12.06.13, 21:15
„Przeszłam terapię, to wiem, co mówię.” – powiedziała mi dzisiaj żona (trzeźwiejąca alkoholiczka- nie pije od czterech lat.) Słowa te padły z jej ust w trakcie dyskusji n/t mojego brata alkoholika, któremu staram się jakoś pomóc. Brat jest alkoholikiem, też przeszedł terapię ale niestety wrócił do nałogu i ma cykliczne ciągi. Zdaniem mojej żony, jeżeli chcę mu pomóc, to powinienem ponownie go wysłać na terapię (nawet wykorzystując przymus prawny.) A teraz do rzeczy. Moja żona była i jest w sytuacji - moim zdaniem - komfortowej. Zawsze miała i ma z mojej strony wsparcie. (Nie tylko emocjonalne, ale także materialne. Nie pracuje, koszty wszystkich potrzeb życiowych pokrywam ja. Nasze dzieci są już dorosłe i samodzielne. Koszty ich kształcenia również pokryłem ja. Żona, pomimo że ma atrakcyjny zawód (architekt) nie pracuje od 1998 r. (Zresztą przez alkoholizm wypadła z obiegu zawodowego.)
Natomiast sytuacja mojego brata jest diametralnie odmienna. Ma rodzinę (niepracującą żonę i dwoje dzieci w wieku szkolnym). Poza tym od 5 miesięcy jest bezrobotny (na szczęście jeszcze z prawem do zasiłku). Pomimo choroby alkoholowej i braku stałej pracy stara się jakoś utrzymać rodzinę.
Moja żona twierdzi, że w tej chwili powinien on udać się ponownie na terapię zamkniętą. Nie docierają do niej moje argumenty, że to jest w jego sytuacji skazanie własnej rodziny na zupełną wegetację.
I teraz pytanie do Państwa: Czy moja żona przeszła terapię i wie, co mówi? I następne pytania: Co to znaczy przejść terapię? Czy przejść terapię oznacza tylko przestać sięgać po alkohol, czy też także nauczyć się samodzielnie zaspokajać swoje potrzeby życiowe?

Pozdrawiam
Konrad
Obserwuj wątek
    • aaugustw Re: Dylemat 12.06.13, 22:06
      konrad-0601 napisał(a):
      > „Przeszłam terapię, to wiem, co mówię.” – powiedziała mi dzisiaj żona (trzeźwiejąca alkoholiczka- nie pije od czterech lat.)...
      > ... Słowa te padły z jej ust w trakcie dyskusji n/t mojego brata alkoholika, któremu
      staram się jakoś pomóc....
      > ... Brat jest alkoholikiem, też przeszedł terapię ale niestety wrócił do
      nałogu i ma cykliczne ciągi...
      > Zdaniem mojej żony, jeżeli chcę mu pomóc, to powinienem ponownie go wysłać
      na terapię (nawet wykorzystując przymus prawny.)
      > A teraz do rzeczy. Moja żona była i jest w sytuacji - moim zdaniem - komfortowej...
      Nie pracuje, koszty wszystkich potrzeb życiowych pokrywam ja. Nasze
      > dzieci są już dorosłe i samodzielne. Koszty ich kształcenia również pokryłem ja.
      Żona, pomimo że ma atrakcyjny zawód (architekt) nie pracuje od 1998 r.
      (Zresztą przez alkoholizm wypadła z obiegu zawodowego.)
      > Natomiast sytuacja mojego brata jest diametralnie odmienna. Ma rodzinę (nieprac
      > ującą żonę i dwoje dzieci w wieku szkolnym). Poza tym od 5 miesięcy jest bezrob
      > otny (na szczęście jeszcze z prawem do zasiłku). Pomimo choroby alkoholowej i b
      > raku stałej pracy stara się jakoś utrzymać rodzinę.
      > Moja żona twierdzi, że w tej chwili powinien on udać się ponownie na terapię za
      > mkniętą. Nie docierają do niej moje argumenty, że to jest w jego sytuacji skaza
      > nie własnej rodziny na zupełną wegetację.
      > I teraz pytanie do Państwa: Czy moja żona przeszła terapię i wie, co mówi? I na
      > stępne pytania: Co to znaczy przejść terapię? Czy przejść terapię oznacza tylko
      > przestać sięgać po alkohol, czy też także nauczyć się samodzielnie zaspokajać
      > swoje potrzeby życiowe?
      _________________________________________________________________.
      To co Twoja zona mowi, ze wie co mowi mozna porownac do jej "atrakcyjnego
      zawodu (architekt)", ktorego nie potrafi dzisiaj juz wykonywac, gdyz po tylu latach
      przerwy wypadla ona z reala i nie jest juz ani "terapeutka", ani architektem...
      (chyba, ze po terapii robi cos ze swoja choroba regularnie, inaczej jest ona tylko (jak
      slusznie okresliles) nie pijaca. A´propos: ja nie pilem po terapii 5,5 roku i zapilem,
      bo nic ze soba dalej nie robilem...
      A teraz do Twoich pytan:
      Tak, Twoja zona przeszla terapie, ale nie wie co mowi, bo ilez mozna sie
      terapeutyzowac...!? - Zeby byc przeterapeutyzowanym madrala pijacym...!?
      Od czego sa kluby samopomocowe, towarzystwa trzezwosciowe,
      inni alkoholicy, wreszcie samo AA, czyli tacy, ktorzy dali sobie z tym skutecznie
      rade i rozwijaja sie dalej, ktorzy moga skutecznie pomoc tym, ktorzy chca,
      inaczej stado koni nie zaciagnie go do zaprzestania picia...!
      Przejsc terapie znaczy odebrac tam otrzymane dla siebie (dla trzezwienia)
      narzedzia, ktore sluza dalszemu rozwojowi, jezeli sie nimi posluguje, inaczej
      nie jest sie trzezwym...! (zapytaj zony, czy na terapii powiedziano jej , ze ma
      chodzic na spotkania AA...? - I dlaczego nie chodzi...!?).
      Ostatnie Twoje pytanie brzmi: Czy przejść terapię oznacza tylko przestać sięgać
      po alkohol, czy też także nauczyć się samodzielnie zaspokajać swoje potrzeby życiowe?
      Zrobilo mi sie w tym miejsc Ciebie zal... - Powinienes takze zaliczyc jedna terapie, aby
      nauczyc sie zaspokajać swoje potrzeby życiowe a nie dawac sie wykorzystywac...! :-(
      To, ze kazdy powinien utrzymac sie sam - to standart dnia codziennego...!
      Kochany trzezwosc polega nie na nie-piciu alkoholu... - Alkohol nie jest tu w niczym
      winien... - On sluzyl nam tylko do podpierania naszych wad charakteru, do
      zaspakajania naszego Egoizmu i nadetego Ego oraz sztucznego podpierania
      naszej "mundrosci", ktorej nie mozna bylo wprowadzic do zycia realnego...!
      Jestem 17 lat po terapii i 17 lat po regularnym uczeszczaniu na Mityngi AA, gdzie
      nauczylem sie dawac, dbac najpierw o rodzine i moich najblizszych, aby bylo im
      dobrze i abym odwdzeiczal sie im za to wszystko co kiedys im wyrzadzilem...
      Do konca zycia tak chce czynic, za to uratowane mi moje zycie...
      A...
      • konrad-0601 Re: Dylemat 12.06.13, 22:43
        Dzięki za odpowiedź. Oczywiście małżonka nie skończyła tylko na standardowej terapii. Nadal uczęszcza na zajęcia w grupie terapeutycznej dla kobiet. Poza tym ma hobby; fotografika i malarstwo. Oczywiście , to wszystko finansuję ja. Nie widzę w tym problemu, gdyż to z racji wykonywanego przeze mnie fachu i osiąganych dochodów nie jest dla mnie poważnym obciążeniem. Irytuje mnie tylko to, że ona - moim zdaniem - nie potrafi przyjąć do wiadomości, że sytuacja życiowa (emocjonalna, zawodowa, materialna) drugiego alkoholika jest inna od jej sytuacji.
        Co, do mojego "współuzależnienia". Jakoś radzę sobie. Nie jestem chciwym typem. Nie rozumuję w kategoriach: najważniejszy to jestem ja. Jestem bardzo wyrozumiały dla ludzkich słabości, co nie znaczy, że daję się łatwo zmanipulować.

        Konrad
        • alkodarek Re: Dylemat 12.06.13, 22:58
          Jeśli chcesz pomóc bratu, to poszukaj odpowiedzi w nim a nie w swojej żonie.
          Konradzie, przede wszystkim czy Twój brat chce przestać pić a nie daje sobie z tym rady, czy też chce pić mimo swojej fatalnej sytuacji? Jakie masz z nim relacje, czy rozmawiałeś z nim o jego chorobie?
          • konrad-0601 Re: Dylemat 13.06.13, 08:01
            Dzięki za głos w dyskusji. Z bratem rozmawiałem wielokrotnie o jego chorobie alkoholowej. Efekt tych rozmów jak widać z postu startowego - mizerny. W trakcie tych rozmów włączał się jego system iluzji i zaprzeczeń (wprawdzie po terapii zamkniętej włącza się rzadziej ale jednak.) Moim zdaniem nie ma on żadnego wsparcia we własnej rodzinie (żona i dzieci). I to jest chyba największy problem. Mimo, że brat stara się jak może, żeby zarobić na utrzymanie rodziny, to ze strony żony i dzieci nie ma żadnego wsparcia, wręcz przeciwnie spotyka się z zachowaniami agresywnymi i roszczeniowymi (w najlepszym wypadku obojętnością.) Zdaję sobie sprawę, że moje "interwencje" w jego zachowania w sytuacji kiedy ma ciąg albo kiedy ma chwile przerwy w piciu są jak do tej pory nieskuteczne (albo mało skuteczne) ale mimo sugestii własnej żony, żeby zostawić go samego z jego problemem, staram się jakoś go wspierać i to w wymiarze emocjonalnym jak i materialnym.

            Konrad
            • alkodarek Re: Dylemat 13.06.13, 08:48
              Cóż, z taką wiedzą nie powinieneś zadawać tak naiwnych pytań.
              • konrad-0601 Re: Dylemat 13.06.13, 10:07
                Owszem. Pewną wiedzę (Broń Boże nie kompletną:)) na temat choroby mam. Postawionych pytań nie uważam za naiwne. Ty za pewne też znając problem od podszewki wiesz z doświadczenia, że proces dochodzenia do pełnej sprawności społecznej nawet po skutecznej terapii (jeżeli możemy w ogóle mówić o pełnej skuteczności terapii) jest procesem długotrwałym i bolesnym. W przypadku mojej żony zdaję sobie sprawę, że jest ona w sytuacji komfortowej, bo nie musi się martwić o ten przysłowiowy "wikt i opierunek". W wypadku brata jest inaczej. On funkcjonuje po sinusoidzie, raz na wozie, raz pod wozem. Niestety obecnie, częściej pod wozem.
                Dlatego w poście startowym zadałem Wam pytania, których intencją jest wysondowanie Waszych opinii odnośnie odzyskiwania sprawności społecznej (odbudowa więzi międzyludzkich, samodzielne zaspokajanie swoich potrzeb życiowych , itepe itede) w okresie "rehabilitacji".

                Konrad
              • e4ska Re: Dylemat 13.06.13, 11:52
                Magicznie zapodam: masz rację, Darku, a na nieżyciowe kryptoreklamy słuszności terapii szkoda czasu :-)
                • e4ska Re: Dylemat 13.06.13, 11:53
                  czasu na wpisy.
    • jerzy30 Eeeeeeeeeeeee- sie nie chce przestac chlac 13.06.13, 08:55
      to i 100 terapii mu nie pomoze.
      Nie ma stalej pracy bo mu sie nie chce.Ciekawe za co chla - za zasilek zapewne.
      • konrad-0601 Re: Eeeeeeeeeeeee- sie nie chce przestac chlac 13.06.13, 10:17
        Częściowo masz rację. Mógłby znaleźć stałą pracę, bo fach i doświadczenie (elektryk i mechanik ) zawodowe ma. Niestety choroba go eliminuje z rynku pracy. Potrafi nie pić kilka albo i kilkanaście miesięcy a potem wielotygodniowy ciąg i d... zimna. Kolejna praca i ... powtórka z historii. Pytasz, za co chleje. Za kasę, którą zarobi okazjonalnie, za kasę koleżków fundatorów (którym się odwdzięcza w okresie swojej hossy), za ...

        Konrad

        jerzy30 napisał:

        > to i 100 terapii mu nie pomoze.
        > Nie ma stalej pracy bo mu sie nie chce.Ciekawe za co chla - za zasilek zapewne.
        • jerzy30 no to ma zycie jak w raju 13.06.13, 14:30
          gorzala jest, pracowac nie tzreba, sloneczko swieci, duzo wolnego czasu, zona da zrec, wypierze brudne ciuchy, poratuje z opresji - tylko chlac
          • konrad-0601 Re: no to ma zycie jak w raju 13.06.13, 15:45
            Problem w tym, że nie. Ze strony swojej żony, nawet w okresach kiedy nie pił, nie miał żadnego wsparcia. Odkąd pamiętam traktowała go i traktuje tylko jako bankomat. O praniu brudnych ciuchów czy też podania mu "żarcia" jak to piszesz brat może zapomnieć. Ciągle spotyka się z roszczeniami ze strony dzieci i żony. Kobieta w życiu nie wiele pracowała i nauczyła się tylko argumentować w stylu: Należy się mi, bo ja wychowuję dzieci. Poza tym jest zupełnie niegospodarna. Nieraz byłem świadkiem jak marnotrawiła rzeczy, na które brat musiał zapracować.

            Konrad

            jerzy30 napisał:

            > gorzala jest, pracowac nie tzreba, sloneczko swieci, duzo wolnego czasu, zona d
            > a zrec, wypierze brudne ciuchy, poratuje z opresji - tylko chlac
            • aaugustw Re: no to ma zycie jak w raju 13.06.13, 16:00
              konrad-0601 napisał(a):
              > Problem w tym, że nie. Ze strony swojej żony, nawet w okresach kiedy nie pił, n
              > ie miał żadnego wsparcia...
              _________________________________________________________.
              Wiec dlaczego Ty nie bierzesz z niej przykladu w tej relacji; ty-brat...!?
              Nie szkodzi, ze ona nim rzadzi, a on jest "pantoflem" (nawet u dzieci).
              Nie pomagaj mu, on musi wydobyc sie sam z tego kokona o wlasnych silach
              inaczej nigdy samodzielnie nie pofrunie... - Ty nie potrafisz mu pomoc,
              ale dobic go tak...!
              Moja sugestia: Rob wszystko na opak od tego, co do tej pory robiloes...!
              A...
              • konrad-0601 Re: no to ma zycie jak w raju 13.06.13, 20:46
                Ano ma. Tylko ja najgorszemu wrogowi nie życzę takiego raju.:)
                Problem w tym, że brat stara się uporządkować swoje życie. Tego, co do tej pory zrobił stara się nie zaprzepaścić i jakoś utrzymać. Mam na myśli dom, w którym mieszka z rodziną. Ale podeprę się przykładem. W jaki sposób zareagowałbyś Ty, gdyby Twój nastoletni syn namalował sprayem na drzwiach do pomieszczeń: moja melina, tu żyje Afgan albo inne głupoty?
                Użyłbyś siły, żeby przywołać go do porządku? Mamusia zaraz zadzwoniłaby na policję. No co zrobiłbyś Auguście w takiej sytuacji? Zaryzykowałbyś kolejny wpis w niebieskiej kartotece?

                Konrad
                • aaugustw Re: no to ma zycie jak w raju 13.06.13, 21:30
                  konrad-0601 napisał(a):
                  > ... Ale podeprę się przykładem. W jaki sposób zareagowałbyś Ty,
                  > gdyby Twój nastoletni syn namalował sprayem na drzwiach do pomieszczeń: moja m
                  > elina, tu żyje Afgan albo inne głupoty?
                  > Użyłbyś siły, żeby przywołać go do porządku? Mamusia zaraz zadzwoniłaby na poli
                  > cję. No co zrobiłbyś Auguście w takiej sytuacji?...
                  ______________________________________________________________.
                  Nie wiem co zrobilbym tam, w takiej sytuacji... - Wiem natomiast co zrobilem
                  i co przywrocilo mi powazanie i szacunek zony i dzieci do mnie (do ojca) -
                  przestalem pic...!
                  A...
                  Ps. Kiedy pilem, moja zona takze bronila swoje (nasze) dzieci, jak kwoka,
                  bo podswiadomie czula, ze sa one krzywdzone przez pijaka (mnie), mimo
                  nie uzywania przeze mnie sily fizycznej, ani przemocy...
                  Tego sie nie da zrozumiec na trzezwy rozum, dopoki brat pije, to wy sami
                  przy nim wczesniej zglupiejecie...!
                  • aaugustw Re: no to ma zycie jak w raju 14.06.13, 08:10
                    aaugustw napisał (do Konrada):
                    > Nie wiem co zrobilbym tam, w takiej sytuacji... - Wiem natomiast co zrobilem... -
                    przestalem pic...!
                    ________________________________________________.
                    I co Konradzie; "Kolo sie zamknelo"...!? ;-)
                    Krecac sie w kolko znalazles sie tam, gdzie zawsze byles...!
                    A pytanie: "Jak przestac pic"...? pozostaje dalej otwarte... :-(
                    A...
                • e4ska Re: no to ma zycie jak w raju 14.06.13, 00:18
                  moja melina, tu żyje Afgan albo inne głupoty?
                  Zrównujesz napis typu "moja melina" z napisem "tu żyje Afgan". Dla ciebie melina = mieszkanie Afgańczyka? A on, ten Afgańczyk, to co - konopie uprawia i bombę konstruuje? A jesli musiał uciekać ze swojej ojczyzny - to co, meliniarz jaki on jest?

                  No a jakby napisał kto sobie ma własnych drzwiach: tu żyje Kuwejtczyk Południowy torturowany przez psychologów CIA na terenie Rzeczypospolitej - to jak, zadzwoniłbyś na policję? A jakby napisał: tu żyje niearyjczyk starotestamentowy, to gdzie trzeba zadzwonić, wykształcony w prawie, ale nie adwokacie???
                  • konrad-0601 Re: no to ma zycie jak w raju 14.06.13, 10:07
                    Nie rozumiesz problemu. Nikt przy zdrowych zmysłach nie maluje sprayem na drzwiach do swojego prywatnego pokoju lub na ścianach tego pokoju takich głupot. Abstrahując od buntu nastolatka jest to po prostu przejaw głupoty i złośliwości ze strony małolata. Na ten dom, jego wyposażenie i urządzenie zapracował mój brat, kiedy miał przebłyski trzeźwego myślenia.
                    Są granice tolerancji wobec działań własnych dzieci. Nie rozumiesz tego?
                    Co do aluzji z niearyjczykiem starotestamentowym: Moim zdaniem należałoby powiadomić Episkopat. Może ten niearyjczyk to jakiś Zapasowy Chrystus? Kto wie?

                    Konrad
                    • aaugustw Re: no to ma zycie jak w raju 14.06.13, 10:31
                      konrad-0601 napisał (do A...):
                      > Nie rozumiesz problemu. Nikt przy zdrowych zmysłach nie maluje sprayem na drzwi
                      ach do swojego prywatnego pokoju lub na ścianach tego pokoju takich głupot.
                      > Abstrahując od buntu nastolatka jest to po prostu przejaw głupoty i złośliwości ze
                      > strony małolata...
                      - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                      Abstrahujac od twojej "madrosci" (w tym temacie) to co napisales jest glupota...!
                      (jedno zaprzecza drugiemu...!
                      _________________________________________________________________.
                      konrad-0601 napisał (do A...) dalej:
                      > ... Na ten dom, jego wyposażenie i urządzenie zapracował mój brat
                      > , kiedy miał przebłyski trzeźwego myślenia.
                      > Są granice tolerancji wobec działań własnych dzieci. Nie rozumiesz tego?
                      - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                      Nie rozumiesz tego, ze kazdy ruch tego dziecka, kazde jego zachowanie
                      jest tylko pochodna zachowania jego ojca, z ktorego on bierze przyklad...!?
                      To, ze on na to "zapracowal" jest jego obowiazkiem wobec rodziny, inni
                      mowia parlamentarnie; jest on od tego, jak D do S...! (nie tylko do plodzenia).
                      _________________________________________________________________.
                      konrad-0601 napisał jeszcze:
                      > Co do aluzji z niearyjczykiem starotestamentowym: Moim zdaniem należałoby powia
                      > domić Episkopat. Może ten niearyjczyk to jakiś Zapasowy Chrystus? Kto wie?
                      - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                      Tu sie wtrace, choc nie moje to slowa i odpowiem, ze nie wiem; czy to
                      jakiś Zapasowy Chrystus, ale okreslenie to bardzo mi pasuje do Ciebie
                      probujacego nawracac i ratowac innych...!
                      A...
            • jerzy30 elektryk - nawet najslabszy 13.06.13, 17:54
              znajdzie w Polsce prace w piec minut - elektrykow brakuje na kazdej budowie.
              Po prostu pracowac mu sie nie chce.
              Zona slusznie ma roszczenia do [pijanego stale faceta] wychowuje dzieci a jego obowiazkiem jest dawac kase na te dzieci - wszak to on je zrobil.
              • konrad-0601 Re: elektryk - nawet najslabszy 13.06.13, 20:19
                Poniekąd masz rację. Obowiązkiem ojca jest nie tylko łożyć ale i wspomagać (kształtować) proces wychowania własnej progenitury. Tylko, jak ojciec nie ma w oczach dzieci i ich matki kompletnie autorytetu (jest postrzegany jedynie jako bankomat), to sprawy się nieco komplikują. Moja bratowa np. nie chce słyszeć o terapii dla współuzależnionych, a co dopiero o małżeńskiej. I tu moim zdaniem koło się zamyka. Co do pracy dla elektryka, to masz rację. Ale jest jeden warunek. Musi to być osoba trzeźwa (w najlepszym wypadku trzeźwiejąca). W przeciwnym razie jak to się mówi kolokwialnie: d... zimna. Masz też rację konkludując, że nie chce sie mu pracować. Ale któremu alkoholikowi chce się pracować?

                Konrad
                jerzy30 napisał:

                > znajdzie w Polsce prace w piec minut - elektrykow brakuje na kazdej budowie.
                > Po prostu pracowac mu sie nie chce.
                > Zona slusznie ma roszczenia do [pijanego stale faceta] wychowuje dzieci a jego
                > obowiazkiem jest dawac kase na te dzieci - wszak to on je zrobil.
                • jerzy30 czyli sytuacja kompletnie zapetlona 14.06.13, 08:54
                  jedyny sposob - gwarantujacy jakoas pomoc to zeby ta jego zona poszla na terapie dla wspoluzaleznionych - kobita zaczelaby sie powoli zmieniac i zaczelaby realizowac wszystko by przywrocic normalna rodzine i relacje - on by zauwazyl po pewnym czasie ze mu sie zona zmienia charakterologicnie i cos tu mu szwankuje - i wtedy musialby sie zmienic sam - pojsc do roboty i zaczac tzrezwiec - ale to proces na lata - wiem cos o tym bo moja zona takimi wspoluzaleznionymi zajmuje sie od wielu lat

                  szkoda faceta - jak kazdego uzaleznionego - to choroba - tzreba to leczyc - moze wciagnij go na to forum - niektorym pomoglo - jestem tu od 10-ciu lat - pozdrawiam
                  • jerzy30 konradzie - i jeszcze jedno 14.06.13, 08:57
                    jak Twoja zona sie leczy i terapeutyzuje z powodu uzaleznienia od gorzaly to poniekad Ty jestes wspoluzalezniony - nie masz takiego wrazenia ????
                    • konrad-0601 Re: konradzie - i jeszcze jedno 14.06.13, 10:27
                      Nie mam wrażenia lecz mam pewność. Posiadam też wiedzę, jak sobie radzić w sytuacjach kryzysowych. Tylko wiesz, wiedza, to jedno-praktyka, to drugie. W swoich zachowaniach wobec żony nigdy nie stosuję chwytów, które uchybiałyby jej i mojej godności. Zawsze staramy się dojść do kompromisu. I jak dotąd , funkcjonuje to dobrze.

                      Konrad
                      • jerzy30 my tez 14.06.13, 20:14
                        tak dzialamy - od 16-tu lat
                  • konrad-0601 Re: czyli sytuacja kompletnie zapetlona 14.06.13, 10:30
                    Tak. Masz rację. Błędne koło. Sprawdza się stare jak świat porzekadło Konia możesz zagonić batem do wodopoju, ale nie zmusisz, żeby się napił.

                    Pozdrawiam
                    Konrad


    • alkodarek Re: Dylemat 13.06.13, 10:09
      Magia działa, eska została wycięta.
      • konrad-0601 Re: Dylemat 13.06.13, 10:19
        Nie znam użytkowniczki. Nie wiem , o co chodzi.

        Konrad
        alkodarek napisał:

        > Magia działa, eska została wycięta.
        • deoand Re: Dylemat 13.06.13, 11:18
          Masz kasę to finansuj wszystkich tych pijaków a oni niech sobie piją dalej .Skuteczność wszystkich tych terapii to jest od 5 do z super optymizmem 20 % i tyle .Martw ty sie bardziej o żonę bo jak ona zacznie pic to zacznie sie dopiero Bonanza a nie o brata i jego rodzine . Wspieraj finansowo jak możesz i tyle i rzeczywiscie trzeba go wygnac na terapie a moze akurat cos do niego trafi -moze . A Ty jakżes się uchował -brat alko -żona alko a Ty trzeźwy i jakoś utrzymujesz to towarzystwo ... no podziwiam !!!
          • konrad-0601 Re: Dylemat 13.06.13, 11:58
            Zdaję sobie sprawę, że jakby żona zapiła, to byłoby nieciekawie. Dlatego dokładamy wszelkich starań, żeby do tego nie doszło. Wiesz, schemat picia kobiet jest nieco inny niż mężczyzn. Co nie znaczy, że nie jest rujnujący psychicznie dla najbliższych.
            Pytasz, jak się ja w takim "towarzystwie" uchowałem.:) Zwyczajnie. Nigdy w życiu nie nadużywałem alkoholu i nie "rozwiązywałem" problemów życiowych za jego pomocą. I pozostało mi to do dzisiaj. A problemów natury finansowej (raczej :)) nie mam, bo wykonuję od lat dobry zawód prawniczy (nie, nie jestem adwokatem:))
            Sugerujesz więc, żebym posłał brata (o ile się on zgodzi) na drugą już terapię zamkniętą. Dzięki. Rozważę Twoją propozycję.

            Konrad
            deoand napisał:

            > Masz kasę to finansuj wszystkich tych pijaków a oni niech sobie piją dalej .Sku
            > teczność wszystkich tych terapii to jest od 5 do z super optymizmem 20 % i tyle
            > .Martw ty sie bardziej o żonę bo jak ona zacznie pic to zacznie sie dopiero Bo
            > nanza a nie o brata i jego rodzine . Wspieraj finansowo jak możesz i tyle i rze
            > czywiscie trzeba go wygnac na terapie a moze akurat cos do niego trafi -moze .
            > A Ty jakżes się uchował -brat alko -żona alko a Ty trzeźwy i jakoś utrzymujesz
            > to towarzystwo ... no podziwiam !!!
            • deoand Re: Dylemat 13.06.13, 12:33
              I dobrze , że dokładacie wszelkich wysiłków aby żona nie piła i cieszyła sie życiem - pamiętaj jednak , że jako współuzależniony siedzisz na " tykającej bombie " i nie możesz być pewny ani dnia ani godziny ". To tylko gwoli przypomnienia .
              Co do brata - kup mu Nalmefen = Selincro się nazywa firmowo 14 tabletek - 280 pln , który to lek ma ograniczac picie - to nowy lek więc oprócz badań nie ma jeszcze za duzo innych opinii ale kto wie moze podziała . Moze być równiez stary Campral , który zmniejsza głod alkoholowy - również ok 250 pln miesięczna kuracja - masz kase to niech brat spróbuje a nóż ? Terapia powtórzona - nie zaszkodzi - tylko nie funduj mu prywatnego osrodka z " luksusami " socjalnymi typu telewizja -komputer zabawy itd ... Wystarczy socjalnie siermięzny osrodek państwowy - niech troche pocierpii - terapia jest taka sama . Ostatecznie mozna go wysłac na leczenie sądowne przez Gminną Komisje d/s Rozwiazywania Problemów Alkoholowych .
    • pierzchnia Re: Dylemat 14.06.13, 12:04
      Jeżeli Twój brat wciąż poczuwa się do obowiązku to znaczy, że nie zatracił w sobie sumienia - można go wyleczyć.
      Z alkoholizmem bywa bardzo różnie - nie każdy z pijących jest słaby / nadwrażliwy /, ale jedno ich łączy - brak miłości.
      • grazkavita Masz kłopot 15.06.13, 14:09
        , bo fakt posiadania pieniędzy może Ci pomóc, ale nie zastąpi twojej żonie i twojemu bratu siły duchowości jaka jest im potrzebna do zwalczenia nałogu....Brakuje im chyba jakiegoś "spełnienia", czynienia dobra, zaangażowania w coś...Tak w ogóle może mógłby pan z nimi gdzieś wyjechać , gdzie nie ma alkoholu, ale jest coś do zrobienia....
        • aaugustw To jest kłopot... 15.06.13, 15:20
          grazkavita napisała (do konrada):
          > ...Tak w ogóle może mógłby pan z nimi gdzieś wyjechać , gdzie nie ma alkoholu,
          ale jest coś do zrobienia....
          ___________________________________________________________________.
          Problem w tym, ze takiego miejsca nie ma...! :-(
          Slyszalem, ze nawet na biegunie polnocnym alkoholik spod sniegu wytarga flaszke...(!?).
          A...
        • deoand Re: Tylko do Arabii Saudyjskiej chyba ? 15.06.13, 15:24
          Chyba tylko może autor tematu jechać ze swoją alkoholową rodziną do Arabii Saudyjskiej . Tam nie wolno pić na 100 % a inaczej to skracają o głowę . To może i byłoby dobre wyjście dla autora bo przynajmniej pozbyłby się problemu raz na zawsze . Do krajów typu Egipt , Tunezja , Maroko ,w których byłem , to nie ma co jechać bo tam w hotelach piją i miałby tylko problem z cuceniem rodziny .
          • aaugustw Re: Tylko do Arabii Saudyjskiej chyba ? 15.06.13, 15:33
            deoand napisał:
            > Chyba tylko może autor tematu jechać ze swoją alkoholową rodziną do Arabii Sau
            > dyjskiej . Tam nie wolno pić na 100 % a inaczej to skracają o głowę . To może i
            > byłoby dobre wyjście dla autora bo przynajmniej pozbyłby się problemu raz na z
            > awsze ...
            ______________________________________________________.
            Skoro skracaja "o glowe", to znaczy ze ten alkohol tam jest, a wiec
            ilez to roboty dla alkoholika... - Najwazniejsze jest: napic sie, a co
            potem bedzie - niewazne...!
            A...
            • deoand Re: Tylko do Arabii Saudyjskiej chyba ? 15.06.13, 15:47
              No i o to chodzi -w Polsce to trzeba by chodzić na policję , dalej na komisję itd - słowem kablować a to wstyd a w Arabii - niech się napije - bardzo dobrze - głowę mu zetną - wróci się bez pijaka i jeszcze będzie można płakać i ubolewać jakie kanalie te Araby - alkoholika skrócili o głowę - wredni .

              Ale problem rozwiązany .
              • aaugustw Re: Tylko do Arabii Saudyjskiej chyba ? 15.06.13, 19:16
                deoand napisał:
                > No i o to chodzi -w Polsce to trzeba by chodzić na policję...
                słowem kablować a to wstyd a w Arabii - niech się napije - bardzo dobrze -
                głowę mu zetną - wróci się bez pijaka i jeszcze będzie można płakać i ubolewać
                jakie kanalie te Araby - alkoholika skrócili o głowę - wredni .
                Ale problem rozwiązany .
                __________________________________________________.
                Tak by to bylo dla osoby patrzacej z boku, ale nie dla naszego
                wspoluzaleznionego Konrada, ktory wyrosl na takiego przy
                zonie a teraz pielegnuje to dalej na bracie... - Czy ty wiesz, jaki
                on bylby zagubiony, gdyby tamci wytrzezwieli (bez glowy)...(!?)
                - Pojechalby z powrotem do Arabii i sam napilby sie gorzaly... -
                Tak mysle, ale moge sie mylic...(!?) ;-)
                A...
            • grazkavita Tak dla przykładu... 15.06.13, 16:09
              Pielgrzymka na Jasna Górę, jak cię namierza to odsyłają do domu, a człowiek po pierwszym dniu zaczyna coś kumać i chce dojść, bardzo chce dojść...Pensjonat nad jeziorem w Kwiejcach, są koniki , którymi można się zająć i wyżywienie od gospodarza , który jak mu sie szepnie to nie poda ani grama, pewnie można iść 15 km do wioski i kupić sobie to i owo, ale jest to jakieś utrudnienie...To może pierwsze lepsze przykłady przychodzące mi do głowy, ale jakby pomyśleć i poszukać to trochę by się ich znalazło...Roboty też jest od groma...Są powodzianie, którym trzeba doradzić i pomóc, a pani architekt pewnie ma uprawnienia budowlane.Są Domy Dziecka w których potrzebna jest modernizacja.Są śmieci w górach, a podobno idzie się w góry cieszyć się życiem itd..
              .
              Panie Konradzie, gdy oni dostana Pańskie pieniądze to będą kupować sobie alkohol, a dla picu raz na jakiś czas odwiedza jakiegoś terapeutę...Za Pańskie pieniądze to oni powinni zrozumieć , że są potrzebni, że mogą sami wytwarzać jakieś dobro i przede wszystkim zacząć chcieć żyć i zmieniać to życie na lepsze...
              • konrad-0601 Re: Tak dla przykładu... 16.06.13, 21:25
                Odpisuję na Pani post dopiero teraz, gdyż weekend spędzaliśmy poza domem i bez darów cywilizacji. :) Szanowna Pani, z osobistą małżonką jak na razie (Dzięki Bogu.) nie mam problemów. Jak pisałem wcześniej, jest ona trzeźwiejącą a. (4 lata z małym hakiem zupełnej abstynencji). Oczywiście nie były to dla nas lata łatwe. Owszem, były symptomy głodu i nawrotów - ale dzięki rozsądnej postawie nas obojga udało się te nieprzyjemne zjawiska (objawy) jakoś okiełznać. Żona, mimo że nie pracuje zawodowo, to jednak trochę udziela się społecznie w świetlicy środowiskowej. Prowadzi tam jako wolontariuszka koło plastyczne i fotograficzne dla dzieci i młodzieży. Przy okazji pomaga niektórym dzieciom w odrabianiu lekcji.Moim zdaniem to wystarczy, gdyż także i nam należy się trochę prywatności. Mamy dwójkę dorosłych dzieci, które niestety pracują za granicą i to w znacznej odległości od domu rodzinnego. Mimo tych odległości staramy się z każdym "dzieciakiem" :) w roku spędzić przynajmniej dwa tygodnie. To też zajmuje trochę czasu.
                Co do Pani sugestii, że żona jako architekt mogłaby to i owo, to lepiej przemilczmy. Kiedy jeszcze pracowała, to nierzadko słyszała od klientów, że oni potrzebują właściwie tylko pieczątki na projekcie do urzędu, bo w rzeczywistości zrobią obiekt inaczej niż jest to w projekcie. :) Wiadomo, że Polsce każdy jest nie tylko kowalem własnego losu ale i nauczycielem, lekarzem, architektem, budowlańcem, najlepszym kierowcą itede, itepe.
                Na obecnym etapie mam do żony zaufanie w kwestiach finansowych. Nie zdarzyło się od chwili, kiedy przeszła terapię, żeby zrobiła mi jakiś numer z pieniędzmi na koncie, do którego też ma dostęp. No chyba, że te kilka razy , gdy uległa pokusie na buty i jakieś tam sukienki czy bluzki. ale to nie były ogromne szaleństwa.:)
                Gorzej jest z bratem. Przyznam szczerze, że zdarzało mi się parę razy regulować jego długi (ale Broń Boże nie za alkohol): rachunki za energię el., wodę, podatek od nieruchom. czy też na wykup recept. No cóż, takie jest życie.

                Konrad
                • aaugustw Broń Boże... 16.06.13, 21:35
                  konrad-0601 napisał(a):
                  > ... Gorzej jest z bratem. Przyznam szczerze, że zdarzało mi się parę razy regulować
                  > jego długi (ale Broń Boże nie za alkohol): rachunki za energię el., wodę, poda
                  > tek od nieruchom. czy też na wykup recept. No cóż, takie jest życie.
                  ____________________________________________________.
                  No tego by jeszcze brakowalo, zeby bratu za alkohol placic...!
                  Wystarczy, ze on "sciagnie" sobie te pieniadze z energii el. wody,
                  podatku od nieruchom. itd...itp... - (ale Broń Boże nie za alkohol)
                  A...
    • e4ska Re: Dylemat 20.06.13, 00:02
      No i jaką decyzję podjąłeś?
      • aaugustw Re: Dylemat 20.06.13, 19:11
        e4ska zapytała (konrada):
        > No i jaką decyzję podjąłeś?
        ________________________________________.
        Po zachowaniu podejrzewam, jak ten Wallenrod...
        Sprzeciwstawil sie nam i teraz sam poprowadzi do
        walki swoj narod...! :-\
        A...
      • konrad-0601 Re: Dylemat 20.06.13, 22:32
        Czy Twoje pytanie jest do mnie? Z układu "drzewka" raczej nie wynika to.
        Ale jeżeli już, to proszę doprecyzuj o jaką decyzję z mojej strony Tobie chodzi. Czy o moje relacje z bratem, czy o relacje z żoną?

        Pozdrawiam

        Konrad
        e4ska napisała:

        > No i jaką decyzję podjąłeś?
        • andalus Re: Dylemat 20.06.13, 23:08
          nie wszyscy zyjący z alko sa współuzależnieni. Jakość terapeutów jest delikatnie mówiąc w tym względzie mierna.Mnie uderzyło jedno - w twoich postach bez przerwy pojawia się podkreslanie jak ty za wszystko płacisz, jak żona brata nie jest wdzięczna,że on przynosi jakoś kasę.
          To delikatnie mówiąc jest dziwne. I mówię to bo byłam w nieco podobnej sytaucji do ciebie.
          Żona brata ma prawo wymagać, dzieci również. To przepraszam jego zasrany obowiązek aby zarobił na rodzinę. Nie ma pracy bo chleje. I to jest prawdziwy problem. Czy sądzisz,że nastolatek będzie darzył szacunkiem pijaka? Dlaczego ? Pojęcie tego jest ponad pojmowanie dorosłego a co dopeiro nastolatka.Utrzymanie dziecka jest obowiazkiem rodziców. Za to się nie należy żaden szacunek.
          Żona brat dobrze robi, żadnego żarcia, prania, sprzątania syfu w pokoju pijaka. Tak ma robić.
          Żadnego wsparcia i ułatwienie jakże trudnego życia od flaszki do flaszki.
          Wiesz jakie to trudne? wiem, bo to robiłam. Mentalnie odstawienie pijak od socjalu rodziny jest najtrudniejsze dla żony, bo oznacza tak narpawdę już rozpad rodziny. Być może terapia mogłaby jej pmóc w uporządkowaniu emocji ale rozumiem jej podejście.
          Terapia małżeńska z czynnym alkoholikiem to nonsens
          • aaugustw Re: Dylemat 21.06.13, 13:32
            andalus napisała (do konrada):
            > ... w twoich postach bez przerwy pojawia się podkreslanie jak ty za wszystko płacisz,
            jak żona brata nie jest wdzięczna,że on przynosi jakoś kasę.
            > To delikatnie mówiąc jest dziwne...
            > Żona brata ma prawo wymagać, dzieci również. To przepraszam jego zasrany obowią
            > zek aby zarobił na rodzinę. Nie ma pracy bo chleje. I to jest prawdziwy problem
            > . Czy sądzisz,że nastolatek będzie darzył szacunkiem pijaka? Dlaczego ? Pojęcie
            > tego jest ponad pojmowanie dorosłego a co dopeiro nastolatka.Utrzymanie dzieck
            > a jest obowiazkiem rodziców. Za to się nie należy żaden szacunek.
            > Żona brat dobrze robi, żadnego żarcia, prania, sprzątania syfu w pokoju pijaka.
            > Tak ma robić.
            > Żadnego wsparcia i ułatwienie jakże trudnego życia od flaszki do flaszki.
            > Wiesz jakie to trudne? wiem, bo to robiłam. Mentalnie odstawienie pijak od socj
            > alu rodziny jest najtrudniejsze dla żony, bo oznacza tak narpawdę już rozpad ro
            > dziny. Być może terapia mogłaby jej pmóc w uporządkowaniu emocji ale rozumiem j
            > ej podejście.
            > Terapia małżeńska z czynnym alkoholikiem to Nonsens
            __________________________________________________________________________.
            Jezeli bedziesz pisala do niego taka szczera prawde, to on sie do Ciebie nie odezwie... - O...!
            A...
            • andalus Re: Dylemat 21.06.13, 21:03
              ale w sensie, że kto - niby coś źle mówię. No możan bezwarunkowo głaskac po głowie. Jeszcze można usprawiedliwiać,że przecież do tej pory utrzymywał dom a syn mu wszsytko zawdzięcza.
              • aaugustw Re: Dylemat 22.06.13, 10:27
                andalus napisała:
                > ale w sensie, że kto - niby coś źle mówię...
                ____________________________________.
                O nie, nie... - Dobrze mowisz, ale nasz pan
                Konrad zle to odbiera dostajac niestrawnosci.
                A...
    • rushmoore Re: Dylemat 17.07.13, 22:14
      szczęście to masz Ty a nie Twoja żona że nie pide. Ona swoją drogą, ale to nie szczęście - to Jej wybór. A brata wyślij na terapię zamkniętą - do skutku.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka