turdoradca 26.09.06, 23:52 Dużo można znaleźć i napisać...ale od czegoś też i można zacząć:) Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
turdoradca parkingi dla autokarów w Londynie 26.09.06, 23:54 W poście od Ewy (trzeba tylko linki uaktywnić): forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=38849&w=39834355&a=40195835 Odpowiedz Link Zgłoś
turdoradca SOHO - Esencja Londynu 26.09.06, 23:56 www.rzeczpospolita.pl/dodatki/turystyka_060922/turystyka_a_2.html coby nie szukać po archiwum: SOHO Dzielnica rozpusty zmienia oblicze Esencja Londynu Świetne restauracje i teatry sąsiadują z domami uciech i sklepami sprzedającymi tandetne pamiątki. Soho to mieszanka dobrych tradycji i złych nawyków Teatry, galerie, kabarety — każdy w Soho znajdzie coś dla siebie (c) FILIP FRYDRYKIEWICZ Spotkać tu można gejowskie pary obściskujące się bez skrępowania. Na niezbyt dużym terenie mieści się kilkadziesiąt gej-barów. W kościele św. Anny przy Dean Street odbywają się msze katolickie dla gejów i lesbijek. - Atmosfera jest tu bardzo przyjazna, ludzie czują się więc swobodnie - mówi Stefan, regularny bywalec Soho. - Niewiele już osób pamięta eksplozję bomby podłożonej kilka lat temu w gejowskim pubie Admiral Duncan, w wyniku której zginęły trzy osoby, a kilkadziesiąt zostało rannych. Goń go Soho to niewielki obszar w centrum Londynu zamknięty w czworoboku ulic Oxford Street, Regent's Street, Shaftesbury Avenue i Charing Cross. Do XVII wieku był to teren łowiecki króla. Legenda głosi, że nazwa Soho wzięła się od ówczesnego zawołania myśliwych "so ho!" (goń go). Równie prawdopodobne jest, że to skrót od South of Holborn, "na południe od dzielnicy Holborn", zwłaszcza, że polowań zaprzestano tu już pod koniec XVI stulecia. W XVII wieku dawne łąki pokryła gęsta zabudowa, miejscem zainteresowali się arystokraci, artyści i francuscy hugenoci, którzy - uciekłszy z kraju przed prześladowaniami - osiedlali się tu masowo. Od co najmniej 200 lat Soho ma przede wszystkim opinię dzielnicy rozpusty. Arystokraci potrzebowali rozrywki: teatrzyków muzycznych i prostytutek. Gdy szlachetnie urodzeni opuścili Soho, reszta pozostała. Rewolucja obyczajowa w latach 60. XX wieku umocniła te opinie - Soho i Chelsea były najkolorowszymi dzielnicami Londynu, wylęgarniami dzieci-kwiatów, których zawołaniem było "make love not war" (uprawiaj miłość, nie wojnę). Seksbiznes kwitł - w Soho działało ponad 200 domów publicznych i "teatrów" wabiących neonami i krzykliwymi reklamami. Mniej erotyki Zarazem to tu pojawiły się pierwsze kluby jazzowe, a potem regularnie grywali Stonesi, The Who oraz David Bowie. Za muzykami pojawili się ich agenci, menedżerowie, producenci, właściciele firm fonograficznych, reklamowych i wytwórni filmowych. Wszystkim odpowiadał lokalny koloryt i nieco zakazana reputacja dzielnicy. A poza tym w Soho było tanio. Jednak czasy różowej świetności Soho mijają. Powraca klimat bohemy. Sex-shopy ustępują galeriom, kafejkom, restauracjom. Drożeją mieszkania, bo sprowadziło się tu wielu yuppies. Polski akcent Carnaby Street to najpopularniejszy deptak dla kochających zakupy. Zwariowane ubrania, tanie skóry i dodatki, oryginalne buty oraz pamiątki przyciągają tłumy kolorowo ubranej młodzieży. Na tej ulicy jest też polski akcent - drogi sklep z odzieżą dla żeglarzy firmy Henri Lloyd, której współzałożycielem był przybyły do Wielkiej Brytanii w czasie wojny Henryk Strzelecki z Brodnicy. Teraz przedsiębiorstwo prowadzą jego synowie. Agent Provocateur przy Broadwick Street to z kolei sklep, w którym oprócz wymyślnej bielizny można kupić wdzianka dla erotomanów - od obcisłych skórzanych po uniform pielęgniarki. Soho to również znakomite sklepy muzyczne z płytami winylowymi. Sporo jest także małych galerii i sklepów z oryginalnymi pamiątkami, jak np. ręcznie malowane kartki czy uliczna tablica z nazwą Soho Square. Przy Old Compton Street mieści się z kolei jeden z najlepiej wyposażonych w Londynie sklepów z alkoholami z całego świata. Dla ciała i ducha W Soho można bardzo dobrze zjeść, wybierając spośród wielu kuchni etnicznych - od włoskiej, przez węgierską, po chińską i hinduską. Niestety, przy Poland Street w północnej części Soho nie da się kupić choćby porcji pierogów. Ceny są zróżnicowane, można więc znaleźć coś na każdą kieszeń. W ostateczności zawsze można pójść do pobliskiej China Town na chiński bufet, w którym w cenie 7 funtów od osoby możemy najeść się do woli. Jest też coś dla ducha - West End to skupisko najlepszych teatrów, w których grane są różnego rodzaju sztuki: od "Pułapki na myszy" według Agathy Christie po współczesne sztuki, np. Sama Sheparda "Fool for Love" z Juliette Lewis w roli głównej ("Urodzeni mordercy"). Niezwykle popularne są też musicale ("Chicago", "Producenci", "Nędznicy"). Miłośnicy jazzu chętnie zajrzą do najsłynniejszego klubu w Soho - U Ronniego Scotta, założonego w 1959 r., a od 1965 r. mieszczącego się przy Frith Street. Grywają w nim czasem polscy muzycy. Jak mawiał zmarły przed dziesięciu laty założyciel, jest to klub stworzony przez miłośników jazzu i muzyków dla miłośników jazzu. Dlatego dobrze czują się tam obie strony. Wieczorami rozbawieni turyści i stali bywalcy rozpoczynają obchód barów i klubów. Soho to barwna, kosmopolityczna część Londynu, która inspiruje i zadziwia, dlatego warto tam wstąpić. Zwłaszcza pamiętając, że przy Dean Street mieszkał Karol Marks, a przy Marshall Street urodził się William Blake. KATARZYNA BANY, GRZEGORZ SOWULA Odpowiedz Link Zgłoś
turdoradca PARKI Londyńczycy uwielbiają odpoczywać na trawie 27.09.06, 00:00 www.rzeczpospolita.pl/dodatki/turystyka_060922/turystyka_a_4.html coby nie szukać po archiwum (płatnym): PARKI Londyńczycy uwielbiają odpoczywać na trawie Zieleń wygrywa z zabudową Można w nich puszczać latawce, kąpać się, karmić wiewiórki i protestować do woli przeciw rządowi. A także wąchać róże, oglądać słonie i podziwiać Szekspira. Przede wszystkim zaś - odpoczywać, spacerując czy siedząc na ławce Ze słoniami to niezupełnie prawda: kilka lat temu wyeksmitowano je ze stanowiącego część Regent's Park ogrodu zoologicznego. Słoniarnia była podobno mała i niewygodna - elefanty trafiły do otwartego zoo pod Londynem. Reszta wymienionych przyjemności to tylko znikoma część tego, co rzeczywiście można robić w londyńskich parkach. Forest, wood, gardens, fields Jest ich niemało - ogółem powierzchnia terenów zielonych w Londynie sięga niemal 20 tys. hektarów (200 km kw., ponad dwie piąte całego obszaru Warszawy). Należą do nich cmentarze, skwery i otwarte przestrzenie, które dla ułatwienia możemy nazwać parkami, choć Anglicy mają dla nich wiele innych określeń, widocznych w ich nazwach: Kensington Park, Wimbledon Common, Hampstead Heath, Hackney Marshes, Epping Forest, Kew Gardens, London Fields, Oxleas Wood, Parsons Green, Primrose Hill. Skwery (square), których w mieście jest kilkaset, są na ogół niedostępne - to ogrodzone, zadbane zielone place, z których korzystać mogą mieszkańcy otaczających je kamienic i ich goście. Swoistym parkiem jest cmentarz Highgate, czynny od 1839 r. Przychodzą tu nie tylko miłośnicy nekropolii - Highgate można porównać z naszymi Powązkami - ale amatorzy spokojnych spacerów. Spokojnych, bo dzieci wpuszcza się tu niechętnie. Londyńczycy dumni są ze swoich parków, dbają o nie i żywo interesują się ich losami. Nie jest rzadkością ławka z tabliczką, ufundowana przez prywatną osobę w podzięce za miłe chwile spędzone w ulubionym parku. Wszelkie zakusy urbanistów i przedsiębiorców budowlanych są rutynowo oprotestowywane i zwykle odrzucane dzięki współpracy mieszkańców, mediów i - nierzadko - lokalnych polityków. Dzięki temu nowe budownictwo nie tylko nie wkracza do parków, ale ustępuje nawet miejsca na stworzenie nowych, czego przykładem jest Island Gardens na Wyspie Psów, naprzeciw Greenwich. Od Szekspira do Stonesów Tradycyjnie parki dzielą się na królewskie i miejskie. Królewskie obejmują dawne tereny rekreacyjne angielskich władców. Przez rekreację rozumiano głównie polowanie - świadectwem jest Old Deer Park (park Jeleni) w południowo-zachodniej dzielnicy Kew, na tyłach słynnego ogrodu botanicznego. Osiem królewskich parków o ogólnej powierzchni 2226 ha podlega Royal Parks Agency, utrzymuje je państwo, choć czerpie również niemałe dochody z organizacji publicznych imprez, np. koncertów. I to jakich! W Hyde Parku grali m.in. The Rolling Stones, Jethro Tull, King Crimson, Pink Floyd, The Who. Występ The Queen w 1976 r. zgromadził niemal 200 tys. widzów. W innych królewskich parkach odbywają się koncerty muzyki klasycznej, w Regent's Park jest również letni otwarty teatr, na którego scenie od lat wystawiane są sztuki Szekspira. Przyznać trzeba, że trudno o lepsze tło do inscenizacji "Snu nocy letniej", dlatego trupy teatralne najchętniej sięgają po ten właśnie utwór barda, pokazując go w wielu innych parkach. W kilku znajdziemy galerie sztuki i muzea: National Maritime Museum i Queen's House w Greenwich Park, Hampton Court Palace w Bushy Park i Syon House w Richmond, znana Serpentine Gallery w Kensington Park, Kenwood House (z obrazami Vermeera i Rembrandta) na Hampstead Heath. Nie brak sztuki współczesnej - Serpentine słynie z eksperymentalnych pawilonów letnich, projektowanych przez wybitnych architektów, na Heath stanęła (nie bez protestów) rzeźba Giancarla Neri "Pisarz": 9-metrowej wysokości stół i krzesło. Dziko na Parliament Hill Należący do miasta Heath jest najwyżej położonym londyńskim parkiem - z Parliament Hill, nieoficjalnie zwanym Wzgórzem Latawców, rozciąga się wspaniała panorama Londynu. Heath to również park najdzikszy, drogowskazy znaleźć można jedynie na jego obrzeżach, stąd też łatwo zgubić się na częściowo dziko zarośniętym i nierówno ukształtowanym terenie o 320 ha powierzchni. To park pełen kontrastów - obok naturalnych stawów, w których można się kąpać, znajdziemy lido (otwarty basen) w postmodernistycznym stylu. Gęsty starodrzew sąsiaduje tu z pielęgnowanymi alejami rododendronów. W dzień na piknik przychodzą całe rodziny, w nocy na łowy - samotni homoseksualiści. Z położonego na północy Hampstead Heath można dojechać miejskim pociągiem do największego zielonego obszaru (943 ha), czyli południowego Richmond Park. To teren ogrodzony częściowo murem, stanowiący po części rezerwat przyrody, z licznymi stadami danieli, saren i jeleni. Choć płochliwe z natury, nie uciekają nawet przed jeźdźcami, którzy przemierzają park konno. Podobnie przyzwyczajone do ludzi są pawie - spacerują dumnie, czasem wydając charakterystyczne głośne krzyki. Na lunch w lecie i zimą Londyńczycy korzystają z parków na co dzień, nie od święta. Każdy, kto choć raz przeszedł przez położone w centrum Londynu St James's Park albo Green Park, musiał zauważyć, jak wypełnia się on w porze lunchu - również w zimie - pracownikami z okolicznych biur i sklepów. Po jeziorku Serpentine w Hyde Parku pływają w łódkach wędkarze, przez Regent's Park ścigają się cykliści (tędy ma przebiegać trasa kolarska letniej Olimpiady 2012), we wszystkich można grać w badmintona, większość ma korty tenisowe i tereny do gry w krykieta czy w boules, na licznych commons spotykają się amatorzy futbolu. Nie ma natomiast w parkach pijaczków, chuliganów i zostawiających śmieci flejtuchów. GRZEGORZ SOWULA Odpowiedz Link Zgłoś
turdoradca Po obu stronach Tamizy 27.09.06, 00:02 www.rzeczpospolita.pl/dodatki/turystyka_060922/turystyka_a_5.html coby nie szukać po archiwum (płatnym): Po obu stronach Tamizy Na londyńskiej ulicy obyczaje zupełnie nieangielskie. Zamiast flegmy - pośpiech. Ludzie niemal biegną, potrącają się. Zamiast opanowania - nerwowość. Kierowcy pędzą, najeżdżają na siebie, trąbią. Pierwsze chwile w mieście i w niwecz obracają się stereotypy o charakterze Anglików. Trzy symbole A symbole? Należą do nich niewątpliwie czerwone autobusy, czerwone budki telefoniczne i czarne taksówki. I one się zmieniają. Oprócz piętrowych autobusów po Londynie jeżdżą już także zwykłe przegubowe. Czarne taksówki coraz częściej są zamalowywane krzykliwymi reklamami. Niezmiennie trwają jeszcze budki telefoniczne. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że władze poczty stawiają je tylko po to, by uczynić zadość oczekiwaniom turystów, którzy uwielbiają się w nich fotografować. Bo w dobie telefonów komórkowych po co komu telefony uliczne. Miasto jest niezwykle silnie strzeżone. Na ulicach nie brakuje policjantów różnych formacji objuczonych bronią, często długą. Białe wozy policyjne przemierzają ulice na sygnale. Dodatkowi umundurowani przed gmachami publicznymi, wysokie metalowe bariery oddzielające Parlament od ulicy. Niemal nieustający warkot śmigłowców patrolujących niebo. Kraj bohaterów Polakom zarzuca się pomnikomanię - uwielbiamy z okazji i bez okazji stawiać monumenty. Kto odwiedzi Londyn, wyzbędzie się kompleksów - zagęszczenie pomników jest tam chyba największe na świecie. Przy ulicach, na placach, skwerach. Dowódcy, władcy, pisarze, artyści, politycy... każdy został uwieczniony przynajmniej jeden raz. Efekt? Gość z kontynentu musi odnieść wrażenie, że Anglicy to naród bohaterów, a jego historia to pasmo nadzwyczajnych osiągnięć. Jednym z najsłynniejszych pomników jest niewątpliwie kolumna Nelsona na Trafalgar Square. Teraz zasłonięta, bo remontowana. Nazwa placu i pomnik przypominają o zwycięstwie brytyjskiej armady nad marynarką Napoleona w 1805 pod Trafalgarem. Zwycięską bitwą pokierował admirał Nelson, którego postać, odlana ze zdobytych na Francuzach armat, stoi w tym miejscu od 1843 r. W dosyć chaotycznie zabudowanym Londynie trudno wyznaczyć jeden centralny punkt. Jeśli jednak szukać takiego, trzeba wskazać właśnie na Trafalgar Square. Ogromny, nieregularny plac wypełniają fontanny, pomniki, szerokie schody prowadzące do National Gallery. Na samym środku czarna tablica z prośbą w kilku językach (aż dziw, że jeszcze nie po polsku): nie karmić gołębi. Burmistrz Londynu Ken Livingstone uznał, że ptaki zbyt się rozpanoszyły. Sztuka bez barier Od wschodu plac zamyka klasycystyczna fasada National Gallery. Wystarczy przekroczyć próg muzeum, by znaleźć się w innym świecie - wielkie sale zapełnione są dziełami mistrzów. Panuje tu nastrój swobodnego (w przeciwieństwie do nabożnego) skupienia. Dzięki temu, że wejście do galerii jest bezpłatne, że nie trzeba stać w ogonku, jest ona jak przedłużenie samego placu. Znikają bariery między człowiekiem a sztuką. Można obcować z dziełami mistrzów wiele godzin, można też, przechodząc przez Trafalgar, wstąpić do galerii na chwilę, by popatrzeć na ulubiony obraz. Każdy znajdzie coś dla siebie. Wśród ponad dwóch tysięcy dzieł nie brakuje właściwie żadnego z wielkich - od Holbeina przez Boticellego, Rafaela, Michała Anioła, Vermeera, El Greca, Velazqueza, Watteau, do van Gogha i Turnera. Perłą w tej koronie jest niewątpliwie intrygująca "Madonna wśród skał" Leonarda da Vinci. Przy tym obrazy są znakomicie eksponowane. Tylko pojedyncze z nich zasłonięto szybami. Większość jest wspaniale rozmieszczona i oświetlona miękkim naturalnym światłem. Nie trzeba, jak to bywa w innych muzeach, gimnastykować by się, by coś zobaczyć. Las nagrobków W kolejce do opactwa westminsterskiego trzeba odczekać trzy kwadranse. Z zewnątrz jego kościół wygląda jak wiele podobnych późnogotyckich. Może więc nie warto czekać? Warto. Wnętrze zaskakuje bowiem - to jedno wielkie lapidarium, zbiór kamiennych rzeźb, pomników, nagrobków i płyt pamiątkowych. W niektórych kaplicach jest ich tak dużo, że trzeba się wręcz przeciskać. Przegląd rzeźby nagrobnej od średniowiecza po wiek dwudziesty. Najciekawiej jest zobaczyć obok siebie dwie marmurowe postaci - królowej Elżbiety I i Marii Tudor. Córki jednego ojca, Henryka VIII, lecz różnych matek, były za życia wrogami. Pierwsza fanatyczna katoliczka (Bloody Mary), druga - nie mniej fanatyczna anglikanka. Jakub I miał nadzieję, że śmierć je pogodzi, kazał więc wyryć na nagrobku po łacinie: Wspólnie na tronie i w grobie, tu spoczywają dwie siostry, Elżbieta i Maria, w nadziei wspólnego zmartwychwstania". Westminster to miejsce niezwykłe. W opactwie, którego historia sięga XI wieku, koronowano niemal wszystkich (wyjąwszy Edwarda V i Edwarda VIII) królów angielskich. Tutaj też przechowywano tron koronacyjny królów angielskich oraz Kamień Przeznaczenia, niezbędny do namaszczania królów Szkocji. Kamień odebrał Szkotom w XIII wieku Edward I, symboliczny przedmiot wrócił do Edynburga dopiero w 1996 r. Oficjalnie, bo nieoficjalnie został wykradziony z opactwa i wywieziony do Glasgow w 1950 r. przez czterech młodych Szkotów. Od mostu do mostu Westminster, Parlament ze słynnym Big Benem, i inne gmachy rządowe stanowią jedną enklawę. Centrum administracyjne kraju. Ciągną tu z całego świata turyści, by odnaleźć adres: Downing Street 10. Zza ozdobnego parkanu pokazują sobie palcami niewielki, skromny budynek w głębi uliczki - od ponad dwustu lat miejsce urzędowania i mieszkanie szefa rządu. Premier Tony Blair musiał nieco odstąpić od tradycji, bo z żoną i czwórką dzieci po prostu się tam nie mieścił. Dlatego zamienił się z ministrem skarbu i wprowadził pod numer 11. Z Downing Street niedaleko jest do Parlamentu. Długi, dziewiętnastowieczny neogotycki budynek nad samą Tamizą najefektowniej prezentuje się zza rzeki. Mocno akcentowana półkolumnami z pinaklami fasada odbija się romantycznie w lustrze wody. Żeliwne latarnie na nabrzeżu sprawiają, że na myśl przychodzi porównanie z Sekwaną w Paryżu. Na Parlament i cały Londyn, jeśli dopisuje pogoda, spojrzeć można z wysokości stojącego nieopodal London Eye. Podróż w szklanej kapsule trwa - jeden obrót koła - pół godziny. Gdyby nie kapsuły, London Eye przypominałoby gigantyczne, najeżone szprychami, koło od roweru oparte na dwóch rurkach ramy. Efektowna konstrukcja, wzniesiona w 2000 r. dla uczczenia nadejścia trzeciego tysiąclecia naszej ery, szybko wpisała się w pejzaż miasta. Oko Londynu to dobry punkt startu do spaceru wzdłuż rzeki (burej i brudnej - dodajmy) i podziwiania panoramy miasta. Wzdłuż South Bank, południowego brzegu, prowadzi deptak. Po drodze mijać będziemy charakterystyczne budowle National Theatre, odbudowanego teatru Szekspira The Globe, galerię sztuki nowoczesnej Tate Modern (Picasso, Matisse, Duchamp, Braque, Warhol) mieszczącą się w dawnej elektrowni. I, co nie mniej ważne, będziemy mogli podziwiać urodę londyńskich mostów: eleganckiego Waterloo Bridge, kolejowego Blackfriars Bridge z intrygująco sterczącymi czerwonymi kolumnami starego przejazdu, zachwycającego prostotą i proporcjami London Bridge, kładki dla pieszych o organicznych kształtach, solidnego, mieszczańskiego Tower Bridge. Kruki na straży brylantu Śmiesznie mała i zupełnie niegroźna - to pierwsza myśl, jaka się nasuwa, gdy ujrzymy słynną twierdzę Tower. Białe kamienne mury wyglądają na tle londyńskiego City jak marna teatralna dekoracja. Dawniej groźna i potężna siedziba władców, więzienie i miejsce kaźni, pełni dziś rolę skarbca i miejsca zamieszkania kilku kruków. To jednak niemało, bo wśród skarbów przechowywanych w White Tower zobaczymy insygnia koronacyjne brytyjskich królów ze słynnym różowym 105-karatowym brylante Odpowiedz Link Zgłoś
turdoradca cd: Po obu stronach Tamizy 27.09.06, 00:04 www.rzeczpospolita.pl/dodatki/turystyka_060922/turystyka_a_5.html urwało za długi tekst w poprzednim poście... cd: Kruki na straży brylantu Śmiesznie mała i zupełnie niegroźna - to pierwsza myśl, jaka się nasuwa, gdy ujrzymy słynną twierdzę Tower. Białe kamienne mury wyglądają na tle londyńskiego City jak marna teatralna dekoracja. Dawniej groźna i potężna siedziba władców, więzienie i miejsce kaźni, pełni dziś rolę skarbca i miejsca zamieszkania kilku kruków. To jednak niemało, bo wśród skarbów przechowywanych w White Tower zobaczymy insygnia koronacyjne brytyjskich królów ze słynnym różowym 105-karatowym brylantem Koh-i-noor (Góra Światła). A kruki są ważne, bo kiedy wszystkie odlecą, upadnie królestwo, jak mówi legenda. Mają więc swojego opiekuna i podcięte skrzydła. Wycieczki po Tower oprowadzają malowniczo wystrojeni beefeaters (z franc. ci, którzy strzegą pożywienia króla), czyli jej strażnicy (formalnie Yeomen Warders). To emerytowani wojskowi, którzy obdarzeni mocnym głosem z wielką swadą opowiadają historię Tower, wplatając w nią liczne historyczne anegdoty. Wysoki mur, dwanaście wież, szeroka fosa, a w środku obronna White Tower zamieszkiwana przez kolejnych władców od XI do XVI wieku. Symbol władzy, a zarazem jej okrucieństwa, bo mieściło się tu również więzienie. Niejeden przeciwnik króla stracił w tych murach życie, w tym dwie z sześciu żon Henryka VIII - Anna Boleyn i Katarzyna Howard. Ostatnim więźniem Tower był... Rudolf Hess, zastępca Hitlera w NSDAP, który w 1941 r. przyleciał z hitlerowskich Niemiec na negocjacje i został zatrzymany. Kopnięty ratusz Jeśli spojrzymy z Tower Bridge na twierdzę, zobaczymy, że najstarszej, tak dobrze zachowanej, budowli Londynu towarzyszy wielkie szklane cygaro albo raczej połyskujący pocisk. To Gherkin, biurowiec autorstwa sir Normana Fostera, jednego z najmodniejszych architektów m.in. kopuła berlińskiego Reichstagu, warszawski Metropolitan, siedziba banku HSBC w Hongkongu, kładka nad Tamizą - Millenium Bridge. Foster, któremu królowa nadała tytuł szlachecki, święci dziś triumfy w Londynie. Jego oryginalne budowle stają się nowymi symbolami stolicy Wielkiej Brytanii. Wystarczy przejść przez Tower Bridge, by znaleźć się pod innym jego gmachem - londyńskim ratuszem (City Hall) w kształcie kopniętego, ukośnie wykrzywionego jajka. Wokół City Hall urządzono wielki publiczny plac wyłożony szarym kamieniem. Miejsce szybko znalazło uznanie mieszkańców - amfiteatralne schody prowadzące do zgłębienia znakomicie przecież nadają się na odpoczynek. Fontanny wytryskujące z chodnika prowokują do zabawy dzieci. A kamienne ławy przydają się do akrobacji młodzieży na deskorolkach. Ale dokoła jest więcej pustego miejsca. Za płotem, obok ratusza, powstaje nowy biurowiec. Londynowi ciągle przybywa pięknych miejsc. FILIP FRYDRYKIEWICZ Odpowiedz Link Zgłoś
turdoradca kilka linków na początek 27.09.06, 00:13 www.londontouristboard.com www.londontourist.org www.londontransport.co.uk/tfl www.londyn.org.uk/faq/ www.londyn.webd.pl/ www.londyn.net.pl/ www.londyn.me.uk/ www.polskieradio6.co.uk www.aniaspoland.com/ forum gazeta.pl (słabe): forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=24201 Odpowiedz Link Zgłoś
turdoradca z Rzepy jeszcze LONDONPASS 27.09.06, 00:24 LONDON PASS > Jeśli chcemy intensywnie zwiedzać Londyn, opłaca się kupić London Pass (na jeden, dwa, trzy lub sześć dni zwiedzania), czyli jeden wspólny bilet na większość głównych atrakcji miasta. Jak policzono, gdybyśmy chcieli kupić osobne bilety na wszystkie, musielibyśmy zapłacić 426 funtów. Tymczasem London Pass kosztuje 18 - 20 funtów dla dzieci (5 -15 lat) i 32 - 37 funtów dla dorosłych za jeden dzień, po 48 - 68 dla dzieci i 72 - 110 dla dorosłych za karnet sześciodniowy. > London Pass daje też inne przywileje, np. tam, gdzie są długie kolejki (Tower, zoo, London aquarium), jego okaziciel wchodzi bez czekania. Z London Pass można też wybrać się np. na rejs po Tamizie lub Regents Canal, a w niektórych restauracjach dostać zniżki. > Wraz z London Pass dostajemy wyczerpujący przewodnik z opisami miejsc, które możemy odwiedzić, godzinami ich otwarcia, dojazdem, mapą oraz schematem metra. www.londonpass.com Odpowiedz Link Zgłoś
turdoradca LOTNISKA LONDYńSKIE 02.10.06, 12:30 LOTNISKA www.heathrowairport.com/ www.gatwickairport.com/ www.london-luton.co.uk/pl/ www.stanstedairport.com/ Kiedyś znalazłem w portalu www.pracaizycie.pl (ale teraz juz artykul pod linkiem , ktory skopiowalem nie istnial): Z LOTNISKA DO LONDYNU Kupiłeś bilet na samolot tanich linii i już pakujesz walizki do Londynu? A wiesz, jak się dostaniesz do miasta? Przecież lotniska położone są kilkadziesiąt kilometrów od centrum. Sprawdź więc jeszcze przed podróżą, ile będzie cię kosztował transport z lotniska, i dolicz ten koszt do ceny biletu LOTNISKO HEATHROW www.heathrowairport.com Należy do najbardziej zatłoczonych lotnisk na świecie. Ma cztery terminale i można z niego dolecieć do 180 miejsc w ponad 90 krajach. Na jego terenie bazy posiada prawie 100 linii lotniczych. Zlokalizowane jest na zachód od miasta, jednak można się tam bez przeszkód dostać z centrum Londynu, m.in. autobusami, metrem albo wypożyczonym samochodem. Polaków najbardziej interesuje terminal drugi, bo to z niego odlatują samoloty do krajów europejskich. Na Heathrow lądują samoloty linii British Airways i LOT, łączące Londyn z Warszawą. Jak dojechać z Heathrow do centrum Londynu? METREM - PICCADILLY LINE www.tfl.gov.uk/tfl/ Z lotniska Heathrow można niebieską linią metra dotrzeć bez przesiadek do samego serca Londynu - stacji Piccadilly Circus. Przejazd trwa ok. 50 minut, a bilet jednorazowy kosztuje 4 funty (24 zł). Kupisz go w automacie lub w kasie biletowej. AUTOBUSEM - NATIONAL EXPRESS AIRPORT www.nationalexpress.com National Express Airport łączy lotniska w Wielkiej Brytanii z głównymi miastami. Autobusy z Heathrow do Londynu podstawiane są przy dwóch głównych przystankach autobusowych na lotnisku oraz przy terminalu nr 4. Pojazdy są komfortowe, przestronne i klimatyzowane. Bilet możesz kupić w automacie, przez Internet lub u kierowcy. Cena pojedynczego biletu z Heathrow do centrum Londynu to 10 funtów (59 zł), a powrotnego - 16 funtów (95 zł). Podróż trwa ok. 50 minut, autobusy odjeżdżają co pół godziny. POCIĄGIEM - HEATHROW EXPRESS www.heathrowexpress.com Heathrow Express to szybkie pociągi łączące lotnisko z centrum Londynu. Odjeżdżają z Heathrow co 15 minut i w ciągu niespełna 20 minut docierają do stacji Paddington. Każdy z pociągów ma klimatyzowane wagony, duże przestrzenie na bagaże oraz specjalne miejsca dla osób niepełnosprawnych. Bilet kupisz w automacie, przez Internet lub w specjalnych okienkach na stacjach Heathrow i Paddington. Ceny biletów to 13,5 funta (80 zł) za podróż w jedną stronę i 26 funtów (155 zł) za bilet powrotny. LOTNISKO LUTON www.london-luton.co.uk/pl Jest jednym z najszybciej rozwijających się w Wielkiej Brytanii portów lotniczych. W ciągu ostatnich 10 lat liczba pasażerów podróżujących z Luton wzrosła czterokrotnie. Lotnisko leży ok. 50 km na północny zachód od centrum Londynu. Na Luton lądują samoloty linii easyJet (loty z Warszawy i Krakowa) i Wizz Air (Poznań, Katowice, Gdańsk i Warszawa). Jak dostać się z Luton do Londynu? AUTOBUSEM - EASYBUS www.easybus.co.uk Przez siedem dni w tygodniu easyBus oferuje ekspresowe połączenia minibusami pomiędzy lotniskiem Luton a centrum Baker Street. Ceny zaczynają się od 2 funtów (12 zł) za przejazd. Im wcześniej zamówisz bilet, tym będzie on tańszy. Linia ta nie ma przystanków pośrednich. Autobusy odjeżdżają ze stanowiska nr 4 na zewnątrz głównego terminalu. Cena biletu kupionego w ostatniej chwili to 8 funtów (47 zł) za przejazd w jedną stronę i 12 funtów (70 zł) za bilet powrotny. AUTOBUSEM - GREEN LINE www.greenline.co.uk Autobus Green Line linii 757 zapewnia ekspresowe połączenie pomiędzy lotniskiem Luton a centrum Londynu. Jeśli podróżujesz grupą większą niż 15 osób, zadzwoń pod numer +44 (0) 1582 584 478 (od poniedziałku do piątku, od 9 do 17) i zarezerwuj bilety. Przejazd w jedną stronę kosztuje 10,5 funta (62 zł), a w obie 15 funtów (90 zł). Autobusy do Londynu kursują przez całą dobę co 15-20 minut. POCIĄGIEM - THAMESLINK www.thameslink.co.uk Podróż koleją z lotniska Luton do stacji King�s Cross w centrum Londynu trwa ok. 35 minut. Bezpłatne autobusy w 10 minut dowożą pasażerów z terminali (stanowisko 1) na dworzec kolejowy. Pociągi odjeżdżają co kilkanaście minut. Bilet w jedną stronę kosztuje 12,1 funta (72 zł), a w dwie strony 20,8 funta (123 zł). LOTNISKO STANSTED www.stanstedairport.com To czwarte pod względem liczby pasażerów lotnisko w Wielkiej Brytanii. Obsługuje ponad 22 mln podróżnych rocznie. Leży ok. 40 minut jazdy pociągiem (Stansted Express) od centrum Londynu. Na Stansted lądują samoloty linii Ryanair (Bydgoszcz, Gdańsk, Kraków, Łódź, Poznań, Rzeszów, Szczecin, Wrocław). Jak dojechać z lotniska Stansted do centrum Londynu? POCIĄGIEM - STANSTED EXPRESS www.stanstedexpress.com Najszybciej dotrzemy do centrum stolicy, korzystając ze Stansted Express. Pociągi odjeżdżają co 15 minut, a podróż do stacji Liverpool Station trwa do 45 minut. Pociąg ma klimatyzowane wagony, duże przestrzenie bagażowe oraz specjalne miejsca dla niepełnosprawnych. Bilet można kupić w Internecie, w automacie lub w specjalnych okienkach na stacjach Stansted Airport i Liverpool Station. Bilet w jedną stronę kosztuje 15 funtów (90 zł), a powrotny 25 funtów (150 zł). Można również wysiąść wcześniej - na stacji Tottenham Hale, wtedy bilet w jedną stronę będzie o 50 pensów (2,8 zł) tańszy, a w dwie strony - o 2 funty (12 zł). AUTOBUSEM - NATIONAL EXPRESS AIRPORT www.nationalexpress.com Podobnie jak z lotniska Heathrow, ze Stansted również kursują autobusy National Express. Linia A6 łączy lotnisko Stansted z dworcem Victoria. Autobusy odjeżdżają co 10 minut, 24 godziny na dobę. Co 30 minut wyrusza autobus linii A7 - również w kierunku Victorii, a co pół godziny można wsiąść do autokaru jadącego do London Stratford. Bilet powrotny kosztuje 16 funtów (95 zł), pojedynczy 10 funtów (60 zł). LOTNISKO GATWICK www.gatwickairport.com Obsługuje ponad 32 mln pasażerów rocznie. Chociaż Gatwick położone jest 45 km od północnego Londynu, posiada dobrą komunikację z centrum. Lotnisko ma 2 terminale. British Airways i Centralwings wożą pasażerów do Krakowa, a te drugie dodatkowo do Warszawy. Jak dostać się z Gatwick do Londynu? AUTOBUSEM - NATIONAL EXPRESS AIRPORT www.nationalexpress.com Z lotniska Gatwick też odjeżdżają autobusy National Express. Są podstawiane przy dwóch głównych przystankach autobusowych i przy terminalu nr 4. Podróż do centrum Londynu zajmuje ok. 1,5 godziny. Bilet pojedynczy kosztuje 6,6 funta (40 zł), a powrotny 12,2 funta (72 zł). POCIĄGIEM - GATWICK EXPRESS www.gatwickexpress.co.uk Z lotniska Gatwick do centrum Londynu najszybciej dotrzemy koleją Gatwick Express. Podróż trwa ok. pół godziny, a pociągi nie zatrzymują się na żadnej innej stacji. Bilety można kupić w Internecie, w automacie lub w Odpowiedz Link Zgłoś
turdoradca Ciąg dalszy: LOTNISKA LONDYńSKIE 02.10.06, 12:34 c.d. artykułu (nie zmieścił się cały w poprzednim wątku) LOTNISKO GATWICK www.gatwickairport.com Obsługuje ponad 32 mln pasażerów rocznie. Chociaż Gatwick położone jest 45 km od północnego Londynu, posiada dobrą komunikację z centrum. Lotnisko ma 2 terminale. British Airways i Centralwings wożą pasażerów do Krakowa, a te drugie dodatkowo do Warszawy. Jak dostać się z Gatwick do Londynu? AUTOBUSEM - NATIONAL EXPRESS AIRPORT www.nationalexpress.com Z lotniska Gatwick też odjeżdżają autobusy National Express. Są podstawiane przy dwóch głównych przystankach autobusowych i przy terminalu nr 4. Podróż do centrum Londynu zajmuje ok. 1,5 godziny. Bilet pojedynczy kosztuje 6,6 funta (40 zł), a powrotny 12,2 funta (72 zł). POCIĄGIEM - GATWICK EXPRESS www.gatwickexpress.co.uk Z lotniska Gatwick do centrum Londynu najszybciej dotrzemy koleją Gatwick Express. Podróż trwa ok. pół godziny, a pociągi nie zatrzymują się na żadnej innej stacji. Bilety można kupić w Internecie, w automacie lub w specjalnych okienkach na stacjach Gatwick i Victoria Station. Ceny wynoszą 14 funtów (85 zł) w jedną stronę i 25 funtów (150 zł) w obie. POCIĄGIEM - SOUTHERN TRAINS Pociągi linii Southern Trains, kursujące co 15 minut, są wolniejsze niż Gatwick Express, ale za to tańsze i zatrzymują się na stacjach pośrednich. Podróż z lotniska do centrum stolicy trwa 50 minut, a bilet kosztuje tylko 9 funtów (53 zł). A MOŻE SAMOCHÓD? Jeśli uznasz, że najlepszym sposobem na dotarcie do Londynu i poruszanie się po mieście jest wypożyczony samochód, nic prostszego. Na każdym lotnisku swoje biura mają przedstawicielstwa firm takich, jak Hertz (www.hertz.co.uk), Avis (www.avis.co.uk), Europcar (www.europcar.co.uk) i Alamo (www.alamo.co.uk). Samochód zwykle można wynająć na lotnisku, a zwrócić w centrum Londynu. Konkurencja jest duża, więc ceny mogą zaczynać się już od 17 funtów (100 zł) za dzień. Wynajmując samochód, upewnij się, że: - opłata za wjazd na lotnisko jest wliczona w cenę wynajmu, - masz przy sobie prawo jazdy, - kary za niedotrzymanie terminu lub krótkie spóźnienie nie są wygórowane, - auto posiada ubezpieczenie. Najlepiej wykup na czas wynajmu ubezpieczenie na siebie. Podobnie jak bilet lotniczy, auto możesz zamówić przez Internet, a cena będzie tym niższa, im wcześniej złożysz rezerwację. Magdalena Gignal Odpowiedz Link Zgłoś
turdoradca Na piwnym szlaku - czyli piwo w Anglii 27.09.06, 00:22 www.rzeczpospolita.pl/dodatki/turystyka_060922/turystyka_a_6.html coby nie szukać w archiwum (płatnym) OBYCZAJE Miękkie kanapy, boazerie, lustra - pub ma być namiastką domu, by goście czuli się swobodnie Na piwnym szlaku Piątkowy wieczór w pubie. Choć lokal zajmuje cały parter budynku, a nawet kawałek ogrodu na jego tyłach, trudno znaleźć wolne miejsce. Powietrze jest mętne od dymu papierosów, a hałas rozmów i śmiechów nie pozwala prowadzić zwykłej rozmowy. Piwo leje się strumieniami, dziewczyny wieszają się na ramionach chłopaków, chłopcy obejmują dziewczyny. turystyka_a_6-1.F.jpg Większość pubów otwarta jest do godziny 23, niezależnie od tego ilu gości zostało (c) CORBIS Pub zajmuje szczególne miejsce w życiu londyńczyka. Za dnia wpada się tu na prosty lunch, kufel piwa lub - coraz częściej - kieliszek wina. To tam szef zabierze pracowników, by im pokazać, jaki z niego równy chłop. A wieczorem grupa przyjaciół spotka się, by porozmawiać, lub np. w weekend po prostu się upić. Kiedy odbywają się mecze piłki nożnej, puby zapełnione są kibicami śledzącymi grę w telewizji. W pubie zamawia się głównie jasne piwo (lager). Wśród rodowitych Wyspiarzy popularne jest lekko gazowane ciemniejsze angielskie ale oraz gorzkie bittery. Popularny jest również irlandzki guiness. Do obiadu chętnie zamawiana jest butelka lub lampka taniego wina, tzw. house wine. W pubie można całkiem nieźle i niedrogo zjeść (za 3,50 - 5 funtów podawane przez cały dzień angielskie śniadanie, za 4 - 7 funtów obiad). Można też się rozerwać, na przykład rzucać lotkami do tarczy (organizowane są zawody w tej dyscyplinie). Niektóre lokale wyposażone są w stoły bilardowe, sprzęt karaoke lub niewielkie sceny do koncertów na żywo. Popularną zabawą są quizy, które sprawdzają wiedzę głównie z zakresu sportu i geografii. Nagrody to gotówka lub talony na piwo. Są lokale, które organizują wieczory kabaretowe (stand-up comedy). Jak w domu na sfatygowanej kanapie Wiktoriański public house (stąd skrót "pub") miał w czasach wiktoriańskich stanowić alternatywę dla spelunek, w których zacni obywatele tracili pieniądze na często wątpliwej jakości napitki. W dostępnym dla wszystkich pubie robotnik mógł wypić po pracy piwo ze znajomymi, ale także przyjść z całą rodziną na niedzielny obiad. Pub miał być - i często był - namiastką domu. Tego prawdziwego i tego, do którego aspirowali bywalcy. Stąd w najlepszych knajpach plusze na kanapach i fotelach, szyby i lustra z piaskowanymi wzorami. Pub stał zwykle na rogu, wchodziło się albo centralnie, albo z obu ulic - był bliski, gościnny. Nic dziwnego, że tradycyjnie o najbliższym mówiło się "the local". Wystarczało powiedzieć: "Spotkamy się w lokalnym", by mieć pewność, że nikt nie zbłądzi. Dzisiaj nie wszystko zostało z tej atmosfery. Nadal jednak wiele pubów to sfatygowane knajpy z niejedną pintą piwa wsiąkniętą w tapicerkę, stare wykładziny, boazerie. Na ścianach obowiązkowo gęsto zawieszone obrazki i zdjęcia. Stoły drewniane lub na żeliwnych nogach. Na żywca lub okocim Zdarza się, że przy wejściu wita gości ochroniarz - nie wpuszcza podpitych i niepełnoletnich. Trzeba być więc przygotowanym na okazanie dowodu tożsamości. Dzieciom nie wolno zbliżać się do baru. Chociaż w zeszłym roku zniesiono wymóg zamykania pubów o 23.00 (w niedziele o 22.30), tylko część ich właścicieli zdecydowała się przedłużyć godziny urzędowania do 1 w nocy. W poszczególnych dzielnicach wydawane są ulotki z tzw. pubs walks (spacer po pubach) z krótkimi opisami najciekawszych miejsc. Zamiast więc siedzieć przez cały wieczór w jednym pubie, można udać się na wędrówkę po najsłynniejszych lub najstarszych pubach w okolicy. Puby różnią się od siebie, i to znacznie. Sieć JD Wetherspoona (pod różnymi nazwami), która ma lokale rozsiane po całym mieście, wyróżnia się tym, że alkohol jest tu tańszy niż gdzie indziej. Pinta piwa kosztuje tu niecałe dwa funty, podczas gdy w przeciętnym pubie trzeba wydać co najmniej 2,60. W City piwo kosztuje nawet cztery funty. Zdarza się, że dostaniemy w pubie żywiec, okocim, żubr lub tyskie. Ceniona jest polska wódka, chociaż do drinków standardowo dolewany jest smirnoff. KATARZYNA BANY, współpraca sow WARTO WIEDZIEĆ > Pinta to angielska jednostka objętości równa 0,568 litra. Piwo i inne napoje alkoholowe nalewa się po brzegi szklanki > Mocniejsze alkohole w kieliszkach podaje się w mikroskopijnych ilościach 25 gramów (single - pojedyncza miarka) lub maksymalnie 50 gramów (double - podwójna) > W pubie płaci się przy barze, od razu przy zamawianiu. Jeśli posiedzenie ma być dłuższe, można otworzyć rachunek na stolik lub nazwisko, zostawiając kartę płatniczą > Aby wejść do pubu i samodzielnie kupić piwo, trzeba mieć 18 lat, a w niektórych pubach londyńskiego City - 21. Decyzja należy do menedżera. 16 - 17-latki pod okiem dorosłego mogą jednak wypić piwo do posiłku. > Nadal praktykowane jest ogłaszanie ostatnich zamówień (last orders) sygnalizowane dzwonkiem dziesięć minut przed zamknięciem. Potem barman zabiera szklankę sprzed nosa Odpowiedz Link Zgłoś
turdoradca parę linków 02.10.06, 12:17 Onet: przewodnik.onet.pl/1258,0,info.html Historia Wielkiej Brytanii (ang) www.bbc.co.uk/history/state/nations/ www.english-heritage.org.uk/ "Kamienna Anglia" www.stonepages.com/england/england.html www.english-heritage.org.uk/stonehenge/ www.london.gov.uk/ pl.wikipedia.org/wiki/Londyn Trochę zawansowanej historii miasta: www.british-history.ac.uk/source.asp?gid=74 www.british-history.ac.uk/place.asp?region=1 www.westminster-abbey.org/ pl.wikipedia.org/wiki/Opactwo_Westminsterskie Odpowiedz Link Zgłoś
pilociwycieczek.pl Łondongrad - z Wyborczej 18.11.06, 23:56 www.gazetawyborcza.pl/1,75248,3742698.html Azyl w Łondongradzie Wacław Radziwinowicz 2006-11-18 W Rosji często nazywają Londyn "Łondongradem" albo "Barwichą na emigracji", od nazwy słynnej podmoskiewskiej wsi milionerów. Nowi Ruscy uciekają do Londynu, od kiedy rządy objął Władimir Putin. Nad Tamizą jako pierwsi zaczęli się urządzać ci oligarchowie, którzy już popadli u niego w niełaskę albo obawiali się, że lada moment stracą jego przychylność, a wraz z nią wolność i miliardy, których nakradli w czasach Borysa Jelcyna. Borys Bierezowski, przy Jelcynie szara eminencja Kremla, uwił gniazdko dla siebie, aktualnej żony i dzieci z licznych związków w wartym 10 mln funtów domu w luksusowej dzielnicy Chelsea. Potem dokupił jeszcze dwie wiejskie siedziby za 10 i 20 mln funtów. Przy supereleganckim Belgrave Square 5 zamieszkali "Tania i Wala", czyli Tatiana Diaczenko, córka Jelcyna, oraz jej mąż Walentyn Jumaszew, który u jej taty był za szefa administracji prezydenckiej. Ponoć wprowadził się do nich także Borys Jelcyn junior, czyli syn Tani, dziedziczący imię i nazwisko po dziadku. Wytworny dom w centrum Londynu nabył też Władimir Gusiński, niegdyś magnat medialny i właściciel telewizji NTW podporządkowanej kilka lat temu Kremlowi. Ale naprawdę fanatycznym kolekcjonerem brytyjskich nieruchomości okazał się najbogatszy Rosjanin Roman Abramowicz. Jest właścicielem 170-hektarowej posiadłości w Zachodnim Sussex, co najmniej dwóch apartamentów i sześciopiętrowego domu w centrum Londynu. Ta fala jeszcze się wzniosła w tym roku. Jak napisał "Sunday Times", od stycznia 2006 Rosjanie wykupili 73 podmiejskie wille i 240 domów w samej stolicy. Wydali na to już 800 mln funtów (około 4,4 mld złotych). A może to być tylko wierzchołek góry lodowej, bo rejestr obejmuje tylko transakcje ponad milion funtów. "Rosjanie nabywają co piątą wystawioną na sprzedaż luksusową londyńską nieruchomość. To więcej niż Amerykanie i szejkowie arabscy razem wzięci" - pisze "Sunday Times". Klientów z Moskwy nie peszy to, że metr kwadratowy apartamentu w centrum Londynu kosztuje dziś 16,2 tys. funtów (95 tys. zł). Przyzwyczaili się do takich cen. - W naszej podmoskiewskiej Barwiszy już od dawna nie kupisz domu za mniej niż półtora miliona funtów - powiedzieli mi pracownicy rosyjskiej agencji nieruchomości. Nad Tamizą swego miejsca pod słońcem szukają masowo nie tylko ludzie Jelcyna, ale i biurokraci, którzy dorobili się na łapówkach już przy Putinie. - Panicznie boją się roku 2008, kiedy skończy się druga i ostatnia kadencja Putina, a na Kremlu pojawi się nowy gospodarz - mówi Władimir Rimski, socjolog badający korupcję. - Nikt nie wie, czy przy nowym prezydencie nie rozliczą ich z tego, co już ukradli, i nie zamkną możliwości łapówek. A niby dlaczego mieliby nie odebrać? Przecież dzisiejsza nomenklatura bez żadnych wyrzutów sumienia rozgrabiła koncern Jukos, posadziła jego właścicieli. Ich następcy zrobią z nimi zapewne to samo - mówi Rimski. - To dlatego szukają sobie zapasowych lądowisk w Brytanii, która nie wydaje Moskwie ludzi poszukiwanych przez prokuratora. Niedawno w Moskwie odbył się "Jarmark dla milionerów", wielkie targi towarów luksusowych. Na pniu poszły wszystkie wystawione na sprzedaż wyspy położone na wodach tych krajów, które nie mają z Rosją umów o ekstradycję. Opinie i komentarze internautów: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=902&w=52403518&v=2&s=0 Odpowiedz Link Zgłoś
turdoradca Kobieta Beefeater w Tower 05.01.07, 14:30 Niech żyją kobiety :) www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_070104/swiat/swiat_a_13.html Kobieta na straży Tower of London Po raz pierwszy w historii kobieta wejdzie w skład królewskiej straży przybocznej tzw. Beefeaterów, którzy od 1485 roku pilnują zamku Tower of London i są atrakcją Londynu. Kandydatka pokonała pięciu mężczyzn ubiegających się o to stanowisko. Odpowiedz Link Zgłoś