Dodaj do ulubionych

Prosze o nie-teoretyzowanie...!

10.07.11, 10:25
Zalozylem ten watek z nadzieja o to, ze bedzie to watek praktycznego dzielenia sie wlasnymi doswiadczeniami, a nie proznego teoretyzowania w kolko, tracac przy tym czas na wymyslanie kola od nowa, czy plodzenie fikcji, albo innych bzdur na wysokosciach...!
Do tego watku zainspirowala mnie Tee, ktora obok zalozyla wlasny, ale nie zostaje dopuszczona do glosu... - Podejrzewam, ze i w domu jest podobnie, a to rodzi tylko zal, bunt i zlosc...
Z mojego doswiadczenia wiem, ze nie te wielkie madrosci pomagaja, lecz te zwykle ludzkie czyny w codziennym zyciu; dotkniecie partnera, spojrzenie w oczy, szczera rozmowa, ktorej towarzyszy gotowosc i pokora, etc...!
Teraz pare slow o mnie, (powtorze sie znowu):
W moim malzenstwie na poczatku pomoglo mi (nam) pytanie:
Czy my wogole chcemy rozpoczac nowe zycie... - Zycie od nowa...?
Wiadomo ze zycie w abstynencji nie tylko zmienia niepijacego, ale takze jego partnera i cale ich dotychczasowe zycie. Teraz nastepuje wzajemne dopasowywanie sie do siebie...
Po potwierdzajacej odpowiedzi uczylismy sie rozmawiac ze soba... - Kiedy jedno mowilo drugie musialo sluchac, (to nie bylo latwe)... - W zasadzie to ja nie uczylem sie, ja od-uczalem sie tego co do tej pory sie nauczylem... - Oduczalem sie tych wszystkich nawykow kombinowania i klamstw po to, zebym mogl rozmawiac szczerze, az do bolu... - Abym mogl rozmawiac bez kombinacji i manipulowania... - Potem dopiero mogla nastapic (i nastapila) ta slynna "kreska", oddzielajaca przeszlosc od terazniejszosci, potem dopiero rozpoczal sie moj (i nasz) rozwoj moralny i zdrowienie...
Dzis, po kilkunastu latach zycia w trzezwosci kontynuuje swoj rozwoj, (ktory trwac bedzie do konca zycia) dalej przy pomocy innych alkoholikow we Wspolnocie AA... - Tam tez poznalem ten ich duchowy (moralny) Program AA, ktory jest Programem na inne zycie, lepsze zycie, wiec wdrazam go w swoim zyciu prywatnym, uwazam, ze z pelnym powodzeniem...! ;-)
A...
Obserwuj wątek
    • e4ska Re: Prosze o nie-teoretyzowanie...! 10.07.11, 12:44
      W moim malzenstwie na poczatku pomoglo mi (nam) pytanie:
      Czy my wogole chcemy rozpoczac nowe zycie... - Zycie od nowa...?


      Otóż to. W moim przypadku pijaństwo nie zrujnowało mi życia rodzinnego, gdyż trwało krótko i nie doszło do jakichś karygodnych zachowań z mojej strony. Nie było melin, policji i sikania do łóżka ;-)

      Ale w każdym związku pojawia się chwila, kiedy oboje muszą się zastanowić, czy chcą być ze sobą. A to jest konieczne, aby odpowiedzieć: czy my się jeszcze kochamy? Czy się jeszcze szanujemy? Czy się lubimy chociaż na tyle, żeby nam razem było dobrze, żebyśmy chcieli ze sobą być?

      Ja musiałam zastanowić się ( i to nie sama) - całkiem niedawno, zimą, trzy lata temu. Otóż pojawił się w kraju człowiek, który ponad trzydzieści lat czekał, wierzył, że jeśli mój syn usamodzielni się - mogę rozstać się z mężem i być z nim do końca naszego życia. Człowiek majętny, nawet bardzo, inteligentny i przystojny.

      Jednak jestem tutaj - i jestem szczęśliwa ;-)

      PS. Do tego watku zainspirowala mnie Tee, ktora obok zalozyla wlasny, ale nie zosta
      > je dopuszczona do glosu...


      Co, szlaban jej moderacja założyła? Niemożliwe.
      • aaugustw Re: Prosze o nie-teoretyzowanie...! 10.07.11, 12:51
        e4ska napisała:
        > Otóż to. W moim przypadku pijaństwo nie zrujnowało mi życia rodzinnego, gdyż tr
        > wało krótko i nie doszło do jakichś karygodnych zachowań z mojej strony. Nie by
        > ło melin, policji i sikania do łóżka ;-)
        _______________________________.
        Poprzednia moja wypowiedz nie dotyczyla Ciebie...!
        A... ;-)
        Ps. W moim przypadku pijaństwo takze nie zrujnowało mi życia rodzinnego, wrecz przeciwnie; nigdy by ono nie bylo takie, jakie jest obecnie...! ;-)
        (moje pijanstwo trwało dlugo, w porownaniu z Twoim, ale takze nie było melin, policji i sikania do łóżka ;-) - Bylo o wiele gorzej, jak na moj gust i moje rodzinne wychowanie...! :-(
        • e4ska Re: Prosze o nie-teoretyzowanie...! 10.07.11, 13:09
          No, mężczyzna jest silniejszy fizycznie, bardziej odporny... a ja nie mam wymiarów godnych Herkulesa.

          Wiem, że mnie wypowiedź nie dotyczyła.

          Ale powiem w terapeutycznym slangu: w wyniku pewnych zaszłości forumowych - czuję litość i żal. Bezsilność. Nie można pomóc, nawet gdy się widzi... gdy coś jest jaskrawe.

          Dlatego nie piszę tego, co mogłabym napisać. Ale ty wiesz...

          Pozdrawiam serdecznie.


          • aaugustw Re: Prosze o nie-teoretyzowanie...! 10.07.11, 13:25
            e4ska napisała:
            > ... Ale powiem w terapeutycznym slangu: w wyniku pewnych zaszłości forumowych - czu
            > ję litość i żal. Bezsilność. Nie można pomóc, nawet gdy się widzi... gdy coś je
            > st jaskrawe.
            > Dlatego nie piszę tego, co mogłabym napisać. Ale ty wiesz... >
            > Pozdrawiam serdecznie.
            _______________________________________________________________.
            Wiem, Eska... - Tu nie jest miejsce na to, aby o wszystkim pisac...!
            A co do pomocy: Dlugo kiedys myslalem, ze moge pomagac... - Nie wierzylem
            doswiadczonym, trzezwym juz alkoholikom w to, co oni mowili... - Dzisiaj wiem
            z wlasnego juz doswiadczenia, ze ja moge (i powinienem) podzielic sie z drugim,
            cierpiacym jeszcze alkoholikiem tylko wlasnymi doswiadczeniami, a czy on cos z
            tego dla siebie wezmie i czy wogole wezmie, na to ja juz nie mam zadnego wplywu...!
            A teraz (za niedlugo) wyjezdzam do szwagra na urodziny...! - Tam zawsze jest
            dobre jedzenie i ciacha...! ;-)
            Pozdrawiam rowniez serdecznie:
            A...
            • upsididit1 nie teoria 10.07.11, 15:39
              Wasza Praktyka ;)
    • aaugustw Re: Prosze o nie-teoretyzowanie...! 10.07.11, 12:45
      aaugustw napisał:
      > Zalozylem ten watek z nadzieja o to, ze bedzie to watek praktycznego dzielenia
      > sie wlasnymi doswiadczeniami, a nie proznego teoretyzowania w kolko...
      _____________________________________________________________.
      I tak tez wyglada to, (mniej, wiecej) ta strona praktyczna - w realu, jak te
      wszystkie wypowiedzi w tym watku ...! ;-)
      A potem slychac juz tylko narzekania, pouczania innych i zale przy wlasnym
      placzu i zgrzytaniu zebow...! :-(
      Do jutra...!
      A...
    • pierzchnia Re: Prosze o nie-teoretyzowanie...! 10.07.11, 14:27
      aaugustw napisał:

      "> Z mojego doswiadczenia wiem, ze nie te wielkie madrosci pomagaja, lecz te zwykl
      > e ludzkie czyny w codziennym zyciu..."

      Święte słowa !
      Dlatego już kiedyś napisałem na forum:
      Zgłupiałem żeby zmądrzeć.
      • andalus Re: Prosze o nie-teoretyzowanie...! 11.07.11, 14:14
        Napiszę co mi pomoglo z punktu widzenia.Zaznaczam mi - współuzaleznionej a nie pijącej
        - poszerzanie informacji na temat uzależnienia ( w różny sposób )
        - uznanie, że nie mam na to wpływu ( na picie )
        - podejmowanie decyzji nie pod wpływem emocji ( nie w trakcie picia czy awantury tylko po fakcie )
        - trzymanie się podjętych deczyji
        - bardzo- własne życie - praca, obowiązki itd
        - konkretnie zabezpieczenie siebie i dzieci przed finansowymi konsekwencjmi picia ( rodzielność, zmiana konta)
        - nie rozdrabnianie się na co by było gdyby - generalnie mało babrania się w przeszłości i nie wybieganie zanadto w przyszłość




        • aaugustw Re: Prosze o nie-teoretyzowanie...! 11.07.11, 15:42
          andalus napisała:
          Napiszę co mi pomoglo z punktu widzenia.Zaznaczam mi - współuzaleznionej a nie pijącej
          > - poszerzanie informacji na temat uzależnienia ( w różny sposób )
          > - uznanie, że nie mam na to wpływu ( na picie )
          > - podejmowanie decyzji nie pod wpływem emocji ( nie w trakcie picia czy awantury tylko po fakcie )
          > - trzymanie się podjętych deczyji
          > - bardzo- własne życie - praca, obowiązki itd
          > - konkretnie zabezpieczenie siebie i dzieci przed finansowymi konsekwencjmi pic
          > ia ( rodzielność, zmiana konta)
          > - nie rozdrabnianie się na co by było gdyby - generalnie mało babrania się w pr
          > zeszłości i nie wybieganie zanadto w przyszłość
          ___________________________________________________________.
          Bylem na basenie, wiec dopiero teraz przeczytalem Twoja wypowiedz...!
          Jest fajna, bo Ty przynajmniej cos robisz z tym trudnym problemem...
          Interesuje mnie, co sie zmienilo w tym czasie u meza, (partnera...!?).
          Jak dlugo juz w ten sposob postepujesz...?
          A moze sytuacja pogorszyla sie z jego strony, bo dopiero zaczelas nad
          tym pracowac, a on mysli, ze Ty zaczelas z nim wojne, albo poznalas innego...(!?).
          Pozdrawiam: A...
          Ps. Sama widzisz po tym watku, ze dla wiekszosci pojecie czynu jest wyrazem obcym...
          lepiej im pouczac i oceniac, w ten sposob skierowuja swoje problemy na innych...!
          • andalus Re: Prosze o nie-teoretyzowanie...! 11.07.11, 17:34
            jak długo - myślę,że ok 4 lat. Przy czym nie wszystko da się wprowadzić od razu. Do niektórych rzeczy musisz się przekonać albo doświadczyć na własnej skórze.
            Co u męża? No cóż próbuje się leczyć. W naszym przypadku decyzja o leczeniu zamknietym może wypływać z kilka przyczyn -raz wniosionej sprawy o separację, sprawy o uszkodzenie ciała, realna groźba utraty pracy. Dla mnie zasadniczo to jest obojętne.Na tym etapie mogę go tylko nie spychać a pozwolić żeby sam spadł. Mogę po powrocie trochę mu pomóc dbajac o atmosferę ale to nie zmieni moich decyzji. Po prostu nie chcę spędzić dlaszej części mojego życia z kimś, kto może i przesatł pić ale wytrzymać się z nim nie da,. On musi to zrobić dla siebie.
            NIe mam innego faceta - po co mi to ?
            • aaugustw Re: Prosze o nie-teoretyzowanie...! 11.07.11, 22:00
              andalus napisała:
              > jak długo - myślę,że ok 4 lat. Przy czym nie wszystko da się wprowadzić od razu. Do niektórych rzeczy musisz się przekonać albo doświadczyć na własnej skórze.
              > Co u męża? No cóż próbuje się leczyć. W naszym przypadku decyzja o leczeniu zam
              > knietym może wypływać z kilka przyczyn -raz wniosionej sprawy o separację, spra
              > wy o uszkodzenie ciała, realna groźba utraty pracy. Dla mnie zasadniczo to jest
              > obojętne.Na tym etapie mogę go tylko nie spychać a pozwolić żeby sam spadł. Mo
              > gę po powrocie trochę mu pomóc dbajac o atmosferę ale to nie zmieni moich decyz
              > ji. Po prostu nie chcę spędzić dlaszej części mojego życia z kimś, kto może i p
              > rzesatł pić ale wytrzymać się z nim nie da,. On musi to zrobić dla siebie.
              > NIe mam innego faceta - po co mi to ?
              _______________________________________________.
              Widze, ze i u Was sprawy daleko zabrnely, coz tak to jest
              z ta cholerna choroba alkoholowa... - Gdy ktos zachoruje na raka wszyscy
              mu wspolczuja, w alkoholizmie natomiast niszczone sa wszystkie wartosci
              miedzyludzkie, w rodzinie, w pracy, wszedzie i wszystkich ogarnia ta
              choroba. Jest przyczyna klotni, nieporozumien, obawy finansowej, itd...
              Jako alkoholik zawodzilem rodzine, szefa, przyjaciol... - Tak ona, ta
              choroba wypacza zycie malzenskie, wypacza zycie niewinnych dzieci,
              zon, rodzicow, etc... - Ale wiedz jedno, ze z tej choroby mozna wyjsc...
              Pare milionow juz chorych alkohoklikow sa zywym tego przykladem...
              A potem mozna naprawde godziwie zyc... - Czego i Tobie (WAM) zycze:
              A...
              Ps. Zmeczony dzis jestem sloncem i woda, wiec na dzisiaj koncze...
              Mieszkacie pod jednym "dachem"...!? - Pije jeszcze...!?
              Co znaczy; "Probuje sie leczyc", jak to wyglada...?
              • andalus Re: Prosze o nie-teoretyzowanie...! 12.07.11, 00:01
                no cóż mieszkamy po djednym dachem , bo na razie nie chce się wpyprowadzić. własnie wrócił z leczenia zamkniętego ale nie zamierza kontynouwać leczenia na terapii nawet nie chce na ten temat rozmawiać. Trudno - jego sprawa. My z trudem znosimy jego napady złości. Spokój jaki panował w domu był absolutnie bezcenny. Praktycznie pomógł nam też ocenić czego chcemy. Spokoju i bezpieczeństwa.
                Wiesz, dzieci nie chcą go słuchać, nie ma u nich żadnego autorytetu , co nie polepsza jego samopoczucia. Źle zareagował na moją sugestię, że musi nad tym popracować. To co widziały w domu nie wzbudza szacunku wobec niego. One po prostu kompletnie olewaja jego pokrzykiwania. Wiedzą, że ojciec jest chory ale nie musi ich obrażać. czekają kiedy się wyprowadzi.po terapii zauważyłam,że stara się czasmi coś wyjaśnić ale myśl prędko mu ucieka i skupia się na jakiś mało znaczących sprawach. ( typu skrzypiące drzwi,, nieumyty talerz itd)
                • upsididit1 Re:Praktyczna wizja przyszłości, oby- nie prorocza 12.07.11, 08:58
                  andalus napisała:

                  > no cóż mieszkamy po djednym dachem , bo na razie nie chce się wpyprowadzić. wła
                  > snie wrócił z leczenia zamkniętego ale nie zamierza kontynouwać leczenia na ter
                  > apii nawet nie chce na ten temat rozmawiać. Trudno - jego sprawa. My z trudem z
                  > nosimy jego napady złości. Spokój jaki panował w domu był absolutnie bezcenny.
                  > Praktycznie pomógł nam też ocenić czego chcemy. Spokoju i bezpieczeństwa.
                  > Wiesz, dzieci nie chcą go słuchać, nie ma u nich żadnego autorytetu , co nie po
                  > lepsza jego samopoczucia. Źle zareagował na moją sugestię, że musi nad tym popr
                  > acować. To co widziały w domu nie wzbudza szacunku wobec niego. One po prostu k
                  > ompletnie olewaja jego pokrzykiwania. Wiedzą, że ojciec jest chory ale nie musi
                  > ich obrażać. czekają kiedy się wyprowadzi.po terapii zauważyłam,że stara się c
                  > zasmi coś wyjaśnić ale myśl prędko mu ucieka i skupia się na jakiś mało znacząc
                  > ych sprawach. ( typu skrzypiące drzwi,, nieumyty talerz itd)
                  -----------------------------------------------------------------------------------------------------
                  Z mojego doświadczenia, na podstawie tego co piszesz- nie wypływają optymistyczne wnioski.
                  Czasem umysły, nawet dłuuuuuuuugo nie pijących mężczyzn zatrzaskują się jak płyta grobowca.
                  I nic- żadne prośby, perswazje, nie są w stanie sprawić- aby do niego dotarły najprostsze rzeczy.
                  Widzisz Andalus, takiemu mężczyźnie wydaje się, że sam fakt iż nie pije- stawia go na piedestale tak wysokim- że w zasadzie nawet nie jakieś prośby- a modły byłyby jedyną stosowną formą zwracania się do niego. Co gorsze- im dłużej jest taki "trzeźwy" tym gorzej. Etap "drzwi, talerz, paproch"- przerobiłam u swojego partnera- NIC nie pomogło, nawet fakt iż ogląda teraz świat zza szwedzkich firanek, bo wielokrotne próby jazdy po pijaku (mistrz kierownicy forever) musiały się tak kiedyś skonczyć- nawet to NIC nie dało. Prosi, żeby mu przywieźć irchę do paki. Będzie sobie (chyba?) te kraty na błysk polerował. "Czuję się świetnie, ustawiłem się, to JA wydaję posiłki więźniom". Nie chcę Cię straszyć Andalus- ale - mój Tata i wieeelu jego zaprzyjaźnionych, często i 20 lat nie pijących kumpli- NIGDY nie wyszli za tą "irchę". Zastanów się, czy warto zatruwać swoje życie złudną nadzieją. Dzieci będą cierpiały- ZA KAŻDYM RAZEM, nawet mając po 50 lat- jak jego bezduszność, skoncentrowanie na sobie, szukanie potwierdzenia własnej nibymegawartości- w bzdetach i KASIE- będzie im łamać serca. Kasa... ooo... to jest to co trzeźwemu alko przywraca "jaja rodzinne"- tylko w jego i jego kumpli oczach w prawdzie- ale jemu to NAJZUPEŁNIEJ W ŚWIECIE- wystarcza. Do tego- w tym "czarnym scenariuszu"- możesz liczyć na to, że Ty i dzieci, kiedy już Was zrani czymś i choć lekko zaprotestujecie- usłyszycie np. "wiesz, rozmawiałem niedawno z Kardynałem Flubrdudum, to wspaniałe, dzięki aa i mojej wieloletniej pracy nad sobą, DOPIERO teraz nauczyłem się na prawdę słuchać ludzi, wiesz, to cudowne tak się rozwijać!". Kiedy doprowadzi Was do potoku łez- usłyszycie- że np. "dzięki terapii odkryłem powab słowa "empatia".
                  Kiedy całkowicie zlekceważy Wasze potrzeby i prośby- czy ciche czy głośne, usłyszycie "to cudownie jest dzielić się tym, co się z takim trudem wspólnie zbudowało, postanowiłem dofinansować budowę kaplicy w Guźbirzkach, znajomy z aa tam wytrzeźwiał równie cudownie jak ja!". Itd. itp. No a już najczarniejszą "kalią' na koniec jest to, że jakby Ci się zeszło od tych zgryzot, to przyjedzie na Twój grób z nową żoną, i powie dzieciom "z perspektywy czasu, uważam nasze małżenstwo za bardzo udane, szkoda tylko, że Wasza mama, była w pewnym momencie niestała w uczuciach i się ze mną rozwiodła- wiem dzięki latom pracy nad sobą, że to nieodpowiedzialność i nieprzepracowana niedojrzałość emocjonalna, ale ona, biedaczka, nie miała tej mądrości co ja- dzięki temu że piłem i teraz jestem tak wspaniałym człowiekiem"...
                  Utinam falsus vates sim...
                  Może być i tak- że się nie rozstaniecie, jeśli lubisz opływać w dostatki zewnętrzne i splendor typu- niezdobywalne bilety na premierę w Metropolitan czy zaproszenie na herbatkę do uroczego aaowca, wykładowcy z Cambridge- i wiesz, że to Ci "styknie"- no to sobie pożyjesz.
                  Ale z mojego doświadczenia wynika- że jak mężczyzna trzeźwiejący ZACZNIE malować sobie swoją Panoramę Racławicką- przysłaniającą bezmierne sk... jakiego dopuścił się wobec Ciebie, dzieci i jeszcze kilku osób- to zaczyna do złożeczeń na pędzel....... i NIGDY, nigdy nie przestaje.
                  Będzie malował do końca swojego życia, tyle jeszcze przed nim pracy, to w końcu taaaaaaaaki ogromny obraz......
                  Zdarzają się i cudowne nawrócenia takiego artysty na łożu śmierci. Ale- jaka to pociecha? Będziesz więcej wydawać na kwiotki w listopadzie, zamiast z czystym sumieniem "załatwić go" jednym zniczem z Biedronki.
                  Wiem, że Cię nie pocieszam, ale- od tego czarnego scenariusza jest przecież odwrót. I gdyby moja mama słuchała tych- co jej go doradzali- to by pewno dziś żyła. A z dziećmi- żeby nie cierpiały- bo one ZAWSZE będą mieć nadzieję, że on przejrzy na oczy- nie wiem, co Ci doradzić. Chyba tylko tyle, że niektórym, czasem, zdarzają się, wyśmiewane w literaturze "przebłyski człowieczeństwa" i one wystarczają, aby umieć mu ciągle i ciągle wybaczać, nie czując się kozłem ofiarnym, a tatusiem swojego tatusia :) ....
                  U Ciebie za wcześnie na wyrokowanie- ale to co napisałaś- kazało mi napisać, to co powyżej...
                  Trzymam kciuki za dobre decyzje i umiejętność obserwowania tego co się dzieje w taki sposób- abyś wyczuła, kiedy walka ma sens - a kiedy należy złożyć broń, może być też scenariusz, w którym, po latach- przyda się Twoja Wyciągnięta dłoń...
                  • andalus Re:Praktyczna wizja przyszłości, oby- nie prorocz 12.07.11, 09:17
                    hmmm, no nie wiem. My już podjęlismy decyzję.
                    Co do kasy - u nas jest odwrotnie. To ja zdobywam "bilety" do Metropolitan Museum
                    zastanwiałam się jak wykorzystać ten czas zanim decyzje staną się nieodwracalne.
                    Bo to co zyska teraz bardzo mu się przyda. Ale praktycznie najlepszym rozwiązaniem jest ignorowanie go po prostu. Tu nic się nie zmieniło pomimo jakiejs terapii.
                    Niech sobie krzyczy.czasami zdzieliłabym go po łbie za głupotę ale szkoda moich nerwów.
                    • aaugustw Re:Praktyczna wizja przyszłości, oby- nie prorocz 12.07.11, 09:35
                      andalus napisała:
                      > hmmm, no nie wiem. My już podjęlismy decyzję.
                      > Co do kasy - u nas jest odwrotnie. To ja zdobywam "bilety" do Metropolitan Museum
                      > zastanwiałam się jak wykorzystać ten czas zanim decyzje staną się nieodwracalne.
                      > Bo to co zyska teraz bardzo mu się przyda. Ale praktycznie najlepszym rozwiązan
                      > iem jest ignorowanie go po prostu. Tu nic się nie zmieniło pomimo jakiejs terapii.
                      > Niech sobie krzyczy.czasami zdzieliłabym go po łbie za głupotę ale szkoda moich
                      > nerwów.
                      _____________________________________________________.
                      Wyobraz sobie, ze dzisiaj (jak rzadko), kiedy zona jeszcze spala
                      wzialem jej Refleksje Al-Anon do reki i przeczytalem na dzien 12
                      lipca, m.in. cos takiego:
                      Przypuscmy, ze postanowilam skoncentrowac sie na Pierwszym Stopniu:
                      "Bezsilni wobec alkoholu" mowi mi rowniez:
                      "Jezeli jestem bezsilna wobec alkoholu, dlaczego ciagle staram sie stosowac sile wobec osoby pijacej?". Znaczy to rowniez:
                      "Przestan kurczowo trzymac sie tego problemu..."
                      Jezeli jestem bezsilna wobec alkoholu, jedynym rozsadnym dzialaniem z mojej strony jest "Zyj i pozwol zyc" - aby nauczyc sie zyc pelnia zycia i pozwolic innym zyc ich wlasnym zyciem. Albo tez, mowiac po prostu, zajmowac sie wlasnymi sprawami. <
                      A...
                      Ps. "Piszesz; "Czasami zdzielilabym go po łbie..." ;-)
                      Tu widac, ze tam sa jeszcze uczucia, ktorych nie warto zdeptac...
                      Szkoda byloby cala te przeszlosc wyrzucic, nic z niej nie biorac...!
                      Na niej mozna dopiero piekna przyszlosc zbudowac...!
                    • upsididit1 Re:Praktyczna wizja przyszłości - SOLO:)! 12.07.11, 11:00
                      andalus napisała:

                      > hmmm, no nie wiem. My już podjęlismy decyzję.
                      > Co do kasy - u nas jest odwrotnie. To ja zdobywam "bilety" do Metropolitan Muse
                      > um
                      > zastanwiałam się jak wykorzystać ten czas zanim decyzje staną się nieodwracalne
                      > .
                      > Bo to co zyska teraz bardzo mu się przyda. Ale praktycznie najlepszym rozwiązan
                      > iem jest ignorowanie go po prostu. Tu nic się nie zmieniło pomimo jakiejs terap
                      > ii.
                      > Niech sobie krzyczy.czasami zdzieliłabym go po łbie za głupotę ale szkoda moich
                      > nerwów.
                      ---------------------------------------------------------------------------------------
                      Troszkę źle mnie zrozumiałaś, jeśli chodzi o czas. To oczywiste, że teraz Ty zdobywasz bilety. A także wszystko inne. Pytanie, czy opcja bilet za wirtualny bilet za 15 lat, to jest wystarczająca opcja dla Ciebie. Bo istnieje też scenariusz wręczenia tegoż biletu Twojej 15 lat młodszej wersji.
                      Ignorowanie jest rodzajem biernej dominacji. Często-celowo wywoływanym stanem- bo daje delikwentowi sygnał - skoro "próbuje kontrolować mnie dystansem"- KOCHA. Mogę więc dalej krzyczeć do woli. Prawdziwy dystans złapiesz- jak się zaprzyjaźnisz z kilkoma facetami. Tak na prawdę, bez żadnych podtekstów. Sztuką jest- móc rozmawiać o wszystkim, nawet o intymnych sprawach- a nie myśleć wtedy o tym- żeby wzbudzić w przyjacielu afekt ku sobie. Bo wtedy... już po przyjaźni. Tylko tej sztuki nie da się opanować, ona przychodzi z wiekiem- albo i nigdy. Są kobiety, które tylko i wyłacznie odbitym w męskich tkaninach miękuchnym obrazem kolan potrafią trzymać siebie na nogach, nawet umięśnionych. Myślę, że u Ciebie Andalus tak nie jest, ale w taki stan można popaść z wiekiem, po epokach złudzeń, samooszukiwań i braku prawdziwego spełnienia. Spełnienie to jest niemożliwe, kiedy kobitka nie ma szacunku do samej siebie. Popadłam w taki stan gdzieś koło 30-tki, to wiem jak jest. Na szczęście- od zawsze miałam normalnych kumpli i zwykłych męskich braci- zastępujących mi brakującego brata bliźniaka- z którymi doskonale się bawiłam- czy w piaskownicy czy na parkiecie i żaden mój mąż nie musiał mieć nigdy powodów do zazdrości - i nigdy żadnego nie zdradziłam. To szalenie miłe uczucie- powiedzieć bratu czy kumplowi- "jesteś zaj...ty!" i wiedzieć- że to nie zostanie źle odebrane, bo kumpli i przyjaciół nie rekrutujemy z grona adoratorów i tacy się na to stawnowisko nie zgłaszają- bo udawanie kumpla jest dla dzieciaków - i takie podchody to dla indian w piuropuszach ze "Smyka".
                      Wiesz Andalus, mam- im starsza tym większą- odwagę przewalić każdego związkowego kolosa na glinianych nogach- i BARDZO siebie za to cenię- czego i Tobie życzę. Odwaga boli, odwaga kosztuje, ale bez niej nie ma wolności i.... nie ma miejsca na prawdziwą miłość. Na którą lepiej czekać 3/4 życia walcząc- z momentami cudownych zwycięstw i bolesnych porażek- niż zapychać sobie kobiece ego szufladami spranych slipek, do tego niepocerowanych przez prawowite małżonki lub też- o losie, ślicznych bokserek CK ale wirtualnych. Jak długo potkwisz w takim stanie jak teraz Andalus- zaczniesz myśleć o zdradzie. Choć teraz wydawać Ci się to będzie nieprawdopodobne i stwierdzisz że piszę bzdury. A zdrada- to rozwiązanie dla nieśmiałych, bojaźliwych a także dla pobożnych- bo w tej kwestii Dobry Bóg po mojemu- nie- ale Instytucja Kościoła- jest wyjątkowo okrutna.
                      Odwaga daje wolność, wolność- daje miłość. I przyjaźń i braterstwo też. I szacunek byłych i niedoszłych mężów. A nawet braci mężów i teściów :))... Amen :)
                      Dlatego sakramentalne tak- lepiej zostawić sobie na wiek dojrzały, no ale jak się człowiek śpieszy... ;)
                      Można jednak, na stare lata, z wiarą i odwagą - poczekania i na miłość i na braterstwo i na przyjaźń z lubością sobie zanucić choć to tylko jedna z trzech stosownych piosenek :), ale na różne nutki ją można śpiewać, i to dopiero jest malina:), POWODZENIA:)!
                      • andalus Re:Praktyczna wizja przyszłości - SOLO:)! 12.07.11, 13:37
                        w sumie nie rozumiem pomimo długiego tekstu. No napisałam,że podjęłam decyzję o separacji. A co mnie interesuje komu wręcza jakieś bilety? mam już swoje lata , sporo po 30 naprawdę. nie mam zamiaru wchodzić w żadne związki, bo nie. i nie sądzę aby to się zmieniło, zauważ, że to separacja a nie rozwód.
                        Po co mam się zaprzyjaźniać z facetami? przyjaźń to przyjaźń - płeć nie ma tu znaczenia. W tym wieku nie zamierzam szukać przyjaciela dlatego,że jest facetem.
                        Wokoł mnie jest trochę przyjaznych ludzi, wystarcza mi to. Szacunek wobec siebie mam i nie ma on związku z mężczyzną. nie poszukuję też spełnienia za wszelkę cenę przy pomocy faceta. i co to znaczy wg ciebie spełniona kobieta ?
                        • upsididit1 Praktyczna wizja przyszłości-nie patrzeć w nią ;) 12.07.11, 17:56
                          andalus napisała:

                          > w sumie nie rozumiem pomimo długiego tekstu. No napisałam,że podjęłam decyzję o
                          > separacji. A co mnie interesuje komu wręcza jakieś bilety? mam już swoje lata
                          > , sporo po 30 naprawdę. nie mam zamiaru wchodzić w żadne związki, bo nie. i nie
                          > sądzę aby to się zmieniło, zauważ, że to separacja a nie rozwód.
                          > Po co mam się zaprzyjaźniać z facetami? przyjaźń to przyjaźń - płeć nie ma tu z
                          > naczenia. W tym wieku nie zamierzam szukać przyjaciela dlatego,że jest facetem.
                          > Wokoł mnie jest trochę przyjaznych ludzi, wystarcza mi to. Szacunek wobec siebi
                          > e mam i nie ma on związku z mężczyzną. nie poszukuję też spełnienia za wszelkę
                          > cenę przy pomocy faceta. i co to znaczy wg ciebie spełniona kobieta ?
                          ------------------------------------------------------------------------------------------
                          Powiem Ci na razie, czego to nie znaczy- jeśli Kobieta zawsze jest ...jeśli jest odpowiedzialna i przyjaźni ludzie wokół również są. Oczywiście, są jeszcze dwie wersje, również bez światła, ale dam Ci żyć :)).
                          No i szarfa: "NIGDY CIĘ NIE ZAPOMNIMY- KOLEDZY Z RADOMIA" :)

                          Bo jak rozpuszczenie czy rozstrzelenie napisu szarfy puści- to kaplica- i gotowa sekutnica ;)...
                          Ale to tylko taki głupia rymowanka.
                          Na poważnie- dziękuj Bogu Andalus, jeśli i tego tekstu nie zrozumiesz, pomimo długości, tu w czytaniu wiek nie gra roli. I w końcu- barwne scenariusze też są, tylko u pijących lub partnerów pijących lub 2w1- jakby mniej...

                          pazdrawljaju :), nie przejmuj się za bardzo moim gadaniem i wybierz ze wszystkich porad tą najlepszą dla siebie i Męża...

                          Szczęśliwy tylko ten Mozart co łzami błogosławiąc Protektorów pisze Marsza.
                          Jakkolwiek idiotycznie by to nie brzmiało;).
                          u.
                          • upsididit1 Re: Praktyka wdzięczności i odpowiedzialności 12.07.11, 20:12
                            I jeszcze jedno Andalus- już tak zamykając te wywody. Prawdziwy Mąż - nie ważne czy jest partnerem, narzeczonym, mężem czy niewiadomo kim - to Ci NIGDY nie pozwoli zagrać w poprzednio wymienionym teledysku i w tych dwóch bez koloru z nazwy niewymienionych.
                            Nawet, gdyby sam (zdychając z rożnych przyczyn) szykował, i to dłuuugo- czy realnie czy wirtualnie- tysiące scenografii do wszystkich możliwych teledysków. Nawet- gdybyś na chwilę, przytłoczona ciężarem tzw. życia - straciła swój - zwykle niezachwiany - rozsądek. Taka miłość też się zdarza. I taka jest godna najwyższego szacunku. I to jest odpowiedzialność tej męskiej strony. Bo o kobiecej już sporo było. Takiej miłości sobie życzmy wszyscy i umiejmy za nią podziękować, nawet jeśli I.O.U.- trzeba puścić w fioletowe niebo... czy dla tego że in spe czy dlatego że post factum, nieistotne...
                            • andalus Re: Praktyka wdzięczności i odpowiedzialności 12.07.11, 20:46
                              napisałam, że prosta kobieta za mnie - naprawdę nie rozumiem o co ci chodzi. Do mnie trzeba jak Abel krowie - prosto.
                              jaka to rada wracając do tematu wątku - tylko proszę o prostotę wypowiedzi - no bo jakaś być musi w tym co piszesz chyba
                              • upsididit1 Re: Praktyka wdzięczności i odpowiedzialności 12.07.11, 20:54
                                andalus napisała:

                                > napisałam, że prosta kobieta za mnie - naprawdę nie rozumiem o co ci chodzi. Do
                                > mnie trzeba jak Abel krowie - prosto.
                                > jaka to rada wracając do tematu wątku - tylko proszę o prostotę wypowiedzi - no
                                > bo jakaś być musi w tym co piszesz chyba
                                ----------------------------------------------------------------------
                                To może ktoś z Państwa potrafi to krócej i zwięźlej wytłumaczyć? Bo ja na prawdę zrobiłam to najkrócej jak umiałam- a i tak tradycyjnie wyszedł mi tasiemiec. Ale Andalus- nie oczekuj cudu:) z tą zwięzłością, bo znacznie lepsi pisarze- to samo to w sagach i tomach ujmowali :). I i tak nikt z tego żadnych wniosków nie wyciągnął ;)))...
                                pozdrawiam
                                • andalus Re: Praktyka wdzięczności i odpowiedzialności 12.07.11, 21:29
                                  Prawdziwy dystans złapiesz- jak się zaprzyjaźnisz z kilkoma facetami. Tak na prawdę, bez żadnych podtekstów. Sztuką jest- móc rozmawiać o wszystkim, nawet o intymnych sprawach- a nie myśleć wtedy o tym- żeby wzbudzić w przyjacielu afekt ku sobie. Bo wtedy... już po przyjaźni. Tylko tej sztuki nie da się opanować, ona przychodzi z wiekiem- albo i nigdy. Są kobiety, które tylko i wyłacznie odbitym w męskich tkaninach miękuchnym obrazem kolan potrafią trzymać siebie na nogach, nawet umięśnionych. Myślę, że u Ciebie Andalus tak nie jest, ale w taki stan można popaść z wiekiem, po epokach złudzeń, samooszukiwań i braku prawdziwego spełnienia. Spełnienie to jest niemożliwe, kiedy kobitka nie ma szacunku do samej siebie
                                  nie rozumiem tej rady powyżej -
                                  i paru innych. Ponadto zwracam uwagę,że wątek dotyczy własnych doświadczeń i tego co komu pomogło. Szukam więc w twoim wątku czegoś takiego.
                                  Tzn co :
                                  wystarczy jeden punkt - konretnie np pomogło mi bo znalazłam fajnego faceta i zmieniło to moje podejście do świata
                                  reszta dywagacji jest mi obca tu nie mam co wypisywać tasiemców
                                  masz grono facetów wokól siebie którzy ci pomagają - ok
                                  nie wiem co jeszcze chcesz mi przekazać

                                  • aaugustw Praktyka wdzięczności i odpowiedzialn.bez praktyki 12.07.11, 22:30
                                    andalus napisała (do upsi):
                                    > ... nie wiem co jeszcze chcesz mi przekazać
                                    ______________________________________________.
                                    Andalus, dajesz sie wciagac w taka "rozwodniona wode"!
                                    W ktorej potem sama toniesz... - Bo tam jest ona specjalistka...!
                                    Nie masz innych problemow...!?
                                    Dobranoc: A...
                                    Ps. Czemu nie odpowiedzialas mi na moje konkretne pytania...!?
                                    Czemu nie napisalas mi, np: Nie chce juz odpowiadac na twoje pytania...!?
                                    • andalus Re: Praktyka wdzięczności i odpowiedzialn.bez pra 13.07.11, 09:25
                                      ależ odpisałam, chyba, że coś mi umknęło. NIe wiem czy popija - padło takie pytanie. Może nie. NIe szukam , nie wącham itp. zostawiłam to. Na razie nie chodzi na czworakach, nnie sika w łóżko. Drażliwy nadal - ale o tym już pisałam. Jeśli podniesie na mnie lub dziecko rękę zniszczę go - on to wie
                                      • e4ska Re: Praktyka wdzięczności i odpowiedzialn.bez pra 13.07.11, 10:04
                                        To smutne, co piszesz, bo ten alkoholik nie jest chyba dobrym człowiekiem. Ale - co zdarza się - nieraz alkoholicy zmieniają się na lepsze.

                                        Czemu jest opryskliwy i ponury... Może taki ma charakter? Może nie wie, co ze sobą zrobić po odwyku? Może boi się ciebie, bo wie, że jeden błąd z jego strony i "zniszczysz" go? Może ma jakiś tam zespół, nie wiem, jak oni go nazywają, a zespół ten polega na tym z grubsza, że alkoholik po leczeniu boi się zwyczajnego życia, zaszywa się w domu i trzęsie ze strachu - a trwać coś takiego potrafi dwa-trzy lata. Odwyk to trauma! O czym zapominacie. Przynajmniej pierwszy odwyk, następne są łatwiejsze.

                                        Jedyne co możesz zrobić: złapać kontakt, czyli - rozmawiać. Ale czy to się uda? Wiem - nie wszyscy chcą rozmawiać, a jak już rozmawiają, rozmowa przeradza się w dziką kłótnię.

                                        Ponieważ jesteś w separacji, łatwo będzie rozdzielić nie tylko wersalkę (nie sypiać wspólnie), ale też stół i podłogę. Pijak często pije, bo się nudzi w domu. Kiedy sam sobie zacznie robić zakupy, gotować, zmywać i sprzątać po sobie - wtedy ma zajęcie i głupoty mu w głowie nie lęgną się.

                                        Wystarczy ustalić, kiedy kto ma dostęp do kuchni, jakie garnki kto potrzebuje, która półka w lodówce... i próbujcie samodzielności: ty, Anda, i twój mąż. To tylko sugestia, nie rada, oczywiście!
                                        :-)
                                        • upsididit1 Re: Praktyka wdzięczności i odpowiedzialn.bez pra 13.07.11, 10:18
                                          Gdyby wyciąć jedno zdanie- byłyby to święte słowa :).
                                          Mam nadzieję Andalus, że skorzystasz z czego trzeba w poradzie Eski...
                                      • aaugustw Re: Praktyka wdzięczności i odpowiedzialn.bez pra 13.07.11, 14:58
                                        andalus napisała:
                                        > ależ odpisałam, chyba, że coś mi umknęło. NIe wiem czy popija - padło takie pyt
                                        > anie. Może nie. NIe szukam , nie wącham itp. zostawiłam to. Na razie nie chodzi
                                        > na czworakach, nnie sika w łóżko. Drażliwy nadal - ale o tym już pisałam. Jeśl
                                        > i podniesie na mnie lub dziecko rękę zniszczę go - on to wie
                                        ___________________________________________________________.
                                        Nie podniesie reki, ale czy warto tak zyc...!?
                                        Czy nie lepiej byloby wyciagnac do niego reki teraz, kiedy przestal pic...!?
                                        Kiedy jest zagubiony...!? - Przeciez i tak jestes nad nim "gora"...! - Co ci zalezy...?
                                        Mialabys fajne doswiadczenie zyciowe, gdybys podeszla do niego,
                                        jak do czlowieka, ze swoimi oczywiscie warunkami, zeby nie myslal
                                        sobie, ze moze powrocic do starego zycia, czyli bez zmiany siebie...!
                                        A...
                                        • andalus Re: Praktyka wdzięczności i odpowiedzialn.bez pra 13.07.11, 20:51
                                          August - proszę o praktyczne zalecenie. Co to znaczy, że mam wyciągnąć do niego rękę ?
                                          Konkretnie co masz na myśli? w końcu nie wsadziłamgo do więzienia a mogłam. To spora pomoc chyba.
                                          • aaugustw Re: Praktyka wdzięczności i odpowiedzialn.bez pra 13.07.11, 21:50
                                            andalus napisała:
                                            > August - proszę o praktyczne zalecenie. Co to znaczy, że mam wyciągnąć do niego
                                            > rękę ?
                                            > Konkretnie co masz na myśli? w końcu nie wsadziłamgo do więzienia a mogłam. To
                                            > spora pomoc chyba.
                                            __________________________________________________________.
                                            Nie moge zalecac, moge tylko zasugerowac podejsc do niego rzeczowo,
                                            skoro i tak mieszkacie pod jednym dachem, wiec stworz tam warunki
                                            takze dla siebie wygodne... - Ale zebym mogl cos pisac dalej, odpowiedz
                                            mi szczerze; Czy gdzies tam na dnie Twego serca widzisz jeszcze
                                            mozliwosc stworzenia z nim partnestwa... - Czy Ty chcesz...!?
                                            A...
                          • aaugustw Re: Praktyczna wizja przyszłości-nie patrzeć w ni 12.07.11, 22:04
                            upsididit1 napisała:
                            > Powiem Ci na razie, czego to nie znaczy - jeśli Kobieta zawsze jest]...jeśli jest odpow
                            > iedzialna i przyjaźni ludzie wokół również są. Oczywiście, są jeszcze dw
                            > ie wersje, również bez światła, ale dam Ci żyć :)).
                            > No i szarfa: "NIGDY CIĘ NIE ZAPOMNIMY- KOLEDZY Z RADOMIA" :)
                            ________________________________________________.
                            Ty jestes Kobieto nawalona... - Zasmiecasz kazdy watek...!
                            Kto cie prosil tutaj, abys tu bajdurzyla te swoje gryzmoly...?
                            A...
                            • pierzchnia Re: Praktyczna wizja przyszłości-nie patrzeć w ni 12.07.11, 22:28
                              No właśnie - o co tu biega ?
                              A może po prostu nie potrafimy odczytać pewnych komunikatów, które zostają wysłane w eter ?
                              Wspomniałem kiedyś Kurta Vonneguta, który twierdził, że alkoholicy mają zbyt duże mózgi i piją po to żeby część tego mózgu odłączyć.
                              W takim przypadku znalezienie spełnienia poza alkoholem wymaga czegoś więcej niż daje sama abstynencja i tzw. dobre rady.
                              Człowieka trzeba przede wszystkim kochać - kochać bezwarunkowo i dopiero wtedy można go naprawdę zrozumieć.
                              • aaugustw Re: Praktyczna wizja przyszłości-nie patrzeć w ni 12.07.11, 22:35
                                pierzchnia napisał:
                                > ... Człowieka trzeba przede wszystkim kochać - kochać bezwarunkowo i dopiero wtedy
                                > można go naprawdę zrozumieć.
                                _____________________________.
                                Czlowieka tak... - Swieta prawda...!
                                A...
                                Ps. "Nie wystarczy urodzic sie czlowiekiem, trzeba jeszcze nim byc" -
                                (Kard. Wyszynski)
                                • pierzchnia Re: Praktyczna wizja przyszłości-nie patrzeć w ni 12.07.11, 22:41
                                  Na miłość nie można zasłużyć.
                                  • upsididit1 Re: Praktyczna wizja przyszłości-nie patrzeć w ni 12.07.11, 23:03
                                    pierzchnia napisał:

                                    > Na miłość nie można zasłużyć.
                                    ------------------------------------------
                                    Czyli idealna miłość, to jak nas ufo porwie czy tir niechcący rozjedzie- i wtedy prosto i niezasłużenie jesteśmy w siódmym niebie? Bo teraz ja nie rozumiem? Ale może to dla Andalus będzie dobra porada, bo krótsza.
                            • e4ska Re: Praktyczna wizja przyszłości-nie patrzeć w ni 12.07.11, 23:41
                              Hm... też mam takie wrażenie.
                              Że niektóre z wpisów powstały pod wpływem.

                              Może to lepiej, gdyby pod wpływem, a nie w naturalnym dla piszącej stanie umysłu?

                              Byłby to paskudnie długi ciąg :-(((
                              • pierzchnia Re: Praktyczna wizja przyszłości-nie patrzeć w ni 13.07.11, 09:04
                                Ty masz,Eska, ostatnio bardzo wiele tych wrażeń - było już o wkręcaniu, a teraz pod wpływem...
                                • e4ska Re: Praktyczna wizja przyszłości-nie patrzeć w ni 13.07.11, 09:26
                                  Nie wiem i nie muszę wiedzieć, co jest przyczyną. Ani nie muszę pomagać. To Pierzchnia - natchniona dobrem, myślą chrześcijańską i wschodnią mądrością, chce pomagać. Więc pomagaj, więc ratuj.

                                  Gołębica Ikar potrzebuje gołębicy Dedala. Niech razem dolecą na tę swoją Etnę - jako że Etna dymi na Sycylii.

                                  Miłych lotów życzy Eska pod św. Wrażeniem.
                                  • upsididit1 Re: Biały dym ;) 13.07.11, 10:27
                                    e4ska napisała:

                                    > Nie wiem i nie muszę wiedzieć, co jest przyczyną. Ani nie muszę pomagać. To Pie
                                    > rzchnia - natchniona dobrem, myślą chrześcijańską i wschodnią mądrością, chce p
                                    > omagać. Więc pomagaj, więc ratuj.
                                    >
                                    > Gołębica Ikar potrzebuje gołębicy Dedala. Niech razem dolecą na tę swoją Etnę -
                                    > jako że Etna dymi na Sycylii.
                                    >
                                    > Miłych lotów życzy Eska pod św. Wrażeniem.
                                    ----------------------------------------------------------------------------------------------------
                                    Jaki Anioł- takie Błogosławieństwo, ale Dziękujemy :),
                                    droga Pompeo, której niechcący, z tego zaczytania, Wulkany się pomyliły ;))...
                                  • pierzchnia Re: Praktyczna wizja przyszłości-nie patrzeć w ni 13.07.11, 12:00
                                    Twoje insynuacje, Eska, mnie nie interesują, a to forum, z samego założenia, jest po to żeby pomagać.
                                    • e4ska Re: Praktyczna wizja przyszłości-nie patrzeć w ni 13.07.11, 12:43
                                      Wiec pomagaj, a nie zajmuj się moimi insynuacjami.
                                      I zważ na kolejność wpisów:
                                      Najpierw August:
                                      Re: Praktyczna wizja przyszłości-nie patrzeć w ni
                                      aaugustw 12.07.11, 22:04 Odpowiedz
                                      upsididit1 napisała:
                                      > Powiem Ci na razie, czego to nie znaczy - jeśli Kobieta zawsze jest]...jeśli jest odpow
                                      > iedzialna i przyjaźni ludzie wokół również są. Oczywiście, są jeszcze dw
                                      > ie wersje, również bez światła, ale dam Ci żyć :)).
                                      > No i szarfa: "NIGDY CIĘ NIE ZAPOMNIMY- KOLEDZY Z RADOMIA" :)
                                      ________________________________________________.

                                      Ty jestes Kobieto nawalona... - Zasmiecasz kazdy watek...!
                                      Kto cie prosil tutaj, abys tu bajdurzyla te swoje gryzmoly...?

                                      A...


                                      Potem ja do Augusta:
                                      Re: Praktyczna wizja przyszłości-nie patrzeć w ni
                                      e4ska 12.07.11, 23:41 Odpowiedz
                                      Hm... też mam takie wrażenie.
                                      Że niektóre z wpisów powstały pod wpływem.

                                      Może to lepiej, gdyby pod wpływem, a nie w naturalnym dla piszącej stanie umysłu?

                                      Byłby to paskudnie długi ciąg :-(((


                                      Odpowiedź nie zainteresowanego Eską Pierzchni:
                                      Re: Praktyczna wizja przyszłości-nie patrzeć w ni
                                      pierzchnia 13.07.11, 09:04 Odpowiedz
                                      Ty masz,Eska, ostatnio bardzo wiele tych wrażeń - było już o wkręcaniu, a teraz pod wpływem...

                                      Więc albo albo.
                                      Jeśli nie jesteś zainteresowany "insynuacjami" Eski, nie interesuj się jej wpisami i nie komentuj jej wypowiedzi.

                                      Jeśli jesteś zainteresowany wpisami Eski i komentujesz jej wpisy, nie pisz, że nie jesteś zainteresowany jej "insynuacjami".

                                      Jeśli jesteś zainteresowany forum, które - twoje słowa - "z samego założenia, jest po to żeby pomagać" - zwróć się do Andy, napisz jej coś sensownego, od siebie, nie jakieś oderwane od tematu byle co, napisz jej coś jasnego, co mogłoby ją zainteresować, o czym chciałaby porozmawiać. Jeśli nie potrafisz sensownie rozmawiać, to nic lepiej nie pisz. I nie nakręcaj też osób, które bredzą w wątku Andy - nie wiem, czy po pijanemu, czy z powodu jakiejś choroby lub ułomności.

                                      O tobie to mogę powiedzieć, że gęba opętana dobrem, ale w praktyce forumowej dobro to jest tylko frazesem. Gie. wielkie cię obchodzi problem Andy. Ty chcesz się żreć.

                                      Żeby się więcej nie interesować Eską ani tym, co Eska pisze, zastosuj radę Zahir, której to rady Zahir udzieliła kobiecie Kobiecie upsi ( z intonacją na małą literę u) prześladowanej przez Augusta i Eskę. Powtórzę:

                                      Jeżeli masz uzasadnione zarzuty łamiące regulamin zawsze możesz
                                      zgłosic je moderatorkom.

                                      Nikt Ci nie każe czytac ich postów - a nawet możesz skorzystać
                                      z usługi tzw znikacza - wtedy ich nie widzisz i oszczędzasz zdrowie :-)

                                      W ustawieniach - masz obok słowa wyloguj.
                                      potem znajomi potem wpisujesz nieprzyjaciól i "z głowy" :-)


                                      Tak więc - żegnaj, Pierzchnia - i nie pisz do mnie ani o mnie więcej, nie czytaj i nie komentuj. Włącz se ignora - bo na co ci posty kogoś, kim się nie interesujesz?

                                      Czy ja się wyraziłam logicznie, dobitnie i z poszanowaniem zasad prawdopodobieństwa? Mam nadzieję, że tak :-)))
                                      ..................................................................
                                      Pozdrowienia dla Andy!
                                      • aaugustw Re: Praktyczna wizja przyszłości-nie patrzeć w ni 13.07.11, 13:02
                                        e4ska napisała:
                                        > Wiec pomagaj, a nie zajmuj się moimi insynuacjami.
                                        > I zważ na kolejność wpisów:

                                        > Najpierw August:
                                        > Re: Praktyczna wizja przyszłości-nie patrzeć w ni
                                        > aaugustw 12.07.11, 22:04 Odpowiedz
                                        > upsididit1 napisała:
                                        > > Powiem Ci na razie, czego to nie znaczy - jeśli Kobieta zawsze jest]..
                                        > .jeśli jest odpow
                                        > > iedzialna i przyjaźni ludzie wokół również są. Oczywiście, są jeszcze dw
                                        > > ie wersje, również bez światła, ale dam Ci żyć :)).
                                        > > No i szarfa: "NIGDY CIĘ NIE ZAPOMNIMY- KOLEDZY Z RADOMIA" :)
                                        > ________________________________________________.

                                        > Ty jestes Kobieto nawalona... - Zasmiecasz kazdy watek...!
                                        > Kto cie prosil tutaj, abys tu bajdurzyla te swoje gryzmoly...?

                                        > A...

                                        - - - - - - - - - - - - - - -
                                        > Potem ja do Augusta:
                                        > Re: Praktyczna wizja przyszłości-nie patrzeć w ni
                                        > e4ska 12.07.11, 23:41 Odpowiedz
                                        > Hm... też mam takie wrażenie.
                                        > Że niektóre z wpisów powstały pod wpływem.

                                        Może to lepiej, gdyby pod wpływem, a nie w naturalnym dla piszącej stanie umysłu?
                                        > Byłby to paskudnie długi ciąg :-(((
                                        ____________________________________________________________.
                                        Dziwne to u tak inteligentnego Pierzchni, ze nie zrozumial tego...!?
                                        Od razu wiedzialem o kogo i co Eska ma na mysli... - W koncu tu tylko
                                        jedna pijana (czyli; pod wplywem) pisze na tym Forum...!
                                        A...
                                        • upsididit1 Re: Praktyczna wizja przyszłości-nie patrzeć w ni 13.07.11, 15:26
                                          aaugustw napisał:

                                          > Dziwne to u tak inteligentnego Pierzchni, ze nie zrozumial tego...!?
                                          > Od razu wiedzialem o kogo i co Eska ma na mysli... - W koncu tylko ona
                                          > jedna pijana (czyli; pod wplywem) pisze na tym Forum...!
                                          > A...
                                          ---------------------------------------------------------
                                          smutne...
                                          • aaugustw Re: Praktyczna wizja przyszłości-nie patrzeć w ni 13.07.11, 21:46
                                            upsididit1 odpisała na list A...:

                                            > aaugustw napisał:
                                            > > Dziwne to u tak inteligentnego Pierzchni, ze nie zrozumial tego...!?
                                            > > Od razu wiedzialem o kogo i co Eska ma na mysli... - W koncu tylko ona
                                            > > jedna pijana (czyli; pod wplywem) pisze na tym Forum...!
                                            > > A...
                                            > ---------------------------------------------------------
                                            > smutne...
                                            _________________.
                                            Dlaczego smutne...!?
                                            A... :-(
                                            Ps. Mialas mnie nie czytac...(!?)
                                • upsididit1 Re: Praktyczna wizja przyszłości-nie patrzeć w ni 13.07.11, 10:20
                                  pierzchnia napisał:

                                  > Ty masz,Eska, ostatnio bardzo wiele tych wrażeń - było już o wkręcaniu, a tera
                                  > z pod wpływem...
                                  ---------------------------------------------------------------------------------------------------
                                  No ma, ma Pierzchnia, trafne spostrzeżenie :)! Dlatego że za wiele tych wrażeń - no to się dziewczyna gubi, ale Ufajmy- że się odnajdzie :)

                • aaugustw Re: Prosze o nie-teoretyzowanie...! 12.07.11, 09:15
                  andalus napisała:
                  > no cóż mieszkamy pod jednym dachem , bo na razie nie chce się wpyprowadzić. wła
                  > snie wrócił z leczenia zamkniętego ale nie zamierza kontynouwać leczenia na ter
                  > apii nawet nie chce na ten temat rozmawiać. Trudno - jego sprawa. My z trudem z
                  > nosimy jego napady złości. Spokój jaki panował w domu był absolutnie bezcenny.
                  > Praktycznie pomógł nam też ocenić czego chcemy. Spokoju i bezpieczeństwa.
                  > Wiesz, dzieci nie chcą go słuchać, nie ma u nich żadnego autorytetu , co nie po
                  > lepsza jego samopoczucia. Źle zareagował na moją sugestię, że musi nad tym popr
                  > acować. To co widziały w domu nie wzbudza szacunku wobec niego. One po prostu k
                  > ompletnie olewaja jego pokrzykiwania. Wiedzą, że ojciec jest chory ale nie musi
                  > ich obrażać. czekają kiedy się wyprowadzi.po terapii zauważyłam,że stara się c
                  > zasmi coś wyjaśnić ale myśl prędko mu ucieka i skupia się na jakiś mało znacząc
                  > ych sprawach. ( typu skrzypiące drzwi,, nieumyty talerz itd)
                  _______________________________________________________.
                  Andalus, nawet nie wiesz jak pieknie, pod katem zachowan opisalas
                  Wasza sytuacje rodzinna, domowa...
                  W rolach glownych:
                  Ty, dominujaca chcialabys, aby sie wyprowadzil, bo cenniejszy Tobie jest spokoj i bezpieczenstwo domu... (to samo chciala i moja zona, o czym powiedziala mi pozniej). Zdezorientowane dzieci, ktore czuja, ze Ty ich potrafisz obronic, wiedza ze tato jest chory i z nim sie nie licza...
                  I jeszcze ON, po terapii, postac glowna tej sztuki; krol bez korony...! :-(
                  Andalus, nie bylo inaczej i w moim domu...!
                  Po terapii, dopiero zaczela sie moja prawdziwa terapia zyciowa... - Wyobraz sobie faceta, ktory przez lata ma wytrenowany jeden kierunek drogi, a jego azymutem jest butelka...
                  Potem taki ma odzyskac pelna swiadomosc swoich czynow na trzezwo, przy jednoczesnym docieraniu do niego tej calej prawdy - juz bez znieczulenia alkoholowego...!
                  Bylem zdezorientowany i chaotyczny jak Twoj maz, ktory (jak piszesz) rozpoczyna jakis watek, niby wazny dla niego i zaraz przeskakuje na skrzypiace drzwi lub nieumyty talerz...
                  On juz wie, ze dzwonia, ale nie potrafi na razie tego poskladac do kupy... - On chcialby wszystko odrobic w jeden dzien i zeby wszystko juz bylo tak, jak on to widzi, ale nikt mu nie wierzy i nikt sie z nim nie liczy...! A on czuje, ze jest dobrym czlowiekiem i chce dobrze czynic, jako maz i ojciec dzieciom... - On na pewno chce sie Wam zrehabilitowac...!
                  Tu potrzeba duzo cierpliwosci... - Sama terapia to dopiero poczatek do rozpoczecia
                  zdrowienia... - Po terapii ja takze pieprzylem glupoty w domu, np. mowilem do
                  zony, ze teraz to ona musi sie zmienic i dopasowac do mnie, bo ja porobilem
                  juz postepy...
                  Chciec jednak, a moc to dwie pary kaloszy... - On sam sobie nie poradzi, jak mowi
                  doswiadczenie zyciowe innych alkoholikow, (takze i moje - po 5,5 roku bez Mityngow zapilem)...
                  Porozmawiaj z nim szczesrze i bez takich slow, ze on MUSI... - (na terapii
                  nauczyli go, ze on nic nie musi i tej gry slow nie rozumie duzo ludzi, bo jest
                  oczywiste, ze ja nic nie musze, ale jak ja chce byc trzezwy, to ja musze cos
                  robic w tym kierunku).
                  Ja nie znam innych mozliwosci trzezwienia w Polsce od tej, ktora mi uratowala zycie,
                  mianowicie Wspolnota AA, ktora znam b. dobrze... - Niech sprobuje tam...!?
                  Ale niech nie probuje sam z tego wyjsc, bo ten "diabelek" ;-) siedzacy za jego uchem
                  bedzie mu dalej szeptal, "a moze", a potem; "ale" (nie jestes takim alkoholikiem, jak inni, itp...).
                  Andalus ten zawirowany czas trwa od 1 do 2 lat, zanim naprawde rozpocznie sie
                  prawidlowa ocena wartosci zycia i poznanie pulsu tego swiata... - Potem ten rozwoj
                  trwa wprawdzie cale zycie, ale jest to juz tylko polepszanie istniejacego stanu
                  zadowolenia ...! ;-)
                  (pod warunkiem, ze chcesz z nim to nowe zycie budowac od nowa...!?)
                  Pozdrawiam:
                  A...
                  • andalus Re: Prosze o nie-teoretyzowanie...! 14.07.11, 10:06
                    wątek się rozmył. Miało być o tym co komu pomogło.
                    zasugerowaleś aby podać mu rękę. mnie nauczyli, że nie należy podawać dopóki sam nie zechce. Rozmowa mija się z celem - jesteśmy obrzucami stekiem wyzwisk, bo jak ty to mówisz on nie musi. Nie musi - ok , my też nie musimy żyć z nim. Nauczylismy się tego. zwróciłeś uwagę że jestem górą - nie rozpatruję tego w ten sposób. tu nie ma wygranych są sami przegrani.Ale prawdą jest ( podobnie jak u alko) że ja nie muszę, ja co nawyżej mogę jeśli chcę
                    • aaugustw Re: Prosze o nie-teoretyzowanie...! 14.07.11, 13:30
                      andalus napisała:
                      > ... Ale prawdą jest ( podobnie jak u alko) że ja nie muszę, ja co nawyżej mogę jeśli chcę
                      ________________________________________________________________________.
                      Teraz to juz Ty teoretyzujesz, Andalus...! - Chciej wiec podac mu reke, ale (i) zrob to...!
                      Pod pewnymi warunkami, oczywiscie, (ktore i on zaczalby Tobie pomalu stawiac), a to oznaczaloby dla Ciebie obrocenie Twojego myslenia oraz "porzadku" domowego i strach...!
                      A...
                      • andalus Re: Prosze o nie-teoretyzowanie...! 14.07.11, 18:09
                        nie wiem jak to zrobić po pierwsze
                        po drugie nie załsuguje na razie na to
                        • aaugustw Wyzsza szkola jazdy...! 14.07.11, 20:50
                          andalus napisała:
                          > nie wiem jak to zrobić po pierwsze
                          > po drugie nie załsuguje na razie na to
                          __________________________________________________.
                          (odpowiadam od tylu):
                          Andalus, kazdy czlowiek zasluguje na te szanse, tym bardziej,
                          ze on jest Twoim mezem i ojcem dzieci...!
                          A i Ty sama takze zaslugujesz na spokoj i szczescie osobiste...!

                          Nie wiesz jak to zrobic...!? - Najpierw zdobadz sie na odwage i
                          zrob to, np. tak:
                          Zbliza sie weekend, wybierz moment, kiedy atmosfera domu jest
                          wyciszona i rozluzniona... - Wez sobie duzo czasu... - Podejdz do
                          niego z wysoko podniesiona glowa i patrz mu w oczy odwaznie,
                          spokojnie i zdecydowanie... - Powiedz mu powaznie, ze chcesz z
                          nim i z dziecmi porozmawiac przy jednym stole na temat Waszej
                          przyszlosci, w kolku, zwanym "terapeutycznym", bo taka atmosfera,
                          jaka panuje obecnie w domu nie moze trwac dluzej...
                          Siedzac juz w tym kolko, powiedz mu w obecnosci dzieci spokojnie
                          o wszystkim, czego sobie jeszcze po nim obiecujesz, ale o jednym
                          pamietaj: Nie wolno Tobie pod zadnym pozorem wspominac jego
                          przeszlosci - ZAUFAJ MU, ostatni raz - pamietaj, ze dzieci to odbieraja...!
                          Powiedz, ze bedziesz prowadzaca to kolko... - Daj kazdemu po kolei glos,
                          zacznij od siebie i nie pozwol sobie przeszkadzac... Daj kazdemu 2 minuty
                          na wypowiedz... - Jezeli bedziesz widziala, ze dyskusja zaczyna dochodzic
                          do sprzeczki, przerwij wypowiedz i daj po kolei glos wszystkim przy stole,
                          jak oni to widza, czyli kto tu ma racje... - Zdziwisz sie jakie ciekawe i
                          nieprzewidzialne sytuacje wynikny... - Moze i lzy poleca... - Niewazne...!
                          Kontynuuj to posiedzenie do skutku, az nastapi porozumienie miedzy Wami
                          wszystkimi oraz respekt dzieci dla (jeszcze) chorego ojca...!
                          A...
                          • andalus Re: Wyzsza szkola jazdy...! 14.07.11, 22:28
                            wybacz august nie stać mnie na to. Mój syn również nie usiądzie z nim przy stole. Za dużo złego nas spotkało z jego strony.Za dużo...to on musi się zmieniać - jesli chce mieć z nami kontakt.
                            • aaugustw Nizsza szkola jazdy...! 14.07.11, 22:40
                              andalus napisała:
                              > wybacz august nie stać mnie na to. Mój syn również nie usiądzie z nim przy stol
                              > e. Za dużo złego nas spotkało z jego strony.Za dużo...to on musi się zmieniać -
                              > jesli chce mieć z nami kontakt.
                              _________________________________________________________.
                              Szkoda... - Nie chcesz zrozumiec, ze tu wiecej chodzi o Ciebie i dzieci,
                              anizeli o niego...! - On nie ma juz i tak zadnego innego wyjscia jak nie
                              pic, bo dostanie kopa w de, dlaczego wiec nie chcesz tego zalatwic
                              pokojowo - nie rozumiem...!?
                              To by tylko dowodzilo, ze ta Duma alkoholika i wspoluzaleznionej takze
                              ida w parze, a pokora jest tu wyrazem obcym...!
                              Coz, poniekad rozumiem Was i tych wszystkich, ktorzy sie rozwiedli nie
                              w trakcie czynnego picia, ale wtedy kiedy on(a) przestal(a) pic i byl(a)
                              juz po terapii... - U mnie takze nie bylo juz daleko do rozwodu...!
                              Nam jednak postawiono prawie na sile pytanie, czy my chcemy jeszcze
                              raz sprobowac... - Odpowiedz po calym dniu namyslu brzmiala TAK...
                              Dobranoc Andalus: A...
                              • andalus Re: Nizsza szkola jazdy...! 15.07.11, 07:30
                                niech będzie i niższa. w jakim sensie chodzi więcej o mnie? Myslisz, że związek z trzeźwiejacym lub nie jest rozwijający? dla mnie lub dzieci? nie , jest degradujący.
                                nie jestem pełna przebaczenia ani miłości i nie będę. Ja się nie mszczę - to sporo, nie zatrruwam mu życia wymówkami.Ale"głaskanie" po głowie , rozmowy ?? był na to czas - robiliśmy to wielkrotnie, w zamien otrzymalismy przemoc domową.
                                to nie ma nic wspólnego z dumą jak piszesz. nie zamierzam budzić demonów nadziei ani u siebie ani u dzieci.
                                • aaugustw Re: Nizsza szkola jazdy...! 15.07.11, 08:42
                                  andalus napisała:
                                  > niech będzie i niższa. w jakim sensie chodzi więcej o mnie? Myslisz, że związek
                                  > z trzeźwiejacym lub nie jest rozwijający? dla mnie lub dzieci? nie , jest degr
                                  > adujący.
                                  > nie jestem pełna przebaczenia ani miłości i nie będę. Ja się nie mszczę - to sp
                                  > oro, nie zatrruwam mu życia wymówkami.Ale"głaskanie" po głowie , rozmowy ?? był
                                  > na to czas - robiliśmy to wielkrotnie, w zamien otrzymalismy przemoc domową.
                                  > to nie ma nic wspólnego z dumą jak piszesz. nie zamierzam budzić demonów nadzie
                                  > i ani u siebie ani u dzieci.
                                  __________________________________________________________.
                                  Wiem Andalus, rozumiem Cie doskonale, Twoj strach, Twoje obawy...!
                                  U mojej zony strach ten towarzyszyl jej do ok. 2 lat... - Dzisiaj potrafi
                                  o tym mowic spokojnie i wogole nie boi sie, ze zapije gdy nie ma mnie
                                  dluzej w domu...
                                  Rozumiem takze Twoje obawy, ktore wyczuwasz tam, gdy potrzeba
                                  byloby mu zaufac oddajac czesc odpowiedzialnosci za dom, aby siebie
                                  odciazyc wtedy nie tylko tracisz czesc swojej "mocy i wladania", ale i
                                  pieniadze, ktore musialabys mu powierzyc na zakup czegos tam... -
                                  Nie raz, ani nie dwa dochodzilo u nas do sprzeczek, takze (a moze
                                  i przede wszystkim) o wychowanie dzieci, do ktorych i on ma prawo,
                                  ale nie ma jeszcze czym dac przykladu...
                                  Wszystko to jest rozwalone i go denerwuje, chcialby za jeden dzien
                                  wszystko odrobic, ale to sie nie da, wiec puszczaja nerwy i kolejna
                                  klotnia, ale zauwaz nie sa to juz (i nie beda to juz) sprzeczki o alkohol...!
                                  Daj SOBIE i DZIECIOM szanse...! (pokieruj go tak, jak przystalo na kobiete!) ;-)
                                  A...
                                  • aaugustw Do Andalus...! 17.07.11, 16:35
                                    Dlaczego zamilklas... - Dlaczego nie piszesz...!?
                                    Jak sobie dajesz rade z trzezwiejacym alkoholikiem pod jednym dachem...!?
                                    Napisz cos... - Podziel sie anonimowo z nami...!
                                    Pozdrawiam serdecznie:
                                    A...
                                    • andalus Re: Do Augusta..! 18.07.11, 09:56
                                      nie piszę, bo mam mnóstwo pracy, dzieci, dom i robota - mam własną działalność.
                                      • aaugustw Do Andalus..! 18.07.11, 11:10
                                        andalus napisała:
                                        > nie piszę, bo mam mnóstwo pracy, dzieci, dom i robota - mam własną działalność.
                                        _________________________________________________________.
                                        Rozumiem... - Dobrze, ze chociaz czytasz i masz czas na odpowiedz...! ;-)
                                        Pozdrawiam:
                                        A... ;-)
                                        Ps. Pamietaj o swoim wypoczynku i o pracy, ale nad swoim charakterem
                                        i wartosciami duchowymi... - To one musza stac na pierwszym miejscu,
                                        a potem dopiero dobra materialne, ktore nie powinny stac sie celem zycia...
                                        • andalus Re: Do Andalus..! 01.08.11, 09:14
                                          ah, nie zauważyłam,że ten wątek miał jeszcze kilka wypowiedzi.
                                          Dziękuje August ze zalecenia odpoczynku. To trudne, nie umiem tego robić, ba mam nawet wrażenie, że jeśli nic nie robię to marnuję czas. to był mój podstawowy problem z terapią - czas tracony a efekty odległe.
                                          co do twojej prośby aby powiedzieć jak mi się żyje z pijakiem. No cóż - -fatalnie, sama jego obecność dusi. Każdy z nas domowników oddycha kiedy go nie ma lub np zapije i śpi.
                                          Dzieci liczą dni kiedy ojciec będzie musiał się wyprowadzić z domu. Co do twojej sugestii zby usiąść przy stole i porozmawiać, to dokładnie jak w opowieści Zahir kilka wątków wyżej mój mąż uważa, że to my jesteśmy wszystkiemu winni i to my mamy się zmienić. Dzieci mają chodzić na paluszkach, bo jego denerwuje np dźwięk klapek, ja mam w jeden dzień zamienić się w kochającą żonę robiącą wg niego co do mnie należy ( np sprzątać po nim , prać itd- dla wyajśnienia nie robię tego). On żyje w innej rzeczywistośći. nasz związek kiedyś był silny, dlatego tka długo trwało jego rozsupłanie. Z kazdym ciągiem odcinanie od niego.
                                          • blaszany_bembenek Re: Do Andalus..! 01.08.11, 09:26
                                            On żyje w innej rzeczywistośći.

                                            Co robisz, aby mu to uświadomić? skoro żyjesz w tej właściwej?
                                            Dostosowujesz swoje decyzje pod niego?
                                            Jest tak jak chce chory człowiek?
                                            Jak postępowałaś kiedy się to wszystko zaczęło?

                                            Ja jak sobie wspomnę tych, którzy tratowali mnie poważnie, kiedy byłam chora,
                                            to aż mam dreszcze :-((((((
                                            • andalus Re: Do Andalus..! 01.08.11, 12:11
                                              nie, czemu miałabym to robić? w końcu przeszłam terapię, świat istnieje poza alkoholikiem.
                                              Oczywiscie, ze pewne sytuacje wymagają dostosowania się do alko ( np wezwanie policji :).
                                              Samo wyłączenie alko z zycia rodziny to dostosowanie się do sytuacji. Nie możemy udawać ,że go nie ma- choć bardzo chcielibyśmy
                                              • aaugustw Re: Do Andalus..! 01.08.11, 13:05
                                                andalus napisała:
                                                > ... Oczywiscie, ze pewne sytuacje wymagają dostosowania się
                                                do alko ( np wezwanie policji :).
                                                ______________________.
                                                Pirania, czy terrorystka...!? ;-)
                                                A...
                                                Ps. Widze, nie dajesz mu zadnej szansy...! :-(
                                                • andalus Re: Do Andalus..! 01.08.11, 16:57
                                                  jakiej szansy? jeśli robi awanturę wzywam policję to chyba zrozumiałe.W czym ta szansa ma się objawiać wg ciebie August? bo może te szansy inaczej pojmujemy. W imię szansy na mam to tolerować ? w imię szansy mam usiąść z pijanym przy stole, w imię sznasy mam poprzątać jego "syf" po libacji? To żart jakiś ?
                                                  • aaugustw Re: Do Andalus..! 01.08.11, 17:21
                                                    andalus napisała:
                                                    > jakiej szansy? jeśli robi awanturę wzywam policję to chyba zrozumiałe.W czym ta
                                                    > szansa ma się objawiać wg ciebie August? bo może te szansy inaczej pojmujemy.
                                                    > W imię szansy na mam to tolerować ? w imię szansy mam usiąść z pijanym przy sto
                                                    > le, w imię sznasy mam poprzątać jego "syf" po libacji? To żart jakiś ?
                                                    ___________________________________________________________.
                                                    To jakies nieporozumienie... - Pisalas, (cyt.):
                                                    "Co u męża? No cóż próbuje się leczyć.... ...przesatł pić ale wytrzymać się z nim nie da,. "
                                                    A...
                                                  • andalus Re: Do Andalus..! 01.08.11, 17:27
                                                    no coż , to było jakiś czas temu. jakiś czas wytrzymał a teraz znów jest w punkcie wyjścia
                                                  • aaugustw Re: Do Andalus..! 01.08.11, 17:35
                                                    andalus napisała:
                                                    > no coż , to było jakiś czas temu. jakiś czas wytrzymał a teraz znów jest w punkcie wyjścia
                                                    ______________________________________________________.
                                                    To zmienia postac rzeczy...! - Wtedy i u mnie nie ma taki zadnego;
                                                    "zmiluj sie"...!
                                                    Badz konsekwentna...!
                                                    A...
                                                    Ps. Powiedzialem zonie (Al-Anon), ktorej wyjatkowo cos mowie z tego Forum,
                                                    o tym jak napisalas; ze czasami potrzeba sie dopasowac do zachowan alkoholika
                                                    i wezwac policje"...! ;-) - DOBRE TO...! ;-)
                                                  • andalus Re: Do Andalus..! 02.08.11, 07:21
                                                    bo ktoś tutaj zapytał czy dopasowuję swoje zachowanie do pijanych zachowań męża.
                                                    Oczywiście. Nie żyjemy w próżni. wszelkie działania rodziny mające uświadomić mu picie to dopasowanie działań. życie inaczej niż wtedy kiedy było się kochającą rodziną też jest dopasowaniem. patrząc na to, małżeństo kojarzy mi się z mocną splecioną liną, zwartą i silną.
                                                    kiedy ktoś pije lina się rozkręca, potem po kolei odcinamy sznurki aż dochodzi do momentu kiedy nic nie jest w stanie go utrzymać
                                                  • aaugustw Re: Do Andalus..! 02.08.11, 11:15
                                                    andalus napisała:
                                                    > bo ktoś tutaj zapytał czy dopasowuję swoje zachowanie do pijanych zachowań męża.
                                                    > Oczywiście. Nie żyjemy w próżni. wszelkie działania rodziny mające uświadomić m
                                                    > u picie to dopasowanie działań. życie inaczej niż wtedy kiedy było się kochając
                                                    > ą rodziną też jest dopasowaniem. patrząc na to, małżeństo kojarzy mi się z mocn
                                                    > ą splecioną liną, zwartą i silną.
                                                    > kiedy ktoś pije lina się rozkręca, potem po kolei odcinamy sznurki aż dochodzi
                                                    > do momentu kiedy nic nie jest w stanie go utrzymać
                                                    ____________________________________________.
                                                    Ladne jest to porownanie... - Trzymam Twoja strone..!
                                                    A teraz jade na basen... ;-)
                                                    A...
                                                  • aaugustw Re: Do Andalus..! 04.08.11, 21:18
                                                    andalus napisała:
                                                    > no coż , to było jakiś czas temu. jakiś czas wytrzymał a teraz znów jest w punk
                                                    > cie wyjścia
                                                    ___________________________________________.
                                                    Andalus, jak wyglada sytuacja na dzien dzisiejszy...!?
                                                    idzie wszystko po Twojej mysli...!?
                                                    Pozdrawiam: A...
                                                  • andalus Re: Do Andalus..! 05.08.11, 08:20
                                                    Po mojej myśli tu tutaj nic nie ma. Pije trudno , ja mam sowje życie, dzieci . ktoś mnie pytał czemu nie wyprowadzę się z domu- bo to zdecydowanie odradza mi prawnik ( chodzi o rozdział majątku), separacja z orzekaniem o winie to też nie jest jedna rozprawa.
                                                    On nie wierzy,że to się stanie, wielkrotnie to mówił. Lub w piajckim szlae nam grozi ale ja odliczam dni do wolności, dbam o swoje interesy. Po mojej mysli to byłoby normalnie jak w każdej rodzinie a nie będzie.Bo nawet jakby przestał to kwestia zaufania, zycia z nim pozostaje.
                                                    Z pijak wyłażą najgorsze cechy i co gorsza nie znikają po zaprzeasatnieu picia.
                                                    Ja już jestem zmęczona takim zyciem.
                                                  • aaugustw Re: Do Andalus..! 05.08.11, 09:20
                                                    andalus napisała:
                                                    > ... Po mojej mysli to byłoby normalnie jak w każdej rodzinie a nie będzie.Bo nawet jakby przestał to kwestia zaufania, zycia z nim pozostaje.
                                                    > Z pijak wyłażą najgorsze cechy i co gorsza nie znikają po zaprzeasatnieu picia.
                                                    > Ja już jestem zmęczona takim zyciem.
                                                    __________________________________________________.
                                                    To normalne, ze jestes zmeczona takim zyciem, bo to nie jest
                                                    zadne normalne zycie z pijanym obok...
                                                    Nie zgadzam sie natomiast co do tego, ze z pijaka wychodza
                                                    te najgorsze cechy i co gorsza nie znikają po zaprzeasatnieu picia.
                                                    To, ze wychodza, ok... - Ale ze nie znikaja, na to stawiam Veto...
                                                    Kazdy z nas ma te cechy ujemne - te najgorsze, ale kazdy z nas
                                                    trzyma je w ryzach. Ty takze je masz... - Takze trzezwy alkoholik
                                                    potrafi to, aby one nie wylazily (po zaprzestaniu picia...!).
                                                    Z tym zaufaniem to jest gorsza sprawa, bo wymaga czasu...-
                                                    U mnie (u nas w rodzinie), trwalo to ok. 2 lata...
                                                    A...
                                          • aaugustw Re: Do Andalus..! 01.08.11, 09:30
                                            andalus napisała:
                                            > ah, nie zauważyłam,że ten wątek miał jeszcze kilka wypowiedzi.
                                            > Dziękuje August ze zalecenia odpoczynku. To trudne, nie umiem tego robić, ba ma
                                            > m nawet wrażenie, że jeśli nic nie robię to marnuję czas. to był mój podstawowy
                                            > problem z terapią - czas tracony a efekty odległe.
                                            > co do twojej prośby aby powiedzieć jak mi się żyje z pijakiem. No cóż - -fatal
                                            > nie, sama jego obecność dusi. Każdy z nas domowników oddycha kiedy go nie ma lu
                                            > b np zapije i śpi.
                                            > Dzieci liczą dni kiedy ojciec będzie musiał się wyprowadzić z domu. Co do twoje
                                            > j sugestii zby usiąść przy stole i porozmawiać, to dokładnie jak w opowieści Za
                                            > hir kilka wątków wyżej mój mąż uważa, że to my jesteśmy wszystkiemu winni i to
                                            > my mamy się zmienić. Dzieci mają chodzić na paluszkach, bo jego denerwuje np dź
                                            > więk klapek, ja mam w jeden dzień zamienić się w kochającą żonę robiącą wg nieg
                                            > o co do mnie należy ( np sprzątać po nim , prać itd- dla wyajśnienia nie robię
                                            > tego). On żyje w innej rzeczywistośći. nasz związek kiedyś był silny, dlatego t
                                            > ka długo trwało jego rozsupłanie. Z kazdym ciągiem odcinanie od niego.
                                            _____________________________________________________________.
                                            Dziekuje Andalus, za odpowiedz... - Czytam, ze Wasz zwiazek i cala rodzina
                                            znajduje sie w rozpadzie i ze to tylko kwestia czasu, kiedy sie rozstaniecie...!
                                            Z drugiej jednak strony widze ile u Was (i miedzy Wami) jeszcze uczuc i emocji...
                                            To, ze one sa teraz negatywne, to inna sprawa, ale one sa... - Milosci szkodzi
                                            tylko obojetnosc, wiec dlatego namawialem Ciebie nie o "upokorzenie sie" wobec
                                            meza, ale o pokore i wyciagniecie do niego reki, pod Twoja batuta...!
                                            Ale Ty chyba juz nie chcesz...(!?).
                                            A...
                                            Ps. Nad tym wypoczynkiem pracuj, jezeli masz wrazenie, ze wtedy nic nie robisz...! ;-)
                                            Bo inaczej swiat przeleci Tobie na pracy...
                                            • andalus Re: Do Andalus..! 01.08.11, 12:08
                                              ależ august ja wyciągam do niego rękę. Za każdym razem. Jeśli ktoś nie chce rozmawiać o tym jak ma wyglądać nasza rodzina i nie godzi się na żadne zmiany licząc na naszą miłość w tolerowaniu pijanych zachowań, to trudno. Z bólem należy być konsekwentym łącznie z rozstaniem. Co do pracy - no cóż mam ci powiedzieć , jest jak jest. brak pracy kojarzy mi się z lenistwem.
                                    • upsididit1 Re: Do Andalus...! 18.07.11, 10:28
                                      aaugustw napisał:

                                      > Dlaczego zamilklas... - Dlaczego nie piszesz...!?
                                      > Jak sobie dajesz rade z trzezwiejacym alkoholikiem pod jednym dachem...!?
                                      > Napisz cos... - Podziel sie anonimowo z nami...!
                                      > Pozdrawiam serdecznie:
                                      > A...
                                      --------------------------------------------------------------------
                                      Ach. to na kroplę TEGO NIEPOKOJU czekasz wampirku ;). No ale- i tym razem- się nie doczekałeś........

                                • upsididit1 Re: Nizsza szkola jazdy...! 18.07.11, 10:43
                                  andalus napisała:

                                  > niech będzie i niższa. w jakim sensie chodzi więcej o mnie? Myslisz, że związek
                                  > z trzeźwiejacym lub nie jest rozwijający? dla mnie lub dzieci? nie , jest degr
                                  > adujący.
                                  > nie jestem pełna przebaczenia ani miłości i nie będę. Ja się nie mszczę - to sp
                                  > oro, nie zatrruwam mu życia wymówkami.Ale"głaskanie" po głowie , rozmowy ?? był
                                  > na to czas - robiliśmy to wielkrotnie, w zamien otrzymalismy przemoc domową.
                                  > to nie ma nic wspólnego z dumą jak piszesz. nie zamierzam budzić demonów nadzie
                                  > i ani u siebie ani u dzieci.
                                  ----------------------------------------------------------------------------------------------------------
                                  Tak teraz- z perspektywy dziś a nie wszechświata (i przez to że czytam to co pisaliście sobie z Augustem od końca) uznaję Demona Nadziei za najokrutniejszego z demonów.......
                                  I ciągle nie umiem go nie lubić :). Ba, jest chyba najbardziej rozpieszczonym ze wszystkich moich tłustych cherubinków. Koszulkę ma uszytą z prześcieradła, na buźce Nivea, w lokach Provi.....
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka