26.09.06, 23:52
Dużo można znaleźć i napisać...ale od czegoś też i można zacząć:)
Obserwuj wątek
    • turdoradca parkingi dla autokarów w Londynie 26.09.06, 23:54
      W poście od Ewy (trzeba tylko linki uaktywnić):
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=38849&w=39834355&a=40195835
    • turdoradca SOHO - Esencja Londynu 26.09.06, 23:56
      www.rzeczpospolita.pl/dodatki/turystyka_060922/turystyka_a_2.html
      coby nie szukać po archiwum:

      SOHO Dzielnica rozpusty zmienia oblicze

      Esencja Londynu

      Świetne restauracje i teatry sąsiadują z domami uciech i sklepami sprzedającymi
      tandetne pamiątki. Soho to mieszanka dobrych tradycji i złych nawyków

      Teatry, galerie, kabarety — każdy w Soho znajdzie coś dla siebie
      (c) FILIP FRYDRYKIEWICZ

      Spotkać tu można gejowskie pary obściskujące się bez skrępowania. Na niezbyt
      dużym terenie mieści się kilkadziesiąt gej-barów. W kościele św. Anny przy Dean
      Street odbywają się msze katolickie dla gejów i lesbijek. - Atmosfera jest tu
      bardzo przyjazna, ludzie czują się więc swobodnie - mówi Stefan, regularny
      bywalec Soho. - Niewiele już osób pamięta eksplozję bomby podłożonej kilka lat
      temu w gejowskim pubie Admiral Duncan, w wyniku której zginęły trzy osoby, a
      kilkadziesiąt zostało rannych.
      Goń go

      Soho to niewielki obszar w centrum Londynu zamknięty w czworoboku ulic Oxford
      Street, Regent's Street, Shaftesbury Avenue i Charing Cross. Do XVII wieku był
      to teren łowiecki króla. Legenda głosi, że nazwa Soho wzięła się od ówczesnego
      zawołania myśliwych "so ho!" (goń go). Równie prawdopodobne jest, że to skrót od
      South of Holborn, "na południe od dzielnicy Holborn", zwłaszcza, że polowań
      zaprzestano tu już pod koniec XVI stulecia.

      W XVII wieku dawne łąki pokryła gęsta zabudowa, miejscem zainteresowali się
      arystokraci, artyści i francuscy hugenoci, którzy - uciekłszy z kraju przed
      prześladowaniami - osiedlali się tu masowo.

      Od co najmniej 200 lat Soho ma przede wszystkim opinię dzielnicy rozpusty.
      Arystokraci potrzebowali rozrywki: teatrzyków muzycznych i prostytutek. Gdy
      szlachetnie urodzeni opuścili Soho, reszta pozostała. Rewolucja obyczajowa w
      latach 60. XX wieku umocniła te opinie - Soho i Chelsea były najkolorowszymi
      dzielnicami Londynu, wylęgarniami dzieci-kwiatów, których zawołaniem było "make
      love not war" (uprawiaj miłość, nie wojnę). Seksbiznes kwitł - w Soho działało
      ponad 200 domów publicznych i "teatrów" wabiących neonami i krzykliwymi reklamami.
      Mniej erotyki

      Zarazem to tu pojawiły się pierwsze kluby jazzowe, a potem regularnie grywali
      Stonesi, The Who oraz David Bowie. Za muzykami pojawili się ich agenci,
      menedżerowie, producenci, właściciele firm fonograficznych, reklamowych i
      wytwórni filmowych. Wszystkim odpowiadał lokalny koloryt i nieco zakazana
      reputacja dzielnicy. A poza tym w Soho było tanio.

      Jednak czasy różowej świetności Soho mijają. Powraca klimat bohemy. Sex-shopy
      ustępują galeriom, kafejkom, restauracjom. Drożeją mieszkania, bo sprowadziło
      się tu wielu yuppies.
      Polski akcent

      Carnaby Street to najpopularniejszy deptak dla kochających zakupy. Zwariowane
      ubrania, tanie skóry i dodatki, oryginalne buty oraz pamiątki przyciągają tłumy
      kolorowo ubranej młodzieży. Na tej ulicy jest też polski akcent - drogi sklep z
      odzieżą dla żeglarzy firmy Henri Lloyd, której współzałożycielem był przybyły do
      Wielkiej Brytanii w czasie wojny Henryk Strzelecki z Brodnicy. Teraz
      przedsiębiorstwo prowadzą jego synowie.

      Agent Provocateur przy Broadwick Street to z kolei sklep, w którym oprócz
      wymyślnej bielizny można kupić wdzianka dla erotomanów - od obcisłych skórzanych
      po uniform pielęgniarki.

      Soho to również znakomite sklepy muzyczne z płytami winylowymi. Sporo jest także
      małych galerii i sklepów z oryginalnymi pamiątkami, jak np. ręcznie malowane
      kartki czy uliczna tablica z nazwą Soho Square. Przy Old Compton Street mieści
      się z kolei jeden z najlepiej wyposażonych w Londynie sklepów z alkoholami z
      całego świata.
      Dla ciała i ducha

      W Soho można bardzo dobrze zjeść, wybierając spośród wielu kuchni etnicznych -
      od włoskiej, przez węgierską, po chińską i hinduską. Niestety, przy Poland
      Street w północnej części Soho nie da się kupić choćby porcji pierogów.

      Ceny są zróżnicowane, można więc znaleźć coś na każdą kieszeń. W ostateczności
      zawsze można pójść do pobliskiej China Town na chiński bufet, w którym w cenie 7
      funtów od osoby możemy najeść się do woli.

      Jest też coś dla ducha - West End to skupisko najlepszych teatrów, w których
      grane są różnego rodzaju sztuki: od "Pułapki na myszy" według Agathy Christie po
      współczesne sztuki, np. Sama Sheparda "Fool for Love" z Juliette Lewis w roli
      głównej ("Urodzeni mordercy"). Niezwykle popularne są też musicale ("Chicago",
      "Producenci", "Nędznicy").

      Miłośnicy jazzu chętnie zajrzą do najsłynniejszego klubu w Soho - U Ronniego
      Scotta, założonego w 1959 r., a od 1965 r. mieszczącego się przy Frith Street.
      Grywają w nim czasem polscy muzycy. Jak mawiał zmarły przed dziesięciu laty
      założyciel, jest to klub stworzony przez miłośników jazzu i muzyków dla
      miłośników jazzu. Dlatego dobrze czują się tam obie strony.

      Wieczorami rozbawieni turyści i stali bywalcy rozpoczynają obchód barów i klubów.

      Soho to barwna, kosmopolityczna część Londynu, która inspiruje i zadziwia,
      dlatego warto tam wstąpić. Zwłaszcza pamiętając, że przy Dean Street mieszkał
      Karol Marks, a przy Marshall Street urodził się William Blake.

      KATARZYNA BANY, GRZEGORZ SOWULA
    • turdoradca PARKI Londyńczycy uwielbiają odpoczywać na trawie 27.09.06, 00:00
      www.rzeczpospolita.pl/dodatki/turystyka_060922/turystyka_a_4.html
      coby nie szukać po archiwum (płatnym):

      PARKI Londyńczycy uwielbiają odpoczywać na trawie
      Zieleń wygrywa z zabudową

      Można w nich puszczać latawce, kąpać się, karmić wiewiórki i protestować do woli
      przeciw rządowi. A także wąchać róże, oglądać słonie i podziwiać Szekspira.
      Przede wszystkim zaś - odpoczywać, spacerując czy siedząc na ławce

      Ze słoniami to niezupełnie prawda: kilka lat temu wyeksmitowano je ze
      stanowiącego część Regent's Park ogrodu zoologicznego. Słoniarnia była podobno
      mała i niewygodna - elefanty trafiły do otwartego zoo pod Londynem. Reszta
      wymienionych przyjemności to tylko znikoma część tego, co rzeczywiście można
      robić w londyńskich parkach.
      Forest, wood, gardens, fields

      Jest ich niemało - ogółem powierzchnia terenów zielonych w Londynie sięga niemal
      20 tys. hektarów (200 km kw., ponad dwie piąte całego obszaru Warszawy). Należą
      do nich cmentarze, skwery i otwarte przestrzenie, które dla ułatwienia możemy
      nazwać parkami, choć Anglicy mają dla nich wiele innych określeń, widocznych w
      ich nazwach: Kensington Park, Wimbledon Common, Hampstead Heath, Hackney
      Marshes, Epping Forest, Kew Gardens, London Fields, Oxleas Wood, Parsons Green,
      Primrose Hill. Skwery (square), których w mieście jest kilkaset, są na ogół
      niedostępne - to ogrodzone, zadbane zielone place, z których korzystać mogą
      mieszkańcy otaczających je kamienic i ich goście.

      Swoistym parkiem jest cmentarz Highgate, czynny od 1839 r. Przychodzą tu nie
      tylko miłośnicy nekropolii - Highgate można porównać z naszymi Powązkami - ale
      amatorzy spokojnych spacerów. Spokojnych, bo dzieci wpuszcza się tu niechętnie.

      Londyńczycy dumni są ze swoich parków, dbają o nie i żywo interesują się ich
      losami. Nie jest rzadkością ławka z tabliczką, ufundowana przez prywatną osobę w
      podzięce za miłe chwile spędzone w ulubionym parku. Wszelkie zakusy urbanistów i
      przedsiębiorców budowlanych są rutynowo oprotestowywane i zwykle odrzucane
      dzięki współpracy mieszkańców, mediów i - nierzadko - lokalnych polityków.
      Dzięki temu nowe budownictwo nie tylko nie wkracza do parków, ale ustępuje nawet
      miejsca na stworzenie nowych, czego przykładem jest Island Gardens na Wyspie
      Psów, naprzeciw Greenwich.
      Od Szekspira do Stonesów

      Tradycyjnie parki dzielą się na królewskie i miejskie. Królewskie obejmują dawne
      tereny rekreacyjne angielskich władców. Przez rekreację rozumiano głównie
      polowanie - świadectwem jest Old Deer Park (park Jeleni) w południowo-zachodniej
      dzielnicy Kew, na tyłach słynnego ogrodu botanicznego.

      Osiem królewskich parków o ogólnej powierzchni 2226 ha podlega Royal Parks
      Agency, utrzymuje je państwo, choć czerpie również niemałe dochody z organizacji
      publicznych imprez, np. koncertów. I to jakich! W Hyde Parku grali m.in. The
      Rolling Stones, Jethro Tull, King Crimson, Pink Floyd, The Who. Występ The Queen
      w 1976 r. zgromadził niemal 200 tys. widzów.

      W innych królewskich parkach odbywają się koncerty muzyki klasycznej, w Regent's
      Park jest również letni otwarty teatr, na którego scenie od lat wystawiane są
      sztuki Szekspira. Przyznać trzeba, że trudno o lepsze tło do inscenizacji "Snu
      nocy letniej", dlatego trupy teatralne najchętniej sięgają po ten właśnie utwór
      barda, pokazując go w wielu innych parkach. W kilku znajdziemy galerie sztuki i
      muzea: National Maritime Museum i Queen's House w Greenwich Park, Hampton Court
      Palace w Bushy Park i Syon House w Richmond, znana Serpentine Gallery w
      Kensington Park, Kenwood House (z obrazami Vermeera i Rembrandta) na Hampstead
      Heath. Nie brak sztuki współczesnej - Serpentine słynie z eksperymentalnych
      pawilonów letnich, projektowanych przez wybitnych architektów, na Heath stanęła
      (nie bez protestów) rzeźba Giancarla Neri "Pisarz": 9-metrowej wysokości stół i
      krzesło.
      Dziko na Parliament Hill

      Należący do miasta Heath jest najwyżej położonym londyńskim parkiem - z
      Parliament Hill, nieoficjalnie zwanym Wzgórzem Latawców, rozciąga się wspaniała
      panorama Londynu. Heath to również park najdzikszy, drogowskazy znaleźć można
      jedynie na jego obrzeżach, stąd też łatwo zgubić się na częściowo dziko
      zarośniętym i nierówno ukształtowanym terenie o 320 ha powierzchni. To park
      pełen kontrastów - obok naturalnych stawów, w których można się kąpać,
      znajdziemy lido (otwarty basen) w postmodernistycznym stylu. Gęsty starodrzew
      sąsiaduje tu z pielęgnowanymi alejami rododendronów. W dzień na piknik
      przychodzą całe rodziny, w nocy na łowy - samotni homoseksualiści.

      Z położonego na północy Hampstead Heath można dojechać miejskim pociągiem do
      największego zielonego obszaru (943 ha), czyli południowego Richmond Park. To
      teren ogrodzony częściowo murem, stanowiący po części rezerwat przyrody, z
      licznymi stadami danieli, saren i jeleni. Choć płochliwe z natury, nie uciekają
      nawet przed jeźdźcami, którzy przemierzają park konno. Podobnie przyzwyczajone
      do ludzi są pawie - spacerują dumnie, czasem wydając charakterystyczne głośne
      krzyki.
      Na lunch w lecie i zimą

      Londyńczycy korzystają z parków na co dzień, nie od święta. Każdy, kto choć raz
      przeszedł przez położone w centrum Londynu St James's Park albo Green Park,
      musiał zauważyć, jak wypełnia się on w porze lunchu - również w zimie -
      pracownikami z okolicznych biur i sklepów. Po jeziorku Serpentine w Hyde Parku
      pływają w łódkach wędkarze, przez Regent's Park ścigają się cykliści (tędy ma
      przebiegać trasa kolarska letniej Olimpiady 2012), we wszystkich można grać w
      badmintona, większość ma korty tenisowe i tereny do gry w krykieta czy w boules,
      na licznych commons spotykają się amatorzy futbolu. Nie ma natomiast w parkach
      pijaczków, chuliganów i zostawiających śmieci flejtuchów.

      GRZEGORZ SOWULA
    • turdoradca Po obu stronach Tamizy 27.09.06, 00:02
      www.rzeczpospolita.pl/dodatki/turystyka_060922/turystyka_a_5.html
      coby nie szukać po archiwum (płatnym):

      Po obu stronach Tamizy

      Na londyńskiej ulicy obyczaje zupełnie nieangielskie. Zamiast flegmy - pośpiech.
      Ludzie niemal biegną, potrącają się.

      Zamiast opanowania - nerwowość. Kierowcy pędzą, najeżdżają na siebie, trąbią.
      Pierwsze chwile w mieście i w niwecz obracają się stereotypy o charakterze Anglików.
      Trzy symbole

      A symbole? Należą do nich niewątpliwie czerwone autobusy, czerwone budki
      telefoniczne i czarne taksówki. I one się zmieniają. Oprócz piętrowych autobusów
      po Londynie jeżdżą już także zwykłe przegubowe. Czarne taksówki coraz częściej
      są zamalowywane krzykliwymi reklamami. Niezmiennie trwają jeszcze budki
      telefoniczne. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że władze poczty stawiają je
      tylko po to, by uczynić zadość oczekiwaniom turystów, którzy uwielbiają się w
      nich fotografować. Bo w dobie telefonów komórkowych po co komu telefony uliczne.

      Miasto jest niezwykle silnie strzeżone. Na ulicach nie brakuje policjantów
      różnych formacji objuczonych bronią, często długą. Białe wozy policyjne
      przemierzają ulice na sygnale. Dodatkowi umundurowani przed gmachami
      publicznymi, wysokie metalowe bariery oddzielające Parlament od ulicy. Niemal
      nieustający warkot śmigłowców patrolujących niebo.
      Kraj bohaterów

      Polakom zarzuca się pomnikomanię - uwielbiamy z okazji i bez okazji stawiać
      monumenty. Kto odwiedzi Londyn, wyzbędzie się kompleksów - zagęszczenie pomników
      jest tam chyba największe na świecie. Przy ulicach, na placach, skwerach.
      Dowódcy, władcy, pisarze, artyści, politycy... każdy został uwieczniony
      przynajmniej jeden raz. Efekt? Gość z kontynentu musi odnieść wrażenie, że
      Anglicy to naród bohaterów, a jego historia to pasmo nadzwyczajnych osiągnięć.

      Jednym z najsłynniejszych pomników jest niewątpliwie kolumna Nelsona na
      Trafalgar Square. Teraz zasłonięta, bo remontowana. Nazwa placu i pomnik
      przypominają o zwycięstwie brytyjskiej armady nad marynarką Napoleona w 1805 pod
      Trafalgarem. Zwycięską bitwą pokierował admirał Nelson, którego postać, odlana
      ze zdobytych na Francuzach armat, stoi w tym miejscu od 1843 r.

      W dosyć chaotycznie zabudowanym Londynie trudno wyznaczyć jeden centralny punkt.
      Jeśli jednak szukać takiego, trzeba wskazać właśnie na Trafalgar Square.
      Ogromny, nieregularny plac wypełniają fontanny, pomniki, szerokie schody
      prowadzące do National Gallery. Na samym środku czarna tablica z prośbą w kilku
      językach (aż dziw, że jeszcze nie po polsku): nie karmić gołębi. Burmistrz
      Londynu Ken Livingstone uznał, że ptaki zbyt się rozpanoszyły.
      Sztuka bez barier

      Od wschodu plac zamyka klasycystyczna fasada National Gallery. Wystarczy
      przekroczyć próg muzeum, by znaleźć się w innym świecie - wielkie sale
      zapełnione są dziełami mistrzów. Panuje tu nastrój swobodnego (w przeciwieństwie
      do nabożnego) skupienia. Dzięki temu, że wejście do galerii jest bezpłatne, że
      nie trzeba stać w ogonku, jest ona jak przedłużenie samego placu. Znikają
      bariery między człowiekiem a sztuką. Można obcować z dziełami mistrzów wiele
      godzin, można też, przechodząc przez Trafalgar, wstąpić do galerii na chwilę, by
      popatrzeć na ulubiony obraz.

      Każdy znajdzie coś dla siebie. Wśród ponad dwóch tysięcy dzieł nie brakuje
      właściwie żadnego z wielkich - od Holbeina przez Boticellego, Rafaela, Michała
      Anioła, Vermeera, El Greca, Velazqueza, Watteau, do van Gogha i Turnera. Perłą w
      tej koronie jest niewątpliwie intrygująca "Madonna wśród skał" Leonarda da Vinci.

      Przy tym obrazy są znakomicie eksponowane. Tylko pojedyncze z nich zasłonięto
      szybami. Większość jest wspaniale rozmieszczona i oświetlona miękkim naturalnym
      światłem. Nie trzeba, jak to bywa w innych muzeach, gimnastykować by się, by coś
      zobaczyć.
      Las nagrobków

      W kolejce do opactwa westminsterskiego trzeba odczekać trzy kwadranse. Z
      zewnątrz jego kościół wygląda jak wiele podobnych późnogotyckich. Może więc nie
      warto czekać? Warto. Wnętrze zaskakuje bowiem - to jedno wielkie lapidarium,
      zbiór kamiennych rzeźb, pomników, nagrobków i płyt pamiątkowych. W niektórych
      kaplicach jest ich tak dużo, że trzeba się wręcz przeciskać. Przegląd rzeźby
      nagrobnej od średniowiecza po wiek dwudziesty. Najciekawiej jest zobaczyć obok
      siebie dwie marmurowe postaci - królowej Elżbiety I i Marii Tudor. Córki jednego
      ojca, Henryka VIII, lecz różnych matek, były za życia wrogami. Pierwsza
      fanatyczna katoliczka (Bloody Mary), druga - nie mniej fanatyczna anglikanka.
      Jakub I miał nadzieję, że śmierć je pogodzi, kazał więc wyryć na nagrobku po
      łacinie: Wspólnie na tronie i w grobie, tu spoczywają dwie siostry, Elżbieta i
      Maria, w nadziei wspólnego zmartwychwstania".

      Westminster to miejsce niezwykłe. W opactwie, którego historia sięga XI wieku,
      koronowano niemal wszystkich (wyjąwszy Edwarda V i Edwarda VIII) królów angielskich.

      Tutaj też przechowywano tron koronacyjny królów angielskich oraz Kamień
      Przeznaczenia, niezbędny do namaszczania królów Szkocji. Kamień odebrał Szkotom
      w XIII wieku Edward I, symboliczny przedmiot wrócił do Edynburga dopiero w 1996
      r. Oficjalnie, bo nieoficjalnie został wykradziony z opactwa i wywieziony do
      Glasgow w 1950 r. przez czterech młodych Szkotów.
      Od mostu do mostu

      Westminster, Parlament ze słynnym Big Benem, i inne gmachy rządowe stanowią
      jedną enklawę. Centrum administracyjne kraju. Ciągną tu z całego świata turyści,
      by odnaleźć adres: Downing Street 10. Zza ozdobnego parkanu pokazują sobie
      palcami niewielki, skromny budynek w głębi uliczki - od ponad dwustu lat miejsce
      urzędowania i mieszkanie szefa rządu. Premier Tony Blair musiał nieco odstąpić
      od tradycji, bo z żoną i czwórką dzieci po prostu się tam nie mieścił. Dlatego
      zamienił się z ministrem skarbu i wprowadził pod numer 11.

      Z Downing Street niedaleko jest do Parlamentu. Długi, dziewiętnastowieczny
      neogotycki budynek nad samą Tamizą najefektowniej prezentuje się zza rzeki.
      Mocno akcentowana półkolumnami z pinaklami fasada odbija się romantycznie w
      lustrze wody. Żeliwne latarnie na nabrzeżu sprawiają, że na myśl przychodzi
      porównanie z Sekwaną w Paryżu.

      Na Parlament i cały Londyn, jeśli dopisuje pogoda, spojrzeć można z wysokości
      stojącego nieopodal London Eye. Podróż w szklanej kapsule trwa - jeden obrót
      koła - pół godziny. Gdyby nie kapsuły, London Eye przypominałoby gigantyczne,
      najeżone szprychami, koło od roweru oparte na dwóch rurkach ramy. Efektowna
      konstrukcja, wzniesiona w 2000 r. dla uczczenia nadejścia trzeciego tysiąclecia
      naszej ery, szybko wpisała się w pejzaż miasta.

      Oko Londynu to dobry punkt startu do spaceru wzdłuż rzeki (burej i brudnej -
      dodajmy) i podziwiania panoramy miasta. Wzdłuż South Bank, południowego brzegu,
      prowadzi deptak. Po drodze mijać będziemy charakterystyczne budowle National
      Theatre, odbudowanego teatru Szekspira The Globe, galerię sztuki nowoczesnej
      Tate Modern (Picasso, Matisse, Duchamp, Braque, Warhol) mieszczącą się w dawnej
      elektrowni. I, co nie mniej ważne, będziemy mogli podziwiać urodę londyńskich
      mostów: eleganckiego Waterloo Bridge, kolejowego Blackfriars Bridge z
      intrygująco sterczącymi czerwonymi kolumnami starego przejazdu, zachwycającego
      prostotą i proporcjami London Bridge, kładki dla pieszych o organicznych
      kształtach, solidnego, mieszczańskiego Tower Bridge.
      Kruki na straży brylantu

      Śmiesznie mała i zupełnie niegroźna - to pierwsza myśl, jaka się nasuwa, gdy
      ujrzymy słynną twierdzę Tower. Białe kamienne mury wyglądają na tle londyńskiego
      City jak marna teatralna dekoracja. Dawniej groźna i potężna siedziba władców,
      więzienie i miejsce kaźni, pełni dziś rolę skarbca i miejsca zamieszkania kilku
      kruków. To jednak niemało, bo wśród skarbów przechowywanych w White Tower
      zobaczymy insygnia koronacyjne brytyjskich królów ze słynnym różowym
      105-karatowym brylante
      • turdoradca cd: Po obu stronach Tamizy 27.09.06, 00:04
        www.rzeczpospolita.pl/dodatki/turystyka_060922/turystyka_a_5.html
        urwało za długi tekst w poprzednim poście...

        cd:

        Kruki na straży brylantu

        Śmiesznie mała i zupełnie niegroźna - to pierwsza myśl, jaka się nasuwa, gdy
        ujrzymy słynną twierdzę Tower. Białe kamienne mury wyglądają na tle londyńskiego
        City jak marna teatralna dekoracja. Dawniej groźna i potężna siedziba władców,
        więzienie i miejsce kaźni, pełni dziś rolę skarbca i miejsca zamieszkania kilku
        kruków. To jednak niemało, bo wśród skarbów przechowywanych w White Tower
        zobaczymy insygnia koronacyjne brytyjskich królów ze słynnym różowym
        105-karatowym brylantem Koh-i-noor (Góra Światła). A kruki są ważne, bo kiedy
        wszystkie odlecą, upadnie królestwo, jak mówi legenda. Mają więc swojego
        opiekuna i podcięte skrzydła.

        Wycieczki po Tower oprowadzają malowniczo wystrojeni beefeaters (z franc. ci,
        którzy strzegą pożywienia króla), czyli jej strażnicy (formalnie Yeomen
        Warders). To emerytowani wojskowi, którzy obdarzeni mocnym głosem z wielką swadą
        opowiadają historię Tower, wplatając w nią liczne historyczne anegdoty.

        Wysoki mur, dwanaście wież, szeroka fosa, a w środku obronna White Tower
        zamieszkiwana przez kolejnych władców od XI do XVI wieku. Symbol władzy, a
        zarazem jej okrucieństwa, bo mieściło się tu również więzienie. Niejeden
        przeciwnik króla stracił w tych murach życie, w tym dwie z sześciu żon Henryka
        VIII - Anna Boleyn i Katarzyna Howard. Ostatnim więźniem Tower był... Rudolf
        Hess, zastępca Hitlera w NSDAP, który w 1941 r. przyleciał z hitlerowskich
        Niemiec na negocjacje i został zatrzymany.
        Kopnięty ratusz

        Jeśli spojrzymy z Tower Bridge na twierdzę, zobaczymy, że najstarszej, tak
        dobrze zachowanej, budowli Londynu towarzyszy wielkie szklane cygaro albo raczej
        połyskujący pocisk. To Gherkin, biurowiec autorstwa sir Normana Fostera, jednego
        z najmodniejszych architektów m.in. kopuła berlińskiego Reichstagu, warszawski
        Metropolitan, siedziba banku HSBC w Hongkongu, kładka nad Tamizą - Millenium Bridge.

        Foster, któremu królowa nadała tytuł szlachecki, święci dziś triumfy w Londynie.
        Jego oryginalne budowle stają się nowymi symbolami stolicy Wielkiej Brytanii.
        Wystarczy przejść przez Tower Bridge, by znaleźć się pod innym jego gmachem -
        londyńskim ratuszem (City Hall) w kształcie kopniętego, ukośnie wykrzywionego jajka.

        Wokół City Hall urządzono wielki publiczny plac wyłożony szarym kamieniem.
        Miejsce szybko znalazło uznanie mieszkańców - amfiteatralne schody prowadzące do
        zgłębienia znakomicie przecież nadają się na odpoczynek. Fontanny wytryskujące z
        chodnika prowokują do zabawy dzieci. A kamienne ławy przydają się do akrobacji
        młodzieży na deskorolkach.

        Ale dokoła jest więcej pustego miejsca. Za płotem, obok ratusza, powstaje nowy
        biurowiec. Londynowi ciągle przybywa pięknych miejsc.
        FILIP FRYDRYKIEWICZ
    • turdoradca kilka linków na początek 27.09.06, 00:13
      www.londontouristboard.com
      www.londontourist.org
      www.londontransport.co.uk/tfl
      www.londyn.org.uk/faq/
      www.londyn.webd.pl/
      www.londyn.net.pl/
      www.londyn.me.uk/
      www.polskieradio6.co.uk
      www.aniaspoland.com/

      forum gazeta.pl (słabe):
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=24201
      • turdoradca z Rzepy jeszcze LONDONPASS 27.09.06, 00:24
        LONDON PASS

        > Jeśli chcemy intensywnie zwiedzać Londyn, opłaca się kupić London Pass (na
        jeden, dwa, trzy lub sześć dni zwiedzania), czyli jeden wspólny bilet na
        większość głównych atrakcji miasta. Jak policzono, gdybyśmy chcieli kupić osobne
        bilety na wszystkie, musielibyśmy zapłacić 426 funtów. Tymczasem London Pass
        kosztuje 18 - 20 funtów dla dzieci (5 -15 lat) i 32 - 37 funtów dla dorosłych za
        jeden dzień, po 48 - 68 dla dzieci i 72 - 110 dla dorosłych za karnet sześciodniowy.

        > London Pass daje też inne przywileje, np. tam, gdzie są długie kolejki (Tower,
        zoo, London aquarium), jego okaziciel wchodzi bez czekania. Z London Pass można
        też wybrać się np. na rejs po Tamizie lub Regents Canal, a w niektórych
        restauracjach dostać zniżki.

        > Wraz z London Pass dostajemy wyczerpujący przewodnik z opisami miejsc, które
        możemy odwiedzić, godzinami ich otwarcia, dojazdem, mapą oraz schematem metra.

        www.londonpass.com
      • turdoradca LOTNISKA LONDYńSKIE 02.10.06, 12:30
        LOTNISKA
        www.heathrowairport.com/
        www.gatwickairport.com/
        www.london-luton.co.uk/pl/
        www.stanstedairport.com/
        Kiedyś znalazłem w portalu www.pracaizycie.pl (ale teraz juz artykul pod linkiem
        , ktory skopiowalem nie istnial):

        Z LOTNISKA DO LONDYNU

        Kupiłeś bilet na samolot tanich linii i już pakujesz walizki do Londynu? A
        wiesz, jak się dostaniesz do miasta? Przecież lotniska położone są kilkadziesiąt
        kilometrów od centrum. Sprawdź więc jeszcze przed podróżą, ile będzie cię
        kosztował transport z lotniska, i dolicz ten koszt do ceny biletu

        LOTNISKO HEATHROW
        www.heathrowairport.com
        Należy do najbardziej zatłoczonych lotnisk na świecie. Ma cztery terminale i
        można z niego dolecieć do 180 miejsc w ponad 90 krajach. Na jego terenie bazy
        posiada prawie 100 linii lotniczych. Zlokalizowane jest na zachód od miasta,
        jednak można się tam bez przeszkód dostać z centrum Londynu, m.in. autobusami,
        metrem albo wypożyczonym samochodem. Polaków najbardziej interesuje terminal
        drugi, bo to z niego odlatują samoloty do krajów europejskich. Na Heathrow
        lądują samoloty linii British Airways i LOT, łączące Londyn z Warszawą. Jak
        dojechać z Heathrow do centrum Londynu?

        METREM - PICCADILLY LINE
        www.tfl.gov.uk/tfl/
        Z lotniska Heathrow można niebieską linią metra dotrzeć bez przesiadek do samego
        serca Londynu - stacji Piccadilly Circus. Przejazd trwa ok. 50 minut, a bilet
        jednorazowy kosztuje 4 funty (24 zł). Kupisz go w automacie lub w kasie biletowej.

        AUTOBUSEM - NATIONAL EXPRESS AIRPORT
        www.nationalexpress.com
        National Express Airport łączy lotniska w Wielkiej Brytanii z głównymi miastami.
        Autobusy z Heathrow do Londynu podstawiane są przy dwóch głównych przystankach
        autobusowych na lotnisku oraz przy terminalu nr 4. Pojazdy są komfortowe,
        przestronne i klimatyzowane. Bilet możesz kupić w automacie, przez Internet lub
        u kierowcy. Cena pojedynczego biletu z Heathrow do centrum Londynu to 10 funtów
        (59 zł), a powrotnego - 16 funtów (95 zł). Podróż trwa ok. 50 minut, autobusy
        odjeżdżają co pół godziny.

        POCIĄGIEM - HEATHROW EXPRESS
        www.heathrowexpress.com
        Heathrow Express to szybkie pociągi łączące lotnisko z centrum Londynu.
        Odjeżdżają z Heathrow co 15 minut i w ciągu niespełna 20 minut docierają do
        stacji Paddington. Każdy z pociągów ma klimatyzowane wagony, duże przestrzenie
        na bagaże oraz specjalne miejsca dla osób niepełnosprawnych. Bilet kupisz w
        automacie, przez Internet lub w specjalnych okienkach na stacjach Heathrow i
        Paddington. Ceny biletów to 13,5 funta (80 zł) za podróż w jedną stronę i 26
        funtów (155 zł) za bilet powrotny.

        LOTNISKO LUTON
        www.london-luton.co.uk/pl
        Jest jednym z najszybciej rozwijających się w Wielkiej Brytanii portów
        lotniczych. W ciągu ostatnich 10 lat liczba pasażerów podróżujących z Luton
        wzrosła czterokrotnie. Lotnisko leży ok. 50 km na północny zachód od centrum
        Londynu. Na Luton lądują samoloty linii easyJet (loty z Warszawy i Krakowa) i
        Wizz Air (Poznań, Katowice, Gdańsk i Warszawa). Jak dostać się z Luton do Londynu?

        AUTOBUSEM - EASYBUS
        www.easybus.co.uk
        Przez siedem dni w tygodniu easyBus oferuje ekspresowe połączenia minibusami
        pomiędzy lotniskiem Luton a centrum Baker Street. Ceny zaczynają się od 2 funtów
        (12 zł) za przejazd. Im wcześniej zamówisz bilet, tym będzie on tańszy. Linia ta
        nie ma przystanków pośrednich. Autobusy odjeżdżają ze stanowiska nr 4 na
        zewnątrz głównego terminalu. Cena biletu kupionego w ostatniej chwili to 8
        funtów (47 zł) za przejazd w jedną stronę i 12 funtów (70 zł) za bilet powrotny.

        AUTOBUSEM - GREEN LINE
        www.greenline.co.uk
        Autobus Green Line linii 757 zapewnia ekspresowe połączenie pomiędzy lotniskiem
        Luton a centrum Londynu. Jeśli podróżujesz grupą większą niż 15 osób, zadzwoń
        pod numer +44 (0) 1582 584 478 (od poniedziałku do piątku, od 9 do 17) i
        zarezerwuj bilety. Przejazd w jedną stronę kosztuje 10,5 funta (62 zł), a w obie
        15 funtów (90 zł). Autobusy do Londynu kursują przez całą dobę co 15-20 minut.

        POCIĄGIEM - THAMESLINK
        www.thameslink.co.uk
        Podróż koleją z lotniska Luton do stacji King�s Cross w centrum Londynu trwa ok.
        35 minut. Bezpłatne autobusy w 10 minut dowożą pasażerów z terminali (stanowisko
        1) na dworzec kolejowy. Pociągi odjeżdżają co kilkanaście minut. Bilet w jedną
        stronę kosztuje 12,1 funta (72 zł), a w dwie strony 20,8 funta (123 zł).

        LOTNISKO STANSTED
        www.stanstedairport.com
        To czwarte pod względem liczby pasażerów lotnisko w Wielkiej Brytanii. Obsługuje
        ponad 22 mln podróżnych rocznie. Leży ok. 40 minut jazdy pociągiem (Stansted
        Express) od centrum Londynu. Na Stansted lądują samoloty linii Ryanair
        (Bydgoszcz, Gdańsk, Kraków, Łódź, Poznań, Rzeszów, Szczecin, Wrocław). Jak
        dojechać z lotniska Stansted do centrum Londynu?

        POCIĄGIEM - STANSTED EXPRESS
        www.stanstedexpress.com
        Najszybciej dotrzemy do centrum stolicy, korzystając ze Stansted Express.
        Pociągi odjeżdżają co 15 minut, a podróż do stacji Liverpool Station trwa do 45
        minut. Pociąg ma klimatyzowane wagony, duże przestrzenie bagażowe oraz specjalne
        miejsca dla niepełnosprawnych. Bilet można kupić w Internecie, w automacie lub w
        specjalnych okienkach na stacjach Stansted Airport i Liverpool Station. Bilet w
        jedną stronę kosztuje 15 funtów (90 zł), a powrotny 25 funtów (150 zł). Można
        również wysiąść wcześniej - na stacji Tottenham Hale, wtedy bilet w jedną stronę
        będzie o 50 pensów (2,8 zł) tańszy, a w dwie strony - o 2 funty (12 zł).

        AUTOBUSEM - NATIONAL EXPRESS AIRPORT
        www.nationalexpress.com
        Podobnie jak z lotniska Heathrow, ze Stansted również kursują autobusy National
        Express. Linia A6 łączy lotnisko Stansted z dworcem Victoria. Autobusy
        odjeżdżają co 10 minut, 24 godziny na dobę. Co 30 minut wyrusza autobus linii A7
        - również w kierunku Victorii, a co pół godziny można wsiąść do autokaru
        jadącego do London Stratford. Bilet powrotny kosztuje 16 funtów (95 zł),
        pojedynczy 10 funtów (60 zł).

        LOTNISKO GATWICK
        www.gatwickairport.com
        Obsługuje ponad 32 mln pasażerów rocznie. Chociaż Gatwick położone jest 45 km od
        północnego Londynu, posiada dobrą komunikację z centrum. Lotnisko ma 2
        terminale. British Airways i Centralwings wożą pasażerów do Krakowa, a te drugie
        dodatkowo do Warszawy. Jak dostać się z Gatwick do Londynu?

        AUTOBUSEM - NATIONAL EXPRESS AIRPORT
        www.nationalexpress.com
        Z lotniska Gatwick też odjeżdżają autobusy National Express. Są podstawiane przy
        dwóch głównych przystankach autobusowych i przy terminalu nr 4. Podróż do
        centrum Londynu zajmuje ok. 1,5 godziny. Bilet pojedynczy kosztuje 6,6 funta (40
        zł), a powrotny 12,2 funta (72 zł).

        POCIĄGIEM - GATWICK EXPRESS
        www.gatwickexpress.co.uk
        Z lotniska Gatwick do centrum Londynu najszybciej dotrzemy koleją Gatwick
        Express. Podróż trwa ok. pół godziny, a pociągi nie zatrzymują się na żadnej
        innej stacji. Bilety można kupić w Internecie, w automacie lub w
        • turdoradca Ciąg dalszy: LOTNISKA LONDYńSKIE 02.10.06, 12:34
          c.d. artykułu (nie zmieścił się cały w poprzednim wątku)

          LOTNISKO GATWICK
          www.gatwickairport.com
          Obsługuje ponad 32 mln pasażerów rocznie. Chociaż Gatwick położone jest 45 km od
          północnego Londynu, posiada dobrą komunikację z centrum. Lotnisko ma 2
          terminale. British Airways i Centralwings wożą pasażerów do Krakowa, a te drugie
          dodatkowo do Warszawy. Jak dostać się z Gatwick do Londynu?

          AUTOBUSEM - NATIONAL EXPRESS AIRPORT
          www.nationalexpress.com
          Z lotniska Gatwick też odjeżdżają autobusy National Express. Są podstawiane przy
          dwóch głównych przystankach autobusowych i przy terminalu nr 4. Podróż do
          centrum Londynu zajmuje ok. 1,5 godziny. Bilet pojedynczy kosztuje 6,6 funta (40
          zł), a powrotny 12,2 funta (72 zł).

          POCIĄGIEM - GATWICK EXPRESS
          www.gatwickexpress.co.uk
          Z lotniska Gatwick do centrum Londynu najszybciej dotrzemy koleją Gatwick
          Express. Podróż trwa ok. pół godziny, a pociągi nie zatrzymują się na żadnej
          innej stacji. Bilety można kupić w Internecie, w automacie lub w specjalnych
          okienkach na stacjach Gatwick i Victoria Station. Ceny wynoszą 14 funtów (85 zł)
          w jedną stronę i 25 funtów (150 zł) w obie.

          POCIĄGIEM - SOUTHERN TRAINS
          Pociągi linii Southern Trains, kursujące co 15 minut, są wolniejsze niż Gatwick
          Express, ale za to tańsze i zatrzymują się na stacjach pośrednich. Podróż z
          lotniska do centrum stolicy trwa 50 minut, a bilet kosztuje tylko 9 funtów (53 zł).

          A MOŻE SAMOCHÓD?
          Jeśli uznasz, że najlepszym sposobem na dotarcie do Londynu i poruszanie się po
          mieście jest wypożyczony samochód, nic prostszego. Na każdym lotnisku swoje
          biura mają przedstawicielstwa firm takich, jak Hertz (www.hertz.co.uk), Avis
          (www.avis.co.uk), Europcar (www.europcar.co.uk) i Alamo (www.alamo.co.uk).
          Samochód zwykle można wynająć na lotnisku, a zwrócić w centrum Londynu.
          Konkurencja jest duża, więc ceny mogą zaczynać się już od 17 funtów (100 zł) za
          dzień. Wynajmując samochód, upewnij się, że:
          - opłata za wjazd na lotnisko jest wliczona w cenę wynajmu,
          - masz przy sobie prawo jazdy,
          - kary za niedotrzymanie terminu lub krótkie spóźnienie nie są wygórowane,
          - auto posiada ubezpieczenie.
          Najlepiej wykup na czas wynajmu ubezpieczenie na siebie. Podobnie jak bilet
          lotniczy, auto możesz zamówić przez Internet, a cena będzie tym niższa, im
          wcześniej złożysz rezerwację.

          Magdalena Gignal
    • turdoradca Na piwnym szlaku - czyli piwo w Anglii 27.09.06, 00:22
      www.rzeczpospolita.pl/dodatki/turystyka_060922/turystyka_a_6.html
      coby nie szukać w archiwum (płatnym)

      OBYCZAJE Miękkie kanapy, boazerie, lustra - pub ma być namiastką domu, by
      goście czuli się swobodnie
      Na piwnym szlaku

      Piątkowy wieczór w pubie. Choć lokal zajmuje cały parter budynku, a nawet
      kawałek ogrodu na jego tyłach, trudno znaleźć wolne miejsce. Powietrze jest
      mętne od dymu papierosów, a hałas rozmów i śmiechów nie pozwala prowadzić
      zwykłej rozmowy. Piwo leje się strumieniami, dziewczyny wieszają się na
      ramionach chłopaków, chłopcy obejmują dziewczyny.

      turystyka_a_6-1.F.jpg
      Większość pubów otwarta jest do godziny 23, niezależnie od tego ilu gości zostało
      (c) CORBIS

      Pub zajmuje szczególne miejsce w życiu londyńczyka. Za dnia wpada się tu na
      prosty lunch, kufel piwa lub - coraz częściej - kieliszek wina. To tam szef
      zabierze pracowników, by im pokazać, jaki z niego równy chłop. A wieczorem grupa
      przyjaciół spotka się, by porozmawiać, lub np. w weekend po prostu się upić.
      Kiedy odbywają się mecze piłki nożnej, puby zapełnione są kibicami śledzącymi
      grę w telewizji.

      W pubie zamawia się głównie jasne piwo (lager). Wśród rodowitych Wyspiarzy
      popularne jest lekko gazowane ciemniejsze angielskie ale oraz gorzkie bittery.
      Popularny jest również irlandzki guiness. Do obiadu chętnie zamawiana jest
      butelka lub lampka taniego wina, tzw. house wine.

      W pubie można całkiem nieźle i niedrogo zjeść (za 3,50 - 5 funtów podawane przez
      cały dzień angielskie śniadanie, za 4 - 7 funtów obiad).

      Można też się rozerwać, na przykład rzucać lotkami do tarczy (organizowane są
      zawody w tej dyscyplinie). Niektóre lokale wyposażone są w stoły bilardowe,
      sprzęt karaoke lub niewielkie sceny do koncertów na żywo. Popularną zabawą są
      quizy, które sprawdzają wiedzę głównie z zakresu sportu i geografii. Nagrody to
      gotówka lub talony na piwo. Są lokale, które organizują wieczory kabaretowe
      (stand-up comedy).
      Jak w domu na sfatygowanej kanapie

      Wiktoriański public house (stąd skrót "pub") miał w czasach wiktoriańskich
      stanowić alternatywę dla spelunek, w których zacni obywatele tracili pieniądze
      na często wątpliwej jakości napitki. W dostępnym dla wszystkich pubie robotnik
      mógł wypić po pracy piwo ze znajomymi, ale także przyjść z całą rodziną na
      niedzielny obiad.

      Pub miał być - i często był - namiastką domu. Tego prawdziwego i tego, do
      którego aspirowali bywalcy. Stąd w najlepszych knajpach plusze na kanapach i
      fotelach, szyby i lustra z piaskowanymi wzorami.

      Pub stał zwykle na rogu, wchodziło się albo centralnie, albo z obu ulic - był
      bliski, gościnny. Nic dziwnego, że tradycyjnie o najbliższym mówiło się "the
      local". Wystarczało powiedzieć: "Spotkamy się w lokalnym", by mieć pewność, że
      nikt nie zbłądzi. Dzisiaj nie wszystko zostało z tej atmosfery. Nadal jednak
      wiele pubów to sfatygowane knajpy z niejedną pintą piwa wsiąkniętą w tapicerkę,
      stare wykładziny, boazerie. Na ścianach obowiązkowo gęsto zawieszone obrazki i
      zdjęcia. Stoły drewniane lub na żeliwnych nogach.
      Na żywca lub okocim

      Zdarza się, że przy wejściu wita gości ochroniarz - nie wpuszcza podpitych i
      niepełnoletnich. Trzeba być więc przygotowanym na okazanie dowodu tożsamości.
      Dzieciom nie wolno zbliżać się do baru.

      Chociaż w zeszłym roku zniesiono wymóg zamykania pubów o 23.00 (w niedziele o
      22.30), tylko część ich właścicieli zdecydowała się przedłużyć godziny
      urzędowania do 1 w nocy.

      W poszczególnych dzielnicach wydawane są ulotki z tzw. pubs walks (spacer po
      pubach) z krótkimi opisami najciekawszych miejsc. Zamiast więc siedzieć przez
      cały wieczór w jednym pubie, można udać się na wędrówkę po najsłynniejszych lub
      najstarszych pubach w okolicy.

      Puby różnią się od siebie, i to znacznie. Sieć JD Wetherspoona (pod różnymi
      nazwami), która ma lokale rozsiane po całym mieście, wyróżnia się tym, że
      alkohol jest tu tańszy niż gdzie indziej. Pinta piwa kosztuje tu niecałe dwa
      funty, podczas gdy w przeciętnym pubie trzeba wydać co najmniej 2,60. W City
      piwo kosztuje nawet cztery funty.

      Zdarza się, że dostaniemy w pubie żywiec, okocim, żubr lub tyskie. Ceniona jest
      polska wódka, chociaż do drinków standardowo dolewany jest smirnoff.

      KATARZYNA BANY, współpraca sow


      WARTO WIEDZIEĆ

      > Pinta to angielska jednostka objętości równa 0,568 litra. Piwo i inne napoje
      alkoholowe nalewa się po brzegi szklanki

      > Mocniejsze alkohole w kieliszkach podaje się w mikroskopijnych ilościach 25
      gramów (single - pojedyncza miarka) lub maksymalnie 50 gramów (double - podwójna)

      > W pubie płaci się przy barze, od razu przy zamawianiu. Jeśli posiedzenie ma
      być dłuższe, można otworzyć rachunek na stolik lub nazwisko, zostawiając kartę
      płatniczą

      > Aby wejść do pubu i samodzielnie kupić piwo, trzeba mieć 18 lat, a w
      niektórych pubach londyńskiego City - 21. Decyzja należy do menedżera. 16 -
      17-latki pod okiem dorosłego mogą jednak wypić piwo do posiłku.

      > Nadal praktykowane jest ogłaszanie ostatnich zamówień (last orders)
      sygnalizowane dzwonkiem dziesięć minut przed zamknięciem. Potem barman zabiera
      szklankę sprzed nosa
    • turdoradca parę linków 02.10.06, 12:17
      Onet: przewodnik.onet.pl/1258,0,info.html

      Historia Wielkiej Brytanii (ang)
      www.bbc.co.uk/history/state/nations/
      www.english-heritage.org.uk/
      "Kamienna Anglia"
      www.stonepages.com/england/england.html
      www.english-heritage.org.uk/stonehenge/
      www.london.gov.uk/
      pl.wikipedia.org/wiki/Londyn
      Trochę zawansowanej historii miasta:
      www.british-history.ac.uk/source.asp?gid=74
      www.british-history.ac.uk/place.asp?region=1
      www.westminster-abbey.org/
      pl.wikipedia.org/wiki/Opactwo_Westminsterskie
    • pilociwycieczek.pl Łondongrad - z Wyborczej 18.11.06, 23:56
      www.gazetawyborcza.pl/1,75248,3742698.html
      Azyl w Łondongradzie
      Wacław Radziwinowicz
      2006-11-18

      W Rosji często nazywają Londyn "Łondongradem" albo "Barwichą na emigracji", od
      nazwy słynnej podmoskiewskiej wsi milionerów.

      Nowi Ruscy uciekają do Londynu, od kiedy rządy objął Władimir Putin. Nad Tamizą
      jako pierwsi zaczęli się urządzać ci oligarchowie, którzy już popadli u niego w
      niełaskę albo obawiali się, że lada moment stracą jego przychylność, a wraz z
      nią wolność i miliardy, których nakradli w czasach Borysa Jelcyna.

      Borys Bierezowski, przy Jelcynie szara eminencja Kremla, uwił gniazdko dla
      siebie, aktualnej żony i dzieci z licznych związków w wartym 10 mln funtów domu
      w luksusowej dzielnicy Chelsea. Potem dokupił jeszcze dwie wiejskie siedziby za
      10 i 20 mln funtów.

      Przy supereleganckim Belgrave Square 5 zamieszkali "Tania i Wala", czyli Tatiana
      Diaczenko, córka Jelcyna, oraz jej mąż Walentyn Jumaszew, który u jej taty był
      za szefa administracji prezydenckiej. Ponoć wprowadził się do nich także Borys
      Jelcyn junior, czyli syn Tani, dziedziczący imię i nazwisko po dziadku.

      Wytworny dom w centrum Londynu nabył też Władimir Gusiński, niegdyś magnat
      medialny i właściciel telewizji NTW podporządkowanej kilka lat temu Kremlowi.
      Ale naprawdę fanatycznym kolekcjonerem brytyjskich nieruchomości okazał się
      najbogatszy Rosjanin Roman Abramowicz. Jest właścicielem 170-hektarowej
      posiadłości w Zachodnim Sussex, co najmniej dwóch apartamentów i
      sześciopiętrowego domu w centrum Londynu.

      Ta fala jeszcze się wzniosła w tym roku. Jak napisał "Sunday Times", od stycznia
      2006 Rosjanie wykupili 73 podmiejskie wille i 240 domów w samej stolicy. Wydali
      na to już 800 mln funtów (około 4,4 mld złotych). A może to być tylko
      wierzchołek góry lodowej, bo rejestr obejmuje tylko transakcje ponad milion funtów.

      "Rosjanie nabywają co piątą wystawioną na sprzedaż luksusową londyńską
      nieruchomość. To więcej niż Amerykanie i szejkowie arabscy razem wzięci" - pisze
      "Sunday Times".

      Klientów z Moskwy nie peszy to, że metr kwadratowy apartamentu w centrum Londynu
      kosztuje dziś 16,2 tys. funtów (95 tys. zł). Przyzwyczaili się do takich cen. -
      W naszej podmoskiewskiej Barwiszy już od dawna nie kupisz domu za mniej niż
      półtora miliona funtów - powiedzieli mi pracownicy rosyjskiej agencji nieruchomości.

      Nad Tamizą swego miejsca pod słońcem szukają masowo nie tylko ludzie Jelcyna,
      ale i biurokraci, którzy dorobili się na łapówkach już przy Putinie.

      - Panicznie boją się roku 2008, kiedy skończy się druga i ostatnia kadencja
      Putina, a na Kremlu pojawi się nowy gospodarz - mówi Władimir Rimski, socjolog
      badający korupcję. - Nikt nie wie, czy przy nowym prezydencie nie rozliczą ich z
      tego, co już ukradli, i nie zamkną możliwości łapówek.

      A niby dlaczego mieliby nie odebrać? Przecież dzisiejsza nomenklatura bez
      żadnych wyrzutów sumienia rozgrabiła koncern Jukos, posadziła jego właścicieli.
      Ich następcy zrobią z nimi zapewne to samo - mówi Rimski. - To dlatego szukają
      sobie zapasowych lądowisk w Brytanii, która nie wydaje Moskwie ludzi
      poszukiwanych przez prokuratora.

      Niedawno w Moskwie odbył się "Jarmark dla milionerów", wielkie targi towarów
      luksusowych. Na pniu poszły wszystkie wystawione na sprzedaż wyspy położone na
      wodach tych krajów, które nie mają z Rosją umów o ekstradycję.

      Opinie i komentarze internautów:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=902&w=52403518&v=2&s=0
    • turdoradca Kobieta Beefeater w Tower 05.01.07, 14:30
      Niech żyją kobiety :)

      www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_070104/swiat/swiat_a_13.html
      Kobieta na straży Tower of London

      Po raz pierwszy w historii kobieta wejdzie w skład królewskiej straży
      przybocznej tzw. Beefeaterów, którzy od 1485 roku pilnują zamku Tower of London
      i są atrakcją Londynu. Kandydatka pokonała pięciu mężczyzn ubiegających się o to
      stanowisko.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka