Dodaj do ulubionych

Czarne złoto, czyli czarny kłopot

05.08.09, 23:44
Polecam, doskanaly tekst (dlugi, ale polecam calosc, warto), choc jasna sprawa
ze subiektywny i jednostronny opis sytuacji. Jak ktos zna sprawe z drugiej
stron to smialo. Tak to rzeczywiscie wyglada? Moze warto podyskutowac:

Sierpień 2009 r. Pełne składy węgla w kopalniach i elektrowniach, widmo
gigantycznej nadprodukcji, z którą nie wiadomo, co zrobić. A może eksportować?

Węgiel na świecie nieco podrożał od pierwszego kwartału. Obecnie w Amsterdamie
(ARA) kosztuje mniej niż 80 dol. za tonę, a więc poniżej 10 zł/GJ. Żeby go tam
zawieźć ze Śląska, trzeba zapłacić jakieś 5 zł/GJ za transport kolejami i
statkami. Kopalni zostaje więc poniżej 5 zł! Cena polskiego węgla na Śląsku
dla polskich elektrowni to wciąż 12 zł/GJ (bez transportu) i ponoć pokrywa
tylko koszty produkcji. 5 zł/GJ to byłoby mniej niż "pół darmo".

Jeśli dziś, zamiast dać choćby złotówkę upustu i sprzedać węgiel polskim
elektrowniom nawet po 11zł/GJ, polskie kopalnie rzeczywiście zaczną go
eksportować po 5 zł/GJ, będziemy mieli 6 zł straty na GJ. To jest około 150 zł
na tonę, 150 mln zł strat za każdy 1 mln ton eksportu.

W pierwszych czterech miesiącach 2009 r. według Ministerstwa Gospodarki już
wyeksportowano ok. 2,5 mln ton. Po jakiej cenie? Odpowiedzialni za to mówią,
że po rynkowej, a więc ARA, a więc właśnie wspomniane 5 zł/GJ dla kopalni?
Jeśli jednocześnie importujemy po 11 zł i eksportujemy po 5zł/GJ, to oprócz
straty kopalń "eksportujemy netto" jako kraj gotówkę na poziomie 6 zł/GJ.

Jaki będzie wolumen eksportu w całym 2009 roku? Mówi się o 6,5 mln ton -
trochę więcej niż w ubiegłym roku. To oznacza 1 mld zł straty. Czyli miliard
przeznaczony zostanie na sponsorowanie gospodarek zagranicznych przez nasze
państwowe spółki.

gospodarka.gazeta.pl/Gielda/1,85951,6899179,Czarne_zloto__czyli_czarny_klopot.html
Obserwuj wątek
    • przycinek.usa fragment 06.08.09, 05:30
      uderzyl mnie ten fragment:

      "W budowaniu portfela węglowego potrzebujemy wielu kontraktów na 50-100 tys. ton
      z dostawą na konkretne miesiące 2010 roku, po cenie z rynków światowych. O tego
      typu dostawy pytają nasi handlowcy swoich odpowiedników u sprzedawców, przez
      telefon. W kilka godzin, najdalej dni przychodzą oferty. Z RPA, z obu Ameryk, z
      Rosji i z Kazachstanu. Do wyboru, do koloru. Tylko jedno zagłębie węglowe nie
      przysyła ofert. Nasze krajowe zasypane niesprzedanym węglem.

      Krajowe spółki węglowe chcą tradycyjnych wielkich kontraktów długoterminowych.
      Niekiedy nawet zgadzają się na światowe ceny, ale pod warunkiem że nie będą
      spadały. Liczą, że skończą się możliwości rozładowcze portów i import ustanie.
      Ale w tym roku można podwoić rozładunek zarówno w portach, jak i na kolejach, a
      powstają nowe nadbrzeża. W efekcie można zaimportować i 20 milionów ton."


      Nie wiem jak wy, ale ja uwazam, ze jesli jest to prawda, to jest caly szereg
      osob, ktore powinno sie aresztowac, jako dzialajacych ze szkoda dla panstwa.
      Prezesi, zarzady tych kopalni powinny juz szykowac pizamy i szczoteczki i
      lekture na 20 lat odsiadki.
    • szutnik No to parę mysli z drugiej strony cz I 06.08.09, 11:16
      Jako znający górnictwo z drugiej strony, pozwolę sobie na kilka uwag.
      Jasne - niewykonane kontrakty, kwestia kar umownych. Jest o czym
      porozmawiać. I tu niespodzianka. To nie o tym będzie rozmowa To w
      ogóle nie będzie rozmowa, tylko oświadczenie: "Nie dostarczyliśmy,
      to prawda, ale jeśli nie zaakceptujecie nowych, wyższych cen, to
      dostarczymy jeszcze mniej".


      To był jeden jedyny raz, gdy górnictwo było "w mocy" przez ostatnie
      18 lat i już pan z Vattenfall'a płacze, jak mu to źle smile O tym, że
      energetyka niemal co roku próbuje takiego "sztywnego frontu" z
      kopalniami (i zazwyczaj wygrywa), Pan z VF nie wspomina.

      Co do handlu węglem - system cenowy stoi na głowie od dawna, a z
      Warszawy mamy ręczne sterowanie. W tamtym momencie (przełom 2007/08)
      każdy pociąg węgla na eksport dawał dużo więcej (nawet mimo
      silnego złotego!!!), niż na rynku krajowym. Na normalnym rynku firmy
      górnicze po prostu wycofałyby się z rynku krajowego i puściły towar
      za granicę, aż cena w kraju się podniesie. I co, wzrósł eksport?
      Gdzie tam! Już widzę Prezesa Katowickiego Holdingu czy KW SA, jak
      wysyłają więcej na eksport - za tydzień Oni też są wysłani,
      tyle ,ze "na zieloną trawę". 2 telefony z Wa-wy i po wszystkim.

      Wszystkie podwyżki pójdą w straty elektrowni, ponieważ kontrakty
      na sprzedaż energii elektryczną zostały podpisane, a kontraktów raz
      zawartych się dotrzymuje. Efekt? U nas w Vattenfall - kilkadziesiąt
      milionów złotych nieplanowanych strat przez "pełzające ceny
      kontraktowe".


      Bez przesady, panie Prezesie. Import wtedy byłby o 40% droższy - nie
      mieliście za bardzo wyboru. Poza tym, ceny węgla rosły nie tylko w
      Polsce, a to, że Wasi planiści nie przewidzieli takiego globalnego
      wzrostu cen węgla?... No cóż - pretensje do planistów
      o "nieplanowane straty". To nie górnictwa wina - węglowcy
      wykorzystali tylko fakt dużych wzrostów cen na Świecie...

      I odbijmy piłeczkę - jak górnictwo na jesień niemal co roku jest
      blokowane przez zmowę elektrowni, ustawiających zapasy jedynie na
      dopuszczonym minimum i ani grama więcej, w efekcie czego potem już w
      grudniu krajowe ceny miału lecą na łeb i wtedy nagle
      zaczynacie "uzupełniać zapasy" to jest wszystko OK i macie
      wtedy "nieplanowane, uzasadnione zyski"? Przecież sama idea
      minimalnych, wymaganych zapasów to tak naprawdę była interwencja
      Rządu w to, by przerwać zmowę energetyki w stosunku do dostawców
      węgla!!!
      Z tego co widzę, w 2007 też próbowaliście (Wy - czyli energetyka)
      tego numeru z minimalnymi zapasami(stąd mowa o "skrobaniu resztek"
      zimą) tylko zaskoczył Was wzrost cen na Świecie, i to, że nam (czyt.
      górnictwu) siadły moce produkcyjne, prawda?

      Korporacje energetyczne zmieniają definicję, co to
      znaczy "zakontraktowany". Jeszcze niedawno oznaczało, że węgiel
      przyjdzie po cenie kontraktowej. Można było planować koszty
      produkcji i cenowe oczekiwania. Teraz oznacza, że przyjdzie albo i
      nie. Jeśli przyjdzie, to po nowej, wyższej cenie. To złamanie
      podstawowych obyczajów handlowych.


      Oj, bo sobie przypomnę, jak to podobne praktyki z "renegocjacją cen"
      stosowała energetyka wobec kopalń w 1998 r...przyganiał kocioł
      garnkowi, panie Prezesie...


      We wrześniu 2008 r. pojawia się nowy cennik węglowy przynoszący
      prawie 50 proc. podwyżki w nowych kontraktach. W praktyce od
      stycznia 2009 r. mamy cenę ok. 12 zł/GJ i tak pozostaje. Wielu
      elektrowniom już w grudniu 2008 roku kończą się i kontrakty
      (
      znowu numer z minimalnymi zapasami? Po rzekomo strasznej zimie
      2007/08? - dopisek mój
      ), i zapasy - muszą się zgodzić na nowe
      ceny. Pod wpływem rządu kilka dni później rozpoczynają
      się "renegocjacje cen" w dopiero co zawartych kontraktach.
      Te "renegocjacje" trwają do dziś. Bez rezultatu.


      Tu już niestety naszych bossów poniosło - przestali oglądać wykres
      cen DES ARA. W prywatnych rozmowach wśród kolegów w pracy mówiliśmy
      już wtedy, że przeszarżowali...
    • szutnik No to parę myśli... część II 06.08.09, 12:28
      Wcześniej jednak, bo już późną jesienią 2008 r., na świecie cena
      węgla spada z niebotycznych poziomów 220 dol. za tonę nawet do
      poniżej 60 dol. Najniżej od wielu lat. Ceny frachtu też spadają
      niekiedy dziesięciokrotnie, i teraz można węgiel przewieźć przez
      Atlantyk z południowej półkuli za kilka dolarów za tonę. Statki,
      porty, koleje proszą o zlecenia. Tylko w styczniu 2009 import węgla
      do Polski wynosi rekordowe 1,4 mln ton. To cztery razy więcej niż
      rok temu. Węgiel z importu, nawet dowieziony do centrum Polski, jest
      niekiedy o 20 proc. tańszy niż krajowy!


      I tu się z Prezesem zgadzam. To miałem na myśli mówiąc w części I,
      że nasi przeszarżowali...swoją drogą 60 - 70 zł/tonę węgla
      przewiezioną nad morze (lub w drugą stronę) przez PKP Cargo to
      troszkę dużo...

      "Ceny pokrywają koszty produkcji" - mówią dziś górnicy. To
      dobrze, tylko że po takich cenach mało kto chce kupić i rosną góry
      niesprzedanego węgla, a wraz z nimi niespodziewane straty finansowe.
      Kopalnie mimo to "nie widzą potrzeby" rewizji poziomu cen. Cena
      krajowego węgla stoi więc na poziomie 12 zł/GJ ustalonym, kiedy na
      świecie płaciło się powyżej 220 dol. za tonę. Tymczasem z
      importowanego węgla odbieranego w portach w pierwszym kwartale tego
      roku wychodziła cena ok. 10 zł/GJ.


      Nie widzą potrzeby rewizji - bo nasi nadal jeszcze nie zajrzeli na
      DES ARA sad Tu niestety i panowie z energetyki i z górnictwa
      wykazują spore braki w elastyczności...

      Poza tym, te 10 zł/GJ, to w porcie - to trzeba jeszcze dowieźć te
      kilkaset km wgłąb kraju. Te nasze 12 zł/GJ to blisko tzw. "parytetu
      importowego" czyli ceny "import na bazie cen spot+ dowóz do
      elektrowni".

      Węgiel na świecie nieco podrożał od pierwszego kwartału. Obecnie
      w Amsterdamie (ARA) kosztuje mniej niż 80 dol. za tonę, a więc
      poniżej 10 zł/GJ. Żeby go tam zawieźć ze Śląska, trzeba zapłacić
      jakieś 5 zł/GJ za transport kolejami i statkami. Kopalni zostaje
      więc poniżej 5 zł! Cena polskiego węgla na Śląsku dla polskich
      elektrowni to wciąż 12 zł/GJ (bez transportu) i ponoć pokrywa tylko
      koszty produkcji. 5 zł/GJ to byłoby mniej niż "pół darmo".


      Dlaczego Pan udaje, panie Prezesie, że Pan nie rozumie systemu cen
      węgla? Granicznym wyznacznikiem jest przecież "parytet importowy" -
      przypomnę: koszt zakupu węgla na świecie + dowozu do bram
      elektrowni. Jeśli nasi sprzedają Wam poniżej parytetu, to wszystko
      OK - bo i tak taniej nie zaimportujecie. Jeśli powyżej, to
      rzeczywiście trzeba bić na alarm, bo są głupcami.
      Jeśli sprzedają Wam poniżej parytetu, to pańskie łzy, panie Prezesie
      takie bardzo "krokodyle" się robią...mam wrażenie (może się mylę),
      że dużo w pańskiej wypowiedzi takiej "fałszywej troski" o górnictwo.

      W pierwszych czterech miesiącach 2009 r. według Ministerstwa
      Gospodarki już wyeksportowano ok. 2,5 mln ton. Po jakiej cenie?
      Odpowiedzialni za to mówią, że po rynkowej, a więc ARA, a więc
      właśnie wspomniane 5 zł/GJ dla kopalni? Jeśli jednocześnie
      importujemy po 11 zł i eksportujemy po 5zł/GJ, to oprócz straty
      kopalń "eksportujemy netto" jako kraj gotówkę na poziomie 6 zł/GJ.

      I znowu Pan udaje, że nie wie, co to są długoterminowe kontrakty -
      te 2,5 mln to po prostu efekt wcześniejszych umów, które trzeba
      respektować.
      Udaje pan też, że nie wie, iż np. kopalnie w RPA także mają większy
      zysk ze sprzedaży krajowemu ESCOM'owi (gigantowi energetycznemu w
      tym kraju), niż z eksportu. Odpada koszt dalekiej wysyłki, który
      potem waży na każdej tonie. Ale ESCOM nie może kupić wszystkiego,
      stąd jest duży eksport. Jednak każdy w RPA mając do wyboru sprzedaż
      węgla dla ESCOM czy eksport, wybierze bez wahania ESCOM.
      To jest specyfika zakładu górniczego. O tym, czy działa on z zyskiem
      czy nie, decyduje, czy średnia cena sprzedaży tony węgla jest wyższa
      od całości kosztów stałych i zmiennych, podzielonych przez wielkość
      wydobycia, a nie to, czy zostaje 5 czy 10 zł/tonę.

      Chcemy mieć pewność, że węgla będzie tyle, ile zakontraktowano,
      że będzie dostarczany na czas, że będziemy go kupować po cenach
      takich, po jakich kupuje cały świat. Niech maleją, kiedy na świecie
      maleją, i niech rosną, kiedy na świecie rosną - damy sobie z tym
      radę.

      Ooo, to jakaś nowość - energetyka chce cen rynkowych za węgiel. Ale
      przyjmijmy to za dobrą monetę. To już nie będziecie robić "jesiennej
      zmowy"? Trzymam za slowo...

      Chcemy, żeby handlowali nie dyrektorzy i prezesi, ale szybko i
      sprawnie nasi upoważnieni do zawierania transakcji kupcy z ich
      odpowiednikami w kopalniach. I żeby transakcja trwała godziny, a nie
      miesiące.

      Tu się z Panem Prezesem zgadzam - transakcje trwają za długo.

      Niektórzy dzisiaj wieszczą upadek polskiego górnictwa. Ale
      przyczyn szukają wyłącznie w braku inwestycji początkowych i
      niechęci rządu do ich sfinansowania (dlaczego rząd?)


      Bez inwestycji początkowych te moce wydobywcze, które mamy, zmaleją
      jeszcze bardziej - czytaj - każda tona bedzie jeszcze droższa. A
      dlaczego Rząd ? W latach 1990-97 to rząd sztucznie zaniżał krajową
      cenę węgla, nie pozwalając jej nawet zbliżyć się do parytetu. Ta
      decyzja Rządu kosztowała górnictwo lawinowy wzrost zadłużenia. Gdyby
      wtedy pozwolono na rynkową cenę węgla- dziś górnictwo nie mialoby
      garbu długów i środki własne na inwestycje (ale energetyka nie
      miałaby wspomnień o tłustych zyskach i prosperity z lat 90-tych...).
      Skoro Rząd zawalił - niech rząd naprawia. To rząd poważnie
      zmniejszył moce wydobywcze w górnictwie w 2003 r. tuż przed wielką
      węglową hossą - zmniejszając tym samym nam możliwe zyski. Skoro Rząd
      zawalił - niech naprawia.


      W kraju mamy obecnie gigantyczny nadmiar węgla, który ma
      rozwiązać.... zwiększenie mocy wytwórczych?

      Zwiększenie mocy zmniejszy koszty/tonę wydobytą - co pozwoli obniżyć
      cenę sprzedaży i da szansę na cenowe wyparcie części importu węgla z
      kraju...nie rozumie Pan tego? Przecież to ten parametr warunkuje,
      czy górnictwo ma zysk czy nie, sprzedając Panu po 10 czy po 12 zł/GJ.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka