Dodaj do ulubionych

mozna w ferworze zapomniec....

18.11.09, 23:01

Uchodze tutaj czesto za osobe atakujaca terapie z jakichs wymyslonych powodow,
a nawet aby miec pretekst do picia. W toku dyskusji juz sam zapomnialem
pewnego doswiadczenia ze swego zycia, ktore bylo wlasciwie zasadniczym powodem
rozczarowania.
Kiedys pisalem, ze na pewnym etapie swego zycia wpierniczylem sie w straszna
fobie spoleczna, ktora polegala na tym, ze balem sie spotkan towarzyskich o
rozrywkowym charakterze. Balem sie, bo wdala mi sie przypadlosc, ze w stresie
zaczynaly mi sie trzasc rece, walic serce i ogolnie stawalem sie zesztywnialy.
To bylo takie bledne kolo, bo balem sie symptomow, ktorych wrecz wyczekiwalem,
a one jak wywolane magiczna rozdzka pojawialy sie.
Doszedlem do etapu, ze wlasciwie musialem zrezygnowac z zycia towarzyskiego i
jedynym ratunkiem stal sie alkohol, czyli "uspokojenie sie" przed pojsciem
gdzies. Wiec zaczal sie epizod picia przed przyjeciami dla pokonania fobii, no
bo z zycia towarzyskiego rezygnowac nie chcialem.
Jednak uswiadomilem sobie, ze przeciez nie zawsze sie tak da, ze przyjdzie
moment, gdy bede musial isc gdzies na trzezwo. Wesele kolegi, przyjecie w
pracy itp. Wtedy zaczalem szukac ratunku u psychologow i tez m.in wtedy
pojawily sie antydepresanty.
zalozenie bylo takie, ze z pomoca roznych psychologicznych trikow wyjde ze
schematu picia przed. Jednak strach byl silny i mimo, ze mialem jakies
treningi, sztuczki itp, strach zwyciezal i pilem przed. Wpadlem w poczucie
totalnej pustki i rezygnacji.
Na terapie alkoholowa poszedlem tylko i wylacznie z powodu tej fobii. Po
prostu uznalem, ze wylecze sie na alkoholizm i tym samym pozbede sie tej
awaryjnej furtki, z ktorej musialem korzystac, czyli picia alkoholu.
Uznalem, ze lepiej w ogole zrezygnowac z picia, jesli to pomoze mi zwalczyc te
fobie. Oczywiscie wiedzialem, ze mam problem alkoholowy, ale on nie zatruwal
mi zycia. Zycie zatruwala mi fobia i to byl priorytet. Ale jak mowie, bylem
gotow wpisac sie w alkoholizm i zostac abstynentem, aby tylko pozbyc sie fobii.
Fobii tym gorszej, ze bylem muzykiem i na pewnym etapie musialem niemal
zrezygnowac z wystepow scenicznych.Ostatnie wystepy byly pod wplywem, ale
wtedy niedobrze mi sie gralo, wiec bledne kolo.

Gdy zglosilem sie do osrodka terapii od poczatku wyraznie podkreslalem, ze
cierpie na te fobie i ze to jest moj priorytet. Zdziwilo mnie to, ze te moje
wyznania zderzaly sie z calkowita cisza. Najpierw myslalem, ze to taka
taktyka, ze najpierw cos tam potem cos tam. Potem jednak okazalo sie, ze moja
fobia ponoc nie istnieje, a jesli istnieje problem tych obaw, to jest on
niewazny i ze to jest tylko objaw alkoholizmu, a wlasciwie to na pewno
pretekst do picia. Dodatkowo wlasciwie to czego ja chce, ze spotkan
towarzyskich to mam zrezygniowac a nie sie uczyc na nie chodzic.

Pamietam, ze na poczatku mowilem sobie, ze na pewno wiedza co mowia, ze to ja
sie musze mylic. Z czasem jednak zaczalem sie zastanawiac i poczulem sie
zlekcewazny i potraktowany przedmiotowo. Problem, ktory zatruwal mi zycie,
zostal wlasciwie wysmiany. Cos, co omal nie przyprawilo mnie o jakas depresje
kliniczna albo samobojstwo, okazalo sie niewarte zainteresowania.
Najwazniejsze bylo, abym nie pil. Owszem, chcialem nie pic, ale po cos. A
wlasciwie po to, by lepiej zyc, by nie bac sie ludzi, by zyc normalnie- i
wtedy tez dodatkowo nie miec powodow do picia, czy tam pretekstow, jak je
nazwiemy.
Jednak mialem nie pic dla samej zasady, nie wiem- dla statystyk, dla programu,
wlasciwie nie wiem dlaczego. Uznalem, ze moja terapia jest wlasciwie gra do
pstej bramki. Po co mi to? Odizolowac sie i wycofac z zycia to ja moglem i bez
terapii, nie potrzebny mi do tego bylby tabor psychologow.

Nie rozumialem, gdzie pojawil sie element wzajemnego wykluczenia. Dlaczego ten
moj problem to taki wielki problem. Przeciez wyleczenie tej fobii nie stalo w
opozycji do leczenia alkoholizmu. Powinno isc w parze. Jednak odnioslem
wrazenie, ze uznano, ze cel uswieca srodki- i zebym lepiej pozostal
wystraszonym roztrzesionym fobikiem, ktory nie bedzie chodzil nigdzie to i nie
bedzie pil- no i bedzie sukces abstynencja.

Stracilem wiele zaufania do psychologow i terapii, wiem ze to uproszczenie,
ale tak sie czulem. Zaczalem sie czuc, jakby ktos cos robil za moimi plecami,
wbrew mojej woli, wrecz wrabial mnie w cos. Zaczely sie problemy z akceptacja
takiej abstynencji, w moim poczuciu wymuszonej, za kare, na zlosc. Mialem
abstynencje ponad rok, ale nie czulem pozytku, odwrotnie, czulem ze trace czas
i nerwy. I tak wrocilem do picia.
Obserwuj wątek
    • tranzyt.08 Re: mozna w ferworze zapomniec.... 19.11.09, 08:10
      Chcialoby sie rzec,ze caly ten wpis to nic innego jak klasyczne
      kombinowanie pijanego mozgu.
      Sprytnie zes sobie ta historyjke poukladal i wkomponowal w calosc,a
      caly "wysilek" tylko po to,aby moc dalej pic...he he he,tak
      pomyslalby kazdy terapeuta.

      Oczywistym jest,ze wczesniejsza teza o "nieszczesliwym synu Addi
      odrzuconym przez matke" to tez klasyczne "pijane myslenie"
      tlumaczace tylko picie.

      Wpierw "zlikwidujemy" czynny alkoholizm,a cala reszte zostawimy na
      potem.I jak znam zycie,cala ta fobijna reszta popeka w dluzszym
      okresie trzezwosci sama,jak banki mydlane.

      To bylyby pierwsze mysli kazdego terapeuty.


      Od siebie moglbym tylko dodac,ze bez trzezwosci nic nie rozsuplasz,
      a przeroznych "baniek mydlanych",pijac dalej,zacznie ci przybywac i
      przybywac...

      Tak to juz jest w tym alkoholizmie,ze niektore banki mydlane czasami
      pekaja,ale w ich miejsce powstaja nowe,wieksze.

      Niestety,Addi,alkoholizm to spirala skierowana w dol.A ty,daj ci
      Boze,znajdujesz sie zapewne dopiero na jej poczatku.Mozesz jeszcze
      spirale opuscic bez wiekszego bolu.

      Fobie do alkoholizmu maja sie tak,jak pryszcz na nosie do raka
      jader.Moze pojmiesz.
      • 38takatam Re: mozna w ferworze zapomniec.... 19.11.09, 09:03
        Witam.Beka...Przykro mi to stwierdzic,ale zobacz sam.Nie piles rok.Rok to duzo.Mozna przez ten okres przewartosciowac swoje zycie.Ty prawdopodobnie nie zrobiles nic...Stad te bolaczki.
        Przez pierwszy rok rezygnuje sie z imprez alko dla bezpieczenstwa.Ja zaraz mam 2 latka,ale za nic nie namowisz mnie na impreze alkoholowa z prostego powodu-zle sie czuje.Alkohol nigdy nie bedzie mi obojetny.
        I na poczatku drobi nie mialam przyjaciol.Pseldo-przyjaciele znikneli wraz z ostatnia postwiona im przeze mnie buleka...Dzis mam przyjaciol prawdziwych,sprawdzonych.Moge na nich liczyc i wiekszosc z nich to aowcy.
        Mam nie tylko problem alko.Mam tez rodzaj depresji i jedno Ci powiem.Podstawa do zaradzenia drugiemu problemowi jest odstawic alkohol.Potem ciezka praca nad soba.Trzezwiec...Wtedy dopiero mozna zaradzic problemom psychologicznym.Pozdrawiam:)
        • beka.smiechu-w.sali.obok Re: mozna w ferworze zapomniec.... 19.11.09, 14:04
          38 takatam
          nie mialem problemu typu, ze moi przyjaciele to tylko ci od kieliszka. ja mam
          wiekszosc przyjaciol od 20 lat tych samych, z czasow glownie kiedy jeszcze sam
          nie pilem albo malo pilem, a oni roznie jedni malo inni wiele, dzis wiekszosc z
          nich malo, choc jest tez spory odsetek alkoholikow czy cpunow.
          Mialem tez oczywiscie i znajomosci "barowe" od kieliszka, ale wszystkie one i
          tak sie urwaly z uwagi na wyjazd za granice, takie znajomosci nie przetrwaja
          emigracji.

          Nie pilem rok i przez ten czas niby nie robilem wiele ale i robilem sporo, ale
          nieskutecznie, nie te narzedzia co trzeba mam wrazenie- w kazdym razie, kiedys
          bylem w glebookiej nerwicy na krawedzi samobojstwa, teraz jestem zrezygnowany i
          czasem znerwicowany, wiec tu jest wiele lepiej, problem alkoholowy nie zniknal a
          sie poglebil i tu przyznaje jest gorzej i jak nic nie zrobie bedzie gorzej.
          Ale zrobie, tylko cos sie dlugo przymierzam kurcze.
          • tenjaras Re: mozna w ferworze zapomniec.... 19.11.09, 15:52
            > Nie pilem rok i przez ten czas niby nie robilem wiele ale i robilem
            > sporo, ale nieskutecznie, nie te narzedzia co trzeba mam wrazenie

            Po co zmieniać narzędzia w takiej sytuacji? Na pewno lepiej wrócić do picia,
            przecież w tym czasie można dorobić się fortuny, założyć szczęśliwą rodzinę z
            żoną, która będzie grzecznie i cała rozanielona, przyjmować "gorsze dni".
            Dzieciaki też będą szczęśliwe, że ojciec pije, bo przecież mają najlepsze ciuchy
            i kasę na wszystko. I w ogóle, wszyscy będą podziwiać, bo każdy pijak się
            stacza, a ten tu proszę... niesamowity gość, ten sobie poradził lepiej niż ci co
            nie pili...
    • e4ska Re: mozna w ferworze zapomniec.... 19.11.09, 10:34
      No i na tym polega... czy ja wiem? fałsz terapeutycznych założeń?

      to i tak pięknie, że nie wywaliłeś na ośrodki prywatne przysłowiowych 12 tys.

      Co do muzykowania...
      Muzyka jest sama w sobie piękna. To najpiękniejsza ze sztuk. I mściwa jest...
      chciałeś żyć z muzyki... komercha i te pe... to padłeś.

      Mój przyjaciel, muzyk, od czasu do czasu sprasza muzykujących. I oni sobie grają
      - pod lasem, w świetle zachodu. Kto ich słucha? Nieraz ja... nieraz nikt.

      i daj sobie luzu z tym zagłębianiem się w siebie, bo całkiem zgłupiejesz. Do cna.
      :-(


      • obajednacy Re: mozna w ferworze zapomniec.... 19.11.09, 11:07
        Beka..napisał:

        Gdy zglosilem sie do osrodka terapii od poczatku wyraznie
        podkreslalem, ze
        cierpie na te fobie i ze to jest moj priorytet. Zdziwilo mnie to, ze
        te moje
        wyznania zderzaly sie z calkowita cisza. Najpierw myslalem, ze to
        taka
        taktyka, ze najpierw cos tam potem cos tam.

        Jeżeli się przyznasz na terapii że nie stronisz od alkoholu,to w tym
        momencie przepadłeś.Wszystko będzie podciągnięte pod alkohol,tak
        jakby bez alkoholu nie było chorób ,fobii.Będziesz już tylko
        prowadzony pod tym kątem i żadne wyjasnienia do terapeutów nie
        docierają.Nawet jak się nie przyznasz,to i tak wszystkie pytania
        sugestie będą zmierzały do tego że kiedyś tam miałeś kontakt z
        alkoholem i to jest przyczyna twojej fobii.Próba wytłumaczenia że
        masz to od dziecka też spełznie na niczym-pewnie rodzice pili i się
        tego nabawiłeś przez wszechobecny alkohol.Terapie są pod tym kątem
        prowadzone,wydobyć od pacjenta czy pije?jak pije to wszystko jasne i
        już można go terapeutyzować bez głębszych powodów ,zresztą po co się
        męczyć,jak przy diagnozie alkohol wszystko staje się proste i
        oczywiste..... dla terapeutów.
        • beka.smiechu-w.sali.obok Re: mozna w ferworze zapomniec.... 19.11.09, 13:56
          Wlasnie mam wrazenie, ze tak jest jak pisze obajednacy.
          Nie moge zrozumiec Tranzyta za to, bo mysli dosyc stereotypowo.
          Oczywiscie, ze w pewnym sensie problemy emocjonalne sa wymowka do picia, ale to
          nie znaczy, ze sa wyjete z czapy. Ze nie istnieja. I ze jesli cos jest, to od
          picia na pewno- niestety, jak analizowalem problem tych nieszczesnych rak, to
          pierwszy jak pamietam objaw wystapil gdy poszedlem do szkoly sredniej, w 1
          klasie przy tablicy, ale wtedy uznalezm, ze to stres i sie tym nie przejalem w
          ogole, potem zdarzalo mi sie to niezwykle rzadko i owszem, poglbebilo sie w
          zwiazku z alkoholem- na zasadzie wzajemnej spirali.

          Ale nie chce wnikac w szczegoly, watek byl po to, zeby pokazac, jak mozna sracic
          z pola widzenia w ramach klotni sens.

          I do Tranzyta jeszcze- to nei opowiastka o odrzucajacej matce jako kolejna lzawa
          historyjka. Ta "opowiastka" to jest diagnoza, jaka sobie postawilem po latach
          poszukiwan o przyczynie moich wszystkich pozniejszych zyciowych problemow.
          Strach przed przyjeciami, lek przed kobietami, lek przed podjeciem decyzji,
          niska samoocena czy tam poczucie wartosci, proby z lekami i na koncu alkoholizm,
          wszystko to to efekt albo proby niwelowania tego, ze bylem odrzucony przez matke.
          Jak ktos nie wie, odrzucenie polega nie tyle na braku milosci, ale na braku
          akceptacji tego, ze czlowiek istnieje i jaki jest.

          I jeszcze jedno.
          Ze priorytetem jest leczenie alkoholizmu to ja doskonale wiedzialem, dlatego
          przeciez poszedlem do osrodka odwykowego a nie np. do osrodka nerwic. Jednakze
          wedlug mojej opinii pacjent powinien byc monitorowany, powinno mu sie
          przedstawic cele i zasady leczenia i zamierzone efekty.

          Na chlopski rozum, terapeuta powinien powiedziecc- tak, wiemy, jest ta fobia,
          wiemy ze utrudnia zycie bedziemy to leczyc, definitywnie, jak nie my to wyslemy
          gdzie trzeba, ale najpierw musimy wyleczyc alkoholizm, bo inaczej wysilki na
          nic, zajmiemy sie piciem, pocierpi pan jeszcze troche i jak szybko sie da
          bedziemy leczyc calosc pana problemow.

          A nie, jak bylo w istocie- -i jak powtarza Tranzyt teraz- pijak sobie ubzdural
          jakies fobie, nie zwracajmy na to w ogole uwagi, przestanie pic to fobie znikna
          bo sa przeciez urojone.

          Tlumacze to sobie tak, ze ci terapeuci to tylko ludzie i zapewne reaguja jak
          lekarz rodzinny na skamlenie starego dziadka. Wiekszosc dziadkow przychodzi do
          przychodni i skrzeczy, ale z reguly wyolbrzymia i jak sie w koncu trafi jeden z
          powaznym problemem to sie go przeocza myslac- o kolejny skrzypek.
          Tak i tu, wbito im do glow, ze "kazdy pijak to zlodziej" wiec tak podchodza.

          Choc z drugiej strony powinno zastanowic, dlaczego na terapie zglasza sie
          czlowiek przed 30tka, bez wielkich strat z picia czy potrojnych den, dlaczego to
          robi. Co innego, nie obrazajac nikogo, sciagnac bezdomnego alkoholika z ulicy na
          przymusowy odwyk i on bedzie gadal, ze on nie ma problemu tylko zona to szmata i
          rzad to zlodzieje, a co innego witac w progu mloda osobe z malo zaawansowanym
          nalogiem.

          Wiec tlumaczyc to musi mechaniczne podejscie, no bo w dobrym osrodku pracuja
          raczej ludzie inteligentni, ktorzy "na ulicy" prawdopodobnie mysleliby w inny
          sposob, a jak zakladaja lekarski fartuch to im sie myslenie zmienia widac.

          • obajednacy Re: mozna w ferworze zapomniec.... 19.11.09, 14:52
            Beka.. napisał:

            Na chlopski rozum, terapeuta powinien powiedziecc- tak, wiemy, jest
            ta fobia,
            wiemy ze utrudnia zycie bedziemy to leczyc, definitywnie, jak nie my
            to wyslemy
            gdzie trzeba, ale najpierw musimy wyleczyc alkoholizm, bo inaczej
            wysilki na
            nic, zajmiemy sie piciem, pocierpi pan jeszcze troche i jak szybko
            sie da
            bedziemy leczyc calosc pana problemow


            Tak to tylko na filmach jest, albo w bardzo drogich osrodkach dla
            ludzi z elity gdzie terapeuta chce się wczuć sie w sytuacje
            pacjenta, umie i potrafi go zrozumieć. Nie wątpię w istnienie takich
            specjalistów, dla mnie są oni nie osiągalni, Tobie powinno być
            łatwiej,tylko poszukaj.
            • tenjaras Re: mozna w ferworze zapomniec.... 19.11.09, 15:44
              > Tak to tylko na filmach jest

              Więc wyłącz film i wracaj do życia. Oczywiście, że terapeuci mówią co robią i
              jaki chcą osiągnąć cel. Mi jak powiedziała, to myślałem, że mam idiotkę przed
              sobą, przecież gdyby tak się dało, jak ona mówiła, to już dawno by tak było.
              Przecież "ja nie byłem idiotą".

              Ośrodek jest państwowy.
              • obajednacy Re: mozna w ferworze zapomniec.... 20.11.09, 09:54
                Tenjaras zgadzam się że terapeuci mówią co robią , ja nie jestem przeciwko
                terapii AA, już to kiedyś pisałam. Moja odpowiedż dotyczyła nieszczęsnych rąk
                Beki .Nikomu terapii nie odradzam, nie jestem przeciwko psychologom .Miałam taki
                przypadek w swoim życiu że przyczyną choroby nie był alkohol tylko całkiem coś
                innego, tłumaczyłam, wyjasniałam, niestety na pytanie czy pije alko
                odpowiedziałam " tak " i na tym nasza rozmowa się zakończyła. Dostałam diagnozę
                od której nie ma odwołania .Tą pierwszą diagnozą już zawsze kierują się
                lekarze i terapeuci. Dlatego też znalazłam się na tym forum. Nie sądzę żeby
                wszystkie choroby były przez alkohol, są też inne przyczyny.
                • tenjaras Re: mozna w ferworze zapomniec.... 20.11.09, 11:00
                  Może to dlatego, że jak wszystko w życiu, leczenie ma swoje priorytety. Najpierw
                  alkoholizm, potem kolejne przypadłości. Co z tego, że wyleczysz przyczyny
                  drżenia rąk, jak pierwszy lepszy kac to zniweczy. Ręce zaczną drżeć i cała
                  konstrukcja psychiczna powodująca uwolnienie od przyczyn runie.

                  Najpierw przestań pić, a potem można się zająć innymi rzeczami. Ta prawda
                  przyświecała psychiatrii i psychologii od samego początku, jak tylko zajmujący
                  się tym ludzie zauważyli, że (i jak) pijaństwo rujnuje psychikę. To nie jest
                  pomysł terapeutów od alkoholizmu.
                  • obajednacy tenjaras 20.11.09, 12:08
                    Nigdy w życiu mi nie drżały ręce ,ciekawe czego się jeszcze dowiem.
                    Racz nie pisać do mnie takim mentorskim tonem..najpierw przestań pić...nie
                    jestem na terapii.
                    • tenjaras Re: tenjaras 20.11.09, 12:49
                      Niezależnie od tego, jakim jestem dla Ciebie mentorem - zadrżą!
                      Wtedy sobie pomyśl, ile i co, ja mam z tym wspólnego.
                      • aaugustw Re: tenjaras 20.11.09, 13:11
                        tenjaras napisał:
                        > Niezależnie od tego, jakim jestem dla Ciebie mentorem - zadrżą!
                        _________________________________.
                        Seta uspokoi, (jak jej nie rozleje)
                        A... ;-)
                  • beka.smiechu-w.sali.obok Re: mozna w ferworze zapomniec.... 20.11.09, 17:02
                    Jaras, to przeciez oczywiste, ze zeby wyleczyc przyczyne tej merwowosci czy
                    drzenia rak, trzeba najpierw wyeliminowac alkohol- czy ja temu zaprzeczalem? Juz
                    pisalem, ze rozumiejac ten mechanizm poszedlem na te terapie. Wiec nie w tym
                    rzecz, ze ta kolejnosc jest wlasciwa. Rzecz byla w tym, ze nie bylo zadnej
                    kolejnosci, problem byl lekcewazony, nie przedstawiano ani proponowano zadnych z
                    tym zwiazanych rozwiazan.
                    Mozna bylo zaczac od leczenia uzaleznienia, od poczatku okreslajac w
                    perspektywie czas i miejsce dalszych krokow; moznaby zaczac rownoczesnie;
                    oczywiscie nie da sie zaczac bez zwalczenia alkoholu.
                    A nie ze wyeliminowac alkohol a problem niech se zostanie jesli w ogole jest, bo
                    zapewne to jakas bzdura.
                    Chyba naturalne, ze jak ktos z taka arogancja podchodzi, to inny nie bedzie go
                    traktowal powaznie; ja i tak dlugo wytrzymalem, starajac sie wylaczyc swoj
                    krytycyzm, zawierzyc na slowo itp, ale z czasem nic na lepsze sie nie zmienialo
                    wiec welna z oczu spadla.
                    No chyba, ze terapeuta mial jakis magiczny, tejemniczy sposob, a jego sedno
                    polegalo, ze ja nie moge o tym wiedziec bo zepsuje cos, to wtedy moge przyznac,
                    ze jakies proby byly.

                    Niestety, wlasciwie z tego toru reformy zepchnela mnie nic innego jak tylko
                    psychologia, poczytalem, ze najlepszym sposobem na wyhodowanie kazdej fobii jest
                    stosowanie unikow. Kazdy unik to krok do tylu. Jesli ktos w takiej sytuacji
                    proponuje mi zycie pelne unikow no to naprawde trudno sie do czegos takiego
                    przekonac.
                    • tenjaras Re: mozna w ferworze zapomniec.... 20.11.09, 17:23
                      O ile pamiętasz, przeszedłem trzy terapie. Każda z nich była mi proponowana
                      przez wzgląd na moje dolegliwości psychiczne i każda była następstwem tego co
                      należało u mnie uleczyć. Cykl był ułożony według priorytetu. Pozwoliłem sobie
                      pomóc i nie mam już problemu z tym gdzie i w czym można było lepiej. Można
                      byłoby lepiej, gdybym ja lepiej się nastawił, a nie gdyby terapeuci, czy
                      psycholożki były lepsze, czy robiły swoje lepiej.

                      One były przygotowane i kompetentne. To ode mnie, nie od nich, zależało, jakim
                      człowiekiem się stanę po terapii.
          • tranzyt.08 Re: mozna w ferworze zapomniec.... 19.11.09, 16:08
            beka.smiechu-w.sali.obok napisała:

            > Wlasnie mam wrazenie, ze tak jest jak pisze obajednacy.

            Obajednacy i ty mozecie tez podac sobie rece i
            wypic "bruderschaft".Wszystkim przeciez wiadomo,ze oboje nie
            stronicie od alkoholu.Ba!Czesto pijecie,upijajac sie nawet co
            wekend,wiec nic dziwnego,ze i zapatrywania wasze podobne.


            Rady od osoby naduzywajacej alkohol,to ostatnie co teraz
            potrzebujesz.

            > Nie moge zrozumiec Tranzyta za to, bo mysli dosyc stereotypowo.
            (...)problem tych nieszczesnych rak...w 1 klasie przy tablicy, ale
            wtedy uznalezm, ze to stres i sie tym nie przejalem w ogole, potem
            zdarzalo mi sie to niezwykle rzadko i owszem, poglbebilo sie w
            > zwiazku z alkoholem- na zasadzie wzajemnej spirali.

            Tranzyta nie musisz rozumiec.
            Co tu jest wogole do rozumienia?Sprawa jest prosta.
            Pijesz nalogowo alkohol ?
            Pijesz.
            Wiec jestes alkoholik,czlowiek chory,uzalezniony od alkoholu.
            Chcesz sie leczyc ?Sam?W szpitalu?W AA?Terapia?
            Nie!Nie!Nie!
            I tu koniec wszystkiego.Kropka.

            A co tyczy sie twojej "fobii" trzesacych rak przy tablicy w
            pierwszej klasie gymnasium,to wybacz,ale to smieszne.Ja do
            trzesacych rak dostawalem czerwonych policzkow i to nawet jeszcze na
            studiach(a tzresiawki i czerwien lic zwiekszaly sie wprost
            proporcjonalnie do mojego nieprzygotowania).

            Takze z ta swoja "fobia" to chyba "troche" wyolbrzymiasz.


            ...bylem odrzucony przez matke.
            > Jak ktos nie wie, odrzucenie polega nie tyle na braku milosci, ale
            na braku
            > akceptacji tego, ze czlowiek istnieje i jaki jest.


            Rozmawiales kiedykolwiek szczerze i otwarcie z matka na ten temat?
            Czy jest to moze tylko twoja interpretacja-->"ten odrzucony"?
            Ciekawe jakie jest spojrzenie matki.

            Moze byles takim "wyjatkowym bachorem",ktorego baaardzo ciezko
            zaakceptowac,no wiesz taki prawie od urodzenia pyskaty,nic
            niedoceniajacy,wrecz wredny,opryskliwy,kaprysny i na dodatek bardzo
            zlosliwy dzieciak?
            Jak tak bylo to mamusi sie nie dziw:)


            Ale na powaznie.Addi problemy typu
            -->Matka - Syn,Ojciec - Syn,
            sa mi obce i odlegle jak Mglawica Magdelana i dziwie sie,ze cos
            takiego istnieje.





            > Na chlopski rozum, terapeuta powinien powiedziecc
            (...)
            > A nie, jak bylo w istocie- -i jak powtarza Tranzyt teraz- pijak
            sobie ubzdural
            > jakies fobie, nie zwracajmy na to w ogole uwagi, przestanie pic to
            fobie znikna
            > bo sa przeciez urojone.


            Nigdzie nie napisalem,ze sobie cos ubzdurales!
            Alkoholik mowi u lekarza-terapeuty z reguly prawde i tylko prawde
            (tak sadze),ale...lekarz jest od sluchania i wyciagania swojej
            prawdy.Musisz mu zawierzyc i koniec,wyjscia innego niz drzwi
            wyjsciowe i tak nie masz.

            Ale to widocznie nie dla ciebie,Addi,bo ty wiesz zawsze wszystko
            lepiej niz lekarz-terapeuta.
            Osobiscie uwazam podobnie jak ty,ale ja przynajmniej nigdy nie
            zawracamlem nikomu glowy i trzezwieje sam.
            Ty zadasz na dodatek specialnego traktowania,nawet masz pretensje i
            wywrzaskujesz,ze z toba trzeba inaczej sie obchodzic niz z
            wszystkimi innymi,bardziej wyniosle,poswiecac wiecej czasu...
            Tu radze,skorzystaj najlepiej z tej terapii za 12tys.(cena
            niewygorowana),biorac pod uwage partament,calodobowa obsluge
            plus "wyleczenie" z alkoholizmu,chocby na kilka miesiecy...

            Chcesz indywidualizacji na poziomie to wyloz 3 tys€ i sproboj.
            A noz...:)
            • darekwolf Re: Centuria Elblojarusa 19.11.09, 17:45
              1 ) "na pewno lepiej , gdy jest lepiej i wtedy najlepiej nie
              uzywac niczego , spośród narzędzi jakie się miało w warsztacie.a i
              tak będzie to lepiej, niż u tych co już nie piją, choć zapewne
              wypić by mogli, gdyby nie musieli, bo jak wiadomo alkoholik
              wypić musi, wszak jest alkoholikiem ,ale lepiej ,żeby o tym nie
              wiedział, a nuż jeszcza mu się uda odnieść w zyciu sukces i
              zdobyć rekę pięknej i bogatej żony, żeby mu zazdrościli Ci co
              nigdy nawet nie wypili w odróznieniu od tych co już ni piją bo
              nie chcą.........itd etc."

              tako rzecze astrolog z Elbląga......./oczywiście to moja
              transkrypcja owego wieszczenia astrologowego, na potrzeby literatury
              popularnej, by każdy mógł ja w pełni zrozumieć.

              to była Centuria numer jeden z Elblaga.......pozostałe przetłumacze
              niebawem.
            • e4ska Re: mozna w ferworze zapomniec.... 20.11.09, 08:19
              tranzyt.08 pisze:Tu radze,skorzystaj najlepiej z tej terapii za 12tys.(cena
              niewygorowana
              ),biorac pod uwage partament,calodobowa obsluge
              plus "wyleczenie" z alkoholizmu,chocby na kilka miesiecy...


              Chcesz indywidualizacji na poziomie to wyloz 3 tys€

              To tyle kosztuje prywatna terapia w wydaniu "indywidualnym"?
              Za parę miesięcy abstynowania?

              Cóż, można naciągać w ten sposób niejednego Addiego, który coś tam zgromadził na
              koncie. Zanim się obejrzy - konto czyściutkie, a jak się piło, tak się nadal pije.

              To nie lepiej wybrać darmowe AA? Pomóc sobie, pomóc innym.
              • tenjaras Re: mozna w ferworze zapomniec.... 20.11.09, 11:03
                Eska :-)

                Z punktu widzenia osoby uzależnionej korzystniej jest podjąć działania nie
                przynoszące efektu. Nawet lepiej przepić pieniądze, niż przyznać się, że alkohol
                potrafi odebrać wszystko.

                Taka jest pijacka logika.
                • e4ska Re: mozna w ferworze zapomniec.... 21.11.09, 09:15
                  Nie, w tym wypadku trzeba po prostu dostosować "leczenie" do potrzeb pijackich.
                  Gdyby było dobre, Addi nie piłby po swojej terapii.

                  Ja rozumiem, że od dawna szuka pomocy. Nie wiadomo, czy alkoholizm to problem
                  Addiego.

                  Ja po sobie wiem, że nie mogłabym pić weekendowo, bo źle to by się dla mnie
                  skończyło.

                  A co też czytamy w postach Addiego: że wielu jego znajomych pije mniej. To
                  znaczy, że ludzie sami ograniczają picie. I na tym warto się wzorować.
                  • tenjaras Re: mozna w ferworze zapomniec.... 21.11.09, 13:16
                    Zasada jest inna, to pijak - często po raz pierwszy w życiu, a najczęściej od
                    zapomnianych czasów - ma się przystosować do otaczających go warunków, a nie
                    wszystko pod pijaka. Terapia jest pierwszym, najczęściej, takim warunkiem.
                    Czasem bywa żona, choć u nich częściej występuje podejście, jak się nie leczy,
                    to nie ma problemu i najlepiej jakby pił tylko w domu ;-)

                    Ani Addi, ani nikt inny nie poradzi sobie z jakimkolwiek innym problemem, jeżeli
                    najpierw nie poradzi sobie z alkoholizmem. Picie u alkoholika, to nie tylko
                    objawy fizyczne, ale i psychiczne. O duchowej degradacji na razie ;-) pomilczę.
                    Jak siada psychika, trzeba ją od nowa rekonstruować. Tak jak ciało musi dość do
                    siebie po zatruciu alkoholem, tak i rozum musi wrócić. Dla alkoholika, co by nie
                    twierdził, powrót do picia jest zadaną sobie karą za coś tam, coś tam. Ci,
                    którzy nie utrzymują trwałej abstynencji, a jednak pragną jej i pracują nad
                    sobą, właśnie na to wskazują. Wynika to z psychicznego skrzywienia. Zaprzeczanie
                    temu, jest jeszcze większym skrzywieniem. Ja tego nie wymyśliłem i nie będę
                    dyskutował z czyimś doświadczeniem. Wystarczająco się spełniam dyskutując ze
                    swoim, czyli naprostowując własne interpretacje rzeczywistości do prawdziwej.
                    Podoba mi się to, że ten proces nie przemija i można wszystko robić coraz
                    lepiej, mam sie czym zająć ;-)

                    Zdecydowana większość ludzi, których teraz spotykam nie pije, albo pije tyle, że
                    nie ma o czym wspominać. Sam nie rozumiem jak można mieć taki stosunek do picia
                    i co daje wypicie dwóch piw, a potem picie soków i napojów. Nie chce mi się na
                    tym myśleć, jak bym pił cały czas piwo. Teraz ewentualnie piję soki i napoje ;-)
                    Najlepsze rzeczy, w jakich ludzie się realizują nie wymagają alkoholu. Wręcz go
                    tam nie ma. Ludzie się nie ograniczają w piciu. To nienormalne zachowanie.
                    Ludzie używają alkoholu jak egzotycznych potraw (powiedzmy). Nie muszą tego
                    ograniczać.
            • obajednacy [...] 20.11.09, 10:07
              Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • tenjaras Re: mozna w ferworze zapomniec.... 19.11.09, 15:46
      > Mialem abstynencje ponad rok, ale nie czulem pozytku, odwrotnie,
      > czulem ze trace czas i nerwy. I tak wrocilem do picia.

      I zacząłem odczuwać pożytek, przestałem tracić czas i nerwy. ;-)
    • beka.smiechu-w.sali.obok Re: mozna w ferworze zapomniec.... 20.11.09, 19:52
      Ja wiem, czy troska udawana???
      To raczej mentalnosc slowianskiego Backi, autokrata zyczliwy, ty mi tu rob co ci
      kaze a zle ci u mnie nie bedzie:-)
      ale jak nie bedziesz robil to sie policzymy.
      taka miniaturowa wersja Lukaszenko Olka
      • darekwolf Re:autokrata usmiechniety.... 20.11.09, 20:08
        beka.smiechu-w.sali.obok napisała:

        > Ja wiem, czy troska udawana???
        > To raczej mentalnosc slowianskiego Backi, autokrata zyczliwy,

        no wlasnie tego slowa mi brakowalo Beka..... "usmiechniety
        autokrata" -dziekuje za podpowiedź.
    • beka.smiechu-w.sali.obok Re: mozna w ferworze zapomniec.... 20.11.09, 20:23
      mnie radziles z kim pic?
      a z jakiej to okazji?
      co ja se sam kumpli nie znajde haha
      do obalenia butelki zawsze chetni sie znajda, gorzej do pojscia na spotkanie z
      dalajlama:)
    • darekwolf Re: mozna w ferworze zapomniec.... 21.11.09, 08:54
      no coż.............skoro doniesli i sie poskarzyli. niech tak
      bedzie
      kiedys was znów odwiedze robaczki, coby przypomniec coponiektorym
      ich poprzednie osiągnięcia . bo inaczej gotowi uwierzyć w to co
      sami o sobie pisuja.

      darek
      • e4ska Re: mozna w ferworze zapomniec.... 21.11.09, 09:24
        Nie zdążyłam przeczytać, ale wielką stratą to chyba nie będzie.
        :-)
        • darekwolf Re: mozna w ferworze zapomniec.... 21.11.09, 10:59
          Esko......w jednym z postow tuż obok. Gucio wysnul wniosek, ze
          jego nałog przez kolejnych 6 lat rozwinał się dzieki terapii. i
          tym samym stracil owe 6 lat, bo na terapii byl. gdyby na niej
          nie byl, zapewne ........no wlasnie co?
          ano śmo.
          nie ma i nigdy nie będzie żadnej metody pozachemicznej, która
          bedzie zdolna przywrócić kazdego uzaleznionego na zdrowe łono /jak
          to mówią/..tylko bezpośrednie grzebanie w mózgu przy pomocy
          skalpela, lub chemii jest w stanie takie coś dokonać. ale jeszcze
          nie dziś. może jutro.
          dlatego .........za swój alkoholizm odpowiada każdy sam. a nie
          jakaś terapia, wspólnota AA......równie dobrze, za przejechanie na
          pasach pieszego, mógłbym obwninić auto,a nie kierowce. wszak jest
          logiczne,że gdyby nie auto, nie doszłoby do wypadku. tyle,że to
          zwykłe pokrętne kłamstwo.
          ludzie piją w takim samym stopniu uczęszczając na terapie, na
          mityngi i bez tego wszystkiego.
          można być osobą wierzącą, wspomagać się wiarą, religią w
          wychodzeniu z nałogu. to bardzo pomaga. ale nie można w 21 wieku
          przeczyć faktom. a fakty są takie:
          uzależnienie to nie żadna choroba duszy.........tylko chemiczne
          przekierowanie mózgu na inne funkcje. plus elektryczność.
          duszą, rozwojem duchowości , naprawianiem sumienia itp.....może
          się zajmowac każdy, niezaleznie czy uzalezniony czy nie.
          i nistety to go i tak nie uratuje jeśli sam nie znajdzie w
          sobie dośc siły i determinacji by sprostać temu wyzwaniu.
          takie są fakty.......a od mitologii to lepiej sie trzymac z dala.
          i jedna taka uwaga moja........nie nalezy oczekiwac ani od
          terapeutów, ani psychologow, ani sponsorów AA i całej tej
          wspólnoty, że to jacyś powinni być nadludzie. sa omylni,
          interesowni, głupi i mądrzy......a tylko od nas samych zalezy
          jakiego dokonamy wyboru i kogo sobie weźmiemy za "autorytet"
          • e4ska Re: mozna w ferworze zapomniec.... 21.11.09, 11:27
            ludzie piją w takim samym stopniu uczęszczając na terapie, na
            > mityngi i bez tego wszystkiego.
            > można być osobą wierzącą, wspomagać się wiarą, religią w
            > wychodzeniu z nałogu. to bardzo pomaga. ale nie można w 21 wieku
            > przeczyć faktom. a fakty są takie:
            > uzależnienie to nie żadna choroba duszy.........tylko chemiczne
            > przekierowanie mózgu na inne funkcje.


            No w tym przypadku się zgadzam. Myślę bardzo podobnie.

            Żal mi Addiego, bo chyba się nie zrozumieliśmy.

            Addi, z ciebie wariata nie chcę zrobić, przysięgam - ani mi to w głowie...
            natomiast zastanawiam się - oczywiście na twoim przykładzie, na przykładzie
            osób, które znam - czy poszukiwanie łatwego szczęścia w stylu amerykańskim jest
            dobre? Smutno ci, masz problem - to z miejsca do terapeuty?

            A to wcale nie działa. O czym chyba sam wiesz - bez insynuacji.

            Uzależnienie od terapii i psychologów jest faktem - dobrze chociaż sobie pogadać
            na forum... zastanowić się, przemyśleć.
            Ale moich opinii nie traktuj jako pouczania czy sądów nad Addim. Przepraszam,
            jeśli takie odniosłeś wrażenie.
            :-)
            • tenjaras Re: mozna w ferworze zapomniec.... 21.11.09, 13:40
              Eska, a powiedz Ty mi, w jakim celu chodzi się do szkoły?

              Moim zdaniem po to, by uzyskać jakąś wiedzę, z której potem można korzystać.
              Można też się w szkole nauczyć sposobów pozyskiwania i realizowania wiedzy.
              Dlaczego więc terapia nie może być miejscem zdobycia podstawowej wiedzy i
              nabycia umiejętności szukania jej i realizowania w życiu? Dlaczego ludzie mają
              być skazani na samotne i mało efektywne poszukiwania - podobnie jak w edukacji -
              które często prowadzą donikąd lub do błędów. Dlaczego nie skorzystać z
              dokonanych i opisanych już poszukiwań?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka