marakuya
04.04.12, 19:10
... albo intuicja. Nadzwyczajnie ważna sprawa. Zawsze, gdy mam dokonać wyboru, zdaję się na intuicję. Krótko mówiąc, wybieram rozwiązanie, które zapewnia mi komfort psychiczny. Płacę podatki, rezygnuję z prestiżowych, ale męczących znajomości, wiem, że nikogo nie obchodzą moje lektury, samochodem nie jeżdżę, więc nie obchodzi mnie co ktoś ma w garażu. To wszystko jest balsamem na moją dość skołataną duszę. Nie mam sobie nic do zarzucenia. No, może z tą jazdą samochodem, to nie jestem całkiem zadowolona, ale gdybym miała spowodować jakiś wypadek... To jest prawdopodobne, bo często się zamyślam;-)
Natomiast z rzucaniem palenia i wyrzeczeniem się alkoholu, zupełnie mi nie wychodzi.
Intuicja całkowicie zaprzecza mojemu życzeniu zostania abstynentką. Mówi mi, że bez grzechu palenia i popijania umiarkowanych dawek alkoholu, stanę się obrazem i podobieństwem mojej Babci: rozmodlonej, pogodzonej z biedą i nieszczęściem oraz mojej Mamy: ciągle chorej, słabej, nieszczęśliwej, choć zupełnie bezpodstawnie.
Czytam to forum i nic nie przekonuje mnie do abstynencji.
Odloty abstynencyjne, czy to AA-owskie, czy to rowerowe, czy to inne, wydają mi się tak obce, że moja intuicja mówi: NIE!