Dodaj do ulubionych

smutno i trudno

17.09.06, 14:30
Moj mąż pije codziennie (od 3 do 8 piw)...mam dosc..
Moje prosby, szantaze, lzy nie robia na nim wraznia, On uważa, że nie ma
problemu. Tak jest od 3 lat (tyle jestesmy malzenstwem)..w sumie niepamietam
wieczoru,aby nie wypil jednego piwka.
Prosze poradzcie co ma robic? Zalezy mi na nim ogromnie,ale czasami po prostu
mam ochote sie spakowac,zabrac dzieci (mamy dwojke maluszkow) i uciec
gdzies..do trzezwych wieczorow.
Paradokslanie wywiazuje sie ze wszyskich czynnosci, zadan, etc - więc w/g
niego jest w porzadku.
Nie jest to 'typ' ktory wybierze sie na jakies spotkanie, On nawet nie wierzy
mi ze jest uzalezniony - twierzdi,ze pije 'ryzykownie'
Kocham go,ale nie mam juz sil :(
Obserwuj wątek
    • tranzyt80 Re: smutno i trudno 17.09.06, 14:39
      wrzosowapani napisała:
      "Prosze poradzcie co ma robic? "

      Wyjscie:
      -Im szybciej i mocniej,trzasniesz ostatni raz drzwiami,za ukochanym...
      tym lepiej!
      Ale i tak nie posluchasz.
    • aaugustw Re: smutno i trudno 17.09.06, 14:57
      (Wrzosowapani napisała):

      > Moj mąż pije codziennie (od 3 do 8 piw)...mam dosc..
      > Moje prosby, szantaze, lzy nie robia na nim wraznia, On uważa, że nie ma
      > problemu.
      ______________________________________________________-
      Jezeli ani Ty, ani NIC nie robi na nim wrazenia to jak
      widzisz sama Ty musisz zdecydowac; "byc, albo nie byc"?
      A...
      Ps. Ty jednak mnie tez nie posluchasz. To funkcjonuje
      dopiero wtedy, jak on przestanie funkcjonowac.
    • myszabrum Re: smutno i trudno 17.09.06, 15:01
      Wyobraź sobie, że przychodzi wróżka i mówi, że tak już będzie zawsze. Że on już
      nigdy się nie zmieni. A nawet, że będzie pił coraz więcej. I teraz zdecyduj:
      czy bierzesz go takiego, jakim jest, z jego piciem ale także pozytywnymi
      cechami, czy jednak wolisz trzeźwe wieczory w samotności (albo z kim innym) i
      pakujesz manatki.

      Nikt nie ma lekarstwa na alkoholizm. My tu na forum też nie (jak zresztą możesz
      przekonać się, czytając o naszych szarpaninach). A już na pewno nie wyleczą
      alkoholika jego bliscy. Ta wróżka może mieć rację...
      • magtomal Re: smutno i trudno 17.09.06, 15:52
        >mam ochote sie spakowac,zabrac dzieci (mamy dwojke maluszkow) i uciec
        gdzies..do trzezwych wieczorow.

        Posłuchaj siebie i zrób to, na co Ty masz ochotę.I nie myśl, że skrzywdzisz
        męża - paradoksalnie, tylko tak możesz u pomóc.
    • hiacynaa Re: smutno i trudno 17.09.06, 16:04
      Moj tez pil wieczorami, troche nawet mniej - 2 piwa lub 200setke wodki, ale juz
      od 15 lat.
      Charakter mu sie od tego zmienil diametralnie- z czulego czlowieka zrobil sie
      nerwus, rodzina dziala mu na nerwy, na mnie wprost nie moze patrzec, zdradzal
      mnie w dziwny chory sposob.
      A taki byl mily facet.
      Od kilku tygodni sie leczy./
    • aaugustw Re: smutno i trudno 17.09.06, 21:22
      "Wrzosowapani"!
      Jako alkoholik napisze Tobie jeszcze dlaczego dzis uwazam, ze ten uklad miedzy
      Twoim mezem a Toba bedzie funkcjonowal, do czasu, az Twoj maz przestanie
      funkcjonowac...!
      (to co teraz przytocze to beda luzne moje wysli, ktore wzialem z mojego
      doswiadczenia. One wcale nie musza sie pokryc z Twoim zyciem). Uwazam, ze na
      razie masz korzysci zarowno z niego, jak i z tego calego ukladu, ktory jest w
      domu. On wywiazuje sie na razie ze swoich obowiazkow i przynosi pieniadze do
      domu... Siedzi coraz ciszej, choc nerwy jego coraz mniej wytrzymuja…
      Ty uwazasz, ze oprocz tych paru piw wszystko jest OK!
      Ale taka ocena sytuacji czlowieka, ktory dziennie pije i takie stawianie
      kryterii jest chore... (uwazam ja)! Ty nie widzisz, bo nie chcesz widziec, ze
      np.Twoje dzieci (maluszki, jak je nazywasz), ze one nie maja i nie beda mialy
      ojca do zabaw, ani do odrabiania lekcji, ze one widza coraz bardziej
      apatycznego i pijanego ojca, ze ich mama placze, ze slysza Wasze klotnie, ze
      ich psychika sie spacza, ze...itd...itp...
      To Ciebie jednak nie interesuje, bo tego nie chcesz widziec! Tak jest wygodniej!
      Sytuacja taka bedzie wiec dalej trwala, dopoki on przestanie funkcjonowac.
      Dopoki on stanie sie wrakiem, wtedy nie bedziesz miala juz zadnych korzysci,
      wtedy dopiero zrobisz ten pierwszy krok, bo ludzie nie potrafia sie uczyc na
      cudzych bledach. Ja tez nie umialem. Moja zona takze nie potrafila!
      Zaoszczedz sobie i dzieciom bolu. Nie pozwol na to. Przynajmniej Ty nie badz,
      az tak egoistyczna.
      A...
      Ps. Prosty czlowiek kiedys mi powiedzial:
      "Dzieci splodzic potrafi kazde zwierze. Wychowac tylko czlowiek!"
      (mam dwie dorodne dzis dziewczyny!) ;-))

      • sarkoid racja 17.09.06, 21:43
        popieram wcześniejsze wypowiedzi koleżanek i kolegów..i obawiam się, że prawdą
        może być to, że dużo jeszcze piwa Twój mąż wypije zanim to się zmieni. Jeśli
        już szukasz pomocy i odnalazłas to forum to proszę działaj dalej. Być może
        miałaś czas na przeczytanie jakiś wcześniejszych postów-jeśli nie to mogę Ci je
        skrócić-co jakiś czas pojawia się nowy atek, gdzie ktoś z rodziny alkoholika
        szuka pomocy dla niego i odpowiedzi są caly czas te same-czyli takie jak w tym
        wątku. Do tej pory nie odnalazłem wątku w którym ktoś kto rozpoczyna wątek
        odezwie się za jakiś czas i powie co i jak-czyli czy podjąl jakieś kroki aby
        sobie i tym samym alkoholikowi pomógł (owszem są wątki kiedy jakis alkoholik
        odezwie sie i napisze, ze np udal sie do poradni ale tez znika).....w mej
        wypowiedzi moge sie mijac z prawdą i może jest jakiś wątek którego nie
        wymieniłem-jesli tak to najmocniej przepraszam.
        W każdym razie Wrzosowapani mogę sobie wyobrazac jak Ci zależy na nim
        ale....decyzja należy do Ciebie..jeśli nic nie zrobisz to za jakiś czas
        staniesz się calkowicie obojętna, znerwicowana i .....co tu dużo pisac...
        • wrzosowapani jestem 18.09.06, 11:12
          Dziekuje za odpowiedzi, wasze doswiadczenie
          Chec w tym ygodniu poszukac psychologa (dla siebie) i pojsc porozmawiac (nie
          wiem,czy tak szybko sie da)
          a pozniej zrobie cos dalej - tak bym chciala..

          chociaz z tego co piszecie, jedynym rozwiazaniem jest odejscie (albo zle
          rozumiem)..
          ale ja nie umiem i nie chce..
          chce powalczyc

          czy mozna bez odejscia??

          i chyba duzo w tym jest prawdy,mze nawet w najbardziej patologicznej sytuacji
          mozna stworzyc odpowiadajacy uklad..
          jestem silna, powalcze.
          • aaugustw Re: jestem 18.09.06, 11:34
            ("Wrzosowapani napisała):
            > z tego co piszecie, jedynym rozwiazaniem jest odejscie (albo zle
            > rozumiem)..
            > ale ja nie umiem i nie chce..
            - - - - - - - - -
            Jedynym rozwiazaniem jest zatrzymac chorobe alkoholowa Twojego meza.
            ___________________________________________________________________-
            > chce powalczyc
            > czy mozna bez odejscia??
            - - - - - - - -
            Mozna, ale nie w pojedynke i nie bez pomocy z zewnatrz.
            Tam gdzie ten problem powstal, nie mozna go samemu rozwiazac.
            Jezeli wierzysz w AA i Al-Anon pojdz do nich. Jezeli wierzysz
            w inne "Kluby trzezwosciowe", pojdz tam. Jezeli wierzysz
            w terapeutow idz do nich. Jezeli jestescie wierzacy i religijni,
            pojdz do ksiedza... Jezeli jestes agnostykiem uwierz w jedno z
            w.w. Wspolnot, uwierz ze jest jakas Sila Wieksza, ktora na pewno
            nie jestes Ty.
            A...
          • e4ska Re: jestem 18.09.06, 11:41

            Wrzosowa, wiesz dobrze, jak to jest:))) Ze współuzależnionymi. Szeregi
            psychologów, grupa terapeutyczna, Al-anon... Pięć lat, dziesięć, trzydziesci.
            Prawdziwa miłość nie umiera.

            Czy kot nauczy się szczekać? kto wie...

            "mam dosc.." hau.
            "pozniej zrobie cos dalej" miau.
            "Moj mąż pije codziennie" hau.
            "ale ja nie umiem" miau.
            "czasami po prostu
            mam ochote sie spakowac,zabrac dzieci (mamy dwojke maluszkow) i uciec
            gdzies..do trzezwych wieczorow" hau.
            "duzo w tym jest prawdy, mze nawet w najbardziej patologicznej sytuacji
            > mozna stworzyc odpowiadajacy uklad." miau.
            "Moje prosby, szantaze, lzy nie robia na nim wraznia" hau.
            "chce powalczyc" miau.
            "On nawet nie wierzy
            mi ze jest uzalezniony" hau.
            "jestem silna, powalcze" miau.
            "Kocham go,ale nie mam juz sil :(" hau, miau, hau hau miau miau miau

            Ćwicz dalej, Wrzosowa... no dzieci żal, ale cóż - i one kiedyś zaczną spiewać w
            chórze.

            To się nazywa kocia muzyka.
            • kylly Re: jestem 18.09.06, 11:45
              hmmmm ciekawe :) esko ale wypowiadasz się jak terapeuta :))) - co
              do "prawdziwej miłości" - myślę że też umiera...prędzej czy później...
              P.
              • e4ska Re: jestem 18.09.06, 11:48
                Tak lubię komplementy, że się nawet nie obrażę:)))
                • aaugustw Re: jestem 18.09.06, 12:05
                  Eska, mnie tez podoba sie i przekonuje ta "kocia muzyka"! ;-))
                  A...
              • aaugustw Re: jestem 18.09.06, 12:09
                (Kylly slowa):
                > "co do "prawdziwej miłości" - myślę że też umiera..."
                _____________________________________________________-
                Mysle, ze najpierw skoncza sie pieniadze...! ;-))
                A...
                • wrzosowapani Re: jestem 18.09.06, 12:30
                  nie wiem skad te zlosliwosci..
                  ja tylko pytam
                  a zrobic cos chce i na pewno nie sama, ale zeby tak od razu mnie po glowie?

                  zarabiam rownie dobrze jak maz
                  a dzieci tez sa kochane i jak na razie na pewno nie jest im zle pod zadnym
                  wzgledem..

                  pisze, bo wiem ze jest problem
                  pisze, bo od jakis kilku miesiecy duzo analizuje, mysle..i wiem,ze sama nic nie
                  zrobie

                  pisze, bo szukam podpowiedzi
                  zimne wiadra z woda wylewam sobie sama, spokojnie, nie glaszcze sie po glowie
                  • baasil Re: jestem 18.09.06, 13:24
                    złudzenia.oto dlaczego tak trudno podjąć decyzje.jestem alkoholikiem
                    (niepijacym) i ze swego doświadczenia powiem tak:nie dasz rady nie pić za
                    swojego męża.to jego problem ,nie twój.dopóki on nie zechce ,nic nie zrobisz
                    dla niego.ale mozesz zrobić cos dla siebie siebie.warto zwócić sie po pomoc dla
                    siebie,właśnie dlatego,że go kochasz(jak piszesz).a co do walki:nie znam twojej
                    wagi,ale wiedz,że wchodzisz na ring z zawodnikiem wagi superciężkiej.odpowiedz
                    sobie jakie masz szanse i w jakim będziesz stanie, gdy się skończy ten nierówny
                    pojedynek.
                  • e4ska Re: jestem 18.09.06, 13:36
                    To nie złośliwości... ale: my się oszukujemy. Oszukuje sie alkoholik - tak, mąż
                    naprawdę myśli, że nie ma problemu, i Ty... też nie wierzysz, że to, co sie
                    dzieje, to może, pewnie - nie musi - ale rachunek prawdopodobienstwa rzadko bywa
                    łaskawy, matematyka nie ma serca - więc to może byc początek bardzo bolesnych
                    wydarzeń. Jak to w praktyce rozwiązać? Żaden psycholog nie wypłaci pensji
                    Wrzosowej, nie weźmie jej dzieci na utrzymanie ani nie wyrwie z rąk mężowskich
                    butelki piwa.

                    Wiekszośc dramatów straszliwych, ze śmiertelnymi ofiarami włącznie, z rozpiciem
                    sie żony, ma taki początek jak u Ciebie. Że nagle coś przestaje byc tak, a potem
                    jest gorzej i gorzej, przyzwyczajasz sie, przyzwyczajasz... Myslisz, że u Ciebie
                    będzie inaczej? Że jeśli pijakowi nie zburzysz baszty bezpieczeństwa i
                    psychicznego luksusu, to on zrozumie, że ma poważny problem? To jak Ty mu
                    uswiadomisz, że picie niszczy Waszą rodzinę? no jak? Pisze tu i czyta zapewne
                    tyle miłych dziewcząt i kobiet, ktore tkwią w tych układach od lat: zaproponuj
                    im skuteczną drogę. Bo są tylko dwie - albo, jesli masz siłę, trwaj i czekaj,
                    albo uciekaj. Wybor zależy od charakteru męża, ale tego to my juz nie wiemy.
                    Skoro on nigdy, przez czas małżenski, nie był bez piwa... wiesz, to jak Wy...
                    chyba że rano. Co takim żonom wiadomo o mężczyznach? Wybacz, że o tym piszę, ale
                    mnie to zastanawia. Tak sobie pomyśleć może wielu ludzi. I pewnie myśli,
                    Wrzosowa... Tak to już z tym myśleniem jest:)
                    • janulodz Re: jestem 18.09.06, 13:46
                      Do Wrzosowej
                      Napisałaś dziewczyno po poradę na forum dla uzależnionych. I takie porady dostajesz. Nikt nie ma zamiaru Cię obrażać. My to już przerabialiśmy. I scenariusz był zawsze ten sam.
                      Ona zakochana, on pije i nie wie że już jest uzależniony. Oboje nie przyjmują tego do wiadomości. Ona czeka, żeby usłyszeć, że nic się nie stało i samo przejdzie, a on jest pewien, że może w każdej chwili przestać. I spadają. Na dno. A było tak pięknie.
                      Rzucamy Ci linę. Złap ją, tylko szybko. Póki jeszcze kwitną wrzosy.
                      Podr. Janu
                      Napisałem to wcześniej, ale z powodu braku stałego łacza nie mam możliwości odczytania co kto napisał. Może sie powtarzam, ale niech tam
    • wrzosowapani macie racje.. 18.09.06, 14:08
      na pewno....
      • sarkoid eksperyment 18.09.06, 21:35
        Wrzosowapani, ma taką propozycję, napisałaś, ze rozmawiałaś z mężem i
        powiedział, ze on nie widzi w tym problemu....napiszę z własnego doświadczenia,
        ze jak piłem to jak zdarzyło się, ze coś przeskrobałem to miałem strasznego
        kaca moralnego...oczywiście broniłem się przed tym, że jestem uzależniony, że
        jestem alkoholikiem....moja propozycja polega na tym, że jak będzie taka
        sytuacja u Ciebie w domu, Twój mąż na kacu będzie Cie przepraszał a jeszcze
        nastepnego dnia na kacu bedą go męczyły smutki -to daj mu do poczytania ten
        wątek....obserwuj co się z nim będzie działo....prawda go będzie w oczy
        koleć...i jestem na 90% pewny, ze mąz albo obróci to w żart albo obrazi się na
        Ciebie (kłótnia?) -piszę to dlatego abyś mogła się przekonac kto jest gotowy na
        trzeźwe życie. I to będziesz tylko TY! Kochasz go, ale czy on tak Cie kocha aby
        przestać? Aby zatrzymać chorobę?
        Owszem mozecie to zbagatelizować i skończy sie tak jak pisali inni...miłośc
        przeminie....itp
        • wrzosowapani Re: eksperyment 18.09.06, 22:47
          Juz sie dzis zastanawialam czy i kiedy mu dam to do przeczytania..
          jak to wszysko czytam, to mam uczucie jakby mi sie cos w zaladku przewracalo..i
          czuje sie z tym strasznie sama i samona, chodz wiem,ze przezywa podobnie caly
          tabun ludzi
          czuje sie za mloda, na takie mysli jakie posiadam...

          Sarkoid - a co Ty bys zrobil gdyby zona Ci kiedys dala cos takiego do
          przeczytania? Jak bys sie zachowal?

          • sarkoid -ja 18.09.06, 23:08
            mam 26 lat, nie mam jeszcze żony, długo broniłem się przed tym aby powiedziec
            sobie-tak, jestem alkoholikiem. Na początku rodzice zaczęli zwracać mi uwage na
            to, ze mam problem z alkoholem. Byly równiez awantury, kłótnie itp. Moge
            powiedzieć, ze dziewczyny w mym życiu też traciłem przez alkohol (to dłuższa
            historia), od długiego czasu jestem z dziewczyna, która mnie spakowała -do
            rodziców też nie miałem co wracac-groziła mi bezdomność (miałem być
            wymeldowany). Co prawda mam pracę i pewnie stać by mnie było na wynajęcie
            jakiegoś mieszkania-ale w końcu zdecydowałem się na terapie. Co prawda to druga
            terapia, która skończyłem m-ąc temu. Na tej terapii zrozumiałem, ze to
            gó..ania choroba i uznałem swoją bezsilność wobec picia. W tej chwili cieszę
            się, ze trzeźwieje(3 m-ąc)-czasami bije się z myślami- jak to? w tym wieku i
            jestem alkoholikiem? Ale tak to już jest z ta chorobą-mozne dotyczyc każdego
            bez względu na wiek i płeć....odbiegłem od tematu-ale chciałem napisać Ci, że
            tez jestem młody;-)
            w każdym razie, co bym zrobił gdybym coś takiego otrzymał od dziewczyny? To
            zalezy od tego w jakiej byłbym fazie choroby. I czy osiągnąłem dno...moim dnem
            była wizja bezdomności, utrata rodziców i dziewczyny...nie chciałem
            tego...teraz wygląda to inaczej.
            Wiekszość tutaj piszących chce Ci dobrze doradzić...wstrząs życiowy przekona
            alkoholika do próby podjęcia leczenia! Raczej nikt nie szukal pomocy z własnej
            woli, taka osoba musiała coś zrobić w życiu co po trzeźwemu nie miałoby
            miejsca! I zakres rzeczy jest taki ilu jest alkoholików.
            I przypuszczam, ze bedzie podobnie w Waszym życiu. Chciałbym się mylić...aha i
            jeszcze jedno, -nie da się przestać pić na jakiś czas-to ma być koniec na
            resztę życia! Picie kontrolowane dla alkoholika nie istnieje i jesli coś sie
            ruszy z męzem to nie zapomnij, ze za miesiac, rok 2-5-19 lat musi być tak samo!
            • wrzosowapani Re: -ja 18.09.06, 23:23
              Musi mu ruszyc!!
              Bylby skonczonym idiota jakby zrezygnowal z takiej fajnej kobiety i dwojki
              synkow..
              ja mam 30 lat :)
              szukam jakiegos dobrego psychologa (wolalbym z polecenia-aby nie trafic na
              takie przypadki jak opisywane na forum), bo nie chce potem miec pretekstu ze
              nie warto..
              ja wiem,ze nie ma picia kontrolowanego...ale ta nasza
              polska 'kultura'..przedemna jest dluga droga..ale przed moim M...atostrada z
              bruku
              wczoraj dol moj byl tak ogromny,ze poza pomyslem na psychologa, AA,
              ksiedza..rozwazalam nawet wrozke :) - od razu mowie,ze dotad w zyciu nie
              skorzystalam z pomocy takowej :)
              juz sie zaczynam smiac sama do siebie, bo musze byc silna, a smiech pomaga
              prawie zawsze

              czy jest gdzies lista polecanych miejsc, psychologow? (szukam kogos z Wawy)

            • janulodz Re: -ja 18.09.06, 23:24
              Z mojego doświadczenia (dorosła córka, wnuk, 30 lat picia)wiem, że na tym etapie, gdy pokażesz mu ten wątek, wywołasz tylko jego wściekły atak i zarzut, że się czepiasz. On teraz najbardziej główkuje, jak zapewnić sobie komfort picia. Od ciebie zależy jak mu go obrzydzisz. I nie odkładaj tego. Albo uciekaj.
    • e4ska Re: smutno i trudno 19.09.06, 00:16
      "Bylby skonczonym idiota jakby zrezygnowal z takiej fajnej kobiety i dwojki
      synkow..."
      Pijak zrezygnuje z najfajniejszej kobiety, choćby była dziewicą, hurysą
      oczywiście, bezdzietną Pamelą Anderson i jaka się tam mężczyznom podoba. On
      chyba już zrezygnował i dla niego żaden problem. Teraz Twoja kolej na
      rezygnację... i to bez gwarancji, że jak Ty zrezygnujesz, to on natychmiast, z
      miejsca, zapomni o piciu.

      Ale, Wrzosku droga, jak to się stało, że zgadzałaś się na pogłębianie nałogu w
      ciągu trzech lat małżeństwa? Przecież to są najpiękniejsze lata w związku dwojga
      kochających się ludzi, młodych, zapatrzonych w siebie, spragnionych że aż iskry
      idą... skąd to piwo się wzięło tak wcześnie? nie przeszkadzało? Mam te lata za
      sobą i co bym teraz nie myślała o mężu, to kiedyś udało mi się zaznać wielkiego
      szczęścia... ale byliśmy trzeźwi, imprezy się zdarzały, tak, nie za często,
      bardzo nam dobrze było wtedy tylko we dwoje i nie dzieliła nas żadna butelka.

      Ale widac niektórym młodym żonom piwo nie przeszkadza... "w sumie niepamietam
      > wieczoru,aby nie wypil jednego piwka". Właśnie, dlaczego na to się zgadzałaś?
      Piwo tak ohydnie cuchnie... no, żeby wino jeszcze, ale piwo... Dziwne teraz te
      młode małżeństwa.

      • hiacynaa Re: smutno i trudno 19.09.06, 01:42
        Nie dziwne, ale taka 'moda sie zrobila" - takie fajne reklamy pokazuja, ze to
        tak cool i modnie i fajnie wypic pare piwek. Jeden czy drugi kolega tez tak
        robi...
        Ja tez tolerowalam, i to bylo zle.
        Najlepsze moim zdaniem byloby postawienie ultimatum- jeszcze go nie rzucasz,
        jeszcze dajesz jedna szanse...
        Pokazanie mu wypowiedzi na forum moze sie skonczyc tym co u mnie- ukrywaniem
        butelek ktore dawniej wypijane byly jawnie, a zladowaly do 'podziemia"
    • honeyandmilk Re: smutno i trudno 19.09.06, 12:52
      weszłam sobie na to forum jakiś czas temu. Chciałam pogadać z osobami takimi
      jak ja - współuzależnionymi. W moim przypadku uzależnienie dotyczy córki. Jest
      uzależniona od palenia heroiny. I zaczęłam czytać wątki (m. in) osób
      uzależnionych od alkoholu. Słuchajcie - chyba się uzależniłam! Tak was lubię
      słuchać (czytać?). Lubię mądrość i dojrzałość Janulodz, zastanawiam się nad
      mądrymi słowami Eski i je analizuję, bardzo polubiłam Myszębrum, bo jest
      taka ... podobna do mnie. Przyznam Wam, że okryłam, iż problemy innych są dla
      mnie bardzo ważne. Może powinnam być terapeutą? No ale póki co jestem
      ekonomistą. A nawiązując do wątku Wrzosowej Pani. Mój (pierwszy) mąż też był
      taki jak Twój. Kochał mnie i córkę nad życie. Wszyscy mówili: oddałby wam
      ostatnią koszulę. Tyle, że pił. Najpier 2-3 piwa, potem 6-8 piw. A potem (mając
      dwadzieścia kilka lat)co najmniej litr wódki dziennie. Od rana do nocy. Pił
      tak, że sąsiedzi nigdy go nie widzieli pijanego. Jakoś to sobie rozkładał w
      czasie. W pracy "używał" termosu. Że niby kawa... I niby wszystko w porządku.
      Ale rozmowy o niczym, lub co raz częstsze milczenie. Mówiłam: chodź do kina, do
      teatru, do znajomych. "Nie. Po co? w domu czuję się najlepiej". Najbardziej
      lubił jak ja się krzątałam, a on mógł oddawać się swojej, największej
      przyjemności - piciu. Bawił się z córką - owszem, we wszystkim pomagał.
      Gotował. Zawsze wyjeżdżaliśmy na wakacje, na ferie zimowe. Były pieniądze. Ale
      było jakoś.... nie tak, źle. Zaczął być zazdrosny. Na początku bezpodstawnie.
      Potem może i podstawy były. Ale on o tym nie wiedział. Parę razy uderzył...
      Kochałam go bardzo. Tyle razy odchodziłam. I tyle wracałam. Na jego prośby i
      groźby. Aż w pewien dzień poprosiłam mamę i ojca (może sama nie umiałam? nie
      miałam siły? wiary?). Powiedzieli mu, że nie mogą patrzeć na mój smutek i
      żądają żeby się wyprowadził. Płakałam tydzień. Myślałam, że do końca życia będę
      sama (miałam wtedy 27 lat i 10-letnią córkę). Że nie dam sobie rady finansowo.
      I wreszcie jakiejś soboty obudziłam się rano i pomyślałam: świat jest taki
      piękny! Od tygodnia się nie bałam! O nic!
      Po trzech m-cach poznałam swojego obecnego męża. Nie jest różowo. Byłe dzieci,
      współmałżonkowie... wszystko się kotłuje. Ale mogę powiedzieć, że jesteśmy
      szczęśliwi. A ja wreszcie nie boję się o każde, następne 5 minut. Jest ogromny
      problem z moją córką - heroina. Ale jeśli chodzi o męża - mam przyjaciela,
      który pomaga mi borykać się z naszym problemem. Tamten pije do dzisiaj.
      Niech to będzie dla Ciebie - Wrzosowa Pani - rada. Czym szybciej odejdziesz,
      tym szybciej zaświeci słońce. Czego szczerze życzę.
      • e4ska Re: smutno i trudno 19.09.06, 23:49
        Honey, wiesz, masz dziwną i fajną biografię... Nietuzinkową. Naprawdę, tak
        wcześnie zostałaś matką? Czy ja dobrze czytam? No to nie miałaś prawdziwej
        młodości, wiesz, prawdziwej, takiej bez zmartwień, bez obowiązków, ale
        samodzielnej. Mnie też za wcześnie się skończyła i właściwie przez całe moje
        późniejsze życie miałam zawsze coś w rodzaju żalu, bo nigdy nie byłam sama dla
        siebie, zawsze byłam dla kogoś... czułam to, rozumiesz?

        Ale Twoja biografia razem z tygodniem płaczu jest taka zupełnie inna niż te
        wszystkie smutne, jednostajne żywoty kobiet, które nie umieją zostawić swoich
        dręczycieli. Nie chciałabym nikogo wpędzać w dołek, ale zastanawia mnie,
        dlaczego żony pijaków nie martwią się, że ich księga bedzie taka nudna, szara,
        zalana łzami, brudna... Kiedy byłam jeszcze osobą wierzącą, do tego zawsze
        kochałam książki, wyobrażałam sobie, że Bóg czyta nasze życia przez całą
        wieczność - żeby się nie nudzić, i starałam się, aby w moim wypadku miał o czym
        poczytać, żeby patrzył na świat w taki rozwichrzony sposób jak ja:) Bardzo
        lubiłam - jako dziecko - przebywać z ludźmi starymi, słuchałam ich, a oni
        wspominali swoje przygody... ale co na starość może wspominać żona alkoholika?
        Co? Każdy dzień taki sam, ten sam niepokój, przygnębienie, samotność, kłamstewka
        wmawiane sobie, jakieś lenistwo, od stołu do zlewu, z pracy do domu, czekanie na
        królewicza, który musi się obudzić... w osobie ich "wspaniałych".

        Dobrze, miałaś rodziców, Honey... wydaje mi się, że najlepiej, kiedy rodzina się
        wtrąci, zareaguje, ale jak się rodziny nie ma albo się ma taką, przed ktorą
        udajesz szczęsliwą gwiazdeczkę - to na kim się wesprzeć? no i bagno wciąga.

        Czytałam Twoje wypowiedzi na forum, ale o narkomanach raczej się nie wypowiadam,
        nie mam do czynienia, chociaż w pewien sposob spotykam na co dzień... bardzo
        miłych chłopców, uczynnych, grzecznych, dzień dobry, przepraszam... kiedyś było
        mi ich żal, a teraz, po lekturach tutejszych, bardziej mi żal rodziców. No cóż,
        w tym przypadku można tylko czekać.

        Chciałabym, żeby Twój list pomógł uswiadomić dziewczynom piszącym nudne szare
        książki, że nie warto czekać czy lepić z błota szczęśliwych pałaców, bo niby
        łatwo w błocie rzeźbić, ale tak szybko się rozpływa:(

        Pozdrawiam ekonomistki:)))
      • myszabrum Re: smutno i trudno 20.09.06, 16:29
        Dzięki :)
        • myszabrum Re: smutno i trudno 20.09.06, 16:30
          Tzn. za lubienie :)
    • habrek Re: smutno i trudno 19.09.06, 16:54
      twoj-psycholog.pl/index.php?id3=6&id4=1&id5=82&pokaz=1&sid=594fa73909c3497696258b7d109ad642
    • wrzosowapani Re: smutno i trudno 20.09.06, 10:53
      ide dzis do psychologa
      • e4ska Re: smutno i trudno 20.09.06, 11:56
        No, oby się skończyła zapisana tu czarna seria nieudanych pierwszych razów z
        psychologiem:) Wiesz, czego sie trzymać, więc trzymaj się i łatwo nie rezygnuj,
        drobiazgi olewaj. Powodzenia:)))
        I napisz, jak poszło, ta kobieca ciekawość... i inne dziewczyny też się
        dowiedzą, co i jak. Najlepszego:)
        Trzymam kciuki... przez całe pięc minut, więcej nie dam rady:)))
    • honeyandmilk Re: smutno i trudno 20.09.06, 16:27
      też trzymam kciuki za Wrzosową Panią. Podejrzewam jednak, że na jednym
      psychologu się nie skończy. Musi minąć czas, musi się wiele wydarzyć (niestety
      raczej złego), żeby zdecydowała się na odejście. A może się mylę? Oby. Dziękuję
      Eska za Twoje słowa (miło mi jest po ich przeczytaniu). Tak miałam 17 lat
      zostając mamą. Ale nie żałuję. Młodość nadrobiłam. Teraz staram się delektować
      wiekiem średnim. Niedługo czterdziecha. A ponoć, jak mówią, życie zaczyna się
      po czterdziestce! Trzymajcie się! Lecę czytać wasze wypowiedzi. Tak je lubię
      (ale chyba już o tym mówiłam).
      • aaugustw Re: smutno i trudno 20.09.06, 17:02
        (Honeyandmilk napisała):

        >"Trzymajcie się! Lecę czytać wasze wypowiedzi. Tak je lubię
        (ale chyba już o tym mówiłam)."<
        ___________________________________________________________-
        Z tego wnioskuje, ze moje posty nie sa czytane...! :-((
        (no, bo kto lubi prawde czytac o sobie?).
        A...

    • alice76 Re: smutno i trudno 20.09.06, 17:10
      Wrzosowapani, sprawdz prosze maila.
    • honeyandmilk Re: smutno i trudno 20.09.06, 17:20
      O Aauguście! Coż za zaszczyt, że Twoja odpowiedź trafiła się mym słowom. Nie
      wspomniałam (przepraszam) bo bałam się polemiki, z tak wzniosłym umysłem.
      Przyznam, że Twa inteligencja mnie onieśmieliła, dlatego Cię nie wymieniłam.
      Kajam się i przyznaję otwarcie - czytuję też i Ciebie. Choć powiem, że dalszej
      części Twej wypowiedzi nie pojmuję. I tego też, w ewentualnum kontakcie z Tobą
      się bałam.
      • aaugustw Re: smutno i trudno 20.09.06, 17:38
        Dokladnie 3 minuty potrzebowalem, aby zlapac oddech... Ufff!
        "Honey-dynamik", czy "honeyandmilk" - oczoplasow dostalem po przeczytaniu
        Twojego tekstu...! :-\\
        Taka uprzejmosc... Taki zaszczyt mnie spotkal... Ten miod plynacy z Twoich
        ust przelewalem prosto do siebie i umiescilem te slodycz na honorowym miejscu w
        moim sercu. Takie slowa chcialoby sie oblizywac z ust, z ktorych one wyplywaja!
        One potrafia roztopic na miod kazdego!
        Jaka szkoda, ze musze juz wyjechac... :-((
        Bede szybko wracal, zeby i Twoje slowa czytac i dalej wchlaniac jak spragniona
        gabka...
        A... ;-))
        • honeyandmilk Re: smutno i trudno 20.09.06, 18:11
          Przepraszam Wrzosową Panią, że jej post zaśmiecam, ale śpieszę z odpowiedzią do
          Aaugusta - Aaugustynaw. Nick mój, może i zamotany. Genezę śmiem wyjaśnić. Jak
          sobie tu, do Was wchodziłam, chciałam komuś udzielić rady. Taki mój charakter.
          Obiecałam sobie tylko czytać, ale widać dalej mi (o niewierzący!) Coś
          przykazało, żeby też i podtrzymać ducha zbłąkanej duszyczce. Chcę dać
          odpowiedź, a tu mój komputer żąda imienia, bym zalogować się mogła (czy też
          nicka). Wpisuję swe imię, ale już są. No to na opak. Też jest. A że akurat
          przeziębienie mnie zmogło, i pamiętając radę kochanej, nieżyjącej Babci
          popijałam gorące mleko z miodem, masłem i czosnkiem napisałam honeyandmilk.
          Dobrze, że nie: honeyandmilkandbutterandgarlic. O rany, nigdy nie znałam
          niemieckiego! (Omijam komentarz do Twych słów Aauguście, bo ma twarz jeszcze
          promienieje). ps też jutro wyjeżdżam. Odpocząć. Przez kilka dni będę leżeć i
          pachnieć. pa
          • aaugustw Re: smutno i trudno 20.09.06, 21:11
            (Honeyandmilk napisała):

            Dobrze, że nie: honeyandmilkandbutterandgarlic. O rany...
            (Omijam komentarz do Twych słów Aauguście, bo ma twarz jeszcze promienieje).
            __________________________________________________________________________-
            Spieszylem w purpurze jak moglem - oplacalo sie! ;-))
            Wczesniej, ze wzgledu na pierwszy kontakt mojego "zderzenia", wspomnialem tylko
            o sercu, ustach i lizaniu miodu...
            Zadnej wzmianki o mleku...!
            Radosc ogarnela moje zmysly, kiedy w nicku odslonieto mi jeszcze ...lica.
            Zobaczylem to, co slonce nie widzi!
            Moje wirtualne szczescie stalo sie spelnione! ;-))
            Radosc moja trwala krotko... :-((
            Sama fantazja jednak jest mi stanowczo za malo!:-((
            A...
            Ps. Fantazja to to, co nas odroznia od zwierzat.
            • honeyandmilk Re: smutno i trudno 20.09.06, 22:59
              Poczytałam sobie Was, miło będzie kłaść się spać. Przytoczyłam, że Myszabrum
              jest podobna do mnie. Bo jest. Też lubi Aaugusta. Pozdrawiam i myszy i sowy (ja
              ze skowronków - już mi się oczy kleją). Czekam na Wasze wieści. Dobranoc
              • aaugustw Re: smutno i trudno 21.09.06, 08:10
                (Honeyandmilk napisała):

                > już mi się oczy kleją. Czekam na Wasze wieści. Dobranoc
                _________________________________________________________.
                Poprzez sen czlowiek staje sie spiacy. ;-))
                Sen rozleniwia jak samo jedzenie, moze dlatego, ze jest on
                naszym "codziennym chlebem powszednim" dla naszej duszy!?
                A...

    • wroclawianka7 Re: smutno i trudno 20.09.06, 19:38
      radzę Ci wybrać się do specjalisty od uzależnień,psychoterapeuty.niech to
      będzie spotkanie na zasadzie konsultacji,opowiesz dokładnie jak wyglądają Wasze
      dni(te dobre i złe sytuacje) i taka osoba napewno Ci pomoże,coś doradzi.
      sama napewno sobie nie poradzisz.nie masz odpowiedniej wiedzy jak postępować z
      takim zachowaniem drugiej osoby-zwłaszcza,że jest to Twój mąż i ojciec Waszych
      dzieci,więc to jasne,że nie chcesz tak poprostu tego rzucić.
      • wrzosowapani Re: smutno i trudno 20.09.06, 20:35
        Byłam
        mysle,ze trafiłam na dobrego specjaliste - bede kontynuowała spotkania i bede
        walczyła.
        Dzis mi lepiej.
        Dziekuje za zainteresowanie.

        pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka