sandra2222
03.02.06, 19:49
Mój ojciec alkoholik niszczy moje życie, sprawa jest dosyć skomplikowana,
dlatego postaram sie po krótce ją przybliżyć. Już jako małe dziecko pamiętam
to że mój "tatuś" za kołnierz nie wylewał, moja mama nauczycielka nie miała w
nim ani wsparcia ani żadnego pożytku, ale wtedy jeszcze nie było najgorzej,
raz było lepiej raz gorzej, jakoś sie żylo, kiedy miałam 5 lat urodził się
mój braciszek kochany, mieszkaliśmy u mamy mojej mamy czyli naszej babci
(wspaniała kobieta), pamiętam awantury, pamiętam poobgryzane do krwi
paznokcie, wtedy moja mama rozważa decyzję o rozwodzie z moim ojcem, babcia
stara się ją przekonać żeby tego nie robiła, że ma dwoje dzieci i że one
potrzebuja ojca ( do dziś jak babcia to wspomina mówi że to największy bład w
jej życiu, że tak radziła), no i życie leciało, kiedy miałam 16 lat a mój
brat 11 mama zachorowała, wyrok brzmiał rak, w swojej chorobie w ojcu nie
miała wsparcia, pamiętam taka sytuację kiedy była na przepustce w domu i po
chemi źle się czuła ojciec jakby nigdy nic rozpijał flaszkę wódki z kumplami
w swoim zakładzie ktory sam prowadzł i prowadzi, po roku walki z chorobą mama
umiera, zostajemy sami, do dziś nie mogę się z tym pogodzić, i znowu życie
leci raz lepiej raz gorzej, mieszkamy nadal w domu mojej babci, w
międzyczasie zdaję maturę, poznaję chłopaka, po 7 miesiącach znajomości
postanawiamy że zamieszkamy razem, wprowadza sie do nas, ojciec ma do mnie o
to pretensje, zaczyna się staczać powolutku ale zaczyna, potem wyjeżdzam na
studia, zaczynamy wynajmować tu mieszkanko, ojcu nadal nie pasuje fakt że
mieszkamy razem, wstydzi się tego bo w jego przekonaniu najpierw ślub a potem
wspólne mieszkanie, na trzecim roku studiów biorę ślub, nie chcę słyszeć
gadania mojego ojca że tak nie wypada, mojej drugiej babci która jest bardzo
wierząca(mimo iż kazdy z jej synów żenił się dlatego że zaliczył wpadkę),
zaczyna się horror, ojciec pije na umór, miesięczne ciągi, jazda po pijanemu,
zabrane prawo jazdy, kilka razy rozbity samochód, straszenie nas tym że
popełni samobójstwo, wszyty esperal, pół roku spokoju, decyzja ojca o budowie
domu, nie chciał mieszkać ze swoją teściową, chciał poznać jakąś kobiete i
zacząć żyć normalnie, pieniądze które dostaliśmy z ubezpieczenia po zmarłej
mamie idą na kupno działki, zakup materiałów budowlanych, wszystko ładnie
pięknie, cieszymy się że ojciec wreszcie znalazł sens życia, ale to złudne
nadzieje, pewnego majowego dnia widzę go jak pije sobie piwko, myślę że to
już koniec, i nie pomyliłam się, od jednego do drugiego i poleciało, znowu to
samo, niedopuszczanie do kaca, wychodzenie w domu po zapasy nawet o 3 rano,
rzygowiny w zlewie w kuchni, moje kłotnie z nim, gdyby nie brat to nie wiem
co bym mu zrobiła, wpadałam w szał, dostawałam białej gorączki, pewnego dnia
nawet dałam mu w twarz, on już nie był dla mnie ojcem, był śmieciem zerem i
nadal jest, cała rodzina z jego strony zaangażowana w to żeby mu pomóc,
babcia , jego matka wini nas za wszystko co się dzieje, a ja się starałam jak
mogłam, po śmierci mamy sprzątałam, prasowałam, prałam, zmywałam, robiłam
kolacje i śniadania, ale nie otzrymałam za to dobrego słowa, według mojego
ojca było zawsze nie posprzątane ale upie..ne i umazane, doszło do tego że
matka mojego ojca dzwoniła do mojego 16 letniego brata z przykazaniem żeby
ten go pilnował, żeby mu nie pozwolił nigdzie wyjść, zaczełam się odsuwac od
rodziny mojego ojca bo czułam że oni winią nas za to co się działo, nie
odbierałam od nich telefonów bo wiedziałam co usłyszę, że mimo tego że ojciec
pije powinnam sprzątać , prać. itd. i nie potrafiłam powiedzieć swojego
zdania, przeciwstawić się, oni mnie zagnietli, swoimi żalami, pretensjami.
Stwierdziłam że nie chcę mieć z ojcem nic wspólnego, że to jest jego sprawa
co robi, w międzyczasie ojciec wylądował na odtruciu w szpitalu, co i tak nie
dało mu nic do myślenia i wrócił do swojego picia, Potem był ośrodek odwykowy
gdzie spędził tam 7 tygodni, dla nas to był cudowny okres, jak przyjeżdzałam
z moim mężem na weekendy do rodzinnego domu tam panował taki spokój, nikt się
nie martwił co będzie za chwilę, cieszyliśmy się. Wtedy co ojciec był w tym
ośrodku staraliśmy się bardzo byc dla niego wsparciem, jeździliśmy o niego co
weekend w odwiedziny, dzwoniliśmy niemal codziennie, miałam nadzieję że on
coś zrozumie, że oboje z bratem usłyszymy słowo przepraszam, że po powrocie
będzie starał się wszystko nam wynagrodzić, za dużo się spodziealiśmy, wrócił
bez żądnej skruchy, jeszcze może bardziej upewniony w tym że to on ma rację,
bo to jest człowiek o ciężkim charakterze, zawzięty w sobie, jak się już raz
zagniewa to koniec, nikt mu nie przetłumaczy, można go porównać do Hitlera,
bezduszny, bez żadnych ludzkich uczuć, wrócił i wytzrymał tylko dwa tygodnie
w abstunencji, i znowu wszystko od nowa, swoją teściową u której mieszka ma
za nic, pogardza nią jak tylko może, babcia jest dla niego śmieciem, któremu
można wszystko powiedzieć, probem jakby on to określił, mieszka w jej domu,
który budowała własnymi rękami, i z tego względu że po śmierci żony należy mu
sie jedna szósta tego wszystkiego korzysta i jest panem domu. Moja babcia
opłaca wszystkie rachunki, mimo iż on zajmuje całe piętro, w zimę kupuje
opał, pali mu w piecu, a on ją poniewiera jak szmatę, doszło nawet do tego ze
ta 72 letnia kobieta gotuje obiady dla siebie i mojego brata i nosi je
jeszcze temu pijakowi, przecież to woła o pomstwę do nieba. Mój ojciec
alkoholik za to jest bardzo mądry, bierze rentę rodzinną tylko dlatego że mój
brat się uczy, i po prostu przepija, tam w domu trwa walka o pieniądze, brat
zawsze wiem kiedy przychodzi listonosz i stara się być w domu, ale nie zawsze
może wtedy zostajemy z niczym. Pisałam pisma do zusu w porozumieniu z
kuratorem (którego ten pijak dostał), ale niestety nic to nie dało, bezduszni
urzędnicy. Najlepsze w tym wszystkim jest to że ten alkoholik ma zadłużenie
wobec zusu, i zus te długi ściąga z renty mojego brata(który jest
niepełnoletni i jego opiekun alkoholik pobiere rente za niego), wychodzi na
to ze 17 latek musi odpowiadać za postępowanie swojego ojca a nie na odwrót.
dla mnie to paranoja. Brat się uczy w liceum, ojca nie było z nim kiedy były
ważne chwile w jego życiu, egzaminy do liceum, wybieranie szkoły,
bierzmowanie, kocham brata bardzo, za niego dałabym sobie głowę uciąć,
pamiętam kiedy brat wyjeżdzał do internatu i prosił ojca o pieniądze na
opłacenie go, ten zapijał już któryś dzień z kolei i powiedział że nie ma (
mimo iz wziął rentę), wtedy złapałam go, brat go trzymał za ręce, wyrwałam mu
siłą 50 zł, tylko tyle miał, które pewnie ukrywał na alkohol, miał takiego
diabła w oczach, nienawidzę go.W międzyczasie jedna pozyczka, druga pozyczka,
brak pieniędzy na spłatę , wydzwaniaja wierzyciele, sprzedaż samochodu
którego byłam współwłaścicielem, pieniądze poszły na przelew. Chowana wódka,
brat mu ją zabiera, jazda po pijanemu ciąg dalszy, rozbity samochód, kilka
dni spędzanych niewiadomo gdzie, w międzyczasie tydzień góra dwa abstynencji,
zaszczane łóżko, obsrane spodnie, zarzygana łazienka, babcia sprząta, pierze,
a JA MÓWIĘ DOŚĆ TEGO. zabroniłam jej cokolwiek po nim sprzątać, zanosić mu
jeść, niech sobie sam radzi, niech zacznie w końcu odpowiadać za swoje
postępowanie, już mu brat nie zabiera wódki, dobrze wie o tym że i tak
pójdzie po następną. A jak wygląda to teraz, bez zmian, właśnie jest w ciągu,
pije sobie radośnie, wiecie co marzę o tym że kiedy pojadę do rodzinnego domu
żeby był spokój, najlepiej żeby go wogóle nie było bo sam widok tego
alkoholika przyprawia mnie o mdłości. Marzę o tym aby to nasze prawo się
zmieniło w końcu i zaczęło chronić roziny a nie alkoholików. Marzę o spokoju,
tak po prostu... dziś zerwałam z ogłoszenia numer do psychologa, wiem że
powinnam tam pójść, ale jak na razie schowałam t