Forum Kuchnia Wino
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    coś milego

    24.02.04, 12:32
    Znalazlem wczoraj robiąc porządki etykietę wina , od którego prawie zaczęla
    sie moja przygoda z winami ,tylko nie mogę ustalic roku picia( raczej nie
    degustacji ;)-albo 1990 albo 1991 a winem tym bylo: J.Lebegue &Co A.C
    Bordeaux red 1989 - z takim czerwonym paskiem na etykiecie , pewnie
    pamietacie , bo firma chyba juz nie istnieje,a pamiętacie swoje początki ?
    pozdr
    Obserwuj wątek
      • sstar Re: coś milego 24.02.04, 13:22
        Z moich notatek wynika ze pierwsze odnotowane wino bylo to:
        Castillo de Liria (deliria-brzmi niezle), Vi(n)cente Gandia, Merseguera & Viura
        pite w styczniu 2000 - wowczas bardzo smakowaly mi wina biale
        polslodkie! wiec nie jestem pewien czy to akurat bylo dla mnie ok (choc chyba
        raczej jest ono z lekkich wiec jak widac nie zniechecilo)

        Pozdrawiam
        star
        • Gość: jacek-t Re: coś milego IP: *.chello.pl 24.02.04, 14:34
          "Z moich notatek wynika ze pierwsze odnotowane wino bylo to:
          Castillo de Liria (deliria-brzmi niezle), Vi(n)cente Gandia, Merseguera & Viura
          pite w styczniu 2000 - wowczas bardzo smakowaly mi wina biale
          polslodkie! wiec nie jestem pewien czy to akurat bylo dla mnie ok (choc chyba
          raczej jest ono z lekkich wiec jak widac nie zniechecilo)"

          To ciekawe, bo ja wśród "starych" etykietek znalazłem to samo wino. Jednak
          pierwszym winem, z którego zachowałem etykietkę (więc było w jakimś sensie
          przełomowe) było: Cave de Tecou - Initiation - Gaillac-Doux, rocznik 1994. Więc
          też jak widać białe słodkie wino, tyle że z południowo zachodniej Francji.

          Przy okazji, przeglądając najstarszą część zbiorów przypomniało mi się inne
          wino: Bodegas Lan Rioja Crianza 1995, które kupiłem w Krakowie w jednym ze
          sklepów przy Rynku (zwykłe delikatesy, nie żaden sklep specjalistyczny). Była
          to naprawdę dobra Rioja, dlatego z żalem stwierdzam, że w Warszawie nigdy nie
          udało mi się kupić żadnych win z te winnicy, oprócz "Vina Lanciano", świetnego
          wina w stylu "nowoczesnej" Riojy, ale już z wyraźnie wyższej półki cenowej. Czy
          ktoś może widział "standardowe" wina z tej winnicy w Polsce?
        • hania55 Re: coś milego 24.02.04, 14:41
          To było chyba w lipcu 1999 - Chianti Classico 1997, Il Tarocco, Torracia di
          Pressura. Niestety nie zachowałam etykietki z tego wina, ale pamiętam je do
          dzisiaj. Pamiętam również widok pewnego polskiego Gwiazdora wtaczającego się w
          stanie wskazującym do enoteki w Montalcino, wskazującego palcem butelkę i
          mówiącego do uprzejmego sprzedawcy "giw mi forty botyls of zis".
          • giorgio_primo Re: coś milego 24.02.04, 14:54
            Nierealne jest odtworzenie co to było konkretnie, ale...:

            Pierwsze świadomie wybierane butelki to przełom 1984-85. Wcześniej były
            tylko "uzdatniane" w przeróżny sposób (łącznie z nasycaniem CO2 i słodzeniem)
            rumuńskie i bułgarskie, dostępne w sklepach "Społem". Te pierwsze świadomie
            poszukiwane butelki nie były dostępne w sklepie i kupowałam je dosłownie "od
            kuchni" w nieistniejącej restauracji "Smakosz" (obecnie KFC i PizzaHut...).
            Zaprzyjaźniony kelner wynosił je wraz z obowiązkowym jeszcze wtedy posiłkiem
            (zwykle był to barszcz czerwony, który wylewaliśmy w kuchni - komedia!) do
            wejścia służbowego na tyłach knajpy, gdzie dokonywaliśmy transakcji. Niestety
            nie znam producenta, a były to przyzwoite niemieckie wina - głownie Riesling
            (ale inne też) od jednego producenta. Żałuję, że nie wiem co to za wytwórca, bo
            chętnie bym przetestował ponownie. Etykieta i butelka była zbyt typowa (jak to
            u NRDowców), żeby przeprowadzić badania.

            ;-)
            • winersch Re: coś milego 24.02.04, 16:23
              u NRD-owców raczej nie było rieslinga. Praktycznie tylko muller-thurgau,
              lemberger, dornfelder i grauburgunder w Saale-Unstrut. Może to był jakiś
              reeksport, choć pamiętam pierwsze reńskie wina (z dzisiejszej perspektywy
              marne), które pojawiły się w połowie lat osiemdziesiątych i robiły furore w
              porównaniu z Sofią.
              pozdrawiam
              • giorgio_primo Re: coś milego 24.02.04, 16:57
                winersch napisał:

                > u NRD-owców raczej nie było rieslinga. Praktycznie tylko muller-thurgau,
                > lemberger, dornfelder i grauburgunder w Saale-Unstrut. Może to był jakiś
                > reeksport, choć pamiętam pierwsze reńskie wina (z dzisiejszej perspektywy
                > marne), które pojawiły się w połowie lat osiemdziesiątych i robiły furore w
                > porównaniu z Sofią.

                To taki żart... ;-) Określeniem tego fantastycznego tworu pod nazwą "NRD"
                zwykłem nazywać całość kraju naszych zachodnich sąsiadów. A te wina na 100%
                pochodziły z obcej nam ideowo części bardziej zachodniej! Sofii prawie wcale
                wtedy nie było. Tzw. "Mechaniczne" (Mechandinskoje, czy jakoś tak) oraz "Bycza
                Krew" były "top" produktem bułgarskim - poza "bułgarskimi" sklepami w
                Warszawie, gdzie bywało coś więcej.

                ;-)
                • winersch Re: coś milego 24.02.04, 17:17
                  Przepraszam, nie zrozumiałem, a mogłem sie od Ciebie spodziewać ironii. Ja
                  jeszcze pamiętam z drugiej połowy lat siedemdziesiątych węgierskie czerwone
                  wino sprzedawane pod dziwną nazwą Medoc Noir. Było niezłe. Prawdopodobnie jakaś
                  mieszanka bordoska ale wtedy nie umiałem czytać etykiet. Ponadto wtedy niezłe,
                  dziś oznacza dla mnie zupełnie co innego. W każdym razie wspominam z nostalgią,
                  zupełnie inaczej niż Sofię Melnik, któą zwalczam od pierwszego łyku
                  • giorgio_primo Re: coś milego 24.02.04, 17:31
                    Nie ma za co przepraszać! ))) W połowie lat 70tych to niestety jeszcze nie
                    piłem wina, choć z zainteresowaniem śledziłem zawartość półek w Pewexie i
                    Baltonie. Bardzo charakterystycznym produktem na tych półkach było Chianti z
                    jakąś dźwięczną nazwą własną (może "capsula rosa"???) od Ruffino oczywiście w
                    butelce "fiasco" (ta kula w koszyku!). Było też trochę innych win, ale ich nie
                    pamiętam ponieważ "zachodnioNRDowscy" goście, odwiedzający Międzynarodowe Targi
                    Poznańskie i goszczący u moich rodziców, kupowali tylko mocne trunki z
                    przewagą "koniaków" i "łyskaczy".
      • Gość: docg świadome początki IP: 212.160.147.* 24.02.04, 15:29
        początki były tak dawno, że już nie pamiętam... ale trudno za świadome picie
        wina uznać etap sophii czy win "reńsko-mozelskich" a nawet
        przekroczenie "bariery dźwięku" czyli granicy 25 zł za butelkę; przeto za
        początek świadomego picia wina uznaje lipiec, a dokładnie - połowę lipca, a
        jeszcze dokładniej - drugą połowę lipca 2001 roku, kiedy wybrałem się na
        wakacje w rejon Bordeaux, kupiłem kilka niezłych win i zacząłem zbierać korki,
        a po powrocie zamieściłem pierwszy post w wątku "dobrrrre wino a niedrogo" :-))
        pozdrawiam
        p.s. czy przypadkiem nie mija właśnie druga rocznica powstania forum "Wino" ?
      • panowca Re: coś milego 24.02.04, 15:42
        świadomy poczatek to było MORGON Nicolasowe a nieświadome pewnie Cambras na
        zmianę z Sopia popijane gdzieś w 1994 na początku studiów z serkiem Camembert z
        Turka albo innej spółdzielni mleczarskiej - alez to był wtedy szyk
        • cecyl Re: coś milego 24.02.04, 16:31
          Arcy początki: wino pepsini, bez etykiety, za to prosto z apteki, na poprawę
          apetytu (chyba już czegoz takiego nie produkują). Paternina z niebieskim
          paskiem i jerez Tio Pepe ze zrzutów na święta - przez wiele lat. A na codzień
          (czyli w każdą sobotę i niedzielę)tata stawiał na stole: rumuńskie o
          ogólnowojskowej nazwie Cabernet i węgierskie, nader cenione przez cała rodzinę,
          rieslingi, których nazw nie dawało się zapamiętać, więc mówiło się np.
          Żabciarządzi. I Gellala. Luksus - Egri Bikawer. Ale to była codzienność.
          Prawdziwa przygoda zaczęła się w latach 80: pierwsza wielka rioja - marques de
          Ygay. Z Francji: bergerac (najzwyklejszy, więc nawet nie zapamiętany).Przygoda,
          dzięki Bogu trwa.
      • Gość: Rural Re: coś milego IP: 213.134.140.* 25.02.04, 09:17
        Wstyd przyznac, ale poczatki byly trudne, naiwne i jak to u mistrza Leca
        zupelnie nieporadne. W Portugalii pilem wino, ale poza vinho verde, nie
        pamietam jakie. We Wloszech, o zgrozo, konsumowalem w trakcie letnich upalow
        wylacznie Campari. Jedyne co zostalo mi w pamieci to slodkie, mocne Zibibo z
        Sycylii, w ktorym macza sie kruche ciasteczka. Wreszcie do pionu przywrocilo
        mnie odkrycie jakiego dokonalem we wlasnej szafie na warszawskim Ursynowie.
        Znalazlem butelke Les Fiefs de Lagrande z 1994 z Chateau Lagrande (St-Julien-
        Beychevelle), ktore moja droga malzonka przywiozla z Paryża, ale jakos nigdy
        nie bylo okazji zeby je wypic. Sprobowalem czegos dowiedziec sie o tym winie. I
        tak sie zaczelo...
        • Gość: ameli Re: coś milego IP: *.crowley.pl 25.02.04, 12:50
          Jakie byly moje poczatki?
          Sofa na pewno chociaz nie lubilam w niej metalicznego jak wowczas okreslalam
          posmaku, pozniej jakies zwykle wina francuskie a nastepnie chyba to byl rok 1997
          pilismy z moim chlopakiem (mieszkajac w Holandii)glownie wina hiszpanskie i
          najbardziej zapamietalam Marques de Caceres Reserva 1995 (chyba tak) no i wtedy
          po raz pierwszy pilam Chablis - nie pamietam jakie wiem, ze bylo pyszne i juz
          chyba nigdy takiego nie pilam...
          Pamietam też , że przywiezlismy do Pl butelke magnum w/w Marquesa i chcielismy
          go trzymac do jego 18-ych urodzin ale sie nie udalo:-((( i wowczas dostalismy na
          pocieszenie od mojej mamy butelke Chateau Brane-Cantenac 1978 (Margaux) i
          butelke szampana Taittinger z 1964 (chyba) sprawdze bo mam te butelke pusta juz
          w piwnicy:-) podobnie trzymamy te butelke po margaux - i tak sie zaczely
          pierwsze etykietki a wlasciwie butelki... w naszej kolekcji
          wina juz pozniej bylo duzo a zbieractwo etykietek zaczelismy jakies pare
          miesiecy temu...
          Moj chlopak zas przygode z winem zaczal podczas stypendium we Francji chyba w
          1996 Majac malo pieniedzy pil tylko te nie drogie wina ale kiedys wraz z
          kolegami dostali od jednego Doktora z uczelni, ktory przyjechal ich odwiedzic
          butelke jakiegos Chateauneuf-du-Pape zeby mieli porownanie i byla roznica taka
          ze pozniej zatrzymali te butelke i prawie wszystkie wina do niej przelewali
          przed wypiciem.......i chyba juz lepiej smakowaly....
      • holita Re: coś milego 25.02.04, 16:46
        U mnie zaczelo sie gdzies w okolicach 1997, kiedy to zaczelam pracowac jako
        tzw. rezydent (w biurze podrozy) w Hiszpanii. Jako mowiaca plynnie po
        hiszpansku blondynka zapraszana bylam przez rozmaitych ludzi w rozmaite
        miejsca, np.do restauracji. O ile dobrze pamietam, byl to okres pijania przede
        wszystkim Riojy, a zwlaszcza Marques de Caceres w roznych postaciach.
        W przypadku ryb i owocow morza bylo to natomiast Blanco Pescador (zawsze,
        zawsze, zawsze - jakims dziwnym trafem wszyscy, ktorzy mnie zapraszali,
        uwazali, ze to najlepsze wino).
        2 lata temu podczas podrozy do Hiszpanii przypomnialam sobie o Blanco Pescador
        (kiedys szalenie mi smakowalo!). No i zamowilam w restauracji - jak zwykle do
        owocow morza. Well... nie skomentuje tego doswiadczenia, powiem tylko, ze to
        wino zdecydowanie w moim zyciu nalezy do PRZESZLOSCI. (ale poczatkujacym
        polecam ;-)

        Potem bylo stypendium w Madrycie i niesamowity wlasciciel mieszkania, ktore
        wynajmowalysmy wspolnie z 2 kolezankami. Fan Realu, a mily (niewiarygodne!) -
        zapraszal nas w przerozne miejsca (czesto drogie), a na pozegnanie podarowal
        nam skrzynke Muga Reserva - (rocznik chyba 94). To bylo moje pierwsze bardzo
        swiadomie wypite wino.
        Jeszcze bardziej swiadomie natomiast zaczelo sie w 2000r, kiedy biuro podrozy
        zamknelo podwoje w srodku sezonu, a ja znalazlam sie bez pracy na Costa
        Daurada. I wtedy prace dal mi znajomy Portugalczyk - wlasciciel baru z winami i
        doskonala szynka, zapalony milosnik wina. I tu przeszlam swoista edukacje,
        rzecz jasna oparta praktycznie w 100% na winach hiszpanskich - a Muga byla
        jednym z najczesciej zamawianych.
        A potem, jak wrocilam do Polski, trafilam do Bodega M. (kolejny przypadek).
        Prezes firmy zapytal, jakie jest moje ulubione wino. Po namysle odpowiedzialam,
        ze Torre Muga (a jakze!) - i wiecie co? Okazalo sie, ze to jego ulubione wino
        hiszpanskie! I tak zaczelam pracowac w BM - a potem BM zaczela sprowadzac Muge
        do Polski...
        Teraz jak spogladam wstecz, to z przyjemnoscia puszczam gleboko w niepamiec
        Marques de Caceres razem z Blanco Pescador i stwierdzam z calym przekonaniem,
        ze moim pierwszym naprawde-winem byla Muga Reserva, "rocznik chyba 94".
    Inne wątki na temat:

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka