bernardyniol
07.03.13, 16:22
Czy ktos zna te metode wychodzenia z alkoholizmu? Stworzyl ja Allen Carr. Sa tez kliniki. To metoda dosc specyficzna. Czesciowo pokrywa sie z tradycyjnym leczeniem i ideami AA, a czasami ma odmienne spojrzenie, albo inne rzeczy akcentuje.
Podstawa metody 'easyway' jest uswiadomienie sobie, ze alkohol nic nie daje. Ze to, co daje alkohol, to wszystko zludzenie i manipulacja. Uswiadomienie sobie tego faktu- oczywiscie jest to poparte licznymi logicznymi wywodami- pozwala zerwac z alkoholem na innej zasadzie niz robi to wielu alkoholikow.
Roznica polega na tym, ze wiele osob przestaje pic, ale nadal zachowuje przekonanie, ze alkohol jest czyms fajnym, ze alkohol cos daje, tylko ze oni juz nie moga, bo sa alkoholikami. Tworzy to sytuacje deprywacji. Alkoholik nadal chce pic, tylko ze wie, ze nie powinien.
easyway proponuje, by zmienic nastawienie nie do siebie, ale do samego alkoholu. Dzieki temu znika przekonanie, ze alkohol jest 'cool' a co za tym idzie- znika ochota na jego spozywanie.
Innym milowym wg mnie odkryciem metody easyway jest zwrocenie uwagi na aspekt mentalnej strony tzw glodu alkoholwego i tzw obsesji picia. Zwyczajowo alkoholik jest przekonany, ze alkohol daje mu ulge. Czekam- na poczatku do weekendu, potem do wieczora- na to, aby w koncu otworzyc butelke. Czas sie wlecze, serce bije, az w koncu nadchodzi- 7 wieczor, mozna, nalewam kieliszek i wypijam- i jaka wielka ulga.
Alkohol dal ulge? Skad! Alkohol jeszcze nie zadzialal przeciez nawet! Ulga nie wynika ze spozycia- ulga wynika z zakonczenia okresu wyczekiwania. Ulga jest efektem tego, ze dobieglismy do mety, a co za meta jest to inna sprawa.
Autor porownuje to uczucie do zdjecia za ciasnych butow po calym dniu chodzenia. Co dalo ulge- zdjecie za ciasnych butow, czy sam bral butow na nogach?
No i kolejny aspekt tej metody ktory przemawia to jest zwrocenie uwagi na to, ze wielu ludzi jest przekonanych, ze rzucenie picia to jest bardzo wielki, trudny wysilek. Ze to ciezka robota, harowa, cierpienie. Samo to nie dosc ze zniecheca do podejmowania trudu to jescze sugeruje, ze wszelkie trudnosci pojawiajace sie po zaprzestaniu picia sa afektem tego zaprzestania. A przeciez moga to byc zwyczajne przeszkody, ktora tak czy owak by sie pojawily.
Autor oponuje tez wobec scislego rozroznienia na 'alkoholikow' i 'pijacych w umiarze' i uwaza, ze obie grupy robia to samo, tylko na innym etapie. Innymi slowy, kazdy pijacy jest alkoholikiem, tylko w bardzo wczesnej fazie. w koncu kazdy alkoholik tez kiedys byl we wczesnej fazie. Ten postulat sluzy glownie temu, by zrozumiec, ze nie ma powrotu do 'normalnego' czy tzw kontrolowanego picia, bo to uluda. Nie ma takiego sensu.
Jesli alkoholik jest przekonany, ze tzw 'normalni pijacy' sa dzieki alkoholowi szczesliwsi, ze alkohol cos im daje, otwiera jakies drzwi- to alkoholik bedzie im zazdroscil. Bedzie czul, ze nie ma nogi. Gdy jednak spojrzy na pijacych w umiarze jak na ludzi podobnych do siebie, tylko na wczesniejszym etapie- zazdrosc znika.
Caly myk polega na tym, by zrozumiec, ze kazdy kto pije alkohol- czy 1 kieliszek na rok, czy 100 na dzien- robi to, bo zyje w iluzji. W iluzji, ze alkohol smakuje (a przeciez alkohol 100% smakuje jak benzyna pewnie). W przekonaniu, ze alkohol 'rozluznia'- czyli ze jednak bez alkoholu takie jednostki czuja sie wybrakowane. Ze alkohol ulatwia zabwe- i znowu, oznacza to przyznanie, ze bez alkoholu czlowiek jest wybrakowany.
I to jest glowna mysl ksiazki- zrozumiec, ze czlowiek bez alkoholu czy innej uzywki nie jest wybrakowany. Ze to zazywanie tworzy iluzje tego braku. czlowiek moze miec problemy, trudnosci, ale alkohol zadnego braku ni wypelnia