Dodaj do ulubionych

Choroba alkoholowa w rodzinie

31.01.09, 13:34
Nie wiem co robic. To dosc dlugi post, i chcialabym zobaczyc co mysla ludzie nie zwiazani z ta sytuacja, bo ja juz nie wiem co myslec.

Moja ciocia pije, jest alkoholiczka. Ma troje dzieci. Byla na dwoch leczeniach, jedno przerwala, drugie dokonczyla. Ale wrocila do domu i po miesiacu znowu zaczela pic. Kilka dni. Przed swietami zabralo ja pogotowie, trafila do szpitala psychiatrycznego z ciezka depresja alkoholowa, wypisala sie na wlasne zadanie. To miejsce mialo na nia taki wplyw, ze nie pila przez miesiac. Bierze leki przeciwdepresyjne. W srode znowu zaczela. Ale po powrocie z ostatniego zakonczonego leczenia zamknietego caly czas sie ‘leczy’, chodzi na terapie.

Przeczytalam rozne watki o kobietach alkoholiczkach w ktorych mezowie sa przestawiani jak Andy Garcia, z kiedy mezczyzna kocha kobiete… No i w ogole o ‘winie’ alkoholika. Nasza sytuacja jest inna. Chyba. Ale pewnie ja jestem rodzina alkoholika i sama powinnam sie leczyc.

Jej maz, a moj wujek, cale zycie swoje przehulal. Edukacji nie dokonczyl, mial problemy z prawem, wszystko po nim zawsze ‘sprzatala’ jego mama, ktora kocha go miloscia uwielbiajaca, bo to jej najmlodsze dziecko. Z mojego wujka rosl coraz wiekszy hulaka i drab, wiele w zyciu zlego narobil, nie mozna bylo na nim polegac, ale jakos – i oczywiscie z pomoca swojej mamy – zawsze sie z tego wywijal. Poznal ciocie, ona zaszla w ciaze, wzieli ‘slub’ (bo tak trzeba) w bardzo mlodym wieku. Teraz oboje maja okolo trzydziestki, troje dzieci. On ma wlasna firme, ma ogromne dlugi (ktore splaca za niego jego mama), ale zyje zyciem ‘biznesmena’ (czyt: na wszystko ma pieniadze), zdradzal ciocie kilkakrotnie, i otwarcie sie do tego przyznawal.

Jej choroba stala sie dla nas wszystkich jasna od jakiegos roku. Pierwsze leczenie ciocia przerwala, gdyz ‘jej maz nie mogl sobie sam w domu poradzic z dziecmi’. Bo zdaniem jego mamy – ‘on caly czas jest taki zajety, caly czas pracuje, a ona nic nierobi tylko pije’ (niby nasza ciocia). Najgorzej bylo w te wakacje. Ciocia ma gleboka depresje, I zerowe poczucie wlasnej wartosci.. Miala ciag alkoholowy, plakala, spala, pila, tak non stop. Chodzilam do nich do domu, rozmawialam z nia, ona caly czas powtarzala, ze do niczego sie nie nadaje, ze najlepiej jakby umarla, i ze sie cieszy ze w naszej rodzinie wszystko jest dobrze. Na co jej mowilam, ze ona jest nasza rodzina, i ze nam bardzo na niej zalezy.

Nam wszystkim sie dostalo od jej meza, bo chcielismy jej pomoc. Oskarzal nas ze stwarzamy jej komfort picia (co rozumiem, wiecej jak czytam to forum!!!). Ale sytuacja wyglada tak,ze on ja caly czas poniza = ona pije. Tak to wyglada z rozmow z nia. Nie da sie ukryc, ze to toksyczny zwiazek. Dla cioci, jej maz jest bardzo wazny, mimo, ze moim zdaniem to najgorszy kretyn, ktory mysli tylko o sobie, nie majacy w ogole sensu odpowiedzialnosci za cokolwiek, za rodzine, za dzieci.

Wiele razy mowilismy jej ze pozostaje rozwod, ze ona sobie poradzi – w tym sek, ze ona przy nim trwa, myslac ze sobie nie poradzi. On natomiast – mimo, ze otwarcie chcialby sie rozwiesc – to potrzebuje praczki, sprzataczki, kucharki. Po prostu rozpieczczony i zapatrzony w siebie dupek.

Nie mam zielonego pojecia co zrobic. Przeciez oficjalnie ona sie leczy. Ale widac, ze wraca do domu, do tej samej sytuacji. I zaczyna sie od nowa.

Ciocia jest od swojego meza psychicznie oraz finansowo uzalezniona. Nie pracuje zawodowo – ale pracuje w domu! Zajmuje sie domem oraz dziecmi. Chcielismy zeby poszla do pracy, ‘oderwala sie od tego wszystkiego’. I ona tego chce, ale to… wlasnie jakos nie wychodzi. Z jej ust wynika, ze nikt ja nie przyjmie, bo ma latke alkoholiczki, ze slow jej meza wynika ‘ze ona nawet nie chce, ani sie nie stara’… (wiec macie juz namiastke ponizania, o czym mowilam wczesniej) Jego slowo tak duzo dla niej znaczy, ze mysli ze sama bez niego sobie w zyciu nie poradzi. Pije, by zwrocic na siebie uwage, jego? Nas?

Czy widzicie jakies wyjscie?
Obserwuj wątek
    • athandavan Re: Choroba alkoholowa w rodzinie 31.01.09, 14:02
      teraz widze, ze czyta sie to jak jakis slaby dramat...

      ale to chyba dobre forum 'uzaleznienia'. bo nie tylko alkohol jest tutaj
      uzalezniajacy. ona jest uzalezniona od niego, on od swojej matki, jego matka od
      wiecznego 'pomagania' mu.

      i takie zamkniete kolo.

      chcielismy sprobowac odizolowac jego mame od wtracania sie w ich zycie, ale to
      walka z wiatrakami.

      acha i nikt sie nie chce leczyc. to znaczy ona powinna sie leczyc - bo jest
      alkoholiczka (hm, prosta diagnoza, teraz potrzebne tabletki na oduzaleznienie i
      po chorobie). ale po terapii wraca do domu, i tam ta sama sytuacja ponizania...
      i od nowa.

      on natomiast sie nie bedzie leczyl, bo z 'psycholami' rozmawiac nie bedzie
      (przepraszam, ze cytuje, od razu widac poziom umyslowy tego czlowieka...)

      jego mama tez nie bedzie sie leczyc, bo przeciez ona 'tylko pomaga'.
      • aaugustw Re: Choroba alkoholowa w rodzinie 31.01.09, 16:22
        athandavan napisała:
        > jego mama tez nie bedzie sie leczyc, bo przeciez ona 'tylko
        pomaga'.
        _______________________________________________.
        A co Ty zrobilas, aby poznac mechanizmy takiego
        "zamknietego kola" uzaleznien...?
        Zanim zaczelas tam dzialac, poprzez czynne wejscie do
        tego "kola", co zrobilas, aby nie zaszkodzic cioci...!?
        A...
        Ps. Pytam, zeby wiedziec jakie (ew.) dawac odpowiedzi,
        ktore bylabys potem w stanie zrozumiec...!
        • athandavan Re: Choroba alkoholowa w rodzinie 31.01.09, 23:40
          aaugustw, dzieki, nie wiem co zrobilam, by poznac mechanizmy takiego kola
          uzaleznien, bo nie wiedzialam ze ono istnieje. mowisz do mnie jezykiem
          terapeuty, ja jestem laik.

          co moglam zrobic/ ewentualnie - co moge zrobic?

          ja z nia tylko rozmawialam, bo chcialam dac jej wsparcie. nie chcialam zaszkodzic.
          • badlove terapia terapia terapia 03.02.09, 22:23
            Jednak bez wewnętrznego przekonania i decyzji może nie odnieść żadnego skutku.
    • 7zahir Zapytaj tez tu: 31.01.09, 16:35
      tu znajdziesz linki do czatu i forum rodzin alkoholików:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=176&w=83726447&a=83756080
      Smutne jest to co napisałaś.
      Oboje nie chca sie leczyć,
      bo nauczyli sie z tym zyć
      i boja sie zmian.
      Uzaleznienie jest chorobą zakłamania .
      Łatwiej przeciez jesy obwiniac wszystkich,
      usprawiedliwiajac siebie
      niz zrobic cos samemu.
    • drak02 Re: Choroba alkoholowa w rodzinie 31.01.09, 17:57
      Dla pijących kobiet najczęściej silną motywacją w procesie wychodzenia z nałogu
      jest instynkt macierzyński - obawa o dzieci.
      Bywa tak, że pomimo uczęszczania na terapie, osoba uzalezniona ma problem z
      wyjściem z nałogu , wraca do picia i w zasadzie nikt nie wie dlaczego tak się
      dzieje. Prawdopodobnie chodzi o brak motywacji - w przypadu twojej cioci
      dysfunkcyjna rodzina nie sprzyja trzeźwieniu.Znacznie łatwiej wychodzi się z
      nałogu mająć wsparcie najbliższych - chodzi o wsparcie w trzeźwieniu nie w piciu
      oczywiscie.
      Prawda jest równiez to , ze po terapii alkoholik nie jest przygotowany do tego
      aby radzić sobie z problemami codziennego życia i nie jest łatwo odbudować
      swoje poczucie wartości. Właściwie każdy alkoholik po terapii powienien trafić
      na następną terapię pomagającą mu odbudowac swoje codzienne życie i podnieść
      własne poczucuie wartosci. Jezeli twoja ciocia nie znajdzie w sobie wewnętrznej
      motywacji niek jej nie pomoze wbrew jej samej.
      • athandavan Re: Choroba alkoholowa w rodzinie 31.01.09, 23:45
        > Dla pijących kobiet najczęściej silną motywacją w procesie wychodzenia z nałogu
        > jest instynkt macierzyński - obawa o dzieci.

        Tez nam to mowila Pani Doktor, ciocia wielokrotnie mowila, ze teraz skupi sie
        tylko na dzieciach, ale przy toksycznym mezu nie jest latwo. poza tym dzieci to
        przeciez nie sielanka, to odrabianie zadan domowych, pranie, gotowanie,
        sprzatanie, tlumaczenie, i tlumaczenie raz jeszcze, odmienne zdania, pierwsze
        bunty... do tego takze trzeba miec sile i zaparcie, lub przynajmniej wsparcie
        najblizszych - meza, a ona nie ma.

        stad mi sie wydaje, ze bardzo wazne co piszesz: .Znacznie łatwiej wychodzi się z
        > nałogu mająć wsparcie najbliższych - chodzi o wsparcie w trzeźwieniu nie w pici
        > u
        > oczywiscie.

        Bo ta sprawa pewnie ma podwojne dno. Ona nie wyjdzie z tego alkoholu, poki nie
        wyjdzie z tego zwiazku, zwiazanej z nim depresji i zerowego poczucia wlasnej
        wartosci, lub go przynajmniej nie pouklada tak, by ja nie ranil.

        Właściwie każdy alkoholik po terapii powienien trafić
        > na następną terapię pomagającą mu odbudowac swoje codzienne życie i podnieść
        > własne poczucuie wartosci

        Gdzie szukac pomocy i takich terapii?

        dzieki!

        • drak02 Re: Choroba alkoholowa w rodzinie 01.02.09, 10:10
          Może znajdziesz coś w poniższym linku
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=99&w=36038178
          Aby móc radzić sobie z wlasną psychika najpierw musi rozwiązać problem swojego
          alkoholizmu (przestać pić). Jedynie przy penej abstynencji jest w stanie budowac
          swoje trzeźwe życie.
          Nie jesteś w stanie jej pomoc jeżeli ona sama nie bedzie chciała pomóc sobie-
          powodzenie zależy od jej determinacji.
        • aaugustw Re: Choroba alkoholowa w rodzinie 01.02.09, 20:49
          Athandavan, sprobuj odwiedzic Al-Anon (grupy samopomocowe osob,
          ktore poradzily sobie z tym problemem...!
          A...
    • babalaba Re: Choroba alkoholowa w rodzinie 03.02.09, 08:08
      Mi to wygląda na współuzależnienie od przemocowego męża (poniżanie,
      wpędzanie w poczucie winy i niskiej wartości), DDA w tle i alko,
      jako efekt nie radzenia sobie z sytuacją, ucieczka. Idealnie pasuje
      tu i cięka depresja, może myśli autodestrukcyjne itp.

      Sama nic z tym nie zrobi.

      Konieczna (!) pomoc specjalistów ds. uzależnień, bo na tym etapie
      same aa chyba nie wystarczy.
      Najważniejsze odstawienie alko i dobrze dobrane leki antydepresyjne. I jednoczesna intensywna terapia, choć przy chemii proces ten jest
      jednak spowolniony...

      Wspierajcie ją jak możecie, pomóżcie organizacyjnie. Wyciągajcie na
      rozmowy, musi zobaczyć, że jest inny świat, że może liczyć na
      innych.
      Myślę, że ciocia nie ufa, nie chce prosić o pomoc, bo nie umie;
      myśli, że jakoś jeszcze da radę, albo że nie jest godna tej pomocy. Ta kobieta pozwoliła się wpędzić w pułapkę winy.

      Można z tego wyjść, ale konieczna jest terapia.
      • aaugustw Re: Choroba alkoholowa w rodzinie 04.02.09, 13:42
        babalaba napisała:
        > Mi to wygląda na współuzależnienie od przemocowego męża
        (poniżanie, wpędzanie w poczucie winy i niskiej wartości), DDA w tle
        i alko, jako efekt nie radzenia sobie z sytuacją, ucieczka...
        _____________________________________________________________.
        Tak... - Mozna jeszcze zwalic wine na kryzys ekonomiczny i na
        druga wojne swiatowa, bron Boze aby nic nie wspominac o chlaniu...!
        Jestem alkoholikiem, ale gdybym mial taka zone nie wytrzymalbym z
        nia tyle ile ten facet - jej maz...!
        A zeby moc mowic o jej chorobie, trzeba najpierw postawic pytanie:
        Co ona robi w tym kierunku, aby te chorobe zatrzymac...!?
        Na razie slysze, ze przerywa terapie, aby dalej pic... - Czy tam
        takze ja maltretowali...?
        A...
        • babalaba Re: Choroba alkoholowa w rodzinie 04.02.09, 14:58
          > A zeby moc mowic o jej chorobie, trzeba najpierw postawic pytanie:
          > Co ona robi w tym kierunku, aby te chorobe zatrzymac...!?

          Próbuje, stara się, jakiejś pomocy szuka. Walczy i upada,
          podnosi się dalej, coś czuje, coś robi. Jest za słaba - to wszystko.
          Ma ciężką depresję i obstawiam: bardzo się boi. Jakby się nie bała,
          toby tego kolo dawno już olała.

          Co ma z tego układu? Długi? On bryluje, ona pracuje. Myślisz, że kto
          wychował trójkę dzieci, prał, gotował, sprzątał, w lekcach pomagał...

          On ma mamuśkę, a ona depresję.

          I dlaczego, jeśli ona taka "be" - w jej intencji pisze kuzynka?
          (-> gdybym mial taka zone nie wytrzymalbym z nia tyle ile ten facet)

          aaugustw: Więcej jest na świecie kolorów...

          Wiesz na czym polega współuzależnienie? Ten problem dotyczy nie
          tylko partnerów alko, ale i wszelkich ddd, czy dda.
          Ona przez tyle lat się kręciła wokół niego. Zatraciła siebie.
          Uzależniła się od niego, a później od alko.

          Uzależnienie to choroba emocji. Nieradzisz sobie - znajdujesz coś,
          co Cię z kłopotu pozornie wybawi, zrelaksuje, da poczucie chwilowego
          zadowolenia. W uzależnieniach z grubsza chodzi o to, że robisz coś,
          co Ci szkodzi. Mogą się one krzyżować, nakładać, podmieniać. Nie ma
          większego znaczenia od czego się uzależniasz.
          Alko odstawiając wódę często więcej pali, je, siedzi w necie itp.
          Ona uzależniła się od męża a teraz od alko. Potem może przejść na
          psychotropy i nie wiem, co jeszcze.
          Rozchuśtała się przez lata i nic nie wie, oprócz tego że jej źle.

          TYLKO terapia może jej pomóc odzyskać poczucie wartości, godności i
          kontakt z rzeczywistością.
          • aaugustw Re: Choroba alkoholowa w rodzinie 04.02.09, 20:10
            babalaba napisała:

            (A...):
            > gdybym mial taka zone nie wytrzymalbym z nia tyle ile ten facet)
            - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
            > aaugustw: Więcej jest na świecie kolorów...
            ________________________________________________.
            Wiem, ale nie w alkoholizmie - w Kroku Pierwszym!
            Tam jest tylko: "Pic, albo byc"!
            (kolory pojawiaja sie dopiero potem - same...!).
            A...
          • aaugustw Re: Choroba alkoholowa w rodzinie 04.02.09, 20:25
            babalaba napisała:

            (A...):
            > > A zeby moc mowic o jej chorobie, trzeba najpierw postawic
            pytanie: Co ona robi w tym kierunku, aby te chorobe zatrzymac...!?
            ..................................
            > Próbuje, stara się, jakiejś pomocy szuka. Walczy i upada,
            > podnosi się dalej, coś czuje, coś robi. Jest za słaba - to
            wszystko.
            - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
            To za malo...!
            Ktos kto chce nie pic, bedzie trawe zarl, jezeli bedzie mial
            nadzieje, ze mu to moze pomoc (i jego dzieciom)...!
            ________________________________.
            babalaba napisała dalej:
            > Ma ciężką depresję i obstawiam: bardzo się boi. Jakby się nie
            bała, toby tego kolo dawno już olała.
            > Co ma z tego układu? Długi? On bryluje, ona pracuje. Myślisz, że
            kto wychował trójkę dzieci...
            - - - - - - - - - - - - - - - -
            Ty nazywasz zycie tych bezbronnych i niewinnych duszyczek w
            patologii, w strachu, zaniedbywaniu oraz w pijanych reakcjach mamy -
            wychowywaniem...?
            A...
            Ps. A moze to kwalifikuje sie juz do tego, aby zajal sie tym ktos z
            zewnatrz...(!?).
            • babalaba Re: Choroba alkoholowa w rodzinie 05.02.09, 10:02
              aaugustw:
              Wymiana zdań na tym poziomie mnie nie interesuje, bo nie dotyczy
              problemu konkretnie poruszonego w wątku.

              Staram się zrozumieć jej położenie i ze względu na swoją wybujałą
              chorobliwie empatię - wiem po części, w jakim jest stanie i co
              czuje.
              Amatorsko się wypowiadam, dlatego radzę skorzystać z pomocy
              zawodowców. Terapeuci ds. uzależnienień są w ośrodkach, w ramach NFZ-
              u. Trzeba poszukać. Dobór narzędzi to sprawa indywidualna, zależna
              od wielu pochodnych. Ale od czegoś trzeba z tą Panią pracę zacząć,
              pomóc odbudować jej fundamenty życia (patetyczne, ale o to chodzi).

              Mi do serca paradoksalnie przemówiła książka antropologiczna
              "Biegnąca z wilkami" Clarissy Pinkoli Estes - esencja wierzeń i
              baśni z całego świata, które od tysiącleci przedstawiają i
              rozwiązują choroby duszy. Uzależnienia były zawsze, jako skutek
              uciekania od problemów.

              Żeby cokolwiek rzucić trzeba mieć nadzieję. Ona ma resztki instynktu
              zamozachowawczego.

              • aaugustw Re: Choroba alkoholowa w rodzinie 05.02.09, 13:50
                babalaba napisała:
                > ...Staram się zrozumieć jej położenie i ze względu na swoją
                wybujałą chorobliwie empatię - wiem po części, w jakim jest stanie i
                co czuje. Amatorsko się wypowiadam, dlatego radzę skorzystać z
                pomocy zawodowców. Terapeuci ds. uzależnienień są w ośrodkach...
                _____________________________________________________________.
                Ja staralem sie zrozumiec położenie obydwu stron... - Ale OK,
                skoncentruje sie (tak jak i Ty to robisz) tylko na niej, wtedy
                po czesci przyznaje Ci racje, ze jej potrzebna pomoc fachowa, ale
                nie terapeuty, lecz psychiatry...! - No bo, jezeli ktos jest po
                dwoch terapiach, w tym jedna skonczona, potem wraca do domu i po
                miesiacu znowu zaczyna pic, ten wymaga opieki zawodowej, albo
                sadowej...
                A...
      • athandavan do babalaba 05.02.09, 19:12
        dokladnie - to samo mysle... ona jest od niego przede wszystkim uzalezniona, on
        ja poniza, przy tym niskie poczucie wlasnej wartosci, depresja, a alkohol to
        'wentyl bezpieczenstwa'. w ten sposob 'odurza' sie od swiata, bo inaczej moze by
        juz nie bylo jej z nami.

        jej ojciec byl alkoholikiem, nie znam sie na genetyce, ale podejrzewam ze stad
        miala sklonnosci.

        moim zdaniem jednak raczej by po alkohol nie siegnela, gdyby nie depresja. ona
        bierze leki antydepresyjne, jest pod opieka psychologa (przynajmniej tak mi sie
        wydaje). ale chyba boi sie tych lekow, natomiast jesli je odstawi - wpada w
        ciag. tak to wyglada.

        ona chciala sie leczyc. chodzila do psychiatry. przy czym jej maz - czlowiek
        bardzo prymitywny - mowil: 'znowu bylas u psychola' i nastawial przeciwko niej
        dzieci.

        poniewaz ona 'nie pracuje', lub jesli pracowala byly to pieniadze
        nieporownywalne z pieniedzmi jej meza 'biznesmena', a dzieci - wiadomo - trzeba
        ubrac, nakarmic - on wykorzystal wyzszosc finansowa, by zwrocic dzieci przeciwko
        niej (np. 'dzieci chcecie jechac do babci - niech mama da pieniadze na benzyne,
        itp.' ja do tej pory nie myslalam, ze czlowiek potrafi byc taki okrutny). to
        jest czego ona najbardziej sie boi. ten temat caly czas - temat dzieci -
        pojawial sie w rozmowach z nia. tlumaczylam, ze dzieci to dzieci i one widza,
        kto je rano budzi, kto tuli do snu, kto daje sniadania, odrabia lekcje... ich
        'tato' nie ma na takie 'bzdury' czasu, gdyz on 'pracuje'. (duzo tych
        cudzyslowiow, ale niestety tak to wyglada.)

        wiem, ze wyszla z ciagu (byla w nim jak pisalam pierwszy post). nie, nie
        przerwala terapii jak augustw sugerowal. chodzi na terapie odkad wrocila z
        pelnego leczenia zamknietego na poczatku listopada (moge sie troche mylic z
        datami). wczoraj zadzwonila do mojej mamy i ja przeprosila za 'wpadke'. moja
        mama byla ostra, powiedziala - u nas nic sie nie zmienilo, dla nas jestes bardzo
        wazna, zawsze mozesz do nas przyjsc, porozmawiac, zawsze Cie wyslucham, ale jak
        jestes pijana to nie bedziemy gadac, bo to nie ma sensu.

        potem ciocia napisala mi maila ze piecze ciasto na dzisiaj (czwartek) na
        spotkanie grupy terapeutycznej.

        jej maz nie chce jezdzic na spotkania w kregu. mowi, ze nikt mu nie bedzie gadal
        co robi zle. bo wlasnie on taki jest nie przyjmuje zadnej krytyki. jego mama
        zawsze go uwielbia, wszyscy inni ktorzy osmiela sie skrytykowac jego egoizm - go
        'nie znaja'.

        augustw, on jest niby moim wujkiem, ale dla mnie to zadna rodzina. ona sie dla
        mnie liczy, bo nikt nie wie naprawde ile ona od niego wycierpiala. wiesz, o
        niektorych rzeczach nie powie nawet mi, nawet mojej mamie, bo jej po ludzku wstyd...
        • aaugustw do athandavan 05.02.09, 21:30
          athandavan napisała:
          > ... nie, nie przerwala terapii jak augustw sugerowal...
          - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
          Nie lubie pomowien, ani takich ludzi, ktorzy kreca nie
          wiedzac co wczesniej sami napisali - zacytuje wiec Twoje slowa:

          "Moja ciocia pije, jest alkoholiczka. Ma troje dzieci. Byla na dwoch
          leczeniach, jedno przerwala, drugie dokonczyla. Ale wrocila do domu
          i po miesiacu znowu zaczela pic. Kilka dni. Przed swietami zabralo
          ja pogotowie, trafila do szpitala psychiatrycznego..."!

          Dobranoc: A...
          • athandavan Re: do athandavan 06.02.09, 09:26
            agustw, rzeczywiscie - mozna mnie zle odczytac. przepraszam - juz wyjasniam:

            ciocia przerwala pierwsze leczenie zamkniete - na wyrazne zyczenie swojego meza!
            (w zeszlym roku)

            po drugim zamknietym leczeniu (od wrzesnia do konca pazdzienika 2008), odkad
            wrocila do domu kontynuuje terapie w grupie.
            • aaugustw Re: do athandavan 06.02.09, 13:43
              athandavan napisała:
              > agustw, rzeczywiscie - mozna mnie zle odczytac. przepraszam - juz
              wyjasniam: ciocia przerwala pierwsze leczenie zamkniete - na wyrazne
              zyczenie swojego meza!(w zeszlym roku) po drugim...
              ___________________________________________________.
              OK. Athandavan - przyjete...! ;-)
              A teraz do rzeczy dalej...
              Zarowno Ty, jak i Babalaba koncentrujecie sie prawie
              wylacznie tylko na jej ("zlym"...!?) mezu i na teoretyzowaniu
              o tym, skad u niej wziela sie ta choroba, zamiast przyjac fakt,
              ze to ona jest alkoholiczka... - Ze to ona pije i ze to ona
              zaniedbuje obowiazki matki i zony...!
              Dlaczego nie myslicie (np.) w ten sposob, jak to napisal(a)
              Maras2011...!?, (cyt.):
              " ... toksyczny dom i brak wsparcia osoby najbliższej a raczej
              brak akceptacji z jej strony że jest ona alkoholiczką nie
              znaczy że nie może być zdrowa i wrócić do normalnego życia !!!"
              A...
              • babalaba Re: do athandavan 06.02.09, 19:03
                aaugustw:

                Mąż jest elementem układanki, jako taki zupełnie mnie nie
                interesuje. Twierdzenie, że prawie wyłacznie koncentrujemy się na
                nim, to chyba poważne nadużycie. Spróbuj zweryfikować rzeczywistość
                - np. policz zdania, w których występuje wprost lub w kontekście.

                Żeby chorobę skutecznie leczyć (zastosować odpowiednie narzędzia) -
                potrzebne jest rozpoznanie. Schematy i deficyty w psychologii
                są modelowe. Stosujesz odpowiedni program do odpowiedniego modelu.

                Lekarz przy przeziębieniu sprawdza gardło, węzły, płuca itp. I
                przepisuje lek. To samo tutaj.

                To tylko model, znam go i wszystko się zgadza. Nawiązując do
                wspomnianej wcześniej antropologii - schemat ten i etapy wychodzenia
                z uzależnienia opisuje mit o Sinobrodym.
                Nim przez setki lat nasi przodkowie leczyli równie chorych.
                • aaugustw Re: do athandavan 07.02.09, 12:13
                  babalaba napisała:
                  > aaugustw:
                  > Żeby chorobę skutecznie leczyć (zastosować odpowiednie narzędzia) -
                  > potrzebne jest rozpoznanie.
                  - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                  Alkoholik ma ulatwione zadanie w swej chorobie:
                  Jezeli juz przyznaje sie, ze mamy problemy z piciem alkoholu,
                  to idzie na najblizsze spotkanie z innymi alkoholikami i
                  tam oswiadcza, ze ma chec zaprzestania picia... - Ciag dalszy,
                  czyli jak sie to robi uslyszy tam z ust innych, z ich
                  doswiadczenia...
                  Reszta to t e o r e t y z o w a n i e i rozdrabnianie zapalki na
                  las, w ktorym potem rodrabniajacy sam sie gubi...! :-(
                  _________________________________________________.
                  babalaba napisała dalej:
                  > ... Schematy i deficyty w psychologii są modelowe. Stosujesz
                  odpowiedni program do odpowiedniego modelu.
                  - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                  To, ze aloholizm jest choroba ducha, nie znaczy wcale,
                  ze alkoholicy powinni sie leczyc u psychologa...
                  _____________________________________________.
                  babalaba napisała dalej:
                  > Lekarz przy przeziębieniu sprawdza gardło, węzły, płuca itp. I
                  > przepisuje lek. To samo tutaj.
                  - - - - - - - - - - - - - - - - -
                  Taki sposob myslenia jest podstawowym bledem i wynika z
                  nieznajomosci choroby alkoholowej...!
                  Na te chorobe (alkoholizm!), nie ma zadnych lekarstw... - Jedyna
                  tabletka, ktora pomaga alkoholikom jest drugi alkoholik, czyli
                  czlowiek, ktory sam dotkniety jest ta choroba, a nie teoretyk, bo
                  wtedy dochodzi wlasnie do takich bledow...
                  W jedności tej choroby (w grupie) rodza sie wsrod alkoholikow rzeczy
                  niemożliwe.
                  Pisalem w innym watku, ze aby osiągnąć lepsze rezultaty, ośrodki
                  terapeutyczne i przychodnie, które tworzą ten przemysł, bez przerwy
                  wysyłają ludzi z problemami innymi niż alkohol do AA. Mówią ludziom,
                  że cierpią z powodu nadużywania substancji bądź chemicznego
                  uzależnienia. Alkoholizm jest wrzucany do tych kategorii i z powodu
                  sukcesu programu AA ludzi wysyła się do AA, obojętnie czy są
                  alkoholikami czy nie. Postępując w ten sposób, okazują w najlepszym
                  razie wyraźny brak zrozumienia lub w najgorszym razie całkowite
                  lekceważenie Wspólnoty AA. Postępując w ten sposób wyrządzają
                  krzywdę swoim klientom i AA." - (oprocz wlasnej kasy - moj przyp.)
                  ____________________________________________.
                  babalaba napisała dalej: >
                  > To tylko model, znam go i wszystko się zgadza. Nawiązując do
                  > wspomnianej wcześniej antropologii - schemat ten i etapy
                  wychodzenia z uzależnienia opisuje mit o Sinobrodym.
                  > Nim przez setki lat nasi przodkowie leczyli równie chorych.
                  - - - - - - - - - - -
                  Oprocz choroby alkoholowej - zapomnialas dodac.
                  Tu, w dalszym ciagu terapeuci i psycholodzy ucza sie (i uczyli)
                  od tych, ktorzy te chorobe potrafili zatrzymac - alkoholikow,
                  przewaznie ze Wspolnoty AA...!
                  A... ;-))
                  • babalaba Re: do athandavan 07.02.09, 14:28
                    aaugustw:

                    Z mojego punktu widzenia dyskusja z Tobą jest jałowa i nic do sprawy
                    nie wnosi.

                    Może pojechałam zbyt teoretycznie, zakładając że zrozumiesz np.
                    przenośnię o przeziębieniu. Nie o lek/pigułkę dosłownie chodzi a o
                    kroki/procedurę wychodzenia z uzależnienia.

                    Na AA jest 12 kroków. Musisz je realizować po kolei, wszystkie.
                    O etapy i ich kolejność mi chodziło. Lekarstwo to etapowe
                    poszerzanie świadomości; jeden krok wynika z drugiego, tym niemniej
                    - do wyzdrowienia konieczne jest zalicznie ich wszystkich.
                    Na tym opierają się wszystkie modele psychologiczne np. żal po
                    stracie. Nie ważne czego i jak długo trwa - zalicza te same emocje.
                    Zaliczenie ich wszystkich jest niezbędne do zdrowego pogodzenia się
                    z rzeczywistością i "wyzerowania" owej straty.


                    Do athandavan:
                    Jeśli interesuje Ci psychologia, ew. to co m.in. dzieje się z
                    Ciocią, polecam niezły podręcznik: "Koniec współuzależnienia" Melody
                    Beattie.
                    Autorka odwołuje się do aa, więc i aaugustw może ją cytować.

                    A co do teoretyzowania - to ja np. wolę wiedzieć, co się dzieje,
                    niż błądzić po omacku... Stąd i moje zaangażowanie w tej sprawie.

                    Ale rzecz jasna - liczy się efekt.
        • maras2011 Re: do babalaba 06.02.09, 01:07
          Witam
          Wiem jedno, kobieta dwu krotnie szybciej się uzależnia i
          dwu krotnie trudniej jej jest wyjść z tego.

          Troszkę zbyt drętwe to jak o tym piszecie, wszystko z daleka i
          zbyt fachowymi określeniami czego może ktoś nie zrozumieć.

          Osobiście znam kilka osób które są trzeźwiejącymi alkoholikami,a
          terapie kończyły po kilka razy, a nawet ponad 10, każdy zasługuje
          na kolejna szanse.
          Znam też wiele t-a którzy bez terapii wyszli z nałogu, oczywiści
          ze wsparciem AA.

          Temat tu poruszany jest nie prosty, uzależnienie krzyżowe trudniej
          się leczy i w innej grupie.

          I nie chodzi tu o ocenianie innych tylko skupieniu się na
          konkretnej osobie, Twojej cioci, to ona potrzebuje pomocy,
          toksyczny dom i brak wsparcia osoby najbliższej a raczej
          brak akceptacji z jej strony że jest ona alkoholiczką nie
          znaczy że nie może być zdrowa i wrócić do normalnego życia !!!

          Pozdrawiam

          "Jeśli sam o siebie nie zadbasz, to nikt za ciebie tego nie zrobi"
        • babalaba Re: do babalaba 06.02.09, 10:21
          > jej ojciec byl alkoholikiem, nie znam sie na genetyce, ale
          podejrzewam ze stad miala sklonnosci.

          Nie o genetykę chodzi, ale o zakodowane w dzieciństwie modele
          postępowania. Zwyczajnie - nikt w rodzinnym domu nie dbał o jej
          podstawowe potrzeby. Ciąża ją związała, zawierzyła swoje życie
          mężowi, i tyle. Myślę, że zawsze go idealizowała, on przerzucał winę
          za wszystko na nią - a ona mając dziurę w sercu - łykała ufnie i
          wchłaniała każde jego słowo.

          Przypuszczam, że ma silne poczucie winy; że robi wszystko co może, a
          nic nie idzie, tak jakby chciała... Znaczy - ma w sobie jakąś skazę,
          jest niegodna, nie zasłużyła. Wali głową w mur.
          Ona zwyczajnie NIE WIE, że nic nie zawiniła, że można inaczej. Ale
          to kolejny etap terapii.

          Na dziś: bardzo dobrze, że korzysta z grupy wsparcia. Jeśli ciasto
          pieczo - znaczy znajduje ukojenie i przyjemność w chodzeniu tam.
          Musi teraz jak najwięcej robić rzeczy dla siebie, które sprawią jej
          przyjemność. To skleja rozwaloną osobowość. Pewnie nawe nie wie, co
          lubi, ale niech próbuje.
          Dzwońcie do niej, odwiedzajcie, zabierajcie dzieci na chwilę, niech
          ma czas tylko dla siebie i poczucie, że może na Was liczyć. We
          wszystkich sferach ma zachwiane poczucie bezpieczeństwa, dlatego tak
          ważne jest wsparcie.

          Jeśli zalicza grupę alko, może też pozna jakieś leczące się ofiary
          przemocy (kontakty z Niebieskiej Linii?), współuzależnione. W
          kontakcie z innymi zacznie widzieć analogie i korzystać z
          doświadczeń innych.

          > maz - czlowiek
          > bardzo prymitywny - mowil: 'znowu bylas u psychola' i nastawial
          przeciwko niej dzieci.

          On skutecznie manipuluje jadąc po wrażliwym punkcie - dzieciach. Ona
          się wkręca i dlatego próby zerwania z alko i depresją idą tak
          opornie.

          >
          > poniewaz ona 'nie pracuje', lub jesli pracowala byly to pieniadze
          > nieporownywalne z pieniedzmi jej meza 'biznesmena'

          I kolejny kanał - kasa. Ale pomalutku. Zacznie stawać na nogi to i
          pracę znajdzie, pójdzie między ludzi, poczuje się lepiej.

          Daleka droga. Ale obstawiam, że i tak już z nią lepiej, bo wie, że
          gorzej nie będzie. W tym instynkcie samoocalenia jest motywacja.

          Wolno wychodzi z bardzo mrocznej studni.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka