlopak "uzyl" 2 mniejszych. generalnie moj wpis dotyczyl tego, ze w sluzbach kroluje tzw dupochron oraz nic-nie-robienie. pijaczyne czy bezdomnego na dworcu beda scigali, antykomora zamykali, w krzakach na mandaty sie zasadzali ale jak przychodzi cos koncepcyjnego - tzw afera - czy powazne przestepstwo do rozwiklania to wtedy najprostsza linia oporu...
      • byly-kadi Zastrzezenie: Hola, hola. 14.12.11, 18:15
        leny20-4-7 napisał:

        Bliscy zaginionych utrzymywali, że w pierwszym etapie śledztwa popełniono
        > wiele błędów. Były to: początkowe zlekceważenie informacji bliskich o zaginięci
        Z malym zastrzezeniem.....

        Nie chce mi sie szukac linkow ale jak sobie popatrzysz na Policyjni.pl to tam co drugi akapit jest na temat gowniarzy, ktorzy "zagineli". Ostatni gowniarze ze Stalowej Woli znalezli sie w Gdyni, poprzednio kilkanascie panienek poszlo na giganta. 99 % tych zaginien to pic na wode, moze 1% konczy sie dramatem ?

        Rodzice byli wplywowi wiec policja w calej polsce dostala pieprzu w rowek by szukac. Ci ostatni, Wojtek i Wioleta bodajze, ovbrzucili gdyskich policjaow wyzwiskami gdy ich wyciagali z hotelu w Gdyni.

        juz nastepni gnojkowie szykuja seie by zostac tego typu celebrytami. Wiec , sorki, gdyby policja rzucala sie w otmet poszukiwan za kazdym razem jak papadruch zaleje pale i usnie w parku na lawce to w Polsce naprawde byloby strach sie bac na ulice wyjsc. Juz teraz bywa straszno.

        Rozwiazanie jest- starzy powinni oddac miliony wyrzucone na poszukiwania. A jak gnojostwo dorosnie do 18 lat to oni powinni splacac, to znaczy powinno sie im naliczad dlug. tym sposobem mieliby zamiast chwilowej slawy - zjebane zycie i bylaby nauczka dla tak samo pomylonych nasladowcow.
        A ojciec w furii namoczonym pasem oderwalby z dupska troche skory jednemu z drugim, to tez by nie zaszkodzilo ?
      • byly-kadi Strach, kretynizm, Polska. 14.12.11, 18:58

        1. Strach.
        Prokuratorem to chlopaczek niesppelna 30-letni, w drucianych okularkach jezdzacy Tico i mieszkajacy w bloku w Orlowie. Dali mu do prowadzeni tajemnicza i groznie wygladajaca s[prawe- chlopaczek z gdyni, podrozujacy po siwecie nagle wyplywa z dwoma plytami chodnikowymi pod pacha i lapakmi skrepowanymi sznurem.
        On, ten prorok, mial wglad w cala sprawe i wiedzial wiecej niz my i media, wiedzial tez pewnie , ze sprawa smierdzi jak kazde gowno tracone butem. Wiec sie po ludzku bal i ja go troche rozumiem. Dac sobie odciac glowe jakiemus bandycie za 2800 miesiecznie ? Co to za interes? No wiec zamiast tego mamy "smobojstwo".

        2. Kretynizm
        zielonagora.gazeta.pl/zielonagora/1,35161,10813106,Policja__Areszt_dla_bandyty_niepotrzebny__UWAGA__DRASTYCZNE.html
        zielonagora.gazeta.pl/zielonagora/1,35161,10807986,Wymusili_od_autostopowicza_500_zl__Siedza_w_areszcie.html
        Bo jak to inaczej nazwac? 10 lat w pierwszym przypadku, 5 w drugim?

        3. Polska. A, to juz sobie sami cos napiszczie, ok ?
    • byly-kadi Jak w pysk !!!! 14.12.11, 16:27
      No i co ze mial zwiazane rece? Albo 7 kul w glowie w roznych miejscach i dwie w sercu? To od razu znaczy ze samobojstwo nie moze byc ???


      Patryk Palczewski nie został zamordowany, tylko popełnił samobójstwo - uznała prokuratura i umorzyła postępowanie. Zdaniem śledczych, pochodzący z Gdyni żeglarz sam związał sobie ręce sznurem, a potem rzucił się do morza z nabrzeża
      Palczyński był widziany 2 czerwca 2010 r. Późnym wieczorem spakował się i wyszedł z domu. Matce powiedział tylko, że płynie w kolejny rejs. Gdy zapytała dokąd, odparł, że jej nie powie, żeby niczego nie zapeszyć. Kobieta twierdzi, że po raz pierwszy w życiu syn był tak bardzo tajemniczy. Obiecał jednak, że zadzwoni, jak tylko będzie mógł. Gdy przez kilka dni nie dawał znaku życia, rodzice zawiadomili policję.

      W połowie lipca ubiegłego roku zwłoki Patryka wyłowiono z morza na wysokości wejścia do gdańskiego portu. Miał skrępowane ręce, więc prokuratura od razu wszczęła śledztwo w sprawie zabójstwa.


      - Bo tak to wówczas na gorąco wyglądało - mówi Cezary Szostak, szef Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Oliwa. - Późniejsze ustalenia doprowadziły nas jednak do zupełnie innego wniosku. Podjęta została decyzja o umorzeniu śledztwa ze względu na brak znamion czynu zabronionego, bo uważamy, że przyczyną śmierci było samobójstwo.

      Na jakiej podstawie? Śledczy twierdzą, że wszystko na to wskazuje, m.in. zeznania świadków oraz wcześniejsze zachowanie Patryka. O tym, że w grę wchodziło samobójstwo, stwierdził także biegły psycholog, który przygotował dla prokuratury profil psychologiczny zmarłego.

      Z takimi ustaleniami śledczych nie mogą pogodzić się bliscy zmarłego żeglarza. Mówią, że wersja z samobójstwem jest dla nich szokująca.

      W poniedziałek do Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Oliwa wpłynęły dwa zażalenia - od matki Patryka oraz jej pełnomocnika. Wytykają w nich prokuraturze m.in., że opiera się przede wszystkim na opinii psychologa, a nie bierze przy tym pod uwagę zeznań znajomych Patryka, którzy "zapamiętali go jako pełnego radości życia człowieka". Zdaniem matki, błędem było też niewykonanie zdjęcia sznurów, którymi skrępowane były ręce jej syna. Przez to nie sposób teraz ocenić, czy mógł sam się związać.

      Zażalenia na decyzję prokuratury rejonowej rozpatrywać będzie Prokuratura Okręgowa w Gdańsku. Oceni, czy śledztwo zostało przeprowadzone prawidłowo, a potem cały materiał przekaże do sądu, który podejmie ostateczną decyzję. Sąd może poprzeć decyzję prokuratury (wtedy stanie się ona prawomocna), albo nakazać śledczym przeprowadzenie dochodzenia, wskazując przy tym, o co należy je uzupełnić.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka