Dodaj do ulubionych

Tęsknię za amfą...

26.12.04, 12:47
Dziś rano weszłam na wagę i zobaczyłam 61kg przy 174cm wzrostu.. to najwięcej
ile w życiu ważyłam. Znów nienawidzę siebie - nie mogę patrzeć w lustro.
Tęsknie do amfy... a od maja nie biorę - jestem na leczeniu. Nie chcę więcej
brać bo za dużo stracę z tego co już zbudowałam będąc trzeźwa.. Tak ciężko mi
w tej chwili... Musiałam to z siebie wyrzucić...
Obserwuj wątek
    • spiwor Re: Tęsknię za amfą... 26.12.04, 16:01
      Jestem myślami z tobą.
      Trzymaj się cieplutko.
      • hekate_mw Re: Tęsknię za amfą... 26.12.04, 17:59
        Dziękuję, staram się z całych sił, choć z myślami nie jest tak łatwo wygrać
        jakbym chciała...
        • spiwor . 26.12.04, 21:47
          Wiem, że ciężko ale uśmiechnij się, choć źle nie mamy na to wpływu. Łap chwile ulotnego szczęścia.
          Niech twe smutki pójdą precz.

    • frst21 Re: Tęsknię za amfą... 27.12.04, 00:31
      spokoja już rok nie biorę, ale te doły, to dobija wiem co mówie. Byłem u
      psychiatry i załatwił mi pernazynę, zajebiste na psychozy i doły
      • hekate_mw Re: Tęsknię za amfą... 31.12.04, 18:23
        Ja aktualnie biorę (od sierpnia) seronil,coaxil,depakine chrono, hypnogen i
        zolafren. Wcześniej się leczyłam sulpirydem i chlorprotixenem.. nie wiem czy to
        pomaga. Może nie mam skoków nastrojów jak kiedyś od manii po totalny dół,ale
        jakoś nie najlepiej się czuję. Bardzo tęsknie za tym uczuciem po amfie, że
        jestem kimś, że jestem szczupła i nie muszę wstydzić się siebie ani swojego
        ciała, że wyjdę na ulicę i mogę normalnie ludziom spojrzeć w twarz.. Tak trudno
        zastąpić czymś pustke po nałogu...Tak trudno o koncentrację, o zajęcie się
        jakimś hobby... Dziękuję za słowa otuchy...
        • wredny_typ Re: Tęsknię za amfą... 05.01.05, 11:30
          trzynasty miesiąc trwania w całkowitej abstynencji, trzynasty miesiąc walki o
          to by wrócić do normalności, trzynasty miesiąc walki z nastrojami, dołami i tak
          naprawdę walki z samym sobą, trzynasty miesiąc wmawiania sobie że tak będzie
          lepiej dla mnie i dla mioch najbliższych, trzynasty miesiąc... TĘSKNOTY...
          • hekate_mw Re: Tęsknię za amfą... 05.01.05, 12:37
            O tak, doskonale Cię rozumiem - walki z samym sobą i wmawiania sobie, że tak
            będzie lepiej dla mnie i moich najbliższych. Tak trudno jest żyć wziąż
            tęsknotą. Tak bardzo boję się wziąć jeszcze raz i równocześnie tak bardzo tego
            pragnę..
            • wredny_typ Re: Tęsknię za amfą... 05.01.05, 15:18
              gdyby nie fakt iż po latach brania nie odczuwałem już niczego przyjemnego
              zapewne trwał bym do dziś w nałogu... tęskniąc do normalności...
              • hekate_mw Re: Tęsknię za amfą... 05.01.05, 20:31
                Jest dużo racji w tym co piszesz... a tęsknota jest tak silnym pragnieniem, nie
                wiem szczerze mówiąc jak sobie z nią poradzić... Czuję że niedługo wpadnę,
                trzymam się resztką sił żeby nie stracić tego co zyskałam będąc w abstynencji
                (7-my miesiąc)Boję się, że nie wytrzymam. A jednak nie chciałabym brać ślubu
                (we wrzesniu mam) naćpana
                • okony Re: Tęsknię za amfą... 22.01.05, 04:41
                  Hmmmm , moje byle klimaty niestety . Nie bede sie tu duzo rozpisywal , ale cale
                  ( w 99% ) moje towarzystwo cpalo . I wiekszosc z nich dalej cpa . Wiekszosc bo
                  wielu juz z nich nie ma . I dlatego nikt tutaj nie da Ci zlotych rad ( moim
                  zdaniem ) bo w najlepszym wypadku czeka Cie szare zycie a wesolo bedzie jak
                  bedziesz wspominac czasy jak mialas jazde... przeje..e... ale chyba lepsze to
                  niz do piachu...
    • spiwor Re: Tęsknię za amfą... 22.01.05, 10:48
      Ale mi się tęskniąca włączyła. Nawet wszystkie złe rzeczy przez którerzuciłem spida wydają się fajowe. Głupie ale nawet taka historia wydaje się atrakcyjn i chciałbym do niej powrócić:
      Godzina piąta rano, zaczyna się szarówka zaraz będzie nowy dzień. Ocknięcie z letargu, leżę u siebie w pokoju,żyły pokłute ręce pełne siniaków, syf w pokoju na maksa, w myślach przypomnie nieco się działo w dzień i w nocy, kiedy i jakim cudem znalazłem się w domu we własnym łóżku - wniosek jeden"Mariusz chyba lekko przeginasz to był ostatni raz, wżyciu już nie zażyję, jak tylko będzie mi się chciało spać to wyrzucę cały sprzęt i białko, tak zrobię". Pół godziny później odzywa się pierwszy ptak za oknem, jego drążące mózg KRA jest nie do zniesienia, pokłóte ręce zaczynają boleć wyprostowanie rąk przychodzi z trudem i z bólem, cała skóra jest jak papier ogólnie zaczyna coś nie grać - myśli samenapływają do głowy "to będzie ostatni raz, wezmę teraz i nigdy już nie wezmę, przysięgam, zażyję wszystko co mam nie będę sobie porcjował, nie będ nic miał, nie zażyję, tak to dobry pomysł" szybki rytuał, pyknięcie i wjazd w Matriksa, szybkie wstanie, szybka kąpiel, świat jest idealny, tylko coś mi nie pasuje w pokoju gościnnym. Wyniesienie foteli, łóżka, ławy (szafki za ciężkie), odkurzenie dokładnie co do najmniejszego pyłku, czy niewidocznego blond włosa, co chwila kontrola poprzez chodzenie na czworaka po dywanie i kontrola oczami centymetr po centymetrze czy nic niezostało, potem tylko ustawienie spowrotem łóżka i foteli. Dalej coś nie gra. Wygładzenie narzut tak żebynie było żadnej zmarszczki. Dalej coś nie gra. Wzięcie linijki, kartki i długopisu. Ustawienie foteli,ławy i łóżka w idealnych proporcjach do siebie, do ścian, do szafek, do wzorków na dywanie, stanięcie w drzwiach pokoju wytarcieostatniego kurzyka przy progu, teraz to idealnie. Zajęło raptem cztery godziny. Szybka kąpiel(człowiek jakoś strasznie się poci po spidzie a na dodadek ten pot śmerdzi) przeszukanie domu za pieniędzmi, tragedia NIE MA!!, szybka ewakuacja z domu(obowiązkowo z książką w ręku) i do zaprzyjaźnionego kolesia który miał kłopoty finansowe i zajął się sprzedawaniem małej partii spida. Poczekałem na niego pod domem z godzinkę z niepewnością, przyjdzie czy nie przyjdzie, na szczęście przyszedł i dał na kreskę gramika. Szybkie wykręcenie się żeby koleś się nie przyłączył do mnie i na miacho. Tu jest bardzo przydatna książka. W tramwaju można usiąść i zagłębić się w książkę nie trzeba patrzyć ludziom w oczy i odczytywać ich myśli i zagłębiać się w coraz większą paranoję zamieniając się w małą wystraszoną myszkę w kącie widzącą zbliżającego się krwiożerczego kocura. Potem pójście w najlepsze miejsce we wrocławiu gdzie w spokoju można obserwować i odszyfrowywać świat. Jak się robi już ciemno czas wyruszyć w nieznane. Poprzez ścieżki nieznane, bramy, piwnice, nawet dachy, budynki różnych urzędów publicznych, parki cały czas od czasu do czasu podawać sobie dawkę spida i ocknąć się z letargu o piątej rano, zaczyna się szarówka zaraz zacznie się nowy dzień....

    • lachien Re: Tęsknię za amfą... 25.01.05, 16:50
      Trzymaj się. Ja nie wiem, czy mogę o sobie powiedzieć, że nie biorę. Bo minęło
      za mało czasu. Co ona ma takiego w sobie? Co może powiedzieć człowiek, który
      żywił się amfą przez 10 lat. Prawie codziennie? Boję się jutrzejszego dnia -
      nie chcę go. Życie bez prochu? Śmieszna egzystencja. Ale nie da się inaczej.
      Lustra wszystkie potłukłem - klasyczny przypadek przechodzisz, że nie możesz
      znieść tego potwora, który wydaje się Tobą, a już dawno nie jest. Najgorszy
      widok na świecie. Popatrzeć sobie w oczy. Ale nie rezygnuj w żadnym razie.
      Zazdroszczę Ci. Nie wiem czy ja dam radę - tyle razy już przegrałem.
      Pozdrawiam.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka