Forum Kuchnia Wino
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    merlot barrique vs american barrel merlot

    08.02.05, 16:53
    W sklepach jest wino Blueridge w tej samej cenie i roczniku ale rozni się j.w.
    Czy to to samo czy tez jest jakas roznica smaku/jakosci?

    Pozdrawiam
    Obserwuj wątek
      • Gość: willycoyote czuje sie roznica IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.02.05, 21:21
        Od trzech lat te wina sa dostepne w Polsce i czuje sie odrobine roznicy.
        Collegium Vini pisal cos o tym. Beczka nie jest najwazniejszym elementem
        wytwarzania wina, cos na pewno da, ale nie duzo. Dobrze jest, ze winiarze
        bulgarscy zaczynaja pilnowac jakosci, a cena ich win nie jest przesadna. Za 20
        zlotych te wina w barikach francuskich czy w barrelsach amerykanskich, sa
        lepsze niz wina wloskie o podobnej ceny (np. La Caldirola).
      • winoman Re: merlot barrique vs american barrel merlot 09.02.05, 11:30
        paero123 napisał:

        > W sklepach jest wino Blueridge w tej samej cenie i roczniku ale rozni się j.w.
        > Czy to to samo czy tez jest jakas roznica smaku/jakosci?

        Najlepiej kup oba, otwórz jednocześnie i porównaj. Jak sama nazwa sugeruje,
        jedno dojrzewało w beczce z dębu francuskiego, drugie w beczce amerykańskiej,
        tak przynajmniej twierdzi producent.

        Pozdrawiam!
      • Gość: willycoyote degustacja Collegium Vini IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.05, 12:17
        www.collegiumvini.pl/cv/016_rynki_alkoholowe.php?id=7
        mnie smakuje wiecej w barikach
        • nie.my Re: degustacja Collegium Vini 09.02.05, 12:39
          Troche przesadzili z ocenami, 88pkt dostaja naprawde dobre wina z wyzszej polki.
          No chyba, ze to punktacja w skali 50-150 ;-)

          pozdrawiam

          NieMy
          • giorgio_primo Re: degustacja Collegium Vini 09.02.05, 13:22
            nie.my napisał:

            > Troche przesadzili z ocenami, 88pkt dostaja naprawde dobre wina z wyzszej
            polki
            > .
            > No chyba, ze to punktacja w skali 50-150 ;-)

            "Trochę przesadzili" to elegancki i uprzejmy eufemizm. Znam oba wina.

            To kolejny (przodownikiem jest tu MW), ewidentny dowód na kompletną
            nieumiejętność stosowanie skali 100-tu punktowej. Ta skala jest sama w sobie
            karykaturą pisania o winie i jego oceniania, ale jeśli dodatkowo stosuje ją się
            z taką nonszalancją, staje się to wręcz komiczne lub budzi poważne podejrzenia
            co do obiektywności oceniających.

            Zastanawiam się jakie wino wycenione na przykład na 90 pkt wcześniej zostało
            podane przed oceną tych dwóch win jako punkt odniesienia?

            Upór z jakim krajowi pisarze winni stosują skalę 100-tu punktową jest dla mnie
            zupełnie niezrozumiały. Wydawałoby się, że wśród ludzi wyznających raczej styl
            życia "slow food", to obsesyjne i nieumiejętne naśladowanie wzorców
            poczhodzących z zagłębia "fast food" jakim jest USA, nie powinno być "trendy"
            lub "stylish"... A jednak! Większość wykrzyknie zgodnym chórem, że Wine
            Speculator jest BE i Robert Jr. P. też jest BE, ale przenigdy nie wyrzeknie się
            tej najbardziej niesprawiedliwej i ułomnej skali oceny wina.

            Może ktoś wie dlaczego?
            • Gość: winersch Re: degustacja Collegium Vini IP: 217.153.22.* 09.02.05, 15:31
              Choć często się spieramy w tej akurat sprawie zawsze Cię popierałem, popieram i
              popierać będę. Myślę, że z jednej strony to po prostu gotowiec zwalniający od
              głębszej refleksji, z drugiej być może oznacza przynależność do
              wtajemniczonych. Nie wiem. Wiem, że niejednokrotnie wychodzą z tego
              karykaturalne opinie.
              pozdrowienia
              winersch GTB
              • Gość: willycoyote Collegium Vini i punkty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.05, 16:53
                Sugerowalem te strone tylko i wylacznie w celu opisu dwoch win przez polskiego
                degustatora i odrobiny roznicy miedzy nimi wg niego. Ja tez nie licze punkty
                zadnego pisarza o winie, zwlaszcza Parkera.
            • Gość: Jacek-t Re: degustacja Collegium Vini IP: *.chello.pl 09.02.05, 22:55
              A czy mógłbyś wyjaśnić dlaczego skala 100-punktowa to "najbardziej ułomna i
              niesprawiedliwa skala oceny win"?
              • Gość: willycoyote skala 100-punktowa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.02.05, 09:02
                Nie zgadzam sie z ta opinia "skala 100-punktowa to najbardziej ułomna i
                niesprawiedliwa skala oceny win". Kazdy degustator ma swoj sposob ocenia.
                Istnieje skala 100-punktowa, 20-punktowa oraz 5-gwiazdowa, 3-kieliszkowa...
                Problem jest to: ocena musi byc wspolna, panelem degustacyjnym. Kazdy uczestnik
                da swoje punkty. Najgorszy i najlepszy byloby lepiej rzuczyc, dyskutujac
                dlaczego takie ekstremalne wyniki pojawily sie. Srednia niech bedzie miedzy
                pozostalymi wynikami.
                Zaczalem od skaly 100-punktowej kiedy bylem mlody. Teraz wole 5-gwiazdowa.
                Roznica miedzy 79, 80, 81 punktow jest tylko teoretyczna i dotyczy odrobine.
                Czy jestesmy pewny, ze nie wplywaly np. temperatura nie za bardzo wlasciwa, czy
                temperatura pokoju, czy otwarcie butelki, czy wiek wina, czy humor jakiegos
                degustatora? Lepiej byc troche elastyczni: gwiazda to wino, 2 gwiazdy to dobre
                wino, 3 gwiazdy bardzo dobre, 4 gwiazdy wyborne, 5 gwiazdy doskonale.
                Ale powtarzam: kazdy ma swoj sposob.
                Ciekawa sprawa jest to: w Tokaju i w Egerze kiedy mialem ocenic wina wg skaly
                100-punktowej (ktora od dawna nie stusuje), z Bonkowskim ocenilismy wina z
                roznica 1-ego punktu, nardzo podobne. Tez w Krakowie z Bosakiem. Z tego powodu
                mysle, ze bylaby lepiej 5-gwiazdowa (dla mnie, oczywyscie), w takim przypadku
                oceny bylyby naprawde jednakowe.
                Istnieje tez skala 1000-punktowa, zadne wino na swiecie nigdy nie otrzymal 1000
                punktow. To jest naprawde najbardziej ulomne i niesprawiedliwe.
              • amsti no cóż 10.02.05, 12:48
                1. jest skala 50 punktowa, tyle że mieści się w zakresie 50 - 100. Innymi słowy
                50 jest na wejściu. Dziwne to jest, choć trzeba być wdzięcznym, że nie np. 25-75
                albo 63-113.

                2. Parker i Spectator przyznają okresloną liczbę punktów w określonej kategorii.
                Parker ocenia tak:
                - za wygląd (kolor itd.) wino może dostać do 5 punktów. Ta kategoria jest
                dyskusyjna, jak dla mnie można ją sobie darować. Wiele win słabych lub wręcz na
                granicy pijalności łapie się pewnie na 4 lub 5 punktów.

                - za nos do 15 punktów. To dość sporo, ale rozumiem, że im bardziej złożony tym
                lepiej. Tak chyba rozumie mr Parker. Problem polega na tym, że Parker aby było
                sprawiedliwiej podobno ocenia w danym momencie te same typy wina. Niby O.K. ale
                pytanie czy 10 pkt dla alzackiego Rieslinga odpowiada 10 pkt dla bordosa i 10
                pkt dla porto? Zresztą jeśli nawet to o czym to świadczy? Wg mnie o niczym, jest
                to również dyskusyjne. Argumentem za jest próba jakiejś standaryzacji, ale co to
                za standaryzacja jeśli w praktyce i tak sprowadza się do indywidualnych doznań
                Parkera i Rovaniego.

                - za smak i końcówkę do 20 punktów. Jeszcze więcej punktów żeby utrudnić
                zadanie. Ale to co napisał już Willy, konia z rzędem kto znajdzie różnicę
                pomiędzy winem ocenionym na 11, 12 i 13 pkt w tej kategorii. Poza tym znów ta
                sama kwestia, która opisałem powyżej, choć tutaj mozna wystandaryzować
                podkategorię końcówka posługując się stoperem :). Ale uwaga dodatkowa co do ocen
                smaq: Parker pije, czy pluje? Jesli pluje, to ocena jest niewiarygodna, jeśli
                pije to ile win jest w stanie na raz ocenić, żeby to była ocena w miarę
                obiektywna bez zbędnego wpływu C2H5OH.

                - ostatnia kategoria, za całościowy poziom jakości i potencjał do dalszej
                ewolucji i starzenia (pytanie chodzi o dojrzewanie, czy tylko zdolność
                przetrwania wielu lat w piwnicy?). Do 10 pkt. Pomijając fakt, że niektóre
                znakomite wina z racji swojego charakteru nie nadają się do starzenia, więc są
                dyskryminowane na wejściu to ta kategoria moim zdaniem jest całkowicie zbędna,
                bo tu punkty można przyznać zupełnie na podstawie własnego widzimisię.
                Spectator ma coś jeszcze zabawniejszego tzw. X-factor.

                3. To wystandaryzowanie prowadzi do tego, że większość łapie się w przedział
                80-90 pkt. W praktyce przekłada się to na to, że wina ciekawe i wina nudne ale
                poprawnie zrobione mają często te same lub bardzo zbliżone oceny. Paradoksem
                jest też to, że Parker który w założeniu chciał promować indywidualne i ciekawe
                wina, w znacznym stopniu doprowadził do macdonaldyzacji wina i takie chardonnay
                z Kaliforni i Australii smakują tak samo, są miękkie i przyjemne dla
                przeciętnego klienta ,tylko że różnica pomiędzy poszczególnymi winami sprowadza
                się często wyłacznie do wyglądu etykietki.

                4. Przydatnośc punktów Parkera (i Spectatora). Załóżmy, że szukamy danego wina,
                chcemy coś się o nim dowiedzieć, bo aqrat mamy go na oku. Tylko która ocena może
                przydatna? Najlepiej ostatnia. Ale czy taka jest? A jeśli tak, to co nam daje
                informacja o np. 93 punktowym bordosie z roku 2000, któremu Parker zaleca 20
                letnie leżakowanie. Czy smakuje on jak 93 - punktowy bordos z roku 1990 który
                właśnie zbliża się do swojego szczytu oceniony teraz, czy też smakuje w tej
                chwili jak 83 - punktowy bordos ze słabszego rocznika ale załapał się na 10 pkt
                w ostatniej kategorii, bo w roku 2020 będzie znakomity. Celowo to koloryzuję,
                ale posługiwanie się tą skalą (nie mówię już o ocenianiu) może prowadzić do
                dziwnych wniosków.

                O częstych róznicach w ocenach tego samego wina pomiędzy Parkerem i Spektatorem
                dotyczących tych samych win nie wspominam.

                Pozdrawiam
                • amsti Re: 10.02.05, 13:13
                  amsti napisał:

                  > O częstych róznicach w ocenach tego samego wina pomiędzy Parkerem i Spektatorem
                  > dotyczących tych samych win nie wspominam.
                  >
                  > Pozdrawiam

                  Masło maślane, ale wiecie o co mi chodzi :)

                  • willycoyote dla Amsti: brawo! 10.02.05, 13:39
                    Amsti pisal "Ale uwaga dodatkowa co do ocen smaq: Parker pije, czy pluje? Jesli
                    pluje, to ocena jest niewiarygodna, jeśli pije to ile win jest w stanie na raz
                    ocenić, żeby to była ocena w miarę obiektywna bez zbędnego wpływu C2H5OH?"

                    Pewnie pluje. A my pijemy... to wielka roznica!


                • winoman Re: no cóż 15.02.05, 00:21
                  > 1. jest skala 50 punktowa, tyle że mieści się w zakresie 50 - 100. Innymi słowy
                  > 50 jest na wejściu. Dziwne to jest, choć trzeba być wdzięcznym, że nie np. 25-7
                  > 5
                  > albo 63-113.

                  Parker wzorował się na znanej Amerykanom metody punktowania osiągnięć uczniów w
                  szkołach, tam dziecko nie może dostać zera, nawet gdy jest kompletnym imbecylem.

                  > Ale uwaga dodatkowa co do ocen
                  > smaq: Parker pije, czy pluje? Jesli pluje, to ocena jest niewiarygodna, jeśli
                  > pije to ile win jest w stanie na raz ocenić, żeby to była ocena w miarę
                  > obiektywna bez zbędnego wpływu C2H5OH.

                  Nie rozumiem, dlaczego ocena po wypluciu wina ma być niewiarygodna. To raczej
                  ocena po wypiciu kilku win taką być przestaje. Zauważ, że chyba każdy (nie znam
                  wszystkich, więc nie piszę, że każdy) producent wina robiąc wino pluje, pluje
                  podczas fermentacji, pluje podczas smakowania wina dojrzewającego w beczkach,
                  pluje podczas pracy nad ostatecznym kupażem. Nie da się pracować w jakimkolwiek
                  zawodzie związanym z winem nie wypluwając ogromnej większości degustowanych
                  próbek, żadna wątroba by tego nie wytrzymała, nie mówiąc o innych aspektach.
                  Połykając wina nie pozbawiamy się żadnych dodatkowych doznań organoleptycznych
                  (jeśli we właściwy sposób próbujemy wino).

                  Co do innych rzeczy, Parker wyraźnie pisze o ograniczeniach systemu punktowego:
                  "Komentarz pisemny towarzyszący ocenom punktowym jest lepszym źródłem informacji
                  na temat stylu wina i jego osobowości, względnej jakości w odniesieniu do innych
                  win tego samego rodzaju, względnej wartości i możliwości dalszego rozwoju, niż
                  ilośc zdobytych punktów".

                  A wcześniej: "Punktowanie win jest po prostu wyrabianiem sobie profesjonalnej
                  opinii i konsekwentnym zapisywaniem jej w systemie liczbowym zgodnie z pewnymi
                  założeniami. Ponadto umożliwia to szybkie przekazywanie informacji zarówno
                  ekspertom, jak i nowicjuszom".

                  > - ostatnia kategoria, za całościowy poziom jakości i potencjał do dalszej
                  > ewolucji i starzenia (pytanie chodzi o dojrzewanie, czy tylko zdolność
                  > przetrwania wielu lat w piwnicy?). Do 10 pkt. Pomijając fakt, że niektóre
                  > znakomite wina z racji swojego charakteru nie nadają się do starzenia, więc są
                  > dyskryminowane na wejściu to ta kategoria moim zdaniem jest całkowicie zbędna,

                  Niestety źle zacytowałeś, Parker pisze wyraźnie: "ogólny poziom jakości LUB
                  możliwość dalszego dojrzewania i zmian na lepsze ...". To jest istotna część
                  punktacji i właśnie tu jest miejsce na rozróżnienie tego, o czym piszesz dalej,
                  win poprawnych, ale nudnych i win z osobowością.

                  Jak rozumiem, ocena Parkera mówi o tym, jak Parker sobie wyobraża to wino w
                  momencie osiągnięcia optymalnej dojrzałości, więc i dalsza część Twoich rozważań
                  nie dotyczy raczej metody Parkera.

                  Moje zdanie jest takie. Wierzę w uczciwość Parkera, na pewno zrobił wiele
                  dobrego dla podniesienia się średniej jakości win produkowanych w
                  najważniejszych regionach. Niestety nie mam zbyt często możliwości degustowania
                  win, które on punktuje, więc trudno mi się wypowiadać na temat samych ocen, ale
                  wierzę, że wiernie oddają jego wizję wielkiego wina. Jego uwagi o roli krytyka
                  wina zawarte w "Przewodniku" (tom I str. 15-17 w wyd. polskim) opisują ideał,
                  dla mnie (i obawiam się, że dla nikogo w Europie) niestety nieosiągalny, ale
                  wskazują właściwy kierunek.


                  Więcej uwag w odpowiedzi na post GP.

                  Pozdrawiam!
                  • amsti Re: no cóż 15.02.05, 13:54
                    winoman napisał:


                    > Parker wzorował się na znanej Amerykanom metody punktowania osiągnięć uczniów w
                    > szkołach, tam dziecko nie może dostać zera, nawet gdy jest kompletnym imbecylem.
                    >

                    No tak, ale jako komentarz nasuwa mi się w tym wypadku tylko tekst jednego z
                    ostatnich przebojów zespołu Rammstein - Amerika


                    >
                    > Nie rozumiem, dlaczego ocena po wypluciu wina ma być niewiarygodna. To raczej
                    > ocena po wypiciu kilku win taką być przestaje. Zauważ, że chyba każdy (nie zna
                    > m
                    > wszystkich, więc nie piszę, że każdy) producent wina robiąc wino pluje, pluje
                    > podczas fermentacji, pluje podczas smakowania wina dojrzewającego w beczkach,
                    > pluje podczas pracy nad ostatecznym kupażem. Nie da się pracować w >jakimkolwiek
                    > zawodzie związanym z winem nie wypluwając ogromnej większości degustowanych
                    > próbek, żadna wątroba by tego nie wytrzymała, nie mówiąc o innych aspektach.

                    Zgadza się, też pisałem o wpływie alkoholu. W przypadku fermentującego wina
                    dochodzi jeszcze jeden aspekt mianowicie nie sądzę żeby żołądek standardowego
                    Homo sapiens wytrzymał jakąkolwiek większą dawkę takiego produktu.

                    Mimo to dalej uważam, że pijąc wino jestem w stanie więcej o nim powiedzieć niż
                    go tylko próbując. Zaryzykuję twierdzenie, że znaczny procent profesjonalistów
                    też tak uważa.

                    > Połykając wina nie pozbawiamy się żadnych dodatkowych doznań organoleptycznych
                    > (jeśli we właściwy sposób próbujemy wino).

                    Oczywiście, bez dwóch zdań

                    > Co do innych rzeczy, Parker wyraźnie pisze o ograniczeniach systemu punktowego:
                    > "Komentarz pisemny towarzyszący ocenom punktowym jest lepszym źródłem informacj
                    > i
                    > na temat stylu wina i jego osobowości, względnej jakości w odniesieniu do innyc
                    > h
                    > win tego samego rodzaju, względnej wartości i możliwości dalszego rozwoju, niż
                    > ilośc zdobytych punktów".
                    >

                    Otóz to. Poza tym zdaje się Parker uważa, że przewaga jego systemu polega na
                    fakcie, że wina oceniane są przez tego samego degustatora. Hm, 100 pkt Parkera,
                    100 pkt Magazynu Wino, 100 pkt WS i kogoś tam jeszcze - z założenia nie można
                    ich ze sobą porównywać. A może można?

                    > A wcześniej: "Punktowanie win jest po prostu wyrabianiem sobie profesjonalnej
                    > opinii i konsekwentnym zapisywaniem jej w systemie liczbowym zgodnie z pewnymi
                    > założeniami. Ponadto umożliwia to szybkie przekazywanie informacji zarówno
                    > ekspertom, jak i nowicjuszom".
                    >
                    Owszem. Ale "jednakowoż nic nigdy nie zastąpi Twojego własnego podniebienia ani
                    nic nie będzie stanowiło lepszej edukacji niż smakowanie (degustowanie,
                    kosztowanie) wina przez siebie samego". Czyli innym słowy dostaję punkty, a
                    ocena i tak będzie zależała ode mnie. To aż się prosi zapytać po co ten system
                    100 punktowy skoro można prościej.


                    > Niestety źle zacytowałeś, Parker pisze wyraźnie: "ogólny poziom jakości LUB
                    > możliwość dalszego dojrzewania i zmian na lepsze ...". To jest istotna część
                    > punktacji i właśnie tu jest miejsce na rozróżnienie tego, o czym piszesz dalej,
                    > win poprawnych, ale nudnych i win z osobowością.

                    Szczerze mówiąc nawet to że źle zacytowałem nie zmienia mojego poglądu, że ta
                    częśc oceny jest zbędna. 15 pkt za nos + 20 pkt za smak to ile powinno być za
                    ogólny poziom jakości? 1 pkt bo jest nudne?

                    >
                    > Jak rozumiem, ocena Parkera mówi o tym, jak Parker sobie wyobraża to wino w
                    > momencie osiągnięcia optymalnej dojrzałości, więc i dalsza część Twoich rozważa
                    > ń
                    > nie dotyczy raczej metody Parkera.

                    To cały czas jest prawda, tylko jeszcze raz się zapytam jak to ma czytać
                    przeciętny konsument. Nie gniewaj się, ale Twoje wyjaśnienie nie całkiem
                    rozwiewa moje wątpliwości. Jeszcze raz powtórzę, powiedzmy 90 pkt wino w którym
                    ostatni element oceny nabił ze względu na zdolność dojrzewania i ogólnego
                    poziomu jakości (cokolwiek by to nie znaczyło) np. 9 pkt - jak to przenosi się
                    na własności smakowo- zapachowe tego wina i jak to ma się odnieść od innych win
                    nawet z tej samej kategorii?

                    A wyobrażanie sobie czegoś to już trąci metafizyką, choć zdaje sobie sprawę że
                    przy jego ogromnym bądź co bądź doświadczeniu pewnie wielokrotnie przewiduje
                    trafnie. Tylko że ta ostatnia kategoria to aż 20 % całej oceny i może w znacznym
                    stopniu zmienić na korzyśc lub niekorzyść ocenę całościową. Czyli jej stosowanie
                    jest obarczone dużym elementem ryzyka. Więc może lepiej byłoby z niej
                    zrezygnować bo niesie ze sobą szansę popełnienia dużego błędu?
                    Zaś jeśli jej wpływ faktycznie jest żaden bo jest w jakimś stopniu wypadkową
                    poprzednich ocen to tym bardziej jest zbędna.

                    Przy okazji, czy pisząc oceny dla Magazynu Wino posługujecie się ścisle systemem
                    Parkera?

                    > Moje zdanie jest takie. Wierzę w uczciwość Parkera, na pewno zrobił wiele
                    > dobrego dla podniesienia się średniej jakości win produkowanych w
                    > najważniejszych regionach. Niestety nie mam zbyt często możliwości degustowani
                    > a
                    > win, które on punktuje, więc trudno mi się wypowiadać na temat samych ocen, ale
                    > wierzę, że wiernie oddają jego wizję wielkiego wina. Jego uwagi o roli krytyka
                    > wina zawarte w "Przewodniku" (tom I str. 15-17 w wyd. polskim) opisują ideał,
                    > dla mnie (i obawiam się, że dla nikogo w Europie) niestety nieosiągalny, ale
                    > wskazują właściwy kierunek.

                    Nie napisałem, że On jest nieuczciwy. Napisałem tylko o słabości jego systemu z
                    punktu widzenia zwykłego (dla ułatwienia dodam że chodzi o mnie) konsumenta wina.

                    Pozdrawiam
                    • winoman Re: no cóż 16.02.05, 00:50
                      > No tak, ale jako komentarz nasuwa mi się w tym wypadku tylko tekst jednego z
                      > ostatnich przebojów zespołu Rammstein - Amerika

                      Niestety nie znam.

                      > Mimo to dalej uważam, że pijąc wino jestem w stanie więcej o nim powiedzieć niż
                      > go tylko próbując. Zaryzykuję twierdzenie, że znaczny procent profesjonalistów
                      > też tak uważa.

                      No dobrze, pewnie masz rację, ale niewiele z tego wynika. Rozumiem, że
                      zakładamy, że jakaś "krytyka winiarska" jest potrzebna, żeby konsument nie był
                      zupełnie bezradny. Przychodzi on do sklepu, chcąc kupić możliwie najlepsze
                      Bordeaux na obiad, w określonym pułapie ceny. Czy bardziej zaufa ocenie kogoś,
                      kto przez miesiąc pił po butelce dziennie i oceniał, czy komuś, kto trzydzieści
                      win spróbował jednego dnia, starannie wypluwając? Ja zaufam raczej temu drugiemu.

                      >
                      > > Połykając wina nie pozbawiamy się żadnych dodatkowych doznań organoleptyc
                      > znych
                      > > (jeśli we właściwy sposób próbujemy wino).
                      >
                      > Oczywiście, bez dwóch zdań

                      Oczywiście chciałem napisać zdanie zaczynające się od "Wypluwając wina nie
                      pozbawiamy się ..." :-))

                      > Otóz to. Poza tym zdaje się Parker uważa, że przewaga jego systemu polega na
                      > fakcie, że wina oceniane są przez tego samego degustatora. Hm, 100 pkt Parkera,
                      > 100 pkt Magazynu Wino, 100 pkt WS i kogoś tam jeszcze - z założenia nie można
                      > ich ze sobą porównywać. A może można?

                      Nie można, ale po co w ogóle porównywać? Oczywiste jest, że mamy różnie
                      działające zmysły, nikt chyba nie oczekuje, że Parker, Suckling, MW czy winoman
                      będą te same wina oceniali w ten sam sposób. Decydując się na kupno jakiegoś
                      wina na podstawie opinii krytyków będę raczej opierał się na ocenach jednej
                      osoby, którą cenię, z którą najczęściej do tej pory się zgadzałem. Jeśli ktoś
                      taki ocenił jakieś wino na 90, a inne na 88, to kupię to pierwsze, nie zważając
                      na to, że ktoś inny, kogo nie znam, albo mniej cenię, to drugie ocenił wyżej.
                      Mogę też kupić oba, żeby wyrobić sobie zdanie o krytykach!

                      > Owszem. Ale "jednakowoż nic nigdy nie zastąpi Twojego własnego podniebienia ani
                      > nic nie będzie stanowiło lepszej edukacji niż smakowanie (degustowanie,
                      > kosztowanie) wina przez siebie samego". Czyli innym słowy dostaję punkty, a
                      > ocena i tak będzie zależała ode mnie. To aż się prosi zapytać po co ten system
                      > 100 punktowy skoro można prościej.

                      No nie bardzo prościej, gdyż żeby ocenić trzeba kupić, a żeby kupić, trzeba
                      wybrać, na czymś się opierając. Jeśli przed zakupem można spróbować, to
                      świetnie, ale tylko klienci pewnych firm mają możliwośc "spróbowania wina w domu
                      przed zakupem", przeciętny śmiertelnik skazany jest na kupowanie albo na
                      podstawie własnej znajomości wcześniejszych osiągnięć danej grupy producentów
                      (jeśli miał okazję wcześniej próbować ich wina), albo na podstawie opinni kogoś,
                      komu ufa. Tu się zgodzę, że nie jest tak bardzo istotne, czy opinia ta jest
                      wyrażona w punktach w skali 50-100, czy też 0-5, albo 10-25 (takie też
                      widziałem), ważniejsze jest zaufanie do tych ocen.

                      > Szczerze mówiąc nawet to że źle zacytowałem nie zmienia mojego poglądu, że ta
                      > częśc oceny jest zbędna. 15 pkt za nos + 20 pkt za smak to ile powinno być za
                      > ogólny poziom jakości? 1 pkt bo jest nudne?

                      Długo szukałem, ale mam za dużo papierów i nie znalazłem tej wypowiedzi Parkera,
                      w której przyznaje on, że tak naprawdę nie ocenia wina w pełnej zgodzie ze swoim
                      systemem, gdyż po kilku latach pracy nie musi pracowicie sumować punktów.
                      Próbuje wino i wie jaka ma być suma. Podobno ma niezwykłą pamięć do win
                      (czytałem relacje opisujące jak identyfikował wina próbowane kilka lat
                      wcześniej, było to w początkach jego kariery), nie mam żadnych podstaw do
                      kwestionowania tego daru i jestem w stanie wyobrazić sobie coś takiego, tak samo
                      jak potrafię wyobrazić sobie zgadywanie tożsamości pianisty bądź skrzypka na
                      podstawie kilku dźwięków (choć akurat to wydaje mi się łatwiejsze).

                      Podsumowując, moim zdaniem sedno sprawy nie tkwi w systemie zapisu oceny wina
                      używanym przez krytyka, a w zaufaniu konsumenta do wiarygodności tych ocen.
                      Wiąże się z tym sprawa poruszona przez willycoyote. Jego zdaniem bardziej
                      wiarygodna jest uśredniona ocena zespołu. No cóż, sam biorę w tym udział i
                      powinienem tego bronić, ale nie mogę nie odesłać do świetnego tekstu Nicka
                      Alabastera:
                      www.wineanorak.com/rating.htm
                      Pisze on tam o bezużyteczności, jego zdaniem, ocen wystawianych przez
                      wielosobowe panele o zmiennym składzie. No cóż, mogę tylko dodać, że skład
                      panelu MW jest mniej więcej stały, ponadto od ostatniego numeru, zdając sobie
                      sprawę z niebezpieczeństw uśredniania, redakcja wprowadziła kategorę win
                      kontrowersyjnych.

                      Na dziś to wszystko (na ten temat, mam jszcze kilka innych rzeczy do zrobienia ...).

                      Pozdrawiam!
                      • nerodavola Re: 82 i mniej 16.02.05, 12:56
                        Ja już bez dodatków tekstowych i cytatów bo za chwile mi się ekran skończy jak
                        tak będę przewijał.
                        Fakt faktem że MW przy tej ilości opisywanych win ma mało miejsca, jednakże
                        nieopisywanie win w granicach 82 pkt to troche nieuczciwe względem klienteli o
                        mniej zasobnych portfelach.
                        Cięzko nam będzie znaleźć wino za 88 pkt w cenie do 50 pln. A jednak te wina
                        chyba tworzą gro polskiego rynku konsumpcji.

                        Co do obiektywizmu czy metody degustacji i punktacji tak jak wcześniej
                        wspominałem, jaką by skalę nie zastosować i tak któś będzie o nią miał
                        pretensję.

                        A więc sami sobie róbmy degustacje i wystawiajmy laurki a potem takie oceny
                        można by zamieszczać na forum. (utopia?)
                        • Gość: docg Re: 82 i mniej IP: 212.160.147.* 16.02.05, 13:55
                          nerodavola napisał:
                          > Fakt faktem że MW przy tej ilości opisywanych win ma mało miejsca...

                      • amsti Re: no cóż 16.02.05, 15:51
                        winoman napisał:

                        >

                        > > Mimo to dalej uważam, że pijąc wino jestem w stanie więcej o nim powiedzi
                        > eć niż
                        > > go tylko próbując. Zaryzykuję twierdzenie, że znaczny procent profesjonal
                        > istów
                        > > też tak uważa.
                        >
                        > No dobrze, pewnie masz rację, ale niewiele z tego wynika. Rozumiem, że
                        > zakładamy, że jakaś "krytyka winiarska" jest potrzebna, żeby konsument nie był
                        > zupełnie bezradny. Przychodzi on do sklepu, chcąc kupić możliwie najlepsze
                        > Bordeaux na obiad, w określonym pułapie ceny. Czy bardziej zaufa ocenie kogoś,
                        > kto przez miesiąc pił po butelce dziennie i oceniał, czy komuś, kto trzydzieści
                        > win spróbował jednego dnia, starannie wypluwając? Ja zaufam raczej temu drugi
                        > emu.


                        Nie jestem pewiem czy jako konsument nie zaufałbym jednak temu pierwszemu. Ma on
                        zapewne mniejsze doświadczenie, ale jest w stanie więcej powiedzieć na temat
                        interesującego mnie wina. Zresztą wiele win nie ujawnia wszystkiego nawet przy
                        pierwszym łyku.

                        .
                        >
                        >Decydując się na kupno jakiegoś
                        > wina na podstawie opinii krytyków będę raczej opierał się na ocenach jednej
                        > osoby, którą cenię, z którą najczęściej do tej pory się zgadzałem. Jeśli ktoś
                        > taki ocenił jakieś wino na 90, a inne na 88, to kupię to pierwsze, nie zważając
                        > na to, że ktoś inny, kogo nie znam, albo mniej cenię, to drugie ocenił wyżej.
                        > Mogę też kupić oba, żeby wyrobić sobie zdanie o krytykach!

                        Kiedyś tak rzeczywiście uważałem. Teraz niekoniecznie, choć zasadniczo się
                        zgodzę pod warunkiem że mówimy o winach tego samego rodzaju i przedziału
                        cenowego. Bo jeżeli nie to wpływ na to mają inne czynniki które są ważniejsze
                        niż punkty.



                        >
                        > Wiąże się z tym sprawa poruszona przez willycoyote. Jego zdaniem bardziej
                        > wiarygodna jest uśredniona ocena zespołu. No cóż, sam biorę w tym udział i
                        > powinienem tego bronić, ale nie mogę nie odesłać do świetnego tekstu Nicka
                        > Alabastera:
                        > www.wineanorak.com/rating.htm
                        > Pisze on tam o bezużyteczności, jego zdaniem, ocen wystawianych przez
                        > wielosobowe panele o zmiennym składzie. No cóż, mogę tylko dodać, że skład
                        > panelu MW jest mniej więcej stały, ponadto od ostatniego numeru, zdając sobie
                        > sprawę z niebezpieczeństw uśredniania, redakcja wprowadziła kategorę win
                        > kontrowersyjnych.
                        >

                        To ja z kolei mam tu link do takiej sobie dyskusji (to tak na marginesie)

                        fora.erobertparker.com/cgi-bin/ultimatebb.cgi/topic/1/43851.html

                        Wyniki ankiety są dość interesujące i warto jest również zwrócić uwagę co
                        napisał Jego Wysokośc Miłościwie Nam Panujący

                        Pozdrawiam





                        • winoman Re: no cóż 16.02.05, 16:20
                          > Czy bardziej zaufa ocenie
                          > kogoś,
                          > > kto przez miesiąc pił po butelce dziennie i oceniał, czy komuś, kto trzyd
                          > zieści
                          > > win spróbował jednego dnia, starannie wypluwając? Ja zaufam raczej temu
                          > drugi
                          > > emu.
                          >
                          >
                          > Nie jestem pewiem czy jako konsument nie zaufałbym jednak temu pierwszemu. Ma o
                          > n
                          > zapewne mniejsze doświadczenie, ale jest w stanie więcej powiedzieć na temat
                          > interesującego mnie wina. Zresztą wiele win nie ujawnia wszystkiego nawet przy
                          > pierwszym łyku.

                          Chodziło mi o to, że np. drugiego dnia mógł być wciąz zmęczony po pierwszym,
                          trzeciego być w kiepskim humorze po kłótni z żoną (będącej efektem dwóch
                          pierwszych dni), czwartego w dobrym, bo dostał podwyżkę, piątego w gorszym, bo
                          ex-żona zażądała większych alimentów ... Trudno porównywać wina pite w różnych
                          warunkach, dotyczy to też picia bez plucia, piąte wypijane wino dnia na pewno
                          jest odbierane inaczej niż pierwsze.

                          Pozdrawiam!
                      • giorgio_primo Re: no cóż 16.02.05, 17:39
                        winoman napisał:

                        > > No tak, ale jako komentarz nasuwa mi się w tym wypadku tylko tekst jedneg
                        > o z
                        > > ostatnich przebojów zespołu Rammstein - Amerika
                        >
                        > Niestety nie znam.

                        "We all live in Amerika, Amerika ist wunderbar..."

                        > > Mimo to dalej uważam, że pijąc wino jestem w stanie więcej o nim powiedzi
                        > eć niż
                        > > go tylko próbując. Zaryzykuję twierdzenie, że znaczny procent profesjonal
                        > istów
                        > > też tak uważa.
                        >
                        > No dobrze, pewnie masz rację, ale niewiele z tego wynika. Rozumiem, że
                        > zakładamy, że jakaś "krytyka winiarska" jest potrzebna, żeby konsument nie był
                        > zupełnie bezradny. Przychodzi on do sklepu, chcąc kupić możliwie najlepsze
                        > Bordeaux na obiad, w określonym pułapie ceny. Czy bardziej zaufa ocenie kogoś,
                        > kto przez miesiąc pił po butelce dziennie i oceniał, czy komuś, kto trzydzieści
                        > win spróbował jednego dnia, starannie wypluwając? Ja zaufam raczej temu drugi
                        > emu.

                        Ja (w tym wypadku jako konsument) niemal zawsze temu pierwszemu. Degustujący
                        dziesiętki win dziennie i plujący mają kompletnie "rozkalibrowany" smak.
                        Potrzebują szczególnych bodźców by "wytrącić ich z równowagi", a to jedynie
                        powoduje entuzjazm. Znam to także z własnej praktyki i obserwuję u oceniających.
                        Vide iście "kameleoniczne" przemiany niejakiego Sucklinga: odrył niedawno dla
                        siebie Falnghinę (nie da się ukryć, że dość oryginalną, ale czy wpisującą się w
                        powszechne gusta?) i nagle okazało się, że według WS to niemal jedyne
                        interesujące włoskie wina białe.

                        > > > Połykając wina nie pozbawiamy się żadnych dodatkowych doznań organo
                        > leptyc
                        > > znych
                        > > > (jeśli we właściwy sposób próbujemy wino).
                        > >
                        > > Oczywiście, bez dwóch zdań
                        >
                        > Oczywiście chciałem napisać zdanie zaczynające się od "Wypluwając wina nie
                        > pozbawiamy się ..." :-))
                        >
                        > > Otóz to. Poza tym zdaje się Parker uważa, że przewaga jego systemu polega
                        > na
                        > > fakcie, że wina oceniane są przez tego samego degustatora. Hm, 100 pkt Pa
                        > rkera,
                        > > 100 pkt Magazynu Wino, 100 pkt WS i kogoś tam jeszcze - z założenia nie m
                        > ożna
                        > > ich ze sobą porównywać. A może można?
                        >
                        > Nie można, ale po co w ogóle porównywać?

                        Powód może być identyczny jak porównywanie win samych... ;-) Przegięcie? Może
                        ale skoro można oceniać wina to dlaczego nie oceniających wina? ;-)

                        > Oczywiste jest, że mamy różnie
                        > działające zmysły, nikt chyba nie oczekuje, że Parker, Suckling, MW czy winoman
                        > będą te same wina oceniali w ten sam sposób. Decydując się na kupno jakiegoś
                        > wina na podstawie opinii krytyków będę raczej opierał się na ocenach jednej
                        > osoby, którą cenię, z którą najczęściej do tej pory się zgadzałem. Jeśli ktoś
                        > taki ocenił jakieś wino na 90, a inne na 88, to kupię to pierwsze, nie zważając
                        > na to, że ktoś inny, kogo nie znam, albo mniej cenię, to drugie ocenił wyżej.
                        > Mogę też kupić oba, żeby wyrobić sobie zdanie o krytykach!

                        Gdybym przyjął taką metodę ominęło by mnie chyba kilka najlepszych win jakie w
                        życiu piłem. Były albo źle ocenione, albo wcale.

                        > > Owszem. Ale "jednakowoż nic nigdy nie zastąpi Twojego własnego podniebien
                        > ia ani
                        > > nic nie będzie stanowiło lepszej edukacji niż smakowanie (degustowanie,
                        > > kosztowanie) wina przez siebie samego". Czyli innym słowy dostaję punkty,
                        > a
                        > > ocena i tak będzie zależała ode mnie. To aż się prosi zapytać po co ten s
                        > ystem
                        > > 100 punktowy skoro można prościej.
                        >
                        > No nie bardzo prościej, gdyż żeby ocenić trzeba kupić, a żeby kupić, trzeba
                        > wybrać, na czymś się opierając. Jeśli przed zakupem można spróbować, to
                        > świetnie, ale tylko klienci pewnych firm mają możliwośc "spróbowania wina w dom
                        > u
                        > przed zakupem", przeciętny śmiertelnik skazany jest na kupowanie albo na
                        > podstawie własnej znajomości wcześniejszych osiągnięć danej grupy producentów
                        > (jeśli miał okazję wcześniej próbować ich wina), albo na podstawie opinni kogoś
                        > ,
                        > komu ufa. Tu się zgodzę, że nie jest tak bardzo istotne, czy opinia ta jest
                        > wyrażona w punktach w skali 50-100, czy też 0-5, albo 10-25 (takie też
                        > widziałem), ważniejsze jest zaufanie do tych ocen.

                        No i to jest moim zdaniem meritum sprawy! Z różnych przyczyn w "pojemniejszej"
                        skali łatwiej zbudować zaufanie i uniknąć niejasności.

                        > > Szczerze mówiąc nawet to że źle zacytowałem nie zmienia mojego poglądu, ż
                        > e ta
                        > > częśc oceny jest zbędna. 15 pkt za nos + 20 pkt za smak to ile powinno by
                        > ć za
                        > > ogólny poziom jakości? 1 pkt bo jest nudne?
                        >
                        > Długo szukałem, ale mam za dużo papierów i nie znalazłem tej wypowiedzi Parkera
                        > ,
                        > w której przyznaje on, że tak naprawdę nie ocenia wina w pełnej zgodzie ze swoi
                        > m
                        > systemem, gdyż po kilku latach pracy nie musi pracowicie sumować punktów.
                        > Próbuje wino i wie jaka ma być suma.

                        Po pewnej głośnej aferze są tacy którzy twierdzą, że wie nawet ile ma być
                        punktów zanim spróbuje.

                        > Podobno ma niezwykłą pamięć do win

                        I nieopisane możliwości konsumowania jedzenia (link kiedyś Starr dał do
                        atykułu)! ;-)

                        > (czytałem relacje opisujące jak identyfikował wina próbowane kilka lat
                        > wcześniej, było to w początkach jego kariery), nie mam żadnych podstaw do
                        > kwestionowania tego daru i jestem w stanie wyobrazić sobie coś takiego, tak sam
                        > o
                        > jak potrafię wyobrazić sobie zgadywanie tożsamości pianisty bądź skrzypka na
                        > podstawie kilku dźwięków (choć akurat to wydaje mi się łatwiejsze).
                        >
                        > Podsumowując, moim zdaniem sedno sprawy nie tkwi w systemie zapisu oceny wina
                        > używanym przez krytyka, a w zaufaniu konsumenta do wiarygodności tych ocen.
                        > Wiąże się z tym sprawa poruszona przez willycoyote. Jego zdaniem bardziej
                        > wiarygodna jest uśredniona ocena zespołu. No cóż, sam biorę w tym udział i
                        > powinienem tego bronić, ale nie mogę nie odesłać do świetnego tekstu Nicka
                        > Alabastera:
                        > www.wineanorak.com/rating.htm
                        > Pisze on tam o bezużyteczności, jego zdaniem, ocen wystawianych przez
                        > wielosobowe panele o zmiennym składzie. No cóż, mogę tylko dodać, że skład
                        > panelu MW jest mniej więcej stały, ponadto od ostatniego numeru, zdając sobie
                        > sprawę z niebezpieczeństw uśredniania, redakcja wprowadziła kategorę win
                        > kontrowersyjnych.
                        >
                        > Na dziś to wszystko (na ten temat, mam jszcze kilka innych rzeczy do zrobienia
                        > ...).
                        >
                        > Pozdrawiam!
                  • giorgio_primo Re: no cóż 15.02.05, 15:01
                    winoman napisał:

                    > > 1. jest skala 50 punktowa, tyle że mieści się w zakresie 50 - 100. Innymi
                    > słowy
                    > > 50 jest na wejściu. Dziwne to jest, choć trzeba być wdzięcznym, że nie np
                    > . 25-7
                    > > 5
                    > > albo 63-113.
                    >
                    > Parker wzorował się na znanej Amerykanom metody punktowania osiągnięć uczniów w
                    > szkołach, tam dziecko nie może dostać zera, nawet gdy jest kompletnym imbecylem

                    Tylko czy to jet dobry pomysł? To jest taka swoista "polityczna poprawność", a i
                    tak w legendzie do skali napisane jest że te z poziomu 50+ są niepijalne.

                    > > Ale uwaga dodatkowa co do ocen
                    > > smaq: Parker pije, czy pluje? Jesli pluje, to ocena jest niewiarygodna, j
                    > eśli
                    > > pije to ile win jest w stanie na raz ocenić, żeby to była ocena w miarę
                    > > obiektywna bez zbędnego wpływu C2H5OH.
                    >
                    > Nie rozumiem, dlaczego ocena po wypluciu wina ma być niewiarygodna. To raczej
                    > ocena po wypiciu kilku win taką być przestaje. Zauważ, że chyba każdy (nie zna
                    > m
                    > wszystkich, więc nie piszę, że każdy) producent wina robiąc wino pluje, pluje
                    > podczas fermentacji, pluje podczas smakowania wina dojrzewającego w beczkach,
                    > pluje podczas pracy nad ostatecznym kupażem. Nie da się pracować w jakimkolwie
                    > k
                    > zawodzie związanym z winem nie wypluwając ogromnej większości degustowanych
                    > próbek, żadna wątroba by tego nie wytrzymała, nie mówiąc o innych aspektach.
                    > Połykając wina nie pozbawiamy się żadnych dodatkowych doznań organoleptycznych
                    > (jeśli we właściwy sposób próbujemy wino).

                    Pozbawiamy się. Zasadniczych elementów wina. Po pierwsze kontekstu wina wobec
                    jedzenia i zachowaniu się cech wina wobec wypicia butelki w określonycm czasie
                    (n.p. jedna z ważniejszych dla mnie cech wina: nudzi i nuży do końca flaszki,
                    czy też może odkrywa przed nami coś i fascynuje). Po drugie nie każde wino
                    wywołuje podobne reakcje alkoholu (bezpośrednio i dzień po!) - nie wiem
                    dlaczego, ale tak jest i udawanie, że przy piciu wina działanie alkoholu na
                    organizm jest cechą nieistotną jest hipokryzją.

                    > Co do innych rzeczy, Parker wyraźnie pisze o ograniczeniach systemu punktowego:
                    > "Komentarz pisemny towarzyszący ocenom punktowym jest lepszym źródłem informacj
                    > i
                    > na temat stylu wina i jego osobowości, względnej jakości w odniesieniu do innyc
                    > h
                    > win tego samego rodzaju, względnej wartości i możliwości dalszego rozwoju, niż
                    > ilośc zdobytych punktów".

                    To czemu brak opisów w winach niżej (ale wcale nie nisko!) punktowanych?

                    > A wcześniej: "Punktowanie win jest po prostu wyrabianiem sobie profesjonalnej
                    > opinii i konsekwentnym zapisywaniem jej w systemie liczbowym zgodnie z pewnymi
                    > założeniami. Ponadto umożliwia to szybkie przekazywanie informacji zarówno
                    > ekspertom, jak i nowicjuszom".

                    Dla mnie to dorabianie filozofii. Nowicjuszowi nie umożliwia chyba niczego. Co
                    to niby za informacja dla nowicjusza: 89 pkt Serrata di Belguardo i 89 pkt
                    Merlot Blueridge? Przecież nie będzie się nowicjusz wgłębiał, że jak jedna osoba
                    ocenia akurat w CV a potem w MW to stosuje jakieś inne kryteria. Wogóle ni
                    będzie zastanawiał, bo taka właśnie jest ułomność tej skali. 100 to 100 myśli
                    większość i tyle.

                    > > - ostatnia kategoria, za całościowy poziom jakości i potencjał do dalszej
                    > > ewolucji i starzenia (pytanie chodzi o dojrzewanie, czy tylko zdolność
                    > > przetrwania wielu lat w piwnicy?). Do 10 pkt. Pomijając fakt, że niektóre
                    > > znakomite wina z racji swojego charakteru nie nadają się do starzenia, wi
                    > ęc są
                    > > dyskryminowane na wejściu to ta kategoria moim zdaniem jest całkowicie zb
                    > ędna,
                    >
                    > Niestety źle zacytowałeś, Parker pisze wyraźnie: "ogólny poziom jakości LUB
                    > możliwość dalszego dojrzewania i zmian na lepsze ...". To jest istotna część
                    > punktacji i właśnie tu jest miejsce na rozróżnienie tego, o czym piszesz dalej,
                    > win poprawnych, ale nudnych i win z osobowością.
                    >
                    > Jak rozumiem, ocena Parkera mówi o tym, jak Parker sobie wyobraża to wino w
                    > momencie osiągnięcia optymalnej dojrzałości, więc i dalsza część Twoich rozważa
                    > ń
                    > nie dotyczy raczej metody Parkera.
                    >
                    > Moje zdanie jest takie. Wierzę w uczciwość Parkera, na pewno zrobił wiele
                    > dobrego dla podniesienia się średniej jakości win produkowanych w
                    > najważniejszych regionach.

                    W uczciwość jak piszesz "wierzysz" - z tym nie dyskutuję, bo tak samo wierzę w
                    uczciwość ocen WS, co nie zmienai krytycznej oceny tych ocen. Natomiast piszesz,
                    że "na pewno zrobił wiele dobrego" - tego akurat nie wiemy. Mleko zostało wylane.

                    > Niestety nie mam zbyt często możliwości degustowani
                    > a
                    > win, które on punktuje, więc trudno mi się wypowiadać na temat samych ocen, ale
                    > wierzę, że wiernie oddają jego wizję wielkiego wina. Jego uwagi o roli krytyka
                    > wina zawarte w "Przewodniku" (tom I str. 15-17 w wyd. polskim) opisują ideał,
                    > dla mnie (i obawiam się, że dla nikogo w Europie) niestety nieosiągalny, ale
                    > wskazują właściwy kierunek.
                    >
                    >
                    > Więcej uwag w odpowiedzi na post GP.
                    >
                    > Pozdrawiam!
                    >
              • giorgio_primo Re: degustacja Collegium Vini 10.02.05, 13:34
                Gość portalu: Jacek-t napisał(a):

                > A czy mógłbyś wyjaśnić dlaczego skala 100-punktowa to "najbardziej ułomna i
                > niesprawiedliwa skala oceny win"?

                Mógłbym. Bo rzeczony bułgarski Merlot otzrymał w niej więcej lub co najmniej
                tyle punktów jak wina od niego lepsze o 3 klasy. Nie mam MW, ale poproszę
                innych uczestników forum o wymienienie kilku win w okolicach 88-89 pkt. z tego
                periodyku. Może na początek proszę porównać Rosso Piceno DOC "Rosso Bello" od
                La Caniette - na pewno było oceniane w MW i myślę, że ma podobną ocenę. Takich
                przykładów można pewnie przytoczyć więcej. Komu ma zatem służyć taka skala,
                jeśli jedynym usprawiedliwieniem takich punktacji może być ocenianie win w
                mitycznej "swojej klasie"? W "swojej klasie" to wino "Okęcie" zasługuje na 95-
                100 punktów. I co? Cenna informacja?
                • alda40 Re: degustacja Collegium Vini 10.02.05, 14:29
                  jesli komus nie odpowiada klasifikacja np. parkerowska, to zamiast ja
                  krytykowac powinien wymyslec wlasna, lepsza i przekonac do niej czytelnikow


                  • giorgio_primo Re: degustacja Collegium Vini 10.02.05, 16:00
                    alda40 napisała:

                    > jesli komus nie odpowiada klasifikacja np. parkerowska, to zamiast ja
                    > krytykowac powinien wymyslec wlasna, lepsza i przekonac do niej czytelnikow
                    >
                    >

                    A to po co??? Pomijając, że nie trzeba nic wymyślać i nikogo przekonywać, bo
                    już dawno zostało to wymyślone, to nawet autorzy pisujący w MW (kiedy nie
                    zmusza ich do tego wydawca kochający i pijący chyba punkty a nie wino - a
                    wiadomo że czym więcej w skali tym większa przyjemność, a nie jakieś głupie,
                    marne 3 gwiazdki na przykład), stosują zupełnie inną skalę ocen (serduszka z
                    koronami ;-)).
                • winoman Re: degustacja Collegium Vini 10.02.05, 16:06
                  > > A czy mógłbyś wyjaśnić dlaczego skala 100-punktowa to "najbardziej ułomna
                  > i
                  > > niesprawiedliwa skala oceny win"?
                  >
                  > Mógłbym.

                  Jedna uwaga, na obszerniejszy mój wpis w tym wątku przyjdzie czas gdy już będę
                  w domu przy własnym komputerze. Otóż nie wyjaśniłeś, dlaczego skala 100-
                  punktowa to "najbardziej ułomna i niesprawiedliwa skala oceny win", porównałeś
                  tylko oceny różnych win, dokonane przez zupełnie różne grono osób, w zupełnie
                  różnym czasie.

                  Żeby było jasne, nie bronię skali 100-pt., choć sam od pewnego czasu w pewnych
                  sytuacjach ją stosuję (dla własnych potrzeb oceniam inaczej).

                  Pozdrawiam!
                  • giorgio_primo Re: degustacja Collegium Vini 10.02.05, 16:49
                    winoman napisał:

                    > > > A czy mógłbyś wyjaśnić dlaczego skala 100-punktowa to "najbardziej
                    > ułomna
                    > > i
                    > > > niesprawiedliwa skala oceny win"?
                    > >
                    > > Mógłbym.
                    >
                    > Jedna uwaga, na obszerniejszy mój wpis w tym wątku przyjdzie czas gdy już
                    będę
                    > w domu przy własnym komputerze. Otóż nie wyjaśniłeś, dlaczego skala 100-
                    > punktowa to "najbardziej ułomna i niesprawiedliwa skala oceny win",
                    porównałeś
                    > tylko oceny różnych win, dokonane przez zupełnie różne grono osób, w zupełnie
                    > różnym czasie.

                    Oczywiście, że to uproszczenie. Mimo tego podtrzymuję to twierdzenie i uważam,
                    że każdy ze świadomie pijających wino jest w stanie podać wiele przykładów na
                    to jak stosowanie tej skali przez te same osoby w tym samym czasie doprowadza
                    do efektów komicznych. Na marginesie - właśnie podałeś bardzo poważny argument
                    przeciwko temu sposobowi oceny:

                    Wynika z twojej wypowiedzi, że oceny te powinny być dokonywane przez te same
                    osoby, w tym samym czasie. Warunek niewykonalny. W skali 5-6 stopniowej
                    oczywiście dochodzi też do przekłamań, ale nie są one tak ośmieszające
                    oceniających. Celowo poprosiłem o podanie przez Was kilku win ocenionych w MW
                    na 85-89 pkt, bo nie chciałem się uciekać do przykładów z Parkera i WS. temat
                    zresztą był "wałkowany" wielokrotnie.


                    > Żeby było jasne, nie bronię skali 100-pt., choć sam od pewnego czasu w
                    pewnych
                    > sytuacjach ją stosuję (dla własnych potrzeb oceniam inaczej).

                    No i właśnie to uważam za przedziwną sytuację, co zasygnalizowałem wcześniej!
                    Piszący o winie sami oceniają inaczej przyznając ułomność 100-tu punktowej
                    skali a jakieś tajemnicze siły zmuszają ich do stosowania tejże.

                    pzdr
                    • Gość: willycoyote Dobry poziom dyskusji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.02.05, 19:45
                      Uczę się bardzo z Wami. Jeśli dyskusja dalej idzie w tym poziomie, coś
                      konkretnego będzie dla wszystkich forumowców. Jestem uczestnikiem też w Forum
                      włoskiego Winereport i takiego poziomu tam jeszcze nie mieli o tej sprawie.
                      • nie.my Oceny 12.02.05, 10:48
                        W ostatnim Magazynie Wino (nr 13/luty 2005) pojawily sie trzy wina, co do
                        ktorych oceniajacy mieli rozne (bardzo rozbiezne) zdania.
                        Skrajnym przypadkiem okazalo sie wino:
                        Batuta 2001 od Niepoort Vinhos ocena 85-95pkt, a wiec od bardzo dobrego do
                        nadzwyczajnego (ocierajacego sie o arcydzielo).

                        Pozdrawiam

                        NieMy
                    • winoman Re: degustacja Collegium Vini 15.02.05, 01:05
                      > Wynika z twojej wypowiedzi, że oceny te powinny być dokonywane przez te same
                      > osoby, w tym samym czasie. Warunek niewykonalny.

                      Tożsamość osób jest wykonalna, a czas ma to znaczenie, że jednak wszyscy
                      nabieramy doświadczenia. Nie twierdzę, że wino, któremu dziś daję 90 pt. jest
                      "równie dobre" jak wino, któremu dałbym 90 pt. dziesięć lat temu (pewnie jest
                      dużo lepsze). Przez ostatni rok miałem dość sporo okazji do spróbowania win
                      "wielkich" i teraz pewnie moje oceny będą bardziej stabilne, ale doskonale zdaję
                      sobie sprawę z własnych ograniczeń.

                      > > Żeby było jasne, nie bronię skali 100-pt., choć sam od pewnego czasu w
                      > pewnych
                      > > sytuacjach ją stosuję (dla własnych potrzeb oceniam inaczej).
                      >
                      > No i właśnie to uważam za przedziwną sytuację, co zasygnalizowałem wcześniej!
                      > Piszący o winie sami oceniają inaczej przyznając ułomność 100-tu punktowej
                      > skali a jakieś tajemnicze siły zmuszają ich do stosowania tejże.

                      To jest prostsze, niż myślisz. Skali 100pt używam przede wszystkim podczas
                      panelowych degustacji Magazynu Wino, oraz od pewnego czasu w sytuacjach, gdy mam
                      możliwośc jednoczesnej degustacji wielu win w dobrych warunkach. Wtedy w sposób
                      oczywisty mogę porównać wrażenie jakie na mnie wywierają i dać temu wyraz w
                      postaci punktów. Gdy próbuję tylko kilku win, zwłaszcza gdy są całkiem różne,
                      albo gdy warunki nie sprzyjają spokojnej, w pełni obiektywnej ocenie (na
                      przykład w piwnicy u producenta) wolę mniej precyzyjną skalę pięciopunktową,
                      choć punkty 50-100 też próbuję stawiać, by móc je później porównać z ocenami z
                      innej degustacji, w inych warunkach.

                      Mój główny zarzut wobec skali 5-punktowej dotyczy tego, że np. nie wiadomo, co
                      robić z winami które są za dobre na 3, ale czegoś im brakuje do 4. Doskonale to
                      widać w Decanterze, gdzie w tej chwili używa się dwóch skal, tradycyjnej
                      brytyjskiej 20-pt. i drugiej, pięciogwiazdkowej. Tłumaczenie jednej na drugą
                      jest takie, że wino mające 18,74 pt ma jeszcze cztery gwiazdki, a za 18,75
                      zdobywa ich już pięć.

                      Słynny Hiszpan Penin też używa skali 100-pt, ale w wersji dośc dziwnej, daje
                      oceny typu 70, 70+, 75, 75+, 80, 80+, 85, 85+, a od 90 już skala jest pełna, co
                      punkt.

                      Przewodnik Veronellego też używa dwóch skal, jedną z nich jest 100punktowa.

                      Moim zdaniem nie ma idealnego sposobu punktowania wina, ale nie widzę szansy na
                      rezygnację z tej metody prezentacji ocen. Jak inaczej można w rozsądny sposób
                      przekazać konsumentowi informację o jakości tysięcy win na rynku?

                      Pozdrawiam!

                      • Gość: docg jeszcze o skali IP: 212.160.147.* 15.02.05, 09:23
                        zdaję sobie sprawę z tego, że ta dyskusja będzie trwała, dopóki wino będzie
                        produkowane i sprzedawane. Co nie znaczy, że nie należy mieć swojego zdania na
                        ten temat.
                        Z tego co piszesz wyłania się jeden ważny aspekt - ocena stosowanych punktacji
                        pod kątem ich wpływu na sprzedaż wina. Bo nie jest problemem że, jak piszesz "w
                        Decanterze (...) wino mające 18,74 pt ma jeszcze cztery gwiazdki, a za 18,75
                        zdobywa ich już pięć". Problem może pojawić się wtedy, kiedy ta różnica zacznie
                        wpływać na konsumentów. W tym kierunku idzie też też Twoja opinia: "Mój główny
                        zarzut wobec skali 5-punktowej dotyczy tego, że np. nie wiadomo, co robić z
                        winami które są za dobre na 3, ale czegoś im brakuje do 4" - gdyby chodziło o
                        ocenę na własny użytek, dylematy zapewne byłyby mniejsze niż wtedy, kiedy
                        oceniasz ze świadomością, że decyzja może wpłynąć w jakiś sposób na decyzje
                        konsumentów.
                        Żeby sprawa nie była zbyt prosta, trzeba zauważyć też, że sposób oceny może być
                        całkiem inny, kiedy się ocenia na własny użytek i kiedy się ocenia na
                        zamówienie - w pierwszym przypadku oceny mogą być skrajnie subiektywne (jak w
                        przewodniku BB), w drugim przypadku powinny być w miarę możliwości
                        zobiektywizowane.
                        Jeśli chodzi o skalę MW, tak ostatnio krytykowaną, to tak: wina poniżej 83 pkt
                        to słabizna, na poziomie 84-85 coś zaczyna się dziać, większość win wartych
                        uwagi zawiera się w przedziale 86-89, a 90 i wyżej to top, którego jest tak
                        mało (chociaż ostatnio więcej), że można go wrzucić do jednego worka. Bardzo
                        łatwo to przełożyć na skalę 5-cio czy 6-cio gwiazdkową i należałoby to zrobić
                        tym bardziej w sytuacji, kiedy cenę wina podaje się z dokładnością do 100 zł.
                        pozdrawiam
                        • nerodavola Re: jeszcze o skali 15.02.05, 10:59
                          >Jeśli chodzi o skalę MW, tak ostatnio krytykowaną, to tak: wina poniżej 83 pkt
                          > to słabizna, na poziomie 84-85 coś zaczyna się dziać, większość win wartych
                          > uwagi zawiera się w przedziale 86-89, a 90 i wyżej to top

                          z kolei Marek Bieńczyk cały czas powtarza że wina w MW od 82 pkt to już dobre a
                          85 pkt bardzo dobre. Natomiast jak wiemy nie zawsze oceny tam podane zgadzają
                          się w pełni z zawartością danego wina (w jedną jak i w drugą stronę). W takich
                          ocenach całkowity obiektywizm jest trudny do zachowania. Każdy ma jakieś
                          preferencji do danych krajów czy wręcz szczepów.
                          • Gość: docg Re: jeszcze o skali IP: 212.160.147.* 15.02.05, 12:22
                            nerodavola napisał:
                            > z kolei Marek Bieńczyk cały czas powtarza że wina w MW od 82 pkt to już dobre

                            • nie.my Re: jeszcze o skali 15.02.05, 12:44
                              Gość portalu: docg napisał(a):

                              > nerodavola napisał:
                              > > z kolei Marek Bieńczyk cały czas powtarza że wina w MW od 82 pkt to już d
                              > obre
                              >
                              >
                              • Gość: docg dokładność IP: 212.160.147.* 15.02.05, 13:11
                                nie.my napisał:
                                > -->Nie wiem skad bierzesz ta dokladnosc do 100pln?
                                > Przedzialy cenowe w MW:
                                > * do 30pln
                                > ** 30-60pln
                                > *** 60-100pln
                                > **** 100-300pln
                                > ***** powyzej 300pln

                              • giorgio_primo Re: jeszcze o skali 15.02.05, 14:33
                                nie.my napisał:

                                > Gość portalu: docg napisał(a):
                                >
                                > > nerodavola napisał:
                                > > > z kolei Marek Bieńczyk cały czas powtarza że wina w MW od 82 pkt to
                                > już d
                                > > obre
                                > >
                                > >
                                • winoman Re: jeszcze o skali 16.02.05, 16:24

                                  > A tymczasem pomiędzy 100 a 300 jest, w każdym razie według mnie, gigantyczna
                                  > przepaść cenowa.

                                  Była dyskusja na ten temat i pewnie się to zmieni.

                                  > W końcu może nie dostają 70 butelek jednego wina do degustacji

                                  Tam chodziło o wina mające się znaleźć na liście 100 win roku.

                                  > ale może jednak coś
                                  > dostają...

                                  Maile od złych importerów :-))

                                  Pozdrawiam!
                        • Gość: Winersch Re: jeszcze o skali IP: *.chello.pl 15.02.05, 12:19
                          Brawo Deo.
                          pozdrawiam
                      • giorgio_primo Re: degustacja Collegium Vini 15.02.05, 14:15
                        winoman napisał:

                        > Tożsamość osób jest wykonalna, a czas ma to znaczenie, że jednak wszyscy
                        > nabieramy doświadczenia. Nie twierdzę, że wino, któremu dziś daję 90 pt. jest
                        > "równie dobre" jak wino, któremu dałbym 90 pt. dziesięć lat temu (pewnie jest
                        > dużo lepsze). Przez ostatni rok miałem dość sporo okazji do spróbowania win
                        > "wielkich" i teraz pewnie moje oceny będą bardziej stabilne, ale doskonale zdaj
                        > ę
                        > sobie sprawę z własnych ograniczeń.

                        Czyli w tym wypadku skala 100tu punktowa będzie wykazywać wyraźnie większ
                        różnice niż powiedzmy 5 stopniowa. Z prostej przyczyny: pojemność przedziałów w
                        tej drugiej jest na tyle duża, że zarówno bardziej doświadczony jak i mniej
                        doświadczony (ale jednak doświadczony!) z większym prawdopodobieństwem da winu
                        podobną ocenę średnią.


                        > To jest prostsze, niż myślisz. Skali 100pt używam przede wszystkim podczas
                        > panelowych degustacji Magazynu Wino, oraz od pewnego czasu w sytuacjach, gdy ma
                        > m
                        > możliwośc jednoczesnej degustacji wielu win w dobrych warunkach. Wtedy w sposó
                        > b
                        > oczywisty mogę porównać wrażenie jakie na mnie wywierają i dać temu wyraz w
                        > postaci punktów. Gdy próbuję tylko kilku win, zwłaszcza gdy są całkiem różne,
                        > albo gdy warunki nie sprzyjają spokojnej, w pełni obiektywnej ocenie (na
                        > przykład w piwnicy u producenta) wolę mniej precyzyjną skalę pięciopunktową,
                        > choć punkty 50-100 też próbuję stawiać, by móc je później porównać z ocenami z
                        > innej degustacji, w inych warunkach.

                        No więc skoro tak, to proszę niech zostanie to gdzieś jasno napisane
                        wreszczie... W jednym z numerów MW Marek Bieńczyk przypuścił dość mało finezyjny
                        i niebyt oryginalny (wręcz wtórny w porównaniu do wielu publikacji
                        zagranicznych) atak na periodyk "Wine Spectator". Pomijając pewną nieuczciwość
                        (ale to w końcu to taka, jak się na tym forum dowiedziałem, cecha felietonu),
                        przedmiotem ułańskiej szarży była głównie skala 100-tu punktowa. O ironio
                        wydrukowane zostało to w Magazynie Wino, gdzie oceniają wina osoby deklarujące
                        wprawdzie swoją niechęć do tekże skali, jednak mimo tego rozdarcia wewnętrznego
                        stosujące ją jak się okazuje z twojego wpisu już nie tylko w celu komercyjnym,
                        ale także "dla siebie". Co ciekawsze, atak na WS został przypuszczony na łamach
                        pisma kopiujcego nie tylko układ pisma, system ocen i tematykę ("buyers guide",
                        podróże, kuchnia, itp), ale nawet stylistyka "wstępniaków" naczelnego jest
                        niezwykle podobna do wywodów Pana Shankena. Złośliwe uwagi o cygarach i
                        ekskluzywnych knajpach? Też dziwne, bo portfel reklamodawców w MW wyraźnie
                        wskazuje do kogo MW bardzo chciało by trafiać - właśnie do klientów identycznych
                        jak WS. Śliczny zegareczek Parmigiani Fleurier za 70000 zł? Voila! Czy to coś
                        złego? Moim zdaniem nie. Tylko po co odgrywać wciąż niewinną panienkę i wzdragać
                        się przed prostą konstatacją:

                        1.Używamy takiej skali, bo jest ona komercyjnie bardziej skuteczna.
                        2. Czerpiemy z szablonów czasopism typu WS i Decanter, bo po co wyważać otwarte
                        drzwi.
                        3. Oceniamy wina coraz wyżej, żeby jak najmniej osób się obraziło.
                        4. Jak najwięcej ocen należy zmieścić między 80 a 90 bo to taki "sweet point":
                        czepialskiemu z forum tutejszego się jakoś to wyjaśni, że połowa niepijalnych
                        "bułgarów" łapie się w okolicach jakiegoś naprawdę niezego "supertoskana" (bo
                        ten nas już przecież nudzi!), a nie wystraszy się dostwaców wymienionych na
                        ostatniej stronie MW - czyli potencjalnych reklamodawców.

                        Czemu w Polsce wstyd mówić o tym, że ktoś po prostu chce odnieść sukces
                        komercyjny? Dlaczego trzeba wszystkim dookoła wmawiać "misję"?

                        > Mój główny zarzut wobec skali 5-punktowej dotyczy tego, że np. nie wiadomo, co
                        > robić z winami które są za dobre na 3, ale czegoś im brakuje do 4.

                        Będę złośliwy. Winomanie, Te wina trzeba wypić! Po to powstsały i z taką myślą
                        jednak częściej winiarz je robił. A jak już musisz koniecznie punktować to
                        zawsze zaniżaj albo zawyżaj, tylko wyjaśnij zasadę. Poza tym argument chybiony
                        według mnie, bo po to jest właśnie opis przy winie, żeby tam dać upust
                        wątpliwościom typu 3 czy 4?

                        > Doskonale t
                        > o
                        > widać w Decanterze, gdzie w tej chwili używa się dwóch skal, tradycyjnej
                        > brytyjskiej 20-pt. i drugiej, pięciogwiazdkowej. Tłumaczenie jednej na drugą
                        > jest takie, że wino mające 18,74 pt ma jeszcze cztery gwiazdki, a za 18,75
                        > zdobywa ich już pięć.

                        No ale to ich problem. Skoro muszą tak się męczyć, pewnie jakiś powód mają.

                        > Słynny Hiszpan Penin też używa skali 100-pt, ale w wersji dośc dziwnej, daje
                        > oceny typu 70, 70+, 75, 75+, 80, 80+, 85, 85+, a od 90 już skala jest pełna, co
                        > punkt.
                        >
                        > Przewodnik Veronellego też używa dwóch skal, jedną z nich jest 100punktowa.
                        >
                        > Moim zdaniem nie ma idealnego sposobu punktowania wina, ale nie widzę szansy na
                        > rezygnację z tej metody prezentacji ocen.

                        Dlaczego? Żaby moć robić na półkach z winem jakieś karkołomne statystyki i
                        rankingi? Żeby móc prowadzić niekończące się kłótnie o to dlaczego wino na 88
                        punktów jest lepsze od tego na 89 i "kto za tym stoi"? Nie lepiej napisać że to
                        wino na "piątkę" i dać konsumentowi szansę cieszyć się nim a nie stawiać go
                        przed "zagadką 89 punktów" - "bardzo dobre" ale już nie "outstanding"...
                        zabrakło punktu...

                        > Jak inaczej można w rozsądny sposób
                        > przekazać konsumentowi informację o jakości tysięcy win na rynku?

                        Dając im koronę, nereczkę, kieliszek, gwiazdkę, serduszko. I nie odbierając im
                        radości odkrywania zrecenzowanego wcześniej wina, poprzez wtłoczenie go w
                        przerażający świat 90-tek i setek.

                        pzdr
                        • winoman Re: degustacja Collegium Vini 15.02.05, 20:59
                          Litości!!! Sam się jednak wrobiłem w rolę adwokata diabłą (RP), Magazynu Wino i
                          wreszcie siebie samego, a pewnie i wszystkich innych skalanych użyciem skali
                          100-punktowej, więc jakoś muszę to ciągnąć.

                          Nie jestem w stanie odpowiedzieć wyczerpująco na wszystkie uwagi GP, amstiego,
                          deo, winerscha, willycoyote itp., jest ich za dużo jak na moje siły i mój czas.
                          Zresztą w kilku przypadkach musiałbym dowodzić, że nie jestem wielbłądem ...
                          Nie będę cytował Parkera, każdy zainteresowany sam może wrócić do wstępu do
                          "Przewodnika...".



                          > Czyli w tym wypadku skala 100tu punktowa będzie wykazywać wyraźnie większ
                          > różnice niż powiedzmy 5 stopniowa. Z prostej przyczyny: pojemność przedziałów w
                          > tej drugiej jest na tyle duża, że zarówno bardziej doświadczony jak i mniej
                          > doświadczony (ale jednak doświadczony!) z większym prawdopodobieństwem da winu
                          > podobną ocenę średnią.

                          To jest kwestia wyboru: czy ułatwić sobie życie zwiększając pojemność
                          przedziałów, czy jednak pozostawić sobie możliwość stwierdzenia, że wśród
                          dwudziestu degustowanych win, z których każde oceniłem jako dobre, widzę jednak
                          różnice, powodujące, że osobiście najbardziej mi odpowiadało wino A, zaraz po
                          nim było wino B, a na końcu stawki było wino Z, które choć "obiektywnie" też
                          było dobre, to jednak akurat to wino piłbym z prawdziwą przyjemnością, gdybym
                          nie miał dostępu do A, B, ..., Y.

                          > No więc skoro tak, to proszę niech zostanie to gdzieś jasno napisane
                          > wreszczie... W jednym z numerów MW Marek Bieńczyk przypuścił dość mało finezyjn
                          > y
                          > i niebyt oryginalny (wręcz wtórny w porównaniu do wielu publikacji
                          > zagranicznych) atak na periodyk "Wine Spectator". Pomijając pewną nieuczciwość
                          > (ale to w końcu to taka, jak się na tym forum dowiedziałem, cecha felietonu),
                          > przedmiotem ułańskiej szarży była głównie skala 100-tu punktowa.

                          Przeczytałem przed chwilą ten felieton jeszcze raz (nr 3/2004) i nie widzę w nim
                          tego, co TY. Rzeczywiście jest tam mowa o skali 100-pt, ale nie o skali jako
                          takiej, a o jej wykorzystaniu jako centralnej idei wokół której zorganizowane
                          jest pismo. Mam w ręku numer WS z 30.09.04, przejrzałem go jeszcze raz i
                          jeszcze bardziej podpisuję się pod tekstem Marka Bieńczyka. Z wyjątkiem tekstów
                          o kuchni, o słynnym graczu w golfa, o znanym kucharzu i wywiadu z reżyserem
                          "Bezdroży" i poza sześcioma stronami zawierającymi aktualności ze świata wina
                          wszystkie pozostałe strony poświęcone są temu, jak dobrze kupić wino, na każdej
                          z nich jest po kilkanaście nazw polecanych win wraz z parą liczb, punkty i cena.
                          Ocena win z Australii powtarza się trzy razy (nie licząc samego tekstu!):
                          tabelka na stronie 42, w "Buying guide" na stronach 102 - 104 i jeszcze raz, w
                          kolejności alfabetycznej, na stronach 118-124 (tu są też przypomniane jeszcze
                          raz wina opisywane dokładniej we wcześniejszych numerach. Tylko dwie strony,
                          felietony Laubego i Kramera są poświęcone samym winom, a nie ich sprytnemu
                          kupowaniu. Wstępniak Shankena też jest raczej o golfie, nie o winie.
                          Zarzucanie MW, że kopiuje WS jest w tej sytuacji chyba trochę nie na miejscu.

                          > 1.Używamy takiej skali, bo jest ona komercyjnie bardziej skuteczna.

                          Nie ja ją wprowadzałem, więc nie ja będę jej w tym miejscu bronił, powtórzę raz
                          jeszcze, że każda skala ma wady. Całkowity brak skali i poprzestanie na słownym
                          opisie też je ma.

                          > 2. Czerpiemy z szablonów czasopism typu WS i Decanter, bo po co wyważać
                          > otwarte drzwi.

                          Pierwsze numery miały inny układ, ten jest chyba po prostu bardziej przejrzysty
                          (i kopiuje raczej Decantera, choć tam "Buyers guide" jest w środku, nie na końcu).

                          > 3. Oceniamy wina coraz wyżej, żeby jak najmniej osób się obraziło.

                          W innych wątkach na forum widać co innego, są raczej skargi na zbyt niskie oceny.

                          > 4. Jak najwięcej ocen należy zmieścić między 80 a 90 bo to taki "sweet point":
                          > czepialskiemu z forum tutejszego się jakoś to wyjaśni, że połowa niepijalnych
                          > "bułgarów" łapie się w okolicach jakiegoś naprawdę niezego "supertoskana" (bo
                          > ten nas już przecież nudzi!), a nie wystraszy się dostwaców wymienionych na
                          > ostatniej stronie MW - czyli potencjalnych reklamodawców.

                          O którego "supertoscana" Ci chodzi? Których "Bułgarów" masz na myśli?
                          Próbowałeś ich? Poza tym podczas degustacji panelowych wina są oceniane w
                          ciemno, tożsamość wina jest ujawniana po podaniu ocen.

                          > Czemu w Polsce wstyd mówić o tym, że ktoś po prostu chce odnieść sukces
                          > komercyjny? Dlaczego trzeba wszystkim dookoła wmawiać "misję"?

                          Zapewniam Cię, że są łatwiejsze sposoby na odniesienie sukcesu komercyjnego.
                          Jest też możliwe połączenie go z "misją".

                          Teraz, dla uproszczenia dalszej ewentualnej dyskusji, odpowiem na Twoje uwagi
                          dotyczące innej mojej wypowiedzi.

                          > > Połykając wina nie pozbawiamy się żadnych dodatkowych doznań organoleptyc
                          > znych
                          > > (jeśli we właściwy sposób próbujemy wino).
                          >
                          > Pozbawiamy się. Zasadniczych elementów wina. Po pierwsze kontekstu wina wobec
                          > jedzenia i zachowaniu się cech wina wobec wypicia butelki w określonycm czasie
                          > (n.p. jedna z ważniejszych dla mnie cech wina: nudzi i nuży do końca flaszki,
                          > czy też może odkrywa przed nami coś i fascynuje). Po drugie nie każde wino
                          > wywołuje podobne reakcje alkoholu (bezpośrednio i dzień po!) - nie wiem
                          > dlaczego, ale tak jest i udawanie, że przy piciu wina działanie alkoholu na
                          > organizm jest cechą nieistotną jest hipokryzją.

                          W Decanterze z grudnia 2004 jest ciekawy artykuł Hugo Rose na temat sposobów
                          picia wina w Wielkiej Brytanii. Otóż ocenia się, że już połowa wina
                          sprzedawanego w WB wypijana jest "na stojąco", w barach i podczas przyjęć. Co
                          więcej, wzrost spożycia wina w ciągu ostatnich 20 lat był spowodowany jedynie
                          przez takie picie wina, spożycie tradycyjne, w restauracjach czy w domach do
                          posiłków nie zmieniło się. Nie widzę powodów, dla których w Polsce miałoby być
                          istotnie inaczej.

                          Mało kto pije wino sam, na ogół więcej osób bierze udział w opróżnianiu butelki,
                          poza tym w tekście jest miejsce na uwagę, że wino chce się pić. Nie trzeba
                          łykać, by to sprawdzić. A co do wpływu alkoholu, nie sugerujesz chyba, że
                          recenzent powinien wypić butelkę, a potem opisać jakośc kaca? Zresztą chyba
                          mało kto wypija aż tyle wina jednorazowo, żeby mieć istotne problemy z nadmiarem
                          alkoholu, oczywiście poza prowadzeniem samochodu i obsługiwaniem niebezpiecznych
                          maszyn :-)

                          Jeśli chodzi o brak opisów win ocenionych na mniej, niż 84 punkty, to zgadzam
                          się z tym, że taki opis powinien się znależć, ale po pierwsze wymagałoby to albo
                          zwiększenia objętości MW, albo zmiany proporcji tresci.

                          Decanter też nie opisuje wszystkich ocenianych win.

                          Na razie tyle, nie wiem, czy software całość puści, zresztą muszę się czegoś
                          napić ...

                          Pozdrawiam!
                          • Gość: willycoyote dla nerodavola IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.05, 13:28
                            Pisalesz "Cięzko nam będzie znaleźć wino za 88 pkt w cenie do 50 pln. A jednak
                            te wina chyba tworzą gro polskiego rynku konsumpcji". To prawda w Polsce,
                            poniewaz ten rynek wszystkie wina importuje. W krajach winiarskich mozna nawet
                            znalezc wina od 90 do 100 punktow, ktore nie kosztuja duzo. Tam ludzie w week-
                            endzie spendzaja czas u producentow, w agriturismie, nie raz okazala mi sie
                            niespodzianka. W Polsce wszystkie wina z importu obecnie sa sprzedane wg opinii
                            fachowca oraz wg skali 100-punktowej jakiegos opiniodawcy, pewnie nie mozna
                            znalezc wyjatkowa butelke za 50 PLN... i normalnie cena idzie w parze z skala...
                          • giorgio_primo Re: degustacja Collegium Vini 16.02.05, 14:22
                            winoman napisał:

                            > Litości!!! Sam się jednak wrobiłem w rolę adwokata diabłą (RP), Magazynu Wino
                            > i
                            > wreszcie siebie samego, a pewnie i wszystkich innych skalanych użyciem skali
                            > 100-punktowej, więc jakoś muszę to ciągnąć.

                            Jak się dałeś "wkręcić" to teraz masz! ;-)

                            (...)

                            > To jest kwestia wyboru: czy ułatwić sobie życie zwiększając pojemność
                            > przedziałów, czy jednak pozostawić sobie możliwość stwierdzenia, że wśród
                            > dwudziestu degustowanych win, z których każde oceniłem jako dobre, widzę jednak
                            > różnice, powodujące, że osobiście najbardziej mi odpowiadało wino A, zaraz po
                            > nim było wino B, a na końcu stawki było wino Z, które choć "obiektywnie" też
                            > było dobre, to jednak akurat to wino piłbym z prawdziwą przyjemnością, gdybym
                            > nie miał dostępu do A, B, ..., Y.

                            zapytam raz jeszcze: dlaczego nie dać szansy konsumentowi i swoje odczucia
                            zawrzeć w opisie będącym z natury komentarzem osobistym, zaś w "gołych" punktach
                            (odbieranych z powodów oczywistych odbieranych bardziej "obiektywnie) nie
                            narzucać tak skrajnie swoich preferencji? Dobry degustator jest chyba w stanie
                            stanąć na wysokości zadania i mimo tego że jakieś wino mu "nie leży"
                            zaszeregować je do kategorii jakościowej? Jeśli nie jest, to tym bardziej jego
                            88 czy 90 jest kompletnie bezwartościowe.

                            (...)

                            > Przeczytałem przed chwilą ten felieton jeszcze raz (nr 3/2004) i nie widzę w ni
                            > m
                            > tego, co TY. Rzeczywiście jest tam mowa o skali 100-pt, ale nie o skali jako
                            > takiej, a o jej wykorzystaniu jako centralnej idei wokół której zorganizowane
                            > jest pismo.

                            To jest chyba kwestia sposobu czytania. Ja w tym krótkim tekście widzę
                            wielokrotnie wyróżnione kursywą i wyszydzaną sentencję "on 100-point Wine
                            Spectator scale", czy jakoś tak. Nie raz, nie dwa, ale więcej. Zresztą wokół
                            czego ma być zorganizowane pismo które służy amerykanom do wybierania wina w
                            sklepie?

                            > Mam w ręku numer WS z 30.09.04, przejrzałem go jeszcze raz i
                            > jeszcze bardziej podpisuję się pod tekstem Marka Bieńczyka. Z wyjątkiem tekstó
                            > w
                            > o kuchni, o słynnym graczu w golfa, o znanym kucharzu i wywiadu z reżyserem
                            > "Bezdroży" i poza sześcioma stronami zawierającymi aktualności ze świata wina
                            > wszystkie pozostałe strony poświęcone są temu, jak dobrze kupić wino, na każdej
                            > z nich jest po kilkanaście nazw polecanych win wraz z parą liczb, punkty i
                            > cena

                            Po raz kolejny napiszę, że mam WS do zarzucenia bardzo dużo, ale pisanie w ten
                            sposób jest po prostu nieuczciwe. Artykuły są różne. Choćby o wpływie składu
                            mineralnego gleby na wino czy metodach "wspomaganej" koncentracji moszczu (z
                            pamięci piszę, bo leżą gazetkiw domu). Zresztą wymieć można by dużo, ale po co
                            skoro ktoś tego nie widzi i nie chce widzieć. Nikt nie zauważa chyba też
                            naprawdę solidnie zrobionego serwisu aktualności dopasowanego do potrzeb rynku i
                            konsumenta. Rocznie numerów jest 17 więc gdzyby zrobić z nich 6 okazało by się
                            że całkiem sporo się uzbiera spraw nie tylko "buyers guide". Ale "trendy" jest
                            pluć na WS, używając niestety akurat nie tych argumentów które według mnie
                            powodują, że WS jest "be". A jest "be" bo ma zbyt duży wpływ na rynek wina tak
                            samo jak i RPjr.

                            > Ocena win z Australii powtarza się trzy razy (nie licząc samego tekstu!):
                            > tabelka na stronie 42, w "Buying guide" na stronach 102 - 104 i jeszcze raz, w
                            > kolejności alfabetycznej, na stronach 118-124 (tu są też przypomniane jeszcze
                            > raz wina opisywane dokładniej we wcześniejszych numerach.

                            Prawda. Tylko co wtym takiego strasznego. Widać po nakadzie pisma, że tego
                            właśnie jego czytelnik oczekuje. Trzeba się chyba wreszczie wyleczyć z
                            przekonania, że to jest pismo chociaby dla uczestników tego forum i im podobnym.

                            > Tylko dwie strony,
                            > felietony Laubego i Kramera są poświęcone samym winom, a nie ich sprytnemu
                            > kupowaniu. Wstępniak Shankena też jest raczej o golfie, nie o winie.
                            > Zarzucanie MW, że kopiuje WS jest w tej sytuacji chyba trochę nie na miejscu.

                            Pomysł jest podobny, ale przecież to nie jest zarzut! To dobrze, że ktoś chce
                            robić komercyjne pismo o winie. Tyle że rynek jest inny i zamiast golfistów mamy
                            byłych rzeczników Rządu RP w stylu Pana Tobera i im podobnych. Mniej u nas
                            golfistów, mniej chrytatywnych aukcji starych roczników, mniej blichtru puki co.
                            Wszystko jednak przed nami.

                            (...)
                            > Nie ja ją wprowadzałem, więc nie ja będę jej w tym miejscu bronił, powtórzę
                            > raz jeszcze, że każda skala ma wady. Całkowity brak skali i poprzestanie na
                            > słownym opisie też je ma.

                            Nadal nie wiem czemu akurat ta 100-tu punktowa, skoro większość piszących w MW
                            podobno jej nie szanuje.

                            (...)
                            > Pierwsze numery miały inny układ, ten jest chyba po prostu bardziej
                            > przejrzysty (i kopiuje raczej Decantera, choć tam "Buyers guide" jest w
                            > środku, nie na końcu).

                            No wreszcie ktoś przyznał że coś kopiuje! Mniejsza z tym co konkretnie. Coś co
                            działa i osiągnęło sukces rynkowy. W tym wypadku to moim zdaniem dobrze.

                            (...)
                            > W innych wątkach na forum widać co innego, są raczej skargi na zbyt niskie
                            > oceny.

                            Za niskie przy winach dobrych i bardzo dobrych i za wysokie przy słabych,
                            których jest stosunkowo dużo na rynku.

                            > O którego "supertoscana" Ci chodzi? Których "Bułgarów" masz na myśli?
                            > Próbowałeś ich? Poza tym podczas degustacji panelowych wina są oceniane w
                            > ciemno, tożsamość wina jest ujawniana po podaniu ocen.

                            Dyskusja się zaczęła w tym wątku o Blueridge, którego CV oceniło na ok 89
                            punktów (drugie miejsca po przecinku nie są chyba tak istotne w skali 100-tu
                            punktowej, jak mniemam). To właśnie mnie skłoniło do podjęcia ponownie dyskusji
                            nad bezsensem tej skali jako pomocy dla polskiego konsumenta. Otóż MW na tyle
                            chyba właśnie punktów oceniło Serrata di Belguardo 2001. Oczywiście inny panel,
                            inny czas, inne coś tam jescze. Znam oba wina. To nie jest różnica klasy, to
                            jest przepaść dzieląca te wina. Więc wychodzi na to, że w tym naszym raczkującym
                            w kwestii winiarskiej kraju, początkujący winopijca już musi zacząć pamiętać i
                            uważać na co najmniej kilka wersji skali 100-tu punktowej. "On Magazyn Wino 100
                            point scale", "On Collegium Vini 100 point scale", "On Rynki Alkoholowe 100
                            point scale", "On Robert Parker Jr 100 point scale" i "On Wine Spectator 100
                            point scale" (te dwie ostatnie oczywiście z powodu nagminnego wspierania się
                            nimi przez importerów). To chyba nie ułatwia niczego i nikomu. Powoduje konfuzję
                            zupełną.

                            > Zapewniam Cię, że są łatwiejsze sposoby na odniesienie sukcesu komercyjnego.
                            > Jest też możliwe połączenie go z "misją".

                            Może i są, ale co to ma do rzeczy? Jeśli misję da się włączyć w MW, to nich
                            przestanie on MacDonaldyzować wino za pomocą potworka w postaci tej 100
                            punktowej skali, który atakuje na swoich łamach (sic!). Niech przestanie mącić w
                            głowie polskim adeptom na miłośników wina i nie robi z nich kolejnych miłośników
                            rankingów.

                            (...)
                            > W Decanterze z grudnia 2004 jest ciekawy artykuł Hugo Rose na temat sposobów
                            > picia wina w Wielkiej Brytanii. Otóż ocenia się, że już połowa wina
                            > sprzedawanego w WB wypijana jest "na stojąco", w barach i podczas przyjęć.

                            Czy tam jest napisane, że "na stojąco" i "podczas przyjęć" nie można przegryźć
                            czegoś??? Powiem więcej, "przyjęcie" raczej kojarzy mi się z jedzeniem właśnie.
                            Zresztą mniejsza z tym, istotniejsze jest to czy oni tam te wina piją, czy też
                            może nimi plują (jakaś nowa świecka tradycja rodem z wysp brytyjskich?)? Bo
                            jeśli nie plują, to mam silne przekonanie graniczące z pewnością, że piją je
                            głównie z powodu zawartości alkoholu i tego jak działa na organizm. Pewni przy
                            okazji coś im bardziej smakuje, a coś mniej.

                            > Co
                            > więcej, wzrost spożycia wina w ciągu ostatnich 20 lat był spowodowany jedynie
                            > przez takie p
                            • giorgio_primo c.d. 16.02.05, 14:24
                              (...)
                              > W Decanterze z grudnia 2004 jest ciekawy artykuł Hugo Rose na temat sposobów
                              > picia wina w Wielkiej Brytanii. Otóż ocenia się, że już połowa wina
                              > sprzedawanego w WB wypijana jest "na stojąco", w barach i podczas przyjęć.

                              Czy tam jest napisane, że "na stojąco" i "podczas przyjęć" nie można przegryźć
                              czegoś??? Powiem więcej, "przyjęcie" raczej kojarzy mi się z jedzeniem właśnie.
                              Zresztą mniejsza z tym, istotniejsze jest to czy oni tam te wina piją, czy też
                              może nimi plują (jakaś nowa świecka tradycja rodem z wysp brytyjskich?)? Bo
                              jeśli nie plują, to mam silne przekonanie graniczące z pewnością, że piją je
                              głównie z powodu zawartości alkoholu i tego jak działa na organizm. Pewni przy
                              okazji coś im bardziej smakuje, a coś mniej.

                              > Co
                              > więcej, wzrost spożycia wina w ciągu ostatnich 20 lat był spowodowany jedynie
                              > przez takie picie wina, spożycie tradycyjne, w restauracjach czy w domach do
                              > posiłków nie zmieniło się.

                              Przez jakie "takie picie"? Czyli jakie? Bez wchłaniania alkoholu do organizmu???
                              W restauracji i w domu "kopie", a w "barze, na stojąco i na przyjęciach" to nie?

                              > Nie widzę powodów, dla których w Polsce miałoby być
                              > istotnie inaczej.

                              Nie widzę związku z oceną wina ze spluwaniem. A puki co w Polsce jest inaczej i
                              oby się zmieniło.

                              > Mało kto pije wino sam, na ogół więcej osób bierze udział w opróżnianiu
                              > butelki
                              > poza tym w tekście jest miejsce na uwagę, że wino chce się pić. Nie trzeba
                              > łykać, by to sprawdzić.

                              No więc według mnie jedyna metoda rzeczywistej oceny wina jest właśnie taka:
                              wypić całą butelkę w sprzyjających warunkach, z przyjaciółmi i zobaczyć co
                              zaprezentuje wino jako całóść. Kiedy jestem zmuszony pluć z powodów zawodowych,
                              unikam ocen coraz bardziej, bo wiem jak bardzo jest to krzywdzące dla całej
                              masy fantastycznych win. Dopuki wino będzie mi sprwaiło radość, nie dopuszczę,
                              żeby zaczęło funkcjonować dla mnie jako punkty po spluciu setki win dziennie.

                              > A co do wpływu alkoholu, nie sugerujesz chyba, że
                              > recenzent powinien wypić butelkę, a potem opisać jakośc kaca?

                              Kaca po jednej butelce??? Co to za recenzet... ;-) Nie o to chodzi, ale wśród
                              ocenianych w prasie win, stanowczo zbyt wiele to wina znane wyłącznie z plutych
                              degustacji.

                              > Zresztą chyba
                              > mało kto wypija aż tyle wina jednorazowo, żeby mieć istotne problemy z
                              > nadmiarem alkoholu, oczywiście poza prowadzeniem samochodu i obsługiwaniem
                              > niebezpiecznych maszyn :-)

                              Tu widzisz, wychodzi na jaw twój brak kontaktu z konsumentem wina. Nawet nie
                              wyobrażasz sobie jak bardzo się mylisz. I ujawnię "w tajemnicy", że służą w tych
                              niecnych celach często te zacniejsze flaszki, czasami właśnie wybierane z powodu
                              mniej kłopotliwego "day after".

                              > Jeśli chodzi o brak opisów win ocenionych na mniej, niż 84 punkty, to zgadzam
                              > się z tym, że taki opis powinien się znależć, ale po pierwsze wymagałoby to
                              > albo zwiększenia objętości MW, albo zmiany proporcji tresci.

                              Myslę, że po wielu "stałych punktach" niewiele osób by zapłakało. Wstępniaki
                              chyba niewiele wnoszą, ale może są niezbędne. Makłowicz też niewiele ma do
                              powiedzenia (no może ewentualnie wyjaśni Markowi Bieńczykowi co to takiego
                              tamaryszek jeśli z WS jeszcze nie wie, ale w końcu nie muszą tego czytać wszyscy
                              czytelnicy). Te recenzje resturacji w wykonaniu jakiejś pani (nie wiem czy są
                              teraz nadal) były zupełnie wstrząsające. W końcu właśnie te elementy wytykał
                              jako niewybaczalne błędy w WS Marek Bieńczyk w felietoniku wspomnianym!

                              > Decanter też nie opisuje wszystkich ocenianych win.

                              WS też. Myślę, że z powodów komercyjnych a nie braku miejsca. Zresztą to
                              argument niegodny Ciebie... ;-) Przypomina mi tłumaczenie serwowane
                              policjantowi, który usiłuje nam wlepić mandat za parkowanie w miejscu zakazanym:
                              "Ależ proszę Pana! Wszyscy tu parkują!". ...no i niechże Magazyn Wino w tej
                              kwestii także się wyróżni!

                              pzdr
                              GP
                              • Gość: willycoyote wino, transport, przechowywanie i ocena IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.05, 15:32
                                Ocena punktowa...
                                Opowiadam cos. Degustowalem przez 8 lat niektore wina sardynskie w miejscu, tam
                                mieszkalem. Te same wina, kupione w Mediolanie, np rozowe i biale, ocenilem 10
                                punktow mniej. Czerwone okolo 5 punktow mniej. Trzeba wrocic uwage tez na to.
                                Wino nie lubi jezdzic...
                                Jezeli ktos degustuje wina w miejscu i potem wraca do Polski, kupi te same wina
                                w sklepie i degustuje je jeszcze raz, chyba bedzie mial ten sam problem.
                                Transport ma wplyw na roznice punktow miedzy skalami. Oceniono te wina w
                                miejscu 95 a w Polsce oceniliby 85... to sie zdarza zawsze. To samo pojawia sie
                                kiedy degustowano wina z beczki w kantynie i potem te same wina w butelkach w
                                restauracjach 3.000 km dalej. Warunki transportu i przechowywania win w
                                magazynach importerow maja wielki wplyw. North Coast importuje wina wylacznie w
                                ciezarowkach termoizolowane z temperatura kontrolowana, to kosztuje 1.500 eur
                                wiecej niz normalna ciezarowka, ale stosuja to poniewaz juz mieli
                                doswiadczenie. Magazyn tez jest ocieplony (ale nie jest kantyna z temperatura
                                ok. 12 i wilgoc ok. 75%) i to tez kosztuje. Niektore superwina transportowane
                                do Polski teraz, z temperatura zimowa, pewnie cierpia. To samo w lipcu,
                                temperatura letnia. Sprawa jest powazna, poniewaz wszyscy fachowcy wiedza, ze
                                to prawda. Przecietny klient nie wie o tym. Ale my wiemy. Ocena moze byc
                                naprawde dobra, np 95, potem klient idzie do sklepu, kupi to wino za 200 PLN i
                                mysli... ze tylko jakis wariat dal 95 punktow, bo dla niego juz 85 to za duzo.
                                Parker, Sukling, Veronelli, mozna ich krytykowac za te 95 punktow, ale
                                degustowali przez lata te wina, znaja winiarzy... a ciezarowka i magazyn
                                zepsuly wszystko, ich skala nie jest sprawiedliwa bo rzeczywistosc jest inna!
                              • winoman Re: c.d. 16.02.05, 16:13
                                > > W Decanterze z grudnia 2004 jest ciekawy artykuł Hugo Rose na temat sposo
                                > bów
                                > > picia wina w Wielkiej Brytanii. Otóż ocenia się, że już połowa wina
                                > > sprzedawanego w WB wypijana jest "na stojąco", w barach i podczas przyjęć
                                > .
                                >
                                > Czy tam jest napisane, że "na stojąco" i "podczas przyjęć" nie można przegryźć
                                > czegoś??? Powiem więcej, "przyjęcie" raczej kojarzy mi się z jedzeniem właśnie.

                                Nie, artykuł jest o tym, że już co najmniej połowa win jest w UK pita bez
                                jedzenia! A "przyjęcie" to moja jak widać nieudana próba przetłumaczenia
                                angielskiego "party", tam naprawdę się nie je. Główną tezą artykułu jest to, że
                                to właśnie w tym fragmencie rynku Europa przegrywa z Nowym Światem, bo nie
                                zauważa zmieniających się preferencji konsumentów.

                                > Zresztą mniejsza z tym, istotniejsze jest to czy oni tam te wina piją, czy też
                                > może nimi plują (jakaś nowa świecka tradycja rodem z wysp brytyjskich?)? Bo
                                > jeśli nie plują, to mam silne przekonanie graniczące z pewnością, że piją je
                                > głównie z powodu zawartości alkoholu i tego jak działa na organizm. Pewni przy
                                > okazji coś im bardziej smakuje, a coś mniej.

                                Gdyby tylko o alkohol chodziło, pewnie wystarczyłoby kilkanaście różnych
                                otwartych butelek, ale jest coraz więcej wine-barów z dużo lepszą, a też i
                                droższą ofertą.

                                A co do plucia, to widzę, że Cię nie przekonam.

                                > > Co
                                > > więcej, wzrost spożycia wina w ciągu ostatnich 20 lat był spowodowany jed
                                > ynie
                                > > przez takie picie wina, spożycie tradycyjne, w restauracjach czy w domach
                                > do
                                > > posiłków nie zmieniło się.
                                >
                                > Przez jakie "takie picie"? Czyli jakie? Bez wchłaniania alkoholu do organizmu??

                                Nie, bez jedzenia!

                                > No więc według mnie jedyna metoda rzeczywistej oceny wina jest właśnie taka:
                                > wypić całą butelkę w sprzyjających warunkach, z przyjaciółmi i zobaczyć co
                                > zaprezentuje wino jako całóść. Kiedy jestem zmuszony pluć z powodów zawodowych,
                                > unikam ocen coraz bardziej, bo wiem jak bardzo jest to krzywdzące dla całej
                                > masy fantastycznych win.

                                Gdyby świat był idealny, też bym tak robił, ale jakie widzisz wyjście w
                                sytuacji, gdy nawet na skromny polski rynek trafia koło setki, a może i więcej
                                nowych win miesięcznie, z czego spora część ląduje w redakcji MW z prośbą o
                                ocenę? Zapewniam Cię, że każdy z nas poza pluciem też pije, na przykład właśnie
                                kończę otwartą w poniedziałek o tej porze butelkę merlota 2001 Eleny Walch z
                                Górnej Adygi, do tego uczciwie przyznaję, że dziś jest lepszy niż był w
                                poniedziałek.

                                > Dopuki wino będzie mi sprwaiło radość, nie dopuszczę,
                                > żeby zaczęło funkcjonować dla mnie jako punkty po spluciu setki win dziennie.

                                Bo Twój zawód jest jednocześnie Twoją pasją, i bardzo dobrze, u mnie pasja
                                powoli staje się zawodem, ale pasją nie przestanie być na pewno (hmm, muszę
                                odebrać wyniki prób wątrobowych ...).

                                > > A co do wpływu alkoholu, nie sugerujesz chyba, że
                                > > recenzent powinien wypić butelkę, a potem opisać jakośc kaca?
                                >
                                > Kaca po jednej butelce??? Co to za recenzet... ;-) Nie o to chodzi, ale wśród
                                > ocenianych w prasie win, stanowczo zbyt wiele to wina znane wyłącznie z plutych
                                > degustacji.

                                No cóż, pisałem już o liczbie nowych win, zapewniam Cię jednak, że też pijemy i
                                to w ilościach budzących pewne obawy u naszych bliskich!

                                > Tu widzisz, wychodzi na jaw twój brak kontaktu z konsumentem wina. Nawet nie
                                > wyobrażasz sobie jak bardzo się mylisz. I ujawnię "w tajemnicy", że służą w
                                > tych niecnych celach często te zacniejsze flaszki, czasami właśnie wybierane
                                > z powodu mniej kłopotliwego "day after".

                                Więc mam do czynienia z innego rodzaju konsumentami :-))

                                Pozdrawiam!
                            • winoman Re: degustacja Collegium Vini 16.02.05, 15:40
                              > To jest chyba kwestia sposobu czytania. Ja w tym krótkim tekście widzę
                              > wielokrotnie wyróżnione kursywą i wyszydzaną sentencję "on 100-point Wine
                              > Spectator scale", czy jakoś tak. Nie raz, nie dwa, ale więcej.

                              W numerze WS który opisałem ten zwrot pojawia się w niemal każdym artykule, przy
                              każdej z licznych tabelek z ocenami, nie będę teraz dokładnie liczył liczby
                              wystąpień (sześć po szybkim przekartkowaniu), ale to rzeczywiście wygląda jak
                              jakaś mantra.

                              > Po raz kolejny napiszę, że mam WS do zarzucenia bardzo dużo, ale pisanie w ten
                              > sposób jest po prostu nieuczciwe. Artykuły są różne. Choćby o wpływie składu
                              > mineralnego gleby na wino czy metodach "wspomaganej" koncentracji moszczu (z
                              > pamięci piszę, bo leżą gazetki w domu).

                              Ja opisałem jeden numer, akurat ten miałem pod ręką. Rzeczywiście gdyby zebrać
                              je razem, dałoby się pewnie zebrać sporo ciekawych tekstów, tego nie neguję, ale
                              w stosunku do łącznej objętości pisma jest ich jednak mało. Główne obiekcje
                              Marka Bieńczyka to "...najbardziej znane na świecie pismo poświęcone winu (...)
                              zamieniło je w czysty produkt techniczny i merkantylny", "chodzi o redukcyjny
                              sposób mówienia o winie, którego WS stał się niedościgłym mistrzem i który
                              narzuca się jako model innym pismom. Keiedy rozmawiam na różnych winiarskich
                              imprezach z dziennikarzami i producentami, dowiaduję się mnóstwo ciekawych
                              rzeczy; ludzie mają tyle do powiedzenia, tyle się można od nich dowiedzieć,
                              nauczyć, toczy się tyle polemik, dyskusji. Gdzie to wszystko potem znika?
                              Dlaczego tak niewiele dostaje się na łamy pism, dlaczego wygładzają one swe
                              oblicza, wazelinują się niewinnie jak przysłowiowa pupka niemowlaka? Senior
                              editoprs z WS siedzą na stałe w Bordeaux, Burgundii czy w Piemoncie; dlaczego z
                              ich tekstów tak niewiele można wynieść?" Przepraszam za przydługi cytat, ale to
                              o to chodziło Markowi Bieńczykowi w tekście, nie o prymitywne przywalenie. W
                              każdym razie ja (i mam wrażenie nie tylko ja) w taki sposób ten tekst odebrałem.

                              Przyznałeś się sam, że nie wiesz, jak teraz wygląda MW, zapewniam Cię, że nie ma
                              tam już tekstów "tej pani" od restauracji, nie ma pana Tobera, dodam jeszcze, że
                              nie widzę szansy na to by jakiś Merlot z serii Blueridge mógł w najbliższym
                              czasie dostać podczas degystacji panelowej 89 punktów. W ostatnim numerze
                              (uwaga, SPAM) jest kilka stron wiadomości ze świata (mam nadzieję, że ciekawych,
                              nie tylko dlatego, że sam dwie napisałem), jest relacja z konkursu w Torgiano,
                              jest artykuł o degustacji dostępnych w Polsce zinfandeli, opis prac ostatnich
                              noblistów dotyczących działania zmysłu węchy, są morawskie winne dożynki, jest
                              krótkie podsumowanie pogody w roku 2004 w najważniejszych regionach, omówienie
                              albumu fotografii wydanego przez Maurizio Zanellę, jest rozmowa z dyrektorem
                              Chateau Cantemerle, jest wreszcie kilka artykułów o Roussillon. Jest artykuł o
                              problemach stojących przed winiarstwem Portugalii, jest coś o mocniejszych
                              trunkach z Portugalii, jest tekst Michele Shah o Sycylii, jest tekst o Austrii,
                              jest o Lombardii, jest mój skromny tekst o La Manchy, jest tekst o Korsyce, są
                              propozycje dla narciarzy, jest tekst o Chateau Mouton-Rotschild, jest tekst o
                              zdrowotnych walorach czeronego wina, jest coś o roli zakonów w historii wina,
                              jest tekst o winach słodkich przy stole, jest przepis na ziemniaki z mulami (po
                              katalońsku), jest krótka rozmowa z Gyorgy Lorinczem, jest wreszcie 12-stronicowy
                              przewodnik kupującego. Spis treści chyba niezły, treść, moim zdaniem, też na
                              odpowiednim poziomie.

                              Cdn.

                              Pozdrawiam!
                              • willycoyote ocena degustatorow polskich 16.02.05, 15:56
                                www.enotime.it jest magazynem wloskim i zdecydowalo publikowac co 14 dni ocen
                                win zagranicznych przez polskich autorow: Marek Bienczyk, Wojciech Bonkowski,
                                Andrzej Daszkiewicz, Tomasz Prange-Barczynski, Dariusz Sajdok, Piotr Kamecki,
                                mam nadzieje ze beda tez Krzysztof Dobrylko i Slawomir Chrzczonowicz lub Wiktor
                                Bruszewski. We Wloszech mamy wielki szacunek dla Polakow (nie tylko
                                Wojtyla...), wynika od ich powaznosci i to widac tez w tej dyskusji...
                                Kiedy zdecydujecie byc dumni o polsczysne?
                              • giorgio_primo Re: degustacja Collegium Vini 16.02.05, 17:19
                                winoman napisał:

                                > W numerze WS który opisałem ten zwrot pojawia się w niemal każdym artykule, prz
                                > y
                                > każdej z licznych tabelek z ocenami, nie będę teraz dokładnie liczył liczby
                                > wystąpień (sześć po szybkim przekartkowaniu), ale to rzeczywiście wygląda jak
                                > jakaś mantra.

                                No ale sam równocześnie potwierdzasz, że skale są tak różne że trzeba zaznaczać
                                jaka to skala 100-tu punktowa! ...więc zaznaczają! ;-)

                                > > Po raz kolejny napiszę, że mam WS do zarzucenia bardzo dużo, ale pisanie
                                > w ten
                                > > sposób jest po prostu nieuczciwe. Artykuły są różne. Choćby o wpływie skł
                                > adu
                                > > mineralnego gleby na wino czy metodach "wspomaganej" koncentracji moszczu
                                > (z
                                > > pamięci piszę, bo leżą gazetki w domu).
                                >
                                > Ja opisałem jeden numer, akurat ten miałem pod ręką. Rzeczywiście gdyby zebrać
                                > je razem, dałoby się pewnie zebrać sporo ciekawych tekstów, tego nie neguję, al
                                > e
                                > w stosunku do łącznej objętości pisma jest ich jednak mało. Główne obiekcje
                                > Marka Bieńczyka to "...najbardziej znane na świecie pismo poświęcone winu (...)
                                > zamieniło je w czysty produkt techniczny i merkantylny", "chodzi o redukcyjny
                                > sposób mówienia o winie, którego WS stał się niedościgłym mistrzem i który
                                > narzuca się jako model innym pismom.

                                Zgadzam się. Pytanie dlaczego tak się dzieje i co roku WS podnosi nakład.

                                > Keiedy rozmawiam na różnych winiarskich
                                > imprezach z dziennikarzami i producentami, dowiaduję się mnóstwo ciekawych
                                > rzeczy; ludzie mają tyle do powiedzenia, tyle się można od nich dowiedzieć,
                                > nauczyć, toczy się tyle polemik, dyskusji. Gdzie to wszystko potem znika?
                                > Dlaczego tak niewiele dostaje się na łamy pism, dlaczego wygładzają one swe
                                > oblicza, wazelinują się niewinnie jak przysłowiowa pupka niemowlaka? Senior
                                > editoprs z WS siedzą na stałe w Bordeaux, Burgundii czy w Piemoncie; dlaczego z
                                > ich tekstów tak niewiele można wynieść?" Przepraszam za przydługi cytat, ale t
                                > o
                                > o to chodziło Markowi Bieńczykowi w tekście, nie o prymitywne przywalenie. W
                                > każdym razie ja (i mam wrażenie nie tylko ja) w taki sposób ten tekst odebrałem.

                                Wszystko cacy, tyle że to ile można się ciekwaych rzeczy dowiedzieć jeśli się
                                chce i ma możliwości to ja doskonale wiem. Widać jednak gro odbiorców tego po
                                prostu nie chce!!! Co ja też wiem, bo widzę na codzień, a WS nie jest niszowym
                                fanzinem dla grupki zapaleńców drukowanym na powielaczu. Atak uważam za
                                chybiony, bo skierowany jest w tą część zawartości WS której oczekują jego
                                czytelnicy oraz właśnie ci konsumenci wina którzy dla globalnego rynku są
                                istotni. Niestety dla naszego lokalnego też są istotniejsi, bo jedyne zakupy
                                wina poczynione u mnie w wyniku jakiejkolwiek punktacji były z użyciem RPjr lub
                                WS a nie według MW. Według mnie to fatalnie, ale po co żyć w szklanym kloszu i
                                nie zauważać tego?

                                > Przyznałeś się sam, że nie wiesz, jak teraz wygląda MW,

                                Bez przesady, może się nie wgłębiam ale coś tam wiem...

                                > zapewniam Cię, że nie m
                                > a
                                > tam już tekstów "tej pani" od restauracji, nie ma pana Tobera, dodam jeszcze, ż
                                > e
                                > nie widzę szansy na to by jakiś Merlot z serii Blueridge mógł w najbliższym
                                > czasie dostać podczas degystacji panelowej 89 punktów.

                                To dobrze, ale dyskusja nie zaczęła się od samego MW, tylko od ułomności skali
                                używanej tam do oceny. To jest problem, do którego moim zdaniem MW niepotrzebnie
                                się dokłada. To że w MW nie dostanie nie znaczy, że jakieś inne "ciało"
                                oceniające nie da mu tyle. Powodując zamęt. Gdyby MW dawał swoje unikatowe
                                "wątróbki" problem by znikł w dużej częsci.

                                > W ostatnim numerze
                                > (uwaga, SPAM) jest kilka stron wiadomości ze świata (mam nadzieję, że ciekawych
                                > ,
                                > nie tylko dlatego, że sam dwie napisałem), jest relacja z konkursu w Torgiano,
                                > jest artykuł o degustacji dostępnych w Polsce zinfandeli, opis prac ostatnich
                                > noblistów dotyczących działania zmysłu węchy, są morawskie winne dożynki, jest
                                > krótkie podsumowanie pogody w roku 2004 w najważniejszych regionach
                                > omówienie
                                > albumu fotografii wydanego przez Maurizio Zanellę, jest rozmowa z dyrektorem
                                > Chateau Cantemerle, jest wreszcie kilka artykułów o Roussillon. Jest artykuł o
                                > problemach stojących przed winiarstwem Portugalii, jest coś o mocniejszych
                                > trunkach z Portugalii, jest tekst Michele Shah o Sycylii, jest tekst o Austrii,
                                > jest o Lombardii, jest mój skromny tekst o La Manchy, jest tekst o Korsyce, są
                                > propozycje dla narciarzy, jest tekst o Chateau Mouton-Rotschild, jest tekst o
                                > zdrowotnych walorach czeronego wina, jest coś o roli zakonów w historii wina,
                                > jest tekst o winach słodkich przy stole, jest przepis na ziemniaki z mulami (po
                                > katalońsku), jest krótka rozmowa z Gyorgy Lorinczem, jest wreszcie 12-stronicow
                                > y
                                > przewodnik kupującego. Spis treści chyba niezły, treść, moim zdaniem, też na
                                > odpowiednim poziomie.

                                Zgadzam się, że bardzo fajnie i pewnie poziom OK! W czym jednak lepiej od WS, że
                                wspomniany felieton MB ma rację bytu w MW? To że zamiast golfa są narty? Że
                                także jest omówiony rocznik ostani na świecie (co roku w WS jest, ale
                                wcześniej)? Że nobliści są od węchu (też już było w WS chyba)? Że jest o
                                zdrowotnych walorach wina (pomijając stały dzialik o tym w WS, duży artykuł
                                ostatnio był)? Że są wywiady (jakby mało ich było w WS)? O resztę nie pytam, bo
                                o Korsyce, Sycylii, czy Langwedocji i innych miejscach jest tam coś co chwilę -
                                raz o winie, raz o knajpach, raz o przepisie na jakieś danie. A że jest inaczej
                                pisane to jasne, bo odbiorca jest inny. Nie piszą i nie wydają tego dla nas.

                                Czy przypadkiem w przepisie na ziemniaki z mulami nie ma tamaryszku?

                                pzdr ;-)
                                • winoman Re: degustacja Collegium Vini 16.02.05, 18:12

                                  > To dobrze, ale dyskusja nie zaczęła się od samego MW, tylko od ułomności skali
                                  > używanej tam do oceny.

                                  Przepraszam, ale tak naprawdę gorąca polemika zaczęła się od Twojego zdania:

                                  "To kolejny (przodownikiem jest tu MW), ewidentny dowód na kompletną
                                  nieumiejętność stosowanie skali 100-tu punktowej. Ta skala jest sama w sobie
                                  karykaturą pisania o winie i jego oceniania, ale jeśli dodatkowo stosuje ją się
                                  z taką nonszalancją, staje się to wręcz komiczne lub budzi poważne podejrzenia
                                  co do obiektywności oceniających."


                                  > Zgadzam się, że bardzo fajnie i pewnie poziom OK! W czym jednak lepiej od WS, ż
                                  > e
                                  > wspomniany felieton MB ma rację bytu w MW? To że zamiast golfa są narty?

                                  Dokładniej, są propozycje na jakie wina zwrócić uwagę po nartach. Krótko,
                                  zwięźle, z sensem.

                                  > Czy przypadkiem w przepisie na ziemniaki z mulami nie ma tamaryszku?

                                  Niestety nie :-))

                                  Pozdrawiam!
                                  • giorgio_primo Re: degustacja Collegium Vini 16.02.05, 18:38
                                    winoman napisał:

                                    >
                                    > > To dobrze, ale dyskusja nie zaczęła się od samego MW, tylko od ułomności
                                    > skali
                                    > > używanej tam do oceny.
                                    >
                                    > Przepraszam, ale tak naprawdę gorąca polemika zaczęła się od Twojego zdania:
                                    >
                                    > "To kolejny (przodownikiem jest tu MW), ewidentny dowód na kompletną
                                    > nieumiejętność stosowanie skali 100-tu punktowej. Ta skala jest sama w sobie
                                    > karykaturą pisania o winie i jego oceniania, ale jeśli dodatkowo stosuje ją się
                                    > z taką nonszalancją, staje się to wręcz komiczne lub budzi poważne podejrzenia
                                    > co do obiektywności oceniających."

                                    Oczywiście, choć jak widać chodziło mi przecież o ocenę tych Blueridge z linku
                                    umieszczonego przez WllieCoyot! Podtrzymuję twierdzenie o przodownictwie MW. Nie
                                    ma w Polsce innego miejsca gdzie jest taka ilość win ocenianych we wspomnianej
                                    skali i o takim "zasięgu rażenia"!!! To w sposób nie budzący wątpliwości stawia
                                    MW w roli krajowego przodownika w "parkeryzacji" wina w mediach.

                                    pzdr
                              • pawelpp Re: degustacja Collegium Vini 17.02.05, 00:36
                                >zapewniam Cię, że nie ma
                                >tam już tekstów "tej pani" od restauracji, nie ma pana Tobera

                                Powiedzcie mi, co pan Tober robił w Magazynie Wino, bo nie mam tego numeru, a
                                ciekaw jestem niebywale?
                                • Gość: docg Re: degustacja Collegium Vini IP: 212.160.147.* 17.02.05, 09:03
                                  pawelpp napisał:
                                  > Powiedzcie mi, co pan Tober robił w Magazynie Wino...

    Inne wątki na temat:

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka