bakteria89
27.02.11, 05:58
nie wiem nawet od czego mam zaczac bo problem dosc skomplikowany. chodzi o mnie i mojego ojca, o nasz relacje. cierpie na fobie spoleczna, niesmiala bylam odkad pamietam i nigdy nie umialam sobie z tym radzic, klopoty sie skonczyly w gimnazjum kiedy poznalam specyficzne dzialanie alkoholu, a tak naprawde dopiero wtedy sie zaczely. kazde moje wyjscie na zewnatrz z domu do ludzi, do znajomych, musialam poprzedzic piciem w domu, inaczej bym nie wyszla, tak strasznie sie zawsze balam, moglam nie wychodzic ale wtedy alamywalam sie jeszcze bardziej nie wiedzialam co mi jest i pilam z zalu, to mi pomagalo. w koncu natknelam sie w internecie, na forach, na ludzi z podobnym problemem, juz wiedzialam z czym to sie je, zaczela sie bezskuteczna terapia, pozniej leki, nawet nie bylam pelnoletnia. rok przerwy w leczeniu zapijany alkoholem dla odwagi. uswiadomila mnie dopiero pani psychiatra kiedy po roku stwierdzilam ze musze znowu zaczac brac leki bo przeciez non stop pijana chodzic nie moge. powiuedziala mi uwazaj, jestes na prostej drode do uzaleznienia i faktycznie tak bylo. po tej wizycie postanowilam nie pic, sprawdzic jak sobie dam rade bez alkoholu biorac juz antydepresanty. no i bylo ok przez pierwsze dwa dni pozniej zaczely sie typowe obiawy glodu, drzenie rak, scisk w zoladku, nie moglam spac,nie moglam nic, bylam przerazona jak nigdy w zyciu i taka, taka sama z tym wszystkim, i wszystkie testy na uzaleznienie w internecie tez zrobilam i wszystko wskazywala na to ze tamta pani miala racje. stwierdzilam jesdnak ze to niemozliwe, jestem za mloda i eby sie upewnic ze jednak nic mi nie jest umowilam sie na wizyte do poradni uzaleznien, tam stwierdzono oczywiscie inaczej, placz, zalamanie, i ostre postanowienie nie pije! nie chodzilam na terpie, nie lubilam tego miejsca, nie chcialam myslec o sobie jako o uzaleznionej. nie pilam pol roku, po czym wypilam jedno piwo i tyle, pozniej stwierdzilam ze nie jest ze mna chyba az tak zle, ze chyba moge i przez kolejne kilka lat, prawie az do teraz pilam co drugi likend nigdy nie czesciej (objawy abst czasem sie pojawialy czasem nie ale jakos sobie z tyum radzilam, tak bardzo balam sie jeszcze bardziej uzaleznic ze chocby nie wiem co sie dzialo twardo trzymalam sie terminu) pozniej byla terapia w aa polegajaca bardziej na spieraniu sie z terapeuta cy jestem alkoholiczka czy nie, zakonczyla sie be sukcesow, dalej systematycznie pilam.ale nie wazne, chodzi mi o mojego ojca alkoholika, tak strasznie go kocham i tak bardzo chcialabym mu pomoc i nie mam pojecia jak sie do tego zabrac, przezywam strasznie kazde jego kolejne picie i jest mi go zal, nie wiem dlaczego tak robi, wiem ze nie chce sprawiac nam przykrosci ale ze swojego doswiadczenia wiem ze musi, ze cos od srodka mu kaze ze nie moze wytrzymac, tato wie ze tez mam swoje problemy ale my nie potraimy rozmawiac, ja poruszam ten temat tylko wtedy kiedy on jest pijany, boje sie porozmawiac z nim na trzezwo, i jeszcze cos.. poza moja fobia i uzaleznieniem doszly mi do tego ataki paniki, pierwszy mialam 22 grudnia2010 po imprezie na ktora poszlam nie pijac, chodze tak bardzo czesto ale wtedy caly wieczor bylam jakas zawstydzona, zle sie czulam, o wypiciu czegos dla rozluznienia nie bylo mowy, nie chcialam, wrocilam do domu z placzem bo przeciez jestem na lekach wiec czemu do cholery mimo tego boje sie ludzi, co by bylo bez lekow, jestem do niczego itp itd takie normalne mysli, plakalam jak glupia,;pierwszy raz czulam ze jestem w stanie sobie cos zrobic, zadzwonilam do kolegi bo az sie sama balam swoich mysli, zaczelam mu opowiadac z placzem o wieczorze i tak sie zamotalam i nakrecilam ze nagle nie wiedzialam co sie dzieje, czulam sie jak nacpana krecilo mi sie w glowie cala sie trzeslam, nie moglam oddychac, myslalam ze umieram, najgorszy strach na swiecie! nie wiem ile to trwalo pewnie z 20min ale ja myslalam ze to cala wiecznosc, minelo.. pozniej przez jakis czas obawialam sie schizofrenii, nie wazne ;) kolejny atak mialam 1 stycznia kiedy moj ojciec zagubil sie pijany w lesie i wszyscy go szukali ja oczywiscie z mslami ze gdzies zamarzniety lezy w rowie, wieczorem awantura w domu ja placz zalamanie no i na drugi dzien ni z tego ni z owego kolejny atak, powiedzialam mamie, powiedziala ojcu, powiedzial ze jest przerazony, wiedzial ze to przez niego, mialo nie byc alkoholu, mialo go juz nigdy w domu u nas nie byc, oczywiscie sie nie udalo, ojciec dalej pije a ja przezywam to coraz bardziej, pierwsze moje picie po atakach skonczylo sie dla mnie tragicznie, poszlam w klubie do lazienki i emocje wziely gore, tak strasznie ryczalam przerazona ze cos sie ze mna dzieje zlego, zaczelam az sama tam do siebie gadac oczywiscie potem mysli matko moze to jakas schizofrenia, od tamtego czasu nie pije ze strachu i z tym niepiciem jest mi nawet dobrze, studiuje poza domem wiec jak jestem w krk to staram sie od tego odcinac ale w srodku dalej gdzies to caly czas we mnie siedzi, mialam zaczac terapie grupowa ponoc najbardziej skuteczna na fobie ale na wstepnej rozmowie terapeuta zaznaczyl ze nie wie czy sie moge kwalifikowac ze problem z alkoholem jest chyba wiekszy, na rozmowie nr 2 musialam opowiedziec co sie wydarzylo nowego a ze ojciec pil jak zwykle wiec zaczelam opowiadac o tym jak sie o niego boje, jak mi sie sni ze jestesmy na pustyni on pije a ja szukam wody bo go suszy, jak nie moge spac jak sie zamartwiam, terapeuta stwierdzil ze gadam tylko o alholou i ze te sny to dlatego ze chce mi sie pic, ciul jeden ja chcialam sie po prostu zaczac leczyc, niestety moja szczerosc w rozmowie spowodowala ze na terapie sie nie zakwalifikowalam, moge sie tam zglosic dopiero po przejsciu terapi w aa, dostalam nawet namiary i pierwsza wizyta wyznaczona na czerwiec, i wlasnie w tym problem bo ja nie moge czekac, nie przeszkadza mi to ze to terapia w aa, mysle ze to mi pomoze ale zla jestem jak cholera bo po raz ze z fobia na codzien mam wiekszy problem dwa ze musze tyle czekac, to drugie nawet bardziej mnie przeraza, bo ja jestem jak taka tykajaca bomba zegarowa, jedyne na co mnie ostatnio bylo stac to to ze napisalam tacie na kartce wiadomosc z adresem do poradni w ktorej "leczylam" sie ja z podpisem tylko ty sam jestes w stanie sobie pomoc, martwie sie, fajnie jakbys zadzwonil, bez odzewu, najgorsze sa te jego telefony, dzwoni pijany pyta co u mnie mowi ze mnie kocha a mi sie plakac chce od razu jestem roztrzesiona tak bardzo jest mi go zal tak steasznie sie o niego martwie, zadzownil dzis i to nie fair bo pewnie lezy teraz gdzies zalany w trupa i ma wszystko gdzies a ja nie spie ze strachu o niego, ale przeciez to moj ojciec, jestem zalamana, nie radze sobie z tym, jesli ktos zechce doczytac do konca bo rozpisalam sie jak cholera to prosze napiszcie mi co moge dla niego zrobic?!! jak mu pomoc? on ciagnie na dno nie tylko siebie, ciagnie na dno nas oboje..
(przepraszam ze tak chaotycznie i z bledami ale pozno juz, juz jestem zmeczona)