beka.smiechu-w.sali.obok
25.09.11, 13:13
Dlaczego niepijacy (czy nawet pijacy) alkoholik jets stawiany przez terapeutow w pozycji takiego, ktory musi dazyc do swietosci, ma wieksze zobowiazania. A inni nie maja?
Podam przyklad. Mialem kiedys takich znajomych (malzenstwo) , ktorzy gdy pilem jezdzili mi po plecach- jaki to jestem dewiant, przestepca. Co prawda gdy pilem to moje glowne przewiny polegaly na byciu pijanym, ale oni robili ze mnie demona- ze marudze, zataczam sie, 'pieprze' wszystkie imprezy, plus ogolne moraly- ze nikt mnie nie lubi, zachowuje sie jak glupek, prymitywne rozrywki mam, pijacych kolegow itp. I tak mi moralizowali przez lata.
I tak, moznaby powiedziec- troche mieli racji, troche nie. Mieli w sensie takim, ze pewne fakty istnialy- a nie mieli w takim, ze po pierwsze przesadzali, po drugie sami byli dalecy od swietosci ("pan" tez lubil sobie wypic, tyle ze on byl ok bo 'on nie byl marudny" wedlug ich zgodnej oceny, byl fajny jak byl pijany).
Tak czy tak- przez to, ze jest promowany postulat 'twardej milosci' i bezwzglednego potepiania alkoholikow, tacy ludzie moga chodzic w glorii tych, co 'chcieli mi pomoc'. Wszystko im wolno, bo alkoholik ma obowiazki a nie ma praw. Ja z nimi kontaktu juz nie utrzymuje od lat, i nie mam zamiaru- miedzy innymi z tego powodu, bop tak bylo- im bylo wolno mnie ciagle strofowac (nawet jak nie pilem od miesiecy), pouczac, pie...c nad uchem- bo ja jestem alkoholik to naturalnie musze to brac na twarz, a oni nie sa wiec oni sa ci co mowia a nie sluchaja.
Irytuje mnie to.