Dodaj do ulubionych

do stachu34

04.04.03, 11:43
Ponieważ jesteś swój z obozu wroga, proszę powiedz jak daleko mogę się
posunąć w swojej "perfidii" (bo inaczej nie mogę tego nazwać) wobec męża, aby
pomóc SOBIE, a przy okazji i jemu ???
Od 20 lat jestem żoną alkoholika,córka lat 19. Mieszkamy razem (2 pokoje) i
nie mam się dokąd wyprowadzić - to byłaby opcja optymalna.
Na początku usprawiedliwiałam, szukałam winy w sobie, łaziłam "po kolegach",
aby zaprowadzić "swoje szczęście do domu". Widocznie jesteś zerem, skoro mąż
woli kolegów od ciebie - myślałam. Potem powoli odkryłam prawdę: mąż zawsze
znajdzie powód, aby popić.Przestaliśmy chodzić do innych - bo tam
alkohol,inni przestali przychodzić do nas; reasumując - nie mam przyjaciół.
Przez pierwsze lata picia przeżywałam horror; mąż po pijanemu rozbijał
sprzęty w mieszkaniu; wielokrotnie z małą córką uciekałam do mamy - do głowy
mi jednak nie przyszło, żeby oświadczyć matce - zostaję (może nie chciałam
być ciężarem) teraz nie mogę zrozumieć swojej głupoty.
Wreszcie złożyłam pozew o rozwód - po mimo nalegań męża, nie chciałam go
wycofać - efektem była próba samobójcza. W szpitalu, widząc męża w strasznym
stanie obiecałam, że wycofam pozew i dotrzymałam słowa. Dostałyśmy
kilkanaście miesięcy spokoju.
Teraz mąż "tylko" pije; co dwa, trzy miesiące po 7 dni lub nieco dłużej.
Oczywiście w tym czasie zawala wszystko co miał zrobić > pracę zawodową.
Nie sądzę, żebym go kochała, raczej nienawidzę, nie mam do niego zaufania,
jego wyskoki już nie sprawiają bólu tylko złość na niego, na siebie, na życie.
Krótko mówiąc: przestał się liczyć jako mąż, człowiek i ojciec.
Pomimo mojego maksymalnie olewającego stosunku do jego picia, jestem zmuszona
znosić związane z tym "niewygody" i nie mam na myśli braku pieniędzy (co jest
stanem chronicznym), ale smród alkoholu wydobywający się z każdego pora skóry
zachlanego, nie umytego faceta, strach - wróci czy nie wróci dziś do domu,
nocne pobudki, bo nie może znaleźć łazienki itp..
Chyba to znasz z autopsji?!
Zależało mi na leczeniu męża, robiłam wszystko, aby mu pomóc, był odtruwany,
miał wszywany esperal- za jego zgodą oczywiście. Nigdy nie chciał się leczyć
i nie chce dalej; mówi, że nie ma czasu i tak dalej.
Muszę wreszcie zacząć walczyć o siebie i swoje prawa, dość mam pokornego
znoszenia jego ciągów, smrodu, brudu. Powiedziałam mu, że jak ma zamiar pić
to niech nie przychodzi do domu, aż nie będzie trzeźwy. Mąż kiedyś urządził w
piwnicy pokoik- ciemnię fotogrficzną (wykładzina dywanowa, umywalka, biurko)
- często tam właśnie oddaje się wraz z kolegami misterium nałogu.
Co mogę zrobic, aby wytrzymać w domu? Czy kiedy jest pijany mogę wezwać
policję, choć nie robi awantur?
Po prostu zawsze byłam za miękka, grałam fair wg mnie, a nie zasad życia,
wszelkie radykalne metody(których zwolennikiem jest moja córka) uważam za
zbyt "niehumanitarne".
Co wg Ciebie jest dopuszczalne, co jest konieczne, muszę sobie pomóc, bo
zaczynam się staczać; nie mam na myśli alkoholu, choć coraz częściej wypijam
1 dziennie i nerwy się uspokajają, ale o wypalenie się i brak poczucia sensu
czegokolwiek, brak motywacji do wkraczania w kolejny dzień.
Moje samobójstwo nie wchodzi w grę - mam dziecko, a ona ma tylko mnie i nie
mogę jej całkiem zgnoić życia. Od dawna jestem jedyną dorosłą i
odpowiedzialną osobą w tym związku i ten ciężar staje się zbyt duży.
Wiem, że powinnam była odejść dawno temu, ale tego nie zrobiłam... i to był
błąd ta sprawa nie podlega dyskusji.
Nie pisz, że mnie podziwiasz, bo uważam się za skończoną masochistkę i
idiotkę, widocznie lubiłam jak się mnie zeszmaca; teraz już jestem pewna, że
nie lubię.
Obserwuj wątek
    • Gość: Stachu34 Re: do stachu34 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.04.03, 23:03
      Witaj forty. Tak to, co napisałaś to nic nowego. Tak wygląda życie większości kobiet związanych z alkoholikami.
      Na początku chciałbym Ci coś bardzo delikatnie zasugerować.
      Otóż długotrwałe przebywanie (życie) pod jednym dachem z alkoholikiem powoduje zmiany w psychice takiej osoby czy osób. Nazywa się to koalkoholizmem (współuzależnieniem).
      Wiele osób nie wie o tym, ale wymaga to konsultacji specjalistycznych.
      W każdej przychodni odwykowej są specjaliści (lekarze i psycholodzy),którzy zajmują się diagnozowaniem takich przypadków. Może warto spróbować takiej drogi tym bardziej, że dotyczy to także Twojej córki. Nauka w tej kwestii wyróżnia syndrom DDA (Dorosłe Dzieci Alkoholików).
      Alkohol czyni wiele zła zabija wszelkie uczucia, ale na szczęście nie odbiera szansy na ich odbudowę. Znam wiele beznadziejnych przypadków gdzie wracało zaufanie wracała miłość.
      Myślę, że warto spróbować powalczyć, jeżeli już nie oto-to o zapewnienie sobie i córce spokoju,a może w konsekwencji tego wszystko się zmieni.
      Każdy człowiek pod wpływem alkoholu stanowi zagrożenie dla otoczenia i dla siebie. Przypuszczam, że interwencja policji będzie skuteczna zostanie odwieziony na izbę wytrzeźwień.
      Może powinnaś pomyśleć o eksmisji męża. Alkoholizm jest poważnym argumentem przemawiającym za takim rozwiązaniem.
      Niezręcznie mi o tym mówic,tym bardziej, że sam mam takie doświadczenia.Z drugiej strony cholera jasna wiem, że nie ma innych sposobów jak radykalne postępowanie i determinacja w działaniu. Pozdrawiam serdecznie.
      • Gość: stachu34 Re: do stachu34 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.04.03, 22:49
        ...czy coś sie stało że Cię nie ma,forty?
    • rezurekcja Re: do stachu34 07.04.03, 13:21
      forty,
      grup Al-Anon jest duzo.

      Zadzwon tu, dostaniesz adres najbardziej Ci odpowiadający :
      Fundacja Biuro Służby Krajowej
      Anonimowych Alkoholików w Polsce
      ul. Chmielna 20,
      00-950 Warszawa 1
      skr. poczt. 243
      tel./fax (+48 22) 828-04-94
      poniedziałek - piątek 800 - 1600
      e-mail: wspolnota-aa@aa.org.pl

      Jest tez punkt przy ul. Lindleya 12, konsultacje w piatki godz. 17-18.
      Oraz telefon komorkowy czynny w godz. 16-20 0606-919-215

      Zobacz tez strone
      www.aa.org.pl/
      moze tez sie na cos przyda.

      W sobote u paulinow na Nowym Miescie jest czuwanie ODnowy w Duchu Swietym.
      Od 21 do 5.
      Moze przyjdz z corka. Ja chce byc.
      Pozdrawiam.
      Trzymaj sie.
    • forty Re: do stachu34 15.04.03, 15:08
      Jestem, jestem. Częściej tylko czytam o ludzkich problemach i radościach, niż
      włączam się do rozmowy. Jak miło, że ktoś o mnie pamięta. Odpisałam sążnistego
      e'maila na Twoją odpowiedź, ale "głupi" komputer (zawsze personifikuję to
      urządzenie, bo ma rozum choć sztuczny) nie wysłał go. Ponieważ piszę w
      natchnieniu, trudno mi po raz enty powtórzyć to samo.
      Ogólnie: sama identyfikuję się z DDA (mój kochany tatuś), moja córka też
      znalazłaby kilka podobieństw; na pocieszenie mogę tylko powiedzieć, że mój
      kontakt z nią jest raczej partnerski i koleżeński. Ja lubię wiedzieć co ona
      myśli i czuje, a ona raczej nie ma przede mną dużych tajemnic. Zresztą pomogłam
      jej w sprawie b. kontrowersyjnej, więc może zawsze na mnie liczyć - nawet to
      wykorzystuje. Tylko okazywanie miłości poprzez czułość nidgy mi nie wychodziło
      - jestem oziębła.
      Mam zrywy do walki z alkoholizmem, przeprowadzałam wiele rozmów z fachowcami,
      osobiście i przez telefon. Ostatnio niebieska linia. Najgorsze było odkrycie,
      że jestem uzależniona jako rodzina, a myślałam, że to mnie nie dotyczy.
      Rzeczywiście od dawna mój mąż nie jest brany pod uwagę w planach domowych, za
      często dawał d.....Cóż za piękne określenie w ustach kobiety?!
      Od początku związku ewoluuję, jestem teraz twardsza, bardziej świadoma swoich
      praw należnych każdemu człowiekowi. Ale wciąż jestem zależna od ..... wiesz
      czego i to jest takie wkurzające. Jeden Twój ruch i zmieniasz życie kilku osób
      na kilka dni na wegetację to to prawie moc boska lub szatańska.
      Tyle przemyśleń. Pozdrawiam wszystkich mających probemy, nie jesteście sami.
      • Gość: stachu34 Re: do stachu34 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.04.03, 22:49
        Witaj Forty wzasadzie wszystko rozumiem tylko nie wiem, dlaczego nie próbujesz
        cokolwiek zrobić dla siebie. Skazujesz się przez to na cierpienie czy nie warto
        spróbować?
        Bardzo dużo wiesz o współuzależnieniu,o DDA,o okazywaniu uczuć. To wszystko
        można zmienic,potrzeba tylko trochę czasu i pracy nad sobą pod kierunkiem
        specjalisty.
        Sprawa druga ile miłości czułości dostanie Twoja córka od Ciebie (to trzeba
        umieć dawać i
        Okazywać),tyle samo potem przekaże swoim dzieciom. To jest ważne.

        „Ale wciąż jestem zależna od ..... wiesz
        czego i to jest takie wkurzające. Jeden Twój ruch i zmieniasz życie kilku osób
        na kilka dni na wegetację to to prawie moc boska lub szatańska.”

        To akapit z Twojego tekstu mam go rozumieć w ten sposób, że godzisz się na
        poniżenie i cierpienie w imię dobrobytu?Tak?Jeżeli tak to przerażająco wysoka
        cena...
        Pozdrawiam serdecznie.
        • forty Re: do stachu34 17.04.03, 12:32
          Gość portalu: stachu34 napisał(a):

          > Witaj Forty wzasadzie wszystko rozumiem tylko nie wiem, dlaczego nie
          próbujesz
          > cokolwiek zrobić dla siebie. Skazujesz się przez to na cierpienie czy nie
          warto
          >
          > spróbować?
          > Bardzo dużo wiesz o współuzależnieniu,o DDA,o okazywaniu uczuć. To wszystko
          > można zmienic,potrzeba tylko trochę czasu i pracy nad sobą pod kierunkiem
          > specjalisty.
          > Sprawa druga ile miłości czułości dostanie Twoja córka od Ciebie (to trzeba
          > umieć dawać i
          > Okazywać),tyle samo potem przekaże swoim dzieciom. To jest ważne.
          Wiem, że to jest ważne, ale chyba trochę mało dostałam w domu i nie mam zapasów;
          poza tym od pewnego czasu pracuję nad tym.
          >
          > "Ale wciąż jestem zależna od ..... wiesz
          > czego i to jest takie wkurzające. Jeden Twój ruch i zmieniasz życie kilku
          osób
          > na kilka dni na wegetację to to prawie moc boska lub szatańska."
          >
          > To akapit z Twojego tekstu mam go rozumieć w ten sposób, że godzisz się na
          > poniżenie i cierpienie w imię dobrobytu?Tak?Jeżeli tak to przerażająco wysoka
          > cena...
          Źle mnie zrozumiałeś, jestem zależna od ciągów męża. Zawsze ceniłam wolność i
          niezależność, a tu ktoś pisze za mnie scenariusz mojego życia na kilka dni.
          Do dobrobytu jest nam bardzo daleko,zwłaszcza po restrukturyzacji wynagrodzeń w
          mojej firmie. Właśnie wszystko rozbija się o finanse, Moim marzeniem jest
          własne mieszkanie (ja + córka), nieduże - tylko za co? U mamy nie mam czego
          szukać, tam mieszka brat; gdybym miała alternatywę, może byłoby lżej.
          Z drugiej strony Stachu, przez całe moje długie już życie ciągle był deficyt
          pieniędzy i dóbr - myślę, że to stało się jakby moją "obsesją". Gdy byłam
          dzieckiem na nic nie starczało, to konsekwencja braku porozumienia między
          rodzicami- mówiąc eufemistycznie. Jako nastolatka w każde wakacje pracowałam,
          przez nikogo nie namawiana, po prostu chciałam mieć pieniądze. Ciułałam każdy
          grosz odmawiając sobie przyjemności dla dobra książeczki PKO.
          Po wyjściu za mąż było jeszcze gorzej, sprzedaliśmy prezenty ślubne, potem moje
          książki (moje skarby), wreszcie podanie o zapomogę - cóż za upodlenie dla mojej
          dumy. Po prostu zasiłek wychowawczy nie wystarczał na utrzymanie, a mężowi nie
          wychodziło z pracą. I tak do 35 roku życia, potem zmieniłam pracę i firma
          zainwestowała we mnie. Od tej pory zaczęłam się zmieniać, z zahukanej,
          niepewnej siebie, wystraszonej kobieciny na inną, taką jaką chciałam być.
          Świadkami mojej metamorfozy były moje koleżanki z pracy, więc to nia bajka.
          Zresztą w stosunku do siebie zawsze byłam krytyczna i swojego świata nie
          upiększam, bo bym sobie nie uwierzyła. zawsze cenię prawdę.
          Co sprawiło, że się zmieniłam - właśnie pieniądze. Możesz powiedzieć próżna
          kobieta, a gdzie wartości duchowe? Cóż, skoro tak uważasz, to powiedz. Krytyka
          innych osób już tak mnie nie boli jak przedtem, uczę się nią nie przejmować. Ja
          wiem, że jestem coś warta dla siebie. Właśnie teraz jestem na etapie prób
          pogodzenia mieć z być ( bo krucho z gotówką).
          Na pieniądzach nie można się zawieść, one spełniają twoje marzenia, powodują,
          że czujesz się dobrze, jesteś szczęśliwy. Jest jeszcze miłość, ale w tej
          dziedzinie jestem dyletantem; ale próbowałam. Zresztą, wykryłam że faceci,
          którzy zwracają na mnie uwagę (jeśli się taki przytrafi) mają słabe
          charaktery, potrzebują opieki,...i niewykluczone, że po prostu są alkoholikami.
          A ja jestem pojętnym uczniem, jeden błąd wystarczy.
          > Pozdrawiam serdecznie Ciebie Stachu.
          P.S.
          Na forum społeczeństwo>psychologia pisze znerwicowany, pisze straszne rzeczy,
          młody chłopak z wielkim poczuciem bezsilności. Ja w jego wieku broniłabym matki
          jak lwica, zresztą robiłam to w wieku nastu lat. Może zerkniesz, bo on
          potrzebuje "kopniaka" od życzliwego i mądrego człowieka.
          • Gość: Annette Re: do stachu34 IP: *.de.ibm.com 18.04.03, 13:47
            forty,
            na stronie:
            www.baba.org.pl
            w dziale "Prawo" znajdziesz możliwości prawne pozbycia się męża alkoholika z
            Waszego (Twojego i córki) życia. Twój mąż unieszczęśliwia i niszczy Wam obu
            życie. W moim odczuciu, jego próba samobójcza to manipulacja, bardzo skuteczna
            zresztą. Manipulacja, dzięki której udało mu się obarczyć CIEBIE
            ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ za JEGO los. Woli narazić swoje zdrowie i życie, byleby
            tylko nie dać Ci odejść, choć wie, że Cie unieszczęśliwia i niszczy. Myśli
            tylko o sobie a Ty... tylko o nim. Wiem, o czym piszę. Byłam przez 6 lat w
            związku z alkoholikiem. Sama również przeszłam przez piekło uzależnienia i wiem
            jak myśli alkoholik. Nie pozwól, by zniszczył Wam resztę życia - przecież to
            życie, to Twój największy skarb! Proszę, nie szukaj ukojenia w alkoholu.
            Skorzystaj z pomocy kobiet, które doświadczyły tego samego co Ty. Na
            spotkaniach grup Al-Anon możesz znaleźć taką pomoc - dowiedzieć się, jak sobie
            radzić, jak uratować siebie i swoje życie, odnaleźć spokój, siłę i poczucie
            godności. NIE WIERZĘ, ŻE JESTEŚ MASOCHISTKĄ! Szukasz pomocy na tym forum, a to
            dla mnie znaczy, że chcesz się ratować. Wiem, że cierpisz, że czujesz się
            samotna i całkowicie nie masz na kogo liczyć. W Al-Anon możesz znaleźć
            przyjaciół i wsparcie.
            I proszę, nie dokopuj sobie tak okropnie - nawet jeśli przeklinasz i się
            złościsz, to nie ma w tym nic dziwnego. Od wielu lat gromadziła się przecież w
            Tobie ta złość, ból i lęk. Moim zdaniem możesz być dumna ze swojej siły, że tak
            długo wytrzymywałaś. Masz prawo tak reagować, masz prawo być nerwowa. I masz
            PEŁNE PRAWO RATOWAĆ SWOJE ŻYCIE.
            Jestem z Tobą.
            A.
          • Gość: stachu34 Re: do stachu34 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.04.03, 23:09
            Witaj Forty!!
            Bardzo poruszył mnie Twój post,poprzednie także. Długo przymierzam się do napisania odpowiedzi. Jest to dla mnie niezwykle trudne a to, dlatego że wydaje mi się w Twoim przypadku na syndrom DDA nałożył się problem współuzależnienia.
            Ukształtowana w młodości świadomość zależności własnego bezpieczeństwa od posiadania pieniędzy. Kilka przegapionych okazji, aby położyć kres własnym cierpieniom. W końcowym efekcie kompletny impas To wszystko stanowi zapewne olbrzymi balast, wprost nie do uniesienia.
            Z tymi problemami nie mam w zasadzie nic wspólnego. Wychowywała mnie sama Matka. Nigdy nie było nadmiaru pieniędzy, ale też w domu nie było alkoholu. A jednak stałem się alkoholikiem. Kilka lat czerpania przyjemności z picia, potem kilka cierpienia. Coraz większego, większego...Kształtująca się powoli, rodząca się w bólu alkoholowa świadomość.
            Nigdy nie przywiązywałem wartości do pieniądza, jego nominał mierzony butelkami z alkoholem. Swoisty przelicznik.
            Jedyne, co mi po tym okresie pozostało to okruchy mózgu, w których tliła się potrzeba zmiany. O tym mogę mówić, na swoim przykładzie.
            Ale może troszkę przybliżę czym jest współuzależnienie. Jest to przystosowanie się do nieprawidłowych relacji w rodzinie, która pozwala na zachowanie dotychczasowego układu odbierając szansę na jego zmianę. Taka dysfunkcja nie pojawia się nagle, ale jej rozwój jest dynamiczny. Na początku rodzina zaprzecza istnieniu problemu. Destrukcyjne zachowanie alkoholika jest skrzętnie ukrywane. Rodzina organizuje samoobronę przed społecznym napiętnowaniem jakie wiąże się z alkoholizmem. Ogranicza swe kontakty, chroni swój zewnętrzny obraz.
            Kolejny etap to faza chaosu. Wiąże się ona z utratą nadziei na rozwiązanie problemu i bezwolnym poddaniem się biegowi wydarzeń. Niepijący współmałżonek przejmuje odpowiedzialność za rodzinę. W coraz mniejszym stopniu toleruje picie, zaprzestaje ochrony i krycia pijącego. Na koniec następuje faza ostatecznej reorganizacji rodziny, ale już bez alkoholika. Następuje nowy podział obowiązków i ról.
            Napisz co o tym myślisz, i może się zidentyfikujesz w jakiś sposób z tym.
            Swój wywód oparłem na podstawie broszury Bohdana T. Woronowicza pt. ?Alkoholizm jako choroba?.
            Pozdrawiam serdecznie
            • Gość: ONA Re: do stachu34 IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 22.04.03, 11:01
              Witajcie!
              MAsz rację Stachu - u mnie dokładnie tak to wygląda, tzn. relacje rodzina-
              alkoholik/alkohol. A teraz następuje faza zmian - dokładnie tak, jak to
              opisałeś.
              Pozdrawiam
              PS. Możesz podać jeszcze jakąś literaturę?
              ONA
    • Gość: ARi Re: do stachu34 IP: 217.17.46.* 22.04.03, 15:44
      Witaj forty!
      Jestem DDA, przez 16 lat byłam żoną alkoholika, od czterech lat jestem w
      związku z alkoholikiem niepijącym (8 rok), moj siedemnastoletni syn ma problem
      z alkoholem. Przeszłam terapię dla współuzależnionych, należę do wspólnoty Al-
      Anon, uczestniczyłam w mityngach DDA. Teraz jestem na terapii rodzinnej razem z
      moim synem. Moje życie nie jest łatwe, ale jest pełne, potrafię się śmiać, uczę
      się dawać moim dzieciom czułośc i uwagę, dostaję miłość i obdarzam nią. Mam też
      przyjaciół, którzy wspierają mnie w ciężkich chwilach. Nie miałabym tego
      wszystkiego gdybym zamknęła się w swojej skorupie i uznała, że nic nie moge
      zrobić. Zawsze trzeba zaczynać od siebie! Tego się nauczyłam, chociaż nie było
      to łatwe. Tak wygodnie jest obarczać winą za wszystko zło którego się
      doświadcza inną osobę(czyt.alkoholika).
      Możesz bardzo duzo zrobić...dla siebie. Jeżeli jedna osoba w rodzinie zacznie
      funkcjonować inaczej, przerywa to błędne koło. I często tak się dzieje, ze idą
      za nią inni. Zyczę Ci tego z całego serca!
      Pozdrawiam Cię i przesyłam rowniez pozdrowienia dla wspaniałych facetów, którzy
      się tutaj wypowiadają.
      Trzymajcie się!
      • forty Re: do stachu34 25.04.03, 14:25
        Witajcie, jestem znów. Ponieważ korzystam z internetu w pracy, nie zawsze mogę
        szybko odpisać - inne zadania, ale czytam i myślę o tym, co napisaliście do
        mnie. Należę do osób, na które trudno wywierać wpływ (od jakiegoś czasu, nie od
        zawsze)więc pierwsza odpowiedź jaka ciśnie mi się na usta (palce) to nie, po
        co, to nie dla mnie...Po przemyśleniu jest lepiej.
        Anette, teraz nie dałabym się namówić na wycofanie pozwu, mąż wiele razy
        szantażował mnie emocjonalnie, te sprawy już poznałam i te błędy przerobiłam.

        ARi, nie winię tylko męża, przede wszystkim mam żal do siebie, a raczej
        pretensje,że się tak stało. Nigdy sobie nie wybaczyłam, ale nie jest to moją
        obsesją. Patrząc wstecz, złożyło się na to kilka przyczyn, ale nie ma sensu
        czepiać się bliskich o rzeczy, których cofnąć nie można. Czasem, gdy jestem w
        dołku, miewam refleksje i przebłyski odkryć co się do tego przyczyniło i jestem
        jeszcze bardziej zdołowana - więc nie tędy droga. Powiedz mi ARi, nie bałaś się
        kolejnego związku, czy wyznał Ci, że jest alkoholikiem i dlaczego znów to samo
        zagrożenie ???
        Wylazłam ze skorupy trochę,choć trudno jest mówić o tych sprawach. Mam
        koleżankę- przyjaciółkę, chyba pierwszą w moim życiu, której mogę się zwierzyć
        i to bardzo pomaga. Zresztą w pracy jestem zupełnie innym człowiekiem, tu nie
        jestem żoną alkoholika, śmieję się, jestem niepoważna (gdy można) dopiero dom
        mnie "gasi". Czasem niestety mój drugi, gorszy świat dopada mnie też tutaj.

        Stachu34, pan Woronowicz musiał chyba obserwować nas z ukrycia, ponieważ
        idealnie opisał wszystkie stadia naszego związku. Teraz jestem w fazie trzeciej
        z lekką modyfikacją, tzn. jego udział nie jest potrzebny, jeśli wykazuje chęć
        pomocy powierzamy mu łatwe i mało odpowiedzialne zadania, gdyby w razie czegoś
        nie zrobił - to nie będzie tragedii i zawsze jest zastępstwo. Grunt to dobra
        organizacja - to mój konik.
        MÓJ MĄŻ jest dobrym facetem, nigdy inaczej nie mówiłam. Gdyby nie alkohol...
        W jego domu rodzinnym też mieszkał, z tego co wiem obydwoje rodziców było z nim
        w bliskich układach. Nie bardzo miał się kto nim zajmować, a dzieckiem był
        nieposłusznym...A dalej to można się domyślić - podwórko, koledzy, alkohol i
        nie wyrósł z tego. Podobno albo się zostaje abstynentem albo wprost przeciwnie.
        Chociaż poznając go nie orientowałam się zupełnie w jego problemach, u niego w
        domu o tym nie mówiono, chociaż urządzał po pijanemu dzikie awantury
        (dowiedziałam się później). Zresztą naiwnej dziewczynie wiele można wmówić.
        Co jakiś czas staram się zagaić rozmowę na temat A, choć on wyraźnie nie chce o
        tym mówić. Pytam dlaczego, co czuje, co ja czuję, ale on nie umie chyba o tym
        mówić.Mówię mu (dziś), że wielu alkoholikow nie pije, chociaż przyznają się do
        tego, że nimi są. Wiem, że trudno nie pić, ale oni potrafią, więc jest to
        możliwe. Niemniej nie sądzę, że wpłynie to w najmniejszym stopniu na niego.
        Jeśli mowa o spotkaniach dla rodzin A, to już proponowano mi podczas jednej z
        moich "krucjat". Mam mieszane uczucia, nie lubię o tym opowiadać, zwłaszcza
        twarzą w twarz obcym osobom, to dla mnie krępujące, wolałabym już 1 na 1 z
        psychologiem od tych spraw. Czytałam listy do ONEJ i w nich pisaliście o
        typowych reakcjach alkoholika, które ja traktowałam zawsze bardzo osobiście
        jako skierowane przeciwko mnie, teraz wiem , że są po prostu typowe.
        W każdym razie nie ma przyszłości dla naszego związku (nie wiem zresztą czy to
        można nazwać związkiem w potocznym tego słowa znaczeniu), chyba że, pożegnamy
        się (mąż) z alkoholem. Na razie jest jak jest.
        Cytat z "mojego męża":przecież tylu pije i jakoś nic się nie dzieje(wypisz,
        wymaluj, z prowokacji Hepika)

        Pozdrawiam wszystkich
        • Gość: ONA Re: do stachu34 IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 25.04.03, 17:01
          Witaj!
          Miło mi, ze czytasz listy do mnie, i jak słusznie zauważyłaś, jest tam dużo
          osobistych rzeczy. Tak, jest dużo osobistego - ale właśnie dlatego, że nie
          widzę tych ludzi, przed którymi się otwieram, to mogę to zrobić. I robię.
          Myslę, ze wszystko jest kwestią dojrzewania i przechodzenia na kolejne etapy.
          Ja już jestem na etapie, kiedy mogę mówić innym o tym co się dzieje w moim
          życiu. NIe bedę opisywać, bo i tak wiesz co mam na myśli. Jeszcze rok, czy dwa
          lata temu to byłoby nie do pomyślenia.
          Ale na jedno, jeśli pozwolisz, muszę Ci zwrócić uwagę. Mam wrażenie, że wciąż
          tkwisz w sieci pajęczej, której autorem jest Twój mąż. I jest Ci trudno oderwać
          się i wyrwać z niej. A mnie się wydaje, że właśnie oderwanie się jest tu
          najistotniejsze. Oderwanie sie uczuciowe itp. A ja próbuję się wyrwać i stanąć
          obok. I myslę, że w jakimś stopniu mi się to udaje. Przynajmniej na razie.
          Może nie powinnam udzielać rad, i wybacz, jeśli Cię dotknęłam. To są tylko moje
          wrażenia na podstawie Twoich wypowiedzi.
          Pozdrawiam Cię serdecznie
          ONA
          • Gość: forty Re: do stachu34 IP: 217.153.130.* 28.04.03, 11:50
            Właśnie dowiedziałam się, że zostajesz bez komputera, mam nadzieję ,że na
            krótko. Nie gniewam się za rady, wprost przeciwnie. O ile znam siebie, moje
            spojrzenie na sprawę jest zupełnie inne niż Twoje, Stacha, Hepika, Kubka i
            innych. Jestem przekonana, że to co mi umyka oni dostrzegają, poza tym ich
            wiedza jest dla mnie bezcenna. Zwłaszcza w sprawach alkoholizmu męża, często
            nie wiem jak mam postąpić, jak się zachować; tzn. jak powinnam wg kodeksu
            uświadomionej żony alkoholika, a nie zwykłej żony.
            Cholera, zawsze byłam wyrozumiała, pełna empatii, za wszelką cenę unikałam
            "głośnych" konfrontacji. Byłam idealną pożywką dla dalszego rozwoju picia.
            Nie przeczę, że coś mnie z mężem łączy; w końcu to 20 lat życia pod jednym
            adresem. Bardziej jak rodzeństwo czy koledzy (tzn. nie bardzo u mnie z
            ..."powinnościami" od dobrych kilku lat). Żeby było ciekawiej, to od jakiegoś
            już czasu, mąż utrzymuje się sam (jedzenie, palenie)i daje mi pewne kwoty na
            opłaty. Od czasu, kiedy moje dochody zmalały, sama nie daję rady zarobić na
            siebie, córkę i dom. Więc jestem uzależniona finansowo. Tak to przynajmniej
            rozumiem.(Wiem, że jest to anormalne, ale tak żyjemy).
            A teraz jestśmy na skraju przepaści, jeden krok i wpadniemy w ciąg alkoholowy -
            czytaj mąż codziennie kaleczy się kilkoma piwami, mówi idę po papierosy, wraca
            z piwem, pije oficjalnie (nie w ukryciu), ale od tego już niedaleko do...
            I tak sobie czekam z dnia na dzień, czy to już, czy jeszcze nie. Jest takie
            przysłowie lepiej późno niż wcale - czy tu pasuje? Czy on pije bo chce, czy
            pije bo musi ?
            W skali od -10 do 10 moje uczucia blisko zera, ideał - totalna olewka, nic mnie
            rusza. Cisza przed burzą. Nie lubię czekać, choć czekanie na to lepsze od
            doczekania. Dlaczego się tego boję, przecież mnie nie uderzy, nie zrobi
            awantury, powinnam się przyzwyczaić, a nie potrafię. On wie, że to jest blisko,
            tak myślę. Chyba cały dom wstrzymuje oddech.
            • Gość: kubek34 Re: do stachu34 IP: *.ld.euro-net.pl 28.04.03, 12:30
              Gość portalu: forty napisał(a):

              > Właśnie dowiedziałam się, że zostajesz bez komputera, mam nadzieję ,że na
              > krótko. Nie gniewam się za rady, wprost przeciwnie. O ile znam siebie, moje
              > spojrzenie na sprawę jest zupełnie inne niż Twoje, Stacha, Hepika, Kubka i
              > innych. Jestem przekonana, że to co mi umyka oni dostrzegają, poza tym ich
              > wiedza jest dla mnie bezcenna. Zwłaszcza w sprawach alkoholizmu męża, często
              > nie wiem jak mam postąpić, jak się zachować; tzn. jak powinnam wg kodeksu
              > uświadomionej żony alkoholika, a nie zwykłej żony.
              > Cholera, zawsze byłam wyrozumiała, pełna empatii, za wszelką cenę unikałam
              > "głośnych" konfrontacji. Byłam idealną pożywką dla dalszego rozwoju picia.
              > Nie przeczę, że coś mnie z mężem łączy; w końcu to 20 lat życia pod jednym
              > adresem. Bardziej jak rodzeństwo czy koledzy (tzn. nie bardzo u mnie z
              > ..."powinnościami" od dobrych kilku lat). Żeby było ciekawiej, to od
              jakiegoś
              > już czasu, mąż utrzymuje się sam (jedzenie, palenie)i daje mi pewne kwoty na
              > opłaty. Od czasu, kiedy moje dochody zmalały, sama nie daję rady zarobić na
              > siebie, córkę i dom. Więc jestem uzależniona finansowo. Tak to przynajmniej
              > rozumiem.(Wiem, że jest to anormalne, ale tak żyjemy).
              > A teraz jestśmy na skraju przepaści, jeden krok i wpadniemy w ciąg
              alkoholowy -
              >
              > czytaj mąż codziennie kaleczy się kilkoma piwami, mówi idę po papierosy,
              wraca
              > z piwem, pije oficjalnie (nie w ukryciu), ale od tego już niedaleko do...
              > I tak sobie czekam z dnia na dzień, czy to już, czy jeszcze nie. Jest takie
              > przysłowie lepiej późno niż wcale - czy tu pasuje? Czy on pije bo chce, czy
              > pije bo musi ?
              > W skali od -10 do 10 moje uczucia blisko zera, ideał - totalna olewka, nic
              mnie
              >
              > rusza. Cisza przed burzą. Nie lubię czekać, choć czekanie na to lepsze od
              > doczekania. Dlaczego się tego boję, przecież mnie nie uderzy, nie zrobi
              > awantury, powinnam się przyzwyczaić, a nie potrafię. On wie, że to jest
              blisko,
              >
              > tak myślę. Chyba cały dom wstrzymuje oddech.
              Witaj !!!
              Cóż mogę powiedzieć - chyba tylko tyle że ja zawsze mówiłem że piję bo lubię i
              chcem. Tak było do czasu kiedy po raz pierwszy dostałem ataku padaczki w
              czasie pracy(a pracowałem w naprawdę poważniej firmie i na dość wysokim
              stanowisku), erka szpital i ogromny wstyd - jak wrócic do pracy, wróciłem ale
              wtedy już moje picie było piciem tylko i wyłącznie ze strachu i tego jak pilem
              wtedy nie zapomnę nigdy.Spotkałem na swojej drodze wielu alkoholików którzy
              pili tak jak ja i ta ostatnia faza to już tylko i wylącznie strach ( nie
              przyjemność, nie chęć, nie rozluźnienie ale strach w czystej i najgorszej
              postaci).Wiele jest rzeczy które można zapomnieć ale tego chyba nigdy. Choć z
              drugiej strony znam wielu którzy mimo tego co przeżyli piją nadal i strasznie
              cierpią, ale tak działa ta choroba chwile zludnego szczęścia aż do całkowitego
              zniszczenia...
              Każdy ma gdzieś swoją granicę - niżej - wyżej ale jest ja w to wierzę ...
              pozdrawiam
              • Gość: forty Re: do stachu34 IP: 217.153.130.* 28.04.03, 14:52
                Gość portalu: kubek34 napisał(a):

                >
                > Witaj !!!
                > Cóż mogę powiedzieć - chyba tylko tyle że ja zawsze mówiłem że piję bo lubię
                i
                > chcem. Tak było do czasu kiedy po raz pierwszy dostałem ataku padaczki w
                > czasie pracy(a pracowałem w naprawdę poważniej firmie i na dość wysokim
                > stanowisku), erka szpital i ogromny wstyd - jak wrócic do pracy, wróciłem ale
                > wtedy już moje picie było piciem tylko i wyłącznie ze strachu i tego jak
                pilem

                > wtedy nie zapomnę nigdy.
                Czego się bałeś, nie bardzo mogę zrozumieć? Czy tego, że pijesz i są takie
                efekty (padaczka,erka). A co z Twoją rodziną ?

                Spotkałem na swojej drodze wielu alkoholików którzy
                > pili tak jak ja i ta ostatnia faza to już tylko i wylącznie strach ( nie
                > przyjemność, nie chęć, nie rozluźnienie ale strach w czystej i najgorszej
                > postaci).Wiele jest rzeczy które można zapomnieć ale tego chyba nigdy. Choć z
                > drugiej strony znam wielu którzy mimo tego co przeżyli piją nadal i strasznie
                > cierpią, ale tak działa ta choroba chwile zludnego szczęścia aż do
                całkowitego
                > zniszczenia...
                > Każdy ma gdzieś swoją granicę - niżej - wyżej ale jest ja w to wierzę ...
                > pozdrawiam

                Jeszcze raz pytam, dlaczego strach i przed czym ? Przed powrotem do zwykłego
                życia? Nie wiem co się czuje wtedy, nie mam skąd się dowiedzieć.
                Czy uważasz, że powinnam być świadoma i co to zmieni, jeśli będę wiedziała.
                Odpowiedz.
                • Gość: kubek34 Re: do stachu34 IP: *.ld.euro-net.pl 28.04.03, 17:23
                  Witaj !!!
                  Czy bałem się powrotu do normalnego życia - zdecydowanie nie - ja takiego
                  życia nie znałem (mój ojciec też był alkoholikiem).To był strach przed życiem
                  w ogóle, a już dalej w ten sam sposób jak dotychczas nie dawałem rady.Rodzina -
                  nie miałem już rodziny. Czy powinnaś być świadoma - jeżeli problem zaczyna
                  dotyczyć również Ciebie to myslę że nie zaszkodzi i za ktorymś razem
                  zastanowisz się czy ten jeden kieliszek naprawdę rozluźnia i czy z czasem nie
                  potrzebne będą dwa, trzy...
                  pozdrawiam...
    • hepik1 Re: do stachu34 02.05.03, 06:46
      Ciekawy wątek,bardzo mądre wypowiedzi Forty,dające wiele nam,niepijącym
      alkoholikom.Kubek jak zawsze na swoim wysokim poziomie.Szkoda by spadał w dół
      na stronie.
      • hepik1 Re: do stachu34 02.05.03, 06:50
        O Stachu już nie wspominam,ale już tyle razy wcześniej chwaliłem,więc żeby
        nie było za słodko na razie" styknie"
        Po dwu dniach powróciliśmy na wizję,śledzę różne wątki gdzie się możemy
        spotkać,na razie jeszcze cisza,oprócz Straceńca.Ale on rutynowo.
        • Gość: stachu34 Re: do stachu34 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.05.03, 21:11
          Witaj Hepik!Dzięki za wszystko.Jasne że styknie,bo co za duzo to niezdrowo,wiem cos o tym.
          Napisz czy juz masz stałe łącze...
          Pozdrawiam
          • Gość: hepik1 Re: do stachu34 IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 03.05.03, 06:01
            Nadal stałego nie mam ale gdy mnie to zaczyna denerwować a zwlaszcza wtedy gdy
            połączenie zostaje ni z tego,ni z owego przerwane czy gdy otrzymuję rachunek
            telefoniczny-myślę sobie ,że musi jednak tak być i coś czuwa nade mną.Biorąc
            pod uwagę moje skłonności do uzależnień...
            A ogólnie jest w porządku-minęło trzy miesiące trzeżwości imiesiąc bez
            palenia. I jest mi z tym dobrze.Czasami tylko ssię Niguitin.
            Pozdrowienia (spóźnione) z okazji 1,2 i 3 maja.
            • Gość: stachu34 Re: do stachu34 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.05.03, 09:08
              Witaj Forty!!
              Abstrahuje od tego czy ktoś ma alkoholowe korzenie czy też nie, ale samo picie
              jest w pewnym sensie strachem przed życiem, ucieczką od problemów. Poprawą
              samopoczucia i dowartościowaniem się.
              Alkoholik to człowiek (przepraszam moich wszystkich towarzyszy od picia)
              słabego charakteru. Nie potrafi, może nie ma siły przeciwstawić się różnym
              zawirowaniom w życiu. Bardzo łatwo ulega wpływom środowiska, wybierając zawsze
              najłatwiejsze wyjście, tzn upija się i problem jest z głowy. Przy tym wszystkim
              jest człowiekiem bardzo wrażliwym, u którego uczucia odgrywają bardzo dużą
              rolę. Nie umie walczyć o swoje, a już najtrudniej przychodzi mu walka z samym
              sobą z własnymi słabościami. W jednej sprawie jest nieugięty, mianowicie w
              określeniu swojej tożsamości, alkoholowej tożsamości.
              To wszystko moim zdaniem nazywa się strachem, a wypływa z uzależnienia od
              alkoholu.
              Pozdrawiam i napisz jak minął weekend...
              • Gość: ARi Re: do stachu34 IP: 217.17.46.* 07.05.03, 17:13
    • Gość: ARi Re: do stachu34 IP: 217.17.46.* 07.05.03, 17:50
      Witaj Forty!!!
      Pytasz czy nie bałam się wejść w związek z niepijącym alkoholikiem pomimo
      swoich doświadczeń? I czy powiedział mi kim jest? Od samego początku
      wiedziałam, poznaliśmy się na mitingu DDA, zaprzyjaźniliśmy się, a po kilku
      miesiącach zostaliśmy parą. Po 19 miesiącach zamieszkaliśmy razem. Nie bałam
      się bardziej niż gdyby nie miał problemu z alkoholem. Powiedział mi o sobie
      wszystko i mogłam zdecydować. Zaufałam mu i nigdy tego nie żałowałam.Jest
      wspaniałym facetem, który ciężko pracuje na swoją trzeźwość. Pracujemy
      oboje.Nie byłby możliwy nasz związek gdybym i ja nie robiła czegoś z sobą.
      Wiesz, myślę, że tak naprawdę pełne porozumienie jest możliwe tylko wtedy
      jeżeli ludzie znają problem. Czy mógłby rozumieć mnie facet "zdrowy"? Uznałby
      mnie za chorą. I miałby rację. Jestem chora, a moja choroba nazywa się
      współuzależnieniem. Dzięki temu, że oboje jesteśmy na programie radzimy sobie
      z trudnościami i pomimo wielu problemów(ogromnych)jesteśmy razem bo chcemy
      tego. Wszystko staramy się "rozwalić" rozmową, nie ukrywamy swoich emocji, nie
      kryjemy się ze swoimi uczuciami. Mówimy o nich i dzięki temu trwamy. Jest
      nieraz ciężko, ale kto powiedział, że bedzie lekko?
      Piszesz, ze dokopywanie się do przyczyn tego co się stało w Twoim życiu dołuje
      Cię i że nie tędy droga. Moje zdanie jest inne. Właśnie tędy! To bardzo boli i
      dołuje, ale to chyba jedyna droga, żeby poznać siebie i móc zacząć powoli
      zmieniać swoje życie. Mnie pomogła terapia, książki, rozmowy z ludźmi
      znającymi problem i mitingi. W tej chwili moje życie nabiera innych wartości i
      choć jest trudne to już nie marzę o tym, żeby być kimś innym. Nareszcie.
      Forty, wierzę, że znajdziesz dla siebie drogę tylko miej odwagę. Nie bój się
      tych strasznych rzeczy, które zobaczysz, jak je poznasz będziesz umiała z nimi
      walczyc. Trzymaj się i powodzenia!!!
      • Gość: forty Re: do stachu34 IP: 217.153.130.* 08.05.03, 15:36
        Witajcie. Na razie się trzymamy. We wtorek i środę "pisałam " maturę, byłam na
        urlopie i podnosiłam na duchu swoje dziecię. Mąż spisał się na medal (tzn.
        normalnie, jak to ojciec powinien,) zawiózł pod szkołę i przywiózł.
        Kolejne spostrzeżenie dotyczące syndromu współuzależnienia - jeśli delikwent
        zachowa się normalnie - jest to traktowane jak niebywały wyczyn, jeśli coś
        schrzani - to normalka. Ciekawe?!
        ARI, rzeczywiście podstawą związku jest szczerość, ja nie bardzo sobie z tym
        radzę, zwłaszcza jeśli mam mówić o uczuciach i odczuciach. Sparzyłam się
        przecież, oddając część siebie. Chyba obawiam się reakcji drugiej strony
        (dlaczego ?). Szczerość, a więc nie zawsze to co miłe, chyba nie lubię mówić
        przykrych rzeczy. Skrywam swoje uczucia, nikt oprócz mnie nie wie co myślę.
        Chociaż, jak wspomniałam już wcześniej, zaczynam pracować nad sobą.
        Może i między nami coś się zmieni, mam taką nadzieję.
        Pozdrawiam WAS wszystkich
        • Gość: kubek34 Re: do stachu34 IP: *.ld.euro-net.pl 08.05.03, 16:49
          Witaj !!!
          Dobrych wyników z matury !!!
          Więc Twój został "medalistą" - widzisz ja nie dość że jestem alkoholikiem to
          jeszcze miałem ojca alkoholika(tak wyszło), na dziś wiem że nie obejdzie się w
          moim przypadku bez terapii dda - coś we mnie zostało z tego dziecka, ja też
          nie potrafię i nigdy nie potrafiłem mówić o uczuciach w sposób otwarty ale
          znalazłem sobie wyjscie - alkohol, on był "lekarstwem" na wstyd, poczucie
          niższej wartości(zresztą na wszystko i radości i smutki).Na dziś przynajmniej
          przestałem się wstydzić uczuć, potrafię - choć z trudem rozmawiać o nich z
          żoną i z kilkoma przyjaciółmi z aa.Jeszcze jedno - mam już trochę lat,a tak
          szczerze mówiąc ja nie znałem słowa przyjaźn,przez dzieciństwo(nigdy nie
          zapraszałem do domu kolegów - powód wiadomy), a potem całe lata picia stałem
          się samotnikiem - nie nazwę przyjaźnią znajomości które urwały się
          automatycznie kiedy przestałem pić.Coś mi przypomniałaś z dzieciństwa jak
          bardzo się cieszyłem kiedy ojciec wracał trzeźwy i o czasie z pracy - niestety
          to było z czasem coraz rzadsze...
          pozdrawiam....
        • Gość: stachu34 Re: do stachu34 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.05.03, 22:27
          Witaj Forty!!
          To, co napisałaś-pozwolisz, że Cię zacytuję „Może i między nami coś się zmieni,
          mam taką nadzieję.”, Jest czymś nadzwyczajnym i za to Ci dziękuję.
          Ja sam jestem alkoholikiem i jestem przeciwnikiem ułatwiania życia pijącemu.
          Jestem również przeciwnikiem okazywania mu wszelkich uczuć takich jak miłość
          czy współczucie, okazywania jakiegokolwiek zainteresowania jego życiem.
          W drugim poście datowanym 04.04.2003 Już napisałem pozwolisz, że teraz sam
          siebie zacytuję „Alkohol czyni wiele zła zabija wszelkie uczucia, ale na
          szczęście nie odbiera szansy na ich odbudowę. Znam wiele beznadziejnych
          przypadków gdzie wracało zaufanie wracała miłość.” Przy tym wszystkim, co
          napisałem powyżej
          Kategorycznie sprzeciwiam się zamykaniu wszystkich furtek przed takim
          człowiekiem. On jest chory i mimo tego, że jest odpowiedzialny za to, co się z
          nim dzieje, niejako jest to wszystko po za nim. Granica odpowiedzialności i
          zrozumienie zła, jakie czyni jest zupełnie inna. To właśnie jest paradoks tej
          choroby.
          Alkohol zabija miłość, ale czy to jest do końca prawdą? Czy w grę nie wchodzą
          inne czynniki, daleko ważniejsze niż alkoholizm jednego z partnerów?
          W moim przypadku, moja była żona wniosła pozew do sądu o rozwód z orzeczeniem o
          całkowitej mojej winie. Przyczyna wiadoma alkoholizm. Natychmiast przyznałem
          się do mojego uzależnienia ( już wtedy na szczęście nie piłem), lecz godziłem
          się na rozwód tylko pod warunkiem nie orzekania o winie. Nie chciałem, aby sąd
          orzekał, kto bardziej przyczynił się do rozpadu związku ja czy ona, ponieważ
          trwałoby to w nieskończoność. Przedstawiłem swoje argumenty i sąd (oczywiście
          kobieta) przymusił niejako powódkę do wycofania z pozwu punktu o orzekaniu
          winy. I co było faktycznie przyczyna rozpadu związku?
          Mój alkoholizm miał niewątpliwie podstawowe znaczenie, lecz jestem święcie
          przekonany, że gdyby ona wykazała się odrobiną rozsądku i nie skopała tego
          wszystkiego, co było między nami do końca, to dziś bylibyśmy dalej małżeństwem
          i to dobrym. Na dzień dzisiejszy mam ogromna satysfakcje uratowałem dobry
          kontakt z dziećmi, jest znakomity i jestem cały czas trzeźwy. Pozdrawiam...
          • Gość: ARi Re: do stachu34 IP: 217.17.46.* 09.05.03, 11:15
            Stachu, poruszyło mnie to co napisałeś o swoim rozwodzie. Rzeczywiście
            orzekanie o winie w takich przypadkach jest mocno wątpliwe. Ja wniosłam o
            rozwód bez orzekania o winie zdając sobie sprawę, że jego alkoholizm nie jest
            jedynym powodem rozpadu małżeństwa, ale mąż nie zgodził się na rozwód w
            związku z tym miałam alternatywę: albo rozwód z orzeczeniem winy albo
            wycofanie pozwu. Dostałam rozwód, mąż przez dwa lata nie stawiał się na
            sprawy, chował głowę w piasek unikając spraw trudnych. Tak jest do dzisiaj,
            nie przestał pić. Od czasu do czasu zaczyna się leczyć, ale nigdy nie
            ma "czasu" na kontynuację. Piszę o tym bo rozumiem i wiem o tym, że przyczyn
            tego, że nie chciałam już z nim być było wiele i w takim samym stopniu ponoszę
            odpowiedzialność za rozpad naszego związku.
            Jestem pewna, że nikogo nie można przekreślać. Znam osobiście ludzi, którym
            inni nie dawali już żadnych szans, a oni potrafili zmienić swoje życie o
            180stopni i stać się nowymi ludźmi! Jestem pełna podziwu dla trzeźwiejących
            alkoholików, wiem co przeżywają (na ile jest to możliwe), bo jak mówi mój
            partner tak naprawdę w pełni może go zrozumieć tylko drugi alkoholik.
            Swojego byłego męża również nie przekreślam jako człowieka i jestem z nim w
            dobrych stosunkach, wierzę, że kiedyś i jemu się uda. Widać nie jest jeszcze
            gotowy, żeby zmierzyć się z własnym uzależnieniem i zacząć ciężko (oj bardzo)
            nad sobą pracować.
            Forty: życzę powodzenia! Skup się na swoim zdrowieniu, dajesz wtedy szansę i
            sobie i swojemu mężowi. Może skorzysta?
            Pozdrawiam wszystkich!
    • potter2 Re: do stachu34 09.05.03, 14:37
      Polecam mityngi Al-Anon. Byłam w niedzielę i było fantastycznie. Przez kilka
      dni żyłam jak w euforii. I gdy zastosowałam 1 krok w domu (nie zmieniać męża na
      siłe, nie kontrolować go) to okazało się, że przeżyliśmy pierwszy tydzień od
      dawna bez kłótni i on sam zaczął zauważać pewne rzeczy w domu do zrobienia (bez
      czepiania się :))
    • Gość: ARi Re: do stachu34 IP: 217.17.46.* 14.05.03, 14:27
      Forty, odezwij się!! Jak poszło na maturze Twojemu dziecku?? Moja córka też
      zdaje więc wiem jakie przeżywacie emocje. Napisz słówko, jeśli możesz, jak Ci
      się dzieje??
      Pozdrawiam!
      • Gość: stachu34 Re: do stachu34 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.05.03, 18:21
        Stanowczo popieram powyższy post Ari.Fory odezwij się!!!!
        • Gość: forty Re: do stachu34 IP: 217.153.130.* 16.05.03, 16:41
          Sorry, tzn. bardzo przepraszam za milczenie, postaram się nie powtórzyć tego
          nietaktu. A teraz do rzeczy. Mamy dwie tróje z pisemnych, mogło być lepiej, ale
          to mówię tylko w myślach. Właściwie to naprawdę duży sukces dla córki i dla
          mnie, zważywszy jej wcześniejsze olewanie szkoły. Jutro pierwszy ustny egzamin
          - biologia (córka chodzi do, a właściwie lepiej brzmi na "Sorbonę") więc
          dlatego sobota. Potem jeszcze dwa ustne i po ptakach. Chcemy zdawać na studia...
          Mąż szczęśliwie wydostał się z zawirowania alkoholowego, po prostu zamiast
          więcej - to przestał. Jestem już zakręcona, nerwy. Przed córką jestem spokojna,
          ale w środku woda wlana do kwasu.(przyp. "pamiętaj chemiku młody...) Pozdrawiam
          Wszystkich serdecznie - trzymajcie się.
          • Gość: ARi Re: do stachu34 IP: 217.8.186.* 16.05.03, 17:08
            Fajnie, że się odezwałaś! Powodzenia na dalszych egzaminach i spokojnego
            weekendu!
            Trzymaj się Forty i pamiętaj o sobie...no i o nas:))
            • Gość: stachu34 Re: do stachu34 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.05.03, 19:57
              Podpisuje się pod postem Ari.Ostatnio tylko to robię...heheheh
              Pozdrawiam i trzymam kciuki za obie forty.Paaaaa
              • Gość: forty Re: do stachu34 IP: 217.153.130.* 19.05.03, 10:22
                Uff, już po biologii mamy 4. Teraz muszę powtarzać rosyjski; mam przepytywać
                córkę wieczorami po pracy. Jeszcze dwa egzaminy: rosyjski i polski - czwartek i
                piątek - i kolejny etap w moim życiu zakończony. Marzę o tym, żeby moja córka
                bardziej się usamodzielniła, tzn. zdjęła ze mnie brzemię odpowiedzialności. Ale
                stwierdzam, że i tak ją kocham i lubię z nią przebywać, to fajna dziewczyna z
                trudnym charakterem (po Tatusiu i po mnie wzięła co najgorsze).
                Na pewno nie można się z nią nudzić.
                Napiszcie co u Was. Stachu, proszę o więcej niż jedno zdanie, Ari, co z Waszą
                maturą. Czeeeekaaaam niecierpliwie.
                • Gość: hepik1 Re: do stachu34 IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 20.05.03, 05:07
                  Ja nie pisałem o tym ale moja córa też zdawała maturę,z tym,że jest już po.Dwa
                  razy pięć(polski i matematyka) i cztery z angielskiego.Myśmy jednak tego aż tak
                  nie przeżywali(ani ja ani żona)jak Ty czego broń boże nie odbieraj jako zarzut
                  w stosunku do Ciebie.Wydaje mi się,że matura to jednak formalność-schody
                  zaczynają się dopiero teraz-przy egzaminach na studia.Poziom dziennych wydaje
                  się jednak wyższy a koszty tych czterech czy pięciu lat nieporównywalnie
                  mniejszy od studiów płatnych.Pozdr.
                  • Gość: forty Re: do stachu34 IP: 217.153.130.* 20.05.03, 13:47
                    Ja przeżywam, bo nie dość, że pomogłam jej dostać się do ogólniaka - to
                    zawaliła dwa lata nauki przez chroniczne wagary. Wychodziła do szkoły i nie
                    docierała. Jak przekonasz 17-nastolatkę, że musi chodzić do szkoły, jeśli ona
                    nie chce???? Wstydu się najadałam na zebraniach, problem dotyczył również mnie
                    (bo to moje dziecko) i czułam się winna tej sytuacji(co zrobiłam źle?)
                    Chodziłam do psychologa po porady itp. Byłam bezsilna, a jeszcze do tego
                    problem z mężem. Na szczęście opamiętała się, ale w tej szkole nie chcieli jej
                    widzieć. Poszła do Sorbony, zrobiła 3 klasę z zaliczeniem pał z drugiej w jeden
                    rok. Egzaminy na koniec każdego semestru z każdego przedmiotu. Do tego dość
                    wysokie czesne (szczęście, że wtedy miałam jeszcze pieniądze)Potem 4 już
                    normalne czesne i matura. Droga krzyżowa to była dla mnie. Tym bardziej, że
                    córka zawsze przerzuca część swojej pracy na mnie i angażuje mnie do pomocy -
                    referaty, recenzje itp. Sama do tego doprowadziłam i nie mogę nagle powiedzieć
                    dość, bo za bardzo mi zależy. Wiem, że nie jest to zdrowy układ, ale u nas nic
                    nie jest normalne. Często zazdrościłam innym rodzicom, że nie mają problemów z
                    nauką ich dzieci. Mnie rodzice nie pomagali w niczym, wiedziałam, że muszę
                    liczyć tylko na siebie.Czy to było lepsze, nie wiem do końca.
                    Na plus można zaliczyć to, że biegając po internecie, czegoś tam się uczę,
                    poznaję nowe dziedziny wiedzy i mój mózg nie popadł w stan katatonii.Dlatego ta
                    pieprzona matura jest wreszcie końcem pewnego trudnego etapu edukacji szkolnej
                    i życiowej.
                    P.S. Gratuluję wspaniałych ocen.

                    P.P.S. Ponieważ ja nie miałam problemów z nauką, tym bardziej czułam się bez-
                    radna wobec jej zachowania, problem był mi obcy.

                    POZDRAWIAM
                    • Gość: ARi Re: do stachu34 IP: 217.17.46.* 20.05.03, 16:05
                      Oj Forty, to dała Ci popalić! Mam nadzieję, że teraz jest już na innym etapie
                      i skoro chce zdawać na studia to studiować będzie samodzielnie. Życzę Ci tego
                      z całego serca. Twoja pomoc nie powinna polegać na robieniu różnych rzeczy za
                      nia, nie gniewaj się, że to napisałam, nie oceniam Cię, ale wiem, że to błąd.
                      Moja córka ma 4x4, przed nią jeszcze jeden egzamin z chemii i będzie po
                      maturze. Nie miałam z nia nigdy większych kłopotów, chociaż charakterek ma
                      dosyć trudny. Natomiast mój syn dostarcza mi bezustannie atrakcji. Ciągle
                      zmieniałam mu szkoły (każda chciała się pozbyć trudnego ucznia), nigdy nie
                      miał problemów z nauką, ale zawsze z zachowaniem. Nienawidziłam zebrań, rozmów
                      z rodzicami, nauczycielami, pedagogami i cholera wie z kim jeszcze. Teraz
                      kończy pierwszą klasę technikum ekonomicznego, ma w zawieszeniu poprawczak, i
                      oczywiście szkoła o niczym nie marzy tylko, żeby się go pozbyć.
                      Oj, rozpisałam się, ale to jest temat, który zawsze mnie bardzo porusza.
                      Życzę Wam powodzenia! I Forty... wspieraj Ją, ale nie wyręczaj!
                      Pozdrawki
                      • Gość: forty Re: do stachu34 IP: 217.153.130.* 21.05.03, 14:19
                        Droga Ari, wój syn to właśnie moja córka. Od dzieciństwa była nadpobudliwa, a w
                        szkole podstawowej problemem było zachowanie. A ponieważ wystarczy raz
                        przykleić sobie etykietę to sprawy innych, też szły na jej konto. Broń Boże jej
                        nie usprawiedliwiam, też miała "ZASŁUGI", ale nawet ten zły nie chce odpowiadać
                        za cudze. W 8 klasie jej przeszło, ale na krótko, bo w połowie I L.O.
                        znów...tym razem wagary. Nieobecności, brak ocen itp...Sądzę, że wiele błędów
                        to było przegięcie za brak zainteresowania w moim domu moją osobą, a brak
                        hamulców w zachowaniu to niestety efekt mojego postępowania, za wszelką cenę
                        cisza i spokój w domu, bo tatuś się zdenerwuje, a właśnie jest pijany.
                        Niestety rykoszetem się moja głupota i ciemnota wychowawcza odbija od każdej
                        ściany. Wyrok łagodzi tylko to, że musiałam się motać między córką a mężem i
                        znikąd pomocy. Teraz już bardziej nadaję się na matkę. I tym optymistycznym
                        akcentem kończę i pozdrawiam WAS.
                        • Gość: ARi Re: do stachu34 IP: 217.17.46.* 21.05.03, 17:23
                          Forty, najgorsze jest poczucie winy. Kiedy mnie dopada czuję się strasznie.
                          Mistrzami świata w wpędzaniu mnie w nie są moje dzieci, ale uczę się właśnie
                          nie pozwalać na to. Diabelnie trudne, ale możliwe. Wiem, że uświadomienie
                          sobie swoich win i błędów jest bardzo ważne, ale nie po to, żeby się pławić w
                          poczuciu winy, ale, żeby zmieniać swoje zachowania. Wtedy nie umiałaś inaczej,
                          złożyło się na to tyle okoliczności, cała Twoja historia... teraz masz wybór!
                          Do Ciebie i do mnie należy decyzja. Ja wybrałam zdrowienie i naprawianie tego
                          co zostało spaprane. Odbieram to jako wielki dar i nie zamierzam go
                          zaprzepaścić. Zmieniam siebie (bo tylko to mogę robić)i wiesz? To działa.
                          Kiedy mój syn parę dni temu przytulił mnie i rozczochrał mi włosy, myślałam,
                          że będę wyć! Ja też nie dostałam czułości w dzieciństwie i nikt mnie jej nie
                          nauczył, teraz sama uczę się ją dawać i prawdą jest, że dziecko odda Ci to co
                          w nie włożysz(ktoś tutaj o tym pisał).
                          Droga Forty, trzymam za Was kciuki!!!
                          Pozdrawiam!
                          • Gość: ARi Re: do stachu34 IP: 217.17.46.* 27.05.03, 12:30
                            Forty!!!! Jak poszły dwa ostatnie egzaminy??? Zamilkłaś zupełnie. Proszę,
                            odezwij się! Obiecałaś, że nie będziesz już znikać!!!
                            • Gość: stachu34 Re: do stachu34 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.05.03, 18:55
                              Właśnie,właśnie obiecałaś...i co?Martwimy się o Ciebie...
                              • Gość: FORTY Re: do stachu34 IP: 217.153.130.* 30.05.03, 11:08
                                No właśnie, obiecałam. ZDAŁA. Jestem matką maturzystki i jestem dumna z tego,
                                bo bardzo się obawiałam, czy moje "krnąbrne dziecko" czyli moja dorosła! córka
                                dotrze do końca. Na męża też (odpukać) nie narzekam, oczywiście w kwestii
                                wiadomej, bo jego wspaniałe wady nieraz dają mi popalić. Spróbuj mu zwrócić
                                uwagę i już mina urażonej księżniczki i dąsy i złośliwość z perfidią. Co za
                                facet! Mój. Najwyższa pora, korzystając z jego widocznego już dojrzewania do
                                życia, rozpocząć delikatną obróbkę wrażliwego charakteru. Może wreszcie zacznie
                                zwracać choć minimum poniesionych na niego nakładów. Dobrze, że tego nie czyta.
                                Wydaje mi się, że jego stosunek do córki się poprawił i sądzę, że ona to
                                odwzajemnia. Oby trwało i trwało, bo tak łatwo to zniszczyć.
                                Oczywiście zdajemy na studia - weterynaria lub coś w tym stylu, ale jeszcze
                                mamy czas.
                                Napiszcie co u Was, czekam i sorry za zwłokę. Mamy teraz w firmie urwanie
                                głowy, a poprzedni tydzień - czekanie na wyniki - po prostu mnie wykończył.


                                Pozdrawiam, Forty
                                • hepik1 Re: do ... 03.06.03, 21:00
                                  Uprzejmie donoszę,żeby zainteresować się Ja 7.Stachu już to zrobił.
                          • Gość: hepik Re: Memento IP: *.visp.energis.pl 31.07.03, 11:09
                            Wyciągam ten wątek z otchłani,ale na mnie działają terpeutycznie.
                            • Gość: forty Re: Memento IP: 217.153.130.* 01.08.03, 09:51
                              Na mnie dołująco, zwłaszcza moje wypowiedzi. Teraz jestem pełna rezerwy i
                              staram się patrzyć z dystansu, tzn. to nie o mnie.
                              • Gość: hepik Re: Memento IP: *.visp.energis.pl 01.08.03, 19:48
                                Trudno,coś za coś.W końcu i tak jesteśmy anonimowi.A komuś pomagają ,myślę ,że
                                nie tylko mnie.Mam nadzieję,że nie masz mi za złe.Pozdr.
                            • Gość: stachu34 Re: Memento IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.08.03, 23:47
                              Taaaak,Hepik ma rację.Ten wątek tak działa.Poczytałem sobie...
                              • Gość: gb Re: Memento IP: *.toya.net.pl / 10.0.230.* 04.08.03, 00:41
                                Gość portalu: stachu34 napisał(a):

                                > Taaaak,Hepik ma rację.Ten wątek tak działa.Poczytałem sobie...

                                Ja tez poczytałam, nie wszystko ale wystarczyło by włos mi się zjeżył na
                                głowie. W zasadzie to szykowałam się do zadania pewnego pytania i je zadam
                                chociaż zdaję sobie sprawę, że odbiega ono od poruszanych tu problemów. Chce
                                jednak wiedzieć, bo pewne odczucia nie chca ułożyć się w pełny obrazek. Jest
                                rodzina z problemem alkoholowym. Żona powinna podjąć zdecydowane działania by
                                spowodować leczenie lub uwolnić się od pijącego męża (tak radzicie). Tylko
                                pytanie- kiedy? Z przeczytanych wypowiedzi wiem, że w tych rodzinach życie
                                toczy się wokół alkoholu, niszczy on więzi między małżonkami, rodzicami i
                                dziećmi. Z kolei jeżeli w początkowej fazie picia nikt jeszcze zraniony nie
                                jest, to nie ma podstaw do zdecydowanych działań. Jeżeli więc te działania
                                uruchamiane są wtedy, gdy sytuacja jest katastrofalna, to i uczucia rodzinne
                                są zniszczone. Jak żyje żona takiego człowieka, który przeszedł kurację i nie
                                pije? Sądzę, że w ciągłym lęku, kiedy zacznie? Albo zaczyna żyć swoim życiem,
                                nie biorąc pod uwagę obecnego przecież męża. To jakby spojrzenie ze strony
                                żony i sytuacja zakończona pozytywnym wynikiem. Tylko pytanie - co z uczuciami
                                w takiej rodzinie? Pytam, bo rozmawiałam niedawno z byłym, niepijącym
                                alkoholikiem, który pięknie opisał to, co czuł dochodząc do stanu kompletnego
                                upadku i wychodzenia z niego. Gdy to czytałam wydawało mi się, że jego żona
                                musi się czuć tak jakby po raz drugi podarował jej miłość, bo wysiłek jakiego
                                dokonał, był ogromny. A teraz widze w pełnej krasie całą swoją naiwność. Jak
                                to jest?
                                • Gość: hepik Re: Memento IP: *.visp.energis.pl 04.08.03, 06:22
                                  Droga gb!Obiecanki cacanki a głupiemu radość.Gdzieś tam obiecywałaś odpoczynek
                                  od komp,raczej długo nie wytrzymałaś,sądząc po ostrym ping-pongu z Stachem,a
                                  teraz patrzę- na godz.Twojego postu i włos się jeży(mam bardzo bujną czuprynę-
                                  gwoli jasności)Czy ty w ogóle go wyłączasz ?
                                  • Gość: gb Re: Memento IP: *.toya.net.pl / 10.0.230.* 04.08.03, 08:38
                                    Przesadzasz. Cały dzień nie było mnie w domu a wieczorem po prostu
                                    zainteresował mnie temat. A poza tym wolny czas każdy spędza tak jak lubi :-)
                                    Hepiku
                                    • Gość: hepik Re: Memento IP: *.visp.energis.pl 04.08.03, 09:33
                                      Bój się Boga ,dziecko.Ty już na nogach?
                                      • Gość: gb Re: Memento IP: *.toya.net.pl / 10.0.230.* 04.08.03, 11:07
                                        Gość portalu: hepik napisał(a):

                                        > Bój się Boga ,dziecko.Ty już na nogach?

                                        Przepraszam, nie zauważyłam Twojego wpisu. Wyobraż sobie, że już :) i nie
                                        jestem dzieckiem a już na pewno nie Twoim :)))
                                • Gość: Masza33 Re: Memento IP: 195.85.227.* 04.08.03, 09:33
                                  Jak żyje żona takiego człowieka, który przeszedł kurację i nie
                                  > pije? Sądzę, że w ciągłym lęku, kiedy zacznie?

                                  Właśnie tak się czuje (lub jak się dzisiaj mówi - dokładnie tak). Wprawdzie na
                                  tym forum można znaleźć pocieszające przykłady ludzi, którzy pili, przestali i
                                  nie zaczynają - i chwała im za to! Ja mam inne doświadczenia - mój ex-chłopak
                                  to alkoholik. Sięgnął swojego dna, poszedł do AA, potem było kilka "miodowych"
                                  miesięcy, a potem powrót szarej rzeczywistości - przez mityngi problemy
                                  codzienności nie zniknęly, a alkohol przecież świetnie je rozwiązywał. Miewał
                                  wpadki, zastanawiał się nad możliwością "kontrolowanego picia", często ciągnęło
                                  go do butelki. I to rzeczywiście jest koszmar - oczekiwanie na to, jak się
                                  skończy kolejny kryzys, pijane wizyty nad ranem czy nocne histeryczne telefony
                                  (nie mieszkaliśmy razem) albo niezobowiązujące wizyty w lokalnych knajpach -
                                  jest tam czy go nie ma. A wszystko to pomiędzy wielomiesięcznymi okresami
                                  abstynencji, kiedy było mniej więcej OK.
                                  • Gość: stachu34 Re: Memento IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.08.03, 10:34
                                    Witaj Maszo
                                    W zasadzie jestem absolutnym przeciwnikiem mówienia o konkretnej osobie, że
                                    jest alkoholikiem. Prawo do mówienia w ten sposób rezerwuje tylko i wyłącznie
                                    dla osoby uzależnionej i tylko wtedy, gdy mówi o sobie.
                                    Alkoholik to „słowo-klucz” dla całości problemu, podstawa do rozpoczęcie
                                    jakiejkolwiek terapii. Chory mówiąc w ten sposób o sobie uzyskuje tożsamość
                                    alkoholowa, identyfikuje się z problemem uzależnienia.
                                    W poście piszesz o kilku „miodowych” miesiącach. Nie wiem czy użyłaś tego
                                    określenia przypadkowo, czy z po prostu wiesz o takim określeniu. Coś takiego
                                    funkcjonuje w terapii uzależnień i nazywane jest „okresem miodowym”, wtedy to
                                    uzależniony „zachłystuje się” okresem abstynencji, błędnie dostrzegając i
                                    interpretując prostotę możliwości pozbycia się nałogu. To coś jest zabójcze
                                    dla chorego. Jeżeli w tym okresie nikt nie zwróci mu na ten fakt uwagi,
                                    następuje zazwyczaj powrót do picia.
                                    Ja uważam, że samo uczestnictwo w mityngach AA, to za mało, aby skutecznie
                                    utrzymać abstynencję. Trzonem leczenia odwykowego powinna być terapia
                                    prowadzona przez specjalistów od uzależnień poparta programem AA.
                                    Jeżeli Twój chłopak rozważał możliwość picia kontrolowanego, już uczestnicząc
                                    w AA, to najwyraźniej wskazuje na to, że uczestnicząc w tych
                                    spotkaniach „dłubał w nosie i myślał o niebieskich migdałach”, przepraszam za
                                    porównanie.
                                    Leczenie odwykowe to indywidualna sprawa każdego chorego, a lekarz czy
                                    terapeuta ma podpowiedzieć, pokazać drogę jak to uczynić. Ile uzależniony
                                    włoży w to wysiłku, taka będzie jego abstynencja. To tak jak z maturą ile
                                    nauki, takie potem stopnie.Pozdr...
                                    • Gość: Masza33 Re: Memento IP: 195.85.227.* 04.08.03, 10:52
                                      Gość portalu: stachu34 napisał(a):

                                      > Witaj Maszo
                                      > W zasadzie jestem absolutnym przeciwnikiem mówienia o konkretnej osobie, że
                                      > jest alkoholikiem. Prawo do mówienia w ten sposób rezerwuje tylko i wyłącznie
                                      > dla osoby uzależnionej i tylko wtedy, gdy mówi o sobie.

                                      OK, to jak ja go mam go nazywać?

                                      > Alkoholik to „słowo-klucz” dla całości problemu, podstawa do rozpoc
                                      > zęcie
                                      > jakiejkolwiek terapii. Chory mówiąc w ten sposób o sobie uzyskuje tożsamość
                                      > alkoholowa, identyfikuje się z problemem uzależnienia.

                                      > W poście piszesz o kilku „miodowych” miesiącach. Nie wiem czy użyła
                                      > ś tego
                                      > określenia przypadkowo, czy z po prostu wiesz o takim określeniu.

                                      Owszem świadomie, starałam się czegoś dowiedzieć o tej chorobie.

                                      Coś takiego
                                      > funkcjonuje w terapii uzależnień i nazywane jest „okresem miodowym”
                                      > , wtedy to
                                      > uzależniony „zachłystuje się” okresem abstynencji, błędnie dostrzeg
                                      > ając i
                                      > interpretując prostotę możliwości pozbycia się nałogu. To coś jest zabójcze
                                      > dla chorego. Jeżeli w tym okresie nikt nie zwróci mu na ten fakt uwagi,
                                      > następuje zazwyczaj powrót do picia.

                                      > Ja uważam, że samo uczestnictwo w mityngach AA, to za mało, aby skutecznie
                                      > utrzymać abstynencję.

                                      Ja teraz też tak uważam. Niestety mój narzeczony nie chciał uczestniczyć w
                                      terapii grupowej. Mam wrażenie, że czuł się lepszy niż potencjalini czlonkowie
                                      grupy. Fakt, że w Centrum Leczenia Nerwic potraktowano go niezbyt dobrze, więc
                                      został mu jakiś uraz do publicznej służby zdrowia i poradni odwykowych.

                                      Trzonem leczenia odwykowego powinna być terapia
                                      > prowadzona przez specjalistów od uzależnień poparta programem AA.
                                      > Jeżeli Twój chłopak rozważał możliwość picia kontrolowanego, już uczestnicząc
                                      > w AA, to najwyraźniej wskazuje na to, że uczestnicząc w tych
                                      > spotkaniach „dłubał w nosie i myślał o niebieskich migdałach”, prze
                                      > praszam za
                                      > porównanie.

                                      Masz rację, właśnie tak było. Tylko nie nazwałabym tego myśleniem o niebieskich
                                      migdałach - po prostu były momenty, kiedy abstynencja koszmiarnie mu ciązyła i
                                      chciał jakoś dogadać się z nałogiem. Dla mnie to było oszukiwanie samego siebie.


                                      > Leczenie odwykowe to indywidualna sprawa każdego chorego, a lekarz czy
                                      > terapeuta ma podpowiedzieć, pokazać drogę jak to uczynić. Ile uzależniony
                                      > włoży w to wysiłku, taka będzie jego abstynencja. To tak jak z maturą ile
                                      > nauki, takie potem stopnie.Pozdr...
                                    • Gość: gb Re: Memento IP: *.toya.net.pl / 10.0.230.* 04.08.03, 11:10
                                      . To tak jak z maturą ile > nauki, takie potem stopnie.Pozdr...

                                      Ale uproszczenie! Tu na pewno nie masz racji.
                                      • Gość: kubek34 Re: Memento IP: 212.160.236.* 04.08.03, 11:19
                                        Witajcie
                                        Piszesz uproszczenie - raczej powiedziałbym doświadczenie - sam przeszedłem 3
                                        różne terapie ( w tym jedną na oddziale zamkniętym ) i na dziś mogę
                                        stwierdzić - oczywiście tylko na swoim przykładzie gdybym nie upadł nisko (a
                                        znalazłem się naprawdę na przysłowiowym dnie) raczej pił bym aż do śmierci...
                                        pozdrawiam
                                        • Gość: gb Re: Memento IP: *.toya.net.pl / 10.0.230.* 04.08.03, 14:55
                                          Uproszczenie dotyczyło tylko i wyłącznie ocen, matury i nauki :-)
                                          • Gość: kubek34 Re: Memento IP: 212.160.236.* 04.08.03, 14:59
                                            tak też myślałem :)
                                            pozdrawiam
                                • Gość: Masza33 Re: Memento IP: 195.85.227.* 04.08.03, 09:59
                                  Żona powinna podjąć zdecydowane działania by
                                  > spowodować leczenie lub uwolnić się od pijącego męża (tak radzicie). Tylko
                                  > pytanie- kiedy? Z przeczytanych wypowiedzi wiem, że w tych rodzinach życie
                                  > toczy się wokół alkoholu, niszczy on więzi między małżonkami, rodzicami i
                                  > dziećmi. Z kolei jeżeli w początkowej fazie picia nikt jeszcze zraniony nie
                                  > jest, to nie ma podstaw do zdecydowanych działań.

                                  W początkowej fazie poczatkujący alkoholik na pewno nie przyzna się do tego, że
                                  jest jakiś problem. Problem będzie sobie rósł, aż sytuacja stanie się
                                  katastrofalna - doskonały opis tego mechanizmu znajdziesz w tym
                                  wątku. "Działania by spowodować leczenie", które ma podjąć żona - to doprawdy
                                  rozbrajające. Dopóki smutna prawda nie dotrze do alkoholika żona może zrobić
                                  doprawdy niewiele. Może chować flaszki przed mężem, płakać sobie w kąciku,
                                  uciekać z dziećmi do mamy, zastanawiać się czy on pije przez nią i co z nią
                                  jest nie tak etc. I nic to nie pomoże dopóki ON nie przestanie sam się
                                  oszukiwać, nie podejmie decyzji o leczeniu i nie będzie chciał w niej wytrwać.
                                  Czego wszystkim żonom i mężom życzę.
                                  • Gość: gb Re: Memento IP: *.toya.net.pl / 10.0.230.* 04.08.03, 10:12
                                    Wytłumacz mi, dlaczego woli płakać niż odejść?
                                    • Gość: Masza33 Re: Memento IP: 195.85.227.* 04.08.03, 10:42
                                      A bo ja wiem? - ile ludzi, tyle historii. Ale myślę, że powodów może być kilka
                                      1. kocha go - no i jest żoną, przecież przysięgała
                                      2. liczy, że się w koncu zmieni
                                      3. nie ma gdzie odejść (problem mieszkania)
                                      4. boi się samotności
                                      .......... i tysiąc innych powodów. Jeśli małżeństwo długo trwa pewnie jest tez
                                      jakaś siła bezwładu, która trzyma ich razem.
                                      Nigdy nie bylam żoną, więc trudno mi się wypowiadać, ale wiele można dowiedzieć
                                      się z postów na tym forum.
                                      Nie chciałabym tez, żeby w mojej wypowiedzi brzmiała jakaś ironia - sama chylę
                                      czolo przed wszystkimi, którzy żyją pod jednym dachem z osobą uzaleznioną (bo
                                      nie musi to rpzecież zawsze być relacja mąż alkoholik - nieszczęśliwa żona,
                                      może być i odwrotnie), bo to naprawdę może być piekło. Ja odeszłam i wcale nie
                                      wiem, czy dobrze zrobiłam.
                                      • Gość: gb Re: Memento IP: *.toya.net.pl / 10.0.230.* 04.08.03, 10:56
                                        Ja odeszłam i wcale nie > wiem, czy dobrze zrobiłam.

                                        Te historie swiadczą o tym, że dobrze zrobiłaś. Jeżeli komuś zależy to zmienia
                                        w swoim życiu to, co przeszkadza jemu i innym.
                                        • Gość: Masza33 Re: Memento IP: 195.85.227.* 04.08.03, 11:07
                                          No właśnie cały czas się nad tym zastanawiam - jak to jest z tym "jeśli ktoś
                                          chce zmienić swoje życie" i tak dalej. To właściwie pytanie do tych, którzy
                                          rzeczywiście coś zmienili. Bo ja cały czas słyszałam że to jest choroba i że
                                          alkoholik nie powinien się obwiniać, o to co się z nim dzieje. I może
                                          faktycznie tak jest - ale w takim razie od czego zależy wyjście z tej choroby,
                                          jeśli nie od samego zainteresowanego?
                                          • Gość: gb Re: Memento IP: *.toya.net.pl / 10.0.230.* 04.08.03, 14:57
                                            Może też od zrozumienia przyczyn, które go w alkoholizm popchnęły.
    • Gość: stachu34 Re: do stachu34 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.08.03, 16:15
      • Gość: stachu34 Re: do stachu34 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.08.03, 16:18
        Wątek został zarzucony pytaniami, wątpliwościami. Rozrzucone jest to
        niesamowicie, trudno zebrać to wszystko. Czytacie pobieżnie i rodzą się
        wątpliwości.
        Po pierwsze, mówiąc o chorobie alkoholowej należy pamiętać że to nie jest
        grypa.
        Nie dotyczy ona przede wszystkim ciała ( przynajmniej w pierwszym jej
        okresie), a umysłu i ducha. Wszystko co dzieje się z alkoholikiem dotyczy jego
        psychiki, uczuć i postrzegania życia.
        Dam jeden przykład z postu Maszy, może przytoczę jego fragment...
        Cyt. „ Niestety mój narzeczony nie chciał uczestniczyć w terapii grupowej.
        Mam wrażenie, że czuł się lepszy niż potencjalni członkowie grupy. Fakt, że w
        Centrum Leczenia Nerwic potraktowano go niezbyt dobrze, więc został mu jakiś
        uraz do publicznej służby zdrowia i poradni odwykowych.”
        Jeżeli Ty, zdrowy człowiek odniosłaś wrażenie że Twój narzeczony czuł się
        lepszy niż pozostali, to o czym to świadczy?
        To świadczy o potężnym uzależnieniu Twojego narzeczonego. Trzeba było wtedy
        zostawić go w tej przychodni razem z jego dumą, profesorskimi ambicjami i jego
        alkoholizmem. Albo to że źle go przyjęto w przychodni...Jak mieli go przyjąć?
        Rozłożyć dywany, bukietem kwiatów...itd.
        Nie, wszelkie tytuły doktorskie, magisterskie stołki dyrektorskie czy
        prezesury zostają za drzwiami przychodni. Wchodzi tylko pan X-alkoholik i nic
        poza tym.
        Alkohol nie rozróżnia wykształcenia, pozycji społecznej atakuje i niszczy tak
        samo.
        Czy profesor uniwersytetu po upiciu się markowymi trunkami inaczej zsika się w
        spodnie, niż brukarz który upił się tanim winem?
        To był już początek terapii, a Twój narzeczony nie był jeszcze gotowy na jej
        podjęcie.
        Jest to trudno zrozumieć, ale trzeba żeby móc pomóc swoim bliskim.
        To na razie tyle....



        • hepik1 Re: Propozycja 04.08.03, 18:27
          Aleście zaszaleli,ani na chwilę z oczu nie można Was spuścić.Ten wątek już był
          w niebycie ,a tu proszę.Ale trochę bałaganu to się porobiło,i to nie tylko tu
          ale i w wątku ping-pongowym,który też stał się zbyt poważny na figle migle z
          naszą maskotką gb.(Ale za chwilę będzie riposta)Proponuję to uporządkować GB
          niech otworzy własny a my z Stachem zadbamy o wypełnienie treścią.
          • Gość: gb Re: Propozycja IP: *.toya.net.pl / 10.0.230.* 04.08.03, 18:31
            Jeśli chcesz kogoś czegoś nauczyć a nie tylko pokazać swoją przewagę, to nie
            kpij z niego. Ja tu z nikogo kpin sobie nie robiłam.
            • Gość: hepik Re: Propozycja IP: *.visp.energis.pl 04.08.03, 21:10
              Cztery minuty.Poddaję się na razie.
        • Gość: jaga Re: do stachu34 IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 06.08.03, 01:40
          Witajcie!
          Od niedawna mam dostęp do internetu i to chyba nie przypadek, że dziś tak
          czytam i czytam ten wątek. Dziękuję, że jesteście.
          Wydaje mi się, że wiem sporo o "chorobie alkoholowej" i mimo wszystko dużo
          rozumiem. Identyfikuję się z wieloma opisanymi tutaj sytuacjami, zachowaniami,
          reakcjami ... Jestem współuzależniona od 23 lat - bez syndromu DDA i bez
          dzieci. Mąż nigdy nie chciał i nadal nie chce się leczyć a właśnie wczoraj
          zakończył /mam nadzieję/ dwutygodniowy ciąg.Tak naprawdę nigdy nie sięgnął
          przysłowiowego dna /ponoć to moja zasługa/. Mąż jest osobą niezwykle wrażliwą
          lecz niestety bardzo słabą. Wciąż przed wszystkim ucieka i nigdy o nic nie
          potrafił walczyć /z wyjątkiem "procentowej pocieszycielki"/. W gruncie rzeczy
          to dobry, wartościowy człowiek, ale cóż, mieści się w schematach bardzo
          silnego uzleżnienia a ja, jako ta "współ", wiodę typowe życie żony alkoholika
          płacąc b.wysoką cenę. Przerobiłam już kilka faz i od pewnego czasu pomagam
          tylko sobie a teraz kolejny krok - piszę tutaj, następny - grupa Al-Anon.
          Dopiero od niedawna mam możliwość korzystania ze wsparcia takich grup - całe
          lata mieszkałam daleko od zasięgu ich działania. Nadal będę Was czytać bo to
          też chyba terapia /tak myślę/.
          Stachu 34, Hepik1 - piszecie bardzo mądrze - dzięki! Pozdrawiam
          • hepik1 Re: Witamy! 06.08.03, 18:22
            Witamy na pokładzie.Cieszę się podwójnie ,że nie na darmo wyciągnąlem ten
            wątek z drugiej czy trzeciej strony.Nie ograniczaj się do czytania.Pisz również-
            pomożesz sobie i innym Pozdr.
            • Gość: jaga Re: Witamy! IP: *.konin.cvx.ppp.tpnet.pl 07.08.03, 06:44
              Dzięki za przyjęcie w poczet ... Czy były oklaski?
              Postaram się czasami coś napisać nie tylko wtedy kiedy będzie mi żle.
              Samotność ma różne oblicza.
              Pozdrawiam
          • Gość: stachu34 Re: do stachu34 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.08.03, 18:55
            Witaj Jago
            Napisałaś: „Tak naprawdę nigdy nie sięgnął przysłowiowego dna /ponoć to moja
            zasługa/. Mąż jest osobą niezwykle wrażliwą lecz niestety bardzo słabą. Wciąż
            przed wszystkim ucieka i nigdy o nic nie
            potrafił walczyć /z wyjątkiem "procentowej pocieszycielki"/. W gruncie rzeczy
            to dobry, wartościowy człowiek,...”
            To stereotypowy opis człowieka uzależnionego. W zasadzie trudno powiedzieć czy
            osiągnął to przysłowiowe dno, czy jeszcze nie. Dla każdego człowieka ma ono
            inny wymiar. Nie koniecznie musi to być dno fizyczne, tzn. ogólne zaniedbanie,
            zabiedzenie czy utrata środków do życia. Może to być dno psychologiczne, przy
            dobrym wyglądzie zewnętrznym, zniszczona psychika. Taki człowiek stoi przed
            murem niemożności i nie może poradzić sobie z tym. Potem zauważa że alkohol
            łagodzi ( pozornie) ten ból, i ucieka w alkoholizm. Pozdrawiam....
            ps.
            może później, więcej napiszę...
            • Gość: jaga Re: do stachu34 IP: *.konin.cvx.ppp.tpnet.pl 07.08.03, 08:56
              Witaj Stachu!
              Sporą chwilę trwało dziś to moje budzenie się ale kawa zrobiła już swoje i
              piszę również do Ciebie.
              Zgadzam się z Tobą - osoba sięgająca dna wcale nie musi być
              pospolitym "obszczymurkiem" a to m.in., że mąż nawet w ostrym ciągu bezbłędnie
              trafia pod prysznic niczego nie dowodzi /kody genetyczne, kulturowe.../,
              podobnie wygląd zewnętrzny, sposób bycia itd. też jeszcze o niczym nie
              świadczą. Z tą chorobą chyba tak już jest, że osoby nietuzinkowe też mieszczą
              się w stereotypach. Bardzo niewiele osób wie, zdaje sobie sprawę z tego, że
              mąż jest uzależniony, wolą uważać inaczej i pewnie jak wielu innych myślą
              schematami a ja nie mam ochoty rozpowiadać na lewo i prawo, że mam męża
              alkoholika "bo to przecież taki inteligentny, kulturalny, uroczy, wspaniały
              człowiek"/są to oceny innych, stąd cytat, zresztą ja też się pod tym
              podpisuję/. Jednak mimo wszystko uważam, że mąż nie sięgnął jeszcze dna. Sferę
              psychiczną miał już w pewnym stopniu uszkodzoną we wczesnej młodości - dom,
              rodzina, wychowanie - to wszystko było zaburzone, toksyczne a ja dowiedziałam
              się o tym chyba trochę za póżno /niech żyje hipokryzja!/. Mentalnie moim
              zdaniem funkcjonuje prawidłowo /czy istnieją jakieś normy?/. Nie potrafię
              określić czy, na ile i jakie spustoszenia zrobił w jego umyśle alkohol. To, że
              przypisuje mi się rolę, zasługi /to zdanie innych bo ja uważam, że nie jestem
              megalomanką/ w tym, że nie zaczął staczać się po równi pochyłej można wyjaśnić
              w prosty sposób - mam taki charakter a nie inny, chciałam /i nadal chcę/
              pomóc, nie mamy dzieci a więc całą uwagę itd. itp. mogłam poświęcić mężowi.
              Alkohol, owszem, przeszkadzał mu często w życiu, powodował takie a nie inne
              wybory - czy złe? - trudno to ocenić, bo czy tak naprawdę wiadomo do końca
              które wybory są dobre a które nie. Pozdrawiam.
              • Gość: ARi Re: do stachu34 IP: 217.17.46.* 07.08.03, 10:33
                Witajcie! Dawno się nie odzywałam, ale jak zobaczyłam znajomy wątek to
                postanowiłam napisać. Tak dużo zmieniło się w moim życiu. Właśnie w tej chwili
                mój 17-letni syn jest w szpitalu na bloku operacyjnym. Niecałe 2 tygodnie temu
                podciął sobie żyły, był kompletnie pijany, uszkodził ścięgna, tętnicę i 2
                nerwy. Anestezjolog nie zgodził się na operację bo było zbyt wielkie ryzyko.
                Od tamtego czasu syn nie pije, boi się sam siebie bo nie pamięta tamtej
                sytuacji.
                Od ponad pół roku jesteśmy na terapii w Młodzieżowym Ośrodku Uzależnien,
                wydawało się, że terapia zaczyna przynosić efekty i nagle mój syn zakochał
                się. Okazało się, że najbardziej na świecie pragnie bliskości, ale jeszcze
                bardziej boi się odrzucenia. Zupełnie nie radzi sobie ze swoimi emocjami i
                uczuciami. Bardzo się boję. Czuję się taka bezsilna. Tak bardzo chciałabym mu
                pomóc. Jak?

                Pozdrowienia
                dla wszystkich
    • Gość: hepik Re: Do Ari IP: 62.29.232.* 08.08.03, 04:48
      Tak się zastanawiałem co w tym wątku takiego jest,że jest on taki smutny,
      przygnębiający i niepokojący,że wypowiadający się tutaj decydują się na
      szczerość aż do bólu a problemy są poważne.Że nie tylko ja traktuję go jako
      swoiste memento.
      A odpowiedź jest chyba bardzo prosta.Piszą tu kobiety,które cierpią z powodu
      alkoholu,mimo że go nie piją a jedyną ich winą jest,że kiedyś miały pecha i
      związały się z alkoholikami(in spe zapewne wtedy)
      Alkoholik ma przynajmniej swoje przyjemne wspomnienia związane z piciem(z
      terapeutycznego punktu widzenia bardzo niebezpieczne)-ale nie ukrywajmy ,że nie
      tylko cierpieliśmy,zwłaszcza w początkowych latach ,gdy sięgaliśmy po butelkę z
      alkoholem.
      A one to cierpienie miały wpisane w swój "zawód" żony czy partnerki
      alkoholika.I na początku były to małe niedogodności,gdy partner zawodził,gdy
      zdarzyło się mu przeholować.Potem upokorzenie przegrywaną walką o jego
      trzeźwość a gdy nawet złudzenia pryskają,gdy facet,którego kiedyś kochały
      zaczyna im wisieć,zaczynają się problemy z dziećmi-też współuzależnionymi od
      alkoholizmu ojców.I o ile nasze ,alkoholików ,partnerki za coś tam
      możemy "obwiniać"(np za stworzenie komfortu picia albo na zasadzie" widziały
      gały.."))to w wypadku dzieci krzywda jest ewidentna.
      I takie post jak ostatni Ari dołuje mnie strasznie.Wczoraj nie byłem w stanie
      nic napisać.U mnie z córami nie ma takich problemów jak u Ari czy Forty.Nie ma
      kłopotów z nauką,nie mają żadnych problemów z alkoholem czy narkotykami.Ale to
      wcale nie oznacza,że jest cudownie ,bo wiele elementów syndromu DDA zwłaszcza u
      młodszej dostrzegam i nie za bardzo potrafię się z tym zmierzyć.Może
      dlatego ,że jest to tzw.typ aniołka,jest mi z tym wygodnie ale wiem,że nie jest
      to w porządku.
      I dlatego na pytanie Arti -jak pomóc swemu dziecku-muszę powiedzieć,że nie
      wiem.Ale z wcześniejszych postów wynikało,że masz jeszcze spore pokłady
      optymizmu życiowego i trzeba do nich sięgnąć.A w życiu nie zawsze są same
      doły.Choć u niektórych jest ich więcej i głebszych -to prawda.I z synem też
      będzie dobrze.Pozdr.
      )
      • Gość: ARi Re: Do Ari IP: 217.8.186.* 08.08.03, 15:40
        Dzięki hepiku, rzeczywiście to czego nauczyłam się do tej pory i to czego się
        wciąż uczę będąc na terapii, teraz procentuje. Inaczej nie wiem jak bym to
        wszystko była w stanie wytrzymać. Czuję się jakbym miała w torebce bombę,
        która w każdej chwili może eksplodować. Czuję lęk gdy późno dzwoni telefon,
        nie lubię dzwonka domofonu jeżeli się nikogo nie spodziewam. Pierwsza myśl -
        coś się stało. Tak jest od wielu miesięcy, a teraz... jest jeszcze gorzej.
        Zaczęłam się zamykać w sobie, uciekać od bliskich. Na szczęście umiem już
        rozpoznać swoje reakcje zdeterminowane przez moje współuzależnienie i nie dać
        się im. Rozmawiam o tym co się stało i co czuję z terapeutą, z przyjaciółmi,
        probuję również rozmawiać o tym z synem. Założyłam też "blokadę" na poczucie
        winy, bo chyba by mnie zabiło.
        Nie ma możliwości, żeby dzieci wychowywane w domu z problemem alkoholowym były
        zdrowe emocjonalnie, ale jedne dotyka to bardziej inne mniej. Mam wrażenie, że
        na moim synu skupiło się wszystko.
        Ojciec, mąż, teraz syn. Mam nadzieję, że moje dziecko da się uratować, że
        wszystko będzie dobrze. Moja Siła Wyższa doświadcza mnie coraz bardziej, ale
        próbuję wierzyć, że to ma jakiś sens. Ma?

        Pozdrawiam
        • Gość: majbe Re: Do Ari IP: *.promax.media.pl / 192.168.1.* 08.08.03, 18:30
          Droga Ari. Bardzo poruszyło mnie to co napisałaś i współczuje ci. Też jestem
          żoną alkoholika, mam syna /15lat/ i córke /12lat/.Ja jestem współuzależniona
          choć wiem o tym od niedawna - wcześniej nie zdawałam sobie sprawy, że taki stan
          istnieje.Jeszcze nie potrafię sobie poradzić z sobą a zaczynam mieć problemy z
          synem, a może dopiero teraz zauważyłam to, bo byłam zbyt nieszczęśliwa i
          zagubiona wcześniej, skupiałam się na swojm bólu i upokorzeniu. Tak czy inaczej
          syn już kilkakrotnie w czasie tych wakacji upił się! Jest agresywny, złośliwy,
          nie liczy się z nikim. Choć nie znosi ojca, chce się wyprowadzić z domu,
          zmierza tą samą drogą. Przeżyłam alkoholizm mojego ojca, męża ale teraz to już
          nie wytrzymam, nie zniosę tego. Pocieszam się tylko, że to może "urok" wieku,
          czas buntu. Nie wiem.
          Powodzenia.
        • Gość: jaga Re: Do Ari IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 09.08.03, 00:38
          Witaj Ari, nie potrafię Tobie odpowiedzieć czy doświadczenia, które nas
          spotykają to Siła Wyższa /różnie zresztą nazywana/, niektórzy mówią, że to
          karma. Czy to ma sens? - nie wiem, w "temacie" sens życia też nie bardzo daję
          sobie radę. Podobno po podniesieniu się z upadku człowiek wstaje mocniejszy i
          chyba coś w tym jest. Wierzę, że i tym razem się podniesiesz, nie jesteś
          przecież sama - masz towarzysza życia o którym tak ładnie pisałaś, masz
          przyjaciół, terapeutę z którym masz chyba dobry kontakt no i masz to forum.
          Wiesz dobrze, że w drodze do trzeżwienie zdarzają się wpadki i tak potraktuj
          obecną sytuację syna. Przy Twojej ogromnej trosce, miłości jaką mu okazujesz,
          pomocy terapeutów /teraz może psycholog?/ wyjdzie wreszcie na prostą - musisz
          w to uwierzyć! Serdecznie pozdrawiam.
      • Gość: jaga Re: Do hepik IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 09.08.03, 00:49
        Hepiku, co z Tobą? - przecież ten wątek z racji tematu i treści jakie zawiera
        nie może być wesoły! chyba, że zaczniemy opowiadać tu kawały, polecam
        szczególnie te o blondynkach. Pisałeś wcześniej, że ten wątek to dla Ciebie
        terapia, że tak działa - no więc co?
        • Gość: jaga Re: Witajcie IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 09.08.03, 00:58
          Niniejszym donoszę uprzejmie, że minął piąty dzień spędzony w trzeżwości przez
          mego męża. Mam nadzieję /z podpowiedzią intuicji/, że przerwa potrwa teraz
          dłużej, że pobije swój rekord - prawie rok bez procentów.
          I jeszcze jedno, w lesie mimo suszy można nazbierać trochę grzybów - kurki,
          podgrzybki i prawdziwki robaczywki.
          Pozdrawiam!
          • Gość: hepik Re: Witajcie IP: *.visp.energis.pl 09.08.03, 06:08
            Szczerze -to nie za bardzo rozumiem o co Ci chodzi,stwierdziłem fakt,że
            bardziej mnie przygnębia ten akurat wątek i tyle.Nie pisałem,że ma być wesoło a
            co mają z tym wspólnego blondynki-trudno mi pojąć.Może zbyt późno było jak to
            pisałaś a może teraz zbyt wcześnie jest abym ja zrozumiał Twoje intencje.
            PS.Zdecydowanie wśród jadalnych przeważają robaczywki.Nawet te najświeższe
            mają w sobie robaka(i)POzdr
            • Gość: jaga Re: Do hepik IP: *.konin.cvx.ppp.tpnet.pl 10.08.03, 03:19
              Gość portalu: hepik napisał(a):

              > Szczerze -to nie za bardzo rozumiem o co Ci chodzi,stwierdziłem fakt,że
              > bardziej mnie przygnębia ten akurat wątek i tyle.Nie pisałem,że ma być
              wesoło a
              >
              > co mają z tym wspólnego blondynki-trudno mi pojąć.Może zbyt późno było jak
              to
              > pisałaś a może teraz zbyt wcześnie jest abym ja zrozumiał Twoje intencje.
              > PS.Zdecydowanie wśród jadalnych przeważają robaczywki.Nawet te najświeższe
              > mają w sobie robaka(i)POzdr

              Otóż, zapewniam Cię, że nie było póżno, dla mnie to najwłaściwsza pora,
              wczesne godziny nocne należą tylko do mnie a dzisiaj to chyba nawet zaszaleję
              całą noc /w końcu po raz pierwszy w życiu zasiadłam przy komputerze przed
              miesiącem a znajomość z internetem - mam pakiet nocny - zawarłam przed kilkoma
              dniami i tak jakoś od razu trafiłam na tę stronę/.
              Ale ad rem. Nie wiem dlaczego, ale odnoszę wrażenie, że zrozumiałeś o co tu
              chodzi i co z tymi blondynkami /a na marginesie - czy tak zawsze reagujesz na
              drobny prztyczek? - coś mi to przypomina/. Jednak spieszę wyjaśnić - napisałeś
              08.08.o świcie, że ten wątek jest smutny itd. teraz po ponownym, dokładnym
              przeczytaniu Twego postu pewnie inaczej bym napisała bo zrozumiałam, że jesteś
              chyba zmęczony i zdołowany tym wątkiem i masz do tego pełne prawo. Pisałam pod
              wpływem chwili /no tak już mam, bywam impulsywna z niewyparzonym językiem a
              teraz okazuje się, że i z klawiaturą/ bo ogarnia mnie straszna złość kiedy
              czytam o DDA, o dzieciach już uzależnionych lub będących na najlepszej drodze
              do uzleżnienia. Te kobiety potrzebują pomocy, wsparcia - jak ja je rozumiem,
              walczą o swoje dzieci. Co z tego, że nie mam własnych, lecz przez wiele lat
              pełniłam funkcję matki - czy się z tej roli wywiązałam? nie wiem i jest to
              kolejna moja trauma. Chciałabym tym kobietom jakoś pomóc ale jak? nie mam
              chyba w sobie posłannictwa, sama do niedawna korzystałam z pomocy, miałam
              dobry bliski kontakt z osobą, która nie tylko posiadała dużą akademicką wiedzę
              o psychice alkoholika ale znała ten problem z autopsji, dodatkowo była DDA i
              wyszła ze wszystkiego /to była kobieta/. Kontakt się urwał a mnie bardzo go
              brakuje.
              Ale teraz naprawdę już do rzeczy, bo za bardzo się rozpisuję a miało być o
              blondynkach. Przepraszam, była to z mej strony zgryżliwość, odreagowanie
              złości /tak czasami mam - mea culpa/ no bo jeżeli jest smutno i nie można z
              tym nic zrobić to czemu nie poopowiaać kawałów o blondynkach dla puszczenia
              wentyla /kawały beznadziejnie głupie, ale działają/. Przepraszam więcej nie
              będę, a może już wcale nie będę się odzywać tylko czasami poczytam. Pozdrawiam.

              PS. A o grzybkach napisałam bo właśnie spędziliśmy z mężem cały dzień w
              puszczy i to było to! ponieważ nie omieszkałam wszem i wobec oznajmić, że mąż
              wraca do siebie, życia i ludzi i chwała mu za to. W poniedziałek znów do
              puszczy bo nie lubimy weekendowych tłumów.
              • Gość: hepik Re: Od hepik IP: 62.29.232.* 10.08.03, 06:54
                Zawsze tak reaguję na prztyczki.Ja nie jestem aniołem tylko alkoholikiem,więc
                może Ci to coś przypominać.Bywam często złośliwy,czego parę osób nawet w necie
                już doświadczyło.Pracuję nad tym,nie zawsze się udaje.Boli mnie gdy ktoś
                inaczej odbiera ,wbrew moim intencjom moje wypociny,chciałbym być zawsze
                zrozumiany(aby nie trzeba było analizować co poeta miał na myśli)ale nie zawsze
                się to udaje,zwłaszcza gdy czas goni a licznik TP SA stuka.(stałe łącze znowu
                się ode mnie odsunęło ale to już temat na inną okazję
                Ja pisząc o 4 czy 5 nad ranem jestem wypoczęty ,już po przespanej nocy.Jestem
                po prostu typ słowika a nie sowy-czyli zasypiam raczej wcześnie i budzę się
                wcześnieco jak zauważyłem jest bardzo rzadkim zjawiskiem.Większość marzy o
                dopołydniowym wysypianiu a ja nie.POZDR
                • Gość: hepik Re: Od hepik IP: 62.29.232.* 10.08.03, 06:59
                  "To jeszcze raz ja .Jarząbek."(MIŚ)Teraz dopiero doczytałem-że zamierzasz
                  zostać tylko czytelniczką forum.Myślę ,że byłoby to z stratą dla nas i tego
                  forum.A drobne złośliwości trzeba puszczać w niepamięć.Pa,spij dobrze.
                  • Gość: jaga Re: Do hepik IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 11.08.03, 00:18
                    Gość portalu: hepik napisał(a):

                    > "To jeszcze raz ja .Jarząbek."(MIŚ)Teraz dopiero doczytałem-że zamierzasz
                    > zostać tylko czytelniczką forum.Myślę ,że byłoby to z stratą dla nas i tego
                    > forum.A drobne złośliwości trzeba puszczać w niepamięć.Pa,spij dobrze.

                    Wyłączyłam komputer o 6.30, za wcześnie a szkoda bo natychmiast odpisałabym,
                    że nie ma sprawy - zapomniane.
                    Co się zaś tyczy pisania, aktywności na forum to ... pożyjemy... zobaczymy...
                    Chwilowo wpadłam w amok czytania. Pozdrawiam cieplutko.

                    PS. Bareja - cudowny. Aluzju paniała - a wyrażając się jaśniej - kontekst
                    sytuacyjny dla mnie zrozumiały, podoba mi się. Pozdr.
                    • hepik1 Re: Od hepik 11.08.03, 04:56
                      Przy perypetiach związanych z stałym łączem ,muszę rozpatrzyć ewentualność
                      pakietów TP SA.Ale ten nocny chyba odpada.Nawet zakładając,że budzę się ok.4
                      rano i ok.6,30 opuszczam stanowisko kom to daje 2.30 h.A 24 czy inaczej godzina
                      0.00 to dla mnie zupełna abstrakcja.Ciekawe jak ty długo pociągnieś siedząc od
                      północy do 6 rana.Tak,dzisiaj czasu trochę straciłem na idiotyczną dyskusję na
                      moim prywatnym forum ,mam tam klienta "popijusek"imię jego,który ciągle pisze o
                      możności kontrolowanego picia i żadna dyskusja niczego nie zmieni a sprawia ta
                      jego tam uporczywa obecność,że straciłem serce do prowadzenia tamtego forum.
                      No to się użaliłem nad sobą .Pozdr.
                      • Gość: ARi Do majbe i jagi IP: 217.17.46.* 12.08.03, 16:41
                        Witajcie! Dzisiaj mój syn wrócił ze szpitala, operacja udała się, a teraz
                        miesiąc w gipsie i wielomiesięczna rehabilitacja. Staram się jak mogę odsunąć
                        od siebie wszystkie lęki, wiem, że muszę być silna i gotowa do kontynuowania
                        terapii, do bycia, po prostu bycia z synem, okazywania mu miłości(to nieraz
                        jest takie trudne)i wspierania go w jego pracy nad sobą. Ja również wierzę,
                        że "to co nas nie zabije to nas wzmocni". Mam nadzieję, że tak właśnie będzie
                        u nas, że mój syn wyjdzie z tego silniejszy i bardziej zdeterminowany. Ja
                        również.
                        Droga majbe, ja też liczyłam na ten "urok", chociaż, chyba podświadomie
                        czułam, że dzieje się coś złego, ale... wolałam nie czuć. Sama się
                        oszukiwałam, myślałam: jakoś to będzie. Jak bardzo się myliłam! Jeżeli
                        niepokoi Cię zachowanie syna, nie udawaj, że jest inaczej, poradź się osób
                        zajmujących się młodzieżą zagrożoną uzależnieniami. Wiem, nie każdy młody
                        człowiek, któremu zdarzy się upić zostaje alkoholikiem, ale piszesz o ojcu,
                        mężu...

                        Dziękuję jago za słowa otuchy, tak bardzo sa mi teraz potrzebne! Mam wokół
                        siebie ludzi, którzy dają mi wsparcie, ale brak mi niestety wsparcia ze strony
                        mojego partnera. Tak bardzo jest skoncentrowany na sobie i swoich
                        problemach... nie ma uwagi na mnie, ja tak to czuję. Nawet ostatnio myślałam o
                        tym, że łatwiej będzie mi samej, przynajmniej będę wiedziała, że mogę liczyć
                        tylko na siebie, nie będę oczekiwać na coś, czego być może On nie potrafi mi
                        dać. Twierdzi, że bardzo mnie kocha, że jestem najważniejszą osobą w jego
                        życiu, a jednocześnie w chwili kiedy go najbardziej potrzebuję wychodzi na
                        spacer, bo taki ma rozkład dnia. Tak było np. w dniu, kiedy moj syn trafił do
                        szpitala, spędziłam tam z nim pół nocy i prawie cały dzień, a po powrocie,
                        wykończona fizycznie i psychicznie tak bardzo potrzebowałam Jego obecności, a
                        zostałam sama ze swoją rozpaczą i przerażeniem. Coś we mnie wtedy pękło. Nie
                        wiem jak będzie dalej, ale czasami Jego egoizm mnie poraża.

                        Pozdrawiam
                        • Gość: hepik Re: Do majbe i jagi IP: *.visp.energis.pl 14.08.03, 19:08
                          No cóż ,jakie są stosunki z Twoim partnerem to Ty wiesz najlepiej.Czy kiedyś
                          były lepsze a teraz się pogarszają?Albo zawsze tak było,że jego trzeźwość jest
                          dla niego najważniejsza?A Ty po prostu radziłaś sobie sama i nie potrzebowałaś
                          jego wsparcia w takich akurat sytuacjach?A ja myślę ,że ma on swoją rację i to
                          wcale nie wypływającą z egoizmu.Bo,być może takie zaangażowanie w sprawy
                          powiedzmy szpitalne Twojego syna,czy sama sytuacja coś tam przypomina,czy tylko
                          jakieś silne negatywne uczucia zagrażają jego trzeźwości?I on o tym wie?A jak
                          zapije i zacznie się na nowo koszmar picia,to jaki wtedy będziesz miała z niego
                          pożytek,w czym wtedy Ci będzie mógł pomóc? Może trochę się zaplątałem-ale mam
                          nadzieję ,że intencje zrozumiesz.Z pijanego alkoholika pożytku żadnego,z
                          trzeźwego może nie największy ale zawsze coś.Synowi życzę powrotu do zdrowia i
                          to nie tylko fizycznego,Tobie siły do ciagłej walki o siebie , o syna .Pozdr
                          • Gość: ARi do hepika IP: 217.8.186.* 18.08.03, 17:23
                            Oczywiśćie rozumiem Twoje intencje, wiem też, że dla mojego partnera zawsze
                            sprawą piorytetową było zachowanie trzeźwości. Godziłam i godzę się na to,
                            jest to dla mnie oczywiste. Jednak w tej konkretnej sytuacji, to ja
                            potrzebowałam wsparcia i... zostałam sama. On nie uczestniczył w całym tym
                            dramacie ( bo to był dramat), nie wymagałam tego od niego. A po powrocie ze
                            szpitala potrzebowałam tylko tego, żeby był ze mną, przytulił mnie i
                            pocieszył, żebym mogła się wypłakać mając przy sobie bliską osobę. Po co być w
                            związku jeżeli w najtrudniejszych chwilach swojego życia nie możesz liczyć na
                            najbliższą osobę? Jeżeli spacer okazuje się ważniejszy od ciebie? Nie mogę
                            tego zrozumieć, nie potrafię. Piszesz, że to nie jest egoizm, a co?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka