Dodaj do ulubionych

Samochodem do Unii... i z powrotem

IP: *.zwnet.bmj.net.pl / *.bmj.net.pl 18.03.04, 11:08
Gdy już miniemy granice Unii o tym, że wjeżdżamy do kolejnego kraju dowiemy
się z niebieskich tablic z unijnymi gwiazdkami i nazwą kraju, a na mniejszych
przejściach nawet tego nie ma. Z moich wieloletnich obserwacji dróg UE
ułożyłem swoisty Kodeks Drogowy:
W całej Unii przepisy drogowe są w zasadzie takie same, jak nasze (z
wyjątkiem lewoskrętnej Wielkiej Brytanii), różnice, niewielkie zresztą,
dotyczą dopuszczalnych szybkości na drogach (np. w Austrii 100 km/g, w
Szwajcarii 80, a we Francji 90 itd.) i wszędzie obowiązuje 50 km/godz. w
obszarze zabudowanym.
Najważniejsza zasada ruchu (co prawda nie pisana) brzmi tam tak:
„§1. Pieszy jest świętą krową. §2. Pieszy nie zachowuje się jak krowa. §3.
Jeśli pieszy zachowuje się jak krowa patrz pkt.1”. I rzeczywiście proszę nie
dać się zaskoczyć przechodniowi wchodzącemu na jezdnię w dowolnym miejscu, w
tym na przejściu dla pieszych przy palącym się (dla niego!) czerwonym
świetle. Pieszy może bez obawy przechodzić przez ruchliwą wielopasmową
jezdnię nawet tyłem, na rękach i w podskokach, nie powodując tym większego
zamieszania i nie ryzykując zdrowiem, po prostu wszyscy zatrzymają się, nikt
nie odważy się wrzasnąć „jak idziesz, baranie”, nikt nie zatrąbi. Widać
dobrze wpojono tamtejszym kierowcom słabo u nas rozpowszechnioną prawdę,
że „g*******a rozjedziesz, a sądzić cię będą za człowieka”. Proszę o tym
pamiętać: „patrz punkt pierwszy”, zapewniam, że prawie nic nie przesadziłem.
Ewentualne następne punkty w razie zainteresowania tematem
Obserwuj wątek
    • Gość: cs Nie w Danii, prosze pana IP: 195.215.5.* 18.03.04, 12:37
      Tutaj piesi sa zdyscyplinowani jak niemieckie wojsko.
      Ale za to rowerzysci jezdza jak... krowy na rowerach :o))
      Pamietajcie, ze w Danii rower i motorower ma prawo wyprzedzac prawa strona (
      tak, przy krawezniku !!! ) zatem skrecajac w prawo, musimy obejrzec sie i
      przepuscic jadace rowery i motorowery, sciezka rowerowa lub ulica.
      Chyba, ze to my mamy zielona strzalke w prawo.

      Wlasnie zapalona strzalka w lewo i w prawo oznacza, ze mamy tam bezwzgledne
      pierwszenstwo przy skrecie, nie tak jak w Polsce, prawo do jazdy jezeli droga
      wolna.
      • aswywiadu007 Re: Nie w Danii, prosze pana 19.03.04, 17:22
        wydaje mi sie, ze troche sie mylisz... nawet wiecej niz troche (o ile dobrze
        zrozumialem co masz na mysli). o ile wiem, to w D nie bylo do tej pory
        zielonych strzalek warunkowego skretu przy czerwonym swietle. a same zielone
        strzalki, to poprostu zielone swiatla dla poszczegolnych kierunkow ruchu, co w
        PL tez jest i wtedy jesli wyswietla sie zielona strzalka (sygnalizatory S-3,
        chyba), ten kierunek ma pierwszenstwo. ot i tyle. a co do tematu watku:
        dziekuje sie pojedynczymi mignieciami prawy-lewy-prawy (widzialem w E i sam to
        stusuje nawet w PL), awaryjne to ...wlasnie awaryjne, sluzyly do ostrzegania
        przed "czyms" na drodze - korek, bo roboty drogowe (E), korek, bo jakis palant
        cos zmajstrowal na drodze (PL, ale ostrzegali niemieccy kierowcy).
          • aswywiadu007 Re: Nie "D" a "DK" 24.03.04, 14:36
            oczywiscie ze DK, bije sie w piers. ale ze zrozumieniem, to chyba jednak TY
            masz klopot. przeciez sama napisalas, ze tam nie ma "strzalek war. skr. - w
            domysle zielonej strzalki przy czerwonym swietle). cos takiego jest u nas w
            kraju i wtedy trzeba ustapic innym. ALE - jak mamy "swiatlo - strzalke" (a wiec
            na sygnalizatorze sa strzalki;czerwona, zolta i zielona), to mamy pierwszenswto
            i nikomu nie ustepujemy. tak wiec prosze nie mylic zielonej strzalki (S2) z
            sygnalizatorem kierunkowym (S3).
            pzdr
            ps jak chcesz zobaczyc jak to wyglada, to prosze:
            www.mary.win.pl/strony/3/3_10_11.htm
            • Gość: cs Re: Nie "D" a "DK" IP: 195.215.5.* 24.03.04, 14:48
              Jezeli napisalem ( EM ), ze nie ma strzalek warunkowego skretu, to mam na mysli
              przepisy ruchu, a nie ( w domysle )- wyglad latarek na slupie :o))
              W Danii istnieje tylko taki rodzaj sygnalizacji, ktory w Polsce okresla sie "S-
              2" - W Polsce jest to " S-2 sygnalizator z sygnałem dopuszczającym warunkowe
              skręcanie"
              Natomiast w Danii jest to bezwarunkowe, jezeli pali sie ta zielona strzalka, to
              ma sie bezwarunkowe pierwszenstwo. I tu lezy cala roznica, w sumie bardziej
              niebezpieczna dla Dunczyka w Polsce, bo zobaczy zielona strzalke i wpakuje sie
              bez patrzenia.
              Nie ma czegos takiego jak "S-3"
              Dlaczego myslisz, ze na calym swiecie musza byc takie same rozwiazania, jak w
              Polsce ?
    • Gość: Maraska Re: Samochodem do Unii... i z powrotem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.03.04, 10:19
      To i ja dodoam co mi utkiwlo, chociaz szczerze przyznam ze jako kierowca
      jeszcze po Europie nie podrozowala, zawsze jako pilot. Ale watek mi sie podoba,
      nie ma to poznac zwyczaje danego kraju.
      Osobiscie wydaje mi sei Niemcy sa tez dosc zdyscyplinowani, szczegolnie jesli
      chodzi o kierowcow... chociaz ostatnio zdziwlam sie ze taki balagan na
      autostradzie zapanowal. W koncu trzy pasy sa po to zeby prawym sie wlokly te
      najwolniejsze autka, srodkowym troche szybsze a lewy sluzy do wyprzedzania (mam
      nadzieje ze strony tradycyjnie mi sie nie pomylily:-)).Zawsze mi sie tak
      wydawalo... i otoz wcale nie, szczegolnie we wchodnich landach. skrajnie lewym
      sobie po prostu jechali, co strasznie denerwowalo:-)
      Ale jak w ogole to nie o tym chcialama o Wloskich kierowcach. Tam, szczegolnie
      im dalej na poludnie, prawa o pieszych jako swietych krowach zupelnie nie
      obowiazuja!! Nigdy nie zapomne Neapolu i przejscia dla pieszych, przez ktore
      balismy sie przejsc majac zielone swiatlo. A wszystko obserwowalo dwoch
      policjantow! W koncu przebieglismy jakos i nikt nas nie rozjechal, chociaz
      jedne to mi prawie po pietach:-) coz jak mowie co kraj to obyczaj:-)
      Takze na wloskich ulicach warto uwazac
      pozdrawiam
      Maraska
      • Gość: Fredzio Re: Samochodem do Unii... i z powrotem IP: *.zwnet.bmj.net.pl / *.bmj.net.pl 19.03.04, 14:41
        Ano ałaśnie "jakoś przebiegliście i nikt was nie rozjechał": tak jest we
        Włoszech: tam każdy kierowca jest Carusem kierownicy, a piesi...chodzą jak
        chcą. Tu wspomnienie z Neapolu:
        "Wyobraziwszy sobie. na podstawie dotychczasowych obserwacji, ruch uliczny w
        Neapolu, jedziemy pociągiem. Wysiadamy w Napoli Centrale (typowy terminal) i
        idziemy zwiedzać. Wrażenie ogólnego bałaganu i zaśmiecenia, ulice wąskie, a i
        te szerokie też zapchane samochodami, skuterami i pieszymi, wszyscy solidarnie
        poruszają się wg jedynego obowiązującego tu prawa tj. „aby do przodu”, przy
        czym skuterowcy są ponad wszelkimi prawami, nie zdziwiłbym się, gdyby jeździli
        po ścianach domów. No, może jeszcze przeważnie przestrzega się czerwonego
        światła, z czego skutery są najwyraźniej też zwolnione. Przedzieramy się przez
        ulice, najczęściej bez wyraźnie wydzielonych chodników, przez gąszcz ludzi,
        śmieci i pojazdów. Zdumiewa, że na naszych oczach nikt się nie zderza, nie
        najeżdża, ani nie przewraca, za to praktycznie nie można znaleźć samochodu czy
        skutera bez wgnieceń, a co najmniej zadrapań. Ale ma to wraz z otoczeniem
        równie obdrapanych murów swoisty urok: klawo, jak cholera!"
        Ciąg dalszy Kodeksu??
        Drugim powszechnie szanowanym przepisem (choć we Włoszech nie zawsze) jest
        zatrzymanie się przed czerwonym światłem i znakiem „Stop”. Włoscy skuterzyści i
        motocykliści sprawiają wrażenie, jakby ich te i inne znaki i wszystkie przepisy
        w ogóle nie dotyczyły, włoscy kierowcy samochodów stosują te nakazy ...
        fakultatywnie. Ze znaków poziomych we Francji i Beneluxie bezwzględnie szanuje
        się ciągłą linię, mniej rygorystycznie w Hiszpanii i Portugalii, zupełnie nie
        znów we Włoszech, gdzie przekraczanie linii pojedynczych, podwójnych,
        malowanych wysepek rozdzielających pasy ruchu itp. jest tzw. normalką. Ten
        szacunek dla linii ciągłej bywa aż uciążliwy na mniejszych drogach o jednym
        pasie ruchu w każdą stronę, gdy taka linia ciągnie się kilometrami (a tak bywa
        nawet w płaskim terenie) i jadąc z kodeksową szybkością np. 90 km/g.
        obserwujemy narastający za nami ogon tubylczych samochodów – wyprzedzać można
        tylko w awizowanych znakami rozszerzeniach jezdni.
        Cd w razie zainteresowania
    • mielin Re: Samochodem do Unii... i z powrotem 19.03.04, 16:12
      Świetny, wątek!! Choć nie jestem kierowcą przyjemnie i pożytecznie wiedzieć co
      mi grozi jako pieszemu w UE. Oj Włochy, Włochy, jakoś w tym Neapolu kilka razy
      uszlismy z życiem, a rzeczywiście baliśmy się przechodzić nawet na zielonym, bo
      kierowcy zupełnie na to nie patrzyli.
      Czekam na cd.
      Pozdrawiam M.
      • Gość: Fredzio Re: Samochodem do Unii... i z powrotem IP: *.zwnet.bmj.net.pl / *.bmj.net.pl 19.03.04, 20:56
        No to pkt.3.:
        Znaki pionowe- różnie: ograniczeń szybkości nie szanuje nigdzie zbyt przesadnie
        (może po za Holandią i Austrią?), chociaż w większości krajów są one stosowane
        oględnie, rzadko poniżej 70/g. , tylko we Włoszech i Portugalii można napotkać
        kuriozalne ograniczenia do 30, 10, 5 (!) km/godz. i to w miejscach zupełnie nie
        uzasadnionych. Widocznie władze wiedzą, że nikt tego nie przestrzega, więc ...
        sobie stawiają. Policje drogowe cieszą się złą sławą ze względu na czepliwość i
        bezwzględność, ale póki co nie mogę tego potwierdzić, bo ze strachu przed
        horrendalnej wysokości mandatami, nigdy (...nno, może prawie nigdy) nie
        naruszam ograniczeń prędkości. Przy dozwolonych szybkościach i rozsądnym
        posługiwaniu się przez służby drogowe ograniczeniami, szybsza od dozwolonej
        jazda nie ma sensu. 50 km w miastach - owszem, jeśli trzeba, ale ogólnie jedzie
        się na ile warunki pozwalają. W mniejszych miastach, szczególnie w Hiszpanii,
        stosuje się bardzo pomysłowy system ograniczający szybkość na ulicach
        przelotowych: otóż w regularnych odstępach rozmieszczone są żółte pulsujące
        sygnalizatory, które zmieniają się na czerwone w razie przekroczenia 50
        km/godz. i to na wiele minut. Czasami (np. w Austrii) na tablicy świetlnej
        zobaczymy znienancka wyświetlony gorzki wyrzut: „Sie fahren 52 km/st.)”, nie
        wiem co dzieje się, jeżeli nie zwolnimy, zawsze zwalniam. Wydaje mi się
        jednak,że w ostatnich latach wzrósł procent kierowców przestrzegających
        pięćdziesiątki w miastach, szczególnie we Francji. I uwaga: gdy zobaczymy nagle
        podwójny błysk, może to oznaczać, że zrobił nam pamiątkową fotkę automatyczny
        fotoradar i tu pewna przestroga: może to mieć przykre konsekwencje przy
        powtórnym wjeździe np. do Szwajcarii, na której granicach oprócz paszportu
        zabierają do komputerowej kontroli nie tylko paszporty ale i dowód
        rejestracyjny i prawo jazdy kierowcy.
        Ogólnie wiadomo, że w Niemczech na autostradach nie ma ograniczeń prędkości
        ale jest to nie cała prawda, generalnie zaleca się 130 km/g , a w pobliżu
        skrzyżowań („Autobahnkreuz”) i rozjazdów autostrad, miejscach robót drogowych
        ogranicza się do 80 km, wyjątkowo bardziej.
        • Gość: Fredzio Re: Samochodem do Unii... i z powrotem IP: *.zwnet.bmj.net.pl / *.bmj.net.pl 22.03.04, 13:29
          Wobec widocznego braku zainteresowania temat powinienem przerwać, ale jeszcze
          najważniejsze:
          Wszędzie, nawet w anarchicznych Włoszech (a nawet może szczególnie tam)
          obowiązuje zasada pozwalania innym na jazdę np. umożliwienie włączenia się do
          ruchu, zmiany pasa ruchu, wjazdu na autostradę. Tu uwaga: wjazdy te mają prawie
          zawsze bardzo długie tzw. pasy rozpędowe, na których wjeżdżający ma rozpędzić
          się do szybkości z jaką poruszają się auta na prawym pasie, gdy to osiągnie - z
          włączonym lewym migaczem wpasowuje się (nie zwalniając!!) między dwa
          samochody, których kierowcy umożliwiają to, po prostu na chwilę zdejmując nogę
          z gazu. Ta praktyka umożliwia płynny ruch nawet na zatłoczonej drodze, co
          zdarza się coraz częściej. Należy zapomnieć o banialukach typu (Marasca!
          przepraszam! ):”pas prawy jest dla jadących powoli, środkowy dla szybszych,
          lewy dla najszybszych”. Zawsze należy jechać pasem prawym, pozostałe rezerwując
          do wyprzedzania. Wyjątek: we Włoszech (a jakże) napotkamy nad pasem prawym
          tablice z napisem: „Veiculi lenti”, nad środkowym znak nakazu „90” i nad lewym
          znak ograniczenia „130”, moim to zdaniem szkodliwa bzdura, ale autostrady
          włoskie są tak piękne... I tylko we Włószech zamiast wspomnianych pasów
          rozpędowych przy wjazdach na autostradę ...czasem stoi znak STOP (!!!). W
          Niemczech jadąc innym pasem niż prawy będziemy stale musieli i tak nań
          zjeżdżać dla przepuszczenia jadących szybciej od nas (że nie ma takich?, no,
          jeżeli mamy Jaguara , Maserati lub inne Ferrari....). Jeżeli jadąca na prawo od
          nas ciężarówka ("TIR") włącza lewy migacz, oznacza to, że jej kierowca
          oczekuje, że przepuścimy go przed siebie i jedzie z zgodnie z tym przekonaniem,
          co dla nieprzyzwyczajonych niekiedy sprawia wrażenie zajeżdżania drogi. Trzeba
          zrozumieć, że 20 tonowy potwór dla osiągnięcia szybkości przelotowej musi
          przelecieć 16 biegową skrzynię biegów, co trwa i kilkanaście minut, wypada więc
          mu pomóc. W gęstym ruchu drogowym bez wzajemnej solidarności wjazd z bocznej
          ulicy na drogę główna byłby niemożliwy. Przyznaję,że kiedyś gdy w godzinie
          szczytu miałem tyłem wyjechać z parkingu na taką drogę, zaskoczyło mnie
          zachowanie tych na drodze: gdy tylko zapaliły się moje światła cofania już
          najbliższy samochód zatrzymał się pozwalają mi wyjechać (w Belgii). Tu uwaga:
          wszystko to trochę psuje się w week-endy'y (szczególnie w dużych miastach). I
          druga uwaga: z tych grzeczności trezba korzystać zdecydowanie, ale i z
          wyczuciem, Niemcy określają to hasłem :"Jedź wyraźnie!"
          • Gość: Maraska Re: Samochodem do Unii... i z powrotem IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 22.03.04, 22:03
            Rzeczywiscie sama nie wiem czemu ten watek nie rozrasta sie do gigantycznych
            rozmiarow, w koncu kazdy raczje gdzies tam podrozowal i jakies tam przygody
            miewal.... wydawaloby sie wymarzone miejsce zeby sie tym tu z innymi podzielic.
            Coz jak widac niekoniecznie.
            A co do tych banialukow to ja raczje tez stoje na stanowisku ze na autostradach
            (i nie tylko) nalezy sie trzymac prawej strony a lewe pasy do wyprzedzania (mam
            nadzieje ze znowu mi sie te strony nie pomylily). niestety sporo kierowcow ma
            calkiem odmienny poglad na ta sprawe:-).
            Maraska
          • Gość: cs Re: Samochodem do Unii... i z powrotem IP: 195.215.5.* 24.03.04, 13:18
            Uwaga na wjazdy na autostrady w Danii - istnieje tu przepis o tzw. "spleceniu"
            pasow ruchu, rowniez czesto spotykany na zwyklych drogach, gdzie dwa pasy
            schodza sie ze soba na zasadzie rownorzednej - w pewnym momencie konczy sie
            linia przerywana posrodku i z 2 pasow robi sie jeden.
            Pierwszenstwo ma ten, kto jedzie pierwszy, bez wzgledu na to, na ktorym pasie
            sie znajduje.
            Dlatego uwaga, jezeli jestesmy na lewym pasie, lub na autostradzie, nalezy i
            tak wpuscic samochod z prawego pasa lub tez ten, ktory wjezdza na autostrade,
            jezeli jest wysuniety przed nas samochod.
            • vojager29 Re: Samochodem do Unii... i z powrotem 26.03.04, 09:36
              Gość portalu: cs napisał(a):

              > Uwaga na wjazdy na autostrady w Danii - istnieje tu przepis o
              tzw. "spleceniu"
              > pasow ruchu, rowniez czesto spotykany na zwyklych drogach, gdzie dwa pasy
              > schodza sie ze soba na zasadzie rownorzednej - w pewnym momencie konczy sie
              > linia przerywana posrodku i z 2 pasow robi sie jeden.
              > Pierwszenstwo ma ten, kto jedzie pierwszy, bez wzgledu na to, na ktorym pasie
              > sie znajduje.
              > Dlatego uwaga, jezeli jestesmy na lewym pasie, lub na autostradzie, nalezy i
              > tak wpuscic samochod z prawego pasa lub tez ten, ktory wjezdza na autostrade,
              > jezeli jest wysuniety przed nas samochod.


              czy tylko w Danii ???
        • vojager29 Re: Samochodem do Unii... i z powrotem 26.03.04, 09:31
          Gość portalu: Fredzio napisał(a):

          > > Ogólnie wiadomo, że w Niemczech na autostradach nie ma ograniczeń
          prędkości
          > ale jest to nie cała prawda, generalnie zaleca się 130 km/g ,

          a co to ma wspolnego z ograniczeniem ?
          zalecanie nie zakazem
          • joasia1 Re: Samochodem do Unii... i z powrotem 03.04.04, 18:20
            Jakie znaczenie ma to zalecane 130km/h przekonasz sie jak bedziesz
            iuczestniczyl w wypadku.
            Ubezpieczyciele wychodza z zalozenia ze jakbys jechal 130km/h to uniknelo by
            sie wypadku a co najmniej szkoda bylaby mniejsza i obarczaja "niewinnego"
            czescia winy.
    • tomziczek Irlandia 23.03.04, 13:51
      Ja bylem zaskoczony kilkoma sprawami zwiazanymi z ruchem drogowym w Irlandii
      (Republice).
      Oprocz oczywiscie lewostronnego ruchu na pierwszy rzut oka widac inne niz na
      kontynencie znaki drogowe. Znaki sa podobne jak w Stanach, jest ich duzo mniej,
      wiele jest napisow zamiast piktogramow. Zakaz wjazdu na przyklad wyglada tak
      jak u nas zakaz skretu tyle ze strzalka jest prosta i skierowana do gory.
      Inna ciekawa rzecza jest to, ze odleglosci na drogowskazach podawane sa w
      kilometrach natomiast ograniczenia predkosci w milach na godzine! Trzeba uwazac
      na kierowcow autobusow, ktorzy jezdza jak wariaci. Jechalem autobusem linii Bus
      Eirenne (czy cos takiego - ich odpowiednik PKS) z Dublina do Galway. KIerowca
      przez cala droge znacznie przkraczal dopuszczalna predkosc i mimo tego
      przyjechal zgodnie z rozkladem jazdy!!!
    • tomziczek Irlandia 23.03.04, 13:51
      Ja bylem zaskoczony kilkoma sprawami zwiazanymi z ruchem drogowym w Irlandii
      (Republice).
      Oprocz oczywiscie lewostronnego ruchu na pierwszy rzut oka widac inne niz na
      kontynencie znaki drogowe. Znaki sa podobne jak w Stanach, jest ich duzo mniej,
      wiele jest napisow zamiast piktogramow. Zakaz wjazdu na przyklad wyglada tak
      jak u nas zakaz skretu tyle ze strzalka jest prosta i skierowana do gory.
      Inna ciekawa rzecza jest to, ze odleglosci na drogowskazach podawane sa w
      kilometrach natomiast ograniczenia predkosci w milach na godzine! Trzeba uwazac
      na kierowcow autobusow, ktorzy jezdza jak wariaci. Jechalem autobusem linii Bus
      Eirenne (czy cos takiego - ich odpowiednik PKS) z Dublina do Galway. KIerowca
      przez cala droge znacznie przkraczal dopuszczalna predkosc i mimo tego
      przyjechal zgodnie z rozkladem jazdy!!!
      • Gość: Fredzio Samochodem do Unii... i z powrotem IP: *.zwnet.bmj.net.pl / *.bmj.net.pl 23.03.04, 15:30
        Autostrady: owszem pożyteczne, ale jazda nimi jest przeważnie nudna i męcząca
        ze względu na oczywiste trzymanie się najwyższej dopuszczalnej szybkości (po za
        Niemcami, gdzie zresztą i tak rzadko daje się uniknąć choćby jednego korka (w
        tamt. narzeczu „Stau”) skutecznie niwelującego kilkugodzinne gnanie "pedał
        dno".W Niemczech i Beneluxie wszystkie są bezpłatne i doskonale wyposażone w
        infrastrukturę, to co u nas nazywa się „stacja benzynowa” to tam jest sporym
        miasteczkiem z ogromnymi parkingami, restauracjami, barami, sklepami, ogródkami
        dla dzieci itd. Można tam szybko i godziwie zjeść za stosunkowo przyzwoita
        cenę, ale paliwo jest tam zawsze droższe. Zdarzają się też parkingi bez tego
        wszystkiego, ale prostokątna niebieska tablica z literą P może awizować albo
        tylko utwardzone pobocze z telefonem SOS , parking obok szosy, najczęściej z
        WC (gdy nie – jest to zaznaczone przy wjeździe z dodatkową informacją jak
        daleko do tego przybytku) albo uroczy zagajnik z ławeczkami, studzienką (i WC),
        wtedy przeważnie informują o tym znaki informacyjne. Telefony SOS są
        rozmieszczane regularnie co kilkanaście kilometrów, niestety – szczególnie w
        Hiszpanii i Portugalii obsługa ich zna tylko własny język. W Szwajcarii na
        każdym parkingu jest okazały pawilon z WC i telefonem z którego można nie tylko
        rozmawiać, ale i nadać mail, fax i coś tam jeszcze, a zapłacić dowolną kartą
        bankową. W Czechach, Słowacji, Austrii, Szwajcarii, chcąc korzystać z
        autostrad (i dróg po naszemu zwanych „szybkiego ruchu”) trzeba na granicy
        wykupić nalepkę na szybę („poplatok”, „Vignette”), przy czym w Szwajcarii
        całoroczną , nawet przy jednodniowym tranzycie, inne kraje są bardziej
        elastyczne. We Włoszech, Francji, Hiszpanii, Portugalii płaci się za kolejne
        odcinki, pobierając przy wjeździe bilet z automatu i wręczając go obsłudze
        bramki wyjazdowej, ostatnio coraz powszechniejsze są automaty także przy
        wyjeździe („Viacard”), do których wtyka się bilet, a potem kartę bankową. We
        wszystkich krajach zdarzają się, czasem bardzo długie, odcinki autostrad
        bezpłatnych i wszędzie wzdłuż autostrad biegną doskonałe drogi bezpłatne,
        dlatego łatwo jest uniknąć kosztów i nudy, (wielokrotnie podróżując po Francji
        w ogóle nie znam jej autostrad, po za odcinkami przygranicznymi i bezpłatnymi).
        Ciąg dalszy w razie zainteresowania
        • vojager29 Re: Samochodem do Unii... i z powrotem 26.03.04, 09:42
          Gość portalu: Fredzio napisał(a):


          >
          >
          Telefony SOS są
          > rozmieszczane regularnie co kilkanaście kilometrów, >
          .
          nie pamietam dokladnie ale telefony SOS przy atostradzie stoja nie co
          kilkanscie kilometrow tylko co nawyzej 1 km (slownie jeden)
        • vojager29 Re: Samochodem do Unii... i z powrotem 26.03.04, 09:56
          we Francji i Wloszech, szczegolnie w sezonie jesli nie macie zamiaru podziwiac
          drog i miasteczek nadmorskich, proponuje nie pchac sie zwykla droga, pokonanie
          odcinka 50 km. moze byc pieklem
          podobno czas to pieniadz i jesli macie czas ograniczony to tylko autodstrady,
          takze we Francji
          odradzam jakiekolwiek dyskutowanie z policjantem chyba, ze chcecie zapytac o
          droge
          sa odcinki autostrad, jest ich calkiem duzo, ktore daja niezapomniene wrazenia,
          wiele z nich, szczegolnie w atrakcyjnych miejscach maja widokowe parkingi
          czesto z pelna infrastruktura - Szwajcari, Francja, Italia
          jesli ma sie duzo czasu to oczywiste, omijajcie autostrady np. warto to robic
          we Francji bo Francuzi kochaja swoje autostrady w przeciwienstwo do wlochow,
          ktorzy kochaja sloneczne autostrady ale korzystaja ze zwyklych drog, te
          pozostawiajac dla turystow
          • Gość: Fredzio Re: Samochodem do Unii... i z powrotem IP: *.zwnet.bmj.net.pl / *.bmj.net.pl 26.03.04, 10:35
            O tym "130" w Niemczech nie dokończyłem myśli: 130 jest zalecane, ale też na
            bardzo licznych odcinkach (chyba np. w całej byłej NRD)nakazane, obserwuję, że
            ograniczeń tych z latami przybywa. A temat "jak szybko jechać" dobrze
            podsumowali Austriacy, ustawiając parę lat temu wzdłuż autostrad ogromne
            tablice z obrazem stada ponurych sępów siedzących na gałęzi i podpisem "Hallo,
            Raser - wir Warten"="Hej, Ścigant, my czekamy".
            Rzeczywiście, we Włoszech drogi "zwyczajne" są nienajlepsze i zapchane, lepiej
            jechać autostradami (tu cytat z notatek 1996 :
            "11.09: Ventimiglia, potem San Remo zapchane tak, że przez kolejną godzinę
            przejeżdżamy zaledwie 16 km, nie ma rady, skręcamy za najbliższym
            drogowskazem "Autostrada" i po kilku kilometrach wyciągam z maszyny w bramce
            bilet: teraz można jechać. Droga niezwykła, nawiasem mówiąc może nawet bardziej
            widokowa, niż ta samym wybrzeżem, bo wyżej położona, z doskonałą nawierzchnią,
            przede wszystkim imponuje doskonałością sztuki inżynierskiej, zastanawia
            mnie, jak zaplanowano, wytrasowano i wreszcie zbudowano coś tak wspaniałego.
            Prawie żaden jej odcinek nie przebiega "po ziemi", z tunelu wjeżdża się na
            wiadukt, z wiaduktu w tunel, na dodatek tunele są parzyste, dla każdego
            kierunku oddzielnie, czasem znacznie od siebie oddalone, prawie wszystkie są
            kręte lub mają wlot i wylot na innym poziomie, dłuższe są połączone przekopami,
            w równych odstępach awaryjne miejsca do zatrzymywania się. Wiadukty także
            prawie nigdy nie są proste, wznoszą się i opadają, zakręcają....ku wlotom
            tuneli. Bardzo gęsto rozmieszczone małe placyki awaryjne z telefonami SOS, dość
            częste parkingi, przeważnie przy stacjach benzynowych ze sklepami i barami."
            A pamiętacie jaka była u nas cena E95 w tamtym roku...:1,30 zł/l.
            • Gość: Fredzio Re: Samochodem do Unii... i z powrotem IP: *.zwnet.bmj.net.pl / *.bmj.net.pl 30.03.04, 12:19
              Brak zaintereswania...ale ja jeszcze o drogach (nie autostradach):
              Uwaga na wstępie : zapomniałem uprzedzić, że wszystkie umieszczone tu
              obserwację i mądrzenia się wynikają z własnych obserwacji dróg tylko w :
              Hiszpanii, Portugalii, Andorze, Francji, Belgii, Holandii, Włoch, Austrii (i
              Szwajcarii, Czechach - póki co nie unijnych).
              Otóż we wspomnianych krajach nie dróg złych; jeżeli jest na mapie to jest bez
              zastrzeżeń przejezdna. Wyjątki (coraz rzadsze): zdarzają się marne odcinki
              bardzo pobocznych dróg we Włoszech i Portugalii. W Niemczech w pobliżu granicy
              francuskiej (w kierunku na Miluzę) jest (w każdym razie był jeszcze dwa lata
              temu) odcinek autostrady typu naszej A4 za Wrocławiem ("najdłuższa drabina
              Europy"), ale wszystkie spoiny płyt były dokładnie wyrównane asfaltem. Z
              niepokojem kiedyś zobaczyłem we Francji ostrzeżenie przed uszkodzoną
              nawierzchnią: okazało się, że znaczy to że na tym odcinku są idealnie równe
              łaty asfaltowe. I jak wspominałem wzdłuż każdej płatnej autostrady biegnie
              droga bezpłatna: we Francji i Hiszpanii są to wspaniałe szosy, porównywalne
              niekiedy z biegnącą obok autostradą.
              Chciałem jeszcze o znakach drogowych, drogowskazach, wypadkach ale przy braku
              zainteresowania dam sobie spokój. Cześć.
              • Gość: Maraska Re: Samochodem do Unii... i z powrotem IP: *.zr.univ.gda.pl 30.03.04, 14:57
                Hej!
                nie poddawaj sie, ja wszystko czytam:-)
                Ale ten brak zainteresowania i rozwiniecia watku mnie tez dziwi, chociaz z
                drugiej strony to mam wrazenie ze wszedzie panuje lekki marazm. Ludziska
                jeszcze albo nic nie planuja na ten rok, albo juz zaplanowali. Coz trudno.
                Ale ja mam pytanie w imieniu moich kuzynow i moze nie calkiem na temat, ale
                zwiazane. Chodzi troche o drogi we Francji a dokladniej to musza dojechac do
                Bordeaux i teraz sie zastanwiaja czy lepiej autostrada, czy moze jednak drogi
                krajowe. Doswiadczen w tym zakresie zadnych, ja takowoz nie mam, po Francji
                mnie tylko obwozili. Co jeszcze moge dodac, beda jechac pod koniec maja, z 3-
                letnim dzieckiem. I nie chodzi o urlop i zwiedzanie po drodze, po prostu musza
                tam dojechac do pracy.
                Dzieki pozdrawiam
                Maraska
    • mielin Re: Samochodem do Unii... i z powrotem 01.04.04, 11:34
      A czy opowiadałam Wam, jak się niepomiernie zdziwiłam w Londynie, gdy stojąc
      przy przejściu dla pieszych, i mając dla siebie czerwone światło, samochody
      staneły abym mogła przejść. I zdarzyło się mi tak ze dwa razy. Tam co prawda
      nie było wielkiego ruchu w tym momencie, ale taka uprzejmość nie jest chynba
      czymś zwyczajnym, co?

      Inaczej zgola mają się sprawy w Pradze. Na Starówce w tych wąskich uliczkach
      samochody wymuszały non stop w tym tłumie pierszeństwo, a czasem nie ma tam
      gdzie się schować. Dopiero niedawno dowiedziałam się, że samochody mają tam
      pieszeństwo zawsze na przejściach bez świateł, nie jak u nas. Trzeba uważać.
      Pozdrawiam M.
    • Gość: camel i nie w niemczech.. IP: 212.117.254.* 02.04.04, 14:14
      Tu piesi i rowery maja pierszenstwo i sa uprzywilejowani.
      po druggie ulice osiedlowe z "domkiem na saneczkch" maja ograniczenie predkosci
      do 5km/h anie do 20 jak w Polsce. ZONE 30 - to tereny gdzie nie mozesz
      przekroczyc 30 kilometrow, poza tym, nie ma znakow o tym kto ma ustapic
      pierszenstwa, zasada: ten z prawej ma ZAWSZE pierszentwo, wszystkie
      skrzyzowania w ZONE 30 sa rownorzedne. Rowniez poza ZONE 30, jezeli na
      skrzyzowaniu nie ma znaku, to z prawej ma pierszenstwo, a nie tak jak w polsce,
      ze ten kto jedzie po drodze "glownej". W Berlinie i innych duzych miastach
      niemieckich 85% ulic naleza do ZONE 30. Dlatego Polacy maja tu tak duzo
      wypadkow (stluczek).

      camel
        • Gość: Fredzio Re: i nie w niemczech.. IP: *.zwnet.bmj.net.pl / *.bmj.net.pl 03.04.04, 14:21
          Policja w UE :
          |Miałem z nimi dwa razy do czynienia:
          1. Po przekroczeniu granicy francusko-belgijskiej ruszył za mną stojący na
          poboczu radiowóz, zapalił koguty i prawy migacz, co słusznie zrozumiałem jako
          nakaz zatrzymania się. Sprawdzili paszporty, życzyli przyjemnej jazdy.
          2. Tu cytat z notatek: „W drodze do La Rochelle, nagle usłyszeliśmy huk i
          poczuliśmy uderzenie, które zepchnęło nas na pobocze, które na szczęście
          stanowił tu gładki trawnik, oddzielający jezdnię od stacji benzynowej Shell’a.
          Zdążyłem zapytać „co się stało?”, Wojtek odpowiedzieć „stuknął cię” i w tej
          chwili po naszej lewej stronie zobaczyłem przelatujący z ogromną szybkością
          samochód osobowy (Renault 21), który jak strzelił, pognał prosto w druciany
          płot, a po drodze skosił potężny żelazo-betonowy słup energetyczny. Po chwili
          jakiś facet zawołał do nas, że zawiadomił policję i pogotowie i czy nic nam nie
          jest. O to samo pytali potem ratownicy („Sapeurs-pompeurs”) i kazali podpisać
          oświadczenia, że nie chcemy jechać do szpitala. Po strażakach przyjechał
          osobowym samochodem lekarz, potem ambulans, który zabrał rannego do szpitala.
          Nasz samochód miał pokiereszowany tylny błotnik i lewe tylne drzwi, połamany
          tylny zderzak, pogięte lewe tylne koło z bezpowietrzną oponą, drobne rysy
          lakieru wzdłuż lewego boku, lekko pogięty lewy przedni błotnik, rozerwany
          przedni zderzak, urwany dekiel przedniego lewego koła, ale silnik chodził,
          hamulce i kierownica działały. Przyjeżdża żandarmeria, jeden z nich mówi po
          angielsku w stopniu wystarczającym do porozumienia się, dają mi balonik do
          dmuchania, spisują moje personalia, ale robią to jakoś na odczepnego np.
          oglądając moje międzynarodowe prawo jazdy (było pod ręką, a paszportu nie
          zażądał), zapytał mnie, czy „Prezydent Miasta” to moje nazwisko, robią kilka
          zdjęć i najwyraźniej nie przejmują się specjalnie. A gdy proszę o jakieś
          zaświadczenie o wypadku dla PZU, mówi, że to nie jest tu przyjęte, że nasz
          ubezpieczyciel ma do nich zatelefonować i oni wszystko wyjaśnią, nie podają nam
          też danych sprawcy, mówiąc, jak poprzednio. W końcu wyjaśniają, że mogę dostać
          zaświadczenie, ale w tym celu muszę stawić się do godz. 14.00 w komisariacie w
          pobliskiej miejscowości, a jeśli nie zdążę, to ten znający angielski przyjedzie
          tam na wezwanie własnym samochodem. Wzywamy przez komórkę Assistance i po pół
          godzinie trochę odginamy blachy, samochód jedzie normalnie, trzyma się drogi,
          wszystko działa, chociaż kierownica jest lekko przekręcona w lewo. Wstępujemy
          więc do komisariatu w Chatillon-Plage, gdzie ten anglojęzyczny pisze notatkę,
          że zgłosił się victim z wypadku itd., pisze po francusku, tłumacząc ustnie na
          angielski, potem wypisuje odpowiednie zaświadczenie (uznane potem przez PZU)”..
          3. Policję widzi się rzadko, częściej (szczególnie w Niemczech ADAC) wozy
          pomocy drogowej, na pewno nie ma żadnych pułapek radarowych, ale z tego co
          słyszałem, w razie stwierdzonego wykroczenia nie ma przebacz, mandaty
          astronomiczne, egzekwowanie bezwzględne.

          • pia.ed Szwecja 03.04.04, 20:45
            Najczesciej uzywam roweru, a siec sciezek rowerowych w poludniowej Szwecji
            ustepuje chyba tylko Holandii i Belgii.
            Jestem tak przyzwyczajona do uzywania roweru, ze kiedys zdarzylo mi sie po
            wyjechaniu z warsztatu lezacego przy szerokim chodniku i tak samo szerokiej
            sciezce rowerowej, pojechac SAMOCHODEM po tej sciezce! Dopiero po kilkuset
            metrach zauwazylam, ze nie jade rowerem, i ze wstydem, rozgladajac sie ile
            osob mnie widzialo, szybko zjechalam na jezdnie.
            A co do informacji z Danii to zgadzam sie z nimi calkowicie.
            Tak samo jest w Szwecji.
            Rowerzysci szwedzcy, w przeciwienstwie do polskich, nie jezdza po chodnikach
            nawet na ulicach z intensywnym ruchem drogowym i bez sciezek rowerowych.
            Na autostradzie jest 110 km/h, w miescie 50km/h. Przy szkolach 30km/h w
            godzinach i dniach nauki.
            Dobre oznakowanie, tablice odblaskowe w nocy, odleglosc w milach szwedzkich
            (1 mila = 10 km). Ruch dosc umiarkowany. Mozliwosc kolizji z łosiem.
            Minimalma ilosc wypadkow smiertelnych na drogach ze wzgledu na duza kulture
            jazdy kierowcow. Zero tolerancji jesli chodzi o alkohol.
            • Gość: Fredzio Re: Szwecja IP: *.zwnet.bmj.net.pl / *.bmj.net.pl 04.04.04, 12:31
              Dzięki za uzupełnienie - Szwecji nie dane mi było zwiedzić.
              A teraz z zupełnie innej beczki:
              Znaki:
              W krajach, które wymieniłem, znaki pionowe są identyczne, jak u nas, w
              Hiszpanii z rozbawieniem zobaczyłem narysowane na trójkącie (czyli znaku
              ostrzegawczym) coś co przypominało schematycznie odwzorowany gest
              Kozakiewicza : był to znak wskazujący, że jeśli z tej drogi chcę skręcić w
              lewo, to muszę najpierw zjechać na prawo, zawrócić i przeciąć drogę pod kątem
              prostym (udzielając wszystkim pierwszeństwa). Nowością był też nie występujący
              na naszych drogach znak „Uwaga!, częste korki” – trójkąt z
              narysowaną „harmonijką” samochodów. Dziwne, ale korki, które bywają plagą
              niemieckich A-Bahnów, w innych krajach są mniej częste, szczególnie jeśli
              przyczyną ich są roboty drogowe, jakoś Francuzi i Hiszpanie sprawniej
              organizują objazdy itp.
              Należy pamiętać, że oznakowanie dróg jest wszędzie dobre, ale tablice
              kierunkowe zawierają często tyle numerów dróg, że trudno się połapać.
              Drogowskazy, prawie zawsze poprzedzone tablicą kierunkową, co ważne!, stoją ZA
              skrzyżowaniami, a nie jak u nas - przed, trzeba się do tego przyzwyczaić, aby
              nie przelecieć swojej drogi i nie musieć zawracać, co może być bardzo
              kłopotliwe. Może być kłopot (Francja) z ustaleniem, czy jadąc daną drogą
              kierujemy się we właściwym kierunku (...numer niby się zgadza, ale dlaczego
              jedziemy na północ?), drogowskazy wymieniają tylko najbliższe miejscowości
              (nie dotyczy autostrad – tam nie ma żadnych wątpliwości), a nie odległe
              metropolie do których zdążamy. I jeszcze: gdy zobaczymy drogowskaz do
              potrzebnego nam miasta kierujący nas w lewo, a na skrzyżowaniu nie ma drogi w
              lewo, znaczy to, że należy jechać prosto. W miastach francuskich spostrzeżemy
              samotne drogowskazy z napisem „Toutes directiones”, co oznacza, że tą drogą
              należy jechać, jeśli chce się wyjechać z miasta w każdym kierunku. Jeżeli zaś
              obok tablic z nazwami miast, które nas nie interesują, zobaczymy taką z
              napisem „Autres directiones”, to oznacza ona, że jeżeli mamy interes do miasta
              nie wymienionego na tych poprzednich, to jest to nasza droga. Taki system nieco
              rzadziej spotykamy w innych krajach: bardzo praktyczny. Na wszelkich drogach
              napotkamy drogowskazy z symbolem autostrady, jej numerem i przeważnie z nazwą
              miasta do którego prowadzi, we Francji zawsze z zaznaczeniem „pėage”, jeżeli
              będzie to autostrada płatna, a wkrótce potem zazwyczaj ostrzeżenie, że zbliżamy
              się do ostatniego skrzyżowania na którym możemy zjechać dla uniknięcia wjazdu
              na tą autostradę. Uwaga! nie we wszystkich krajach jest tak dobrze, czasem
              możemy wpaść w bramki biletowe zupełnie znienacka i to jeszcze dobrze, jeśli
              we właściwym kierunku.
              Cdn., nadal liczę na uwagi i przede wszystkim sprostowania i uzupełnienia.


              • klaryska Re: Szwecja 13.04.04, 19:02
                po pierwsze drogi sa dobrze oznakowane. i to bardzo ulatwia. Ale ..czasem
                rozwiazania zjadow, podjadow sa tak skomplikowane ,ze zanim czlowiek sie
                obejrzy juz wjezdza na autostrade. I tutaj zasada jest taka ze jezeli nikt
                Ciebie nie wpusci to nie zatrzymujesz sie tylko zjezdzasz. Przyklad. zjezdzasz
                ze slimaka jestes na prawym pasie .chcesz sie wlaczyc do ruchu nikt Cie nie
                wpuszcza, taki boczny pas konczy sie zjazdem w prawo ,wiec jak nie wjechales
                musisz zjechac w prawo kiedys myslalam ze zwariuje probujac 4 razy wjechac na
                te sama droge. za kazdym razem takze duzo kosztowalo zeby z powrotem znalezc
                wjazd. Na trasie 3 pasmowej mozesz wyprzedzac z prawej strony.
                Obowiazek jezdzenia na swiatla przez przez caly rok!!!!
                Obowiazkowo zaklada sie w zime zimowe opony.
                W Sztokholmie na niektorych ulicach sa znaki pozwalajace w rannych godzinach
                tylko na przejazd samochodow z pelnym kompletem pasazerow. Niektore ulice nawet
                wieksze sa zamkniete dla ruchu maja sluzyc tylko dla mieszkancow.Dowozeniu
                dzieci do szkoly itd.
                W godzinach rannych wokol szkol stoja dzieci ubrane w pomaranczowe uniformy i
                kieruja ruchem. W poblizu szkol czesto predkosc jest ograniczona do 30 km.
                W calym miescie sa specjalne pasy tylko dla komunikacji miejskiej i taksowek.
                Drogi glowne moga sie skonczyc na drogach prywatnych na ktorych nie wolno sie
                poruszac- privat.
                jak mi cos przyjdzie do glowy to napisze
                • klaryska Re: Szwecja 14.04.04, 12:50
                  przepraszam za pomylke powyzej ,oczywiscie nie wolno wyprzedzac z prawej strony.
                  w odroznieniu od praktyki w Polsce tutaj zachowuje sie dystans pomiedzy
                  samochodami, czasem na jezdni wymalowane sa poprzeczne pasy, ten dystans
                  powinien sie rownac odleglosci trzech pasow.
                  po przekroczeniu predkosci o 30 km zabierane jest prawo jazdy. Nie wolno
                  jezdzic po alkoholu, najwyzej jedno slabe piwo.
        • Gość: camel Re: i nie w niemczech.. IP: *.dip.t-dialin.net 04.04.04, 22:05
          ales skad, w wielu miejscach na skrzyzowaniach typu ustap pierwszenstwa znak
          stoi tylko na "jednej" czesci. Jezeli nie masz znaku masz pierwszenstwo, chyba
          ze stoi znak "droga z pierwszenstwem". dlatego zawsze moi znajomi z niemiec
          mieli problemy w szczecienie. nie mieli znaku, wiec czekali, natomias na drodze
          poprzecznej stal znak "ustap pierwszenstw", wiec polacy sie wkurzali.
          podobno to sie zmienilo, ale jak jestem u siebie w miescie to w dlaszym ciagu
          widze takie skrzyzowania.
            • vojager29 Re: francja 07.04.04, 10:38
              prostym wytlumaczenie nato, dlaczego drogi boczne tzw. nacjonalki sa pustawe
              jest fakt, iz francuzi nie placa podatku drogowego bo maja to wliczone w cene
              benzyny i "stac" ich na oplate za przejazd autostrada
              widac to nawet wyraznie w miejscach gdzie nacjonalka, czesto przypominajaca
              autostrade jest pustawa a tuz obok biegnaca platna autostrada jest zapchana
              innym wytlumaczeniem moze byc to: francuzi nie lubia tracic czasu na przejazdy
              bo wola miec czas na jedzenie a jedza wolno i dlugo, no i wysmienicie
    • basia553 Re: Samochodem do Unii... i z powrotem 08.04.04, 19:31
      Ciekawy watek, na pewno wielu sie przyda. Pozwole sobie dodac/skorygowac cos z
      Niemiec. Niestety na wielu autostradach JEST ograniczenie predkosci. Np. caly
      odcinek autostrady z Heidelbergu do Mannheim (moja codzienna trasa), ma tylko
      tempo 120 dozwolone. Jezdze czesto trasa Mannheim-Augsburg-Monachium - i tam na
      bardzo wielu, a wlasciwie na wiekszosci odcinköw tempo 120 a nawet 80 -
      zupelnie bez widocznych dla mnie powodöw. No ale cos w tym musi byc.
      Wjezdzajac do Austrii trafia mnie szlaczek: jade na niemieckiej rejestracji,
      musze uwazac, bo sa strasznie lasi na mandaty od Niemcöw, ale wszyscy Austriacy
      mnie wyprzedzaja. Widocznie od nich sie nie kasuje.
      Co do jezdzenia na autostradzie po trzech pasach: jesli policja zauwazy
      jakiegos wlokacego sie po calkiem lewym pasie, to mandacik murowany. Jest to
      pas do wyprzedzania, mozna na nim jechac jak sie ma odpowiednie tempo.
      Najwiekszym nieszczesciem dla mnie w Heidelbergu sa rowerzysci. Maja prawo
      ulica jednokierunkowa jechac pod prad!! Wykorzystuja to w okropny sposöb,
      zachowuja sie wrednie i marzy mi sie zawsze auto James Bonda, aby ich
      poodstrzelac:)))) Lubilibyscie jakby w waskiej jednokierunkowej uliczce jechal
      Wam naprzeciw rowerzysta SRODKIEM ulicy i oczekiwal, ze zjedziecie na sciane,
      aby mu zrobic miejsce? Dawac te spuwe!
      Uwielbiam wloskich kierowcöw: z fantazja, dobrze jezdzacych, swietnie
      reagujacych. Ale nie odwazylabym sie sama wjechac do Florencji! Maz sie
      odwazyl, ja stosowalam tylko uniki bojac sie zgniecenia w aucie. Ach, ten
      wloski temperament! To troche nie na temat, ale pamietam jak chcielismy wyjechac
      z Florencji a tu sie okazalo ze jest jakies swieto i garaz zamkniety. Dzwonilam
      i wrzeszczalam tak dlugo, az wlasciciel garazu sie obudzil, zbluzgal przez okno
      wyzywajac od cretina! na co ja mu, ze sam jest cretino, jeszcze poobrtazalismy
      sie wzajemnie, ale auto dostalismy i pan (ten cretino) zyczyl nam dobrej jazdy
      do domu! Niemiec w takiej sytuacji: po pierwsze nie wydal by auta, po drugie
      podal by mnie do sadu! Niech zyja Wlosi i Wlochy!
      A w Rzymie oddawalismy sie nie tylko obserwacji zabytköw, ale i obserwacji
      przejezdzajacych szalonych aut i jeszcze bardziej zwariowanych skuteröw.
      Cudo po prostu!
      Inna scenka, z Francji. Mieszkalismy w Paryzu w waskiej uliczce. Zapchanej
      jasna sprawa, parkujacymi autami. Nagle z göry jedzie autobus wycieczkowy
      i oczywiscie nie miesci sie miedzy autami. Staje niepewny, na co wyskakuja od
      pobliskiego rzeznika cztery straszne dryblasy, biora z czterech strony jedno
      zawadzajace auto i wstawiaja je na chodnik!! To bylo rewelacyjne! Tez sobie
      tego w poprawnych Niemczech nie wyobrazam.
      • vojager29 Re: Samochodem do Unii... i z powrotem 09.04.04, 09:30
        bo Niemcy są bardziej zdyscyplinowani i do takich sytuacji nie dochodzi, co nie
        oznacza, że ścisle przestrzegają przepisy
        odnośnie ograniczeń szybkości czasami to konieczne, bo "wolność" autobanowa
        uderza niektórym zbytnio do głowy i nie potrafią sami ocenić sytuacji co w
        okresie "autobanowego luzu" może wydawać się głupie
        wesołych świąt
        • Gość: Fredzio Re: Samochodem do Unii... i z powrotem IP: *.zwnet.bmj.net.pl / *.bmj.net.pl 09.04.04, 14:09
          Wypadek
          "„W drodze do La Rochelle nagle usłyszeliśmy huk i poczuliśmy uderzenie, które
          zepchnęło nas na pobocze, które na szczęście stanowił tu gładki trawnik,
          oddzielający jezdnię od stacji benzynowej Shell’a i w tej chwili po naszej
          lewej stronie zobaczyłem przelatujący z ogromną szybkością samochód osobowy
          (Renault 21), który jak strzelił, pognał prosto w druciany płot, a po drodze
          skosił potężny żelazo-betonowy słup energetyczny. Po chwili jakiś facet zawołał
          do nas, że zawiadomił policję i pogotowie i czy nic nam nie jest. O to samo
          pytali potem ratownicy i kazali podpisać oświadczenia, że nie chcemy jechać do
          szpitala. Po strażakach przyjechał osobowym samochodem lekarz, potem ambulans,
          który zabrał rannego do szpitala. Nasz samochód miał pokiereszowany tylny
          błotnik i lewe tylne drzwi, połamany tylny zderzak, pogięte lewe tylne koło z
          bezpowietrzną oponą, drobne rysy lakieru wzdłuż lewego boku, lekko pogięty lewy
          przedni błotnik, rozerwany przedni zderzak, urwany dekiel przedniego lewego
          koła, ale silnik chodził, hamulce i kierownica działały. Przyjeżdża
          żandarmeria, jeden z nich mówi po angielsku w stopniu wystarczającym do
          porozumienia się, dają mi balonik do dmuchania, spisują moje personalia, ale
          robią to jakoś na odczepnego np. oglądając moje międzynarodowe prawo jazdy
          (było pod ręką, a paszportu nie zażądał), zapytał mnie, czy „Prezydent Miasta”
          to moje nazwisko, robią kilka zdjęć i najwyraźniej nie przejmują się
          specjalnie. A gdy proszę o jakieś zaświadczenie o wypadku dla PZU, mówi, że to
          nie jest tu przyjęte, że nasz ubezpieczyciel ma do nich zatelefonować i oni
          wszystko wyjaśnią, nie podają nam też danych sprawcy, mówiąc, jak poprzednio. W
          końcu wyjaśniają, że mogę dostać zaświadczenie, ale w tym celu muszę stawić się
          do godz. 14.00 w komisariacie, a jeśli nie zdążę, to ten znający angielski
          przyjedzie tam na wezwanie własnym samochodem. Wzywamy przez komórkę Assistance
          i po pół godzinie przyjeżdża laweta, trochę odginamy blachy, jesteśmy bez koła
          zapasowego, ale musimy tak jechać dalej: samochód jedzie normalnie, trzyma się
          drogi, wszystko działa, chociaż kierownica jest lekko przekręcona w lewo.
          Wstępujemy do komisariatu w Chatillon-Plage, gdzie ten anglojęzyczny pisze
          notatkę, że zgłosił się victim z wypadku itd., pisze po francusku, tłumacząc
          ustnie na angielski, potem wypisuje odpowiednie zaświadczenie...
          Cały czas rozważamy przyczyny wypadku:
          - facet był pijany (żandarmi, gdy o to pytałem - nie odpowiedzieli nic)
          lub z innych przyczyn niesprawny (zemdlał, zasnął?),
          - nie patrzył na drogę, bo zapalał papierosa, szukał czegoś, łapał muchę
          lub tp.,
          - chciał nas po prostu z fantazją wyprzedzić (jak tu w zwyczaju - tuż
          spod zderzaka) i nie wyrobił się, a widząc, że wylecieliśmy z drogi - zagapił
          się na nas,
          - nie wszystkie warianty wyjaśniają, dlaczego po uderzeniu w nas, nie
          hamował (nie świeciły mu się światła stop i nie zostawił śladów hamowania) i
          nie próbował kierować (a droga w tym miejscu lekko skręcała w lewo).
          Grunt jednak, że nic nam się nie stało i możemy jechać dalej."
          Wypadki w Unii widuje się rzadko, napewno nie tak często jak u nas.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka