rks1926
30.12.08, 11:08
Tegoroczne święta postanowiliśmy spędzić poza domem. W Tunezji już
zimno, Turcja nie lata o tej porze roku a w Egipcie byliśmy 3 razy w
ostatnim czasie. Po przejrzeniu ofert pozostały nam do wyboru Kuba,
Brazylia (Fortaleza) i Sri Lanka. Najciekawiej wyglądała właśnie ta
ostatnia, ale pozostawała kwestia ceny. Po przesortowaniu wszystkich
ofert najkorzystniej wyszła ta ze strony ostatniemiejsca.pl - 15
dni All Inclusive, hotel 3,5* w cenie 2690 zł/os. Wylot z Warszawy z
samego rana, mamy tydzień na dopełnienie formalności. Zdążyliśmy
jeszcze złapać na forum kontakt z ludźmi, którzy wybierali się w tym
samym terminie (pozdrowienia dla Jacka i Justyny)i już lecimy na
bajkowe wakacje w grudniu.
Samolot leciał 10 godzin z międzylądowaniem w Sharyat (ZEA).Na
pokładzie 2 posiłki w tym jeden gorący, kawa i herbata gratis.
Lotnisko w Colombo ogromne,szybka odprawa paszportowo-biletowa i już
jesteśmy w drodze do autokaru. Na dworze upał mimo godziny 1 w nocy.
Spokojnie ponad 30 stopni i do tego parno,duszno. Klimatyzowany
autokar rozwozi nas po 3 hotelach Ramada, Mermaid i Royal Palace.
Jedziemy ponad 2 godzinki, mimo późnej pory korki na drogach i do
tego ruch lewostronny. Przysięgam, że trzykrotnie szliśmy na
czołówkę:)
W hotelu melduje się kilkanaście par z Polski. Otrzymujemy pokoik i
zaraz nad ocean przywitać się z plażą. Nad oceanem grupa miejscowych
chłopaków, nawiązujemy pierwsze znajomości i jak się potem okazuje
od razu trafiamy na naszego kierowcę i przewodnika.
Rano oczywiście zaspaliśmy na śniadanie, budzi nas chłopak
sprzątający pokoje. Przebieramy się na basen, wychodzimy z hotelu i
od razu zalewa nas fala światła i gorąca. Pić, pić i do wody.
Okolica bajkowa, piękna plaża, ciepły ocean - fale na 3-4 metry.
Zadbany ogród palmowy wraz ze stałymi mieszkańcami - wiewiórkami,
które dają się karmić z ręki.Do dyspozycji mamy 2 baseny, w tym
jeden do aqua aerobiku oraz piłki wodnej i siatkówki. Porządnie
wyposażona siłownia, tenis stołowy i ziemny,dart, siatkówka i
squash - naprawdę mieliśmy w czym wybierać.
Obsługa w hotelu Mermaid grzeczna, miła. Codziennie porządkowany
pokój i łazienka, wymieniane ręczniki. Co wieczór świeże kwiaty na
łóżku, woda na noc w termosach i elektryczne urządzenie
odstraszające moskity. W pokoju dobrze działająca klima, telewizor,
telefon i odtwarzacz DVD.
Co do posiłków. Śniadanie, lunch, kolacja a w międzyczasie przekąski
w klimatyzowanym pokoju. W każdej chwili można pograć w bilard. Na
obiad i kolację zawsze 8 gorących dań do wyboru, zimne przekąski,
mnóstwo ciast i bajecznie wyglądających owoców.
Na dole bar działający od 10 do 24-ej. Wódka, gin, whisky, arak
wszystko dało się pić, piwo ok. 4%. Cola, fanta, sprite z
oryginalnych dystrybutorów, nie rozcieńczane wodą. Papierosy po 5
USD.
Na spotkaniu pojawia się rezydentka Itaki. Opowiada fajnie, jednak
ceny oferowanych przez nią wycieczek odstraszają. Z boku
przysłuchują się Polacy, którzy siedzą w hotelu od tygodnia i mają
niezły ubaw. Rezydentka wyraźnie spłoszona, między innymi
informowała nas, iż podróż Tuk-tukiem do Kalutary + powrót to stały
koszt 800-900 rupii. Jak się okazało przez cały pobyt płaciliśmy
taksiarzom 200-300 rupii. Szybko dowiedzieliśmy się , że wszelakie
fakultety oferowane przez rezydentkę można kupić od miejscowych
chłopaków za niższą cenę. I tak też uczyniliśmy.
Wycieczka do rezerwatu słoni w Pinnawala, przejażdżki na tych
olbrzymach to niesamowite wrażenia szczególnie dla dzieci.
Zwiedziliśmy również targ rybny, byliśmy w buddyjskich świątyniach,
odwiedziliśmy zamek Richmonda. Wycieczki Tuk tukami do Kalutary
pozwoliły nam poznać miasto, okolicę spokojnie się potargować. W
przeciwieństwie do Arabów, Lankijczycy nie są tak nachalni, ceny na
prawdę przystępne. Sporo sklepów z oficjalnymi cenami, markety sieci
Food City. Dla przykładu za figurki buddy płaciliśmy 150-200 rupii,
kalendarze buddyjskie w cenie 30 rupii, kartki pocztowe i znaczki po
20 rupii. Przy czym 100 rupii to ok. 3 zł lub 1 dolar jak kto woli.
W hotelu oprócz Polaków szybko złapalismy kontakt z dziewczynami ze
Szwajcarii i Kazachstanu oraz małżeństwami z Rosji i Czech.
Wspólnie z nimi zasiedliśmy do Wigilijnego stołu. Polacy dzielili
się opłatkiem a pozostali ze zdziwieniem nas obserwowali. Ten
zwyczaj jest tylko w Polsce. Mnóstwo potraw wigilijnych i nie tylko,
po kolacji dyskoteka do rana. Tak jeszcze Wigilii nie spędzaliśmy.
Czas szybko zleciał, wakacje bajkowe, hotel i obsługa warty
polecenia. Pakowanie i powrót do kraju, na lotnisku okazało się , że
mamy 9 kilogramów nadbagażu, jednak nikt nie robił problemów. Powrót
przez ZEA i Larnakę na Cyprze. Po blisko 15 godzinach lądujemy na
Okęciu. Teraz wyczekujemy wiosny i ciepełka w kraju.
Jeżeli ktoś jest zainteresowany jakimiś szczegółami to podaje
kontakt gg 1808709.