beka.smiechu-w.sali.obok
18.11.09, 23:01
Uchodze tutaj czesto za osobe atakujaca terapie z jakichs wymyslonych powodow,
a nawet aby miec pretekst do picia. W toku dyskusji juz sam zapomnialem
pewnego doswiadczenia ze swego zycia, ktore bylo wlasciwie zasadniczym powodem
rozczarowania.
Kiedys pisalem, ze na pewnym etapie swego zycia wpierniczylem sie w straszna
fobie spoleczna, ktora polegala na tym, ze balem sie spotkan towarzyskich o
rozrywkowym charakterze. Balem sie, bo wdala mi sie przypadlosc, ze w stresie
zaczynaly mi sie trzasc rece, walic serce i ogolnie stawalem sie zesztywnialy.
To bylo takie bledne kolo, bo balem sie symptomow, ktorych wrecz wyczekiwalem,
a one jak wywolane magiczna rozdzka pojawialy sie.
Doszedlem do etapu, ze wlasciwie musialem zrezygnowac z zycia towarzyskiego i
jedynym ratunkiem stal sie alkohol, czyli "uspokojenie sie" przed pojsciem
gdzies. Wiec zaczal sie epizod picia przed przyjeciami dla pokonania fobii, no
bo z zycia towarzyskiego rezygnowac nie chcialem.
Jednak uswiadomilem sobie, ze przeciez nie zawsze sie tak da, ze przyjdzie
moment, gdy bede musial isc gdzies na trzezwo. Wesele kolegi, przyjecie w
pracy itp. Wtedy zaczalem szukac ratunku u psychologow i tez m.in wtedy
pojawily sie antydepresanty.
zalozenie bylo takie, ze z pomoca roznych psychologicznych trikow wyjde ze
schematu picia przed. Jednak strach byl silny i mimo, ze mialem jakies
treningi, sztuczki itp, strach zwyciezal i pilem przed. Wpadlem w poczucie
totalnej pustki i rezygnacji.
Na terapie alkoholowa poszedlem tylko i wylacznie z powodu tej fobii. Po
prostu uznalem, ze wylecze sie na alkoholizm i tym samym pozbede sie tej
awaryjnej furtki, z ktorej musialem korzystac, czyli picia alkoholu.
Uznalem, ze lepiej w ogole zrezygnowac z picia, jesli to pomoze mi zwalczyc te
fobie. Oczywiscie wiedzialem, ze mam problem alkoholowy, ale on nie zatruwal
mi zycia. Zycie zatruwala mi fobia i to byl priorytet. Ale jak mowie, bylem
gotow wpisac sie w alkoholizm i zostac abstynentem, aby tylko pozbyc sie fobii.
Fobii tym gorszej, ze bylem muzykiem i na pewnym etapie musialem niemal
zrezygnowac z wystepow scenicznych.Ostatnie wystepy byly pod wplywem, ale
wtedy niedobrze mi sie gralo, wiec bledne kolo.
Gdy zglosilem sie do osrodka terapii od poczatku wyraznie podkreslalem, ze
cierpie na te fobie i ze to jest moj priorytet. Zdziwilo mnie to, ze te moje
wyznania zderzaly sie z calkowita cisza. Najpierw myslalem, ze to taka
taktyka, ze najpierw cos tam potem cos tam. Potem jednak okazalo sie, ze moja
fobia ponoc nie istnieje, a jesli istnieje problem tych obaw, to jest on
niewazny i ze to jest tylko objaw alkoholizmu, a wlasciwie to na pewno
pretekst do picia. Dodatkowo wlasciwie to czego ja chce, ze spotkan
towarzyskich to mam zrezygniowac a nie sie uczyc na nie chodzic.
Pamietam, ze na poczatku mowilem sobie, ze na pewno wiedza co mowia, ze to ja
sie musze mylic. Z czasem jednak zaczalem sie zastanawiac i poczulem sie
zlekcewazny i potraktowany przedmiotowo. Problem, ktory zatruwal mi zycie,
zostal wlasciwie wysmiany. Cos, co omal nie przyprawilo mnie o jakas depresje
kliniczna albo samobojstwo, okazalo sie niewarte zainteresowania.
Najwazniejsze bylo, abym nie pil. Owszem, chcialem nie pic, ale po cos. A
wlasciwie po to, by lepiej zyc, by nie bac sie ludzi, by zyc normalnie- i
wtedy tez dodatkowo nie miec powodow do picia, czy tam pretekstow, jak je
nazwiemy.
Jednak mialem nie pic dla samej zasady, nie wiem- dla statystyk, dla programu,
wlasciwie nie wiem dlaczego. Uznalem, ze moja terapia jest wlasciwie gra do
pstej bramki. Po co mi to? Odizolowac sie i wycofac z zycia to ja moglem i bez
terapii, nie potrzebny mi do tego bylby tabor psychologow.
Nie rozumialem, gdzie pojawil sie element wzajemnego wykluczenia. Dlaczego ten
moj problem to taki wielki problem. Przeciez wyleczenie tej fobii nie stalo w
opozycji do leczenia alkoholizmu. Powinno isc w parze. Jednak odnioslem
wrazenie, ze uznano, ze cel uswieca srodki- i zebym lepiej pozostal
wystraszonym roztrzesionym fobikiem, ktory nie bedzie chodzil nigdzie to i nie
bedzie pil- no i bedzie sukces abstynencja.
Stracilem wiele zaufania do psychologow i terapii, wiem ze to uproszczenie,
ale tak sie czulem. Zaczalem sie czuc, jakby ktos cos robil za moimi plecami,
wbrew mojej woli, wrecz wrabial mnie w cos. Zaczely sie problemy z akceptacja
takiej abstynencji, w moim poczuciu wymuszonej, za kare, na zlosc. Mialem
abstynencje ponad rok, ale nie czulem pozytku, odwrotnie, czulem ze trace czas
i nerwy. I tak wrocilem do picia.