Witam serdecznie
Zdecydowalismy sie na in vitro, ale ja zastanawiam sie jak wszystko
poukladac logistycznie. Kiedy posiewy, badania hormonow itp.
Ale moim glownym problemem sa plamienia po owulacji. Czy jesli
plamie nawet 1-2 razy w miesiacu to nie robic in vitro. Czy musze je
calkowicie wyleczyc???
Moje plamienia nie maja zidentyfikowanej przyczyny. Mam je jakies 4
lata. Przynajmniej taki czas moge sobie przypomniec. Zaczynaja sie 2-
3 dni po owulacji i sa koloru brunatnego.
Biore bromka na PRL i euthyrox na nadczynnosc tarczycy. Reszte
hormonow mam ok.
Przez jakis czas bralam luteine i niby nie mialam plamien tych
brunatnych ale zawsze w 23 lub 25 dc pojawia sie kilka kropli krwi.
Luteina z kolei zlikwidowala te brunatne plamienia.
Ostatnio moja endo przestawila mnie na femoston bo mialam owu w 8
dni i stwierdzila ze moze trzeba uzupelnic estrogeny (oprocz
progesteronu). A tu od 20 dc znowu plamienia + krople krwi.
Sama nie wiem co robic. Ten lek nie pomaga. Przyczyna nieznana a ja
myslalm ze na przelomie stycznia i lutego zrobimy in vitro.
Myslicie ze moge podejsc do zaplodniania?? czy lepiej sie nie
nastawiac??