athandavan
31.01.09, 13:34
Nie wiem co robic. To dosc dlugi post, i chcialabym zobaczyc co mysla ludzie nie zwiazani z ta sytuacja, bo ja juz nie wiem co myslec.
Moja ciocia pije, jest alkoholiczka. Ma troje dzieci. Byla na dwoch leczeniach, jedno przerwala, drugie dokonczyla. Ale wrocila do domu i po miesiacu znowu zaczela pic. Kilka dni. Przed swietami zabralo ja pogotowie, trafila do szpitala psychiatrycznego z ciezka depresja alkoholowa, wypisala sie na wlasne zadanie. To miejsce mialo na nia taki wplyw, ze nie pila przez miesiac. Bierze leki przeciwdepresyjne. W srode znowu zaczela. Ale po powrocie z ostatniego zakonczonego leczenia zamknietego caly czas sie ‘leczy’, chodzi na terapie.
Przeczytalam rozne watki o kobietach alkoholiczkach w ktorych mezowie sa przestawiani jak Andy Garcia, z kiedy mezczyzna kocha kobiete… No i w ogole o ‘winie’ alkoholika. Nasza sytuacja jest inna. Chyba. Ale pewnie ja jestem rodzina alkoholika i sama powinnam sie leczyc.
Jej maz, a moj wujek, cale zycie swoje przehulal. Edukacji nie dokonczyl, mial problemy z prawem, wszystko po nim zawsze ‘sprzatala’ jego mama, ktora kocha go miloscia uwielbiajaca, bo to jej najmlodsze dziecko. Z mojego wujka rosl coraz wiekszy hulaka i drab, wiele w zyciu zlego narobil, nie mozna bylo na nim polegac, ale jakos – i oczywiscie z pomoca swojej mamy – zawsze sie z tego wywijal. Poznal ciocie, ona zaszla w ciaze, wzieli ‘slub’ (bo tak trzeba) w bardzo mlodym wieku. Teraz oboje maja okolo trzydziestki, troje dzieci. On ma wlasna firme, ma ogromne dlugi (ktore splaca za niego jego mama), ale zyje zyciem ‘biznesmena’ (czyt: na wszystko ma pieniadze), zdradzal ciocie kilkakrotnie, i otwarcie sie do tego przyznawal.
Jej choroba stala sie dla nas wszystkich jasna od jakiegos roku. Pierwsze leczenie ciocia przerwala, gdyz ‘jej maz nie mogl sobie sam w domu poradzic z dziecmi’. Bo zdaniem jego mamy – ‘on caly czas jest taki zajety, caly czas pracuje, a ona nic nierobi tylko pije’ (niby nasza ciocia). Najgorzej bylo w te wakacje. Ciocia ma gleboka depresje, I zerowe poczucie wlasnej wartosci.. Miala ciag alkoholowy, plakala, spala, pila, tak non stop. Chodzilam do nich do domu, rozmawialam z nia, ona caly czas powtarzala, ze do niczego sie nie nadaje, ze najlepiej jakby umarla, i ze sie cieszy ze w naszej rodzinie wszystko jest dobrze. Na co jej mowilam, ze ona jest nasza rodzina, i ze nam bardzo na niej zalezy.
Nam wszystkim sie dostalo od jej meza, bo chcielismy jej pomoc. Oskarzal nas ze stwarzamy jej komfort picia (co rozumiem, wiecej jak czytam to forum!!!). Ale sytuacja wyglada tak,ze on ja caly czas poniza = ona pije. Tak to wyglada z rozmow z nia. Nie da sie ukryc, ze to toksyczny zwiazek. Dla cioci, jej maz jest bardzo wazny, mimo, ze moim zdaniem to najgorszy kretyn, ktory mysli tylko o sobie, nie majacy w ogole sensu odpowiedzialnosci za cokolwiek, za rodzine, za dzieci.
Wiele razy mowilismy jej ze pozostaje rozwod, ze ona sobie poradzi – w tym sek, ze ona przy nim trwa, myslac ze sobie nie poradzi. On natomiast – mimo, ze otwarcie chcialby sie rozwiesc – to potrzebuje praczki, sprzataczki, kucharki. Po prostu rozpieczczony i zapatrzony w siebie dupek.
Nie mam zielonego pojecia co zrobic. Przeciez oficjalnie ona sie leczy. Ale widac, ze wraca do domu, do tej samej sytuacji. I zaczyna sie od nowa.
Ciocia jest od swojego meza psychicznie oraz finansowo uzalezniona. Nie pracuje zawodowo – ale pracuje w domu! Zajmuje sie domem oraz dziecmi. Chcielismy zeby poszla do pracy, ‘oderwala sie od tego wszystkiego’. I ona tego chce, ale to… wlasnie jakos nie wychodzi. Z jej ust wynika, ze nikt ja nie przyjmie, bo ma latke alkoholiczki, ze slow jej meza wynika ‘ze ona nawet nie chce, ani sie nie stara’… (wiec macie juz namiastke ponizania, o czym mowilam wczesniej) Jego slowo tak duzo dla niej znaczy, ze mysli ze sama bez niego sobie w zyciu nie poradzi. Pije, by zwrocic na siebie uwage, jego? Nas?
Czy widzicie jakies wyjscie?