truscaveczka
21.04.12, 16:45
Zaskakuje mnie nieustannie pouczanie przez starsze pokolenie, że za ciepło wychowuję dzieci.
Że niemowlak ma leżeć w łóżeczku i tylko do karmienia brać.
Że karmić piersią to pół roku, bo potem to źle.
Żeby nie nosić, bo się przyzwyczai.
Żeby nie stosować zdrobnień, bo się źle nauczy mówić. (I to nie w sensie "mamunia weźmie ninisia do wóziećka" ale też na cenzurowanym są "rączki" "nóżki" i "bułeczki")
I tak dalej.
Zastanawia mnie, z czego te teorie wynikają? Czyżby tak mocno trzymały się normy wdrażane na okoliczność planów sześcioletnich i kobietnatraktorów? Bo przecież to w sumie zaprzeczenie instynktów, jak mi się zdaje, biologicznie warunkujących opiekę nad "młodymi" u zwierząt.
Wychodzi też na to, że sztafeta pokoleniowa ma się nieźle - słucham innych matek, czytam fora i widzę, że zatrważająca ilość kobiet uważa, że dawanie wyrazu swoim instynktom, miłości i tak dalej nie powinno być codzienną praktyką - "bo się przyzwyczai".
A jeszcze - jaki model przeważa w Waszym otoczeniu? Jak się ma do wykształcenia/świadomości głoszących?