Dodaj do ulubionych

Zimny wychów

21.04.12, 16:45
Zaskakuje mnie nieustannie pouczanie przez starsze pokolenie, że za ciepło wychowuję dzieci.
Że niemowlak ma leżeć w łóżeczku i tylko do karmienia brać.
Że karmić piersią to pół roku, bo potem to źle.
Żeby nie nosić, bo się przyzwyczai.
Żeby nie stosować zdrobnień, bo się źle nauczy mówić. (I to nie w sensie "mamunia weźmie ninisia do wóziećka" ale też na cenzurowanym są "rączki" "nóżki" i "bułeczki")
I tak dalej.

Zastanawia mnie, z czego te teorie wynikają? Czyżby tak mocno trzymały się normy wdrażane na okoliczność planów sześcioletnich i kobietnatraktorów? Bo przecież to w sumie zaprzeczenie instynktów, jak mi się zdaje, biologicznie warunkujących opiekę nad "młodymi" u zwierząt.
Wychodzi też na to, że sztafeta pokoleniowa ma się nieźle - słucham innych matek, czytam fora i widzę, że zatrważająca ilość kobiet uważa, że dawanie wyrazu swoim instynktom, miłości i tak dalej nie powinno być codzienną praktyką - "bo się przyzwyczai".

A jeszcze - jaki model przeważa w Waszym otoczeniu? Jak się ma do wykształcenia/świadomości głoszących?
Obserwuj wątek
    • lezbobimbo Re: Zimny wychów 21.04.12, 17:11
      truscaveczka napisała:
      > Zastanawia mnie, z czego te teorie wynikają? Czyżby tak mocno trzymały się norm
      > y wdrażane na okoliczność planów sześcioletnich i kobietnatraktorów?

      Nie sądzę, że to tylko PRL, bo w krajach pierwszego bogatego świata, nawet przy niepracującej kobiecie, wśród wielu rodziców istnieje takie przekonanie, ze gdy jest ciąża, to szykuje się osobny pokoik dla niemowlęcia.
      Ma tam grzecznie gaworzyć w łóżeczku, a jak ryczy samo, to może być pocieszane, ale też ma nie być brane do łóżka rodziców, "bo się przyzwyczai i będzie potem rykiem szantażowac".
      W takich postanowieniach często przeważa wygoda pana domu, który nie chce dzielić sypialni i swej damy z małym wrzaskunem (nawet dzisiaj taki pan się zdarza, jak zaobserwowałam). Ale same matki też lubią planować shopping i dekorowanie dziecialni.
      Dochodzi do tego przekonanie o tresurze niemowlaka do spania jak rodzice.
      To wszystko może być wspomnienie czasów jeszcze wiktoriańskich - albo po prostu przekonanie, że grzdyl jak płacze, to świadomie na złość starym.

      Z kolei przytulanie i noszenie dziecia jak kangur przy sobie w miejscach publicznych jest jak najbardziej wymagane i chwalebne na Zachodzie, więc może tylko z tym pokoikiem mają zimny chów.
      Chyba, że chcesz popełnic publiczną zbrodnię karmienia gdzie indziej niż w jadącej pieluchami toalecie (a to już od kraju do kraju zależy, czy ludziom będzie to zwisać czy będą przewracac oczyma).
      • anutek115 Re: Zimny wychów 21.04.12, 18:01
        lezbobimbo napisała:

        > Nie sądzę, że to tylko PRL, bo w krajach pierwszego bogatego świata, nawet przy
        > niepracującej kobiecie, wśród wielu rodziców istnieje takie przekonanie, ze gd
        > y jest ciąża, to szykuje się osobny pokoik dla niemowlęcia.
        > Ma tam grzecznie gaworzyć w łóżeczku, a jak ryczy samo, to może być pocieszane,
        > ale też ma nie być brane do łóżka rodziców, "bo się przyzwyczai i będzi
        > e potem rykiem szantażowac".

        Prawda! Mam najlepszą przyjaciółkę mieszkającą w Stanach, opowiadała mi, że jak jej pierworodna w nocy plakała, a ona wstawała po raz tysiącpińćsetny, to sie tylko cieszyła, że musi cały korytarzyk przejść, w trakcie to którego spaceru para z niej uchodzi i już nie ma ochoty udusić potomkini poduszką. Sypialnia rodziców była na jednym końcu mieszkania, sypialnia małej - na drugim, przy uchu - niania elektroniczna i to uchodziło za normalne. Ja wtedy byłam bezdzietna, ale nawet wtedy nie rozumialam, czemu oni chociaż łóżeczka do siebie nie wstawią? Przecież tak chyba wygodniej niż po dlugim korytarzu w te i nazad latać...

        Teraz, jak już bezdzietna nie jestem, nadal nie rozumiem - moje spały w naszej sypialni, jak było trzeba i miały ochotę (a, wbrew czarnowidztwu "wszystkowiedzaczy", nie zawsze miały) to w naszym łóżku, i bardzo to sobie chwalę, osobnego pokoiku nie umiem sobie wyobrazić nawet.

        A jesli chodzi o wszystkowiedzące społeczeństwo, to ja albo mam szczęście do ludzi, albo się nie przejmuję, ale raczej mam szczęście, bo ja z tych przejmujących się smile. Piersią karmiłam długo i w przeróżnych miejscach, nie wyglądałam tak pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Plik:Jean_Fouquet_005.jpg&filetimestamp=20101022130529 , tylko o wiele dyskretniej, ale dla chcącego się przyczepić... nikt sie jednakże nigdy nie przyczepił. Mama i tesciowa kciuki trzymaly i podziwiały, wszyscy pediatrzy zachęcali, mówię do dzieci jak chcę i też nie spotyka się to z żadnymi uwagami... Nosiłam, przytulałam, a nawet nadal nosze i przytulam, i jedyny problem to ten, że mialam do noszenia i przytulania za dużo chętnych, Starszy - jakbym pozwoliła, a on mial taka fantazję - to by do roku co najmniej stopą ziemi nie dotknął wink. Żeby dobić, mam dzieci wegetariańskie, nikt nie czyni uwag, ani z bliższj, ani z dalszej rodziny, ani nawet liczni znajomi tesciowej, raz się trafiła próba poczęstowania kiełbasa przy ognisku przez kogoś nieuswiadomionego, storpedowana przez Starszego, osoba częstująca przeprosiła i już.

        Tak więc ja mam dobre doświadczenia.
        • ananke666 Re: Zimny wychów 24.04.12, 11:19
          > Prawda! Mam najlepszą przyjaciółkę mieszkającą w Stanach, opowiadała mi, że jak
          > jej pierworodna w nocy plakała, a ona wstawała po raz tysiącpińćsetny, to sie
          > tylko cieszyła, że musi cały korytarzyk przejść, w trakcie to którego spaceru p
          > ara z niej uchodzi i już nie ma ochoty udusić potomkini poduszką.

          Miałabym chęć na duszenie, gdybym musiała trzaskać w nocy kilometry, zamiast wyleźć z betów, zrobić dwa kroki i zatkać dzieciaka pożywieniem. Ale ja w ogóle byłam wygodnicka. Często brałam dziecko do łóżka, żeby nie latać zbytecznie i nie słuchać głodowych wrzasków, przysypiałam przy karmieniu, a po zakończeniu często błyskawicznie zasypiałam martwym bykiem z dziecięciem przy boku, nie nosiłam po mieszkaniu jak się darło, rozumnie uznając, że przemieszczanie się raczej mu nie pomoże, zmienne widoki sufitu i ścian wartości terapeutycznej nie mają i równie dobrze mogę siedzieć i przyzwoicie oprzeć o coś wygodnego me biedne plecy.
          Może w dzień nosiłabym więcej, gdyby nie to, że na chusty nie było mnie stać. Wózek mieliśmy za ułamek ceny chusty. Bez chusty nadmiar noszenia rzeczywiście może być kłopotliwy, dziecko w kółko noszone i kołysane może się drzeć, kiedy przyjemne bodźce znikną. Przy noworodku to małe miki, gorzej, jak dziecina porośnie w kilogramy. Zatem zamiast nosić, częściej po prostu kładłyśmy się razem. Ono miało mnie blisko, a ja miałam je blisko i nad głową dziecinki książkę. Ono dostawało przytulanki i mizianki, a ja lekturę i święty spokój.
          • zla.m Re: Zimny wychów 25.04.12, 20:11
            ananke666 napisała:

            >Zatem zamiast nosić, częściej po prostu kładłyśmy się razem. On
            > o miało mnie blisko, a ja miałam je blisko i nad głową dziecinki książkę. Ono d
            > ostawało przytulanki i mizianki, a ja lekturę i święty spokój.

            ach, jaki piękny patent. Pozwolisz, że wykorzystam, kiedy źlątko.m pojawi się na świecie? smile
    • nisar Re: Zimny wychów 21.04.12, 18:12
      Tego typu uwagi wygłaszają głównie osoby, które same wychowywały swoje dzieci bez czułości. I taką mam cichą teoryjkę, że teraz im żal i zazdrość, więc próbują ustawić innych żeby im żal i zazdrość być nie musiało smile
      • verdana Re: Zimny wychów 21.04.12, 18:26
        A dla mnie zaskakujące najbardziej jest to, że kiedy ja wychowywałam syna 28 lat temu - to rzeczywiście zimny wychów był jeszcze w modzie, ale na zdecydowanym wykończeniu. W sprzedarzy królował dr Spock. Przy córce - lat 25 - śladu po nim nawet w zaleceniach lekarskich nie zostało. Więc nie bardzo rozumiem, dlaczego czcigodne babunie, które już same były tresowane do nuszenia dzieci i zajmowania się czule, teraz dają zalecenia, na które same się oburzały. Skleroza?
        Poza tym , moja pediatra, własnie wtedy pocieszała mnie, ze kawalerka przy dwojgu dzieciach wcale nie jest zła, bo dzieci POWINNY być w pokoju z rodzicami, a statystyki mowią, zę śmierć łóżeczkowa zdarza sie częściej tam, gdzie małe dziecko ma oddzialny pokój.
        • verdana Re: Zimny wychów 21.04.12, 18:27
          SprzedaŻy.
          Mój doktorant mnie wykończy, słowo daję.
        • anutek115 Re: Zimny wychów 21.04.12, 18:47
          verdana napisała:

          Więc nie bardzo rozumiem, dlaczeg
          > o czcigodne babunie, które już same były tresowane do nuszenia dzieci i zajmowa
          > nia się czule, teraz dają zalecenia, na które same się oburzały. Skleroza?

          Akurat obie babunie moich dzieci nie dają, moja wręcz zazdrośnie mówi o tym, ze teraz mi wolno, a jej to w ogóle... i myślę, że w tym problem. Może i one się oburzały, może ich nawet nie wykonywaly, idąc raczej za swoim instynktem, ale zapewne myślały, że POWINNY przestrzegać. Bo tak im napisano, bo naukowcy, bo lekarze, bo wszyscy mówili, że tak się powinno, i nawet jeśli one same robiły inaczej to jednak ze świadomoscią, że sprzeniewierzają się "naukowemu" podejściu.

          Słowem, może one sądzą, że postępowały źle nie słuchając naukowych autorytetów swoich czasów i chciałyby, by córki i synowe postępowaly dobrze...

          Oczywiście, to tylko takie gdybanie smile.
          • ding_yun Re: Zimny wychów 21.04.12, 18:58
            Zawsze mnie zastanowiało skąd wzięło się przekonanie, że niemowlę będzie szantażować krzykiem, żeby zmusić rodziców do brania go na ręce. Naprawdę nie wiem, czy w głowie takiego malucha może powstać taka zawikłana intryga. Wydaje mi się to jednak działaniem przeciwko jakiemukolwiek instynktowi i intuicji - w naturze naszego gatunku jest jednak reagowanie na płacz i krzyk. Teraz chyba już się od tego zimnego wychowu "na wypłakanie" odchodzi, ostatnio urodziło się w mojej rodzinie trochę dzieci i żadne z rodziców tego nie praktykuje z tego, co wiem.
            Natomiast z noszeniem w chuście to coś rzeczywiście jest na rzeczy. Spotkałam się z paroma opiniami (i to nie tylko od kobiet 70+, ale także od trzydziestolatek), że dziecku nie może być w takiej chuście wygodnie bo - uwaga - dyndają mu nogi. Słowo daję, o tym bym nie pomyślała smile
            • truscaveczka Re: Zimny wychów 22.04.12, 07:28
              Co jest złego w noszeniu w chuście?
              - matce się kręgosłup psuje
              - dziecku się kręgosłup psuje
              - dziecku krew nie dopływa do nóg
              - dziecko nie może być w pionie
              - udusi się, jak się wtuli
              - ma za ciasno i oddychać nie może
              - teraz matkę ujeżdża i całe życie tak będzie, bo się matka daje
              - nie da się inaczej uspokajać i je przytulać będzie trzeba
              - wygląda się jak Cyganka

              Popularne komentarze:
              "o matko co ona robi temu biednemu dziecku"
              "biedny, nawet polozyc sie nie moze. dziecko mecza niedziwne ze az zasnal..."
              Ostatnio znajoma usłyszała, jak szła z dzieckiem w chuście: (jakaś mama siedząca za straganem z kwiatami z synkiem ok 1,5 roczku w spaceróweczce parasolce) "zobacz!!!jak będziesz niegrzeczny to też ci tak zrobię"
              Już nie mówię o reakcjach typu propozycja pożyczki na wózek, bo w chustach to tylko margines, co wszystko na przelew puszcza, nosi big_grin

              Mnie pieniądze ofiarowano kilkakrotnie - albo stary wózek po obcym dziecku, a ja za każdym razem odpowiadałam, że chusty kosztują od 300 do 1000 złotych tongue_out zaś wózki mam 2 ;P
              • verdana Re: Zimny wychów 22.04.12, 14:10
                Aaaa... Do polowy myślałam, ze Ty tak serio i o mało nie padłam na zawałsmile
              • ding_yun Re: Zimny wychów 22.04.12, 17:34
                truscaveczka napisała:

                > Co jest złego w noszeniu w chuście?
                > - matce się kręgosłup psuje

                A tak poważnie - nie psuje się jednak trochę? Bo chyba jednak nie jest zbyt zdrowo nosić taki ciężar na sobie, nawet porządnie zawiązany? Reszta argumentów jest z gatunku lolkontentu, ale ten mi jakoś przemawia, może dlatego, że mam od urodzenia kłopoty z kręgosłupem.

                > - wygląda się jak Cyganka

                ... I tu jest pies pogrzebany. Dobrze, że jak żydówka, masonka albo cyklistka wink

                • alanta1 Re: Zimny wychów 22.04.12, 20:11
                  ding_yun napisała:

                  > Bo chyba jednak nie jest zbyt zdrowo nosić taki ciężar na sobie, nawet porządnie zawiązany?

                  Na pewno bez wpływu nie jest, bo się środek ciężkości przemieszcza. Szczególnie, jak się nosi niesymetrycznie, na boku.
                  Mi wysiadło biodro, bo nosiłam młodego zawsze na prawej stronie i dostałam ochrzan od lekarki. W ciążach też mi biodra siadały, bo brzuchol zmieniał położenie miednicy.
                • menodo Re: Zimny wychów 23.04.12, 13:52
                  A tak poważnie - nie psuje się jednak trochę? Bo chyba jednak nie jest zbyt zdr
                  > owo nosić taki ciężar na sobie, nawet porządnie zawiązany? Reszta argumentów je
                  > st z gatunku lolkontentu, ale ten mi jakoś przemawia, może dlatego, że mam od u
                  > rodzenia kłopoty z kręgosłupem."

                  Mój się zepsułsad Ale ja - kiedy nosiłam swojego syna - byłam bardzo drobna, nieumięśniona i niewysportowana. Córki (7 lat różnicy) nie byłam w stanie już nosić po ok. 3 m-cu z powodu bólu w okolicy lędźwiowej. Kilka moich koleżanek miało podobnie.

                  Ale to dla mnie nie jest argument przeciwko noszeniu w chuście czy nosidełku - tylko za tym, by matki robiły to prawidłowo, dbając o własny kręgosłup i mięśnie.

                  • alanta1 Re: Zimny wychów 23.04.12, 14:39
                    menodo napisała:

                    > Ale to dla mnie nie jest argument przeciwko noszeniu w chuście czy nosidełku -
                    > tylko za tym, by matki robiły to prawidłowo, dbając o własny kręgosłup i mięśnie.

                    To jest oczywiste, szczególnie, że wózek czasem też trzeba wtaszczyć po schodach...
                    Ale jakoś brakuje mi akcji informacyjnej ze strony "chustomaniaczek"...
                • truscaveczka Re: Zimny wychów 23.04.12, 15:30
                  Ding, jeśli matka zaczyna nosić wcześnie (lekkie dziecko) i ma zdrowy kręgosłup, a nosi w nosidle ergonomicznym (nie wisiadle na wysokości krocza, przodem do świata, wrr) lub w chuście dobrze dociągniętej, to nie ma to negatywnego wpływu na kręgosłup.
                  https://fbcdn-sphotos-a.akamaihd.net/hphotos-ak-snc7/307630_290017177678089_100000094288034_1211212_603547586_n.jpg
                  https://www.jendrulino.pl/upload/Image/strony%20i%20podstrony/noside%C5%82ko-przod.jpg
                  Tragedia. I tu na pewno nosiciela wszystko boli.
                  • menodo Re: Zimny wychów 23.04.12, 15:49
                    Ojej, skąd ta pewność?
                    Różnie to bywa. Na zdjęciach prawidłowo noszonego dziecka jest chyba tatuś? Fakt, mojemu mężowi też nic się złego z kregosłupem nie stało - a nosił i starszego ponad 10 kg. klocka, i dziewczynkę - kiedy mój kręgosłup odmówił posłuszeństwa.
                    A nosidełko mieliśmy superergonomiczne, superdrogie i superamerykańskie.
                    • truscaveczka Re: Zimny wychów 23.04.12, 16:43
                      Kluczowe słowo - zdrowy kręgosłup. smile
                      • alanta1 Re: Zimny wychów 23.04.12, 17:09
                        truscaveczka napisała:

                        > zdrowy kręgosłup

                        ale to oksymoron big_grin
                    • alanta1 Re: Zimny wychów 23.04.12, 17:08
                      Jeśli nosi się symetrycznie, to może i kręgosłup nie odczuje tego od razu.
                      Ale nie ma siły, żeby przemieszczenie środka ciężkości nie pozostawało bez wpływu na obciążenie stawów, głównie biodrowych.
        • nessie-jp Re: Zimny wychów 21.04.12, 19:04
          > Więc nie bardzo rozumiem, dlaczeg
          > o czcigodne babunie, które już same były tresowane do nuszenia dzieci i zajmowa
          > nia się czule, teraz dają zalecenia, na które same się oburzały. Skleroza?

          Coś w tym rodzaju. Obstawiam, że takie osoby na pewnym etapie życia zinternalizowały bardzo silne poczucie winy, że wychowywały swoje dzieci bardzo "źle" i "nienowocześnie", nie tak jak trzeba, nie tak jak eksperci zalecają.

          I na tym etapie już pozostały, a teraz pędzą, mało nóg nie połamią, żeby ostrzegać nowe nieświadome ogromu niewiedzy matki przed rzekomymi błędami wychowawczymi (tymi samymi, które one właśnie popełniały, zauważcie!)

          Na przykładzie: pani Pipsińska całe życie dawała dziecku żuć sznurek. W latach 70-tych, gdy jej dziecko miało już lat 15, ze zgrozą dowiedziała się, że żucie sznurka strasznie szkodzi i należy go wyparzać, a w ogóle najlepiej nie pozwolić dziecku nic żuć, tylko podawać pasteryzowane przeciery warzywne ze słoiczka. Teraz pani Pipsińska ma lat 70, ale trauma nagłej świadomości, jak strasznie krzywdziła swoje dziecko wskutek zezwalania na żucie sznurka, nadal pozostaje dla niej bardzo żywa. I teraz chodzi i ostrzega te głupie młode siksy, żeby przypadkiem nie dawały dziecku do żucia sznurków, tylko pasteryzowany przecier warzywny, bo jeśli dadzą żuć sznurek, to za 10 lat będą TAK strasznie żałować, jak pani Pipsińska żałowała w latach 70-tych...

          Ludzie fiksują się na pewnych modach i już dalej nie idą, po prostu nie i już. Przestają dostrzegać, że świat się zmienia, starannie to ignorują. Starsze panie ubierają się nadal zgodnie z tą samą modą, którą sobie przyswoiły 30 lat temu, więc czemu by nie miały tak samo się zafiksować na określonych modach na wychowywanie dzieci czy cokolwiek innego?
      • lezbobimbo Re: Zimny wychów 21.04.12, 18:51
        nisar napisała:
        > Tego typu uwagi wygłaszają głównie osoby, które same wychowywały swoje dzieci b
        > ez czułości.

        Albo jeszcze smutniej - same były tak wychowywane...
        • verdana Re: Zimny wychów 21.04.12, 19:12
          Jedno - tylko nie zlinczujcie - co jestem w stanie zrozumieć, to porady babć, dotyczace zimnego wychowu, w momencie, gdy widzą, zę wahadło przechyla sie w drugą stronę.
          Gdy córka nie pozwala sobie na taki luksus, jak odwiedzenie toalety bez dziecka , czy spokojną kąpiel, bo "on się zapłacze na smierć".
          Jeśli widzą, zę córka pada na pysk, a propozycja, aby wyszła na dwie godzinki z domu, kończy sie histerią, bo jak można porzucić dziecko?
          Jesli widzą, ze córka jest tak zafiksowana na niemowlęciu, że wali jej się małżenstwo.
          To wszystko widzę na słynnej emamie. I wtedy doceniam złoty środek - moze część tych rad o zimnym wychowie nie jest kwestią frustracji, ale dostrzegania, ze obie skrajnośći nie sa dla nikogo dobre.
          • anutek115 Re: Zimny wychów 21.04.12, 19:29
            verdana napisała:

            > Jedno - tylko nie zlinczujcie - co jestem w stanie zrozumieć, to porady babć, d
            > otyczace zimnego wychowu, w momencie, gdy widzą, zę wahadło przechyla sie w dru
            > gą stronę.
            > Gdy córka nie pozwala sobie na taki luksus, jak odwiedzenie toalety bez dziecka
            > , czy spokojną kąpiel, bo "on się zapłacze na smierć".
            > Jeśli widzą, zę córka pada na pysk, a propozycja, aby wyszła na dwie godzinki z
            > domu, kończy sie histerią, bo jak można porzucić dziecko?
            > Jesli widzą, ze córka jest tak zafiksowana na niemowlęciu, że wali jej się małż
            > enstwo.

            No i właśnie dlatego ja jestem bardzo oszczędna w wyrażaniu dezaprobaty dla "tych wścibskich bab, co wpychaja łeb do wózka i pchaja się nieproszone z radami" (cytat). Uważam bowiem, że te "baby" to jest pozostałość po czasach, gdy dziecko było "własnością" wspólnoty i przez wspólnote było wychowywane, a matka nie zostawała tak rozpaczliwie sama z wszystkimi lękami, niepewnością, strachem i zmęczeniem. A "zafiksowanie na niemowlęciu" to niekoniecznie zafiksowanie, tylko poddanie się obowiazującym obcnie poglądom, jakoby najlepsza dla dziecka była jego matka, ona zrozumie placz, ona odczytuje emocje, ona jest niezbędna, ona wie (cholera wie, skad), ona wyczuwa, bla, bla, bla. Te teksty "urodzisz, to pokochasz", "bedziewsz wiedziała, co mu jest", "matka odróżnia po płaczu, o co chodzi jej niemowleciu", "matka nie zrobi dziecku krzywdy, nawet niechcacy" - to wszystko niesie ze sobą ogromne obciążenie psychiczne dla młodych matek i mówi o olbrzymich społecznych wobec nich oczekiwaniach, wobec ktorych to oczekiwań zostają jakże często zupelnie same.

            Mloda matka może marzyć o tym, by wyść chociaz na spacer, sama, albo wyjecha ć na weekend, albo przespać noc, albo poczytać książkę, albo wziąć kąpiel, też sama smile, ale temu nie ulega dokładnie tak samo, jak jej matka nie ulegała pragnieniu, by ja wziąć na ręce, gdy plakała w łóżeczku, ale "autorytety" nie pozwalały.

            W sytuacji padajacej na twarz córki, która śpi po dwie godziny na dobę od miesiaca, ale nie pójdzie się zdrzemnąć, bo "dziecko jej będzie potrzebowac" potrzebny jest ktoś, kto powie "Słuchaj, ono się tak od razu choroby sierocej nie nabawi. I nie zapomni cię tak zaraz". Nie jest to jednakże równoznaczne z radzeniem podjecia "zimnego wychowu", tylko z - niezbednym! - głosem rozsądku.
            • ding_yun Re: Zimny wychów 21.04.12, 21:03

              > verdana napisała:

              > > Jeśli widzą, zę córka pada na pysk, a propozycja, aby wyszła na dwie godz
              > inki z
              > > domu, kończy sie histerią, bo jak można porzucić dziecko?
              > > Jesli widzą, ze córka jest tak zafiksowana na niemowlęciu, że wali jej si
              > ę małż
              > > enstwo.
              >

              Prawda, z tym w pełni się zgadzam. I to rzeczywiście jest pewien "syndrom emamy". Który bardzo ładnie rymuje się też z faktem o którym pisze poniżej anutek, a który na emamie także przybiera kosmiczne rozmiary mianowicie "sama się zdecydowałaś na dziecko, to teraz sama sobie radź". Czytałam kilka wątków w których młoda mama delikatnie wyrażała rozczarowanie faktem, że dziadkowie w ogóle nie chcą pomóc przy dziecku, nie chcą się nim kompletnie zająć. Reakcje ogólnie były takie, że dziadkowie już swoje dzieci wychowały i nie ma się prawa od nich niczego oczekiwać. Z jednej strony to rozumiem - nie podoba mi się z automatu robienie z babci darmowej niańki i odmawianie jej prawa do jakiegolwiek własnego życia. Z drugiej strony podejście pod tytułem "twoje dziecko to wyłącznie twój problem" nie wydaje mi się najzdrowsze - ani dla jednostek, ani dla społeczeństwa.
              • truscaveczka Re: Zimny wychów 23.04.12, 15:32
                Ja osobiście odczuwam brak tzw. grupy kobiecej i rekompensuję sobie go forum chustowym i jednym innym, gdzie już nie trzeba mieć dzieci wink
                Jakkolwiek np. teściowa w wielu rzeczach bardzo się sprawdziła w tym zadaniu smile
                • seidhee Re: Zimny wychów 24.04.12, 08:48
                  > rekompensuję sobie go forum chustowym

                  Podrzuć linka smile
            • szarsz Re: Zimny wychów 23.04.12, 09:52
              anutek115 napisała:
              > Mloda matka może marzyć o tym, by wyść chociaz na spacer, sama, albo wyjecha ć
              > na weekend, albo przespać noc, albo poczytać książkę, albo wziąć kąpiel, też sa
              > ma smile, ale temu nie ulega dokładnie tak samo, jak jej matka nie ulegała pragnie
              > niu, by ja wziąć na ręce, gdy plakała w łóżeczku, ale "autorytety" nie pozwalał
              > y.

              W moim otoczeniu dostrzegam więcej takich przypadków, zimnego wychowu naprawdę bardzo niewiele. "ja, ja, ja, tylko ja" jestem w stanie dobrze nakarmić, przewinąć, wykąpać, utulić itp. Matki są przeciążone psychicznie i fizycznie. Jeszcze w żłobku, z półtoraroczniakami czy dwulatkami pojawiają się koszmarnie zaniedbane... Nie zwykłam oceniać powierzchowności innego człowieka, dostrzegam jednak, że ułamek rozmamłanych, nieuczesanych tłustowłosych, ubranych w powyciągane koszulki i dresy kobiet jest wśród matek małych dzieci najwyższy. Albo - pod pretekstem trudności macierzyństwa ujawnia się nasza prawdziwa natura ;p. Albo TAK dały się wkręcić w samodzielną opiekę nad dzieckiem, że nie starcza czasu i sił na opiekę nad sobą.
              • alanta1 Re: Zimny wychów 23.04.12, 11:53
                szarsz napisała:

                > Jeszcze w żłobku, z półtoraroczniakami czy dwulatkami pojawiają się koszmarnie zaniedbane...

                Zaraz, i tak do pracy chodzą???
                • truscaveczka Re: Zimny wychów 23.04.12, 15:33
                  No fakt - do żłobka daje się raczej z konieczności. No, chyba że idą na 10 do sklepu i zdążą po oddaniu dziecka się doprowadzić do pionu.
                  • mamapodziomka Re: Zimny wychów 23.04.12, 18:33
                    Zalezy gdzie z koniecznosci wink) U nas 66% dzieci miedzy 1 a 3 rokiem zycia jest w przedzskolu (bo osobnych zlobkow nie ma), a jak doliczyc jeszcze te placowki kilka razy w tygodniu po kilka godzin, to jeszcze wiecej. Psychlog starszej juz mnie z mlodsza do dzieci pogonil, jak nie mamy miejsca w przedszkolu to chociaz na grupy zabawowe. Takze teorie tez sie roznia wink)

                    Ale fakt, czesto po wychyleniu w jedna strone wahadelko leci w druga i strasznym przestepstwem jest isc sie wysikac samotnie wink)) Akurat pokoiki dzieciece mialam dla obydwu gotowe juz w ciazy, bo lubie miec osobne miejsce na graty wink) Male spaly (jedna jeszcze spi) z nami w sypialni, ale lubie w piatek wieczorem kiedy mlodsze poklenie juz spi powynosic kontenery z zabawkami do dziecinnych pokoi i rozkoszowac sie krajobrazem wink)) Ale niedlugo bedziemy juz poltoraroczniaczke przerzucac do jej pokoju, bo wlasnie wkroczyla w etap, na ktorym spaicy w jednym pokoju rdzice sa zaproszeniem do zabawy w nocy. Wobec czego ona spi u nas w sypialni, a my sie wynieslismy na sofe do duzego, co nie jest najwygodniejszym rozwiazaniem (rzeklabym nawet, ze nawet gorszym dla kregoslupa niz chusta).
    • alanta1 Re: Zimny wychów 21.04.12, 20:33
      Mnie zaś nieustannie zaskakuje to, że kładzenie dziecka w swoim, osobnym łóżeczku i nienoszenie jest traktowane jako zimny wychów.
      Bo mi się zimny wychów kojarzy nieodmiennie z brakiem uczuć.
      • anutek115 Re: Zimny wychów 21.04.12, 21:12
        Czy zostawianie dziecka samego w łóżeczku, albo nie branie na rece, gdy płacze nie świadczy o braku uczuć?
        • alanta1 Re: Zimny wychów 21.04.12, 21:18
          anutek115 napisała:

          > Czy zostawianie dziecka samego w łóżeczku, albo nie branie na rece, gdy płacze
          > nie świadczy o braku uczuć?

          Ale ja nie pisze o niereagowaniu na potrzeby dziecka. Tylko o osobnym spaniu w łóżeczku, w osobnym pokoju. I o nienoszeniu dziecka, które się tego nie domaga.
          • anutek115 Re: Zimny wychów 21.04.12, 21:35
            alanta1 napisała:

            > Ale ja nie pisze o niereagowaniu na potrzeby dziecka. Tylko o osobnym spaniu w
            > łóżeczku, w osobnym pokoju.

            A, to ja akurat myślalam o dobrostanie mamy, podajac ten przykład smile. Po sobie sądzę - mnie było sto razy wygodniej mieć dziecko w tym samym pokoju, potem jego łóżeczko przesunęło się bliżej naszego, żebym go mogla w nocy nie budząc sie prawie za rączkę trzymać, albo brać do siebie i spac dalej. Mnie to bardzo odpowiadalo, jak pomyśle, że mialabym latac pięć-osiem razy każdej nocy przez korytarz!!!! Brrr. Ale jak dziecko w osobnym łóżeczku nie protestuje, to luz.

            > I o nienoszeniu dziecka, które się tego nie domaga.

            No to się zgadzamy, bo jeden z najgorszych modeli wychowania, jaki miałam okazję obserwowac w moim otoczeniu obejmowal noszenie dziecka - półtorarocznego!!! - CAŁY CZAS.

            Ale nikt tu chyba nie miał na myśli noszenia dziecka całymi dniami, bo tak, tylko raczej przeciwieństwo postawy "Zostaw, jak się wykrzyczy to będzie miało mocne płuca, a jak się zmęczy samo przestanie".
            • alanta1 Re: Zimny wychów 21.04.12, 21:44
              anutek115 napisała:

              > Mnie to bardzo odpowiadalo, jak pomyśle, że mialabym latac pięć-osiem razy każdej nocy przez korytarz!!!! Brrr.

              Dopóki karmiłam nocą to też spałam obok łóżeczka, ale w pokoju dziecka (u nas się nie zmieściło). Ale miałam taki egzemplarz, który szybko zaczął przesypiać noc, więc wróciłam do swojej sypialni. I zetknęłam się z krytyką "jak to, nie śpisz z dzieckiem?"

              > to się zgadzamy, bo jeden z najgorszych modeli wychowania

              Mam w bliskiej rodzinie prawie-trzylatka, który non stop wyciąga ręce do rodziców uncertain
              Co ciekawe przy innych jest bardzo samodzielny wink
              • anutek115 Re: Zimny wychów 21.04.12, 21:54
                alanta1 napisała:

                I zetknęłam się z krytyką "jak to, nie śp
                > isz z dzieckiem?"

                Istnieje kolosalne prawdopodobieństwo, że jakbys spala, to byś się spotkała z potępiajacym: "Jak to, z takim duzym dzieckiem spisz?!" wink.

                > Mam w bliskiej rodzinie prawie-trzylatka, który non stop wyciąga ręce do rodzic
                > ów uncertain
                > Co ciekawe przy innych jest bardzo samodzielny wink

                Mądre dzieciątko ;D!
                • alanta1 Re: Zimny wychów 21.04.12, 22:02
                  anutek115 napisała:

                  > Istnieje kolosalne prawdopodobieństwo...

                  Dlatego w stosunku do takich opinii stosuję wdupiemanie big_grin

                  > Mądre dzieciątko ;D!

                  Obserwując w jak perfekcyjny sposób to dziecię rozgrywa przeciw sobie własnych rodziców, błogosławię swoją konsekwencję i wspólny front wychowawczy z chłopem wink
          • jota-40 Re: Zimny wychów 21.04.12, 22:04
            Mnie się z kolei wydaje, że kobieta w swoim macierzyństwie często powtarza model rodzinny lub zachowuje się w opozycji do tegoż. Tak czy inaczej jej własne dzieciństwo i sposób wychowania są ważnym punktem odniesienia. Nie chciało mi się jakoś czytać zbyt wielu książek o ciąży/wychowaniu małego dziecka, zresztą w czasie, kiedy urodził się Pierworodny (20 lat temu) nadal królował Spock.
            Jednak w gruncie rzeczy przy każdym z trojga dzieci kierowałam się do pewnego stopnia instynktem i wdrukowanymi (pozytywnymi) wzorami z mojego własnego dzieciństwa.
            Chyba też miałam farta, jakoś nie pamiętam krytycznych uwag z boku, ani od krewnych, ani od obcych. I ze wszystkich stron czułam akceptację tego, co robię.
            Zastanawiam się teraz, czy stosowałam zimny wychów? Nie, nie powiedziałabym. W okresie niemowlęctwa dzieci (z konieczności zresztą) spały z nami w jednym pokoju, z reguły we własnym łóżeczku. Nie zdarzało się, żeby dziecko płakało samotnie i żebym na to nie reagowała w myśl jakiejś wydumanej teorii, ale też bywało, że dziecko ryczało, jak zarzynane prosię, kaprysząc/domagając się czegoś niedozwolonego etc., a ja twardo mówiłam "nie". Dając przy tym dziecku na ogół ocean czułości.
            • nessie-jp Re: Zimny wychów 21.04.12, 22:24
              > ale też bywało,
              > że dziecko ryczało, jak zarzynane prosię, kaprysząc/domagając się czegoś niedo
              > zwolonego etc., a ja twardo mówiłam "nie".

              Ach, przypomniała mi się cudna scenka sprzed tegorocznej Wielkanocy. Miejsce akcji: wielki hipermarket, oszalałe tłumy, koszyki wyładowane dobrami, zaaferowani ludzie z obłędem w oczach chwytający rozmaite paki i paczki z półek. W tym wszystkim
              • kaliope3 Re: Zimny wychów 21.04.12, 22:30
                (Cichy komentarz przechodzącego starszego pana "I dlatego wolę koty".)

                big_grinDDD
              • alanta1 Re: Zimny wychów 21.04.12, 22:31
                nessie-jp napisała:

                > (Cichy komentarz przechodzącego starszego pana "I dlatego wolę koty".)

                Widać nie miał w domu kota mojej matki.
                Który wczoraj upolował gołębia hodowlanego sasiadów, zeżarł wszystko oprócz piór, a potem rzygał cała noc big_grin
                • nessie-jp Re: Zimny wychów 21.04.12, 22:59
                  > Który wczoraj upolował gołębia hodowlanego sasiadów, zeżarł wszystko oprócz pió
                  > r, a potem rzygał cała noc

                  O kwiiii! Biedny gołąb...

                  Pan pewnie nie miał kotów, faktycznie. Moje też drą japę, prezentują postawę roszczeniową i domagają się noszenia na rękach (o spaniu w moim łóżku to już nie wspomnę).
              • truscaveczka Re: Zimny wychów 22.04.12, 07:09
                nessie-jp napisała:
                > Ach, przypomniała mi się cudna scenka sprzed tegorocznej Wielkanocy. Miejsce ak
                > cji: wielki hipermarket, oszalałe tłumy, koszyki wyładowane dobrami, zaaferowan
                > i ludzie z obłędem w oczach chwytający rozmaite paki i paczki z półek. W tym ws
                > zystkim
                • alanta1 Re: Zimny wychów 22.04.12, 09:20
                  truscaveczka napisała:

                  > PS Jak moja wyła na placu zabaw, to ja sobie koło niej usiadłam i przeczekałam,
                  > bardzo praktyczna metoda wink

                  A co zrobić z dzieckiem, które rzuca się plecami na podłogę i wali potylicą w płytki, z ewidentna chęcią zrobienia sobie kuku?
                  • truscaveczka Re: Zimny wychów 22.04.12, 09:35
                    Jeśli dziecko nie ma zdiagnozowanych zaburzeń, ja bym olała, jeśli ma - przytrzymała, coby nie mogło sobie owego kuku zrobić. Mój Młody dwa razy lunął łbem w płytki, zrozumiał, że to trochę niefajnie, bo ja olewam, a jego boli i teraz symuluje to samo, ale amortyzując rękami lub policzkiem tongue_out
                    • alanta1 Re: Zimny wychów 22.04.12, 11:50
                      truscaveczka napisała:

                      > Jeśli dziecko nie ma zdiagnozowanych zaburzeń

                      Dziecko nie było diagnozowane, nic innego nie wskazuje na zaburzenia. Babcia, pod opieką której dziecko czasem zostawało, przenosiła je po prostu bez słowa na tapczan i zostawiała smile

                      Reszta dorosłych opiekunów ulegała i robił się dym...
                      • szarsz Re: Zimny wychów 23.04.12, 09:57
                        alanta1 napisała:
                        > przenosiła je po prostu bez słowa na tapczan i zostawiała smile

                        Ja mojemu podrzucałam bez słowa poduszkę pod głowę. Wkurzał się i przestawał. Ale nie wpadł nigdy na to, żeby rzucać się tak na dworze, gdzie z amortyzacją ciężko.
                        • mamapodziomka Re: Zimny wychów 23.04.12, 18:44
                          A moje mlodsze potwornie spokojne, zrownowazone i bardzo lubiace harmonie dziecko wlasnie w weekend pierwszy raz w zyciu rzucilo sie (a wlasciwie miekko opadlo) na ziemie w protescie przeciwko zabraniu znalezionej potluczonej butelki. Alesmy sie ucieszyli, nawet sie nie wyobrazacie smile)))

                          Zazdrosnikow informuje sie, ze posiadany egzemplarz starszy, uczeszczajacy do klasy 3, w zeszlym tygodniu kopal z wscieklosci w sofe wyjac i wrzeszczac "jestem spokojna, chce sie teraz uczyc, jestem spokojna" (zostal wyslany do swjego pokoju w celu ochloniecia i zaprzestania pyskowek podczas uczenia sie wierszyka na pamiec).
                • nessie-jp Re: Zimny wychów 22.04.12, 13:07
                  > Znaczy nie żebym podawała w wątpliwość Twoją opowieść, ale w moich uszach brzmi
                  > ona nieco jak bajka o żelaznymi wilku wink

                  Miasto stołeczne, hipermarket Real smile W moich oczach też wyglądało to niesamowicie, ale dziecko najwyraźniej dobrze się bawiło, a matka postawiła na przeczekanie smile
                  • verdana Re: Zimny wychów 22.04.12, 14:12
                    Moje najmlodsze dwa razy, w wieku dwóch lat rzuciło sie na podłogę, w osiedlowym sklepie. Dokończyłam zakupy i wyszłam ze sklepu. Za ną biegło przerazone, ryczace dziecko.Okrutne, ale skuteczne - z tym, że tylko w małych sklepikach.
                    • jota-40 Re: Zimny wychów 22.04.12, 14:54
                      Ja raz w życiu miałam gorszącą scenę w sklepie osiedlowym, pod gumą do żucia ;/. Co ciekawsze, w wykonaniu Ukochanego Synka Mamuni, co to zawsze był najgrzeczniejszy, spał, jadł i kwilił radośnie z powodu cudowności otaczającego go świata ;D. Na klasycznym etapie crazy toon.
                      Przeczekałam, chociaż miałam ochotę wywlec za nóżkę przed sklep, żeby nie nękać biednych kasjerek.
                      • ding_yun Re: Zimny wychów 22.04.12, 17:36
                        Oj ja widziałam takie scenki histerii, choć w miejscach średnio publicznych bo na spotkaniach rodzinnych, moja 5-letnia kuzynka lubi wpadać w histerię z byle powodu.
                        • verdana Re: Zimny wychów 23.04.12, 13:03
                          Ale nie nalezy przesadzać.
                          Najpiękniejsze wspomnienie mojego najmłodszego z dzieciństwa.
                          Kolega jadł lizaka - mój syn po drodze z przedszkola zaczął marudzić, zeby mu też kupić lizaka. I ja mu tego lizaka KUPIŁAM. Od 13 lat nie wyszedł z szoku.
                          • pavvka Re: Zimny wychów 23.04.12, 13:13
                            verdana napisała:

                            > I ja mu tego lizaka KUPIŁAM. Od 13 lat nie wyszedł z szoku.

                            Ale o co chodzi? Że normalnie nigdy nie spełniałaś jego nagłych zachcianek, czy że nigdy nie dawałaś mu słodyczy, czy co?
                            • verdana Re: Zimny wychów 23.04.12, 13:19
                              NIGDY nie kupowałam niczego, jak marudziłsmile
                • ananke666 Re: Zimny wychów 24.04.12, 11:31
                  > Przysięgam, nigdy nie widziałam na własne oczy takiej sceny, ani w wykonaniu sw
                  > ojego dziecka, ani cudzych. Raz mi się moja na ziemię rzuciła, bo nie chciała i
                  > ść z placu zabaw i - jakże słusznie - uważała, że jej z ziemi nie podniosę.
                  > Ale wyjców sklepowych - never.

                  Wyjcem było dość krótko moje własne dziecko, które do wycia przyuczył własnoręcznie własny tatuś, kupując to, po co dziecko wyciągało rączki. Z mężem się pokłóciłam, dziecko oduczyłam, ale co przy tym przeżyłam, to moje.

                  Lepszy numer ma na koncie moja siostra, od której bodajże dwuletni wówczas synek zażądał transportu na rękach ze sklepu do domu. Siostra odmówiła, ponieważ targała kilka siat. Skutkiem było przedstawienie, w trakcie którego dzieciak wyjący, że nie będzie szedł przeczołgał się przez całą długość bloku - osiem klatek. Dotarł zaryczany, spocony, niemiłosiernie brudny, podrapany i usmarkany. Wyznała mi później, że gdyby nie siaty, to wzięłaby dziecko, ale potem to się już wkurzyła. Nogi masz zdrowe, nie chcesz iść, to się czołgaj. I się przeczołgał. Ale więcej już tego nie próbował.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka