Dodaj do ulubionych

Nastolatki w pracy

30.03.08, 13:19
fakt, dobre tu jest to, że studiując dziennie można spokojnie to
pogodzić z pracą na choć pół etetu i nic na tym nie ucierpi, z
drugiej strony zapomniano dodać, że jest spora grupa nastolatków
kończąca swoją edukację wlaśnie w wieku 15 lat... to jest
przerażające.
Obserwuj wątek
    • Gość: mis Re: Nastolatki w pracy IP: *.ssp.dialog.net.pl 09.04.08, 08:31
      A kto u nas zatrudni w wieku 15-18 lat?
      Chyba że na czarno zresztą w branżach na które może nie koniecznie warto się
      powoływać w CV :(
      Zresztą nasza szkoła uczy głownie przez zadania domowe :/
      • Gość: luk Re: Nastolatki w pracy IP: *.eranet.pl 09.04.08, 10:04
        "Tymczasem w Polsce młodzież stawia na gruntowne wykształcenie."
        taaaa :).....gruntowne wykształcenie :)...na Politechnice uczą
        wszystkiego..np studia informatyczne..masz tutaj wszystko
        wrzucone...grafika, programowanie, analiza, marketing, mechanika,
        elektrotechnika...czyli jesteś od wszystkiego i od niczego. z
        doświadczenia wiadomo że nie ma osób które znają się na wszystkim
        najlepiej. tak to juz u nas jest że każdy robi wszystko a tak
        naprawdę nie mamy specjalistów w konkretnej dziedzinie
        • Gość: bambi7 Re: Nastolatki w pracy IP: *.csk.pl 09.04.08, 12:40
          to poznaj chociaż w 50-60% SQL, .NET i Javę - tylko tyle i aż
          tyle.... może mi trzeba było iść na informatykę zamiast na
          elektrykę, bo po studiach to można przeważnie zapierd*** na budowie,
          zupełnie jak jakiś pierwszoroczniak w technikum elektrycznym (ale
          człowiek uczy sie na swoich błędach)
          • mario-radyja Studia w Polsce to wielka ściema 09.04.08, 19:32
            Nie oszukujmy się, większość meżczyzn idzie na studia, żeby nie iść
            do wojska! W PRLu nie istniały uczelnie prywatne biorące każdego kto
            zapłaci, a teraz są i to głównie z tego powodu.

            Wogóle wojsko i edukacja w Polsce to taka przechowalnia do
            magazynowania ludzi, żeby nie szli zbyt wcześnie na rynek pracy i
            nie konkurowali z trzydziestolatkami. Gdy w latach 90tych bezrobocie
            wynosiło 15-20% to wpuszczenie tych młodych ludzi na rynek podbiłoby
            bezrobocie do 35-30%.

            To samo dotyczy szkół średnich i podstawówek:
            przechowalnia/więzienie dla dzieciaków, żeby się nie szwendały po
            ulicach i żeby rodzice mieli problem z głowy.

            Program edukacyjny możnaby bez problemu obciąć o połowę bez
            jakichkolwiek strat dla przydatności młodzieży do pracy w
            późniejszym wieku. Tylko kto ludziom powie że edukacja to strata
            pieniędzy?
      • solarv [...] 09.04.08, 10:15
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
        • dr_andrzej_lepper Re: Nastolatki w pracy 09.04.08, 10:40
          Moze ktos przytoczy ranking swiatowech uczelni i napisze na ktorym miejscu jest
          pierwsza uczelnia w PL a na ktorym Angielska?

          Z tego co pamietam, to UK jest w pierwszej dziesiatce, a PL ok 450go miejsca.

          Mysle, ze wszystko to tlumaczy.
          • Gość: hx Re: Nastolatki w pracy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.04.08, 10:53
            W rankingu szanghajskim UW jest bodajże w czwartej setce. Tyle o jakości
            polskiej nauki :)
          • Gość: :O) zgadza sie IP: 194.205.160.* 09.04.08, 11:09
            Mit o tym ze jestesmy swietnie wyksztalconym narodem na szczescie z
            wolna upada. Polacy zaczynaja wreszcie jezdzic po swiecie i
            dostrzegac ze tam tez sie ludzie ucza. Ten okropny mit (tak jak i
            wiel innych) zostal nam wbity do glowy i kultywowany przez lata
            zamknietych granicach (tak latwo bylo tego dokonac).
            Artykul naiwny i nie traktujacy problemu powaznie. To nie jest tak
            ze mamy do czynienia z dwoma modelami - z brytyjskim (praca) i
            polskim (nauka). Produkowanie roznej postaci pedagogow, politologow,
            socjologow, ludzi od zarzadzania itd itd to tylko statystyka - ci
            ludzie opracuja potem fizycznie.
            Prawda jest taka ze Polska po prostu nie ma wyboru i jest na bakier
            z rynkiem pracy. UK ma dobrze wyksztalcony system ekonomiczny i cale
            zycie (rowniez i edukacja) toczy sie na jego potrzeby. W Polsce jest
            inaczej.
            Skonczylem studia wlasnie w UK (bylo ciezko, bajki typyu - na
            zachodzie jest latwiej sie uczyc to kompletne bzdury, powtarzane
            przez ignorantow) i zauwazylem ze moj kierunek ewoluowal w ciagu
            kilku lat - juz po trzech latach inaczej sie nazywa i ma inne
            moduly - edukacja jest tutaj o wiele bardziej elastyczna i
            dostosowana do rynku pracy. To wlasnie stanowi o jej wyzszosci nad
            modelem polskim. Cala organizacja i procesy sa kompletnie inne. Np.
            socjologie studiuje tutaj moze 5%-10% w porownaniu do studentow
            Polskich. Ida raczej na nia ci ktorzy chca a nie ci ktorzy nie maja
            wyboru lub sie tam pchaja poniewaz jest tam latwiej niz gdzie
            indzie.
            I tak juz humorystycznie... prosze mi powiedziec kto jest bardziej
            potrzebny spoleczenstwu: absolwent pedagogiki w Polsce (ktory nie ma
            szans na prace) czy (pracujacy od 15-roku zycia jako operator
            koparki) 25-latek z 10 juz letnim stazem, w UK?
            egi przewrotnego pytania niestety nie sposob jeszcze zrozumeic w
            zakompleksionej na punkcie nauki Polsce.
            Co do rankingu uniwersytetow, wspomnianego przez przedmowce...
            zgadza sie - nie ma zadnego polskiego uniwerystetu w pierwszych 3
            setkach, zadnego prestizowego rankingu. Wiem ze rankingi nei
            odzwierciedlaja rzeczywistosci w 100%, natomiast trafilem na jeden w
            ktorym nie chodzilo o kadre, studentow lub woluminy... - Spytano
            zwyczajnie naukowcow akademickich ze zrodel ktorego uniwerystetu
            korzystaja w przeprowadzanych doswiadczeniach naukowych.
            Zadnej akademii polskiej tam nie bylo bodajze do 350 miejsca.
            Juz zlysze gadanei ze to kwestia pieniedzy. Prawda jest taka ze
            obojetnie czego to dotyczy - sytuacja poslkiej edujkacji jest
            nedzna.
          • Gość: bambi7 Re: Nastolatki w pracy IP: *.csk.pl 09.04.08, 12:47
            Jakaś tam uczelnia w UK może być nawet i na pierwszym miejscu - co z
            tego, skoro taką Politechnikę (zwaną tam Uniwersytetem Technicznym)
            kończy kilka(naście) razy mniej ludzi niż u nas? Oczywiście powód
            jest taki, że studia są tam za drogie i nikt sie na nie nie
            decyduje, tylko po to aby "przeczekać kilka lat, bo może w kraju
            będzie lepiej" (a takie jest podejście większości studentów w
            Polsce).
            Anglicy muszą importować absolwentów z innych krajów, żeby miał kto
            im instalacje w domu kłaść/naprawiać. Tam nie potrzeba zmywaczy (od
            tego mieli do niedawna "ciapaków", czyli Hindusów - to dla
            niewtajemniczonnych), ale kogoś kto potrafi coś więcej od machania
            ścierką....
          • Gość: kate Re: Nastolatki w pracy IP: *.chomiczowka.waw.pl 09.04.08, 17:33
            ale weźcie pod uwagę, co w tych rankingach się liczy. Często całą masę punktów
            przyznaje się za kadrę (im bardziej znane nazwiska tym lepiej, a sława
            niekoniecznie równa się umiejętności przekazania wiedzy), zaplecze dydaktyczne,
            akademiki itp. czy wyposażenie bibliotek - i to właśnie sprawia, ze polskie
            uczelnie są bardzo daleko w tych rankingach. Kolejny aspekt to tzw
            "umiędzynarodowienie uczelni" czyli wymiany studenckie i kadry naukowej - tyle
            że u nas to dopiero raczkuje, system boloński na uczelniach jest od roku,
            podobnie rzecz się ma z Europejskim Systemem Transferu Punktów (ECTS). Wcześniej
            nie opłacało się wyjeżdżać na wymianę, bo powrocie trzeba było nadganiać program
            na macierzystej uczelni itp.- na tym też straciliśmy bardzo dużo punktów. A
            zagraniczne uczelnie? Mój kolega teraz studiuje na jednej z lepszych w UK. I
            sprzęt, akademiki, znane nazwiska, bardzo mało zajęć (pierwszy raz na studiach
            zaczął się nudzić...) - wszystko super. Tylko poziom śmiesznie niski. Uczelnia
            prowadzi kilka naprawdę dobrych specjalizacji, których studenci "punktują" w
            rankingach, ale jak powiedziałam KILKA... -> wnioski; rankingi nie są
            miarodajne, naprawdę.

            A co do samego artykułu; u nas rzeczywiście dość trudno pogodzić studia i pracę,
            oczywiście można dorabiać sobie w pubie itp. ale tego do cv chyba sobie nie
            wpiszemy w ramach doświadczenia starając się np. o posadę analityka finansowego
            czy specjalisty od PR...?
            poza tym; czym jest studiowanie>? to przecież zgłębianie swoich zainteresowań,
            praca WłASNA, indywidualna, przejście z bycia kierowanym do świadomego
            kierowania swoim życiem. Tego nie da sie chyba pogodzić z w miarę
            satysfakcjonującą pracą. Ale kiedy robić to, na co sie ma ochotę, jak nie na
            studiach?
            :-)
    • Gość: Jacek Nastolatki w pracy IP: 80.50.62.* 09.04.08, 09:19
      Tymczasem w Polsce młodzież stawia na GRUNTOWNE wykształcenie. LOL
      To że ktoś przez 5 lat studiuje w Polsce wcale nie oznacza że się wiele nauczy. Nie mówiąc już o gruntownym (!) wykształceniu. Polskie uczelnie są takie zaprzeszłe, że firmy częściej mają nowocześniejsze praktyki biznesowe i sprzęt.
      • Gość: bambi7 Re: Nastolatki w pracy IP: *.csk.pl 09.04.08, 12:55
        firmy i fabryki ZAWSZE miały nowocześniejszy sprzęt od uczelni
        (szybciej reagują na zmiany) - bez ciągłych inwestycji przestanie
        się taka firma po pewnym czasie liczyć w swojej branży

        chodzi o to, żeby przedsiębiorstwa współpracowały z uczelniami na
        zasadzie - wy nam dajecie "kumatych" ludzi, a my ich szkolimy na
        nasze potrzeby (uczelnia jest pierwszym sitem, które decyduje kto
        sie nadaje do pracy, a kto nie - może i sito nie jest idealne, ale
        ogólnie daje w miarę właściwy pogląd na "talent" danych studentów)
    • princealbert trzeba to zbalansowac 09.04.08, 09:23
      Zaden model ekstremalny nie jest wskazany - ani taki jak we
      Wloszech, gdzie na rynek pracy wchodza absolwenci z 30 na karku, ani
      taki jak w Anglii gdzie zaczynaja zycie zawodowe 18latki.

      Szczerze mowiac, troche mnie draznil w Anglii brak 'wiedzy ogolnej'
      i oczytania wsrod wielu Anglikow. Zaczynaja zarabiac wczesnie i nie
      maja czasu na doksztalcanie. Przez to ich dyskusje czesciej dotycza
      Beckhama i ksiecia Filipa niz sytuacji politycznej na swiecie lub
      dobrej ksiazki.
      • Gość: misiek Masz 100% racji IP: 77.233.237.* 09.04.08, 09:28
        Masz 100% racji moj drogi przedmowco. Potrzebne jest wywazenie. Dobrze jest
        kiedy uczelnie wspolpracuja z firmami. Wtedy program nauczania jest bardziej
        dostosowany do potrzeb rynku. Tak jest np. w Danii, gdzie uczelnie bardzo mocno
        wspolracuja z firmami. Wielu studentow pisze swoje prace magisterskie dla firm.
        Jest tez cos takiego jak "Industrial PhD", "doktorat przemyslowy". Cos takiego
        jest z pozytkiem dla uczelni, bo firma placi za doktoranta i z pozytkiem dla
        firmy, bo firma dostaje know-how i dostep do laboratoriow, clean roomow itp.
        Oczywiscie to sprawdza sie w przypadku politechnik. Z reszta uczelnie w Danii sa
        ogolnie nastawione bardzo pragmatycznie.
      • Gość: :O) princealbert IP: 194.205.160.* 09.04.08, 11:23
        Nie wiem w jakim towarzystwie ty sie czlowieku obracasz ale ja na
        brak znajomych z ktorymi moge porozmawiac na tematy ogolne (i o
        dobrej ksiazce - jak wspomnialaes) nie narzekam.
        Bez obrazy ale twoja wypowiedz jest totalnie ignorancka i dowodzi,
        ze jestes otoczony idiotami (tylko nie wyjezdzaj mi tutaj ze twoi
        znajomi to tylko 'professionals' poniewaz tam tez zdarzaja sie
        idioci).
        Jestes zwyczajnym ignorantem wypisujac takie glupoty. Jedno ci tylko
        powiem - za kilka lat zmienisz zdanie, gdy twoje pole widzenia sie
        nieco poszerzy (poznasz wiecej osob itd).
        Latwo jest wyjechac za granice i bedac absolwentem uniwersytetu
        wysmiewac sie na polu truskawek z lokalnych glupkow, ktorzy to nie
        maja pojecia kto to byl Kopernik. Potem wraca taki gosciu do Poslki
        i przy butelce wodki, tarzajac sie ze smiechu, przekonuje swoich
        kumpli jacy to Anglicy sa glupi. Co za naiwna sytuacja.
        No tak... ale ty nei pracujesz na polu... masz inncy znajomych -
        sophisticated ones... tyle ze oni nie maja wiedzy ogolnej i nie sa
        oczytani... hahahahahahahahahahahah, poplakalem sie tutaj prawie ze
        smiechu. Niezly z ciebie idiota.
        • chris30 Re: princealbert 09.04.08, 11:37
          Ciekawe, dlaczego niektórzy dyskutanci nie mogą żyć bez obrażania innych.
          Pracowałem w Anglii pół roku w instytucie naukowym i fakt gorszego ogólnego
          wykształcenia naukowców brytyjskich w porównaniu z polskimi jest zupełnie
          bezsporny. Jeszcze gorzej jest w USA. Wymyślanie od ignorantów i idiotów komuś,
          kto ma inne od nas doświadczenia jest dowodem chamstwa dyskwalifikującego w
          poważnej dyskusji.
          • Gość: :O) chris30 IP: 194.205.160.* 09.04.08, 12:48
            Zaraz powiesz jeszcze ze wynalazles kolo.
            Nastepny ignorant. Tacy jestescie tam w Polsce wszyscy madrzy!!!
            Najmadrzejsi na swiecie. Pojechales, pracowales pol roku w
            instyutucie naukowym i byles tam najmadrzejszy...
            • Gość: dr. Houser a ja pracuję cały czas, kochany IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.04.08, 13:14
              mam 27 lat i jestem od dwóch lat starszym asystentem w MRC
              (Molecular Research Council) Labo w Cambridge. Szybko awansowałem z
              młodszego, bo zorientowali się, że po AM w Warszawie mam super
              wykształcenie i wiedzę ogólną. Moi koledzy pod względem inteligencji
              stoją na b. wysokim poziomie (tu w ogóle jest masa osób z
              ponadprzecietną inteligencją więc człowiek od razu nabiera pokory) -
              są bystrzy to prawda. Ale wiedzy ogólnej nie mają takiej jak ja po
              polskim procesie kształcenia. Dla nich wiedza o 2iej wojnie
              światowej (ostatnio się spierałem z jednym, bo nie chciał uwierzyć,
              że w RAFie walczyli Polacy, a nie tylko Królewscy Anglicy), o
              literaturze (np. kolega kupił mi angielski przekład Gogola myśląc że
              to Polak) jest bardzo ułamkowa, selektywna. Rzeczywiście żyją
              głównie pracą (walka o awans, granty) , wydawaniem pieniędzy (teraz
              wszyscy kupują iPhony) i zajadaniem się w restauracjach (gdzie się
              spieramy). Ale mam poczucie, że wiem więcej. A o nich myślę jak o
              bardzo zdolnych ludziach, lecz o mniejszej niż ja wiedzy. Ale też
              żyje się tu inaczej - ktoś kto czegoś nie wie zaraz się tego dowie,
              bo przecież nie można wiedzieć wszystkiego - więc na luzie się do
              tego podchodzi. Nie tak jak w kraju że jak ktoś z czymś głupim
              wyskoczy w towarzystwie to jest spalony. Więc po prostu nie są tu
              tak napaleni na to jak w Polsce żeby być najmądrzejszymi. I też
              żyją, i to bardzo dobrze.
              • Gość: :O) ja tez IP: 194.205.160.* 09.04.08, 16:27
                Nie bede sie chwalil co skonczylem i gdzie pracuje - to nie o to
                chodzi. Chodzi mi o mit Polaka-nadprzecietnie madrego, ktory jest po
                prostu idiotyczny.
                Ci dwaj panowie powyzej twierdza ze pracuja w instytutach naukowych
                za granica i szybko zorientowali sie ze sa madrzejsi (lepsza wiedzas
                ogolna) niz ich lokalni koledzy. BRAWO!!! Obaj zaslugujecie na
                medal!!!
                Z mojego skromnego doswiadczenia (jestem na obczyznie juz ponad 15
                lat) wynika cos dokladnie innego. Owszem, malo kto tutaj zna
                szczegoly z IIWS i moze nie wie jaka jest stolica Bangladeszu, ale
                juz dawno sie przekonalem ze to nie ma absolutnie nic do rezczy.
                Zakompleksionym kolegom (nadludzko madrym) z instytutow naukowych za
                granica proponuje program pt. 'University Challenge'. Prosze sobie
                obejrzec mlodych i zdolnych w akcji. Tutaj studenci tez maja wiedze.
                Ah zapomnialem... przeciez przecietny Polak ma fantastyczna wiedze
                ogolna...
                ...wystraczy wyjsc na ulice i zadac kilka pytan przecietnego Polaka
                zeby sie okazalo ze to nie prawda.
              • Gość: Rotamistrz Wiedza ogólna wg dr Housera IP: 89.100.69.* 09.04.08, 18:12
                > Ale wiedzy ogólnej nie mają takiej jak ja po
                > POLSKIM procesie kształcenia. Dla nich wiedza o 2iej wojnie
                > światowej (ostatnio się spierałem z jednym, bo nie chciał uwierzyć,
                > że w RAFie walczyli POLACY, a nie tylko Królewscy Anglicy), o
                > literaturze (np. kolega kupił mi angielski przekład Gogola myśląc że
                > to POLAK) jest bardzo ułamkowa, selektywna.

                Na początku było słowo. POLSKA.

                Mam rozumieć, że Anglik nie bardzo rozeznający się w sprawach POLSKICH jest z
                wiedzą OGÓLNĄ na bakier?

                Nie mam więcej pytań.
        • princealbert Re: princealbert 10.04.08, 16:03
          Moja wypowiedz miala na celu wskazanie, iz szybkie wejscie w zycie
          zawodowe skutkuje czesto brakami w wiedzy ogolnej. I nie chodzi mi
          tu o wskazywanie palcem na Anglikow. Akurat tak sie sklada, ze to w
          Wlk Brytanii powszechne jest komentowane przeze mnie zjawisko i tak
          sie sklada, ze tam pracowalem przez 2 lata. Stad ten przyklad.

          Jedynym typowo angielskim zjawiskiem do ktorego rzeczywiscie moge
          sie przyczepic to brak znajomosci jezykow. To niestety mocno zaweza
          horyzonty. Anglicy maja po prostu male pojecie o innych niz swoj
          obszarach kulturowych.

          PS. Ani wspomnianych znajomych ani ciebie nie uwazam za idiotow.
    • Gość: Żyd Icek nastolatki we wojsku IP: 213.199.198.* 09.04.08, 10:00
      w tym idiotycznym kraiku idzie się na 9 miesięcy do wojska a nie do
      pracy :D
      • Gość: A Re: nastolatki we wojsku IP: *.lutn.cable.ntl.com 09.04.08, 10:58
        poziom wyksztalcenia anglikow jest dramatycznie niski, wrecz zenujacy. na dobre
        uniwersytety moga pozwolic sobie tylko dzieci z bogatych rodzin ktore ukonczyly
        dobre prywatne szkoly, bo poziom publicznych wola o pomste do nieba. anglicy
        musza importowac professionals, glownie swietnie wyksztalconych hindusow.
        anglicy jako tacy nauczyli sie zyc na benefitach, oraz tym ze pracuja na nich inni.
        poziom inteleaktualny anglikow jest tragiczny.... polacy przy nich to
        wyksztalcone omnibusy. znajduje to odzwierciedlenie takze w dziedzinach
        wymagajacych gruntownej wiedzy.... niestety takze w medycynie. zachecam do
        odwiedzenia lekarza rodzinnego.... z czymkolwiek.... wizyta z reguly konczy sie
        na zapisaniu paracetamolu i timetoprimu (skladnik polskiego biseptolu)
        • Gość: Ford Re: nastolatki we wojsku IP: *.daminet.pl 09.04.08, 17:14
          Bo bez wiedzy ogólnej o świecie łatwiej manipulować!Szczególnie brak
          wiedzy podstawowej z historii robi z człowieka istotę ograniczoną i
          niezdolną do głębszego myślenia!!!
    • Gość: mumin w anglii uniwersytety to biznes IP: *.112.70.38.plusnet.ptn-ag2.dyn.plus.net 09.04.08, 11:24
      w zeszlym roku przyniosly 12mld funtow na czysto, program odpowiada
      polskiej szkole sredniej poza dwoma czy trzema ktore maja swiatowa
      renome reszta to porazka o polsce trudno sie wypowiadac znam te
      szkoly z przed lat i byly niezle teraz pewnie 'gonimy' zachod ;D,
    • stanislaw32 Nastolatki w pracy 09.04.08, 11:49
      Bylem niedawno opiekunem pracy studentki ostatniego roku drugiego z najlepszych
      irlandzkich uniwersytetow. Praca pisemna ktora oddala pelna byla istotnych
      merytorycznych bledow. Kiedy wskazalem jej bledy, nawet ich nie poprawila. Byla
      obrazona ze osmielam sie zwracac jej uwage.
      Dostalem za to ochrzan od szefowej wydzialu ze denerwuje niepotrzebnie studentke
      bo to przeciez tylko praca studenta ostatniego roku a nie doktorska.
      Nadmienie ze bylo to pierwsze i jedyne sprawozdanie z cwiczen laboratoryjnych
      jakie pisza tu studenci.
      Podobne prace studenci w Polsce musza pisac przynajmniej raz na tydzien od
      pierwszego semestru.

      Na pewno studiowanie w Polsce pelne jest wkuwania na pamiec wielu niepotrzebnych
      rzeczy i wszelkiego rodzaju stresu, ale szczerze mowiac boje sie chodzic do
      irlandzkich lekarzy, a to jak buduja domy... rowniez mowi samo za siebie.
    • pasteur_2 Nastolatki w pracy 09.04.08, 12:14
      Pracuje jako kierownik projektu w branzy farmaceutycznej.W momencie
      kiedy przeprowadzalem sie do UK mialem tez zamiar sprobowac swych
      sil na brytyjskim uniwersytecie (jako student) bo wybor kierunkow
      jest niesamowity. Przeszlo mi gdy blizej poznalem styl pracy
      Anglikow - opieszalosc w podejmowaniu decyzji, niechec do brania na
      siebie odpowiedzialnosci, brak umiejetnosci ustalania priorytetow,
      kilkugodzinne zajmowanie sie drobiazgami, koniecznosc tlumaczenia
      wszystkim 'mniej lotnym' (a jest ich tu sporo) doslownie jak
      dzieciom, uwazanie na kazdym kroku co sie mowi, do kogo i w jakim
      tonie, zeby nikogo przypadkiem nie urazic (bo zaraz idzie skarga
      wyzej) - i pomyslalem sobie, ze w zasadzie po jaka cholere chce
      studiowac w UK, przeciez na uniwersytetach z duzym
      prawopodobienstwem jest tak samo...
    • Gość: GQ To nie taka prosta sprawa IP: *.adsl.inetia.pl 09.04.08, 12:39
      Zgodzę się na pewno, że polska edukacja jest słaba. Ja np. właśnie kończę
      socjologie i jestem w trakcie studiowania administracji, i co?
      I nic, czuję że tak naprawdę umiem niewiele, jeśli chodzi o jakieś bardziej
      ambitne branże. A z czego to wynika? Na pewno moje lenistwo ma swoje do rzeczy,
      ale mimo wszystko jeszcze żadnej poprawki nie miałem i staram się być rzetelny w
      tym co robię. Jednak co ważniejsze, to rzuca się w oczy brak jakiejkolwiek
      współpracy uczelni z instytucjami rynku pracy. Na socjologii praktyki
      sprowadzają się do robienia dennych ankiet (do tego to wystarczy podstawówkę
      skończyć) a na adm. sam muszę łazić po urzędach i się prosić o praktyki... a tak
      trudno byłoby utworzyć jakąś komórkę, która by się tym zajmowała kompleksowo, z
      korzyścią dla wszystkich zainteresowanych stron???
      A co do doświadczenia - pracy nigdy nie unikałem, ale pytanie jest proste - kasa
      czy praktyki i doświadczenie? Ja postawiłem na kasę, której zawsze mi brakowało
      i przyznam że wpadłem w mały wir konsumpcji, którą wcześniej jednak miałem mocno
      ograniczoną - niby głupota i słabość, ale tak naprawdę ludzka rzecz... Jedni coś
      mają od zawsze, a drudzy (nie wszyscy oczywiście) jak już mogą to chcą zobaczyć
      jak to jest;)A doświadczenie moje pod kątem zawodowym jest tym samym mocno
      ograniczone, chociaż ja uważam że to jest ok, bo trochę miejsc pracy w życiu
      widziałem, różne branże, różne style organizacji, różni ludzie itp. ale kogo to
      obchodzi - kwalifikacje mają być twarde i mierzalne, a te doświadczenia trudno
      zmierzyć.

      Podsumowując - nigdy nie chciałem i nadal nie zamierzam brać udziału w wyścigu
      szczurów, żeby nabijać kiesę bliżej nieokreślonym ludziom, często wrednym
      patałachom, kasa nie jest w życiu najważniejsza. Być, a nie mieć, moi drodzy. I
      tego to się już na pewno w życiu nauczyłem, studiując te kierunki i poszerzając
      swoje zainteresowania, czyli jak w życiu "być", ale czasem boję się, że to
      niestety nie idzie w parze z "mieć" - ot główny problem. Teraz wystarczy być
      cynicznym manipulatorem w agencji reklamowej, który o marketingu wie wszystko,
      ale np. znać jakieś zasady etyczne dla tej branży i ich geneze to już przecież
      nieistotne, nie wspominając już np. o prawnikach i urzędasach, którzy przepisy
      prawne traktują tak, jakby nam je Pan Bóg zesłał, w oderwaniu od jakiejkolwiek
      znajomości doktryn polityczno-prawnych i w ogóle funkcji oraz celowości prawa.
      Każdy zna tylko swój wąski wycinek rzeczywistości w oderwaniu od szerszego
      kontekstu i za przeproszeniem ma to w d... I szkoda, że ludzie u szczytów
      organizacyjnych, którzy powinni umieć tak łączyć pewne fakty, niestety świetnie
      się w ten model wpisują wyznaczając trend.

      Pytanie jest o system i priorytety gospodarki - tylko kto je wyznacza i w jakim
      celu? Ale to pytanie zadają tylko jajogłowi humaniści, których specjalnie się
      nie słucha, bo liczy się tylko to co "twarde i mierzalne" ;)
      • Gość: promocja Re: To nie taka prosta sprawa IP: 212.76.37.* 09.04.08, 13:18
        dobry pracownik sam sie wypromuje a wiedze jaką zdobywa się to nie tylko na uczelni , student ma sam pracować na wyniki a nie uczelnia za niego.
        • Gość: Drakon Re: To nie taka prosta sprawa IP: 217.153.71.* 09.04.08, 13:56
          Lepiej chyba tego ująć nie można było :>
      • Gość: kate Re: To nie taka prosta sprawa IP: *.chomiczowka.waw.pl 09.04.08, 17:57
        w pełni popieram twoją wypowiedź! :-)
        Właśnie cały problem w tym, że "mieć" i "być" idzie w parze tylko w tv i prasie
        kolorowej.
        Z drugiej strony rzeczywiście trudno na studiach jest nie pójść pod prąd, a np.
        (dotyczy to szczególnie studiów humanistycznych) znaleźć dla siebie jakąś niszę.
        Wydawałoby się, że to właśnie kierunki humanistyczne, społeczne sprzyjają
        indywidualizmowi. Ale u nas pokutuje pogląd, że po mało konkretnych studiach
        jest mało konkretna kasa, więc najlepiej iść jeszcze na drugi kierunek...
        W sumie sami profesorowie nie zmieniają tego poglądu, brakuje indywidualnego
        podejścia do studenta, czasem pomocy w ukierunkowaniu jego zainteresowań czy
        przekuciu ich na konkretne działanie. U mnie na wydziale np. , kiedy wpadłam na
        pomysł napisania pewnego rodzaju analizy (szczegóły pomijam), tylko jedna osoba
        z kadry zaoferowała pomoc. Reszta (studenci + kadra) byli zdania; po co? skoro
        już tyle publikacji na ten temat wyszło? Niby tak, ale przecież 1 nauczyłabym
        się przy tym wiele 2 wypracowała warsztat pracy 3 zrobiłabym coś samodzielnie,
        przekonała się, że różne teorie, reguły mają jednak zastosowanie w życiu. No,
        ale cóż...
        nie można mieć wszystkiego, konsumpcja, wiedza, albo wszystkiego po trochu, a
        nie wszystko na maxa (-> w końcu co za dużo to niezdrowo ;)
    • Gość: GQ Heh, typowe podejście neoliberalne... IP: *.adsl.inetia.pl 09.04.08, 14:10
      tak, wiem że taka jest teoria, zdolni sami sobie poradzą, a jak nie są zdolni to
      pomogą ustawieni rodzice, a co z resztą heh?
      Przyznaję, że jak się chce i umie, to wiele można. Ale czy uczelnia, która
      utrzymuje się za nasze pieniądze nie może wyjść trochę z pomocą?
      Komuna już się skończyła, to nie my jesteśmy dla instytucji, ale one dla nas i
      czegoś można od nich oczekiwać, bo skoro wszystko mam sam robić to po co mi
      uniwerek? No tak, po świstek...
      Macie panowie ciekawe podejście do życia - wymagać od tylko od obywateli
      (niekiedy heroizmu), a od państwa nic. Smutne, bo im więcej takich ludzi, to
      lepiej nie będzie. No chyba że w kwestii ogólnego zamordyzmu...
      I żeby nie było - nie chodzi mi o wspieranie leniuchów i nierobów, ale naprawdę
      nie wszyscy są wybitni i ogarnięci na rynku, co ma wiele różnych przyczyn, o
      których książki powstają, więc ich tutaj nie będę przytaczał. Chodzi o zwyczajną
      pomoc studentom planowaniu kariery, a nie to olewać. No bo np. co to za sens
      robić przedmiot "społeczna rola socjologa" na którym się mówi co można robić po
      tych studiach i jak się do tego przygotować dopiero na V roku, kiedy już jest za
      późno, a nie np. na II? Takie to trudne?
      Dajmy też szansę przeciętnym, rzetelnym i zainteresowanym czymś więcej niż tylko
      własną karierą studentom, a nie tylko oblatanym "szczurkowym" liderom i innym
      zdolniachom;) Kto jak kto, ale publiczne szkoły wyższe mogłyby mieć to na
      względzie...
    • goblin.girl pierwszy akapit rozbawił do łez 09.04.08, 14:10
      "Młodzi Brytyjczycy bardzo szybko rozpoczynają swoją karierę zawodową. 15-latki
      pracują w kawiarniach, a 19-letni studenci są zatrudniani w londyńskich biurach,
      gdzie zdobywają niezbędne doświadczenie. Tymczasem w Polsce młodzież stawia na
      gruntowne wykształcenie."
      Gruntowne wykształcenie, LOL. Gruntownie to należałoby przesiać kandydatów na
      studia, bo to,że każdy moze studiowac, nie znaczy, ze każdy sie do tego nadaje!
      I nie każdy musi! Idiotyczny wymóg wyższego wykształcenia + brak wymagań na
      starcie - w efekcie kompletna dewaluacja wyższego wyształcenia. Tragedia.
      • Gość: GQ Re: pierwszy akapit rozbawił do łez IP: *.adsl.inetia.pl 09.04.08, 14:23
        Tia, trudno się nie zgodzić. Nasze uczelnie to fabryki masowej produkcji
        magistrów, a jak produkt jest masowy to niestety kosztem jakości...
        Ale umówmy się, wąska specjalizacja tylko pod kątem zawodu to też nie jest
        rozwiązanie, warto mieć też szersze pojęcie o rzeczywistości, któż jak nie
        ludzie z wyższym powinni je mieć? Ktoś już tu pisał o "złotym środku";)
    • wyksztalciuch2 Nastolatki w pracy 09.04.08, 14:32
      Nie widzę nic złego we wczesnym rozpoczynaniu zarobkowania. Praca jakakolwiek by
      nie była uczy dyscypliny, daje możliwość obcowania z ludźmi na innych zasadach
      niż rodzicielskie, ew. opiekuńcze, uczy gospodarować groszem, jak również
      odpowiedzialności. Nauka w Polsce czasami jest szaleństwem. Jak słyszę o 2
      fakultetach i pracy dodatkowo, to zastanawiam się ile warta jest ta wiedza zdobyta
      • portobello_belle Re: Nastolatki w pracy 09.04.08, 14:58
        Ja uwazam, ze model polski jest anachroniczny i nie przystajacy do
        rzeczywistosci. W dzisiejszych czasach potrzeba wykwalifikowanych pracownikow,
        zas wartosc dyplomu magistra (nie mówiąc o licencjacie) gwałtownie spada. W
        Irlandii system kształcenia jest znacznie bardziej przystosowany do obecnych
        czasów. Młodzież bo średniej szkole wybiera się na kursy - po roku intensywnej
        nauki np. naliczania wypłat czy kierowania biurem firmy są w stanie objąć
        samodzielne stanowisko pracy z tym związane. Polskie wieloletnie studia, na
        których człowiek musi się uczyć masy niepotrzebnych przedmiotów, a praktyki
        (szczególnie na kierunkach humanistycznych) jest jak na lekarstwo, odpowiadają
        za masową produkcję absolwentów z może i szeroką wiedzą ogólną, ale zerowymi
        UMIEJĘTNOSCIAMI.

        Ja wychodzę z założenia, że jeśli człowiek chce poszerzać horyzonty i zdobywać
        wiedzę, to może robić to na własną rękę, a nie być zmuszanym do wkuwania
        filozofii studiując informatykę.

        I tak właśnie mamy rzesze absolwentów stosunków międzynarodowych, zarządzania
        czy politologii, którzy, w wieku 25 lat, przegrywają na starcie z irlandzkimi
        19latkami, którzy mają już praktykę zawodową.
        Wyśmiewacie się z nich, ze nie znają historii, bo to Wasza jedyna broń. A czy
        historię koniecznie trzeba znać? Czy to jakiś kurcze ogólny warunek? Czy to komu
        potrzebne do życia? Ja pracuję w korporacji finansowej i guzik to kogokolwiek
        obchodzi, czy znam historię powszechną, co wiem o bakteriach i co sądzę o
        Freudzie. Bo to nie ma żadnego przełożenia na moją pracę.
        W moim zespole zaledwie kilka osób ma dyplomy wyższych uczelni. Większość,
        (łącznie z managementem) nie ma. A są swietnymi pracownikami, mają olbrzymią
        wiedzę finansową (nabytą w praktyce, nie na wykładach), parę lat doświadczenia,
        będąc przy tym wszystkim młodszymi ode mnie...

        • Gość: :O) portobello_belle - swieta racja IP: 194.205.160.* 09.04.08, 17:01
          portobello_belle... tyle ze w Polsce pokutuje mit Polaka-madrali,
          ktory to jest madrzejszy od calego zachodu razem wzietego.
          Smutne to i zalosne, ale tyle lat prania mozgu przy zamknietych
          granicach robi swoje.
          Potem taki idiota zadaje lamana angielszczyzna pytanie angolowi o II
          WS i przy braku odpowiedzi buduje stereotyp SUPER MADREGO POLAKA.
          ...takie tam sobie glupoty.
        • Gość: kate Re: Nastolatki w pracy IP: *.chomiczowka.waw.pl 09.04.08, 18:10
          ok, masz rację, że Freud informatykowi potrzebny nie jest, tyle że istnieje
          pewien kanon wiedzy, który powinno się znać. Nie mówię, że każdy musi, ale jeśli
          człowiek decyduje się na czytanie neewsweeka, polityki, a nie np. faktu, to
          wielu artykułów po prostu nie zrozumie, jeśli będzie obracał się tylko w swojej
          wąskiej specjalizacji.
          Wiem, że wiedza dla samej wiedzy to hasło przestarzałe i trochę naiwne. Ale
          rozejrzyj się; świat wymaga od nas coraz więcej; my samy wymagamy. Nie potrafimy
          rozsądnie podchodzić do wiedzy (która rozwija się w tempie ekstremalnym) i stąd
          takie kwiatki, o których piszesz albo - jak u mnie nauka html'a na kierunku
          humanistycznym... i po co, skoro, jeśli będę zakładać stronę int. to i tak sama
          jej nie zaprojektuję, tylko kupię coś gotowego...
          No, ale z drugiej strony nie ograniczajmy sie; im dłużej żyję na tym świecie,
          tym bardziej przekonuję się, że czasem pozornie nieprzydatne informacje mają
          wpływ na mój światopogląd, sposób myślenia.. czyli złoty środek ;-)
          • portobello_belle Re: Nastolatki w pracy 09.04.08, 18:22
            Kate, ale przeciez jezeli chce sie interesowac tym, o czym czytam w Newsweeku,
            to w czym problem? Moge przeciez zglebiac interesujace mnie tematy. Nie musze
            koniecznie skonczyc studiow wyzszych, zeby cokolwiek zrozumiec! Przydatna wiedze
            ogolna mozna zapodac w znacznie bardziej kompaktowy sposob.

            Waska specjalizacja... coz, czasy ludzi renesansu odeszly w zapomnienie.
            Niestety, sa takie czasy, ze aby zyc na poziomie i zapewnic ten poziom rodzinie
            (a do tego dazy zapewne wiekszosc ludzi), trzeba umiec robic cos konkretnego i
            byc w tym dobrym.
            A polski model studiów nie technicznych tego nie zapewnia. To taka przechowalnia
            młodych ludzi, którzy po 5 latach nauki 'wszystkiego po trochu' sa przekonani o
            swojej wyjatkowosci i zachowuja sie, jakby pozjadali wszystkie rozumy.

            Ja uwazam swa decyzje o poprzestaniu na licencjacie za wyjatkowo sluszna. Bo
            gdybym ponudzila sie jeszcze 2 lata i wypocila magisterke, to wcale nie
            uczyniloby mnie to madrzejsza. Nic a nic. A bylabym 2 lata starsza, nadal bez
            doswiadczenia. Minus tego jest taki, ze jak bede chciala wrocic do Polski, to
            bez magistra pewnie nawet na recepcjonistke mnie nie wezma :D
            • portobello_belle Re: Nastolatki w pracy 09.04.08, 18:23
              aha, no a zyczliwa brac z dyplomem magistra przyprawi gebe idiotki (no bo jak
              mozna nie miec magistra?) :)
              • Gość: GQ Re: Nastolatki w pracy IP: *.adsl.inetia.pl 09.04.08, 18:36
                A mnie się podoba myślenie Kate, bo jest podobne do mojego. Wiesz, na zachodzie
                Europy (niekoniecznie w UK)priorytetem wcale nie jest kasa (jak w USA), ale
                jakość życia. Oczywiście bez przesadnych generalizacji. Ale trudno żeby owa
                jakość była wysoka jak nie wiem nic poza równaniami fizycznymi... I ok, jak ktoś
                chce niech się dokształca na własną rękę, ale jakoś wydaje mi się to mało
                realne. Więc może jednak warto mieć te kilka przedmiotów innych niż ze
                specjalizacji, jako pewien bodziec, czyż nie?
                A ludzie renesansu odeszli, to prawda, w gospodarce kapitalistycznej nie ma dla
                nich wyeksponowanego miejsca. Ale uważam, że takie miejsca powinni mieć np. w
                polityce czy na innych stanowiskach decyzyjnych - bo obejmują szerszy kontekst -
                a od szczegółów są właśnie specjaliści,którymi trzeba rozsądnie pokierować;)
                Technokratyzm nie jest wcale dobrym podejściem. Uważam że ludzi stać na więcej
                niż tylko patrzenie na rosnące słupki przychodów, żeby potem wszystko roztrwonić
                na pierdoły.
                A godny poziom życia to jest pojęcie bardzo względne - dla niektórych to będzie
                wymiana całej garderoby co miesiąc, bo staje się "niemodna";)Wszystko zależy od
                tego, co nam wcisną do głowy jako priorytety. Teraz jest to "mieć", żebyśmy
                ciągle tylko harowali, żeby móc kupić rzeczy, których wcale nie potrzebujemy,
                żeby inni mogli na tym zrobić jeszcze więcej po to by kupić jeszcze więcej
                rzeczy, których tak naprawdę też nie potrzebują... a wystarczyła by po prostu
                zmiana akcentu - by wszystkim żyło się lepiej ;)
                • portobello_belle Re: Nastolatki w pracy 09.04.08, 23:11
                  Zgadzam się z Tobą, nie uważam żeby wizja społeczeństwa z klapkami na oczach,
                  sfokusowanego na jeden cel była ciekawa, szczególnie jeśli jedynym celem jest kasa.
                  Nie uważam jednak, żeby to studia wyższe były jedyną drogą do rozwoju. Ja
                  osobiście znaaaaaczną większość zdobytej wiedzy ogólnej wyniosłam ze szkoły
                  średniej. Nie podoba mi się szufladkowanie nie-studentów na zasadzie: skoro nie
                  studiuje, to pewnie jest czytelnikiem Super Expressu i wielbicielem M jak
                  miłość. Tak samo, to, że ktoś specjalizuje się w konkretnej dziedzinie nie
                  oznacza, że się do niej ogranicza.

                  Dlatego uważam, że solidna porcja wiedzy ogólnej na poziomie
                  podstawówkowo-licealnym + praktyczne, skondensowane kursy to podstawa. Reszta
                  fakultatywnie - chętnie się zapiszę. :)
    • Gość: razor polska szkoła uczy wszystkiego, IP: 213.17.175.* 09.04.08, 14:43
      i stąd potem taki problem ze znalezieniem pracy,
      studia nie mają odpowiednich specjalizacji,
      jedyna szansa to popracować w trakcie studiów i tą specjalizację zdobyć, ale
      właśnie, tak wyglądają polskie uczelnie, że na ludzi którzy pracują patrzą jak
      na głąbów, którzy się widać nie dostali na dzienne.
      • Gość: gosc zyczliwy Re: polska szkoła uczy wszystkiego, IP: 67.130.145.* 09.04.08, 17:14
        pewnym wymiernym wyznacznikiem jaksoc wyksztalcenia sa ilosci
        patentow lub innnowacji technicznych w Polsce i innych krajach
        europejskich zglaszanych corocznie.Kto zna dane?
    • Gość: qqnqq Re: Nastolatki w pracy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.04.08, 22:10
      Dopiero na 5 roku studiów mogę pogodzić pracę na pół etatu ze studiami
      dziennymi. Wcześniej było to niewykonalne, więc trzeba było dorabiać w weekendy
      na jakichś promocjach albo w magazynach..
      Śmieszne, że przy takim trybie studiów, jaki mamy w Polsce, od świeżo
      upieczonych absolwentów czy studentów 4/5 roku pracodawcy wymagają często
      ROCZNEGO doświadczenia w branży. Tym samym na uprzywilejowanej pozycji są
      studenci zaoczni, więc moim zdaniem w Polsce wcale nie liczy się wykształcenie.
      (Wszyscy wiemy, że studia dzienne a zaoczne to dwa światy, nikomu niczego nie
      ujmując..)
    • Gość: Patka Nastolatki w pracy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.04.08, 22:02
      tez bym chciala tak jak nastolatki w angli zarabiac sama kase...zawsze sie mi do
      czegos przyda..a tu w polsce to nic..nawet ulotek nie moge rozdawac bo mam 14
      lat..poprostu żal..:/
    • Gość: Krakowianka_91 Ja pracuje 15roku zycia;P IP: *.kolornet.pl 15.04.08, 09:33
      Ja pracuje od 15 roku życia na tzw. promocjach. Spokojnie jestem w
      stanie pogodzic prace ze szkolą gdyż prace mam tylko w weekendy.
      Niby jest ustawa ze od 16 roku życia można "legalnie" pracowac, ale
      cóż z tego jak i tak nawet na "promocje" czesto wymagają min. 18
      lat. Szczerze mowiąc uwazam, ze jest to bez sensu, poniewaz nie
      jedna pelnoletnia osoba (ktora ma taka mozliwość) woli pojsc do
      pracy na pol lub pelen etat a nie "bawic" sie w stanie na
      promocjach. Wielu ludziom wydaje sie ze takie hostessy nic nie robia
      tylko sie obijaja w pracy, postoja kilka godzin i dostaja spore
      pieniadze. Otóż wcale NIE! stoimy od 6h do 10h (czasem zdarza sie 11-
      12), wysluchujemy czesto upierdliwych, zlosliwych klientow, ktorzy
      glupio dogaduja a my musimy sie milutko usmiechac;/ ja dostaje 7zl/h
      co wcale nie jest duzo poniewaz po 10h pracy jestem tak wykonczona
      ze nie wiem jak sie nazywam. Wiele hostess zarabia ponizej 6zł to
      jest KARY GODNE! pracownicy sklepow traktuja nas "z gory" jakbysmy
      byli intruzami a my jestesmy po to aby zwiekszac sprzedaz, szkoda ze
      tego nie doceniaja tylko wymagaja od nas jeszcze wiecej. Jesli czyta
      to jakis przedsatwiciel handlowy to musze mu uswiadomic ze nie
      opierniczamy sie tak jak wam sie to wydaje, wy tylko przychodzicie i
      krytykujecie to co my robimy ciagle wam sie cos nie podoba jesli
      tacy jestescie madrzy to mam propozycje: ubierzcie sie w te paskudne
      stroje, w ktorych my ciagle musimy stac, usmiechajacie sie do
      wszystkich ludzi ktorzy olewaja wszelkie promocje i stojecie 10h.
      Zobaczymy czy nie odczujecie zmeczenia i czy bedziecie nadal uwazali
      ze nic nie robimy. Pozdrawiam wszystkie hostessy;)
    • Gość: asia92krk Nastolatki w pracy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.04.08, 18:50
      fajne moze byc ale nie baR4DZO
    • Gość: edzia010 Nastolatki w pracy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.04.08, 20:56
      JA uważam, ze jak chce się pracowac toznajdzie się pracę, aja mam
      prawie 16 lat i pracuję jako hostessa.
    • Gość: struna Nastolatki w pracy IP: *.nat.tvk.wroc.pl 28.04.08, 19:18
      W polsce nastolatek moze jedynie roznosci ulotki,a co to za
      dowiadczenie,pracodawca chce miec wykształconych i najelpiej z
      doswiadczeniem a pracujac w sklepie co to za doswiadczenie...
    • Gość: kermiT Nastolatki w pracy IP: *.netcorp.pl 29.04.08, 18:19
      ja zaczolem prace w wieku 16 lat znaczy nie prace ale praktyke i
      powiem tam ja zakoncze szkole zawodowa bede mial wyksztalcenie i
      zawod ktos kto ukonczy liceum w dzisiejszych czasach moze zostac
      sprzataczem taka prawda jezeli niestac go na studia to nic
      nieosiagnie
    • Gość: MeLanor Nastolatki w pracy IP: *.icpnet.pl 01.05.08, 22:38
      nie oszukujmy sie reali polskie a angielskie roznia sie w polsce
      zeby zdobyc praca (dobra zeby opłacic studia i miec na nie czas czy
      tez inne szkoły lub + utrzymac rodzine)trzeba miec rodzine na
      odpowiedni stanowiskach :)(lub znajomych) wtedy mozna myslec o
      przyszłosci w polsce...


      P.S nie dziwie sie studentom ze Wyjeżdżają za granice nasz system
      ich nie docenia lub wynagrodzenia sa bardzo smieszne

      -młodzi ludzie tez musza zarobic na swoje potrzeby chociarz powoli
      sie robi tania siła robocza młodzi maja małe stawi i czesto sa
      wykorzystywani przez pracodawcow ale zadko maja wybor...:(
    • Gość: Daria Nastolatki w pracy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.05.08, 12:48
      Uwarzam,że praca dla młodziezy w tych krajach jest bardzo dobrym pomysłem.W Polsce jest to zakazane,a ten zakaz moim zdaniem powinien byc wycofany.Praca dla młodziezy dawała by dużo kożysci zarówno dla nich jak i dla ich rodziców.Wykształcenie dzieci jest bardzo dużym obciążeniem dla rodziców!Z pewnością taka praca odciązyła by w pewnym sensie ich portwele.Dużo młodziezy w wieku 16 lat na wakacje wyjeżdża za granicę,aby sobie"zarobić",a po co wyjeżdzac gdyby władza w Polsce była "UDANA"to i takie rozwiązania nie byłyby potrzebne!Dzięki władzy młodzi ludzie już od "dziecka" przyuczani są do tego,ze aby mieć pieniądze trzeba wyjechać!!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka