Gość: Fingiel
IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl
12.02.03, 04:53
Jestem alkoholikiem(od kiedy -to nieważne,bo najczęściej rodzi się już
alkoholikiem,albo staje bo ma się takie predyspozycje biochemiczne).Po
klasycznym piciorysie,począwszy od "wszywkowania",dla ratowania
małżeństwa ,poprzez kilka terapi i akceptację choroby,AA,aż do środków
farmakolgicznych-tych najnowszych i"najlepszych",od Coaxilu po Prozac o
których ktoś się rozpisuje w którymś z dalszych wątków tego forum ,a które
są tylko krótkotrwałym oszustwem woli i chemi mózgu(bo serotonina jeszce
rządzi się własnymi prawami) nadal miewam "wpadki",np.raz na rok.Stosuję
wszystkie tricki programu HALT,jednak bywają.Zrozumiałem,że jest to taki
rak,cukrzyca,NIEULECZALNA CHOROBA,jedynie można czekać na Godota,ale nie z
założonymi rękoma.Kwestia jak.Więc postanowiłem życ.I jak każdy normalny
facet mieć u boku kobietę,którą można kochać.Jednak przy każdym nowym
związku,kiedy zaczyna się
szczerość i pada informacja o mojej chorobie,delikatnie zaczyna się
odwrót.Ostatnia dama mojego serca stwierdziła wprost,że nie miałaby siły
czekać kiedy wypiję pierwszy kieliszek i nie wyobraża sobie życia kiedy na
urodzinach bałaby się postawić na stole szampan,czy koniak dla
gości.Zwyczajny strach.Początek końca.Pęką mdlana bańka fascynacji.
Jestem ciekawy jakie doświadczenia i wnioski mają"ludzie z branży",z długim
stażem picia,wiążący się z kobietą normalną,kiedy trzeba
powiedzieć:Kochanie,ale ja jestem alkoholikiem ?