jaktosik
11.05.08, 15:51
A więc nazwijmy ją X (kobieta),ponad 50 lat, pije już ze 30, z
przerwami, tzn. ciągami. Odkąd pamiętam co jakiś czas wszywała
disulfiran i był spokój na kilka miesięcy. Kilka razy się po nim
napiła i było pogotowie, lekarz, odtruwanie itp. Czasem dostawałam
disulfiran w tabletkach, no ale te trzeba przyjmować często, więc
nie takie to proste. Po alkholu czasem wsiadała za kierownicę,
skończyło się pozbawieniem wolności..., no ale to alkoholizmu nie
wyleczy. Próbowałam psychoterapii, różnych, rezygnowała szybko,
ostatnio trafiła na terapeutę, który jej przypasowała, chodziła na
spotkania indywidualne i grupowe, około roku i... zrezygnowała ("On
gada głupoty i jeszcze mu trzeba za to płacić")
Teraz jest... TRAGEDIA. Odnoszę wrażenie, że to jakieś końcowe
stadium. To bardzo bliska mi osoba, jedna z najbliższych, nie wiem
co robić, jak pomóc (wiem, nie da się pomóc, kiedy chory nie
chce..., ale CO JA MOGĘ?) Jak mam żyć???
I jeszcze pytanie o wszycie disulfiranu (wiem, wiem, to nie jest
lekarstwo, ale czasem nie ma innego wyjścia...). Ostatnio wszywała
kilka razy, potem piła, brak efektu. Podejrzenie padało na
wszywających lekarzy, bo wiem, że nie wszyscy wszywają, albo dawkę
nie taką jak należy albo placebo. Ten ostatni na moich oczach wszył
10 tabletek z fabrycznie zamkniętego pudłka. Napiła się i... nic. O
co tu chodzi??? Tak czasem bywa? Od tego można się uzależnić i nie
działa? No bo kiedyś działał..
Co ja mam robić??? Mam wrażenie, że jak tak dalej pójdzie to koniec
jest bliski, jakkolwiek ten koniec by rozumieć... Nie wiem do kogo
się zwrócić o pomoc, RATUNKU, nie da się tak po prostu patrzeć jak
najbliższa osoba się wykańcza...