Dodaj do ulubionych

Dorosłe Dzieci

05.09.08, 19:46
Turbo » Dorosłe dzieci

Nauczyli nas regułek i dat,
Nawbijali nam mądrości do łba,
Powtarzali, co nam wolno, co nie,
Przekonali, co jest dobre, co złe.

Odmierzyli jedną miarą nasz dzień,
Wyznaczyli czas na pracę i sen.
Nie zostało pominięte już nic,
Tylko jakoś wciąż nie wiemy jak żyć.

Dorosłe dzieci mają żal,
Za kiepski przepis na ten świat.
Dorosłe dzieci mają żal,
Że ktoś im tyle z życia skradł.

Nauczyli nas, że przyjaźń to fałsz,
Okłamali, że na wszystko jest czas.
Powtarzali, że nie wierzyć to błąd,
Przekonali, że spokojny jest dom.

Odmierzyli każdy uśmiech i grosz.
Wyznaczyli niepozorny nasz los.
Nie zostało pominięte już nic,
Tylko jakoś wciąż nie wiemy jak żyć.

Dorosłe dzieci mają żal,
Za kiepski przepis na ten świat.
Dorosłe dzieci mają żal,
Że ktoś im tyle z życia skradł.

pl.youtube.com/watch?v=TroenoOkXHo
Obserwuj wątek
    • tenjaras nadmierna kontrola 05.09.08, 19:49
      Ci, którzy w dzieciństwie nauczyli się, że nie można ufać rodzicom,
      mają skłonność do polegania wyłącznie na sobie. Zagubili różnicę
      pomiędzy niezależnością, a nieufnością. Brak zaufania z dziecięcych
      doświadczeń doprowadza do tego, że w życiu dorosłym, człowiek czuje
      się "w obowiązku", bez przerwy dbać o swoje dobro. Takim ludziom
      trudno uwierzyć w czyjąś bezinteresowność. Czują, że muszą posiadać
      nad wszystkim bezustanną kontrolę i kierować otaczającym ich światem.

      Chciałbym tutaj zachęcić Dorosłe Dzieci Alkoholików do przyjrzenia
      się sobie. Prześledzenia swojej przeszłości i teraźniejszości w
      kontekście problemu takiej właśnie kontroli, po czym spróbowały
      odnaleźć swoją drogę ku wewnętrznej równowadze.

      Chaos, jaki towarzyszył nam w dzieciństwie, sprawia, że do poczucia
      stabilizacji, poddajemy się wyjątkowo surowej dyscyplinie. Żyjąc w
      zwariowanych domach, wstydząc się tego co tam się działo,
      przyjmowaliśmy chore zasady za normę i bardzo zabiegaliśmy o brak
      jakichkolwiek odstępstw od tych zasad. W dziecięcej naiwności,
      rozpaczliwie, próbowaliśmy udawać normalność. Każde zachowanie było
      wyćwiczone i motywowane ukryciem prawdy, ujawnieniem rzeczywistości.


      Próba Kontroli

      Przetrwanie w alkoholowym domu stanowi poważny problem i staje się
      sprawą pierwszej potrzeby. Udało nam się przetrwać tylko dlatego, że
      potrafiliśmy panować nad własnym ciałem i myślami. Potrafiliśmy
      również kontrolować otoczenie i innych ludzi. Dbanie o siebie to nic
      złego, ale nie wtedy gdy brakuje w tym umiaru i zdroworozsądkowego
      dystansu, a zastosowanie kierowane jest do negacji prawdy i
      napotykanych ludzi.
      • tenjaras Kontrolowanie Własnego Ciała 05.09.08, 19:50
        Aby zwrócić uwagę kogoś dla nas ważnego lub dla poprawy własnego
        samopoczucia zaczynamy panować nad swoim ciałem. Wszystko byłoby
        dobrze, gdybyśmy nie robili tego przy pomocy bulimii, anoreksji,
        forsownych ćwiczeń czy nawet opanowywaniem swoich słabości,
        kompulsywnych zachowań i nałogów, dla zaimponowania innym.

        Justyna opowiada:
        "Kiedy byłam nastolatką, życie w mojej rodzinie było tak pozbawione
        reguł, że wpadłam w zachwyt odkrywszy, iż mogę kontrolować swoją
        wagę jedząc i wymiotując. Pamiętam, jak sobie wtedy
        powiedziałam: "To jest świetne!" Lecz to, co zaczęło się od
        panowania nad własnym ciałem, przerodziło się w zachowanie, z którym
        mam teraz kłopot. Czuję się taka winna".
        • tenjaras Kontrolowanie Umysłu 05.09.08, 19:50
          Kłopoty są również tam, gdzie używając swoich zdolności umysłowych,
          oddzielamy się od ludzi, poprzez osiąganie negatywnych celów.

          Joanna opowiedziała o sprawowaniu kontroli nad umysłem w celu
          odseparowania się od ludzi: "Jako dziecko bałam się wszystkich.
          Kiedy poszłam do szkoły odkryłam jednak, że jestem wzorową uczennicą
          i mogę użyć tego talentu, by oddzielić się od reszty, tak by dali mi
          święty spokój. Rola "najlepszej w klasie" pozwalała mi decydować,
          kto ma prawo zbliżyć się do mnie... zazwyczaj oznaczało to, że nikt
          nie ma tego prawa".

          Andrzej natomiast opowiedział o sprawowaniu kontroli nad umysłem w
          celu manipulowania innymi: "Moja matka czuła potrzebę władzy.
          Próbowała rządzić mną wydając dyspozycje i mówiąc, co mam zrobić.
          Kiedy byłem młody, uważałem, że jest ode mnie silniejsza, lecz teraz
          dostrzegam, że sam nad nią subtelnie panowałem... to się chyba
          określa mianem biernej agresji. Matka była nauczycielką plastyki.
          Kiedy odkryła, że nieźle maluję, usadziła mnie na krześle i dała mi
          farby i papier. To było zupełnie niezwykłe. Namalowałem autobus na
          moście, a ona ten obrazek zawerniksowała i oprawiła, po czym
          zgłosiła go do konkursu. Obraz zdobył pierwsze miejsce i jeden z
          członków jury przeprowadził ze mną wywiad w radio. - Dlaczego
          namalowałeś ten obraz? - spytał. - Bo mama mi kazała -
          odpowiedziałem. Matka była na mnie wściekła i to był ostatni obraz,
          jaki kiedykolwiek namalowałem. To był taki sabotaż".
          • tenjaras Manipulowanie Innymi 05.09.08, 19:51
            Manipulowanie innymi wydawało nam się konieczne do
            przetrwania. "Chciałam, żeby moja matka zwracała na mnie uwagę" -
            opowiada Edyta - "ale ona była zajęta tym, co robił mój ojciec,
            który przepijał pieniądze i stracił pracę. Zauważała mnie tylko
            wtedy, kiedy byłam chora. Była dla mnie wtedy taka dobra, przynosiła
            mi herbatę i jedzenie do pokoju. Patrząc na to z perspektywy czasu
            zdaję sobie sprawę, że tak właśnie zapewniałam sobie jej uwagę. Po
            dziś dzień kiedy chcę zwrócić na siebie uwagę, zaczynam chorować".

            Większość opowiada, że aby chronić swoje wewnętrzne "ja",
            zakładaliśmy "maski", umożliwiające sprawowanie kontroli. - "To była
            niezła metoda" - opowiadał Piotr - "pamiętam, kiedy pierwszy raz
            założyłem maskę. Byłem wtedy mały. Mieszkał z nami mój wujek
            alkoholik. Wiecznie na mnie wrzeszczał. Któregoś dnia właśnie na
            mnie krzyczał. Dogonił mnie na schodach i nie mogłem uciec. Wtedy po
            raz pierwszy "założyłem maskę". Skuliłem uszy i ukryłem się za
            twarzą, która udawała, że pilnie go słucha. Wiedziałem, że za tą
            maską jestem bezpieczny. Tylko w ten sposób mogłem go zwyciężyć". Im
            bardziej nasi rodzice byli opanowani przez swój nałóg, tym bardziej
            nas, trafiała potrzeba kontrolowania każdej rzeczy, na którą
            mieliśmy wpływ za pomocą każdej możliwej metody.
            • tenjaras Uznanie Własnej Bezsilności 05.09.08, 19:52
              Najważniejsze, więc, staje się uznanie własnej bezsilności wobec
              większości wydarzeń i otaczających nas ludzi. Wewnętrzny przymus
              kontrolowania wszystkiego, zabiera nam spokój ducha. Żądanie wobec
              ludzi, by się zmieniali to gwarant cierpienia. Im bardziej
              pozostajemy uparci, tym większy opór wobec nas i niechęć do
              przebywania z nami. W końcu sami stajemy się ubezwłasnowolnieni
              przez kogoś innego, a to czego w dobrej wierze nauczyliśmy się w
              dzieciństwie powoduje teraz głębokie rany rozczarowania i
              osamotnienia. Musimy się od takich siebie uwolnić.

              Niezmiernie często wpadamy w pułapkę myślenia, że musimy komuś
              powiedzieć, w jaki sposób powinien postępować, próbujemy prostować
              jego domniemane "błędy" przez wskazanie mu, co powinien, a czego nie
              powinien robić. Nie rozumiemy, że kontrola taka staje się znęcaniem.
              Do rozpoznania takiego wzorca postępowania u siebie niezbędna jest
              świadomość, że mamy prawo zmieniać jedynie samych siebie, a nie
              innych.

              Pierwszy Krok Programu 12 Kroków DDA - "Przyznaliśmy, że jesteśmy
              bezsilni wobec skutków uzależnienia - że przestaliśmy kierować
              własnym życiem." może pomóc w uznaniu własnej bezsilności. Czy
              odczuwasz bezsilność wobec tego, że w Twoim domu był alkoholizm? Czy
              zdajesz sobie sprawę ze swojej bezsilności wobec ludzi i różnych
              aspektów życia, nad którymi, zapewne z potrzeby bezpieczeństwa,
              próbujesz zapanować? Możesz to zastosować do wszystkich zachowań
              związanych z potrzebą kontroli.

              Mamy w zwyczaju wciąż od nowa rozpatrywać wydarzenia z przeszłości
              lub mrużymy oczy, zastanawiając się co nas czeka w przyszłości.
              Zdajemy sobie sprawę, że tylko tracimy czas, ale rzadko postępujemy
              zgodnie z tą wiedzą. Pogodzenie się z niemożnością kontrolowania
              wszystkiego jest jedyną drogą do odnalezienia spokoju. Pogodzenie
              się sprawi, że zaczniesz żyć teraźniejszością. Życie
              teraźniejszością jest trudne i wymaga od nas odpowiedzialności
              życiowej. Przecież szczęście jest tutaj, odczuwamy je właśnie teraz,
              albo wcale. Zagubieni w rozmyślaniach gdzieś między przeszłością, a
              przyszłością, tracimy z oczu pełnię tej chwili i przeoczamy
              niezliczone przyjemności otaczającego nas świata.
              • tenjaras Akceptacja Rzeczywistości 05.09.08, 19:52
                Musimy rozluźnić śmiertelny uścisk, który dławi cudzą wolność oraz
                naszą własną siłę, abyśmy mogli się swobodnie rozwijać.
                Paradoksalnie, kiedy zaczniemy pracować nad sobą i zaczniemy stawać
                się lepszymi ludźmi, nasze otoczenie również się odmieni na lepsze.
                Tak jak ujął to Daniel DDA: "Im bliżej do innych, tym dalej do
                siebie". Wniosek z tego, że uciekaliśmy od siebie zajmując się
                innymi. Zajmując się sobą przestajemy uciekać, a świat wokół nas
                pozostaje na swoim miejscu i życie nabiera nowej jakości.

                Potrzeba nadkontroli, powodowana warunkami w jakich się
                wychowaliśmy, doprowadziła nas do nadmiernej potrzeby skrzętnego
                planowania i kontrolowania tego, czego nie da się kontrolować.
                Rozbudziła w nas jedynie lęki i poczucie winy, zawiedzione nadzieje
                i samotność. By powrócić do normalności musimy pozwolić życiu dziać
                się na jego warunkach.

                Jesteś dokładnie tym, kim myślisz, że jesteś, więc myślenie
                pozytywne jest niezmiernie ważne. Kiedy wierzysz, że posiadasz siłę,
                posiadasz siłę. Kiedy wierzysz, że potrafisz rozwiązać każdy
                problem, na pewno go rozwiążesz. Twoje myśli są twoją
                rzeczywistością, sprawiły, że twoje życie pozbawione było szans. A
                pozytywne myślenie może pomóc ci je uzdrowić.

                Posiadamy moc, by stać się tak małymi, jak nasza najbardziej
                ograniczona potrzeba lub tak wielkimi, jak nasze najbardziej
                wyzwalające marzenie. Prosty, ale bynajmniej niełatwy wybór, a
                dokonując go, kreujesz siebie.
        • little_emma Re: Kontrolowanie Własnego Ciała 10.09.08, 17:25
          Czy to znaczy, że np bulimia, anoreksja mogą ściśle wiązać się z
          DDA?
          Pytam bo sama jestem DDA i od jakiegos czasu mam problem z
          autoagresją (czyli też chyba jakaś forma opanowania ciała). Nigdy do
          głowy mi nie przyszło, aby akurat te dwie rzeczy mocno ze sobą
          wiązać. Dopiero jak przeczytałam ten post.........
    • tenjaras odpowiedzialność 05.09.08, 19:54
      Osoby, które potrafią wziąć odpowiedzialność za swoje czyny.

      Ludzie, którzy potrafią przyznawać się do swoich przewin i podejmują
      działania by naprawiać wyrządzane krzywdy, bez wątpienia, należą do
      grupy ludzi odpowiedzialnych i godnych zaufania.


      Prawdziwe ofiary.

      Ludzie, którzy nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za to, co się
      stało, nie przyczyniają się do dziejących się im krzywd, są
      prawdziwymi ofiarami.
      Wypadki losowe, niezasłużone nieszczęścia przychodzą
      niczym "złodziej w nocy" (że tak pozwolę sobie zacytować). W takich
      chwilach nie można brać na siebie odpowiedzialności. Wina nie leży
      po stronie przechodnia potrąconego przez pijanego kierowcę. Nie ma
      winy człowiek, któremu dom zalała fala powodziowa. Niewinny jest
      pracownik, który został zwolniony z pracy, bo nieudolne kierownictwo
      doprowadziło firmę do bankructwa. To zaledwie kilka przykładów, ale
      ilustrują one ofiarę, człowieka bez winy, a jednak trapionego
      nieszczęściem.


      Swego czasu wyczytałem, że ludzie dzielą się na trzy grupy. Takich,
      którzy potrafią być uczciwi wobec samych siebie, takich, którzy nie
      potrafią i na takich, którzy nie chcą stać się uczciwi wobec siebie.

      Uczciwym wobec siebie niewiele trzeba wyjaśniać, wiedzą co robić i
      jest im łatwiej w życiu. Pozostałym grupom trzeba pomóc w
      uświadomieniu sobie, że tkwią w błędzie i że to ich pogrąża jeszcze
      bardziej. Rozróżnienie kto jest kto, może okazać się trudne, granica
      jest płynna, ale z pewnością osoby takie są jednocześnie ofiarą i
      sprawcą.


      Osoby, które czują się ofiarami.

      Ludzie pozbawieni samokrytycyzmu i właściwej analizy sytuacji,
      często czują się ofiarami, choć w rzeczywistości nimi nie są.
      Wypierają swój udział w wydarzeniach mających na nich znaczący
      wpływ. Życie wokół nich dzieje się wbrew ich woli i mają pod ręką
      nieskończenie wiele wyjaśnień różnych zdarzeń i wymówek, by nie brać
      na siebie odpowiedzialności. Są to na przykład kobiety kupujące mini
      spódniczki i narzekające na obleśne spojrzenia szefa, czy ktoś z
      nadwagą, który zrzuca winę na producentów żywności, albo kawaler
      komunikujący się przez internet z kobietami, z drugiego końca
      świata, widzący swoją samotność w pechu.
      Jeśli ktoś nie rozumie, że ma decydujący wpływ na swój los i może
      kształtować swoją drogę życiową, pozbawia się możliwości
      pełniejszego życia.


      Osoby, które same czynią z siebie ofiary lub pozwalają na to innym i
      biorą odpowiedzialność za sprawy, za które nie są odpowiedzialne.

      Skłonność do upokorzeń, poddawania się presji innych i skwapliwe
      branie na siebie winy za każde nieszczęście świata jest wyjątkowo
      szkodliwe. Nazywam to autosabotażem ponieważ takie działanie niszczy
      wolę zmian, osłabiając swoją własną wartość we własnych oczach. To
      uwięzienie siebie, w więzieniu, które wybudowało się na taką właśnie
      potrzebę.

      Do takich ludzi należą te wszystkie żony, wyrzucone lub uciekające
      przed pijanym mężem, a potem proszącym go o wybaczenie gdy ten
      zaczyna narzekać na bałagan w kuchni i niewyprane gacie. Dokładnie
      to samo robią te żony, które okłamują sąsiadów, rodzinę i szefów
      takiego pijaka, który przez swoje pijaństwo robi awantury, wstyd się
      z nim pokazywać, albo nie jest w stanie pójść do pracy. To także
      tacy, którzy przepraszają, że kolejny raz muszą wypełniać
      papierzyska w urzędach, bo niekompetentny urzędnik źle ich
      pokierował.


      Dystans i odpowiedzialność

      Najważniejsze to być świadomym tego co się naprawdę dzieje wokół nas
      i poznanie naszej własnej w tym roli. Życie nie przebiega po
      skrajnościach, życie to te wszystkie barwy, jakie nas codziennie
      otaczają. Kiedy popadamy w kryzysy, zazwyczaj, jesteśmy zarówno
      ofiarami jak i sprawcami. Udział rzadko jest pół na pół, trzeba więc
      zająć się swoją częścią, pamiętając o czymś takim jak wypadek losowy
      i że nie ma sprawiedliwości na tym czasem dziwnym świecie.
      Pamiętajmy jednak by nie zasłaniać tym sobie oczu na otaczającą nas
      uczciwość i godnych zaufania ludzi.

      Odpowiedzialność to wolność decydowania o tym jak traktować daną
      sytuację.
    • tenjaras istota problemu 08.09.08, 16:14
      Wielu z nas odkryło, że mamy wiele cech wspólnych w rezultacie
      wzrastania w domu alkoholika.


      Zaczęliśmy odczuwać izolację, trudności w kontaktach z ludźmi w
      szczególności z autorytetami. By chronić siebie staliśmy się ludźmi
      dbającymi o to by zadowolić innych, nawet kosztem zatracania w tym
      procesie naszej własnej tożsamości. A mimo to każdą krytykę
      traktujemy jako zagrożenie.

      Staliśmy się sami alkoholikami lub ich poślubiliśmy, lub stało się
      jedno i drugie; a jeśli nie, wówczas wykształciliśmy kompulsywną
      osobowość taką jak "pracoholik" – człowiek uzależniony od pracy –
      aby spełnić naszą chorą potrzebę bycia opuszczonym.

      Żyliśmy jak ofiary, wykształcając nadmierne poczucie
      odpowiedzialności woleliśmy zajmować się raczej innymi niż sobą.
      Czuliśmy się w jakiś sposób winni gdy broniliśmy swoich praw zamiast
      ustępować innym. W ten sposób zaczęliśmy raczej reagować niż działać
      pozwalając tym samym na przejmowanie inicjatywy.

      Wykształciliśmy osobowość zależną, przerażoną możliwością bycia
      opuszczoną. Gotowi byliśmy zrobić niemal wszystko by utrzymać jakiś
      związek, byle tylko nie być emocjonalnie odrzuconymi, a mimo tego
      stale wybieraliśmy związki niepewne, ponieważ odzwierciedlały one
      nasz dziecięcy związek z rodzicem alkoholikiem.


      Wymienione symptomy choroby rodzinnej jaka jest alkoholizm uczyniły
      nas paraalkoholikami - tymi którzy posiedli cechy tej choroby, mimo,
      że nie musieliśmy nigdy się napić. Nauczyliśmy się wypierać nasze
      uczucia jako dzieci i nie okazywać ich jako dorośli- w wyniku tego
      uwarunkowania nie odróżniamy miłości od litości, dążąc do kochania
      tych, którym możemy pomóc. Bardziej obronni uzależniliśmy się od
      stałego napięcia we wszystkich naszych sprawach, przedkładając stałe
      porażki nad opłacalne związki.

      To jest opis a nie oskarżenie...
      • oryginal23 Re: istota problemu 08.09.08, 23:47
        Krótko,zwięźle i na temat.
        23.
    • tenjaras wewnętrzne dziecko 13.09.08, 10:14
      Dla większości DDA koncepcja Wewnętrznego Dziecka stanowi możliwość
      powrotu do utraconego lub wręcz nigdy nie przeżytego dzieciństwa.
      Otwiera drogę do zabawy ale też rozwoju. Pozwala na płaszczyźnie
      psychologicznej niejako powtórnie przeżyć zaniedbane niegdyś fazy
      dzieciństwa i rozwiązać powstałe wskutek tego problemy rozwojowe.
      Pojawia się przestrzeń aby Wewnętrzne Dziecko mogło wreszcie
      doświadczyć ufności, radości życia, własnej wartości, autonomii,
      kompetencji, miłości i poczucia indywidualnej misji w życiu.
      Oczywiście nie wszystko od razu, ale jak najbardziej w miarę
      otaczania go mądrą troską i poświęcaniem mu należytej uwagi.

      Według analizy strukturalnej, najprościej rzecz ujmując, każdy nosi
      w sobie dziecko. Na skutek otoczenia w którym się wzrastało może ono
      zachować swój pierwotny stan i pozostać Dzieckiem Spontanicznym, lub
      pod wpływem trudnych doświadczeń wykształci się nowy stan ego-
      Dziecko Zbuntowane lub ego-Dziecko Przystosowane. Dziecko
      Spontaniczne odpowiada za radość życia, zabawę, kreatywność,
      ciekawość świata i ludzi, ale jego słabą stroną jest
      niezorganizowanie oraz tendencja do nieodpowiedzialności i
      lekkomyślności. Dziecko zbuntowane ma odwagę do przeciwstawiania się
      ogółowi, zawalczenia o swoje, ma natomiast problemy ze współpracą i
      bliskością. Dziecko nadmiernie przystosowane potrafi wtopić się w
      tłum i bezkolizyjnie żyć w społeczeństwie, ale za wyrzekanie się
      siebie płaci nijakością, uległością a nawet depresją. Tak więc
      Pozytywna strona Dziecka wnosi śmiech w Twoje życie, snuje marzenia,
      dostrzega piękno świata, cieszy się sobą i z bycia z ludźmi, jest
      źródłem twórczości, odkryć i rewolucyjnych zmian. W opcji negatywnej
      Dziecko moze mieć słomiany zapał, albo na okrągło płakać i się
      użalać lub buntować się czy trzeba czy nie trzeba.

      Dlatego właśnie Ego-Dziecko w Twoje dorosłe życie wnosi dominujące
      uczucia, odpowiada za radość życia, bunt lub pesymizm
      wyolbrzymiający problemy; dąży do bliskości i zabawy, walczy lub
      wycofane stroni od ludzi. Sam najlepiej znasz swoje wewnętrzne
      dziecko, widzisz jego charakterystyczny rys, niepowtarzalność i
      mocne strony, ale ponieważ wychowało się w chorym domu dostrzegasz
      też to co wymaga skorygowania. Ty sam najlepiej wiesz czy Twoje
      Dziecko jest spontaniczne, zbuntowane czy nadmiernie przystosowane i
      z jakich niezaspokojonych potrzeb biorą się jego słabości. Jeżeli to
      dostrzeżesz a następnie wyjdziesz na przeciw jego deficytom
      rozwojowym - to wtedy ono rozkwitnie i da z siebie to co najlepsze :
      obdarzy Cię energią, doda życiu kolorów i piękna, nie pozwoli Cię
      zaszufladkować i zaprosi do budowania wspaniałych związków. Bo to
      właśnie stan ego-Dziecko ma tę moc sprawczą żeby życie było
      fascynujące i nieprzeciętne. To jest jego najmocniejszą stroną.

      Warto pamiętać że każdy błysk geniuszu ma swój początek w
      wewnętrznym dziecku, które jest ciekawe, odkrywcze, twórcze i nie
      poddaje się łatwo utartym poglądom. To właśnie w Dziecku bierze
      początek odkrycie Ameryki, wyprawa w kosmos, teoria względności bo
      to właśnie ten stan ego ma odwagę na własne marzenia, wizje i
      niezgodę na utarte schematy. To Ono wspina się na szczyty sztuki -
      bo nie boi się czuć i wyrażać więcej niż inni, bo nie boi się być
      osobą niepowtarzalną i wyjątkową.

      I nawet jeżeli Dziecko zostało mocno poturbowane przez życie w swym
      alkoholowym domu, to jeżeli dasz mu to czego zabrakło kiedyś, to ono
      wróci do swojego pierwotnego stanu siły, radości, kreatywności i w
      nieprawdopodobny sposób wzbogaci Twoje życie.

      Na koniec warto zauważyć, że niektórzy DDA braki swojego dzieciństwa
      próbują kompensować nadmiernym skupieniem się na swoich
      biologicznych dzieciach. Taka postawa jest o tyle niebezpieczna, że
      z jednej strony DDA nadal nie otrzymuje tego co potrzebuje, a z
      drugiej strony nadmiernie się poświęcając wyrządza krzywdę swoim
      biologicznym dzieciom, które nie muszą się liczyć z potrzebami
      innych.

      Tym DDA - zbyt poważnie biorącym świat, poświęcającym siebie,
      rezygnującym ze swoich potrzeb i marzeń, starającym się być
      idealnymi rodzicami dla swoich biologicznych dzieci zaniedbując przy
      tym siebie - im terapeuci polecają następującą wizualizację: proszę
      wyobrazić sobie że od teraz masz jeszcze jedno dziecko (tu wstaw
      swoje imię). Biologiczne i to swoje wewnętrzne. Proszę troskę,
      miłość i uwagę ofiarować każdemu z nich, żadnego z nich nie
      zaniedbując, żadnego nie faworyzując. Równocześnie warto pamiętać że
      to zaniedbane dotąd wewnętrzne dziecko może nosić w sobie dużo
      smutku, albo dużo złości, może zadawać mnóstwo pytań, kiedy wreszcie
      zostało zauważone - tym samym wymagać rzeczywiście sporo uwagi. Żeby
      się uspokoiło warto mu obiecać, ze nigdy już nie będzie opuszczone.
      Z drugiej strony nie można pozwolić, aby to wewnętrzne dziecko
      zaczęło stawiać warunki i dominować. Przy całym współczuciu i chęci
      naprawienia krzywd z przeszłości, należy pamiętać że każde dziecko
      potrzebuje również granic, potrzebuje wiedzieć ze w zdrowym domu
      dziecko nie rządzi; ze jest wprawdzie wysłuchane, brane pod uwagę
      ale ostatecznie to dorosły w ważnych sprawach decyduje.

      tekst pochodzi ze strony Pięknie Żyć
      Asi Dudniczenko
    • tenjaras ko-alkoholizm 23.09.08, 21:22
      Każdy kto żył lub żyje w rodzinie gdzie kiedykolwiek nadużywano
      alkoholu, jest uzależniony - podobnie jak sam alkoholik.
      Rodzina alkoholowa jest systemem charakteryzującym się wysokim
      wskaźnikiem stresu. Ten stres przeżywają wszyscy członkowie rodziny -
      od małych dzieci po seniorów. Wszyscy oni potrzebują pomocy by
      odzyskać równowagę psychiczną, a często także utracone zdrowie
      fizyczne.

      Ko-alkoholizm jest choroba podobnie jak alkoholizm.

      Chorobę tą jednak można i trzeba leczyć.

      Najczęstsze objawy to:

      Ucieczka w iluzje i zaprzeczenia.

      Zachowania kompulsywne (robię coś, czego nie chce).

      Poczucie małej wartości lub kompletnej bezwartości.


      Poza tym:


      Żyjemy w izolacji od ludzi i czujemy lęk przed ludźmi, a zwłaszcza
      przed wszelkiego rodzaju władzą i zwierzchnikami. Czujemy się
      samotni, brak nam poczucia przynależności do jakiejkolwiek wspólnoty.

      Zabiegamy o aprobatę innych tak bardzo, że tracimy po drodze
      poczucie własnej tożsamości. Gdy odnosimy sukces mierzymy go miarą
      pochwał jakie otrzymujemy od innych ponieważ inaczej w ogóle nie
      umiemy się cieszyć własnym sukcesem. Stawiamy sobie bardzo wysokie
      wymagania, tak wysokie, że prawie nigdy nie udaje nam się im
      sprostać. Boimy się krytyki, bowiem każdą krytyką odbieramy jako
      osobisty atak i zagrożenie.

      Nie jesteśmy zdolni do intymnych i trwałych związków z innymi
      ludźmi. Myli nam się miłość z litością i najczęściej kochamy tych,
      którymi możemy się opiekować lub którzy potrzebują naszej pomocy.

      Czujemy się winni ilekroć stajemy w obronie własnych potrzeb i
      dlatego też tak często ustępujemy innym. Jesteśmy nadmiernie
      odpowiedzialni i nadobowiązkowi. Łatwiej nam się troszczyć o innych
      niż o siebie. Pozwala to nam jednak nie dostrzegać własnych wad i
      unikać odpowiedzialności wobec samych siebie.

      Czujemy strach przed cudzym gniewem i awanturami i będziemy "chodzić
      na paluszkach" byle tylko za wszelką cenę zachować spokój. A
      jednocześnie nie możemy żyć bez ekscytacji, stresu i chaosu
      emocjonalnego. W chwilach gdy wszystko układa się dobrze ogarnia nas
      dezorientacja i nuda, ciągle czekamy więc, że "coś się stanie",
      planując kolejną katastrofę.

      Już w dzieciństwie nauczyliśmy się ukrywać nasze prawdziwe uczucia i
      dzisiaj zupełnie nie umiemy ich okazywać. Zarówno dobre jak i złe
      uczucia ukrywamy tak głęboko, że sami nie mamy do nich dostępu.
      Naszą maską jest wieczny uśmiech na twarzy i najczęściej
      powtarzamy: "czuje się doskonale, wszystko jest w najlepszym
      porządku".

      W życiu występujemy w roli ofiar i w rezultacie potrafimy tylko
      reagować na to co robią inni, całkowicie zatracając własne "ja".
      Jesteśmy zdolni jedynie do reakcji, nie do akcji.

      Jesteśmy uzależnieni od naszych bliskich. Przeraża nas widmo
      porzucenia. Zrobimy wszystko by utrzymać istniejący związek nawet
      jeśli jest on dla nas krzywdzący, perspektywa osamotnienia jest dla
      nas zbyt bolesna i przerażająca. Wzrastaliśmy z rodzicami
      niezdolnymi do czułości i obcymi emocjonalnie.

      Nie tylko sami zachowujemy się jak ofiary, ale pociągają nas te same
      słabości w innych. Znajdujemy ofiary w miłości, przyjaźni i innych
      bliskich związkach.

      Uzależniamy się od alkoholu, albo znajdujemy uzależnionych
      partnerów, albo jedno i drugie. A jeśli nie będzie to alkoholik czy
      alkoholiczka, wybieramy sobie kogoś o osobowości uzależnionej, kogoś
      kto obsesyjnie wyżywa się w pracy, w grach hazardowych, jedzeniu, i
      w ten sposób kontynuujemy w dalszym ciągu ten rodzaj wzajemnej
      zależności jaki łączył nas z rodzicami lub kimś innym w rodzinie
      alkoholowej.


      Alkoholizm jest chorobą systemową - chora jest cała rodzina, jest to
      choroba przekazywana z pokolenia na pokolenie. Niektórzy z nas sami
      popadli w nałóg, niektórzy nie, ale wszyscy jesteśmy ko-alkoholikami
      i wszystkich nas cechują cechy typowe dla tego problemu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka