Gość: Rioja
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
22.05.08, 18:17
Rzecz dotyczy degustacji win morawskich organizowanej przez firmę
Winnice Francji w Łodzi - siec sklepów winiarskich.
Przyznam szczerze, że środowy wieczór zajął chlubne bo pierwsze
miejsce w kategorii "Najgorsza degustacja win w tej dekadzie". A to
co wyrabiał właścicel i pracownicy Winnic Francji było tak
zaskakujące, że właściwie nie wiadomo - śmiac się czy płakac.
Przede wszystkim atmosfera wieczoru przypominała bardziej słynne już
prezentacje dywanów czy wełnianej pościeli niż wieczór poświęcony
winom.
Sam właściciel Winnic Francji (jako, że nie zapamietałem jego
nazwiska, z racji wieku nazwijmy go Siwym Gołębiem) w fantastyczny
sposób przeniósł wszystkie swoje peerelowsko-socjalistyczne
zachowania i maniery wprost w XXI wiek. Czyli: zwracanie się do
dyrektora morawskiej winnicy "Panie Inżynierze", nagminnne
przerywanie wszystkim wypowiedzi, zaskakujące, elementarne braki w
wykształceniu (jak można pomylic Pinot Gris z Pinot Noir? Jak można
twierdzic, że wino dekantuje się przede wszystkim dla lepszego
wyglądu? I że należy dekantowac każde). Zastanawiam się jak można
nie byc wogołe przygotowanym do degustacji, posilając się
baloniastymi zdaniami w stylu "Smakowało Państwu winko?".
Dyrektor i menadżer morawskiej winnicy starali się jak mogli dobrze
wypaśc, niestety ich wysiłki były skutecznie torpedowane przez
orgaznizatorów. Na degustację 11 win przeznaczono nieco ponad
godzinę, co doprowadzało do kurtuazyjnych sytuacji, nalewania wina
do (sic!) jakiegokolwiek kielisza stojącego na stole, lub
wyczekiwaniem nad klientem, kiedy ten opróżni swój. I szybciej i
prędzej i jedno wino za drugim. Byle nie byc w stanie zastanowic się
nad jego bukietem, byleby nie zadac jakiegoś niewygodnego
pytania.... Ale gdy Siwy Gołąb podchodził do mikrofonu by znów polac
trochę wody, lub obsypac jakimś komplementem (naprawdę w żenujacym
stylu) - wtedy o dziwo czas się znajdował.
Na odrębny komentarz niewątpliwie zasłużył pracownice Winnic Swiata.
Jest to bowiem zjawisko już niespotykane "na salonach" a na pewno
nie na degustacjach.Oto Panie, żywcem wyjęte z sekretariatów
prominentnych działaczy PZPR (ach te tlenione fryzury i garsonki...)
nie mające bladego pojęcia o winie, rozlewały je jak popadnie. Dla
oczyszczania sobie kubków smakowych, zaproponowano fenomenalne
chipsy, które owe Panie RĘKAMI nakładały do stojących na stołach
misek oraz paluszki słone. Spluwaczki (3 sztuki na całą sale)
upchnięto w kącie, oczywiście o jakiejkolwiek wodzie do przepłukania
kieliszków czy chusteczkach można było zapomniec.
Co więc z tego, że niektóre morawskie wina, były nawet godne uwagi,
skoro i tak to co zapamiętałem najbardziej to rechot winiarskiego
aparatczyka...
Pozdrawiam i życzę udanego długiego weekendu