25.05.07, 09:50
cześć wam, zwracam się z takim pytaniem, bo mam wielki dylemat.
5 lat temu mialem mature i teraz organizuje się zjazd na 5 lecie.
Zjazd będzie w moim miescie rodzinnym gdie mieszkam.
Problem polega na tym: jestem alkoholikiem i nie piję od roku.
Dlatego nie chcę tam pojść, bo jest to dla mnie dwa razy grozne:
Raz- tam alkohol ja nie pije.
Dwa- ja mialem legende trunkowego faceta i na pewno moje niepicie wzbudzi
sensacje i wszyscy zapytaja dlaczego i jak to, a ja ni chce pleść historii o
terapii i mityngach bo wstyd.
I co tu robić???
Nie chce sytuacji, ze ludzie zjada sie ze świata na te okazje a ja nie pojde
a w ten sam dzien lub na drugi ktoś mnie spotka na ulicy ( bo mieszkam w tym
samym miescie co zawsze) i zapyta A jak to dlaczego nie z nami???
Nie wiem kompletnie co robić.
Obserwuj wątek
    • e4ska Re: Hej 25.05.07, 10:25
      To są częste dylematy - wręcz stereotypowe.

      Ja rezygnowałam z picia bez pomocy terapii - więc ja bym poszła. Normalnie...
      mówisz, że nie pijesz, bo swoje wypiłeś i takie tam głupoty.

      Natomiast... jeśli ty jesteś młodym alkoholikiem po terapii, a oni was tam uczą
      tego "nie chodź tam, gdzie piją"... to ja bym była konsekwentna. Nie poszłabym.
      Są tak zwane samonapędzające - spełniające się proroctwa.

      Niestety, alkoholizm odbiera nam wiele radości... więc może sobie pomyśl: nic
      to... dam radę - może na zjeździe w dziesięciolecie się pokażę.

      bo jak teraz pójdziesz i sie opijesz - to dopiero będzie obciach.
      Sam wiesz.
      • baasil Re: Hej 25.05.07, 12:56
        a mnie mój alkoholizm(ten trzeźwy)przysporzył wiele radości,dziś nie mam
        wrażenia,że jestem pozbawiony czegoś-jakiejś radości,przyjemności.uwolniłem się
        od tego.ale to nie przyszło ot tak,od razu,do tego też trzeba dojrzeć i też
        trzeba czasu.a że każdy ma swoje tempo...jesteś odpowiedzialny za siebie i
        jesli uznajesz ten zjazd za zagrożenie...do ciebie należy decyzja.jest
        zasada,żeby przez pierwsze dwa lata niepicia stosować się do zaleceń dla
        trzeźwiejących(np.nie chodź gdzie się pije,nie polewaj,etc...,znasz je
        pewnie).ja choć nie zawsze się do nich stosowałem(nawet w trakcie terapii byłem
        na weselu),to jednak byłem uważny-raz zdarzyło mi się opuścić festyn,gdzie
        zapach piwa(które było moim ulubionym trunkiem i które żłopałem hektolitrami)
        zaczął mnie drażnić.dziś nie przeszkadza mi,że ktoś obok pije,nie przeszkadza
        mi fakt istnienia alkoholu,nie mam już żalu,że nie piję.ale jak wspomniałem nie
        od razu tak było.
        a jak kto pyta,czemu nie piję,najczęściej,ja zapytuję"czy musi być
        powód?".podaję też kilka odpowiedzi ,do wyboru:bo swoje wypiłem,bo mam alergię
        na alkohol,bo jestem chory,bo jestem uzależniony,bo nie umiem pić,bo jestem
        alkoholikiem(to wywołuje czasem piorunujące wrażenie),bo mi szkodzi na cerę,na
        wzwód,na wątrobę ,bo jestem wolnym człowiekiem i mam wolną wolę-wybrałem
        niepicie,itd.co komu pasuje(a do tego zauważ,że wszystkie one są prawdziwe).a
        na to,co sobie ,ktoś o tobie pomyśli i tak nie masz żadnego przecież
        wpływu,więc czniać to w cholerę.
        a to,że się wstydzisz swojego alkoholizmu(jak piszesz),świadczy,że masz coś do
        przepracowania-uwolnienie od wstydu,to jak ponowne narodziny-warto...
        używałem takiego powiedzenia:"jak chlałem to się nie wstydziłem,więc teraz
        będąc trzeźwym mam się wstydzić?".
        (aha,możesz jeszcze powiedzieć,że nie pijesz,bo się zaszyłeś,to jeszcze
        pijaczki będą ci wspólczuć i wypiją parę kolejek w twojej intencji-"za tych co
        nie mogą")
        twoje życie,twoje wybory,twoja odpowiedzialność.Zrób to co ci mówi serce,ale
        przy pomocy rozumu.
        • aniolparys Spotkanie po latach 25.05.07, 20:57
          Zbieg okoliczności?
          Za tydzień mam pierwsze od ukończenia studiów spotkanie z kolegami z grupy
          studenckiej. W chatce w zabitych dechami górach. Chłopaki pamiętają mnie jako
          raczej trunkowego, idealna sytuacja do wypicia. W ramach przygotowań ustalamy,
          kto przywiezie piwo, kto bimber (wspomnienia).
          Ani przez chwilkę nie wahałem się czy tam jechać (przy pełnej świadomości
          zagrożenia).
          Więcej: jako jeden z nielicznych jadę tam już w piątek (impreza właściwa jest w
          sobotę).
          Kocham weekendowe wypady, szczególnie w dobrym towarzystwie.
          Do jasnej cholery. Tyle lat alkohol sterował moim życiem i czas wreszcie z tym
          skończyć. Chcę być wolny. Jest to dla mnie ważne.
          Jestem świadomy, że wypicie jednego kieliszka oznacza śmierć tego wszystkiego,
          co jakoś tam posklecałem przez ostatnie moje trzy lata niepicia. Od momentu
          rzucenia picia przeżyłem wiele uciech. Świadomie łączę te uciechy z moją
          abstynencją, tak że ona nie stanowi dla mnie obciążenia. Jest radością. Ostatnio
          na przykład cieszyły mnie poranki bez kaca. Będę takie miał tam w górach.

          baasil napisał:

          > a to,że się wstydzisz swojego alkoholizmu(jak piszesz),świadczy,że masz coś do
          > przepracowania-uwolnienie od wstydu,to jak ponowne narodziny-warto...
          > używałem takiego powiedzenia:"jak chlałem to się nie wstydziłem,więc teraz
          > będąc trzeźwym mam się wstydzić?".

          Niekoniecznie. Ja się tam, wstydzę. I wcale nie marzę o pozbyciu się tego wstydu.
          Nie wstydzę się Ciebie, Tranzyta się nie wstydzę. Nawet nie chodzi o to, że
          więcej wiecie od innych o alkoholizmie. Po prostu jedziemy na tym samym wózku.
          Wstydzę się dwóch rzeczy.
          Wstydzę się społecznego odbioru alkoholika. Co byśmy nie gadali: potocznie
          powiedzenie o kimś "on musi już nawet do AA" jest równoznaczne z zepchnięciem go
          na dolne szczeble drabiny towarzyskiej.
          I wstydzę się tego, że piłem, gdy wiedziałem już, że jestem alkoholikiem. Wiem,
          wiem. Choroba i te sprawy... To kwestia może konstrukcji psychicznej. Na mnie to
          nie działa. Czuję się odpowiedzialny za swoje czyny. Pomaga mi myśl, że ode mnie
          zależy kiedy piję a kiedy nie piję. Nie mam jakiejś siły wyższej na której mogę
          zwalić tą odpowiedzialność. Przez to łatwiej mi nie pić. I w sumie łatwiej
          będzie mi odmawiać kolegom. Piłem, trudno. Trzeba za to płacić. I tak w sumie
          niewielki rachunek.
          • aniolparys Spotkanie po latach - powrót 04.06.07, 23:09
            Byłem, wróciłem.

            Kilka uwag związanych z alkoholem. Nie chcę generalizować, dotyczą one panów po
            pięćdziesiątce ;-))

            Tak naprawdę nikogo nie obchodzi, czy ty pijesz, czy nie.

            Wątek ten był poruszany na forum już kilkakrotnie - pijacy i alkoholicy mają
            tendencję wyolbrzymiania znaczenia alkoholu w kontaktach międzyludzkich. Alkohol
            jest ważny tylko dla alkoholika - niepijący podchodzą bez emocji do czyjegoś
            picia/niepicia. Można sobie wyobrazić, że znajdują się na przyjęciu gdzie
            polewają maślankę.
            Nie ma problemu powiedzieć nie. Nie mam ochoty. Dziękuję. Bardzo mi ułatwiał
            sprawę nalany kieliszek/kufel w ręce. Mogłem wznosić toasty z innymi ;-) W
            każdym bądź razie moje niepicie nie wywołało żadnej sensacji. Wstydzę się tego,
            że jestem alkoholikiem, ale można z tym żyć :-))

            Druga refleksja jest natury ogólniejszej. Jest to moja obserwacja, i jeżeli jest
            prawdziwa na pewno była już opisywana naukowo. Ja nie widziałem takiego opracowania.
            Istnieje duża korelacja ujemna między ilością wypitego alkoholu a sukcesem
            osiągniętym w życiu.
            Mniej wpływały na to, kto co osiągnął, zdolności osobnika w chwili startu do
            dorosłego życia, ogólne "zapowiadanie się" delikwenta, niż ilość pochłoniętego
            przez niego przez lata alkoholu.

            Podobnie jest z paleniem papierosów.
            Używki spełniają (także) rolę ucieczki przed niespełnieniem.

            Rano się przyjemnie wstawało.
            Niepicie jest fajne.

            • tranzyt80 Re: Spotkanie po latach - powrót 04.06.07, 23:58
              Sadze,ze przyjechali zapewne tylko ci,ktorym sie w zyciu jako tako na plus
              wykrecilo,a cala reszta "niezdacznikow",o ile wogole jeszcze zyja,z reguly
              omija takie spotkania.

              Po drugie,starsi panowie nie spotykaja sie zeby popic,poszalec,pochwalic sie
              zdobyczami,jak np. trzydziestolatki,piecdziesiecioletnie marudy to poprostu
              tylko testnia...
              i czesto sami nie wiedza za czym,wiec marudza wspominajac swoje "zlote lata",
              a u przecietniakow dominuje zazdrosc,chwalipiectwo i chorobstwa,jakie na nich
              juz wskoczyly lub powoli ich doganiaja,

              Zalozmy,ze jezeli nawet,jakis wypielegnowany
              piecdziesiecioletni "mlodzieniec",dofrunie na takie spotkanie nowym mercem i
              np. publicznie oswiadczy,
              ze nie moze juz pic ani kropli alkoholu bo wpadnie znowu w cug,a to z kolei
              moze skonczyc sie dla niego kolejnym detoksem itp.,
              to i tak wszyscy nie zwroca na to najmniejszej uwagi,

              co innego gdyby doczlapal na piechote,w lachach,smierdzacy,bez zebow i
              oswiadczyl,ze ich przeprasza ale stal sie alkoholikiem...
              wszyscy i tak szybciej by uwiezyli,ze bardziej winna temu,ze sie stoczyl,ta
              kur...a,jego zona,ktora wiekszosc znala jako przecietna studentke,niz wine za
              to ponosi wylacznie
              smaczna wodeczka lub zlociste piweczko... :)
      • szacki Re: Hej 18.06.07, 16:34
        problem goscia jest juz pewnie nieaktualny ale to jest wlasnie blad terapii
        ktory poruszylem we wlasnym watku wbijaja Ci w takim osrodku do glowy ze jestes
        alkoholikiem - a Ty zamykasz sie w 4 scianach nastepnie depresja leki i swir a
        to nie tak nie tak nie tak jesli uwazalbym ze nie dam rady nie poszedł bym za
        nic w swiecie a jesli dałbym to luz a co ich to obchodzi ze nie pijesz? kij im
        w oko Twoja sprawa tylko ze widok uzywki nakreca nie napijesz sie na imprezie
        bedzie to za Toba łazic jescze przez tydzien ech piekielny mechanizm szlag by
        go trfaił sciskam grabe marowi Szacki ;-O
    • marek19822 Re: Hej 25.05.07, 13:49
      cześć ponownie.
      To jest tak: nikt nie uwierzy w alergie na alkohol albo ze nie lubie piwa.
      Zawsze uchodzilem za towarzyskiego kumpla, piwo z kolegami to ja pierwszy a tu
      nagle nie chce- w to nikt nie uwierzy, na pewno nie da mi nikt spokoju i bedzie
      dopytywal a jak to i dlaczego nie pije.
      W ogole nie chce mi sie tam iść, od terapii nigdzie mi sie nie chce chodzic i z
      nikim spotykać, nigdzie nie wychodze bo sie boje, ale to taka okazja a poza tym
      ludzie jada z calego świata a ja jestem na miejscu i nie ide!!!
      Po prostu nie mam wyjścia bo i tak niedobrze i tak.
      • yuraathor Re: Hej 25.05.07, 17:04
        hej, przeczytyaj uważnie to co Baasil napisał, bo widzę że gadał dziad do
        obrazu...
      • marek19822 Re: Hej 25.05.07, 19:21
        Witam ponownie.
        Czytalem wpis Bazila i nie przekonuja mnie te rady, takie same to mi dali na
        terapii, ale to sie nie sprawdza.
        Raz tylko poszedlem wyjść z domu z kolegami i na to: nie pije od razu
        dociekania dlaczego i spekulowanie.
        Tak samo po kursie nauki jazdy ostatnio wszyscy szli na piwo i mnie wolali a
        ja: nie pije i od razu pytania a dlaczego a moze jedno, no to ja: nie pije
        wogole no to jeszcze bardziej pytali.
        Bo jak ktoś nie pije prawie wcale no to nie jest podejrzany ale gdy nie pije
        kompletnie, nawet toastu to od razu pytania a jeszcze jak taki gość jak ja co
        kiedyś zawsze chcial wypić.
        Prosto gadać ale trudniej wykonać.
    • tranzyt80 Re: Hej 25.05.07, 17:44
      Idz koniecznie!!!,ale najlepiej spoznij sie na spotkanie,co najmniej godzine,a
      najlepiej ze dwie,zadzwon telefonicznie i powiedz,ze cos ci nagle wypadlo,ale
      bedziesz na pewno,a jak juz wszyscy sie dobrze ze soba nawzajem wysciskaja i
      zaczna piszczec i z radosci popijac,wkroczysz Ty,jako ostatni,jak ten "Smok
      Wawelski"...chwyc jakies szklo i lyzeczke od cherbaty,wskocz na krzeslo i
      zastukaj tak dzwiecznie i tak dlugo,az wszyscy sie ucisza...i Przysiegnij
      przed wszystkimi,ze od dzisiaj,od tej minuty nikt juz cie nigdy w zyciu nie
      zobaczy z piwem czy jakimkolwiek
      kieliszkiem alkoholu w reku...i co ? masz z glowy picie...?MASZ.
      Przysiegi sie nie lamie ;).
      szczegolnie takiej,ktora dales zlozyles przed Wszystkimi,
      potem przepros i powoli opuszczaj sale...mooooozzzze,cie ktos zatrzyma ;),

      w kazdym razie,zanim dojdziesz do drzwi wyjsciowych bedziesz przynajmniej
      wiedzial,czy beda chcieli Cie widziec na nastepnym Zjezdzie... :)))


      p
      • baasil Re: Hej 25.05.07, 23:51
        miałem sytuację,w pracy,gdzie kolesie,nie mogąc uwierzyć w moje słowa,że po
        prostu ja już nie chcę pić,wtargnęli do łaźni ,by zobaczyć gdzie mam bliznę po
        wszywce(a nigdy się nie zaszyłem,brałem zastrzyki).nie mieściło im się po
        prostu w głowie ,że tak można przestać.nie wtajemniczałem ich jak to zrobiłem
        (chyba,że ktoś poważnie ze mną chciał rozmawiać).dziś z tego powodu jestem
        dażony ogromnym szacunkiem(czasem słyszę,że też tak by chcieli).i ja ich
        rozumiem,bo zanim nie przestałem pić,też nie mogłem tego skumać.wg.mnie pili
        wszyscy.ba,ja na pierwszy mityng AA poszedłem się przekonać,że przecież jak są
        alkoholicy,to muszą siedzieć i łoić(no i zobaczyłem co innego).i dziś się nie
        tłumaczę,bo i po co?
        a może najlepszym rozwiązaniem na namolnych jest krótkie-odpi...olcie się.?.
        nie ma gotowych recept.musisz sobie znaleźć swoje ,takie które zadziałają.nikt
        ci nie da idealnego sposobu,bo jak w twoim przypadku nie okaże się skuteczny,to
        potem bedziesz miał pretensje,że się nie sprawdza(tak jak piszesz o zaleceniach
        z terapii).możesz równierz robić uniki,tylko czy to będzie skuteczne?
        • aniolparys Re: Hej 26.05.07, 06:04
          Kiedyś, nad ranem, na zabawie karnawałowej chciałem się napić z młodym
          chłopakiem. On odmówił mi i powiedział, że swoje w życiu już wypił. Zaimponował
          mi, prawie że zaszokował. Że można ot tak, po prostu nie pić?
          Po raz pierwszy w życiu pomyślałem o sobie, że jest to możliwe. Dotychczas
          wydawało mi się także, że wszyscy dokoła piją. Gdy widziałem późnym wieczorem w
          sobotę jadące samochody, to się zastanawiałem, czemu policja nie zrobi wreszcie
          porządku z tymi pijakami za kierownicą.
          A może, żeby rzucić picie, faktycznie potrzebne jest człowiekowi spotkanie z
          niepijącym alkoholikiem? ;-))
          • karolina_marta Re: Hej 26.05.07, 23:28
            odpowiedz, że właśnie bierzesz antybiotyki.
    • rauchen Re: Hej 27.05.07, 13:40
      mnie sie wydaje ze o ile dobrze ze chcesz sie uchronic przed piciem, to nie
      wiem czy z kolei dobre jest bronic sie przed zyciem.
      Teraz zjazd maturzystow, w przyszlosci pewnie znajda sie inne okazje na ktorych
      trudno bedzie nie byc, a alkohol bedzie.
      ja bym byla za tym, ze jesli ci zalezy na spotkaniu sie ze znajomymi z matury,
      to powinienes pojsc.
      Nie musisz byc na calej imprezie, mozesz wyjsc wczesniej.
      jesli chodzisz na meetingi AA, powiedz o sytuacji na meetingu, i zobacz co ci
      tam powiedza.Moze znajdzie sie trzezwy alkoholik, ktory bedzie mogl cie tego
      wieczoru asystowac telefonicznie - do ktorego bedziesz mogl zadzwonic w kazdej
      chwili, gdy pojawi sie niezreczna sytuacja, w ktorej trudno ci sie bedzie
      znalesc.
      Przed wyjsciem badz wypoczety i najedzony. Zjedz cos slodkiego w duzej ilosci,
      zebys nie mial ochoty na alkohol.
      Sprobuj zmienic nastawienie ze idziesz na impreze na ktorej bedzie alkohol, na
      spotkanie ze znajomymi, z ktorego zawsze mozesz wyjsc przed czasem, jesli nie
      bedzie to czyms, na czym ci zalezy.
      I po prostu idz ze szczegolnym postanowieniem, ze nie pijesz.
      W moim wypadku gdy zaczynalam chodzic na takie okazje, mysle ze bardziej
      rozdmuchiwalam problem, niz potem okazal sie w rzeczywistosci trudny do
      pokonania. A zawsze mimo to pozostaje to mile uczucie ze bylam i nie wypilam,
      gdy w opozycji mogloby stac uczucie ze nie poszlam bo nie moge, bo jestem
      alkoholikiem, i wszelkie szlaki na ktorych pojawia sie alkohol sa dla mnie
      zamkniete. Oczywiscie nie pcham sie na takie na sile, te na ktorych nie musze
      byc, opuszczam.

      pozdr
    • leand Re: Hej 27.05.07, 19:22
      Decyzja należy tylko do Ciebie,ale rozważ : Idziesz i na początku imprezy swoim
      najbliższym przyjaciołom mówisz bez ogródek "mam problemy alkoholowe i nie piję
      alkoholu pod żadną postacią, pomóżcie w sytuacjach, kiedy inni będą mnie
      namawiali.(warunek - musisz mieć zaufanie do siebie iż nie ulegniesz pokusie).
      Ale z mojego doświadczenia, rok czasu to za mało czasu, aby dysponować tak silną
      wolą. Pozdrowienia z życzeniami trafnego wyboru.HEY
    • drak02 Re: Hej 28.05.07, 12:26
      swego czsu mialem podobny dylemat , chodzilo o podobne spotkanie tyle ze mature
      mialem 20 lat temu. Zrezygnowalem ze spotkanie i nie poszedlem, wiedzialem ze
      na spotkaniu bedzie alkohol i nie bylem pewien czy pod wplywem impulsu nie
      siegne po kieliszek.
      Spotaknie sie odblo beze mnie , bylo minelo i nikt nie wraca do tematu, kazdy
      wrocil do swojego zycia i generalnie cale to spotkanie z perspektywy czasu to
      jakis malo istotny incydent. NIkt Ci nie powoeco masz zrobic, sam podejmujesz
      decyzje a trzezwieni to miedzy innymi sztuka podejmowania wlasciwego wyboru.
      ZAstanow sie co jest dla Ciebie wazniejsze twoje wlasne zycie w trzezwosci czy
      stres swiazany ze spotkaniem , ryzyko zapicia itp.
      jezeli sobie odpowiesz na to pytanie to dokonaj wyboru zgodnie ze swoim
      sumieniem. Cokolwiek zrobisz to poniesiesz odpowiednie konsekwencje, i na to
      trzeba byc rowniez przygotowany. Powodzenia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka