Forum Kuchnia Wino
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Wiórki i inne tego typu ulepszacze

    04.04.07, 01:08
    Wątek już w sumie rozpoczął rurale ale ukryty w wątku o bordeaux
    www.decanter.com/news/113379.html

    Po krótkich poszukiwaniach dodatkowo jeszcze to:
    www.beveragedaily.com/news/ng.asp?n=71524-french-wine-wood-chips-wine
    W sumie abstrahując od pomysłów typu torebki do wina zamiast z herbatą z
    wiórkami, żeby wino naciągnęło przed kolacją ;) temat nie jest wesoły.
    Z tego powodu ciekawy jestem czy znacie wino ulepszane w ten sposób, które
    można kupić i spróbować w Polsce. Albo ktoś z Was próbował takie cudo ?
    Obserwuj wątek
      • docg Re: Wiórki i inne tego typu ulepszacze 04.04.07, 08:24
        jeszcze się nie spotkałem z tym, żeby któryś producent oficjalnie przyznał się
        do stosowania "wiórów". Tych praktyk można się jedynie domyślać. Porządna nowa
        dębowa beczka (barrique) kosztuje kilkaset euro i mieści równowartość 300
        butelek wina, więc koszty "nowego dębu" pochodzącego z beczki to co najmniej 2
        euro na butelce. Jeśli wino ma ewidentny zapach dębowy, tzn. wanilia, masło,
        kokos, grzanka i kosztuje w detalu 5 euro albo 7 dolarów to jest wysoce
        prawdopodobne, że tam był stosowany "dąb w torebkach". Dodatkowym wskaźnikiem
        może być stosowane w opisie wina (np. na kontretykiecie) ogólne określenie "new
        oak", podczas gdy w przypadku użycia beczek będzie to wprost: "barrels"
        albo "barriques".
        "Wióry" dla mnie osobiście nie są niczym zdrożnym. Proces produkcji niech
        pozostanie tajemnicą producenta, konsumenta powinien obchodzić efekt końcowy. I
        tak nie wiemy, co naprawdę dzieje się z winem podczas produkcji. Pisał o tym
        kiedyś Marek Bieńczyk, który zobaczył winiarskie laboratorium i był zszokowany
        ilością różnych substancji, których można dodać do wina w celu jego ulepszenia.

        W cytowanym artykule znalazło się zdanie:
        "Critics, however, argue oak chips con the consumer by making the wine appear
        to be older or of higher quality than it really is."

        co przypomina mi słynne powiedzenie, że Odyssei nie napisał Homer, lecz inny
        starożytny poeta o tym samym pseudonimie ;-)
        • Gość: coco Re: Wiórki i inne tego typu ulepszacze IP: *.w217-128.abo.wanadoo.fr 04.04.07, 10:19
          absolutnie zabronione w winach burgundzkich!
        • Gość: winersch Re: Wiórki i inne tego typu ulepszacze IP: *.multimo.gtsenergis.pl 04.04.07, 10:56
          Od tego roku można dodawać wiórki dębowe do win francuskich klasy Vin de Pays, a
          od jesieni 2007 do niektórych AOC. W tej chwili np trwa walka o Bordeaux między
          zwolennikami i przeciwnikami. Tak a propos Deo nowa beczka francuska kosztuje
          juz ponad 1200 euro, zaś amerykańska od 600 do0 800. Tak że użycie nowej beczki
          kosztuje co najmniej 2,5 euro na litr czyli prawie 2 euro na butelkę. Dziwne
          więc te butelki po 3 - 4 euro pachnące dębem. rzeczywiście nie ma w tym nic
          zdrożnego, nie są to w końcu chemiczne polepszacze. Tyle że wino nie ma fazy
          oddychania (utleniania) w beczkach, ale przecież przy tanich młodych winach to
          zbyteczne.
          • Gość: docg Re: Wiórki i inne tego typu ulepszacze IP: *.poltegor.pl 04.04.07, 13:41
            Gość portalu: winersch napisał(a):
            Dziwne
            > więc te butelki po 3 - 4 euro pachnące dębem. rzeczywiście nie ma w tym nic
            > zdrożnego, nie są to w końcu chemiczne polepszacze. Tyle że wino nie ma fazy
            > oddychania (utleniania) w beczkach, ale przecież przy tanich młodych winach to
            > zbyteczne.

            • giorgio_primo Dokładnie tak... 04.04.07, 16:09
              ...jak napisał Deo.

              Całe to "fiku-miku" z beczkami, eko-coś, bio-coś które wypisują producenci
              można często między bajki włożyć. Najśmieszniejsze jest dla mnie to, że
              najfajniejsze wina jakie próbowałem, robione w rygorach biodynamiki, nie miały
              informacji o tym na etykiecie.

              Ważny jest efekt końcowy.

              Dla jednego producenta tym efektem końcowym będzie uznanie wśród poszukiwaczy
              ciekawostek i win-niepijalnych-dla-normalnych-ludzi. To też może być miłe, że
              napompowani niemal nikomu niepotrzebną wiedzą o odmianach dębu (i wpływu na
              smak wina kwasowości gleby na której te dęby wyrosły ;-) ) "badacze" będą się
              rozpływać w zachwytach...

              Dla innego tą satysfakcją będzie duża sprzedaż.

              To co producent z winem robi i jak to robi to NARZĘDZIA. Ich znajomość dla
              konsumenta jest o tyle istotna o ile ma on pełną świadomość czego w winie
              poszukuje i co ważniejsze DLACZEGO tego poszukuje.

              Jeśli po wypiciu kikudziesięciu win, do produkcji których użyto koncentratorów
              osmotycznych, stwierdzam że mi coś nie odpowiada w nich, to oczywiste są próby
              ustalenia przy zakupie innych win czy nie stosowano tegoż procederu. Podobnie z
              wiórami czy innymi zabiegami. Czy konsument nie obciążony ciężkim zboczeniem na
              punkcie wina będzie w stanie to ustalić, to inna sprawa.

              Często jednak mam wrażenie, że piętnowanie wielu win wynika z ideolo a nie z
              uczciwej oceny.

              W końcu czy dla kogoś otwierającego wieczorem, w miłym towarzystwie, butelkę
              wina powinno mieć znaczenie czy dojechała do sklepu zaprzęgiem konnym czy
              też "trującym" samochodem?

              Moim zdaniem nie, dopuki sprawa nie dotyka kwestii ideolo albo religii i wtedy
              faktycznie samopoczucie poprawi certyfikat koszerności.

              ;-)
            • mdobro Re: Wiórki i inne tego typu ulepszacze 04.04.07, 16:51
              Moje zdanie jest jednak zupełnie inne. W wielu branżach i produktach udało
              zmusić się producentów do ścisłego trzymania się norm a wszelkie odstępstwa
              albo są niemożliwe albo wymagają dokładnej informacji dla klienta. Przykładem
              oczywistym z pewnych względów jest rynek produktów dla dzieci. Wzięcie do ręki
              opakowania amerykańskiego czy europejskiego produktu zmusza nas do kilku minut
              lektury co jest w środku i jaką technologią zostało wyprodukowane.

              Z tych powodów uważam, że to w jaki sposób wino zostało wyprodukowane powinno
              być w jakikolwiek sposób dostępne dla klientów. Choćby stosowanie wszelkich
              sztucznych ulepszaczy czy cukru ze względu na alergie, uczulenie czy po prostu
              dietę. Po prostu uważam że mamy prawo wiedzieć co spożywamy i do nas należy
              decyzja czy to robimy. Efekt jest oczywiście ważny ale nie ocenisz sam czy
              produkt zawiera chemiczne substancje których mieć nie powinien. Jak zrozumiałem
              artykuł w decantarze problem nie polega na tym że ktoś stosuje chipsy czy
              powder ale że to ukrywa przed światem i to nie jest w porządku.

              Co do samych wiórków nie jestem przeciwny ale ciekawy jestem jak takie wino
              smakuje i czy ma tylko niuanse drewna czy też zyskuje głębię (chociaż nie sądzę)
              • Gość: docg a jednak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.04.07, 17:26
                wino jest produktem takim jak wszystkie inne i w takim samym stopniu podlega
                prawom i zwyczajom rynku. Zasady marketingu w przypadku wina nie odbiegają od
                zasad stosowanych dla środków do prania i zup w proszku. Jeśli chodzi o
                produkty dla dzieci: jeśli sok w otwartej butelce w temperaturze pokojowej nie
                pokrywa się plamkami pleśni przez tydzień to - wybacz - tylko debil uwierzy, że
                rzeczywiście jest on "bez konserwantów". W przypadku wina: nie wiem, jakie
                informacje producent musi umieszczać na etykiecie lub kontretykiecie -
                przypuszczam, że tylko zawartość alkoholu i informację o obecności związków
                siarki. Jeśli dodaje sztucznych aromatów, kwasów, cukru itp to raczej nie musi
                o tym pisać, bo te substancje i tak znajdują sie w winie. A zgodnie z zasadami
                reklamy napisze o tym, co może zachęcić klienta, czyli że elegancko,
                ekskluzywnie i ekologicznie jest. W końcu na szynce z supermarketu za 15 zł/kg
                nie jest nic napisane, a i tak wiadomo, że połowę jej ciężaru stanowi woda wraz
                ze środkami, które ją w tej "szynce" zatrzymują :-)
                pozdrawiam
                • mdobro Re: a jednak 04.04.07, 17:54
                  Jeśli chodzi o
                  > produkty dla dzieci: jeśli sok w otwartej butelce w temperaturze pokojowej
                  nie
                  > pokrywa się plamkami pleśni przez tydzień to - wybacz - tylko debil uwierzy,
                  że
                  >
                  > rzeczywiście jest on "bez konserwantów"

                  próbowałem nie raz i zaręczam że pokrywa się ;) to chyba jednak kwestia renomy
                  producenta.

                  Co do przysłowiowej szynki to rzeczywiście jej skład to pewnie cała tablica
                  mendelejewa (oraz odpowiedź na zadanie jak najdrożej sprzedać wodę) ale to też
                  zależy od producenta. Myślę, że zgodzisz się, że proces produkcji szynki
                  parmeńskiej jednak jest znany i wiadomo co jest w środku. Niestety nie we
                  wszystkich produktach mamy przyjemność poczytać o składzie ale to się zmienia.

                  W większości produktów rynek wymusza, że produkt gorszy jest tańszy, a to co
                  nie raz już było tu dowodzone, że w przypadku wina nie jest regułą powoduje, że
                  ukrywanie przez producentów komponentów do produkcji jest conajmniej podejrzane.

                  A cały pomysł dyskusji zrodził mi się z problemu braku korelacji pomiędzy
                  porannym bólem głowy a jakością i ceną wina wieczornego. I może właśnie jest to
                  coś co powoduje ten ból. A gdyby to było napisane na butelce mógłbym omniąć ból
                  głowy ;)
                  • giorgio_primo Re: a jednak 04.04.07, 18:50
                    mdobro napisał:

                    > Myślę, że zgodzisz się, że proces produkcji szynki
                    > parmeńskiej jednak jest znany i wiadomo co jest w środku.

                    Hmmm... no właśnie. Co jest w środku? Wiesz co jest w parmeńskiej na podstawie
                    etykiety? Jesteś pewien?

                    Ja wiem, że jak poczytam dyrektywę włoskiego ministerstwa rolnictwa dotyczącą
                    DOP (tylko kto jest tak zdesperowany!) to mniej więcej dowiem się co wolno a co
                    nie. Czy każdy producent trzyma się dokładnie tych reguł? Niestety nie wiem.
                    Wiem natomiast, że są lepsze i gorsze parmeńskie i albo zaufam komuś kto mi
                    poleci albo będę musiał sam różne próbować. Wiem też, że najlepsze są te od
                    świetnych producentów ale za małe by nosić etykietkę "Parma DOP" - kosztują pół
                    ceny ale trzeba mieć "wejścia" żeby kupić. ;-)

                    Tymczasem normy zezwalają na brak informacji (do pewnego poziomu zawartości) o
                    obecności kwasu mlekowego, który z dużym prawdopodobieństwem w parmeńskiej jest
                    i nie widziałem aby producenci się tym chwalili. Jak wiadomo dla małych dzieci
                    spożycie jest groźne. Więc może nie jest aż tak różowo z tą szynką? ;-)
              • giorgio_primo Re: Wiórki i inne tego typu ulepszacze 04.04.07, 17:54
                mdobro napisał:

                > Moje zdanie jest jednak zupełnie inne. W wielu branżach i produktach udało
                > zmusić się producentów do ścisłego trzymania się norm a wszelkie odstępstwa
                > albo są niemożliwe albo wymagają dokładnej informacji dla klienta. Przykładem
                > oczywistym z pewnych względów jest rynek produktów dla dzieci. Wzięcie do
                ręki
                > opakowania amerykańskiego czy europejskiego produktu zmusza nas do kilku
                minut
                > lektury co jest w środku i jaką technologią zostało wyprodukowane.

                Myślę, że w wypadku wina mało realna byłaby egzekucja takich regualcji skoro
                nawet zawartość alkoholu na etykiecie to często spore przybliżenie, a w końcu
                tu akurat prawo teoryetycznie zmusza do precyzji (zwykle 0,5% tolerancji).

                Chałupnicze rzemiosło rolnicze (a sporo win to jednak coś takiego) to nie
                gigantyczny przemysł produktów dla dzieci. Prawne zmuszenie producenta wina do
                prowadzenia wysoce zaawansowanego laboratorium albo skutkowałoby utratą
                konkurencyjności niewielkich winnic wobec przemysłowych kolosów winiarskich czy
                produkujących po 20 milionów butelek rocznie krezusów w typie Antinori.

                > Z tych powodów uważam, że to w jaki sposób wino zostało wyprodukowane powinno
                > być w jakikolwiek sposób dostępne dla klientów. Choćby stosowanie wszelkich
                > sztucznych ulepszaczy czy cukru ze względu na alergie, uczulenie czy po
                prostu
                > dietę.

                ...ale nawet na rynku USA, gdzie organizacje konsumenckie wymogły sporo w
                kwestiach tego typu informacji na producentach dóbr wszelakich, akurat wino z
                jakichś przyczyn uniknęło konieczności podawania takich szczegółów. Informacja
                typu "red dry wine" na przykład, która jest obowiązkowa, to jedyna informacja
                dotycząca cukru. Reszta to info o siarczynach, ciąży i maszynach samobieżnych.

                > Po prostu uważam że mamy prawo wiedzieć co spożywamy i do nas należy
                > decyzja czy to robimy. Efekt jest oczywiście ważny ale nie ocenisz sam czy
                > produkt zawiera chemiczne substancje których mieć nie powinien.

                To chyba nie tak do końca. Kraje posiadają swoje prawne regulacje dotyczące
                maksymalnej zawartości różnych składników produktów spożywczych. Takie normy
                określają o jakich składnikach należy informować, jaka minimalna wartość wymaga
                podania na opakowaniu a jaka maksymalna uniemożliwia wprowadzenia go do obrotu.
                Godząc się na tego typu kontrolną działalność państwa i jego odpowiednich agend
                obdarzamy je zaufaniem i zakładamy że nie kupujemy trucizny. Nie wiem czy jest
                to praktycznie realizowane. Natomiast nie bardzo sobie jestem w stanie
                wyobrazić jak dalej można by jeszcze pójść w obecnym szaleństwie
                biurokratycznym UE i żądać jeszcze większej ilości papierkowych analiz
                wytwarzanych na użytek dziesiątek organów kontrolnych, tylko po to by dopisać
                na etykiecie obowiązkowo, że na przykład w szampanie jednak jest CO2.

                > Jak zrozumiałem
                >
                > artykuł w decantarze problem nie polega na tym że ktoś stosuje chipsy czy
                > powder ale że to ukrywa przed światem i to nie jest w porządku.

                No tak, ale dlaczego ma informować akurat o wiórach? Czy jak organizacje
                konsumenckie zmuszą już do pisania (zaznaczam: "pisania" bo czy są w stanie to
                sprawdzać?) to pojawią się artykuły że nie fair jest brak info o rodzaju nawozu
                użytego w winnicy wiosną i pestycydu zastosowanego na jesień?

                > Co do samych wiórków nie jestem przeciwny ale ciekawy jestem jak takie wino
                > smakuje i czy ma tylko niuanse drewna czy też zyskuje głębię (chociaż nie
                sądzę

                Cokolwiek "głębia" tu znaczy, to ani od samych wiórów ani od samej beczki wino
                jej nie uzyska. ;-)
                • Gość: winersch Re: Wiórki i inne tego typu ulepszacze IP: *.multimo.gtsenergis.pl 04.04.07, 21:40
                  W USA już się poddali, a my idziemy za nimi. Decanter podał bowiem, że władze
                  amerykańskie planują wprowadzenie obowiązku zamieszczania na etykietach
                  informacji o innych, stosowanych w winiarskiej technologii substancjach mogących
                  mieć działanie alergiczne. W grę wchodzą takie składniki jak jajka, żelatyna z
                  ryb i mąka. Już wyobrażam sobie te etykiety: „Zawiera białka z jajek i żelatynę
                  oraz siarczyny”. Mam nadzieje, że kraje Unii Europejskiej, gdzie wino stanowi
                  ważny element kulturowego dziedzictwa a nie jest tylko przemysłowym produktem
                  rolniczym, nie pójdzie tym razem w ślady USA. Inaczej już wkrótce etykietka
                  zamiast informować o winie, stanie się wykazem substancji, potencjalnie
                  szkodliwych, które mogły się w nim znaleźć, także takich jak żelatyna czy jajka,
                  co po angielsku dla polskiego na przykład konsumenta może brzmieć całkiem
                  groźnie. Co ciekawe nikt nie zwraca przy tym uwagi na substancje chemiczne
                  związane z uprawą winorośli, takie jak nawozy sztuczne, herbicydy czy pestycydy,
                  o których nikt nie ostrzega, a które mogą również znaleźć się w winie i z całą
                  pewnością są bardziej szkodliwe niż mityczne siarczyny.
                  • Gość: docg Re: Wiórki i środki ochrony roślin IP: *.poltegor.pl 05.04.07, 08:37
                    Gość portalu: winersch napisał
                    > Co ciekawe nikt nie zwraca przy tym uwagi na substancje chemiczne
                    związane z uprawą winorośli, takie jak nawozy sztuczne, herbicydy czy pestycydy
                    o których nikt nie ostrzega, a które mogą również znaleźć się w winie i z całą
                    pewnością są bardziej szkodliwe niż mityczne siarczyny.

                    • Gość: willycoyote we Włoszech IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.04.07, 13:08
                      We Włoszech wiórki zostaną zbronione na V.Q.P.R.D. (czyli DOC i DOCG) i po raz
                      pierwszy dozwolone w tym roku na VdT (wina stołowe).
                      • Gość: willycoyote Wloskie IGT IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.04.07, 13:15
                        Wiórki na włoskie IGT to problem. Każdy region czy prowincja może zdecydować
                        (lub nie) ewentualny zakaz na użycie wiórek w winach IGT swojej kompetencji.
                    • Gość: coco Re: Wiórki i środki ochrony roślin IP: *.w217-128.abo.wanadoo.fr 06.04.07, 10:26
                      co do warzyw i owocow hiszpanskich, wiec i win, ja bym sie nie obawiala, co do
                      uzywania tzw. pestycydow; hiszpanskie prawo jest surowsze w tym wzgledzie niz
                      prawo europejskie... w porownaniu do wszystkich "gow...", ktore sprowadzane sa
                      z krajow poza Unia Europejska, z krajow afryki itp., wiec i wina chilijskie i
                      inne, nigdy nie wiadomo jakie podejrzane substancje toxyczne byly uzywane do
                      produkcji...
                      Sporo jest pestycydow, ktore nie maja homologacji w europie, ale nadal sa tu
                      produkowane i sprzedawane do krajow, gdzie nie ma zadnej ochrony konsumenta, a
                      potem wszelkie produkty spozywcze tam produkowane wracaja do nas, bo nie ma
                      zadnego prawa, ktore by zabranialo importu warzyw, owocow, win z tych krajow...
                      interes ekonomiczny przede wszystkim!
    Inne wątki na temat:

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka