Dodaj do ulubionych

czas się przyznać

15.06.06, 07:17
...że jestem alkoholikiem. Piję jakieś 8 lat. Raczej się nie upijam. Zawsze
miałem mocną głowę, a teraz pewnie się tylko wzmocniła. Piję 4-6 piw
codziennie. Może miałem 2-3 dni w ciągu tych 8 lat bez alkoholu. Najgorsze są
weekendy. Budzę sie wcześnie (5-6) i nie mogę spać, więc mówię sobie "strzelę
piwko-dwa i usnę". I tak się zaczyna. Sobota, niedziela - piwko. Poniedziałek-
cięzko. potem lepiej. Ale równia w dół. Wiem o tym. Zaszedłem w życiu wysoko,
ale teraz stoję w miejscu a zaraz zacznę spadać ... i to szybko. Mam zbyt
dużo do stracenia. Muszę się leczyć, ale... Jak większość mam problem z tym
prejściem od przyznania się do leczenie. Słowo ALKOHOLIZM jest tak mocne. Nie
chcę być nazywany alkoholikiem. Wolę np uzależniony. Boję się AA. Cały czas
odsuwam "ten moment" by nie pić. Kiedyś rzucilem palenie 31 grudnia i nie
zapalliłem już jakieś 10 lat. Może pocieszam się że z alkoholem też tak
potrafię. Ale nie potrafię. Jak zacząć sie leczyć by dalej normalnie
funkcjonować w społeczeństwie, pracy, rodzinie? Nie chcę być postrzegany jako
alkoholik.
Obserwuj wątek
    • tenjaras Re: czas się przyznać 15.06.06, 09:03
      witam bardzo :-)

      boisz się, bo choćby tylko podświadmie, ale wiesz, że musisz zmienić siebie,
      być może zaszedłeś wysoko, być może to tylko ułuda na potrzeby uzależnienia,
      pewnie myślisz o sobie, że jesteś nikim... AA cię wyleczy z takiego myślenia

      przejżyj te artykuły
      pracowniapsychologiczna.republika.pl/alkohol.htm
      • duze.piwko Jakie kroki? 15.06.06, 20:21
        Czytając podesłany link raczej ciężko podjąć decyzję o "zgłoszeniu się".
        Wygląda to jakbym miał pójść do jakiejś poradni; oni mnie tam spiszą,
        zdjagnozują i może wywiozą do szpitala psychiatrycznego na odtrucie itd!!!
        Pewnie się mylę, ale tak mi to wygląda. Czy zachowana jest poufność? czy na
        każdym kroku mogę decydować czy się podejmuję danego leczenia czy nie? Czy ktoś
        może mi podesłać link do jakichś wspomnień kogoś kto się przeznał i rozpoczął
        leczenie? chciałbym wiedzieć jak to wygląda po kolei.
        • rauchen Re: Jakie kroki? 15.06.06, 20:59
          nie bylam na detoxie osobiscie, wiec nie wiem jak to dokladnie wyglada,
          ale to na pewno nie w psychiatryku, tylko w normalnym szpitalu, kroploweczke
          podlaczaja i zostawiaja na kilka dni, w zaleznosci od twojego stanu.
          Robia badania, i patrza co tam ci juz wysiadlo, trzustka, watroba, serce itp.
          Mozesz sie sam zglosic, bez zadnej przychodni, jesli po odstawieniu alkoholu
          zaczyna sie z toba dziwnie dziac, typu goraczka, trzesionka, sraczka, zyganie
          niczym, zaczniesz slyszec glosy, biegajace myszki i pajaczki itp, wiec lepiej
          jesli faktycznie duzo piles albo przez dluzszy czas non stop, zglosic sie
          wczesniej, zeby uniknac tych nieprzyjemnnosci delirkowych.
          A potem juz nie pic i isc do przychodni lub na meeting AA, jak najszybciej
          zreszta, bo potem mozesz zaczac sie czuc lepiej, i dojdziesz do wniosku ze
          problem z alkoholem masz za soba...do czasu oczywiscie.

        • wojtech451 Re: Jakie kroki? 15.06.06, 21:36
          Chłop potrzebuje konkretów a dziewczyny uderzyły w dyskusję.
          Mamy przynajmniej dwie wspólne cechy: też rzuciłem palenie kilkanascie lat
          wcześniej i bazowalem na tym że skoro udało mi sie z papierosami to uda i z
          alkoholem. Jest w tym trochę prawdy ale z alkoholizmem jest trudniej.
          Piszę na własnym przykładzie.
          Po kolejnej porażce (wyrzucono mnie z kolejnej pracy) podjąłem decyzję:
          żadnych póśrodków, wyciszania picia, kontrolowania, przechodzenia na słabsze
          trunki, nie picia od rana itp. Wiedziałem już, że to nie pomoże.
          Poszedłem na całość - albo sie uda albo jestem skończony.
          Ponieważ byłem w ciągu załatwiłem sobie odtrucie w szpitalu. W trakcie odtrucia
          zaprzyjaźniona siostra oddziałowa (Jadziu - dziękuję!!!) załatwiła mi miejsce w:

          Wojewódzki Ośrodek Terapii Uzależnienia od Alkoholu i Współuzależnienia
          ODDZIAŁ/OŚRODEK TERAPII UZALEŻNIEŃ OD ALKOHOLU
          37464 Stalowa Wola Dąbrowskiego 7 844-88-08

          Pojechałem na rozmowę z przekonaniem że tu mi pomogą. Nikt inny tylko oni. Po
          rozmowie (szczerej do bólu) polecono mi zgłosić się za tydzień. Wytrzymałem ten
          tydzień na trzeźwo. Terapia trwała 6 tygodni. Zadnej farmakologii, tylko
          terapia grupowa, indywidualna, pisanie piciorysu, oraz wiele innych tematów
          których opracowanie zmusza do przemyśleń, zastanowienia się, przypomnienia
          wielu spraw z pijanego życia. Oczywiście obowiązuje tajemnica ale ludzie sami z
          czasem zaczęli mówić o sobie kim są, skąd przyjechali. Był ksiądz, dwóch
          lekarzy, dyrektor dużej firmy ubezpieczeniowej, matka znanej aktorki,
          biznesmen, rolnik, kierowca, facet z Florydy opłacił pobyt (nie wytrwał do
          końca) i wielu, wielu innych. Młodych (20-25 lat), sporo średniaków i ludzie
          pod sześćdziesiątkę. Oczywiście trzeba uczestniczyć w zajęciach, trochę
          angażowac sie w życie ośrodka. W każdej chwili można zrezygnować i wyjechać,
          nawet bez pożegnania - nie ma żadnych konsekwencji, oprócz Twojego własnego
          samopoczucia. Rezygnuje wielu - czytaj:przegrywa!!! Pobyt jest bezpłatny,
          żarcie dobre, pokoje dwu, czteroosobowe. Czysto, schludnie, terapeuci znają
          swój fach.
          Chcesz wiecej informacji napisz na priva.
          Mnie pomogło ale rzuciłem WSZYSTKO na jedną szalę z nastawieniem MUSI się udać!
          Odłożyłem wszystko na bok: rodzinę, pracę (już nie miałem), życie prywatne.
          Udało się, w sierpniu minie 4 lata bez alkoholu.
          Wspinam się od nowa w hierarchi życiowej.
          Osiągnąłem duzo, bardzo dużo a przyszłośc rysuje się wspaniale.
          A dlatego, że JESTEM TRZEŹWY !!!
          • e4ska Re: Jakie kroki? 15.06.06, 23:04
            Wojtku, o konkrety prosi dziś. I bardzo dobrze to się zapowiada, bez ślimaczenia
            w stylu nie chcę, ale popijam.
            Natomiast nie powiedziałeś, że wybrałeś typ terapii zamkniętej - chyba? A tam
            coraz dłużej się czeka, nieraz trzeba sporo zapłacić. z drugiej strony, jak się
            zapłaci, to się kupione szanuje.
            I że adresy poradni w ogóle są na stronie www.odwyk.pl.

            Wojtku, uważam, że jeśli ktoś chce przestać, a nie może, najlepszy jest odwyk
            zamknięty. Kiedy sama piłam, myślałam właśnie o takiej formie, nawet byłam
            pewna, że to jest miejsce strzeżone - nie przeszkadzałoby mi. Niemniej, jak
            bardzo zależy, można trzeźwieć już dzisiaj, przymierzyć się, powiedzieć sobie
            dość, wytrwałeś tydzień i dobrze było, trochę samodzielnosci to rzecz niezbędna.
            Natomiast chcę zwrócic uwagę, Wojtku, na rzecz następującą: przymusowe wysyłanie
            na odwyk zamknięty. Uważam, że jest to marnowanie pieniędzy. Tam powinni być
            tylko tacy, którzy sami chcą. Czytałam to, co napisał Fin. Dla tych, co nie
            chcą, tylko dochodząca. Po co zabierają miejsce takim, jak choćby Ty -
            przeszłego czasu. Jak myślisz?

            Zapiwiony, życzę odwagi, trzymaj się.
          • duze.piwko Re: Jakie kroki? 16.06.06, 08:20
            Właśnie - potrzebuję planu działania. Na leczenie zamknięte nie jestem gotowy i
            nie mam nawet jak tego wkomponować w swoje życie. jak mogę sobie
            pomóc "lokalnie"? Mieszkam w warszawie.
            • e4ska Re: Jakie kroki? 16.06.06, 08:48
              Na tej stronie www.odwyk.pl jest podział na województwa czy regiony, klikasz,
              masz adresy poradni. Powinny być czynne także dziś. Wybierasz najbliższą albo
              dalszą, są bez rejonizacji. Idziesz. Do rejestracji. Tajemnica taka jak w
              normalnych przychodniach lekarskich, ale skoro usługa jest refundowana, musisz
              podać swoje dane osobowe, nikt z nich użytku nie zrobi. Rejestrujący mnie pytał,
              czy przyszłam sama, o wykształcenie, no i o ubezpieczenie, ale podobno nawet
              nieubezpieczonych też szkolą. No i wyznaczają Ci termin pierwszego spotkania, to
              pierwsze jest rodzajem testu, zeby ustalić, czy czasem nie symulujesz, np. czy
              miałeś koszmarne sny, byłeś na izbie wytrzeźwień, pożyczałeś na gorzałę, no,
              zawsze cos tam się znajdzie takiego, że z czystym sumieniem możesz zostać
              leczonym alkoholikiem, nie bój się tego słowa.

              Potem się dowiesz, kiedy możesz zacząć terapię, np. są dochodzące popołudniowe,
              poranne, do wyboru, do koloru. Wiesz, ze przysługuje Ci zwolnienie na czas
              intensywnej terapii?

              Więc się nie namyślaj, mozesz najpierw potelefonować, a potem iść. No i
              współczuje tego zapiwienia, bo strasznie łatwo u nas o piwo, ale z drugiej
              strony lepsze piwo niż denaturat, choc mozna wytrzeźwiec nawet od takiego trunku.

              A potem, po powrocie, wypada napisać, jak było, i odhaczać się regularnie,
              żebyśmy się o Ciebie nie martwili:)
              • e4ska Re: Jakie kroki? 16.06.06, 09:21
                Doadam jeszcze, o czym początkujacy nie zawsze wiedzą: AA to nie to samo co
                poradnie. AA to ruch, stowarzyszenie, klub..., tam po prostu przychodzisz, bez
                dokumentów, i słuchasz, przyglądasz się, dowiadujesz. Z tego, co wynika z wielu
                wypowiedzi, niektórym AA wystarcza, żeby wytrzeźwieć i, co najwazniejsze,
                wytrwać w trzeźwości, bo widzisz, Zapiwiony, najgorsze jest nie to, że
                zamierzasz nie-pić, najgorsze jest to, że trzeba w nie-piciu wytrzymać. Postaw
                sobie ten zamiar na samym początku, powiedz: nigdy i zgódź się na nigdy, uwierz
                w nigdy, a zawsze znajdziesz sposób, żeby się tego nigdy wiernie trzymać.
                Pozdrawiam.
            • rauchen Re: Jakie kroki? 16.06.06, 11:13
              Tu masz adresy poradni w woj. mazowieckim - znajdziesz te Warszawe:

              www.psychologia.edu.pl/index.php?dz=pomoc&mapa=mazowieckie
              Osbiscie polecam Petre - to chyba ten adres:
              53. Poradnia
              Al.. Jerozolimskie 47m3
              00-697 Warszawa
              tel.: 0-22 629 25 85

              Chodzilam tam na organizowane wieczorem takie wolne spotkania dla osob
              zainteresowanych choroba alkoholowa - byli to nie tylko alkoholicy, ale rowniez
              osoby takie, ktorym udalo sie dobrze popic i trafic na detox, studenci dla
              poszrzenia wiedzy - prowadzone byly raz przez psychologa, raz przez terapeute,
              to znow przez alkoholika. Te spotkania niebyly w zaden sposob wiazace, po
              prostu troche wiedzy o alkoholizmie.

              Oprocz tego jest to osrodek leczenia alkoholizmu, i mozna tam skorzystac z
              pomocy.Ja sie tam nie leczylam, ale jerzy30, ktory tu rowniez czasem pisuje,
              pewnie tez by ci ja polecil.
            • wojtech451 Re: Jakie kroki? 16.06.06, 22:13
              duze.piwko napisał:

              > .....nie mam nawet jak tego wkomponować w swoje życie.

              Ech, duże piwko!
              Identycznie myślałem.
              Zapewniam Cię że da sie wkomponować.
              Wystarczy zmienić priorytety i zerwanie z alkoholem postawić ponad wszystko bo
              za jakiś czas nad wszystko postawisz alkohol.
              P.S.
              Weź lub daj sobie urlop, wyjedź, zachoruj, wszystko jedno, bierz sie za
              terapię - im wcześniej tym lepiej!
    • magtomal Re: czas się przyznać 15.06.06, 09:20
      Piszesz: Nie chcę być postrzegany jako alkoholik. Przecież otoczenie i tak
      będzie Cię postrzegać jako alkoholika, bez względu na to czy Ty sam przed sobą
      się do tego przyznasz czy nie. Boisz się, że pójście do AA czy na terapię,
      czyli przyznanie się do tego, że masz problem z alkoholem, uczyni z Ciebie
      alkoholika? Nie; jesteś nim wcześniej i otoczenie wcześniej niż Ty to
      dostrzeże. Nie miej złudzeń, że to Twoja tajemnica. Mój mąż też bardzo długo
      wmawiał sobie, że nikt wokół tego nie dostrzega.
      Piszesz, że dużo osiągnąłeś - im jesteś "wyżej", tym bardziej jesteś widoczny...
    • 7zahir Re: Jeśli chcesz się przyznać tak naprawdę 15.06.06, 10:42

      a nie pozornie, to nie zaczynaj tak jak ja
      4 lata temu od wygodnego przekonywania
      siebie, ze skoro zaszłam tak wysoko
      i swietnie sobie dotychczas radzilam,
      to poradze sobie równiez teraz.
      Przekopalam wtedy internet w poszukiwaniu
      "złotego srodka" lub przynajmniej super
      recepty - zbioru wskazówek - i piłam dalej.

      Co z tego, że "obryłam się" z tej choroby
      i uwazałam, ze wiem juz tak duzo, że sobie poradzę?

      Moje pijane szare komórki były sprytnym, przewrotnym
      sitem, które przesiewając zdobyte informacje
      tak je "przekabaciły", żeby nie być pozbawionym upragnionego dopalacza.
      Nie wiem czy jest sens polecania Ci książek,
      które dla mnie były zbawieniem,po terapii.

      Jedyne co mogę Ci od siebie przekazać
      to to, że od 3-ch lat fascynuje mnie nowe zycie i odkrywanie siebie
      już bez zakłamanego znieczulenia.

      Często powtarzam sobie polską wersję mantry wg 7-miu zasad huny:
      Jestem świadoma,
      jestem wolna,
      jestem skupiona,
      jestem obecna,
      jestem kochana,
      jestem silna,
      jestem uzdrowiona.

      Dzięki niej Czuję życie
      pełnią zmysłów i świadomością
      chwili Tu i Teraz.

      Pamietam moje opory przed brataniem się z alkoholikami w AA.
      Na pierwszy mityng szłam jak na szafot,
      tym mocniej więc odczułam ciepłe przyjęcie
      i fakt, że nareszcie ktoś mnie rozumie
      i nie muszę za wszelką cene udowadniać
      sobie i innym, ze jestem gwiazdą,mistrzem swiata we wszystkim co robię!
      Moglam byc po prostu sobą, ze swoimi słabosciami.
      Pamietam szacunek - jaki poczułam do kogoś mówiącego
      "pozal sie boze polszczyzną" tak zyciowo mądre słowa,
      że oniemiałam!!!
      Spróbuj - daję Ci słowo - że to nie boli!
      Idź i słuchaj nie oceniając.
      A potem napisz do mnie na maila - jak Ci poszło,
      bo ja zawsze dotrzymuje słowa.
      Zatem do przeczytania :-)


      • e4ska Re: Jeśli chcesz się przyznać tak naprawdę 15.06.06, 12:42
        Droga Zahir, prostując alkoholiczne ścieżki i wyplątując nowicjuszy z matni, w
        które zwabiam ich niczym Lorelei w odmęty denaturatów, bądź uczciwa i,
        zachęcając naszego bohatera do wstąpienia w szeregi AA i poddania się
        obowiązkowej terapii za pieniądze naszej przebogatej służby zdrowia, napisz mu
        uczciwie, jak wygląda porządna droga trzeźwienia - pozwolisz, że Cię zacytuję:

        "Na mityngach dochodziły do mnie tylko słowa w stylu:
        nie jestem alkoholikiem,
        miałem ostatnio wpadkę ( zapicie) itd.
        W efekcie czując się usprawiedliwiona ( im wolno to mnie też)po
        mityngu natychmiast
        kupowałam sobie piwo i upijałam się, mimo terapii na która
        chodziłam 2 razy a tyg.
        Oszukiwałam się tak jeszcze 6 miesięcy zanim pojechałam na leczenia
        zamknięte".

        Piwoszu. Moja droga jest niestety krótsza i pozbawiona towarzyskiego wsparcia.
        Wyszłam z morderczego ciągu bez detoksu, ale przeżyłam. Od czasu odstawienia nie
        piję. Wstępne spotkania z terapeutą rozczarowały mnie, niczego się na nich nie
        dowiedziałam, były dołujące, a podkreślanie bezbronności wobec alkoholu tak
        sugestywne... cud, że się nie napiłam. Uważam, że alkoholizm, który - jeśli jest
        chorobą, to przynajmniej najgłupszą z chorób - można pokonać, wystarczy chcieć.
        Prowadzę normalne, pracowite życie, bywam wszędzie, gdzie chcę bywać, martwię,
        czym się martwić trzeba, swoją alkoholową przeszłość szanuję, bo wiele w niej
        było dobrego, pracy, nauki, starań, dobrych uczynków, miłości, przyjaźni i
        radości. Książki szarlatańskie mam w głębokim poważaniu. Wolę dobrą literaturę.

        A co do Twoich problemów: pierwsza rzecz - nie pij nad ranem. Wytrzymaj. Lepsza
        bezsenność, możesz się nad sobą zastanowić, to zawaliłeś, tamto zawalileś, ale
        przecież jeszcze Cię nie wieszają. Jak się zamroczysz o świcie, cały dzień masz
        do d., i znowu, i w kółko. Piwo to najgorsze dziadostwo, spowalnia myślenie,
        usypia, śmierdzi, trudno się z tego wychodzi, bo jest wszędzie, osacza. I tak
        musisz przestać..., na terapię będziesz chodził pijany? I zaczniesz może płakać
        przed jakimś babskiem z poradni, widziałam, jak wychodził z pokoju taki jeden
        usmarkany. Się wzruszył... A ja, zamiast współczuć, obśmiałam go w duchu i
        pomyślałam o jego żonie, że ma babę, a nie chłopa, na dodatek rozbabranego
        mazgaja-alkoholika.

        Nie czekaj, "od jutra" to się można odchudzać, a nie pić zaczyna się teraz.

        • 7zahir Re: Jeśli chcesz się przyznać tak naprawdę 15.06.06, 18:30
          Nic nie rozumiesz Esko
          i chyba nigdy nie zrozumiesz.
          Twój problem, prościej wytłumaczyć sie po prostu nie da:-)
        • rauchen Re: Jeśli chcesz się przyznać tak naprawdę 15.06.06, 20:28
          esko,
          dla ciebie spotania z terapeuta moze nie byly wzruszajace,
          ale ty sama przyznalas, ze ty po prostu nie wspolpracowalas,
          nie chcialas siegnac glebiej pod pancerzyk, tam gdzie bolalo,
          ponadto sama gdzies kiedys napisalas, ze dla ciebie "pranie brudow" u pana
          terapeuty i mieszajac w to rodzine, byloby jakoby zdrada wobec tych bliskich.
          Ja nie mam takich oporow, ze kogos zdradzam, za to uczucie ze uwalniam siebie.
          Czesto tak sie zdarza, ze zbiera mi sie lzy, czasem nawet i placze. Wracam do
          domu, i pierwsze co robie to ze zmeczenia ide sie przespac, niewazne czy
          spotkanie bylo o 2 w poludnie czy 6 wieczorem. Zmeczenie przechodzi, i dopiero
          wtedy wracam do zycia.
          Tyle ze ja wiem o tym juz bardzo dobrze, ze moje problemy pochodza w pierwszej
          kolejnosci z tajemnic, ktore sie zbieraly od dziecinstwa, i tak sie te
          tajemnice zbieraly cale zycie, zrobily sie z tego tony malych tajemnic, ktore
          ciaza i trudno z nimi isc dalej.
          Tyle ze tajemnica, wystarczy ze powiesz ja jednej osobie, przestaje byc juz
          tajemnica. I w ten sposob trace na wadze, staje sie lzejsza w sensie duchowym.
          A to jest bolesne.
          Tez tam na poczatku mialam jakies opory zeby gadac, ale potem doszlam do
          wniosku ze to tylko lekarz, psychiatra, i nawet jak bzdur nagadam, to zdaje
          sobie sprawe z tego ze ona nie takich w zyciu pewnie szajbusow spotkala, nawet
          jesli jej wiedza jest tylko syntetyczna, ma spojrzenie z zewnatrz na moje
          problemy, obowiazuje ja tajemnica lekarska, wiec nie wygada zaraz po moim
          wyjsciu calej administracji moich "niezwyklych" tajemnic zyciowych.
          Ja tam chodze i sobie gadam, nawet na bliskich, ale to jest jedyny sposob zeby
          urazy wobec tych osob wyszly na zewnatrz, a wywalenie takich urazow wobec tych
          bliskich mogloby byc dla nich krzywdzace bardziej, moglyby nawet zaognic
          jeszcze bardziej kontakty, a to nie jest cel szukanie nowych konfliktow.

          Co do tego "wzruszonego alkoholika" i jego biednej zony, co to ma babe nie
          meza, no coz esko, masz prawo do swoich ocen. Tylko ze nie wiesz co i jak
          naprawde bylo. A nie pomyslalas, ze moze ta biedna zona nie raz przez niego
          plakala - i co lepiej jej bylo?
          Lepiej jej bylo patrzec na moze zapitego, zaszczanego,smierdzacego, nie tylko
          usmarkanego meza meza?
          Lepiej by bylo zeby ten ow malzonek wrocil do domu zamiast z przychodni z
          knajpy, i zademonstrowal swoja meskosc w tylu baba do garow i wpier***?
          Wiesz, moze ty masz dobrego meza ktory wciaz dba o to by twoje kiedys ulubione
          trunki wciaz znajdowaly sie w barku. No i dobry, bo moze on akurat nie jest
          alkoholikiem, i wiedzial, kiedy ci pokazac drzwi (te od przychodni tez), nie
          placzac i nie smarkajac przy tym.
          • e4ska Re: Jeśli chcesz się przyznać tak naprawdę 15.06.06, 23:30
            Rauchen, nie miało mnie co boleć, bo nie zaczęłam terapii.

            Zasmargany faktycznie mnie rozbawił. Wiem, że nie wolno śmiać się z cudzego
            nieszczęscia, ale zdarza się.

            Ludzie, których los zetknął ze mną, zawsze mogą być pewni, że - kamień w wodę.
            Może to Cię dziwić, ale lojalność, dyskrecja to dla mnie rzecz święta. Mogę
            plotkować, mowić o swoich osobistych sprawach tylko z tymi, ktorych wybieram, i
            nigdy nie może to być osoba z urzędu. Również przed sądem masz prawo odmówić
            składania zeznań, jeśli sądzony jest ktoś bliski. W pewnym sensie: dyskrecja
            jest ważniejsza niż moje życie. Dlatego też, Rauchen, brak alternatywnych form
            terapii jest poważnym błędem systemu. Ja poszłam do poradni po wiedzę, a nie
            żeby się wygadać.

            Tajemnica wygadana boli tak samo jak nie wygadana. Przynajmniej mnie. Nie zawsze
            więc działa wygadanie. Ja sobie wszystko muszę logicznie, na chłodno,
            przemyśleć, a druga osoba tylko by mi przeszkadzała.

            Muszę mieć coś własnego na tym świecie, Rauchen. Mam siebie. Nie jest ważne, że
            piłam. Oprócz tego zrobiłam wiele ważnych rzeczy. Te trzy słynne na pewno.
            Posadzić drzewo. Więc sadziłam las i sad. Zbudować dom. Budowałam - dosłownie -
            dwa. Nie dla siebie, tak wyszło. No i urodziłam syna. Co prawda w oryginale
            chodzi o "spłodzić", ale trudno, z tą doskonałościa nie zawsze się udaje:)
            • baasil Re: Jeśli chcesz się przyznać tak naprawdę 16.06.06, 09:35
              mnie pomogła terapia profesjonalna w ośrodku uzależnień (macie w Warszawie
              świetne lecznice) i AA.i nie piję ponad trzy lata.i dzięki temu odzyskałem
              najcenniejszą rzecz w swoim życiu: siebie!(godność i człowieczeństwo).
              na początek najprostsza recepta na niepicie:wstając rano mówię sobie - dziś się
              nie napiję.(działa, w przeciwieństwie do dawnego - od jutra nie piję)
              jeszcze do eski: nie znam prawd absolutnych. i bez urazy: współczuję ci
              twojego strachu.
              • e4ska Re: Jeśli chcesz się przyznać tak naprawdę 16.06.06, 10:06
                Bazyli, ja nie musiałam odzyskiwać ani godności, ani człowieczeństwa. Niby
                traktujecie "chorobę" alkoholową niczym jakiego raka, często widać tego rodzaju
                porownania, zwłaszcza natrętnie: jakbyś leczył szkarlatynę sam, bez lekarza?, i
                co, chory na szkarlatynę ma godność i człowieczeństwo, a ty, chory, nie miałeś?

                O jakim strachu mówisz? Czego niby sie boję? Podpowiem: jedyne, czego sie boje,
                to nędzy. Choroby cięzkiej i prawdziwej. Cierpienia. Katastrof losu. Zresztą
                nawet nie mozna tego nazwać strachem, to raczej świadomość kruchości naszego
                istnienia. Przed tym żadna trzeźwośc nie uchroni:)
                • baasil Re: Jeśli chcesz się przyznać tak naprawdę 16.06.06, 13:02
                  - "nie miało mnie co boleć,bo nie zaczęłam terapii"
                  - "tajemnica wygadana boli tak samo jak nie wygadana"
                  - "o jakim strachu mówisz?czego się niby boję? ...... cierpienia......"
                  sprawdź sobie.
                  z całym szacunkiem.
                  ( a tak właściwie to dlaczego przestałaś pić? )
                  • rauchen Re: Jeśli chcesz się przyznać tak naprawdę 16.06.06, 13:16
                    "tajemnica wygadana boli tak samo jak nie wygadana"

                    opowiadal facet, ktory w chwili obecnej jest lat 30 trzezwy dzieki tylko AA

                    bal sie wygadania, i opowiadania o sobie swojemu sponsorowi, czyli osobie
                    zaufanej, bo myslal sobie tak:
                    no i bede musial mu np powiedziec ze jak sobie pilem, to potem na kacu czesto
                    sie masturbowalem, no i potem przyjde na drugi dzien na meeting, wszyscy na
                    okolo popatrza na mnie, niektorzy podejda, i z przyjacielskim klepaniem po
                    plecach z dziwnym usmiechem sie spytaja: No i jak tam, Tommy, dalej sie
                    masturbujesz?

                    zwyczajnie, taki brak zaufania do ludzi, te chowanie tajemnic bo brzydkie i
                    nieprzyjemne, a alkoholik kocha te swoje tajemnice, i boi sie ze pojda w eter,
                    i ta obsesja, jak u mnie byla, ze wszyscy sasiedzi nic innego nie robia, tylko
                    stoja caly dzien w oknach, i sprawdzaja czy ja czasem nie wyjde nachlana z domu
                    po kolejny zapas alkoholu.
                    7 miesiecy temu jak juz wytrzezwialam to powiedzialm sobie: pier*** sie kobieto
                    z takimi obsesjami w leb!!!
                    i tak zrobilam, i mam gdzies co sobie sasiedzi o mnie mysla, bo od 7 miesiecy
                    nie widzieli mnie pijanej, wiec pewnie i w oknach juz nie stoja, zeby sprawdzic
                    czy wychodze pijana

                    :))))))
    • chevrolett Re: czas się przyznać 17.06.06, 19:24
      trzymam kciuki, wierzę, że z tym wygrasz.. powodzenia!
    • duze.piwko sobota - bilans 17.06.06, 20:30
      Sobota. sukces - żadnego piwa z rana. zawziąłem sie o stwierdziłem, że muszę
      usnąć bez wspomagaczy. reszta dnia oczywiście zgodnie z planem nad wodą,
      słoneczko i ... piwo. Ale nawet nie walczyłem. Plan na jutro - żadnego piwa
      rano. Potem tak. Plan na poniedziałek - zero alkoholu. Byłby to pierwszy dzień
      od lat. Zobaczymy. Muszę spróbować. jak się okaże, że marnuję czas, przejdziemy
      do planu B.
      • yuraathor Re: sobota - bilans 17.06.06, 20:39
        tylko się uśmiechnąłem czytając PLAN
        • wojtech451 Re: sobota - bilans 17.06.06, 22:28
          yuraathor napisał:
          > tylko się uśmiechnąłem czytając PLAN

          Yuraathor wie, ja wiem, inni wiedzą ale dużepiwko jeszcze nie wie.
          Ale sie dowie i niestety wyjdzie na nasze...
          • duze.piwko Re: sobota - bilans 17.06.06, 23:02
            Ja to też wiem. Wiem, że macie rację, ale każdy musi przejść ten proces. To
            jest oszukiwanie się, ale podczas tego oszukiwania próbuje znaleźć namiary na
            AA i leczenie. Jestem alkoholikiem. WIEM O TYM.
            • e4ska Re: sobota - bilans 17.06.06, 23:48
              Za Duże Piwo, a ja cieszę się, na przekór starym wyjadaczom :)), że było bez
              tego piwa o świcie. Bo już udowodniłeś, że potrafisz wytrzymać - chociaż
              troszkę. Może ogranicz te jutrzejsze plany, co Ci szkodzi, jakbyś tak jutro bez?
              Bierze się po prostu dużo wody, radzą niegazowaną, ale gaz alkoholikowi nie jest
              straszny, i pij tyle, ile możesz, żeby dla piwa w żołądku miejsca zabrakło.
              Tylko nie zakąszaj baranem z siarką, bo to specjalność smoków, a nie nowicjuszy.

              Słuchaj, nie rób głupich planów, próbuj od razu na maxa... Mówiłam, że z piwa
              ciężko wyleźć, bo gdzie nie spojrzysz, tam ktoś żłopie, a jak jutro napiszesz,
              że wytrwałeś, to zaczniemy odliczanie:)

              • paulsixtus Do E4ska 18.06.06, 00:57
                E4ska:

                Swoja niechęć do wszelkiego rodzaju terapii zostaw dla siebie. Twoje dzialanie
                porownac moge do oferowania pielgrzymujacej osobie ze skaleczonymi nogami -
                bandazu, zamiast wskazania mu dworca, z ktorego moze bezpiecznie jechac dalej w
                droge, nie narazajac swoich nog na bezsensowna bolesc.
                Nie uczestniczylas w terapii, jak piszesz - natomiast Twoje zdanie na jej temat
                jest jednoznacznie negatywne i nie stac Cie na nic innego, jak tylko pogarde
                wobec niej.
                To,ze akurat Ty nie masz odwagi siegniecia do sedna alkoholizmu, nie oznacza, ze
                kazdy musi tchorzyc i tylko z tego tchorzostwa - nie pic.
                Radze tez zapoznac sie ze statystykami - ile osob daje sobie rade na trzezwo po
                terapii, ile bez niej.
                Pozdrawiam
                PaulSixtus



                • e4ska Re: Do E4ska 18.06.06, 01:26
                  Zdaje się, że coś Ci się pomyliło: chłopak, który założył wątek, idzie na
                  terapię. Jeśli uważasz, że komuś, kto ma zamiar dopiero w poniedziałek zaczynać
                  zapisywanie, należy doradzać picie piwa w niedzielę, to się bardzo mylisz. Chyba
                  że, według Ciebie, rozpoczynanie nauki trzeźwości powinno zaczynać się na piwnym
                  kacu.

                  Mam zdecydowanie negatywne zdanie na temat terapii. Uważam, że sens pielgrzymki
                  polega na chodzeniu, nawet z zabandażowanymi nogami, a nie na pójściu na
                  dworzec. Nie myl pielgrzymowania z turystyką.

                  Pleciesz, tak, bo to nie ma sensu, że terapia ma "nie boleć", a bez przerwy
                  podkreslacie, drodzy fani, że terapia boli, zwłaszcza na początku. Z terapią
                  jest tak łatwo i cudownie, a zaraz obok, że tylko odważny może się zdecydować.

                  Odwaga polega nie na tym, że się idzie czy sie nie idzie na terapię, odwaga
                  polega na tym, że się nie pije.

                  Co do statystyki: czy mój przypadek jest do niej wliczony czy nie? Bo jeśli mnie
                  nie policzono, i wielu innych, którzy nie piją bez pomocy terapii, to taką
                  statystykę możesz powiesić w kibelku poradnianym - oszczędzają na papierze,
                  byłam, zobaczyłam, poczułam.
                  • paulsixtus Re: Do E4ska 19.06.06, 04:01
                    >Jeśli uważasz, że komuś, kto ma zamiar dopiero w poniedziałek zaczynać
                    > zapisywanie, należy doradzać picie piwa w niedzielę, to się bardzo mylisz.

                    Na pewno nie mozna mu tego doradzac - ale odradzac, nie ma najmniejszego sensu.
                    I tak zrobi, co zechce. Jesli jest uzalezniony, to z pewnoscia nie znajac
                    mechanizmow choroby, kierujac sie pijanym mysleniem, po to piwo siegnie.
                    Na kacu dobrze isc do poradni. W dodatku na olbrzymim - na dluzej sie go
                    zapamieta. Najlepiej,zeby byl to jeszcze kac moralny.

                    > Pleciesz, tak, bo to nie ma sensu, że terapia ma "nie boleć", a bez przerwy
                    > podkreslacie, drodzy fani, że terapia boli, zwłaszcza na początku. Z terapią
                    > jest tak łatwo i cudownie, a zaraz obok, że tylko odważny może się zdecydować

                    Biorac pod uwage Twa przebogata erudycje, pojac nie moge, jak moze ona isc w
                    parze z tak bezladnymi, nielogicznymi kontrargumentami.
                    Zabandazowane solidnie nogi- moga nie bolec, ale mozna je w ten sposob
                    doprowadzic do stanu jeszcze powazniejszego. Czasem warto mierzyc sily na
                    zamiary i po prostu wsiasc w autobus.
                    Terapia okazuje sie cudowna i pomocna, jesli odnajduje sie w niej zrodlo swojego
                    picia i wie sie, co trzeba w sobie poprawic.
                    >Odwaga polega nie na tym, że się idzie czy sie nie idzie na terapię, odwaga
                    > polega na tym, że się nie pije.

                    Abstynencja to dopiero pierwszy krok. Najwazniejszy, ale nie jedyny.Alkohol robi
                    spustoszenie w sferze cielesnej i duchowej i jesli sie tymi wszystkimi sferami
                    nie zajmiemy, zyjemy ciagle w alkoholowym syfie. Alkoholizm jest choroba
                    dokladnie zbadana, jego mechanizmy sa doskonale poznane, ale oczywiscie, mozna
                    udawac, ze nic nie ma. Mozna do konca nie przyjmowac do wiadomosci,ze ma sie
                    raka pluc i do bolesnego konca zycia, brac syrop na kaszel.

                    > Co do statystyki: czy mój przypadek jest do niej wliczony czy nie? Bo jeśli mni
                    > e
                    > nie policzono, i wielu innych, którzy nie piją bez pomocy terapii, to taką
                    > statystykę możesz powiesić w kibelku poradnianym - oszczędzają na papierze,
                    > byłam, zobaczyłam, poczułam.

                    Z pytania tego wylania sie Twoje poczucie wyjatkowosci...Jesli Tobie z tym
                    wspaniale - to pozostaje przyklasnac.
                    Statystyki nie sa jednak wymyslem zwolennikow terapii - a WHO.

                    Prosze, jesli masz zamiar dalej sie wypowiadac - zrezygnuj z tonu pogardy wobec
                    form terapii. Terapii wobec choroby. Alkoholizm to choroba. Mozna ja leczyc...
                    PaulSixtus




            • rauchen Re: sobota - bilans 18.06.06, 00:07
              tu podalam ci juz namiary na przychodnie:

              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=176&w=43641671&a=43691409
              czyli jesze raz:

              przychodnie w mazowieckim:

              www.psychologia.edu.pl/index.php?dz=pomoc&mapa=mazowieckie
              meetingi AA, moze byc juz jutro zamiast porannego, poludniowego, czy tez
              wieczornego piwa,
              adresy wawa:

              www.aa.org.pl/regiony/index013.htm
              pozdrawiam

              • baasil Re: sobota - bilans 18.06.06, 15:04
                odnośnie planu - mam takie powiedzenie:"jeden planował ,że piernie i się zesrał"
                dopóki stosowałem: od jutra nie piję - piłem.gdy zacząłem stosować: dziś się
                nie napiję - nie piję.od ponad tysiąc ileś tam dni.i jak mi się pytają: ile ty
                już nie pijesz?odpowiadam:"baaardzo długo,odkąd dziś rano otworzyłem oczy".
                fakt,że patrzą jak na wariata,ale to ich problem.(inne moje ulubione :czemu
                nie piję? bo jestem alkoholikem. no, to dopiero szczeny opadają.)
                każdy moment jest dobry,do podjęcia decyzji by nie pić.tylko nie odkładany na
                później.bo później można nie zdążyć.(gdy przestałem palić,to z początku nie
                paliłem przez godzinę,potem następną i następną.tak było mi łatwiej.dziś nie
                palę ponad dwa lata)
                żyję tu i teraz.tylko dziś sie liczy dla mnie tak naprawdę.to trudne,ale mnie
                pomogło i wiem,że warto.
                • finlandia07 Re: do duze piwko 18.06.06, 16:55
                  jesli i tu moge swoje 3 grosze to chcialbym tylko napisac ze terapie odkladalem
                  zawsze na potem,bo nie bylo czasu,wazna praca,terminy itd.oczywiscie pilem
                  nadal pograzajac sie jeszcze bardziej,do tego stopnia ze jak juz sie
                  zdecydowalem,musialem czekac 4 miesiace.czekalem i pilem.dobrze ze nie dluzej
                  bo bym mogl nie wyrobic.
                  wiec jak juz doszedles do tego kim jestes,rzuc wszystko i zawalcz o swoje
                  zycie. byl ze mna na terapii gosc ktory zbyt dlugo czekal.nie doczekal.swiat
                  skurczyl sie o jeszcze jednego ktory nie zdazyl...
    • duze.piwko niedziela 18.06.06, 21:10
      rano nie było żadnego alkoholu. aż do 14, kiedy to pojechaliśmy na spacerek.
      było piwko. jutro zamierzam sie sprawdzić.
      A propos Waszych dywagacji. Nie interesuje mnie sposób w jaki chcę osiągnąć to
      co chcę. Nie muszą to być żadne meetingi AA. Od 8 lat popijam, ale nie znaczy
      to, że już leżę w rynsztoku. Z tego co widzę to 70% otoczennia jest w takim
      stanie jak ja. Może to normalka i tylko ja jestem przewrażliwiony? Ale
      przeszkadza mi ten stan i chcę z tym skończyć. Ale czy muszę od razu przestać
      pić alkohol kompletnie? wolałbym pić okazyjnie byleby nie codziennie. Nie
      oczekuję cudownych rad, ale wskazówek - co robić. Prawdę mówiąc śledzę posty
      tych nawróconych od jakiegoś roku i mnie one przerażają! Wyglądają jakby pisali
      je ludzie z SEKTY. Rozumiem, że terapia i przestanie picia to coś szczególnego,
      ale żeby aż tak to wyrażać? ...jutro poniedziałek i następny sprawdzian :)
      • 7zahir Re: niedziela 18.06.06, 21:34
        Przeczytaj :
        "Grzech czy choroba" Wiktora Osiatyńskiego
        "Leczenie uzaleznionego umysłu" - Lee Jampolskiego
        Sam wyciągniesz wnioski.
      • e4ska Re: niedziela 18.06.06, 21:55
        Ech, drogi Bracie w Piwie, zdecydowanie humor Ci się poprawił, a może to kto
        inny pisał wcześniej ze strachem:

        "Ale równia w dół. Wiem o tym. Zaszedłem w życiu wysoko,
        ale teraz stoję w miejscu a zaraz zacznę spadać ... i to szybko. Mam zbyt
        dużo do stracenia. Muszę się leczyć, ale... Jak większość mam problem z tym
        prejściem od przyznania się do leczenie. Słowo ALKOHOLIZM jest tak mocne. Nie
        chcę być nazywany alkoholikiem. Wolę np uzależniony. Boję się AA".

        Sam pisałeś o leczeniu, o namiary prosiłeś, a teraz udajesz, że nic się nie
        stało. Jest to, drogie Piwo, normalka w sekcie nienawróconych samooszukiwaczy.
        Starszyzna forumowa wzruszy ramionami przekonana, że wcześniej czy później
        spokorniejesz, ale ja pokory życzyć nie mam zamiaru, lubię ludzi samodzielnych i
        hardych, powiem: spróbuj, może wytrzeźwiejesz moim sposobem, ale jedno jest
        pewne - zero alkoholu. Niech sobie pije 99 procent, a Tobie na co?

        Narażając się wyterapeutyzowanym - z ich punktu widzenia źle, że to powiem: jest
        jednak sukcesem, że dzisiaj i wczoraj bez porannego picia wytrwałeś, 14 to nie
        6, a choć dzisiaj w powietrzu czai się jakiś smutek wrześniowy, pewnie miałeś
        miły dzień, bardziej trzeźwy... I o to chodzi w trzeźwosci, choćby w tak tutaj
        wyśmiewanym samoograniczaniu picia, że jest po prostu lepiej... choćby na jakiś
        czas, aby sobie wszystko rozsądnie przemyśleć.

        Trzymaj się i nie nadużywaj, jutro planowałeś "bez", ciekawe, jak pójdzie:)
    • letek17 Re: czas się przyznać 19.06.06, 10:23
      Przyjmij do wiadomości, że nie wszyscy ludzie chodzący na mityngi leżeli w
      rynsztoku. Moje dno nie polegało na tym, że pies sikał mi do ucha, choć nie wiem
      czy nie wolałbym takiego. Dna nie można porównać - bo każdy ma swoje.
      Życzę Ci nie pokory ale łaski, szczęścia, trafu ( wybierz co chcesz) byś w jak
      najmniej bolesny dla innych sposób dotknął swojego i powiedział: tak dalej nie
      chcę już żyć. Nie, że niemogę, bo bolą konsekwencje, bo się boję bo..... ale nie
      chcę!!!! Pomimo, że życie boli, świat do dupy, nic nie ma sensu, że się boję, że
      wszyscy...!
      Ludzie zazdrościli mi kiedyś postępu w zmianach, teraz zadowolenia z życia. To
      tylko dzięki temu, że kiedyś powiedziałem sobie, że ja już nic nie chcę wiedzieć
      lepiej co jest dla mnie dobre, że moje myślenie zbankrutowało, że czas je zmienić.
      Wiem, że to trudne, tylko pomyśl czy upór przy nim jest warty tego byś za jakiś
      czas mógł nad szklanką dykty opowiadać jak wysoko kiedyś zaszedłeś i jak tak
      pięknie z tych wyżyn spadałeś?
      Czy jesteś w stanie zamienić to bo na, pomimo, że? Chyba jeszcze nie.
      Twój problem, Twoje życie, Twoje wybory. Pogody Ducha. Letek
      • e4ska Re: czas się przyznać 19.06.06, 10:38
        Piszesz, Letku, że jesteś zadowolony z życia:
        "To tylko dzięki temu, że kiedyś powiedziałem sobie, że ja już nic nie chcę
        wiedzieć
        lepiej co jest dla mnie dobre, że moje myślenie zbankrutowało..."

        Słodka niewola, szczęśliwe kajdany...

        "Czy niewolnik może być szczęśliwy?"
        Tak, Mistrzu, pod warunkiem, że wyjmą mu z głowy dupościsk bolesny.

        W pierwszej kolejności: Wielkiej pogody w piękny pogodny poniedziałek wszystkim,
        którzy przez cztery dni solidnie pracowali na cdn.

        A Tobie, Letku, po prostu pogody:)
        • e4ska Re:Metoda na piwo 20.06.06, 10:55
          No jak tam trzeźwienie Twoje, Piwo? Sprawdza się sposób: w niedzielę po
          czternastej, w poniedziałek nic? Czy może jednak po czternastej i w poniedziałek
          nad ranem od nowa?
          Jak idzie? Co postanowiłeś? Napisz co nieco:)))
    • duze.piwko Wtorek 20.06.06, 14:46
      Witam. jestem dzisiaj w świetnym humorze bo pierwszy raz od jakiś 2 lat nie
      wypiłem ani grama piwka wieczorem!!! Bardzo mnie to podbudowało bo w
      przeszłości nawet robiąc badania krwi na drugi dzień rano nie byłem w stanie
      nie wypić piwa dzień wcześniej i wyniki wychodziły mi z kosmosu. Poszło dość
      łatwo, ale nie odważyłem się iść na wieczorne zakupy by nie kupić alkoholu
      (dobrze, że miałem coś w lodówce). Niestety plan nie powiódł się całkowicie bo
      wypiłem jedno piwko rano z niedzieli na poniedziałek o 4:00. Przebudziłem się i
      nie mogłem zasnąć ... no i miałem jedno piwko i poszło. Cholera! Nad tym muszę
      popracować na początek. Ale potem cały dzień nic, wieczorem nic, na drugi dzień
      rano nic. I teraz też mi się nie chce, choć w dzień (prócz weekendów i wakacji)
      nigdy nie pijałem. Mam zamiar zaliczyć więcej dni alkohol-free, ale w tym
      tygodniu mi się nie uda, bo dzisiaj mecz, a potem 2 dni z rzędu firmowa kolacja
      z kontrahentem. Ale może pokuszę się w środę. Po weekendzie spróbuję dłużej.
      • e4ska Re: Wtorek 20.06.06, 22:24
        Słuchaj, Piwo: to, co się z Tobą teraz dzieje, wszyscy znamy.

        Gdy alkoholikowi wysiada organizm, tak jak Tobie, wtedy po raz pierwszy szuka
        pomocy wśród innych ludzi. Zaliczyłeś.
        Ma pierwsze trudnosci społeczne, np. w pracy. Zaliczyłeś.
        Pojawia się zamiar leczenia (ale nie żeby rzucać picie). Zaliczyłeś.
        Ogranicza picie. Zaliczyłeś.
        Ogranicza, bo wie, że dotychczasowe dawki były niebezpieczne, a alkoholik chce
        pić, nawet za cenę niewielkich wyrzeczeń. Zaliczyłeś.
        Cieszy się ogromnie, bo organizm trochę odetchnął. Zaliczyłeś.
        Wyśmiewa się z głupków, którzy nie piją. Zaliczyłeś.
        Może w takiej sytuacji planować dalsze picie. Zaliczyłeś.
        Cieszy się z góry na pijaństwo. Zaliczyłeś.
        Szuka pretekstów - mecz, kontrahenci. Zaliczyłeś.
        Uważa, że jest bardzo mądry, bo znalazł świetną, własną, oryginalną, żaden
        głupek na to nią wpadł, metodę na wytrzeźwienie. Zaliczyłeś.

        To wszystko raptem w kilka dni. Cholernie szybkie tempo. Z tą oryginalnością to
        bym nie przesadzała, na forumach różnych jest takich na pęczki. Długo szukają
        swego dna. Może lepiej, jak Ci tu ktoś już napisał, żebyś zarył w glebę, z kacem
        polazł na detoks i zrobił terapię. Przykro jest patrzeć na takie piruety, Piwo.
        Przecież tam, po Twojej stronie, siedzi przed monitorem bezradny człowiek,
        któremu nie można pomóc:(
        Ale przynajmniej nie możesz mowić, że nikt Cię nie ostrzegał...
        • duze.piwko Re: Wtorek 21.06.06, 09:49
          Absolutnie się z tym wszystkim zgadzam. Pewnie łatwiej tym co spadli na dno. Mi
          się wydaje, że jeszcze jest inne wyjście, ale mam świadomość, że go nie ma.
          Dojrzewam do poważniejszych decyzji, ale nie mogę ich przecież podjąć w 24
          godziny. Sama piszesz, że "cholernie szybkie tempo" więc sugerujesz zwolnić.
          • tenjaras Re: Wtorek 21.06.06, 10:14
            ja piłem tylko z jednego powodu - byle powodu, ale musiałem dojrzeć do tej
            świadomości, moje dno było głebokie, na tyle głębokie, że nie mam zamiaru tam
            wracać i zrobię wszystko w tym kierunku i bezwarunkowo - rozumiesz różnicę
            między nami?
          • e4ska Re: Wtorek 21.06.06, 14:06
            W pewnej humanistycznej nauce zwykło się uważać, że patologia przyspiesza te
            społeczne, czyli zachodzące wśród ludzi procesy, ktore normalnie zachodzą bardzo
            powoli, wręcz niedostrzegalnie. A Ty znalazłeś się, Piwo, własnie w sytuacji
            patologicznej, stąd przerabiasz szybciutko te doznania, co innemu, niepijącemu
            np., przychodzą powoli - on się nie musi spieszyć, nie musi szybko rozstrzygać,
            nic mu nie grozi.

            "W życiu każdego pijaka nadchodzą chwile, że zadać sobie musi pytanie"... no i
            to się stało teraz, z Tobą. Jest to bardzo ciężka chwila, Piwo, ja to wiem i
            inni wiedzą, rozpacz, upokorzenie, a jesteś tylko sam ze sobą. Nie dajesz sobie
            rady, gdy ze sobą rozmawiasz? - może idź do przychodni, nie od razu musisz
            wskakiwać do grupy. Umiesz ze sobą pogadać, przyznać się do słabości, zła,
            oszustw, no i do tej bezradności - to nie chodź. Lepiej, żebyś na wstępie
            wiedział też, że ta terapia nie jest wcale taka skuteczna, to nie antybiotyk ani
            amputacja.

            I nie wierz zbytnio, że rozpoznasz dno, bo możesz spaść bardzo nisko, dwa metry
            pod ziemię, a stamtąd wychodzi się dopiero na sygnał ostatecznego trębacza. Może
            Ty już jesteś dostatecznie nisko? Co w Twoim przypadku znaczyłoby: spaść niżej?
            Nachlać się piwa z wódką i osiagnąć chwalebny rekord promili? Zabaw się w
            proroka i powiedz sobie: taki będzie mój ciąg dalszy. Co widzisz?

            Nigdy nie doradziłabym komukolwiek, aby nie próbował ograniczać picia tylko
            dlatego, żeby poszedł na terapię. To byłoby mylenie celu ze środkiem. Tutaj, i
            na podobnych forach, częste jest np. co zrobić, żeby się leczył, czemu nie chce
            się leczyć, zacznij się leczyć, tymczasem powinno być: czemu nie przestajesz
            pić? A poza tym: napijesz się i co, a jak wpadniesz w ciąg i skończy się katastrofą?

            Piwo, dobrze, jeśli ograniczasz picie. Dobre i to! Powtórzę: dobrze, bo walczysz
            ze sobą, z nałogiem. Nie bój się gorzkich myśli, one miną. Świadomość, że jest
            się "dnem". Się nie jest. Ale radości, odpoczynku, zabawy nie myl z alkoholem!
            Ja, alkoholiczka, siedziałam wczoraj z przyjaciółką w piwnym ogródku na łódzkiej
            Piotrkowskiej, ona z piwem, ja z mineralną ze sokiem, i dobrze mi było:) Ty też
            możesz spróbować.
            Ale musisz wiedzieć, że alkoholik nie może pić w "kontrolowany sposób". Nie
            oszukuj się. Naprawdę: nie może pić.

            Słowo "zwolnić" nie znaczy: pić wolniej. Znaczy "wyjść z patologii", po prostu
            znaczy "nie pić".
            Zdrufki:)
      • wojtech451 Re: Wtorek 21.06.06, 20:41
        duze.piwko napisał:

        > Witam. jestem dzisiaj w świetnym humorze bo pierwszy raz od jakiś 2 lat nie
        > wypiłem ani grama piwka wieczorem!!!

        W związku z powyższym może czas na zmianę nicka na np: małe piwko a w miarę
        postępu na bezpiwka?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka