beka.smiechu-w.sali.obok
28.01.10, 10:09
W sasiednim watku dyskusja zjechala na tematy- muzycy alkoholicy w latach 70.
Pokazalem tam niekonsekwencje Jarasa- ktory choc na codzien powtarza jak
mantre, ze wszyscy alkoholicy sa tacy sami, nie ma lepszych czy gorszych, nir
ma rownych i rowniejszych- dopuscicl sie jawnej dyskryminacji.
Kiedy pisal o "szarych" alkoholikach na moim przykladzie, i w ogole gdy to
robi na codzien, pisze o zaklamaniu, nieuczciwosci wobec siebie, a takze o
lezeniu w rzygach, konczeniu w rynsztoku, zaszczanych spodniach itp.
Kiedy pisze o Riedlu, Morrisonie czy Joplin, pisze o nieradzeniu sobie z
problemami, bolu zycia, presji, oraz nie wspomina nic, nawet zachecony, o
lezeniu w rzygach i sraniu w spodnie.
Napomknalem o tym ale sie nie odezwal, wiec pytam tutaj.
Uprzedzam, dwa zalozenia- jeden, Jaras nie odkrecaj kota ogonem, ze oni slawni
i maja talent, sam mowisz ze wszyscy alko sa tacy sami i rowni (zreszta ci
slawni z reguly byli juz uzaleznienie zanim sie stali slawni, rzadko
odwrotnie, wiec to nie od slawy).
Drugie zalozenie- nie porownuj mnie do nich ani zadnego "szaraka", a to wynika
z zalozenia numer jeden ( i znowu, nie wiesz co bedzie jutro, moze bede
wgiazda rocka a nie w smietniku, bez proroctw prosze).
Reasumujac, dlaczego pijana gwiazda jest dla Jarasa utrudzona, bolejaca,
cierpiaca dusza i nieskazonym cialem, a "szary" alkoholik to zaklamany oszust
z rynsztoka z tygodniowym rzygiem przyschnietym do od roku nie zmienianych spodni?
I do ktorej z tych kategorii Jaras zaliczylbys samego siebie (no bo mnie to
wiadomo)?