lelum3
20.07.12, 10:20
Poprzez wątki przewija się myśl o wybujałym ego alkoholika. Przypuszczam zatem, że praca osób "wspierających" zaczyna się od lekcji pokory. Alko jest demokratyczny.
Teraz o mnie; przeżyłam szmat życia w przemocy, odbierano mi poczucie wartości i szacunek do siebie. Wreszcie stanęłam w obliczu zdrady. Wyszłam z tego związku. Niemniej parę ładnych lat zajęło mi odbudowywanie wdeptanego w grunt ego. Nie wyobrażam sobie sytuacji, żeby ktoś ponownie uczył mnie pokory. Obawiam się, że ze spotkania AA, nakierowane na taką formę pomocy, mogą mi przynieść więcej straty niż pożytku. W podobnej sytuacji jest moja znajoma, za którą niezwykle drastyczne przejścia w byłym małżeństwie. Czułyśmy się jak nikt i byłyśmy nikim. Miałybyśmy wracać do punktu wyjścia? Absurd.