30.12.09, 12:26
Piszę, bo myślę że są wśród czytającyh ci, którzy się nie odzywają a czytają
bo w głowieim swita, że mają problem. Ja też taka byłam.
Najbardziej przerażał mnie trzeźwy sylwester.
Antyteza sylwestra.
Jedyny wieczór w roku, kiedy naprawdę obowiązkiem jest się nawalić.

Pierwszy bez alkoholu, jeszcze bez terapii. Byłam wściekła. Wściekła, zła jak
osa, zasklepiona w złości na cały świat. Pojechaliśmy z moim chłopakiem i
kumplem na chwilkę na domówkę, ale moja wściekłość nie minęła.
Jednak następnego dnia rano kiedy obudziłam się bez kaca o 10,00 a świat był
świeży i cichy cała złość minęła i cieszyłam się.
Rok później byłam w terapii dochodzącej. Pani terapeutka uprzedziła nas, że TO
BARDZO WAŻNE żeby mieć zaplanowany wieczór bo jeśli wyjdziemy na miasto to
istnieje szansa, że normalnie się skusimy i w efekcie upijemy.
Mój chłopak powiedział "dobrze, to w takim razie pomalujemy ścianę" i tak
zrobiliśmy. Ja przygotowałam deskę serów, bo była we mnie tęsknota za odrobiną
świąteczności. Pomalowaliśmy ścianę na kolor czerwone wino i zadowoleni
patrzyliśmy na efekt. Ja po raz pierwszy patrzyłam z dystansu na wszystkie
osoby z ciśnieniem na sylwestra, na kłótnie w sklepach, oczekiwania, że ma być
super.
Było mi trochę smutno, zawsze lubiłam smak szampana, kiedy przyszła 0,00
wznieśliśmy toast jakimś koktailem który wymyśliłam typu ananas imbir, cukier
trzcinowy.
Rano poszłam na długi spacer z psem.
W zeszłym roku nie było żadnego planu, tylko siedzenie z telewizorem i
oglądanie tych raczej smutnych występów, ale miałam towarzystwo mojego
chłopaka. Zero żalu za alkoholem i złości. Deska serów była.

W tym roku już nie mam chłopaka. Trzy sylwestry na trzeźwo (no i trzy lata
abstynencji) zahartowały mnie na tyle, że z przyjemnością przyjęłam zaproszeie
znajomego na domówkę. Bardzo go lubię i świetnie mi się z nim rozmawia na
trzeźwo. Jeśli będzie słabo to po prostu wrocę do domu tuź po 0,00. Pewnie i
tak zmyję się koło 1,00, bo wtedy raczej wszyscy juź będą nawaleni i to jest
po prostu smutny widok oraz nie ma z kim gadać.

Piszę żeby pokazać, że to jest możliwe. Ten pierwszy powtarzam był okropny,
był pełen złości, ale byłam wtedy po prostu rozżalona, że nie mogę pić. Potem
żal minął.Teraz tylko wiem, że mimo wszystko muszę być czujna jak ważka. Wróg
czuwa :)

Szczęśliwego Nowego Roku
Obserwuj wątek
    • rushmoore mój sylwester: 30.12.09, 13:48
      o 18 miting, planowany powrót do domu około 21, potem spacer z psem,
      wieczorem książka, o 24 najprawdopodobniej zaliczę już zjazd
      podpierzynowy. Ale za to rok temu obchodziłem bardzo hucznie - byłem
      pierwszy dzień na odwyku i się nawaliłem. 2go stycznia już byłem z
      powrotem w domu wyrzucony z terapii dyscyplinarnie. Tak więc
      tegoroczny sylwester nie zapowiada się najgorzej...
    • pierzchnia Re: Sylwester 30.12.09, 14:14
      Ten wpis jest wyjątkowo cenny ponieważ ukazuje
      wartościowanie poprzez obserwację.
      "Jednak następnego dnia rano kiedy obudziłam się bez kaca o 10,00 a świat był
      świeży i cichy cała złość minęła i cieszyłam się."

      Twój błąd,moim zdaniem, polega na tym,że wciąż uważasz ogół za nadrzędność.
      To jest właśnie droga wznoszenia i Ty na nią weszłaś.
      --------------------------------------------------
      • aaugustw Re: Sylwester 30.12.09, 16:13
        Halberek napisała:
        > ... Najbardziej przerażał mnie trzeźwy sylwester.
        - - - - - - - - - - - - - -
        Zapominam jak bylo, wiem ze nie robi on dzisiaj,
        ani jutro nie zrobi zadnego wrazenia...!
        ______________________________________________.
        pierzchnia napisał:
        > Sylwestra spędzam,w domu włamując się do kompa augusta
        - - - - - - - - - - - - - - - -
        Nie masz szans. Po godz. 22:00, jak w gospodzie - kraty na drzwi...!
        A... ;-)
    • zyg_zyg_zyg Re: Sylwester 30.12.09, 15:39
      Dobrze Cię widzieć, Halberku
      :-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka